środa, 30 grudnia 2015

Teehle IX


Zero komentarzy pod poprzednim postem? ;-; Szczęśliwego Nowego Roku :) Ostatni post w tym roku! Ewentualnie jeszcze będzie post o Nowym Roku... :>
Nie wiem, kiedy będzie następna notka, bo mam w tym miejscu brak fragmentu ._. A potem znowu jest dużo tekstu...
______________________________________________________

– Masz dwie godziny – Teehle wysiadł z auta, ja także. Poprosiłam go o możliwość wyjścia do miasta, bo czułam się samotna, więc zabrał mnie ze sobą, jadąc po jedzenie.
– Postaraj się nie zgubić.
Przytaknęłam ponuro. Czy gdybym się zgubiła, znalazłby mnie? Zapewne tak...
Szybko odeszłam od niego, zmierzając w stronę centrum. Nie śmiałam obejrzeć się do tyłu, bojąc się, że obserwuje mnie, dopóki nie zniknę mu z oczu. Miałam ochotę po prostu pochodzić po mieście jak zwykła nastolatka. Teehle dał mi nawet sporo kasy. Zastanawiałam się, czy chce mnie przekupić, żeby bezproblemowo mógł mnie gryźć. Zaśmiałam się bez cienia radości. Nie uda mu się. Nigdy.
– Przepraszam?
Spojrzałam na dziewczynę, która mnie zatrzymała. Była mniej więcej w moim wieku i miałam wrażenie, że skądś ją znam.
– Tak?
– Proszę wybaczyć tak bezpośrednie pytanie... – dziewczyna zawahała się – Czy masz na imię Alexandra?
Zamarłam. Kim ona jest?!
– Nie – odparłam, siląc się na zwykły ton – Jestem Andrea. Czemu pytasz?
– Och – nieznajoma zmieszała się – Wyglądasz jak moja przyjaciółka z podstawówki, choć ona miała rude włosy...
W tym momencie rozpoznałam ją. Sonya – z którą faktycznie chodziłam do szkoły. Musiała się przeprowadzić w trzeciej klasie... a teraz na moje nieszczęście, jakimś cholernym przypadkiem na nią trafiłam.
– Trudno – Sonya posmutniała – Miałam nadzieję, że jesteś Alexandrą... ale tak czy owak – uśmiechnęła się szeroko – może pójdziemy do kawiarni?
Zamurowało mnie. Sonya od zawsze była nieśmiałą osobą – a teraz tak po prostu zaprasza mnie? Zmieniła się...
– Przykro mi, ale nie mam zbyt wiele czasu – zerknęłam na zegarek. Półtorej godziny.
– To blisko. Tuż za rogiem. No chodź, ja stawiam! – pociągnęła mnie za rękę. Uśmiechnęłam się ciepło do wspomnień, a potem pozwoliłam się poprowadzić. Pogadamy trochę, będę pilnować czasu i pożegnam się w odpowiednim momencie. Sonya była moją przyjaciółką, więc musiałam uważać przy odpowiadaniu na pytania, ale bardzo chciałam znowu z nią porozmawiać, dowiedzieć się, jak tam się u niej dzieje... bo z przykrością stwierdzam, ale straciłyśmy kontakt, gdy wyjechała. Dziesięć lat...
– Ach! – dziewczyna spojrzała na mnie z uśmiechem – Mam na imię Sonya. Miło mi cię poznać!
– Mi także – uśmiechnęłam się lekko.
Czas upłynął w ekspresowym tempie na rozmowie, z której zdążyłam się dowiedzieć, że Sonya studiuje medycynę i mieszka z kilkoma innymi studentkami w wynajmowanym mieszkaniu. Prócz tego wymieniłyśmy się numerami telefonów, by nie stracić kontaktu.
– Masz brata, Andreo? – spytała nagle. Zdezorientowana nagłym pytaniem otworzyłam usta, by odpowiedzieć, że nie, gdy nagle usłyszałam za sobą głos Teehlego.
– Coś się tu zagadałaś.
Podskoczyłam na krześle i gwałtownie obróciłam się do niego, patrząc na zegarek. Pół godziny po czasie. Czy Teehle jest wkurzony? Nie wygląda...
– Chodź, musimy się pospieszyć, bo się spóźnimy. Poważnie. Mamy mało czasu.
– Gdzie się wybieracie? – spytała Sonya.
– Na dworzec – odpowiedział jej spokojnie.
Wstałam szybko, podejmując grę.
– Miło było cię poznać. Spotkajmy się jeszcze – zwróciłam się do dziewczyny. Wyszczerzyła się.
– Pewnie. Papa!
Teehle zerknął na nią i bez słowa ruszył z powrotem. Pobiegłam za nim.
– Przepraszam! Nie zauważyłam, że już ta godzina! – wydusiłam z obawą, gdy go dogoniłam. Był zły, że nie przyszłam? Nie wyglądał, ale nie byłam pewna... Nigdy nie byłam pewna, jeśli w grę wchodziły jego uczucia.
– Kto to? – spytał.
– Sonya. Spotkaliśmy się i zagadałyśmy. I nie zamierzam zerwać kontaktu, cokolwiek powiesz.
– Mi to nie przeszkadza. Dobrze, że znalazłaś znajomą. Tylko musisz uważać, bo jeśli zacznie się nami interesować, to będę musiał działać.
– Działać? – powtórzyłam ze strachem.
Nie odpowiedział, a ja domyślałam się, co ma na myśli i wolałam się nie upewniać.
– Jutro prawdopodobnie wybieram się na misje. Póki co tamtejsze władze nie przyjmują do wiadomości faktu, że nie są w stanie pokonać przeciwników. To daleko, ponad dwie godziny drogi stąd moim tempem jazdy.
– Więc ile cię nie będzie? – pamiętał, że ostrzegałam, że spróbuję się zabić, gdy go nie pojedzie?
– Prawdopodobnie cały jutrzejszy dzień – zerknął na mnie i najwyraźniej rozpoznał spojrzenie, które miałam wbite w ulicę przed sobą – Nie zapomniałem, co powiedziałaś, Alexandro. Nie pozwolę ci się zabić.
– Możesz sobie nie pozwalać dalej, twoje zakazy mnie nie powstrzymają.
– Skoro zakazy nic nie zdziałają, to powstrzymam cię inaczej.
– Jak? – serce podeszło mi do gardła. Wiedziałam, co powie.
– Ugryzę cię
Miałam rację.
– A jako, że nie jestem pewny, ile czasu po twoim obudzeniu minie do mojego powrotu, zamknę cię w pokoju.
– A jedzenie? – zacisnęłam zęby... a zaraz potem pomyślałam, że mogę się zagłodzić. Przed tym nie ma jak mnie powstrzymać.
– Zostawię ci kanapki, ale będziesz musiała wytrzymać bez ciepłego posiłku.
Nie odpowiedziałam.
***
Nie wiem, o czym śniłam, ale obudził mnie ból w szyi. I raczej nie miał związku ze snem... Jęknęłam półprzytomnie... a zaraz potem się rozbudziłam. Teehle pije moją krew! Ugryzł, gdy spałam!
– Puszczaj! – wrzasnęłam, próbując się wyrwać, ale zaraz potem znieruchomiałam, gdy szyję przeszył ostry ból.
– Powiedziałam ci, że nie chcę, byś mnie gryzł, gdy śpię!
– Miałem nadzieję cię nie obudzić.
– To nie wyjaśnienie!
– Nie chciało mi się z tobą dyskutować.
Zaśmiałam się gorzko.
– Nie mogłeś dać mi jakiegoś usypiającego leku? Jak kiedyś?
– Wtedy uniknęłabyś ugryzienia.
– O to chodzi, żebyś mnie nie gryzł! – warknęłam, usiłując nie krzyczeć z palącego bólu.
– Po prostu zaśnij. Zaśnij i nie próbuj się zabić.
***
Teehle leżał na ziemi nieruchomo, zakrwawiony, obok niego kucał Michael.
– Tak się kończy walka z Christopherem. Jest silniejszy od Siergieja, chociaż to człowiek – stwierdził łowca ze spokojem, podciągając rękaw i przysuwając nadgarstek do ust wampira. Ten natychmiast go ugryzł. Spojrzałam szybko na twarz Michaela. Nawet się nie skrzywił. Wysoki próg bólu... Wzdrygnęłam się, przypominając gryzienie mnie. Nagle Teehle oderwał się od ręki wampira.
– Wiem – wydusił zszokowany – Już wiem, z kim jest spokrewniona Aleksa. Przez twoją krew...
Michael uśmiechnął się.
– Wiedziałeś – oskarżył go wampir.
– Oczywiście – jeszcze szerszy uśmiech.
– Dlatego tak często przylatywałeś.
– Oczywiście.
***
Od razu po obudzeniu pomyślałam o zabiciu się. Mam nie próbować? Śmieszne. Która godzina? Piętnasta. Mało czasu mi zostało.
Czy Teehle zabrał mi pistolet?
Otworzyłam szufladę szafki nocnej i zatryumfowałam. Miał zrobić tak, bym nie miała sposobu na samobójstwo, a zostawił broń.
Chyba że... wyjęłam magazynek.
Pusty.
Rzuciłam nim o ścianę z wściekłością. Cholera!
Udusić się? Utopić?
Dla pewności sprawdziłam drzwi, jakby jednak zapomniał zamknąć, ale nie udało mi się ich otworzyć. Poszłam do łazienki. Utopię się. Tym razem nie zdąży. Nie może mieć aż takiego szczęścia.
Napuściłam wodę do wanny i w ubraniach położyłam się w środku na brzuchu. Zanurzyłam twarz w wodzie. O takiej metodzie samobójstwa nie słyszałam, ale zdesperowany zrobi wszystko...
Zaczęło mi brakować powietrza, poczułam w płucach ogień... Wytrzymam, nie wyjdę... odruch ludzki kazał mi wyjść z wody i odetchnąć świeżym powietrzem, ale starałam się nie poddać. To by oznaczało całkowitą porażkę. Zostałoby mi tylko zagłodzenie się, o ile Teehle nie znajdzie sposobu także na to...
Nie miałam dość silnej woli i odruch mnie pokonał. Podniosłam się, łapczywie łapiąc duży haust powietrza.
– Cholera! – uderzyłam ręką w ścianę. Już zrozumiałam, dlaczego samobójstwa poprzez utopienie zdarzały się tak rzadko. Zbyt ciężko było przełamać odruch.
Wyszłam z łazienki cała mokra i ze łzami w oczach. Zerknęłam na stolik. Leżało na nim jedzenie. Rzuciłam na nie gniewne spojrzenie i padłam na łóżko. Ostatnia możliwość. Zero posiłków, zero napojów...
***
Musiałam zasnąć, a choć położyłam się na kołdrze, teraz byłam nią przykryta. Wrócił.
– Nie jestem głupi, Alekso.
Wzdrygnęłam się, ale nie obróciłam do niego ani nie odpowiedziałam.
– I mam już tego dość. Podcięłaś sobie żyły, chciałaś strzelić w głowę, a potem się utopić. Dobrze, że nie masz zasłon, z których da się wyciągnąć sznur. Jeśli będzie trzeba, Teressa pozwoli mi przez jakiś czas nie chodzić na misje. Mogę cię pilnować cały czas. Zrozum, że się nie zabijesz.
– Wystarczy, że obiecasz – wyszeptałam – Po prostu obiecaj, że nie będziesz mnie gryzł.
– Ja nie obiecuje – odparł – Tym bardziej jeśli wiem, że nie dotrzymam słowa. Za to ty mogłabyś złożyć obietnicę.
– Niby jaką? Jeśli tym mi nie chcesz obiecać, to nie spodziewaj się, że ja tobie obiecam.
– Że nie będziesz próbowała się zagłodzić.
Zaśmiałam się bez cienia rozbawienia, ale w środku ścisnął mnie strach. Przejrzał mnie. Będzie w stanie przeciwdziałać.
– Nie ma takiej możliwości.
Nagle mną szarpnęło i ułamek sekundy później leżałam na plecach. Teehle trzymał moją brodę, nie pozwalając odwrócić głowy.
– Puść...
– Alexandro – przerwał mi, nachylając się bardziej – Mogę sprawić, że całkowicie stracisz wolę i będziesz mi posłuszna.
Milczałam z buntowniczą miną.
– Nie zmuszaj mnie do tego.
– Niby w jaki sposób chciałbyś to zrobić?
– Taki – w jego oczach zamigotały czerwone iskierki – Wstań i zjedz to, co ci zostawiłem.
Chciałam zaprotestować, ale gdy mnie puścił, moje ciało samo się poruszyło. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do stolika.
Co się dzieje?!
Ręka zadrżała, gdy sięgnęła po kanapkę, ale nie powstrzymałam jej. Co się dzieje? O co chodzi? Dlaczego ruszam się wbrew mojej woli?!
– Cholera... – podniosłam jedzenie do ust... ale zaraz potem udało mi się je z powrotem rzucić na talerz.
– Nie będziesz mnie kontrolował! – krzyknęłam. Teehle stał z złośliwym uśmiechem.
– Twoja wola opierania się jest duża, ale nie wystarczająco – powiedział – Nie dasz rady się długo opierać.
– A co ja właśnie zrobiłam?!
– To był najsłabszy wpływ, jakiego mogę użyć – spojrzał na mnie chłodno – Wystarczy odrobinę mocniejszy i już go nie złamiesz.
Skrzyżowałam ręce z buntowniczą miną, ukrywając prawdziwe uczucia. Strach. Niepokój. Jeśli postanowi na mnie wpłynąć po raz drugi, to zrobi to i nie będę mogła nic poradzić.
– Zamierzasz to zjeść?
Pokiwałam głową.
– Kłamiesz.
Pokiwałam głową drugi raz.
– Chcesz się zagłodzić?
Pokiwałam głową trzeci raz.
– Wiesz, że ci się nie uda?
Tym razem nie poruszyłam się. Wampir się zaśmiał szczerze rozbawiony.
– Byłem ciekawy odpowiedzi. Trudno, próbuj. Właśnie wypowiedziałaś mi wojnę. Nie zamierzam przegrać.
Ja też.

***

piątek, 25 grudnia 2015

Teehle VIII


Z okazji świąt ;) One shota nie mogłam napisać z racji, że tu nie ma romansu... Więc daję zwykłą notkę.
________________________________

Nie odwiedzał mnie. Tydzień później wrócił, akurat gdy czytałam. Spojrzałam na niego nachmurzona.
– Przez tyle czasu nie przychodziłeś – nie żeby mi to przeszkadzało – a teraz nagle jesteś – odezwałam się – Czego chcesz?
– Właśnie cię wypisałem – odparł spokojnie – Zbieraj się, opuszczamy szpital.
Zbladłam przerażona. O ile tutaj byłam przed nim chroniona, gdy wrócimy do niego, nic mu nie będzie przeszkadzać. Michael wyjechał, Teressy najwyraźniej to nie obchodzi... Teehle zauważył mój strach i uśmiechnął się zimno, ale nic nie powiedział. Zaczął pakować moje rzeczy do plecaka, który przyniósł pierwszego dnia.
– Jak twoje nadgarstki?
– Nie dowiedziałeś się przy wypisie? – spytałam kąśliwie.
– Pytam ciebie. Zawsze najlepiej pytać bezpośrednio poszkodowanej.
– Wczoraj zdjęli szwy – odparłam ostrożnie. Jeśli chce ode mnie wiedzieć, to i tak w końcu mu powiem. Zmusi mnie, wiem to – Jeśli chcę mieć małe blizny, powinnam smarować je specjalną maścią.
– Lekarz dał mi nazwę – przytaknął wampir.
– Ale to jutro, po zdjęciu plastrów ściągających – zignorowałam go – Jestem w stanie ruszać rękoma, ale nie powinnam, bo jak blizny się rozejdą, to będą okropne.
– Świetnie. Masz kilka tygodni luzu – powiedział to normalnym tonem, ale nie byłam pewna, co jego słowa oznaczają. To normalne stwierdzenie czy zapowiedz, co będzie, jak się wyleczę?
Gdy na niego spojrzałam, znowu zobaczyłam chłodny uśmiech i już nie miałam wątpliwości.
– Wstawaj. Idziemy.
– Kiedy Michael wróci? – wymknęło mi się. Wbił we mnie zaskoczony wzrok.
– Nie wiem, kiedy przyjedzie do Anglii, ale zaprosił cię do Rumunii – odparł po chwili. Serce podeszło mi do gardła, ale nie ze strachu tylko ekscytacji.
– Kiedy?
– Nie wcześniej niż za miesiąc.
Czyli zbyt późno. Miałam nadzieję, że może zanim Teehle będzie chciał mnie ugryźć... wtedy mogłabym próbować wybłagać u Michaela ochronę. A tak nie miałam szans...
***
Wróciliśmy w ciszy; w ciszy też zostawił mnie w pokoju. Opadłam na łóżko, a potem sięgnęłam po laptopa, by zapisać, co się do tej pory stało.
Pół godziny później do pokoju wpadła... Teressa. Podskoczyłam przestraszona nagłym hałasem, a potem spojrzałam na kobietę. Wyglądała na złą.
– Dzień dobry? – wyjąkałam niepewnie.
– Nie dobry – podeszła do mnie – Dlaczego próbowałaś się zabić?
– Żeby Teehle nie mógł mnie gryźć – odparłam zdezorientowana. Nie spodziewałabym się po Teressie takiego gwałtownego zachowania.
Nagle kobieta zacisnęła na mojej szyi palce, kciukiem naciskając krtań. Zakrztusiłam się i spróbowałam oderwać jej rękę, ale nadgarstki przeszył ostry ból.
– Tesso! – Teehle wpadł do pokoju – Co robisz?!
– Zabijam ją – odparła, patrząc w moje oczy – Skoro nie chce być gryziona, to ją zabiję.
– Tesso – odezwał się wampir chłodno – Przyzwoliłaś mi zrobić, co będę chciał.
– Zakazuję ci gryźć ją wbrew jej woli.
– Nie możesz. Nie łamiesz obietnic.
– Traktujesz to jako obietnicę? – spytała, ale puściła mnie. Zakasłałam – Według mnie to zgoda. A zgodę można wycofać.
– Mam na myśli obietnicę o jednym człowieku – odparł spokojnie – Wybieram Alexandrę.
Teressa przez chwilę milczała. Wygląda, jakby zastanawiała się, czy dalsza kłótnia coś da.
– Zgoda – przytaknęła i zwróciła się do mnie – Naprawdę chciałam pomóc.
Pokiwałam głową szybko, z trudem oddychając. Dlaczego ona też jest wściekła?
– Jesteś pewny tego wyboru? – spojrzała zimno na Teehlego.
– Tak.
– Więc mogę tylko życzyć ci powodzenia w zdrowieniu – i później – Alexandro – powiedziała i wyszła. Wbiłam przestraszony wzrok w wampira.
– O co chodzi?
– Dawno temu zawarliśmy z Tessą umowę dotyczącą służenia u niej – powiedział – Raz na dziesięć lat mogę wybrać sobie człowieka, który będzie mój.
– Co znaczy... "mój"? – serce podeszło mi do gardła.
– A to – spojrzał na mnie twardo – że Tessa ani nikt z Elerain nie będzie miał wpływu na to, co z tym człowiekiem zrobię.
Zbladłam, gdy znów uśmiechnął się zimno.
– Co zamierzasz zrobić?
– Mówiłem ci. Planuję zrobić z ciebie „Żywą torebkę krwi", jak to sama ujęłaś. Jest jeszcze drugi powód, którego nie jestem w stanie wyjaśnić.
– A ja mówiłam, że ci nie pozwolę – wycedziłam, usiłując udawać opanowaną – Wytrzymam ugryzienie, a potem znowu spróbuję się zabić.
– Nie zdążysz. Nie pozwolę ci.
– Więc umrę, gdy będziesz mnie gryzł. Stracę wolę i pozwolę ci się zabić.
Ku mojemu zadowoleniu przez jego twarz przemknął cień niepokoju, ale odpowiedział normalnym tonem:
– Jeśli nie będę chciał cię zabić, to ci się nie uda.
– Słyszałeś o sile woli walki u ludzi bardzo chorych, którzy potem zdrowieją? – spytałam złośliwie – To działa też w drugą stronę. Spróbuj mnie ugryźć, a umrę.
Przez chwilę milczał, aż nagle na jego twarzy pojawiła się złość.
– Tak sądzisz? – syknął... i błyskawicznie przekręcił moją głowę.
– Nie...! – wydusiłam zaskoczona i przerażona. Sekundę później zatopił kły w mojej szyi. Wrzasnęłam z bólu.
– Przestań!
– I co? – wycedził – Zamierzasz umrzeć?
Zacisnęłam zęby. Gdy mnie gryzł, wola zamiast słabnąć, tylko rosła. Włączał mi się tryb buntownika, który kazał się opierać, a nie umierać. Dobrze to wiedziałam, jednak chciałam podokuczać Teehlemu i zrobić, by choć raz nie miał co do powiedzenia.
Zamiast tego mnie ugryzł.
***
Moją dłoń trzymała inna, chłodniejsza... ale nie wyrwałam się. Nie otworzyłam nawet oczu. Wiedziałam, kto to. Nie miałam, po co uciekać.
Kciuk wampira delikatnie masował wnętrze nadgarstka, tam gdzie miałam bliznę. Po sekundzie zorientowałam się, że prawdopodobnie wciera w nią maść, bo palec ślizgał się po mojej skórze.
– Czuję cię. Nie udawaj – odezwał się tak nagle, że wzdrygnęłam się, a potem spojrzałam na niego. Siedział na fotelu obok łóżka z książką w ręce. Nie patrzył na mnie.
– Skąd wiedziałeś?
– Ruch mięśni, delikatne drgnięcie oznaczające obudzenie się – wzruszył ramionami – A poza tym chwilowy skok ciśnienia.
– Co robisz?
– Masuję blizny. Żeby były miękkie, muszą być masowane.
– Nie mogę sama? – warknęłam, ale nie wyrywałam ręki. Bałam się, że ją w jakiś sposób uszkodzę.
– Mogłabyś, ale masować trzeba długo, a twoje ręce są zbyt słabe.
Ostrożnie zacisnęłam dłonie, ale prawie od razu rozluźniłam, bo nadgarstki ukłuły igiełki bólu. Spojrzałam na wampira z nienawiścią. To wszystko jego wina.
Gdy spróbowałam się podciągnąć na łokciu, szyja nie wytrzymała ciężaru głowy i opadłam z powrotem na materac. Dotknęłam ostrożnie ran i zaklęłam bezgłośnie.
– Wciąż zamierzasz umrzeć, gdy cię ugryzę? – spytał wampir. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
– Poczekam, aż pójdziesz na misje – wycedziłam – I się zabiję.
– Pomyślałem o tym, gdy spałaś. I wiesz co? Jeśli przed misją cię ugryzę, nie zdążysz się obudzić do mojego obrotu. A nawet jeśli – zamknę cię w tym pokoju. Tu nie ma nic, czym mogłabyś się zabić.
– Coś się znajdzie – warknęłam – A póki co może zdradziłbyś ten drugi powód więzienia mnie?
– Mówiłem, że nie jestem w stanie go wyjaśnić.
– To chociaż spróbuj.
Milczał przez chwilę, patrząc w moje gniewne oczy. Po chwili odezwał się:
– Twoja krew smakuje znajomo. Zamierzam się dowiedzieć, dlaczego.
– Sugerujesz coś? Na przykład, że kiedyś zabiłeś mojego krewnego?
– Nie. Nie zapamiętuje smaku wszystkich, których zabiłem, co zawęża krąg podejrzanych do kilku, najwyżej kilkunastu osób.
– Co, gdy już się dowiesz? Powiesz mi, czy będziesz to ukrywał?
– Zależy, z kim jesteś spokrewniona.
Wstał, puszczając moją rękę. Prawie zapomniałam, że wciąż ją trzymał.
– Zjedz coś. Ja idę do salonu.

***

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt


Wesołych Świąt, dużo książek, dużo weny i wampirów, Lokiego też możebyć dużo... co tu więcej chcieć? ;)

środa, 23 grudnia 2015

Say


Ja tylko chcę powiedzieć, że zostaję Sayem/Arucciem, którego znacie z Vita... powód? Moja przyjaciółka przypadkiem została Justusem, więc ja Sayem. Skoro sama dużo mówię...

sobota, 19 grudnia 2015

Teehle VII


Hmm... zapomniałam o dodaniu notki wcześniej, wybaczcie... powiedziałabym, że to przez szkołę, i po części mogłoby być to prawdą, ale w mniejszej części. Po prostu zapomniałam... ;-; Post Kii mi przypomniał :D Z tej okazji macie ponad 2000 słów ^^
__________________________________

Znowu śniłam.
Zorientowałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam… wraz z blisko setką innych osób. Pomieszczeniem tym najwyraźniej był jakiś zamek, a ta setka to goście na balu. Jakim balu, jacy goście?
I dlaczego nie rozpoznawałam nikogo? Ruszyłam przez środek sali, postacie jak duchy przeze mnie przenikały. Rozglądałam się za znajomą postacią… czy to ja?
Skręciłam gwałtownie w stronę dziewczyny w ciemnozielonej sukience. Tańczyła z nieznajomym, czarnowłosym mężczyzną. Przyjrzałam się partnerowi drugiej mnie. Był blady, krótkie włosy sterczały w artystycznym nieładzie. Mniej więcej mój rocznik. Kto to?
Czy jego skóra nie jest aż zbyt blada?
Po sekundzie stwierdziłam, że to na pewno wampir. Tańczyłam z wampirem? Z własnej woli? Nie wyglądałam, jakbym była przymuszona… nawet się uśmiechałam delikatnie.
***
Leżałam na łóżku w swoim pokoju. Ugryzł mnie, tak? Jęknęłam, gdy, przy przekręcaniu się na bok, ból przeszył szyję. Zaraz potem wzdrygnęłam się, widząc obok łóżka mężczyznę z książką. Miał czarne włosy związane w kucyk, jasną, ale nie tak bardzo, jak Teehle, skórę, a ciemnozielone oczy patrzyły na mnie znad książki. Kto to?
– Cześć – odezwał się. Rozpoznałam głos. Michael. Patrzyłam na niego w ciszy. Nie będę się odzywać. Nigdy. Do nikogo.
– Teehle musiał jechać do Teressy – powiedział mężczyzna, kładąc książkę na kolanach – Poprosił, bym cię powstrzymał przed zrobieniem czegoś głupiego.
Przesunęłam ręką po szyi, muskając bolące strupy.
– Powiem ci, że udało ci się mnie okłamać, a to dość niezwykłe. Zazwyczaj jestem w stanie rozpoznać, czy ktoś kłamie.
Mam być z tego powodu dumna?
– Podobno pytałaś o mnie Teehlego.
Cisza.
– Nie wiem, co jeszcze mógłbym ci o mnie powiedzieć, by nie zdradzić zbyt wiele... – urwał, gdy rozległa się nieznana mi muzyczka – O wilku mowa. Teehle.
Wyjął telefon i przyłożył do ucha.
– Owszem, obudziła się – przerwał, słuchając odpowiedzi – Miałem jej pilnować. Sądzisz, że mogę ją zostawić samą? – przerwa – Dobra, już daję.
Podał mi telefon. Bez słowa położyłam go koło głowy.
– Alekso? – usłyszałam znienawidzony głos – Zostaniesz na jakiś czas sama, Michael musi tu przyjechać. Jesteś osłabiona tak bardzo, że naprawdę złym pomysłem byłyby próby ucieczki. Dla własnego dobra, nie próbuj uciekać.
Milczałam. Rozległ się szmer, oznaczający westchnięcie.
– Oddaj telefon Michaelowi.
Wykonałam polecenie.
– Hmm? – mruknął – Jasne. Zaraz będę.
Wstał i schował telefon.
– Alexand... – urwał, jakby coś wymyślił, jednak sekundę później dokończył moje imię – ...ro, Teehle powinien wrócić do wieczora. Nie wiem, co ze mną, możliwe, że wrócę do domu, więc jak coś – miło było cię poznać – uśmiechnął się lekko. Chciałam, żeby już sobie poszedł. Chciałam już iść do łazienki się umyć i... i zabić.
Odczekałam kilka minut od odejścia Michaela, czekając, czy wróci, by mnie sprawdzić. Potem wstałam chwiejnie, czując, jak kręci mi się w głowie, i poszłam do kuchni. Gdzie Teehle trzyma leki? Gdzieś tutaj powinny być...
Zaczęłam otwierać wszystkie szuflady i szafki po kolei, aż w końcu trafiłam na skrzynkę z lekami. Gdzie jest środek nasenny? Najłatwiej byłoby go przedawkować. Najboleśniej.
Zaczęłam wyjmować wszystko po kolei, ale nie znalazłam. Zauważyłam za to tabletki przeciwbólowe. Odłożyłam je na bok. Ewentualnie się przydadzą...
Teehle musiał mieć schowane inne lekarstwa u siebie w pokoju... ale zazwyczaj go zamykał. Trudno. Będę musiała wytrzymać ból przy cięciu... Spojrzałam na lek, który odłożyłam na bok. Faktycznie się przyda. Połknęłam potrójną dawkę. I tak mi nie zaszkodzi...
Wzięłam nóż i wróciłam do pokoju.
Dopiero wtedy poczułam strach. Warto się zabić? Nie da się z nim jakoś dogadać? Żeby mnie nie gryzł?
– Nie ma takiej możliwości – mruknęłam, zamykając się w łazience. Skoro nie opanował się i ugryzł mnie, gdy wróciliśmy, nie dbając o to, że byłam śmiertelnie przerażona, nie ma szans. Skoro nawet nie starał się mnie uspokoić...
Odetchnęłam. Czym szybciej to zrobię, tym większą mam szansę, że Teehle nie zdąży mnie uratować.
Bałam się dwóch rzeczy. Śmierci i co zrobi Teehle, jeśli jednak zdąży.
Położyłam nóż na zlewie, starając się ignorować niepokój, jaki we mnie wywoływał, po czym rozebrałam się i weszłam do wanny. Napuściłam jak najcieplejszej wody, po czym wzięłam nóż i drżącą ręką przesunęła ostrzem po prawym nadgarstku. Zacisnęłam zęby, gdy zapiekło. Miało nie boleć. Tabletki i gorąca woda to za mało? Zwiększyłam temperaturę wody, a potem przecięłam także lewą rękę.
Coraz słabsza...
Oparłam głowę na ściance wanny i zamknęłam oczy. Długo się nie utrzymam, nie zdąży... Nie może zdążyć...
***
Stałam obok Teehlego i Michaela. Ten drugi nie wydawał się być w dobrym humorze. Spojrzałam na nich zdezorientowana. Znajdowaliśmy się w salonie. Kiedy my tu przyszliśmy?
– Teehle? O co...
– Jak śmiałeś?! Pozwoliłem?! – warknął Michael z wściekłością.
– Umierała! – odparł ostro wampir – Nie było czasu czekać, aż się zastanowisz. Wciąż mogę ją zabić, pamiętaj. Mogę w każdej chwili.
– Nie zgodziłem się na jej prośby, bym ją chronił przed tobą, bo miałem nadzieję, że ofiarujesz jej w miarę normalne życie – powiedział łowca – Nic jej nie powiedziałem. A lepiej by było, gdyby została u mnie. Ze względu na swoje bezpieczeństwo, a także Vasila...
– Wiń Siergieja – odparł Teehle spokojniej od Michaela.
– Nikogo nie winię. Po prostu sądziłem... – głos mężczyzny lekko się załamał – ... że nie będę musiał jej nic mówić. Byłaby zdecydowanie szczęśliwsza.
– Jaki Vasil? I Siergiej? – odezwałam się twardo – O co wam chodzi? Nie ignorujcie mnie!
Chciałam szturchnąć Teehlego... ale moja ręka przeszła na wylot przez jego ciało. Dopiero wtedy zrozumiałam, że po raz kolejny śnię. Ostatnio coraz częściej…
Pamiętałam, jak chciałam zrzucić z drugiej mnie wampira i też mi się nie udało. Jakiś czas później wydarzyło się to naprawdę... Czy ta rozmowa też kiedyś się odbędzie?
***
– Aleksander?! – otworzyłam gwałtownie oczy i rozejrzałam się po sali. Szpital? Cholerny wampir... Zdążył! Przeżyłam!
Byłam podłączona do kroplówki... znowu... Spróbowałam poruszyć ręką, ale nie byłam w stanie.
– Zbyt głęboko cięłaś.
Błyskawicznie skupiłam wzrok na siedzącej obok łóżka osobie. Michael patrzył na mnie spokojnie, jakbyśmy prowadzili zwykłą rozmowę.
– W lewej ręce uszkodziłaś sobie ścięgna – odezwał się znowu – Powrót do pełnej sprawności zajmie co najmniej kilka tygodni. Prawa ma się lepiej. Na obu zostaną blizny. Jaki Aleksander?
– Aleksander? – powtórzyłam słabo, nie rozumiejąc. A, tak... po obudzeniu się krzyknęłam to imię... Ale teraz już nie byłam w stanie powiedzieć, co
– Gdzie Teehle? – spytałam ochrypłym głosem. Do niego mogę się odzywać. Nic mi nie zrobił, a to, że jest przyjacielem Teehlego, nie sprawia, że musi być tak samo zły...
– Poszedł załatwić coś w administracji – Michael wzruszył ramionami.
– Już wrócił – drzwi otwarły się gwałtownie, a sekundę później Teehle zacisnął palce na mojej szyi, odcinając dopływ tlenu.
– A...! – Michael przyskoczył do wampira, podczas gdy mi zrobiło się ciemno przed oczami – Teehle!
W odpowiedzi ten docisnął mnie do łóżka.
– Dlaczego chciałaś się zabić? – warknął. Nie odpowiedziałam; po pierwsze z braku powietrza, po drugie nie zamierzałam odzywać się do niego już nigdy. Przenigdy.
– Zaraz ją zabijesz! – łowca szarpnął jego rękę.
– Nie obchodzi mnie to.
Był wściekły. Tego właśnie się obawiałam. Ale... ale jeśli mnie udusi...
Michael najwyraźniej pomyślał o tym samym.
– Alexandra właśnie tego chce! – syknął – Jak ją zabijesz, to dokończysz to, co przerwałeś!
Sekundę później wampir mnie puścił. Zachłysnęłam się powietrzem i zakaszlałam. Cholera! Jak zaczął, to mógłby dokończyć!
– Dlaczego próbowałaś się zabić? – spytał, patrząc chłodno. Nie odpowiedziałam. Nie odezwę się do niego, dopóki nie obieca, że nie będzie mnie gryzł. Michael nachylił się do Teehlego i coś wyszeptał. Wampir rzucił mi ostre spojrzenie... i obrócił się na pięcie, a potem wyszedł bez słowa. Przeniosłam wzrok na Michaela.
– Powiedziałem mu, że nic tu nie zdziała – odpowiedział na moje niezadane pytanie, siadając z powrotem na krześle – I że najwyraźniej nie zamierzasz się do niego odzywać. Zgadłem?
Pokiwałam głową.
– Ufasz mi? – spytał miękko – Do mnie się odezwałaś.
– Nie ufam nikomu, kto jest przyjacielem Teehlego – wyszeptałam – Ale ty nie zrobiłeś mi nic złego, więc nie mam powodu, by do ciebie także się nie odzywać.
Uśmiechnął się lekko.
– Mam pytanie – powiedział.
– Tobie też nie powiem, dlaczego chciałam się zabić.
– Nie chodzi o to. Jestem ciekawy, czy gdyby Teehle cię nie powstrzymał; strzeliłabyś do mnie.
– Nie wiem – pokręciłam lekko głową – Wycelowałam w ciebie i się zawahałam. Zastanawiałam się, czy na pewno jesteś wampirem.
– O to nie musisz się martwić.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam. Jest człowiekiem, to oczywiste. A ja zamierzałam zabić go z zimną krwią...
– Muszę wracać do domu. Miałem wracać wcześniej, ale ze względu na twoją próbę samobójstwa, zostałem – odezwał się po chwili. Otworzyłam gwałtownie oczy. Nie! Nie może zostawić mnie samej z Teehlem!
Powstrzymałam się przed powiedzeniem tego na głos. Nie może myśleć, że coś dla mnie znaczy w jakimkolwiek sensie. Po prostu potrzebuję kogoś, z kim będę mogła normalnie porozmawiać. A z Teehlem się nie dało.
– Kiedy wrócisz? – spytałam od niechcenia.
– Z tego, co wiem, radzą sobie dobrze – odparł, wstając – Więc mogę się postarać, by jak najszybciej. Cześć.
– Do zobaczenia.
Odwróciłam się twarzą do ściany. Zaraz Teehle tu wróci i będzie dalej mnie pytał... Ale nie usłyszałam, jak wszedł.
– Odpowiesz mi? – nagle rozległ się jego głos. Drgnęłam zaskoczona nagłym dźwiękiem, ale dalej patrzyłam na ścianę.
– Michael powiedział, że według niego nie zamierzasz się do mnie odzywać.
Cisza.
– Powiesz, dlaczego próbowałaś się zabić?
Cisza. Chciało mi się płakać.
– Uratowałem cię w ostatniej chwili. Wracałem z Michaelem i poczułem twoją krew. To jest prawdziwy szpital, a ty dla nich jesteś niedoszłą samobójczynią. Drobna sugestia sprawiła, że nie zwrócili uwagi na inne rany.
– Wypiłeś ją? – nie powstrzymałam się – Wypiłeś moją krew z wanny?
– Oczywiście, że nie. Byłem bardziej zainteresowany ratowaniem cię.
– Dlaczego mnie uratowałeś? Po co? Mogłeś dać mi umrzeć.
– Nie chciałem, byś umarła.
– Żebyś móc pić więcej mojej krwi? – poczułam, jak niechciana łza spływa z oka do włosów.
– Nie tylko. Twoja... – urwał – O to chodzi? O picie twojej krwi?
Milczałam.
– Alekso...
– Nie nazywaj mnie tak – wyszeptałam, starając się, by głos nie zadrżał. Chciałam, żeby sobie poszedł. Chciałam się rozpłakać.
– Alexandro – powiedział i usłyszałam, że usiadł na krawędzi łóżka. Poruszyłam nogami, odsuwając się od niego – Czego tak się boisz?
Ciebie. Wampirów. Tessy. Wszystkiego, co z tobą związane. A najbardziej...
– Ugryzień – wyszeptałam – To jest moment, kiedy jestem na krawędzi życia. Na twojej łasce. I to boli.
– Bolało, bo temu wampirowi nie zależało. A przy mnie się szarpałaś.
– Nie wierzę ci.
– A problem z krawędzią życia da się rozwiązać – kontynuował, jakby nie zauważył wtrącenia – Będę pił mniej. Mogę nawet tyle, byś nie traciła przytomności.
– Nie chcę, byś mnie gryzł. Nie przekonasz mnie.
Poklepał mnie delikatnie w ramię.
– Nie sądzę, byś chciała, żebym cię przekonał. Wystarczy, że się zgodzisz. Nie musisz chcieć.
– Dlaczego miałabym nie chcieć, byś mnie przekonywał? – zaskoczona przekręciłam głowę, by na niego spojrzeć.
– Ponieważ – wyszczerzył się – ugryzienie może być dla ciebie bólem albo rozkoszą.
– Rozkoszą? – wykrztusiłam, rumieniąc się. Czy on ma na myśli...
Zamarłam, gdy Teehle nachylił się z błyskiem w oku, i chwycił mnie za szyję.
– Nawet mogę ci pokazać tę wersję ugryzienia.
– Nie! – wydusiłam przestraszona, gdy odsłonił szyję. Tu nie ma kamer? Nikt tego nie zobaczy?
Wampir zaśmiał się i wciągnął powietrze, wdychając mój zapach.
– Będę krzyczeć! – ostrzegłam, ale w odpowiedzi zasłonił moje usta. Nie miałam szans się wyrwać. Znowu mnie ugryzie, a ja znowu spróbuję popełnić samobójstwo. Po raz drugi poczułam pieczenie pod powiekami, gdy kły wampira dotknęły mojej skóry.
Nagle wampir puścił mnie i wyprostował się.
– Żartowałem – oznajmił z uśmieszkiem – Mógłbym cię zabić, gdybym teraz napił się twojej krwi.
– Możesz mnie zabić w każdej chwili – odparłam zduszonym przez emocje głosem – Więc po prostu to zrób.
– Nie zabiję cię – odparł spokojnie – I przyzwyczaj się do tej myśli.
– Sama spróbuję – mruknęłam i spojrzałam buntowniczo w jego szare oczy – I będę próbować do skutku. Chyba, że obiecasz, że nie będziesz mnie gryzł.
– Nie obiecam. Postaram się, byś nie miała kolejnej szansy. Ale jest też inna możliwość.
– Jaka? – poczułam promyczek nadziei.
– Skoro boisz się bólu, mogę gryźć cię, gdy nie będziesz przytomna. Na przykład podczas snu.
Wyobraziłam sobie, jak Teehle przychodzi do mnie w nocy i gryzie, a ja rano znajduje na swojej szyi ślady... i od razu zaprotestowałam.
– Nie ma opcji! – prawie krzyknęłam i spróbowałam usiąść, ale byłam zbyt słaba, a do tego nie miałam, o co się oprzeć. Wampir wyciągnął w moją ręce, przez co znieruchomiałam przestraszona. Spojrzał na mnie z dezaprobatą.
– Pomóc ci?
Pokręciłam głową. Poradzę sobie. Niech mnie dotyka jak najkrócej. Po chwili z wielkim trudem znieruchomiałam oparta o ścianę.
– Nie ma opcji, żebyś gryzł mnie bez mojej wiedzy – powiedziałam dobitnie, patrząc w szare oczy. Wampir wzruszył ramionami i wstał.
– Więc problem z głowy.
– Z jakiej głowy?! – zdenerwowałam się – Nic nie ustaliliśmy!
– Na razie taka wiedza mi wystarczy. Umówimy się dokładniej, gdy wrócisz do domu. Teraz wracam do siebie, bo najwyraźniej wolisz przebywać sama, niż ze mną.
To była prawda.
– A, i wziąłem ci książki, żebyś się tak bardzo nie nudziła – położył kilka tomików na stoliku obok łóżka i wyszedł.

***
________________

I tym sposobem zaczęła się wojna z Teehlem :D Lubię Michaela.