wtorek, 30 lipca 2013

Nie mogłam sie powstrzymać...

... przed napisaniem tego. Piszę nową powieść (może kiedyś zdradzę więcej) i wiecie co... szukałam tzw "mini galerii", która nie miała pochodzić z anime.
Przeglądałam korzystając z postaci z Akademii Wampirów (mam "zaciesz" na Akademię i na Imperium Wampirów) i trafiłam na kilka odpowiadających moim postaciom. [obrazki zaraz]. Oglądam. Oglądam. Krew mi zaczyna kapać z nosa. Mangowcy rozumieją. Bishoueny po prostu, nie w wersji mangowej :O
*zauroczona Dymitrem*
- Dymitr Bielikow (odpowiadający mojemu książkowemu Dymitrowi Yergov):



Lissa Dragomir (odpowiadająca mojej Elisabeth )


Adrian Iwaszkow (mój Nicolai Yergov)


Trzeba jeszcze zignorować tylko fak, że u mnie mają mieć po trzynaście lat.
I że to nie ma nic do mangi i anime. Oprócz krwi z nosa :p
Zaśmiecam sobie bloga. Co tam.
Prosze o komentarze co do mojego zachowania i tych [przepieknych i uroczych] zdjęć [szczególnie Dymitra]

Rozdział XXIX

Heh ;)
Ta też nienahjdłuższa, ale musi wam wystarczyć.
Nie obiecuje, ale jeszcze jedna powinna być do piątku.
----------------------------
Rozdział XXIX
Błysnęła stal i ostrze wakizashi dotknęło gardła Maxwella.
- Kłamiesz.- warknęłam.
- Nie kłamię.- nawet nie drgnął.- Hellsing oddał nam ciebie za złamanie prawa.
- Jakiego prawa?- zamurowało mnie.
- Kilkadziesiąt lat temu Hellsing i Iscariote zawarli umowę, że nie będą tworzyć wampirów, tylko je zabijać. Ale Alucard złamał tą zasadę, zmieniając ciebie.
Nie umiałam w to uwierzyć.
- Jako rekompensatę dali cię nam.
Zacisnęłam zęby i odsunęłam ostrze od szyi mężczyzny.
- Dobrze.- stwierdziłam, wracając na wcześniejsze miejsce.- Chcą, żebym była ich przeciwnikiem, to będę. Pożałują tego.- mruknęłam pod nosem, po czym dodałam głośniej.- Więc co mam teraz robić, panie Maxwell?
„Panie” dodałam, by zaznaczyć, że teraz jest moim przełożonym.
Mężczyzna wyraźnie zaskoczony szybkim przyjęciem faktu, zawahał się, a potem krzyknął:
- Yumiko!
Kilka sekund później do pomieszczenia weszła młoda zakonnica w okrągłych okularach.
- Tak, ojcze Maxwell?- spytała.
- Mogłabyś zaprowadzić Alicię do jej pokoju?
Zerknęła na mnie trochę lękliwie, a ja zastanowiłam się chwilę. Czy ta kobieta, mająca coś koło 25 lat, też walczy z nieumarłymi?!
- Dobrze, ojcze Maxwell.- ukłoniła się lekko i wyszła, a ja poszłam za nią, nie patrząc na biskupa. Gdy zamknęłam drzwi, od razu zatrzymałam kobietę.
- Hej?- odwróciła się do mnie- Też walczysz z wampirami?
Starałam się ukryć niedowierzający ton, ale nie udało mi się, bo zaśmiała się cicho.
- Nie ja. Yumie.
Spojrzałam na nią, nie rozumiejąc o co jej chodzi. Yumiko uśmiechnęła się uprzejmie.
- Pozwól, że zatrzymam to w tajemnicy. Dowiesz się za niedługo.-zamilkła na chwile- A teraz moje pytanie. Naprawdę jesteś Nosferatu?
Zaskoczyło mnie to, ale po chwili odpowiedziałam.
- Anderson zabił, Alucard zmienił, a Integra dopełniła.
- Jesteś z rodziny Hellsing?- czarnowłosa rozszerzyła oczy ze zdziwienia.
- Teraz wolę się do tego nie przyznawać.- mruknęłam, lecz na tyle głośno, by kobieta usłyszała.
- Och…- westchnęła i na tym skończyła się rozmowa.
Zakonnica zaprowadziła mnie do pokój, który był zadziwiająco podobny do tego w Londynie, a potem odeszła do swoich zajęć, jakiekolwiek one były.
Ja natomiast, wyczerpana natłokiem informacji, padłam do trumny i prawie natychmiast zasnęłam.

Rozdział XXVIII

No macie, macie ^^
Teraz się zacznie szybsza akcja (po raz kolejny zresztą :p )
Za chwile druga, po ta krótka

--------------------------------------------
Rozdział XXVIII
Stałam przed Integrą, w drzwiach Kwatery Głównej. Właśnie zostałam tu przysłana, wraz z Alucardem, i właśnie się dowiedziałam po co.
- Ale… ja nie dam rady.- jęknęłam żałośnie.- Nawet z tym.- podniosłam wyżej dwa krótkie miecze- japońskie wakizashi, które sir Hellsing mi dała, gdybym nie była w stanie używać pistoletu. Oba były srebrne, toteż jeszcze bardziej musiałam uważać przy wyjmowaniu ich. Ich rękojeści, tak samo jak pochwy, były bardziej praktyczne niż ozdobne. Czarne, bez dodatkowych ozdób.
Byłam ubrana w normalny strój- jeansy i granatowy, krótki rękaw, a na to miałam narzucony ciemny płaszcz, od którego wewnętrznej strony dało się schować dwa miecze i pistolet.
- Dasz, dasz.- kobieta uśmiechnęła się krzepiąco.- A teraz idź, bo będziesz miała więcej roboty z zabijaniem ich.
- Tak jest!- zmieniłam ton, zaprzestając sprzeciwów, i skupiłam się. Niedawno Alucard pomógł mi opanować Cień, toteż umiałam już się teleportować, a czasami nawet nim bronić.
Spod moich stóp zaczął wydobywać się czarny dym, a po chwili otoczył mnie. Po następnych kilku sekundach znikłam, pojawiając się na placu głównym wsi, która rzekomo była opanowana przez wampiry. Tyle, że coś mi tu nie grało. Żadnym zmysłem nie wyczuwałam ani jednego ghoula.
„ Co jest…?”
Usłyszałam świst i instynktownie odskoczyłam w bok, a ostrze wbiło się w ścianę, przed którą przed chwila stałam. Natychmiast je poznałam.
- Anderson!- krzyknęłam, znów unikając noża. Obróciłam się w kierunku z którego zostało rzucone. Zobaczyłam idącego w moją stronę Blondyna.- Dlaczego zawsze gdzie jestem ja, jesteś i ty?!
Było to pytanie retoryczne, ale odpowiedział.
- Po prostu mam takie zadanie.
Błyskawicznie wyjęłam oba ostrza i przyjęłam pozycję obronną.
- Nie będę pytać, jakie masz teraz.- warknęłam, szykując się do skoku. Mężczyzna był już dwadzieścia metrów ode mnie.
- Spokojnie, młoda wampirzyco. Nie przyszedłem walczyć.
- A po co? Czy nie chciałeś mnie zabić? Jakimś cudem przeżyłam, znów ci się nie udało!- mój głos ociekał złością.
- Przeżyłaś, to muszę- niestety- przeboleć. Ale przyszedłem zabrać cię do Watykanu.
- Co?- zbił mnie z tropu, a zanim zdążyłam go zaatakować otoczyły nas kartki papieru.
„ Co to?”
Ułamek sekundy późnej przypomniałam sobie. W ten sam sposób uciekł, po walce ze mną, gdy odciął Alucardowi głowę.
„ Teleport!”
Jednak zdałam sobie z tego sprawę za późno. Papiery zniknęły równie nagle jak się pojawiły, a my staliśmy na placu, przed potężną rezydencją, podobną do Kwatery Głównej.
- Ty…- wycedziłam i skoczyłam na Aleksandra.
- Stój.- słyszałam obcy głos i automatycznie się zatrzymałam, z końcówką wakizashi tuż przed twarzą Blondyna. Ten nawet nie drgnął. Zaklęłam w myślach. Przywykła do wykonywania poleceń- pod groźbą Alucarda- zareagowałam instynktownie. A już mogłam zabić swojego zabójcę!
Rozejrzałam się, zdezorientowana, i zobaczyłam idącego w naszą stronę bruneta w kucyku. Ubrany był jak jakiś biskup. Już z tej odległości zobaczyłam, że jego ciemnozielone oczy patrzą na mnie z uwagą.
- Coś za jeden?- warknęłam, nie zmieniając pozycji.
- Enrico Maxwell.- odparł spokojnie mężczyzna, a ja drgnęłam. To ten mężczyzna, o którym mówił Alucard? Co ode mnie chce?- I prosiłbym cię o opuszczenie broni. Ani ja, ani Anderson nie zamierzamy z Toba walczyć.
- To co ja tu robię? Chcę go zabić!- zdecydowałam się na schowanie wakizashi. Jeśli mnie zaatakują, to zdążę wyjąć i się obronić. Odeszłam kilka kroków od Blondyna, by widzieć obu mężczyzn nie obracając głowy.
- Chciałem zaprosić cie na pogawędkę.- odezwał się trochę za beztrosko Maxwell, ignorując moje ostatnie zdanie.
- Nie przyjmuje zaproszenia.
- Będę musiał użyć siły, a tego nie chcę, więc nalegam, byś się zgodziła.
Zmrużyłam oczy. Przed chwilą nie chciał walczyć.
- Co z ghoulami, które były w tamtej wsi?
- Zabiłem je.- dotąd milczący Anderson odpowiedział mi.
- W takim razie, zgoda.- podniosłam dumnie głowę i ruszyłam za mężczyznami.
„ Czego oni ode mnie chcą?!”
Weszliśmy do wielkiego holu, a potem Maxwell skierował się w stronę schodów. Kilka minut krążenia po budynku- przynajmniej miałam takie wrażenie- a potem zostałam zaproszona do gabinetu.
- Okej…- Enrico obrócił się w moją stronę.- Nie ma owijać w bawełnę. Po pierwsze, Hellsing wie, że tutaj jesteś.
Zamarłam.
- Po drugie, specjalnie cię  posłali do tamtej wsi, byś spotkała Andersona. A on cię tu miał przyprowadzić.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział XXVII

Primo: pewnie was załamię, ale są pewne wątpliwości, dość duże, co do bloga Gold Hunter i baardzo możliwe jest, że jednak go nie będę prowadzić. Baardzo, baaardzo możliwe :p
Ale żeby ten post nie był z tylko złą informacją, to macie notkę ^^
---------------------------------------
Rozdział XVII
- Integro!- gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam. Przerwał mi ból w klatce piersiowej, a gdy dotknęłam jej, poczułam pod palcami mokrą substancje i na bandażu pojawiła się czerwona plama.
Po chwili zdałam sobie sprawę, ze leże w salonie na kanapie, a moja głowa przed chwila spoczywała na czyichś kolanach.
- Spokojnie, leż.- a te kolana należały do sir Hellsing, która teraz próbowała mnie z powrotem położyć.
- Co się stało?
Opadłam, oddychając ciężko. Kobieta westchnęła.
- To co zazwyczaj jak masz kłopoty. Alucard zdążył. Przez chwilę walczyli, a potem Anderson uciekł. Ze śmiechem.
- Zabiję go.- warknęłam.
- Najpierw wyzdrowiej.- nachyliła się i wzięła ze stolika woreczek krwi, który, jak się domyśliłam, czekał aż się obudzę. Zawahałam się, zanim wbiłam słomkę. Rozumiem, pić krew przy Alucardzie- który jest wampirem- ale przy Integrze?
Kobieta zauważyła moje zakłopotanie.
- Pij, pij, musisz wyzdrowieć.
Zaczęłam pić i w tym samym momencie do pomieszczenia wszedł Wampir.
- Po raz kolejny mnie uratowałeś.- spojrzałam na niego. Machnął ręką w wyrazie lekceważenia.
- Integrę też.- dodał.- Dobrze, ze przeżyłyście. O ciebie bym się nie martwił, masz Cień, ale z Integrą gorzej. Połamała żebra.
- Chwila, moment, coś powiedział?
- Cień? To twoja zdolność. Ta, którą dostałaś po staniu się Nosferatu. Częściowo osłoniła cię przed słońcem.
- Mówisz o tym dymie?
- Dymie?- nie zrozumiał, o co mi chodzi.
- A nie?
- Nazywasz to dymem? Mówię o tym, co się wydobywało z twoich ran.
- To chyba mówimy o tym samym… do czego mi ten Cień?
- Regeneracja, teleport głównie. I ochrona.
- Teleport? – zaciekawiłam się.
- Najpierw wyzdrowiej.
Ucichłam, nie umiejąc znaleźć dobrej riposty. Miał rację. Torebka krwi nie uzdrowi ran po poświęconych nożach i słońcu.
- Ile to zajmie?
- Koło jednego dnia.- odparł krótko. Wziął drugi woreczek leżący na stole i wyszedł, zostawiając mnie z Integrą.
Kilka sekund ciszy.
- Tuż przed tym jak dałam im swoją krew dowiedziałam się, ze jesteś moją bratanicą.
- Ja jeszcze później.- spróbowałam zażartować, ale Integra taktowała to poważniej ode mnie.
-Jesteś moją bratanicą.- powtórzyła- Córką mojego brata, który wraz z pewną wampirzycą zaginął piętnaście lat temu. Jakiś czas później Alucard znalazł tą wampirzycę, ale Jamesa nie było. Reszty mogę się tylko domyślać. Alucard zabił ją, a ty, bez naszej wiedzy, trafiłaś do czyjegoś domu. W jaki sposób- nie wiem.
- To nieważne.- odezwałam się cicho, patrząc w sufit.- Nieważne, co było. Ona zabiła twojego brata… mojego tatę… a ja wychowałam się u innych ludzi, których przez 13 lat nazywałam rodzicami. Bycie wampirem, znaczy dampirem, w ogóle mi nie przeszkadzało, nie wiedziałam o tym. A teraz jestem Nosferatu. Ochronię ciebie i zabije Andersona.
Nastała cisza, a gdy spojrzałam na kobietę, zobaczyłam, ze po jej policzkach płyną łzy.
- Pani Integro!- zerwałam się, przestraszona.
- Spokojnie. Tylko… twoje słowa… Były piękne.

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział XXVI

No więc znów dorwałam laptopa na wyjeździe! :D
Nie mam co pisać, ale chciałam powiedzieć, że za chwilę stworzę nowego bloga (z opowiadaniem, które nie jest fanficiem tylko moim własnym wymysłem). Będzie on pisany, gdy zakończę ten :I ( Gold Hunter ) Nie martwcie sie , póki co mam przepisane jeszcze 10 rozdziałów, a to jeszcze BARDZO NIE WSZYSTKO. Dużo jest na kartce i świadczy o mojej nudzie w szkole, a potem trochę w wakacje :)
Macie.
---------------------------
Rozdział XXVI
Staliśmy w holu Kwatery Głównej Hellsing.
- Nie ma tu nikogo.- stwierdziłam z kamienna twarzą.
- Przynajmniej nikogo żywego. Na piętrze i wyżej aż się roi od ghouli.- potwierdził Alucard.
- A co z Integrą?- spytałam, przestraszona. Została zmieniona w ghoula?!
- Ona ucieka. Teraz jest kilkanaście kilometrów stąd, jedzie po lesie.
Odetchnęłam z ulgą.
- Co tu się stało?
- Zaatakowali Kwaterę, to proste.- odparł Wampir i ruszył w stronę schodów, wyjmując pistolety.- Biegnij do Integry, może potrzebować pomocy.
- Jasne!
Skierowałam się w stronę, która pokazał i pobiegłam tam.
Kilka sekund później minęłam rozbite auto i gwałtownie się zatrzymałam. Byłam już w tym lesie, o którym mówił Alucard, a to chyba samochód z Hellsinga. Serce podeszło mi do gardła, ale , skoro na miejscu kierowcy nikogo nie było- ani na żadnym innym- to widocznie nic jej się nie stało.
Pobiegłam dalej i chwile potem prawie się potknęłam o Integrę. Krzyknęłam zaskoczona, przeskoczyłam ją i zatrzymałam się, przypadając do niej.
- Alicia.- odezwała się ze strachem i ulgą w głosie. A ja ułamek sekundy później zobaczyłam, że jest ranna. Trzymała się za brzuch, a spod jej kapała krew.
- Pani Integro! Co się stało?!
- Ghoule zaatakowały Kwaterę. Ale tu jest ktoś groźniejszy od ghouli.- powiedziała to na jednym oddechu.- Uciekaj!
- Kto tu jest?!
Nagle poczułam rozdzierający ból w klatce piersiowej. Zachwiałam się, ale nie upadłam, i spojrzałam w dół. Nóż. Znów nóż. Taki sam jakim zostałam zabita. Gwałtownie się obróciłam w stronę, z której został rzucony, i przekonałam się, ze się nie pomyliłam. W naszą stronę zmierzał Anderson z okrutnym uśmiechem.
- Ty.- warknęłam, wyjmując pistolet i strzelając w blondyna.- Pani Integro, on cię zranił?!
- Uciekaj, Alicio!- sir Hellsing była przerażona.- Gdzie Alucard?!
- Został w Kwaterze.
Skończyły mi się naboje  w magazynku, więc szybko przeładowałam. Ale ten ruch, przez który przestałam strzelać w Andersona, wystarczył.
Poczułam szarpnięcie i ból, a ułamek sekundy później zdałam sobie sprawę, że jestem tak samo unieruchomiona jak Wampir, gdy blondyn chciał mnie zabić.
Zaczęłam się szarpać, ale jedyne co przez to się działo, to ból w moich rękach. Syknęłam, a potem Anderson wbił w mój brzuch nóż.
- Wreszcie cie zabiję.- warknął cicho i lekko przekręcił ostrze. Wrzasnęłam z bólu.
- Przestań, ojcze Anderson!- Integra próbowała go powstrzymać.- Ona przypadkiem się tu znalazła!
- Nie! Nie przypadkiem! Specjalnie cię zaatakowałem, by ona tu przyszła!- w głosie Andersona wyczuwałam okrucieństwo i radość.- I udało mi się. Teraz ją zabiję, już dwa razy uniknęła śmierci!
Przekręcił nadgarstek bardziej i znów krzyknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Przestań!- Integra podczołgała się do Andersona.
Ten ja kopnął tak, że poleciała kilka metrów w powietrzu, a potem uderzyła w ziemię. Krzyknęłam, znów się szarpiąc, ale ułamek sekundy później w moje ciało wbiło się kilka ostrzy. Ten zaś, obrócił się i podszedł do Integry.
Patrzałam, bezbronna, nie mogąc jej pomóc, gdy ten nią rzucał.
- Cholera!- syknęłam, i znów się szarpnęłam, ale po chwili znieruchomiałam, jęcząc z bólu. Spojrzałam na swoją klatkę piersiowa i zobaczyłam, że z ran wydobywa się jakiś czarny dym.
„ Czy… to srebro?!”
Ale nie… ciało nie bolało tak, by było to srebro. Nie tak bardzo jak pociski Alucarda.
Dym zauważył również Anderson, i zmarszczył czoło. A ja wywnioskowałam, ze nie wie co to jest, więc nie palę się. Posłał w moja stronę koleje ostrze, przeszywając szyję. Zakrztusiłam się, a potem zaczęłam tracić przytomność z bólu i utraty krwi.
- Pani Integro…- jęknęłam, widząc jak Anderson ją podnosi.- Przepraszam, nie wytrzymam dłużej…

Zobaczyłam słońce, prześwitujące przez drzewa, i był to jedyny powód, z którego cieszyłam się, że umieram. Słonce nie zdąży mnie poparzyć.
--------------------------------------------
A, tak na marginesie. Tworzy się dodatek, spowodowany nudą na wyjeździe, będący alternatywą pierwszego obudzenia się Alicii w domu Alucarda.

środa, 17 lipca 2013

Rozdział XXV

Macie :) wszystko się wyjaśnia. koniec zawiłości. Chyba.
Nie wiem czy zdąże dodać jakąś notkę przed powrotem, ale postaram się. Za to oczekuje następnych na hellsing-future.blogspot.com i demon-soull.blogspot.com
I w nagrodę za... nie wiem,. za co. Cierpliwość? :p nie słuchajcie mnie, zaczynam bredzić, za dużo bycia na słońcu :p
----------------------------------
Rozdział XXV
Otworzyłam oczy i spróbowałam się podnieść, ale nie umiałam się poruszyć. Leżałam w trumnie, patrząc w sufit.
„ Nie wiem, co mi dolał, ale zemdlałam od tego”
- Powiem co to było, jak uda ci się mnie zranić.- odezwał się Alucard, kucając obok.- Pozwolę ci zostać Nosferatu jeśli uda ci się mnie zranić. Choćby musnąć.
„ Ciebie?!”
Znów spróbowałam się podnieść, zaskoczona i zła.
„ Mam CIEBIE zranić?! Przecież nie umiem się nawet przed tobą obronić!”
- Umiesz. Wiesz, że twoja Osłona działała?
„ Skąd wiesz?”
Wystraszyłam się.
- Domyśliłem się po, znalezionej pod twoją poduszką, książce. – westchnął.- Spokojnie. To moja wina, mogłem jej nie napisać, albo chociaż dokładniej schować.
„ Czyli to naprawdę ty ją napisałeś!”
Pomyślałam z tryumfem.
- Tylko zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego Czar Ochronny jako pierwszy?
„ Żebyś nie czytał mi w myślach!”
Na jego twarzy zamajaczył uśmiech.
- Większość wampirów jako pierwsze zaklęcie wybiera atak. Większość. Ale ty nie jesteś zwykła…
„ Nie?!”
- Uwolnij się i zaatakuj mnie, a potem ci powiem dlaczego zemdlałaś.- to brzmiało jak szantaż informacjami.
„ Pozwól mi mówić!”
- Do twojego uwolnienia się nie będę ci przeszkadzał. Ale tez nie będę pomagał.
Spróbowałam się poruszyć, ale nic nie wskórałam. Ten czar był silniejszy niż wszystkie do tej pory.
- Szybciej, szybciej!- popędzał mnie Wampir ze złośliwym uśmiechem. Wściekłam się.
„ Mam nadzieję, że powód dla którego mnie więzisz jest ważny!”
Wyobraziłam sobie mur otaczający mój umysł i Alucard gwałtownie się ode mnie odsunął. Widząc to, wiedziałam już, że nie słyszy o czym myślę. Uśmiechnęłam się lekko, a potem uwolniłam się z trzymających mnie więzów za pomocą „Tarczy”. Wyskoczyłam z trumny, zabierając po drodze mój nóż, leżący, jak zwykle, na szafce nocnej.
Stanęłam twardo po drugiej stronie pokoju i, bez zwłoki, wyobraziłam sobie „Ogniste Tornado”. Sekundę później w stronę Wampira poleciał wir powietrza pomieszanego z ogniem. Alucard odskoczył, unikając ataku, ale ja już przy nim stałam, gotowa zadać cios nożem. Wykonałam pchniecie, ale zatrzymała mnie jego ręka. Ze zdumieniem stwierdziłam, ze zatrzymał ostrze, chwytając je dłonią, tuż przed sobą. Gdy kilka kropel jego krwi uderzyło w  podłogę, błyskawicznie chwyciłam Wampira za szyję i przycisnęłam do ściany.
- Czemu zemdlałam?- warknęłam.
- Już ci mówiłem. Wypiłaś inna krew.- odepchnął mnie tak, ze uderzyłam z jękiem w ścianę naprzeciwko.
„ Cholera…”
- Udało ci się mnie zranić. Stałaś się naprawdę silna, Alicio Stone.
Podniosłam się chwiejnie i spojrzałam w oczy Alucarda.
- Czyja to była krew?- syknęłam. Zignorował to.
- Stałaś się naprawdę silnym Nosferatu, Alicio.
Zaskoczona, znieruchomiałam.
- Ale… nie zabiłam nikogo! Przecież to niemożliwe!- krzyknęłam, i, z mieszanymi uczuciami, skoczyłam na Alucarda. Bez trudu uniknął ciosu, po czym chwycił mnie jedną ręką za nadgarstki, a druga uderzył w kilka idealnie wymierzonych miejsc  na ciele, tak, że upadłam, nie mogąc się ruszać.
„ To nie czar! Po prostu zna budowę człowieka!”
Spróbowałam poruszyć ręką, ale nie udało mi się.  Do tego bolało mnie cale ciało. Wampir nachylił się i spytał:
- Naprawdę chcesz wiedzieć, czyją krew ci dolałem?
- Tak.- warknęłam, zła na niego.
- To była krew… Integry.- powiedział cicho. Zaprzestałam prób poruszenia się.
- Integry? Twojej Pani?
- Dokładnie. Dzięki niej, a raczej jej krwi, stałaś się prawdziwym Nosferatu.
- Ale… jak?- wyszeptałam, zszokowana, patrząc na niego.
- Jeśli przestaniesz się stawiać, to ci wytłumaczę.
Podniósł mnie i ułożył tak, że siedziałam oparta o ścianę. Zaczął tłumaczyć.
- Twoja krew jest podobna do krwi Integry. To po pierwsze. Z takimi podejrzeniami sprawdziliśmy z Walterem twoje akta. Byłaś adoptowana.
Chociaż bardzo chciałam mu przerwać, cos sprawiło, że tego nie zrobiłam. I nie był to czar.
- Twoim ojcem był brat Integry, James, a matką… wampirzyca.
- Co…?- wydusiłam, zupełnie nie wiedząc co o tym sądzić.
- Tak, byłaś dampirką. Pół-wampirem, pół-człowiekiem, choć tego nie zauważyłaś. Domyśliłem się tego po tym, ze byłaś w stanie się sprzeciwić moim czarom. Każdy wampir jest w stanie przeciwstawić się większości z moich czarów. Ty również tak umiałaś, choć uważałem cie za człowieka. Pewnie nie wiesz, ale na zostanie Nosferatu są dwa sposoby. Jeden znasz- wypicie krwi bez przymusu, ale o drugiej nie masz pojęcia. Sam ją sobie niedawno przypomniałem, mało wampirów ją zna… wystarczy wypić krew osoby spokrewnionej.
- Jestem bratanicą Twojej Pani?!
- Tak… do krwi medycznej dolałem zaledwie kilka kropel krwi Integry, ale to wystarczyło. Gdybyś nie zemdlała, oznaczałoby to, że nie jesteś córką Jamesa. Te śladowe ilości sprawiły, że zaczęłaś się przemieniać.- przerwał, bo ponowiłam próbę podniesienia się. Tym razem mi się udało, ale zachwiałam się.
„ Jestem bratanicą Pani Integry…”
- Jeszcze dwie rzeczy.- wyprostował się.
- Hmm?
- Po pierwsze, wampiry zmienione w ten sposób zyskują dodatkową umiejętność. Trzeba się dowiedzieć jaka jest u ciebie.
- Umiejętność?
- Choćby czytanie w myślach, czy bycie jeszcze szybszym.
- Czytanie w myślach? Zostałeś tak zmieniony?
- Nie. Ja…- spojrzał jakby w dal, co mnie zaskoczyło.- … zostałem skazany na śmierć poprzez ścięcie. Tuż przed opuszczeniem topora, wypiłem krew zalegającą wokół pieńka.- spojrzał na mnie ostro, jakby nie mógł uwierzyć, że mi to powiedział.- Ale mówimy o tobie, nie o mnie. Po drugie, gdy czary działają, osłabiają cię. Pisało w tej książce.
Przez chwilę nie rozumiałam o czym mówi, a potem przypomniało mi się.
- Właśnie przypomniałeś mi, że ich używam.
Zaskoczyłam go.
- Nie zauważyłaś, że wciąż działają?
- Właśnie mówię. Prawie zapomniałam, że ich używam.
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No co? To takie dziwne?
- Używasz czarów na poziomie o wiele starszych wampirów, a jeszcze ich nie czujesz.
- No… tak.- potwierdziłam po raz kolejny, a potem zdjęłam Tarczę i Osłonę. I zachwiałam się ze zmęczenia, a Alucard mnie podtrzymał.
- I co teraz?- spytałam.
- Jak odpoczniesz, odwiedzimy Integrę.
Na chwile zapadła cisza, a potem usiadłam na łóżku.
- Proszę cię, mógłbyś wyjść? Muszę to wszystko poukładać.
- Doskonale to rozumiem. Nie tylko ty jesteś w szoku.
Opuścił pomieszczenie, zostawiając mnie samą.
„ Pani Integra jest moją ciocią… dzięki niej stałam się Nosferatu… używam zaklęć na wysokim poziomie… a najdziwniejsze jest to, ze zraniłam Alucarda… właśnie!”
Wstałam, wyszłam i zapukałam w drzwi z pokoju Wampira.
- Co chciałaś?- usłyszałam za sobą. Obróciłam się i spojrzałam na niego.
- Spytać, czemu kazałeś mi cię zaatakować.
Uśmiechnął się lekko.
- Żeby się upewnić, ze jesteś godna nazwiska Hellsing. I bycia Nosferatu.
- Jesteś wredny.- mruknęłam.
- Nie wredny. Po prostu zbyt dumny, by przyjąć kogoś do mojej rasy.
Chwila ciszy.
- Niech ci będzie. A teraz idę spać.- zawahałam, a potem dodałam- Dobranoc, Nosferatu Alucardzie.
- Dobranoc, Nosferatu Alicio.- odparował, a ja się obróciłam i z uśmiechem poszłam do pokoju.
Alucard natomiast poszedł do biblioteki, gdzie siedział Walter z kubkiem herbaty.
- Nawet dobrze to przyjęła.- zauważył mężczyzna.
- Najspokojniej przyjęła fakt, że używa zaklęć na wysokim poziomie. Nie. Na tą uwagę nie zwróciła uwagi.
- Naprawdę? A najgorzej?
- Że ma mnie zaatakować. A nie, ze jest bratanicą Integry.- Wampir uśmiechnął się.- Na początku, w lesie…
- Zbiera ci się na wspomnienia?- zdziwił się Walter, a ten spojrzał na niego, rozbawiony.
- Każdy wspomina. A w szczególności ktoś tak stary jak ja. W każdym razie, na polanie była taka wrażliwa… wszystkiego się bała… a teraz?
- Spotkałeś ją tuż po zastrzeleniu jej rodziców. Których śmierć widziała.- zauważył Walter.
- Możliwe, że to przez to… a w chacie?
- Nie miała pojęcia co się dzieje, była zagubiona, a dodatkowo stała miedzy dwoma krwiożerczymi wampirami.
- Z czego jeden zapewniał, ze nie zrobi jej krzywdy.
- Miała uwierzyć potworowi?
Cisza.
- A na drzewie?- Alucard kontynuował pytania.
- Wciąż nie wiedziała co się dzieje, ani jakim cudem znalazłeś się na drzewie.
- Potem?
- Postanowiłeś przestać być miły. Zacząłeś ją ranić i celowo straszyć. Tego nie muszę tłumaczyć.
- I tak teraz jest spokojniejsza.
- Bo cię zna i ma do ciebie zaufanie.
- Na pewno?- Wampir spojrzał na Waltera.
- Na pewno. Wiesz co się działo, gdy nie wróciłeś z nią do domu, gdy ją zaatakował wampir.
- Wiem, wiem. Ale ty na wszystko znajdziesz wyjaśnienie.- Alucard udał, że się skarży.
- Bo jestem człowiekiem. I ją rozumiem.
- Musisz mi ciągle przypominać, ze jestem potworem?- w jego głosie ewidentnie wyczuwało się ból.- Nie wiesz ile bym dał, by znów być śmiertelny… Alicii bycie Nosferatu też się znudzi. Może to potrwać kilka lat, może wiek, ale tak będzie.
- Tak myślisz?
- Ja też na początku byłem zadowolony, że jestem nieśmiertelny, mogę znikać, przechodzić przez ściany i tak dalej. Ale teraz? To nie tak jak kiedyś… kiedyś, gdy nie byłem najsilniejszy, bałem się. Mogłem przegrać, zostać zabitym.  I to było ciekawsze. Ten strach. Teraz nikt mnie nie pokona, nie ma godnych przeciwników. Nudzę się.
- Czasami cię rozumiem. Ale czasami nie.
- Bo jesteś tylko słabym człowiekiem.
Walter spojrzał na Wampira z ukosa, ale nie odpowiedział.