środa, 30 grudnia 2015

Teehle IX


Zero komentarzy pod poprzednim postem? ;-; Szczęśliwego Nowego Roku :) Ostatni post w tym roku! Ewentualnie jeszcze będzie post o Nowym Roku... :>
Nie wiem, kiedy będzie następna notka, bo mam w tym miejscu brak fragmentu ._. A potem znowu jest dużo tekstu...
______________________________________________________

– Masz dwie godziny – Teehle wysiadł z auta, ja także. Poprosiłam go o możliwość wyjścia do miasta, bo czułam się samotna, więc zabrał mnie ze sobą, jadąc po jedzenie.
– Postaraj się nie zgubić.
Przytaknęłam ponuro. Czy gdybym się zgubiła, znalazłby mnie? Zapewne tak...
Szybko odeszłam od niego, zmierzając w stronę centrum. Nie śmiałam obejrzeć się do tyłu, bojąc się, że obserwuje mnie, dopóki nie zniknę mu z oczu. Miałam ochotę po prostu pochodzić po mieście jak zwykła nastolatka. Teehle dał mi nawet sporo kasy. Zastanawiałam się, czy chce mnie przekupić, żeby bezproblemowo mógł mnie gryźć. Zaśmiałam się bez cienia radości. Nie uda mu się. Nigdy.
– Przepraszam?
Spojrzałam na dziewczynę, która mnie zatrzymała. Była mniej więcej w moim wieku i miałam wrażenie, że skądś ją znam.
– Tak?
– Proszę wybaczyć tak bezpośrednie pytanie... – dziewczyna zawahała się – Czy masz na imię Alexandra?
Zamarłam. Kim ona jest?!
– Nie – odparłam, siląc się na zwykły ton – Jestem Andrea. Czemu pytasz?
– Och – nieznajoma zmieszała się – Wyglądasz jak moja przyjaciółka z podstawówki, choć ona miała rude włosy...
W tym momencie rozpoznałam ją. Sonya – z którą faktycznie chodziłam do szkoły. Musiała się przeprowadzić w trzeciej klasie... a teraz na moje nieszczęście, jakimś cholernym przypadkiem na nią trafiłam.
– Trudno – Sonya posmutniała – Miałam nadzieję, że jesteś Alexandrą... ale tak czy owak – uśmiechnęła się szeroko – może pójdziemy do kawiarni?
Zamurowało mnie. Sonya od zawsze była nieśmiałą osobą – a teraz tak po prostu zaprasza mnie? Zmieniła się...
– Przykro mi, ale nie mam zbyt wiele czasu – zerknęłam na zegarek. Półtorej godziny.
– To blisko. Tuż za rogiem. No chodź, ja stawiam! – pociągnęła mnie za rękę. Uśmiechnęłam się ciepło do wspomnień, a potem pozwoliłam się poprowadzić. Pogadamy trochę, będę pilnować czasu i pożegnam się w odpowiednim momencie. Sonya była moją przyjaciółką, więc musiałam uważać przy odpowiadaniu na pytania, ale bardzo chciałam znowu z nią porozmawiać, dowiedzieć się, jak tam się u niej dzieje... bo z przykrością stwierdzam, ale straciłyśmy kontakt, gdy wyjechała. Dziesięć lat...
– Ach! – dziewczyna spojrzała na mnie z uśmiechem – Mam na imię Sonya. Miło mi cię poznać!
– Mi także – uśmiechnęłam się lekko.
Czas upłynął w ekspresowym tempie na rozmowie, z której zdążyłam się dowiedzieć, że Sonya studiuje medycynę i mieszka z kilkoma innymi studentkami w wynajmowanym mieszkaniu. Prócz tego wymieniłyśmy się numerami telefonów, by nie stracić kontaktu.
– Masz brata, Andreo? – spytała nagle. Zdezorientowana nagłym pytaniem otworzyłam usta, by odpowiedzieć, że nie, gdy nagle usłyszałam za sobą głos Teehlego.
– Coś się tu zagadałaś.
Podskoczyłam na krześle i gwałtownie obróciłam się do niego, patrząc na zegarek. Pół godziny po czasie. Czy Teehle jest wkurzony? Nie wygląda...
– Chodź, musimy się pospieszyć, bo się spóźnimy. Poważnie. Mamy mało czasu.
– Gdzie się wybieracie? – spytała Sonya.
– Na dworzec – odpowiedział jej spokojnie.
Wstałam szybko, podejmując grę.
– Miło było cię poznać. Spotkajmy się jeszcze – zwróciłam się do dziewczyny. Wyszczerzyła się.
– Pewnie. Papa!
Teehle zerknął na nią i bez słowa ruszył z powrotem. Pobiegłam za nim.
– Przepraszam! Nie zauważyłam, że już ta godzina! – wydusiłam z obawą, gdy go dogoniłam. Był zły, że nie przyszłam? Nie wyglądał, ale nie byłam pewna... Nigdy nie byłam pewna, jeśli w grę wchodziły jego uczucia.
– Kto to? – spytał.
– Sonya. Spotkaliśmy się i zagadałyśmy. I nie zamierzam zerwać kontaktu, cokolwiek powiesz.
– Mi to nie przeszkadza. Dobrze, że znalazłaś znajomą. Tylko musisz uważać, bo jeśli zacznie się nami interesować, to będę musiał działać.
– Działać? – powtórzyłam ze strachem.
Nie odpowiedział, a ja domyślałam się, co ma na myśli i wolałam się nie upewniać.
– Jutro prawdopodobnie wybieram się na misje. Póki co tamtejsze władze nie przyjmują do wiadomości faktu, że nie są w stanie pokonać przeciwników. To daleko, ponad dwie godziny drogi stąd moim tempem jazdy.
– Więc ile cię nie będzie? – pamiętał, że ostrzegałam, że spróbuję się zabić, gdy go nie pojedzie?
– Prawdopodobnie cały jutrzejszy dzień – zerknął na mnie i najwyraźniej rozpoznał spojrzenie, które miałam wbite w ulicę przed sobą – Nie zapomniałem, co powiedziałaś, Alexandro. Nie pozwolę ci się zabić.
– Możesz sobie nie pozwalać dalej, twoje zakazy mnie nie powstrzymają.
– Skoro zakazy nic nie zdziałają, to powstrzymam cię inaczej.
– Jak? – serce podeszło mi do gardła. Wiedziałam, co powie.
– Ugryzę cię
Miałam rację.
– A jako, że nie jestem pewny, ile czasu po twoim obudzeniu minie do mojego powrotu, zamknę cię w pokoju.
– A jedzenie? – zacisnęłam zęby... a zaraz potem pomyślałam, że mogę się zagłodzić. Przed tym nie ma jak mnie powstrzymać.
– Zostawię ci kanapki, ale będziesz musiała wytrzymać bez ciepłego posiłku.
Nie odpowiedziałam.
***
Nie wiem, o czym śniłam, ale obudził mnie ból w szyi. I raczej nie miał związku ze snem... Jęknęłam półprzytomnie... a zaraz potem się rozbudziłam. Teehle pije moją krew! Ugryzł, gdy spałam!
– Puszczaj! – wrzasnęłam, próbując się wyrwać, ale zaraz potem znieruchomiałam, gdy szyję przeszył ostry ból.
– Powiedziałam ci, że nie chcę, byś mnie gryzł, gdy śpię!
– Miałem nadzieję cię nie obudzić.
– To nie wyjaśnienie!
– Nie chciało mi się z tobą dyskutować.
Zaśmiałam się gorzko.
– Nie mogłeś dać mi jakiegoś usypiającego leku? Jak kiedyś?
– Wtedy uniknęłabyś ugryzienia.
– O to chodzi, żebyś mnie nie gryzł! – warknęłam, usiłując nie krzyczeć z palącego bólu.
– Po prostu zaśnij. Zaśnij i nie próbuj się zabić.
***
Teehle leżał na ziemi nieruchomo, zakrwawiony, obok niego kucał Michael.
– Tak się kończy walka z Christopherem. Jest silniejszy od Siergieja, chociaż to człowiek – stwierdził łowca ze spokojem, podciągając rękaw i przysuwając nadgarstek do ust wampira. Ten natychmiast go ugryzł. Spojrzałam szybko na twarz Michaela. Nawet się nie skrzywił. Wysoki próg bólu... Wzdrygnęłam się, przypominając gryzienie mnie. Nagle Teehle oderwał się od ręki wampira.
– Wiem – wydusił zszokowany – Już wiem, z kim jest spokrewniona Aleksa. Przez twoją krew...
Michael uśmiechnął się.
– Wiedziałeś – oskarżył go wampir.
– Oczywiście – jeszcze szerszy uśmiech.
– Dlatego tak często przylatywałeś.
– Oczywiście.
***
Od razu po obudzeniu pomyślałam o zabiciu się. Mam nie próbować? Śmieszne. Która godzina? Piętnasta. Mało czasu mi zostało.
Czy Teehle zabrał mi pistolet?
Otworzyłam szufladę szafki nocnej i zatryumfowałam. Miał zrobić tak, bym nie miała sposobu na samobójstwo, a zostawił broń.
Chyba że... wyjęłam magazynek.
Pusty.
Rzuciłam nim o ścianę z wściekłością. Cholera!
Udusić się? Utopić?
Dla pewności sprawdziłam drzwi, jakby jednak zapomniał zamknąć, ale nie udało mi się ich otworzyć. Poszłam do łazienki. Utopię się. Tym razem nie zdąży. Nie może mieć aż takiego szczęścia.
Napuściłam wodę do wanny i w ubraniach położyłam się w środku na brzuchu. Zanurzyłam twarz w wodzie. O takiej metodzie samobójstwa nie słyszałam, ale zdesperowany zrobi wszystko...
Zaczęło mi brakować powietrza, poczułam w płucach ogień... Wytrzymam, nie wyjdę... odruch ludzki kazał mi wyjść z wody i odetchnąć świeżym powietrzem, ale starałam się nie poddać. To by oznaczało całkowitą porażkę. Zostałoby mi tylko zagłodzenie się, o ile Teehle nie znajdzie sposobu także na to...
Nie miałam dość silnej woli i odruch mnie pokonał. Podniosłam się, łapczywie łapiąc duży haust powietrza.
– Cholera! – uderzyłam ręką w ścianę. Już zrozumiałam, dlaczego samobójstwa poprzez utopienie zdarzały się tak rzadko. Zbyt ciężko było przełamać odruch.
Wyszłam z łazienki cała mokra i ze łzami w oczach. Zerknęłam na stolik. Leżało na nim jedzenie. Rzuciłam na nie gniewne spojrzenie i padłam na łóżko. Ostatnia możliwość. Zero posiłków, zero napojów...
***
Musiałam zasnąć, a choć położyłam się na kołdrze, teraz byłam nią przykryta. Wrócił.
– Nie jestem głupi, Alekso.
Wzdrygnęłam się, ale nie obróciłam do niego ani nie odpowiedziałam.
– I mam już tego dość. Podcięłaś sobie żyły, chciałaś strzelić w głowę, a potem się utopić. Dobrze, że nie masz zasłon, z których da się wyciągnąć sznur. Jeśli będzie trzeba, Teressa pozwoli mi przez jakiś czas nie chodzić na misje. Mogę cię pilnować cały czas. Zrozum, że się nie zabijesz.
– Wystarczy, że obiecasz – wyszeptałam – Po prostu obiecaj, że nie będziesz mnie gryzł.
– Ja nie obiecuje – odparł – Tym bardziej jeśli wiem, że nie dotrzymam słowa. Za to ty mogłabyś złożyć obietnicę.
– Niby jaką? Jeśli tym mi nie chcesz obiecać, to nie spodziewaj się, że ja tobie obiecam.
– Że nie będziesz próbowała się zagłodzić.
Zaśmiałam się bez cienia rozbawienia, ale w środku ścisnął mnie strach. Przejrzał mnie. Będzie w stanie przeciwdziałać.
– Nie ma takiej możliwości.
Nagle mną szarpnęło i ułamek sekundy później leżałam na plecach. Teehle trzymał moją brodę, nie pozwalając odwrócić głowy.
– Puść...
– Alexandro – przerwał mi, nachylając się bardziej – Mogę sprawić, że całkowicie stracisz wolę i będziesz mi posłuszna.
Milczałam z buntowniczą miną.
– Nie zmuszaj mnie do tego.
– Niby w jaki sposób chciałbyś to zrobić?
– Taki – w jego oczach zamigotały czerwone iskierki – Wstań i zjedz to, co ci zostawiłem.
Chciałam zaprotestować, ale gdy mnie puścił, moje ciało samo się poruszyło. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do stolika.
Co się dzieje?!
Ręka zadrżała, gdy sięgnęła po kanapkę, ale nie powstrzymałam jej. Co się dzieje? O co chodzi? Dlaczego ruszam się wbrew mojej woli?!
– Cholera... – podniosłam jedzenie do ust... ale zaraz potem udało mi się je z powrotem rzucić na talerz.
– Nie będziesz mnie kontrolował! – krzyknęłam. Teehle stał z złośliwym uśmiechem.
– Twoja wola opierania się jest duża, ale nie wystarczająco – powiedział – Nie dasz rady się długo opierać.
– A co ja właśnie zrobiłam?!
– To był najsłabszy wpływ, jakiego mogę użyć – spojrzał na mnie chłodno – Wystarczy odrobinę mocniejszy i już go nie złamiesz.
Skrzyżowałam ręce z buntowniczą miną, ukrywając prawdziwe uczucia. Strach. Niepokój. Jeśli postanowi na mnie wpłynąć po raz drugi, to zrobi to i nie będę mogła nic poradzić.
– Zamierzasz to zjeść?
Pokiwałam głową.
– Kłamiesz.
Pokiwałam głową drugi raz.
– Chcesz się zagłodzić?
Pokiwałam głową trzeci raz.
– Wiesz, że ci się nie uda?
Tym razem nie poruszyłam się. Wampir się zaśmiał szczerze rozbawiony.
– Byłem ciekawy odpowiedzi. Trudno, próbuj. Właśnie wypowiedziałaś mi wojnę. Nie zamierzam przegrać.
Ja też.

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz