sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział XXXIX

No, macie ;)
Epilog dam dnia 2 września, jako kolejny powód do smutku (szkoło, nadchodzę :p )
-----------------------


Rozdział XXXIX

- Zaczynacie mnie denerwować!- Alucard wyciągnął pistolet, gdy zobaczył, że na naszej drodze pojawiła się Yumie. Właśnie mieliśmy iść do Kwatery, naradzić się co robić.- Przychodzą i uciekają!
Przyjęłam pozycję obronną, wyjmując wakizashi.
Walczyłaś już z nią, nie?
„ Tak”
Kto wygrał?
„Powiedzmy, że ja”
Powiedzmy?
„ Dobra, ja”
Zostawię cię, niedaleko jest reszta Trzynastki. Radu też.
„ Okej”
Zniknął, a ja pojawiłam się za Yumie.
- Dlaczego ty, a nie Anderson jak zawsze?
- Nie twoja sprawa.- zamachnęła się, a ja zablokowałam je.- Chociaż… twoja też.
Przypomniały mi się słowa Alucarda. Że Watykan ma broń, którą będzie mógł go zabić.
- ALUCARD!- wrzasnęłam.
Kobieta stojąca obok mnie zaśmiała się i powstrzymała przed zniknięciem, atakując.
- Ja jestem twoim przeciwnikiem! On ma swoich!
Odskoczyłam, unikając cięcia.
- Zostaw mnie w spokoju! Nie chcę cię zabijać!- syknęłam, blokując kolejny atak.
Panikowałam z nieznanych powodów. Przecież Wampira tak łatwo nie da się zabić. Nawet przy połączeniu wszystkich sił Watykanu.
Mimo to zostawiłam Yumie i zniknęłam, pojawiając się dwieście metrów dalej. Na moje nieszczęście trafiłam na moment, gdy Alucarda atakowali oboje- Anderson i Raden. Zamiast uderzyć w  Wampira, uderzyli we mnie, bo stałam na drodze do ich celu. Upadłam pod oboma przeciwnikami, a wzrok mi się zamglił, gdy bardzo mocno uderzyłam głową w twardy grunt.
- Alicio, jesteś głupia.- słowa Alexandra przedarły się do mojej świadomości. Poczułam, że czyjeś palce zacisnęły się na moim przegubie i wyciągnęły spod wrogów. Gwałtownie się szarpnęłam, myśląc, ze to kolejny Watykańczyk, ale gdy poczułam napierające na mnie powietrze zrozumiałam, że to Wampir i znieruchomiałam. Gdy wszystko ustało otworzyłam oczy i gwałtownie się wyrwałam trzymającemu mnie mężczyźnie.
- Coś ty za jeden?!- pisnęłam, autentycznie przestraszona, i odskoczyłam. Przede mną stał mężczyzna postury Alucarda, ale o czarnych włosach dłuższych od jego. A do tego miał brodę i wąsy. I był w autentycznej średniowiecznej zbroi z mieczem u pasa, w czerwonej, podartej pelerynie.
- To ja, Alicio!- brunet zrobił krok w moją stronę.
- Nie podchodź!- podniosłam wakizashi na wysokość piersi.- Udowodnij, że to ty!
- Nie ma czasu!- mężczyzna robił się coraz bardziej niecierpliwy i niespokojny.
- Udowodnij!- warknęłam.
To ja, Alucard, tak wyglądałem jako Vlad.
- Serio?- opuściłam miecze, zszokowana, i przyjrzałam mu się dokładniej, zauważając podobieństwo między Alucardem a Vladem. Gdyby pozbyć Tepesa zarostu wyglądałby jak Wampir o dłuższych włosach.
- Trzeba go zabić.- odezwał się nagle.
- Kogo?- nie załapałam.
- Radu.
- Dlaczego?
- Lepiej, żebyś nie wiedziała. – westchnął.- Wracamy do nich. Nie. Ja do nich wracam. Ty wracasz do domu, albo do Kwatery.
- Kwatera.- już zapomniałam, po co w ogóle wyszliśmy na zewnątrz.
- Zawiadom Integrę. Opowiedz jej o Radu.- po raz kolejny w ostatnim czasie poczułam szacunek do Alucarda. Był bardzo lojalny. Bardzo. Ludzie nigdy tacy nie byli i pewnie nie będą.
- Okej!- przytaknęłam .
- A ja idę do…- przerwał nagle, nasłuchując.- Uważaj!
W polu widzenia pojawił się ogromny wilk. Naszykowałam ostrza. Gdy wpadł na mnie, aż po tsubę zatopiły się w jego ciele, ale to go nie zatrzymało. Poczułam jak wielkie zęby zatapiają się w moim brzuchu i upadłam pod mężczyzną. Ból, który mnie poraził, był silniejszy nawet od srebrnych naboi. Zakrztusiłam się, nie umiejąc złapać powietrza. Raden, siadając na mnie zmienił się w człowieka.
- Wiesz co?- odezwał się.- Jesteś jedną z nielicznych wrogów, których nie chciałbym zabijać. Chciałbym, byś była w Iscariote. Byłoby lepiej dla wszystkich. Ale dostałem rozkaz, by cię zabić, a rozkazy się wykonuje.
Zanim zdążyłam zareagować na te słowa zacisnął palce na mojej szyi, a kolanami unieruchomił ręce. Zaczęłam się dusić. Rozległ się huk i szatyn zleciał ze mnie, ochlapując swoją krwią, która wypłynęła z rany na piersi. Zachłysnęłam się świeżym powietrzem, a Alucard  znów mnie podniósł.
- Natychmiast teleportuj się pod drzwi Kwatery!- syknął.
Skupiłam się.
- Nie umiem… - wydusiłam po chwili- … oddychać.
Wampir właśnie zwrócił uwagę na ranę na moim brzuchu.
- Ugryzł cię! A ja potem do niego strzeliłem!- w jego głosie pobrzmiewała wściekłość. Na siebie.- Tym bardziej się teleportuj!
- Dlaczego?!
- Integra ci wyjaśni.- kończąc zdanie wystrzelił kilka pocisków w Radena i Andersona, którzy zaatakowali nas. Odrzut strzału obu wyrzucił w powietrze i oboje uderzyli w drzewa.
- Okej.- wydusiłam i znów spróbowałam się skupić. Nic się nie wydarzyło. Byłam za słaba. Osunęłam się na kolana.- Alucard, nie umiem…!
- To ja cię przeniosę.- dotknął mojego ramienia i po chwili stałam przed wielkimi drzwiami głównymi Kwatery. Pchnęłam je lekko i zobaczyłam zaskoczoną twarz Waltera.
- Alicio!- mężczyzna podtrzymał mnie, gdy prawie upadłam.
- Alucard… jego brat i Anderson… walczą.- wyszeptałam.- Zmiennokształtny… powiedz Integrze.
- A tobie co się stało?!- Walter spróbował zrobić kilka kroków, ale ja nie byłam w stanie, więc nie dał rady.
- Integro.- powiedział gorączkowo, zbliżając zegarek na lewej ręce do ust.- Zejdź natychmiast na hol główny.
- Radu mnie ugryzł.- wydusiłam.
- Radu? Zmiennokształtny?!
Przytaknęłam słabo, a potem cały ciężar mojego ciała zawisł na mężczyźnie, gdy straciłam świadomość.

1 komentarz:

  1. No nie :( Czemu tak krótko i czemu to już sie kończy :( ! Jestę smutna xD :P Pozdrawiam i oczywiście czekam !

    OdpowiedzUsuń