niedziela, 24 listopada 2013

Zwiastunik! ;D

Zamówiłam zwiastun na http://creative-trailers.blogspot.com i oto on:
http://www.youtube.com/watch?v=D1Fv6yhEOa8&feature=player_detailpage
Nie umiem wstawić filmu, więc link daję.
Bardzo dziekuję Karii za niego i zapraszam resztę hellsingowiczów do zamówienia trailera :D
A poza tym wsadzam go do szablonu, za każdym razem możecie go zobaczyć <3

piątek, 22 listopada 2013

2. Rozdział II

*wreszcie ktoś napisał komentarz* Ty mnie poratuj czytając i komentując Intressen Ansluter, bo nie chcę, ale będę musiała zawiesić ;__; a ja takj bardzo potrzebuję motywacji do napisania (dokończenia) tego :I
Masz, moja jedyna (nie licząc Anitsu, która nie komentuje, ale czyta, chyba jesteś jedyna ;_;) czytelniczko, Kredko :)
Koniec wyżalania, macie notkę. Z dedykacja dla Ani i Kredki :D
-------------------------------------------------



Rozdział II

Otworzyłam oczy. Przez ostatnie wydarzenia- choćby płacz- czułam się opuszczona z sił. Z powrotem pod kołdrę i przeleżałam bez ruchu kilkadziesiąt minut. A potem ledwie powstrzymałam się od zerwania z łóżka.
- Jak się czujesz?
- Zostaw mnie.- wycedziłam. Już się robiłam zła. Wampir westchnął.
- Alicio…
- Powiedziałam: zostaw mnie!- powtórzyłam- Nie powiem po raz trzeci.
- Okej.- kolejne westchnięcie.- Zostawiam ci broń na stole wraz z kr…- urwał.- dobra, już idę.- mruknął.
Odkryłam głowę i spojrzałam na wychodzącego Wampira. Po moim policzku spłynęła łza. Mężczyzna, będąc w progu, zerknął za siebie. Gdy nasze oczy się spotkały, zamarł na chwile.
- Może to dla ciebie dziwne, ale to nie jest temat dla mnie. Poproszę Waltera.- powiedział cicho i wyszedł. Alucard uważa, że zabijanie to nie temat dla niego. Nie tylko mi się poprzestawiało w głowie? I niby czemu Waltera?! Nie jest to dla niego nieznajomy temat?!
Jeśli jest znajomy, to kim on był?!
Nie rozumiesz? Nawet jeśli to ja trzymam pistolet, biorę na muszkę, załaduje magazynek, odciągnę zamek, nawet jak to ja odbezpieczę broń… to jednak Integra ostatecznie pociąga za spust.
„ Nie, nie rozumiem! Ty wykonujesz wszystko, ty strzelasz zabijając, nie Integra!”
Działam na jej rozkaz.
Westchnęłam. Miałam nadzieję, że w moim umyśle z czasem nie pomiesza się jak jemu.
„ Nie chcę z nikim rozmawiać. Nie przysyłaj Waltera”
Dobrze. Ale krew i tak wypij.
Znieruchomiałam i moja dusze ukłuły szpilki bólu.
- Musiałeś?- jęknęłam.- Nie będę piła krwi! Nie po… zabiciu człowieka!
Nagle kołdra została zerwana z mojej głowy i tułowia, a ręce przyszpilone po bokach, bym nie atakowała.
- Zrozum!- warknął Wampir.- Nie zmienisz tego! Zabiłaś, bo nie wiedziałaś co się dzieje!
- Wcześniej mi powiedziałeś!- zaprotestowałam, ze łzami w oczach.
- Przeżyłaś! Ale nie po to, by teraz zabić się z braku krwi! Nikt nie wie, czemu nagle wyskoczyłaś z trumny, ale wykorzystaj to!
Nie odpowiedziałam. Alucard odezwał się spokojniej.
- Naprawdę, nie czuj wyrzutów sumienia. Jesteś wampirem. Kiedyś to się musiało stać. Masz szczęście, że nie widziałaś, jak to się dzieje. Że nie pamiętasz. Spóźniłem się o kilka minut, może sekund, nie wiem.
- Jak to „spóźniłeś”? Byłeś tam? I mnie nie zatrzymałeś?!
- Mówię ci, że się spóźniłem. Gdy tam przybyłem, już płakałaś. Czekałem aż zaśniesz.
- Aż zasnę?! Mogłeś mi wtedy pomóc!- spróbowałam się wyrwać, ale Wampir trzymał mocno.
- Gdy już zasnęłaś, przeniosłem cię do domu.
- A ten mężczyzna?- nie wiem, czy chciałam zadać to pytanie.
- Sprzątnąłem. Był…
- Sprzątnąłeś?!- krzyknęłam. – Tak to nazywacie?! Sprzątnęliście ciała, jak talerze po posiłku?!
- Jeśli by porównywać do posiłków, to by pasowało tak jak mówisz.- odparł chłodno Wampir. Chyba zmienił taktykę na trochę inną, mniej przyjazną.
- Nie porównuj ludzi do posiłków!- wrzasnęłam. Alucard puścił mnie i zniknął, pojawiając się w połowie drogi do drzwi. Wyskoczyłam z łóżka, w stronę mężczyzny. Wzięłam długi zamach noga, chcąc go kopnąć w głowę. Ale podniósł rękę do góry, i to w nią uderzyłam. Zachwiałam się ale przypuściłam kolejny atak.
Tym razem powstrzymało mnie coś, czego nie widziałam.
- Co…?- spróbowałam się wyrwać niewidzialnym niciom. Ale otoczyły mnie dokładnie.
- Walterze.- zaśmiał się Alucard.- Wreszcie postanowiłeś jej pokazać?
- Co pokazać?- warknęłam, a zza Wampira- drzwi były otwarte- wyszedł Walter w zaciśniętymi pięściami. Gdy je rozluźnił, nici oplatające mnie opadły.
- Co to…
- Alicio, poznaj „Anioła Śmierci”.- Alucard przerwał moje pytanie.  Spojrzałam na Waltera, który uśmiechał się jak zawsze.
- Kogo?
- Waltera sprzed pięćdziesięciu lat.- Wampir znów zaśmiał się. Wyglądał na szczerze rozbawionego ta sytuacją. Cos za często mu się zmieniały nastroje.
- Co to było, ja się pytam!- zdenerwowałam się na obu.
- Broń Waltera.
- Nicie wykonane z pewnego stopu, mogące przeciąć najtwardszą stal.- odparł Walter.
- Nicie. Nitki.- powtórzyłam.
- Masz.- Alucard rzucił jakąś pałeczkę- chyba z metalu- w moją stronę, a ja usłyszałam świst… i pałeczka rozleciała się na cztery części.
- Co?!- odskoczyłam zaskoczona.
- Spokojnie, spokojnie.- uspokoił mnie Walter- I tak powinnaś się dowiedzieć.
Nagle zawrzała we mnie złość. Za skrywanie TAKIEJ tajemnicy.
- Wynoście się obaj z mojego pokoju!- machnęłam poziomo ręką. Mężczyźni spojrzeli najpierw na siebie, potem na mnie, a potem znów na siebie. Alucard wydawał się mniej zaskoczony wybuchem, ale to Walter pierwszy wyszedł. Utkwiłam gniewny wzrok na wampirze.
- Dobra, już idę.- mruknął i zniknął. Opadłam na łóżko i przeleżałam kilka minut, a potem wstałam i wzięłam do ręki dwa z czterech kawałków metalu. Zgniotłam w rękach.
- Nie jest to miękki metal, to fakt.- wymruczałam, po czym podniosłam wszystkie fragmenty i wyrzuciłam do kosza.
Ciekawą broń ma Walter.

***

- Mam iść do Integry, tak?- spytałam kilka dni później Wampira, który był w kuchni akurat w chwili, w której ja.
- Byłoby to wskazane.- potwierdził kiwnięciem głowy.
- Kiedy mam iść?
- Najlepiej jak najszybciej.
-Jest teraz wolna?
- W takim przypadku będzie wolna zawsze.
- Jest teraz wolna?- powtórzyłam, kładąc nacisk na słowo wolna.
- Jest, jest.- zaśmiał się.
- Nie wiem jakie pytania mogłaby mi zadać, których już nie słyszałam.- wymruczałam i zniknęłam, pojawiając się przed drzwiami rezydencji Hellsing. Weszłam i biegiem dostałam się pod drzwi biura Integry. Nie byłam Alucardem, żeby wpadać bez pukania. Po usłyszeniu „proszę” weszłam.
- To ja.
- Nareszcie. Wyleczyłaś się już?- spytała trochę zmęczonym głosem kobieta.
- A z cze…- urwałam.- Czy tak nazywasz depresję po zabiciu?
Integra spojrzała na mnie zdziwiona.
- Depresja po zabiciu?- powtórzyła, a po chwili machnęła ręka lekceważąco.- Skończmy z tym tematem. Nie masz pojęcia, dlaczego przeżyłaś?
- Zielonego.- pokręciłam głową.
- A pomysły?
Zastanowiłam się.
- Może mam większość wytrzymałość, jako, ze od początku byłam dampirem?
Integra zaprzeczyła.
- Niemożliwe. Oprócz Cienia nie różnisz od innych Nosferatu.
- To nie mam zielonego pojęcia, dlaczego żyję.- westchnęłam zniechęcona.
- A tak na marginesie, jak tam Alucard?
- Alucard?- zdziwiłam się.- A co z nim?
- Zachowywał się dziwnie.- odparła sir Hellsing- Nie zauważyłaś?
- Przy mnie był wredny jak zawsze. Chyba, że jestem ślepa. Co znaczy te dziwne zachowanie?
Na twarzy Integry pojawił się zmieszany, delikatny uśmiech.
- Nie robi mi złośliwych uwag tak często jak wcześniej.
- Jest złośliwy wobec pani?- przeraziłam się.- Złośliwy wobec swojej Pani?
- Nie jestem dla ciebie panią!- zirytowała się kobieta.- A uwagi robił zawsze.
- Zawsze?- powtórzyłam, zdezorientowana.
- A czy on wygląda na pokornego wampirka?
Zaśmiałam się cicho.
- Nie bardzo.
- To sama sobie wytłumacz jego zachowanie, a nie dziw tak.
- Tak jest.- zasalutowałam, starając się zachować powagę.- A ja mam jeszcze jedno pytanie.
- Hm?- Integra zaczęła szukać czegoś w stosie papierów.
- O co chodzi z nitkami Waltera?
Kobieta znieruchomiała i spojrzała na mnie, zdziwiona.
- Wreszcie postanowili ci powiedzieć?
- Dlaczego tak późno?
- Skąd mam wiedzieć? Poprosili mnie, żebym ci nie mówiła. Myślę, że Walter był najbliższą ci osoba i w miarę bezpieczną. Gdyby ci powiedzieli, że on też używa specyficznej broni, nie chciałabyś z nim również przebywać.
Zastanowiłam się nad tokiem rozumowania kobiety. Może to i racja, ale to nie powód, by nie mówić jej, że ostatnia osoba, którą posądzała o zabijanie używa jakiś srebrno-podobnych drutów!
- Na czym polega jego broń?- spytałam.
- Są to bardzo cienkie nicie, ukryte w rękawiczkach Waltera. Zrobione ze stopu srebra z innymi mocnymi metalami.
- Ciekawe, co jest silniejsze, stal moich wakizashi czy jego nitek.- mruknęłam, tak by było słyszalne tylko dla mnie, ale Integrze udało się usłyszeć.
- Zawiodę cię, ale w próbie twardości jego broń z łatwością przecięłaby twoją.

poniedziałek, 4 listopada 2013

2. Rozdział I

Jak zapowiedziałam- macie. Czytajcie i komentujcie, bo przez to naprawdę jestem szczęśliwa :D (to nie jest chwyt marketingowy czy coś, naprawdę) A co do komentowania ANITSUYI, ODEZWIJ SIĘ WRESZCIE I SKOMENTUJ
Pamiętacie jak wspominałam o mojej nieszczęśliwości, bo nie ma drugiego tomu po polsku Imperium Wapirów (małżeństwo Griffith jest autorami)? Otóż podsunięto mi pomysł, żebym ponownie poszukala, tylko, że nie pdfa, tylko specjalnego roszerzenia do Kindla i... i... DZIAŁA *ja szczęśliwa, naprawdę* gorzej tylko z tym, że połowy nie rozumiem xD
Dobra, koniec nawijania, macie:
---------------------------------------------------------------


Rozdział I

Przestraszony krzyk wydobył się z mojego gardła. Rozwaliłam kawałki ciemne pudło, w którym przed chwilą i wyskoczyłam na światło. Poraziło mnie, przez co zacisnęłam powieki jak najszybciej. Nie wiem gdzie przed chwila byłam, ale na moich piersiach znajdowały się dwa wakizashi, którymi zawsze walczyłam, a które były teraz zaciśnięte w moich dłoniach. Czułam przerażenie, nie wiedziałam czemu, oraz wściekłość- też nie znałam powodu. W każdym razie znajdowałam się w pomieszczeniu, gdzie było poniżej połowy setki ludzi. I jeden nie-człowiek. I tą właśnie wyróżniającą się osobę postanowiłam zaatakować. Skoczyłam i w ułamku sekundy dwa wakizashi wbiły się w ciało namierzonej postaci. Gdy skryłam się w jej cieniu, a po moich dłoniach spłynęła krew, uchyliłam lekko powieki. Mężczyzna, którego zaatakowałam,  stał nieruchomo, nie reagując na dwie rany, zadane przeze mnie. Patrzył na blondynkę, stojącą kilka metrów bliżej nas niż tłum kulący się pod ścianą.
- Jakim cudem ona…?- wyszeptał. Spojrzałam na kobietę, a w tej samej chwili od grupy ludzi oderwało się kilku umundurowanych i ruszyło w stronę blondynki. Wszyscy w sali- łącznie z nią- byli zszokowani. Nie miałam zielonego pojęcia czemu.
Zlustrowałam kobietę z góry do dołu. A potem wróciłam spojrzeniem na szyję i poczułam głód. Straszny. Wyszarpnęłam ostrza z ciała okrytego czerwonym płaszczem- co wydobyło z bruneta cichy syk- puściłam je i skoczyłam na blondynkę. Czterech mundurowych przyszpiliło mnie do ziemi, ale szybko się uwolniłam, wszystkich posyłając między kościelne drewniane ławki. Jak po chwili zdałam sobie sprawę znajdowaliśmy się w kościele. Błyskawicznie podniosłam się i znów zaatakowałam kobietę- teraz jej twarz wykrzywiał wyraz przerażenia, ale nie robiła nic, co by ją uratowało. Oprócz krzyku.
- Alucard! Powstrzymaj ją!
Znieruchomiałam. Otworzyłam oczy szerzej i wylądowałam na ziemi, na jednym kolanie.
- Alu… card?- wyszeptałam, złapałam wakizashi i… przeteleportowałam się. Pod wejście do mojego dotychczasowego domu. W ciągu następnej sekundy wpadłam do swojego pokoju i nałożyłam zaklęcia blokujące na drzwi i swój umysł. Po tych czynnościach zakopałam się głęboko w kołdrze.
Wampir Alucard. Opiekun i przyjaciel. Przypomniałam sobie dość, by tyle o nim wiedzieć. Integra Hellsing, jego pani i moja ciocia. W skrócie tyle o tej jasnowłosej kobiecie. Ale nie pamiętałam nic o tym, dlaczego wszyscy byli w kościele.
„ Jakim cudem ona…?” Ona co?
Mignął mi jakiś obraz w głowie. Raden…? Nie… Radu. Brat Alucarda.
„ Znaczy Vlada Tepesa”
Poprawiłam się. On…
Przeleciały mi przez głowę wszystkie potyczki z szatynem… wraz z tą ostatnią.
… mnie zabił.
Ta myśl tak gwałtownie do mnie dotarła, że wzdrygnęłam się. Najpierw Anderson, potem Radu. Zginęłam dwa razy. Za pierwszym Wampir mnie zmienił. Ale teraz wszyscy wydawali się zaskoczeni moim przeżyciem.
- Więc dlaczego żyję?- spytałam nieświadomie na głos.
- Dobre pytanie.- stwierdził znajomy głos. Syknęła, wyskakując i rzucając się na Wampira z jednym wakizashi, które wcześniej położyłam na szafkę. Mężczyzna był tak zaskoczony, że nie stawił oporu i po ułamku sekundy siedziałam na nim z ostrzem gotowym do dźgnięcia w twarz albo szyję.
„ Co ja robię?!”
Odskoczyłam od Wampira, zszokowana agresywna reakcją, upuściłam miecz i znów wybiegłam z budynku. I zniknęłam.
Czemu unikałam Alucarda? Nie wiem. Może po prostu potrzebowałam samotności. Jednego byłam pewna: nie chciałam z nim teraz rozmawiać. A poza tym… moje czary nie mogły go powstrzymać…? A, no tak… nie jego.
Pojawiłam się w jakimś odludnym miejscu. Mój pogrzeb- wciąż się wzdrygałam gdy tak myślałam- był pod wieczór i zdążyło się już zrobić ciemno. I zimno. Była zima. Otoczyłam rękami tułów i ruszyłam wolnym krokiem w bliżej nieokreśloną stronę. Po chwili zastanawiania się wpadła mi do głowy myśl, by odwiedzić swój stary dom.
Weszłam do jakiegoś zaułka, by nikt mnie nie widział i po raz kolejny zniknęłam.
Pojawiłam się tuż za mężczyzną w stroju robotnika. Zanim się obrócił zdążyłam przeanalizować sytuację i miejsce gdzie wylądowałam. Na miejscu mojego starego domu budowali centrum handlowe. Nie powiem bym nic nie poczuła- bo poczułam żal, że nic nie zostanie- ale co mogłam zrobić?
Robotnik odwrócił się i krzyknął zaskoczony, cofając się o krok.
- Tu nie wolno, przebywać, dziewczyno.
Nie widziałam co dokładnie robię, ale poczułam że muszę. Utkwiłam swój wzrok w oczach mężczyzny i powiedziałam cicho acz wyraźnie.
- Nie widziałeś mnie.
Spojrzenie mężczyzny stało się trochę mętne.
- Nie widziałem.- powiedział powoli i jakby głucho.
- Nie było mnie tu.
- Nie było.
A potem skupiłam się i zniknęłam, wracając do lasu w którym był dom Wampira. Po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że wymusiłam na tym mężczyźnie pewne stwierdzenie i uwierzył w nie. Przypomniałam sobie, że Alucard kiedyś wspominał, że mógłby mnie zmusić do czegokolwiek. Tylko nie do zmiany wspomnień.
Po kolejnej chwili zdałam sobie sprawę, że moje gardło prawie się pali. Nie jadłam od przynajmniej tygodnia. A nie byłam Alucardem, by wytrzymać jeszcze więcej. I jak na zawołanie gdzieś na skraju lasu usłyszałam bicie serca i podśpiewywanie.
- Nie…- wyszeptałam, usiłując się cofnąć. Moje kły zaczęły się wydłużać i nie umiałam zacisnąć szczęki całkiem. Ułamek sekundy później coś we mnie pękło.
Pobiegłam te dwieście metrów w stronę człowieka i rzuciłam się na mężczyznę w średnim wieku. Usłyszałam przestraszony, zdziwiony krzyk… a potem nic nie pamiętałam.
Gdy się „obudziłam” leżał przede mną z zamkniętymi oczami, blady. I martwy.
- Co ja zrobiłam?- wyszeptałam, cofając się kilka kroków.- Zabiłam go! Zabiłam człowieka!- krzyknęłam łamiącym się głosem i opadłam na kolana. Po kilku sekundach patrzenia na ciało pustym wzrokiem, wytarłam rękawem ładnej, acz czerwonej od krwi, bluzki brodę i usta. Potem podwinęłam nogi i skryłam głowę w ramionach. Zaszlochałam
„ Nie powstrzymałam się i zabiłam… picie krwi medycznej jest łatwiejsze od zabicia…”

Alucard stał jak sparaliżowany, nawet gdy dziewczyna wbiła w niego swoje miecze. Poruszył się dopiero jak zniknęła. Podszedł do swojej pani.
- Nie wiem jak przeżyła.- odezwał się.- Ale trzeba ją znaleźć .
- To idź.- westchnęła Integra. Starała się jak najlepiej ukryć swoje uczucia. Względem Alucarda wychodziło jej to słabo. Była zszokowana, ale i wręcz szczęśliwa, że Alicia żyje. Obróciła się do przestraszonego tłumu przyjmując kamienny wyraz twarzy.
- Wy tam!- wskazała na kilku mundurowych.- Pomóżcie tej czwórce!- chodziło o tych, których wampirzyca porozrzucała po kościele.- Wy!- wskazała na inną, większą grupkę.- Sprzątnąć trumnę i resztę bałaganu. A reszta rozejść się. Jak widzicie, pogrzeb się nie odbędzie.


Alucard tymczasem pojawił się przed domem i od razu wyczuł zaklęcia, które miały zablokować jego dostęp do dziewczyny. Co prawda były dobrze nałożone, ale nie mogły go powstrzymać. Nie jego. Bezszelestnie pojawił się w jej pokoju i spróbował wychwycić jakieś skrawki myśli z odrzucającego go umysłu, ale ten czar Alicia opanowała tak dobrze, że jeśli nie chciał, by wiedziała, ze tu jest to nie mógł się włamać do jej umysłu. Wszystkie wampiry miały tą zdolność. Mogły czytać w myślach jak się włamią do umysłu ofiary, ale najczęściej te osoby wiedziały, że cos się dzieje w ich umysłach. Alucard umiał korzystać z tej zdolności „nieinwazyjnie”, ale nie gdy ktoś go blokował.
Gdy Alicia wyszeptała pytanie, nieświadomie na głos, a on się odezwał, natychmiast skoczyła na niego. Nie zdążył zareagować, bo nie był przygotowany na atak z jej strony. Nigdy nie atakowała, gdy ją podszedł. Zanim zdołał się otrząsnąć z reakcji powaliła go na ziemię, ale gdy miała opuścić ostrze jakby oprzytomniała. Potem wybiegła. I stracił ją z „ radaru”, choć podejrzewał, ze wiedział gdzie mogła uciec. Ale gdy dotarł do miejsca, gdzie mieszkała kiedyś, wyczuwał tylko ślad po czarze. I to takim, którego do tej pory nie używała, a on sam dość rzadko korzystał. To było co najmniej dziwne. Wrócił do lasu i od razu poczuł krew. Świeżą krew. Na kilka sekund zamarł, domyślając się, co się wydarzyło. Kiedy dobiegł do jego uszu szloch, coraz głośniejszy, ostrożnie zakradł się kilometr dalej i z większej odległości zobaczył coś, czego miał nadzieję nie widzieć jak najdłużej. Szlochającą Alicię obok zakrwawionego ciała.
Stał tak przez dłuższy czas, dopóki płacz nie ucichł zamieniając się w miarowy oddech gdy zasnęła. Ostrożnie podszedł by nie obudzić wampirzycy i spojrzał na jej ofiarę. Mężczyzna był w średnim wieku, wyglądający na samotnika. Jego „dawcy” byli prawie zawsze  osobami, których zniknięcia nikt by nie zauważył. Miał nadzieję, że ten blondyn również był takim typem.
Po minucie przeniósł wzrok na Alicię. Jej twarz wyglądała na zmęczoną, a skóra naokoło oczu zaczerwieniona od łez. Ubranie, w które została obrana na pogrzeb, zakrwawione, tak samo jak usta i ich okolice. Chociaż wyglądało na to, że dziewczyna próbowała zmazać z siebie krew, bo była rozmazana. Zbliżył się do niej upewniając, że się nie obudzi, podniósł, po czym zabrał do domu. A potem wrócił by „posprzątać”.