piątek, 29 stycznia 2016

Teehle XV

Sonya.
Skończyły mi się obrazki, więc nie wiem, co będzie w następnym poście...
__________________________

Otworzyłam oczy. Nie byłam w zamku. Gdzie…? Po sekundzie rozpoznałam pokój w domu Teehlego. Odetchnęłam ciężko i z trudem podniosłam rękę, by dotknąć ran. Przykryłam je chłodną dłonią. Byłam słabsza niż poprzednio, szybciej straciłam przytomność, a ugryzienie mniej bolało… czy to jest ze sobą w jakiś sposób powiązane?
Powstrzymałam się przed zamknięciem oczu i spaniem dalej. Nie chciałam zasypiać. Po prostu nie chciałam…
Nagle na moim nadgarstku zacisnęły się silne palce. Szarpnęłam się z paniką, ale potem znieruchomiałam, nie patrząc na Teehlego. Bez oporu pozwoliłam, by odsunął dłoń i położył wzdłuż mojego ciała. Zamknęłam oczy. Nie umiałam na niego spojrzeć. Wstydziłam się tego, że się poddałam?
Drgnęłam, gdy wilgotny, zimny materiał dotknął mojej szyi. Teraz o mnie dba… a wcześniej gryzł… czyżby Siergiej miał rację, że krzywdząc mnie, krzywdzi go? Nie… Teehle dba o mnie tylko ze względu na krew.
- To nie bolało tak bardzo- wyszeptałam ledwie dosłyszalnie i przełknęłam z bólem ślinę- I szybciej straciłam przytomność.
- To był inny sposób ugryzienia- powiedział- Ryzykowny. Najbardziej niebezpieczny ze wszystkich, bo, chociaż nie boli i trwa krótko, byłaś bliżej śmierci niż kiedykolwiek wcześniej. Dodatkowo przez dłuższy czas będziesz zmęczona. Normalnie już byś chodziła i…- urwał nagle.
- Dokończ- poprosiłam cicho, wciąż nie patrząc.
- Próbowała się zabić- dokończył niepewnie- Albo mnie.
Nic więcej nie powiedział, jakby nie wiedział, co jeszcze dodać. Przekręciłam się tyłem do niego.
- Po prostu siedź cicho- mruknęłam, przysypiając- Albo najlepiej mnie zostaw.
Nie poruszył się. Nie ma czegoś ciekawszego do roboty, niż obserwowanie mnie? Może dalej sądzi, że mogę próbować się zabić?
***
Nie było go. Zniknął. Poszedł sobie. Ale zamiast tego zostawił liścik. Złożona na cztery zeszytowa kartka leżała obok mojej poduszki, prześwitywały przez nią znajome literki Teehlego.
„Alekso, zjedz coś. Nie wrócisz dopełni sił, jeśli nie będziesz jadła. Jestem na misji, ale niedaleko stąd, więc wyczuję, jeśli spróbujesz się zabić lub zrobić cokolwiek innego. Chociaż mam nadzieję, że naprawdę się poddałaś, jednak- musisz przyznać, że mam do tego prawo- nie ufam ci w pełni w tej sprawie.
Odpoczywaj- T.”
Skuliłam się, zgniatając wiadomość w pięści. Nie chciało mi się wstawać. Nie miałam siły, by cokolwiek zrobić. I nie zamierzałam się zabijać. Nie było sensu próbować. Przegrałam wojnę. Naprawdę się poddałam, nawet jeśli Teehle nie do końca mi wierzył. Na stoliku leżał mój pistolet. Sięgnęłam po niego, bynajmniej nie w celu samobójczym. Sprawdziłam, czy jest zablokowany i wyjęłam magazynek. Pełny. Nie wierzył, ale zostawił broń. Wystawił mnie na próbę? Jeśli bym teraz strzeliła sobie w głowę, na nic by się zdały jego próby. Byłabym martwa milisekundy po strzale. To oczywiste, że gdybym chciała się zabić, mogłabym to zrobić. To przeczyło jego listowi… albo w nim kłamał i dał mi wybór, albo nie zauważył broni. W końcu leżała tu, odkąd wyjechałam. Mógł się przyzwyczaić do jej widoku i traktować ją jako część wystroju.
Odblokowałam go i wycelowałam w ścianę. Trochę ją zniszczę… siła odrzutu boleśnie szarpnęła moją ręką i skrzywiłam się. Byłam taka słaba… tak niemożliwie słaba…
Prawie minutę zajął mu powrót. Usłyszałam trzask drzwi wejściowych, a chwilę potem wpadł do mojego pokoju. Zarejestrowałam na jego twarzy strach, zanim zastąpiło go zaskoczenie. Strach…
- Co zrobiłaś?- spytał ostro.
- Sprawdzałam- powiedziałam bezbarwnie, patrząc na niego.
- Cholera, Alekso!- podszedł, wyrwał mi pistolet i z trzaskiem odłożył go na szafkę- Co sprawdzałaś? Czy na pewno cię obserwuję?
Nie odpowiedziałam.
- A gdybym nie przyszedł, strzeliłabyś ponownie, tylko tym razem do siebie? Po co sprawdzałaś? Gdybyś strzeliła od razu do siebie…- urwał i zobaczyłam w jego oczach ból, ale sekundę później dokończył- … udałoby ci się. Dlaczego się nie zabiłaś?
- Nie umiem- poczułam gulę w gardle, a wzrok mi się rozmazał- Już nie umiem, Teehle. Obiecałam Michaelowi, że tego nie zrobię. Naprawdę się poddałam. Uwierz mi.
Spojrzenie wampira złagodniało i uśmiechnął się.
- Nareszcie, Alekso. Wiesz, nie musisz mi wierzyć, jednak nie udawałem, że się boję. Martwiłem się.
- Ale nie o mnie, tylko o to, że nie będziesz miał mojej krwi.
- Nie- pokręcił lekko głową, siadając na brzegu mojego łóżka- Nie jestem bezdusznym potworem, za jakiego mnie najwyraźniej masz.
Odwróciłam wzrok. Po tym, co zrobił dzisiaj, nie wiedziałam, co myśleć.
- Mam dwie sprawy- powiedział cicho, obserwując mnie uważnie- Jedna to ugryzienia.
Nie jest bezduszny?
- Chciałbym dać ci wybór w sposobie ugryzień… ale nie mogę. Ten, który właśnie odczuwasz, jest zbyt niebezpieczny. Nie wiem, co mnie naszło, że z niego skorzystałem… tym bardziej z tym- zanim zaprotestowałam, zrzucił ze mnie kołdrę i wskazał mój brzuch. Przez chwilę patrzyłam na jego dłoń zdezorientowana, ale potem przesunęłam ręką po bliźnie pod koszulką.
- Zauważyłeś- stwierdziłam cicho.
- Powinienem o czymś wiedzieć?- nie podobał mi się ton głosu Teehlego. Już rozumiałam, dlaczego miałam mu nie mówić.
- Michael chciał, żebyś nie wiedział- nie patrzyłam na niego.
- To jest ten prawdziwy powód, dla którego zostałaś w Rumunii dłużej?
Kiwnęłam głową.
- Kto cię dźgnął? Zabiję go- wycedził i wystraszyłam się. Jeśli mu powiem, to naprawdę poleci do Rosji…
- Michael. Na treningu- odpowiedziałam szybko- Oczywiście przypadkiem. I to nie jego wina, zbyt gwałtownie i w złą stronę się uchyliłam, właściwie sama się nadziałam na…
- Alekso- przerwał mi twardo- Nie okłamuj mnie. Nawet, jeśli tak by się zdarzyło, Michael nie zraniłby cię tak głęboko. Zdążyłby odsunąć broń.
- Nie okłamuję…- głos uwiązł mi w gardle, gdy na niego spojrzałam. Przeszły mnie ciarki. Był wściekły. Nie na mnie, ale na tego, który mnie zranił- Siergiej- wydusiłam- Siergiej mnie zranił.
- Jakim cudem spotkałaś Siergieja?- wycedził.
- Był na balu. Vlad ostrzegł mnie, bym go unikała… ale Siergiej do mnie podszedł, gdy nie zauważyłam. Wyczuł na mnie twój zapach, tak przynajmniej mi powiedział. Chciał mnie skrzywdzić, byś ty cierpiał.
- Zabiję go- wstał. Złapałam go za nadgarstek. Spojrzał na mnie ze złością mieszaną z zaskoczeniem- Dlaczego mnie zatrzymujesz?
Nie umiałam podać dobrej odpowiedzi, by nie zdradzić, że Michael powiedział, bym nie pozwoliła mu jechać do Rosji. Cofnęłam rękę i przycisnęłam ją do klatki piersiowej speszona, ale i przestraszona.
- Nie wiem- powiedziałam cicho, próbując coś wymyślić- Rosyjski oddział… może cię pozwać. Za atakowanie na ich terenie. Bo może, prawda?
- Vlad i Michael będą mieli sprawę z Rosjanami za atak na ciebie- odparł- Ale Watykan, który w tym momencie będzie tę sprawę rozwiązywać nienawidzi Rumunii za ród Basarabów- Draculów- więc będą stali po stronie Rosji. W jakiś sposób Rosja wygra. Postarają się o to.
- Stronniczy sędzia- mruknęłam, odwracając wzrok- Tylko co da ci pójście tam? Sam przeciw całemu oddziałowi?
Uśmiechnął się szarmancko.
- Zdarzało się. Tam nie ma wampira.
- Ale jest dampir z resztą oddziałem. Nie są silniejsi?
Wykrzywił usta i domyśliłam się, że nie chce przyznawać, że w takim wypadku z nimi nie wygra. Ukryłam rozbawienie.

***

niedziela, 24 stycznia 2016

Teehle XIV


I powrót Teehlego :v
______________________

Po kilku dniach przyszedł do mnie Vasil.
- Cześć. Wybacz, że cię nie odwiedzałem. Wysłali mnie na południe.
- Na misje? I jak?
- Dobrze. Walczyliśmy właściwie z samymi młodymi wampirami- wyraz jego twarzy zmienił się tak nagle, że się przestraszyłam. Spojrzał na mnie ostro.
- Obiecaj mi, że nie pozwolisz się zmienić.
- Co?
- Nie pozwól się zmienić w wampira- powtórzył.
- Zmienienie mnie w wampira nie przyniosłoby Teehlemu żadnych korzyści- odparłam, opanowując dezorientację.
- Ale obiecaj! Wszystko może się zmienić!- wyszeptał z desperacją- Polubiłem cię. Naprawdę. Nie zniosę, jeśli staniesz się wampirem. Po przemianie ludzie się zmieniają. Ich zachowania, emocje, spojrzenie na wszystko. Nie chcę, byś się zmieniła.
- Vasil...- zaczęłam cicho zszokowana wyznaniem, ale urwałam. Co mu mogłam powiedzieć? To oczywiste, że nie zamierzałam zostawać wampirem. Uśmiechnęłam się- Oczywiście, że obiecuję. Jak mogłabym pozwolić na zmienienie mnie, skoro nienawidzę wampirów?
- Dziękuję. Nie musiałabyś pozwolić. Mógłby cię zmienić wbrew twojej woli. Postaraj się, by to się nie zdarzyło.
- Jasne. Ty też nie stań się wampirem- powiedziałam ciepło. Teehle miałby chcieć mnie zmienić? Nawet nie miałby z tego korzyści... A może krew wampira też jest smaczna?
Ktoś zapukał.
- Proszę!
Michael wślizgnął się do pomieszczenia.
- Cześć... O, wróciliście już?- zauważył Vasila. Ten pokiwał głową.
- Łatwizna.
- To świetnie- spojrzał na mnie- Alexandro, minął tydzień...
Połowa wyjazdu, za tyle samo znów wrócę Teehlego...
- Muszę zdjąć ci szwy. Nie było żadnych komplikacji, leczy się dobrze. Teehle nie powinien zauważyć.
Kiwnęłam głową.
- Przerwałem jakąś ważną rozmowę?- spytał, zerkając na Vasila.
- Nie. Wszedłeś, gdy skończyliśmy- odparł.
- To dobrze. Chodź, Alexo.
- Alexandro- poprawiłam. Odpowiedział mi ciepły uśmiech.
- To długie imię. Naprawdę nie podoba ci się skracanie go?
- "Aleksa" zbyt mocno kojarzy mi się z Teehlem. Więc tak.
- Jeśli tak wolisz, to będę nazywał cię pełnym imieniem. Vasilu, Vlad prosił, byś się z nim spotkał, gry wrócisz. Pamiętasz?
- Racja! Miłego zdejmowania szwów!- łowca wypadł z pokoju. Właściwie... jak się zdejmuje szwy? Teehle mi zdjął, gdy nie byłam przytomna. To boli?
- Boisz się?- spytał Michael, zauważając przestrach- Nie masz czego. Naprawdę. Chodź.
Ruszyłam za nim. Zszedł schodami na parter, trafiliśmy pod główne wejście. Zaprowadził mnie szerokim korytarzem do dużego, przestronnego pomieszczenia. Pod ścianami było poustawiane kilkanaście łóżek szpitalnych, ale zajęte było tylko jedno- młoda dziewczyna z bandażem na szyi i ramieniu.
- Co Cass tu robi?- Michael zmarszczył brwi i poszedł do drzwi po prawej- Sandro, czemu nie wiem, że Cass tu jest?
Starsza kobieta wstała na jego widok zaskoczona.
- Nie było zagrożenia życia, więc nie chcieliśmy was martwić- powiedziała z lekkim strachem. Ten zmierzył ją surowym spojrzeniem, jakby się zastanawiał, co odpowiedzieć, aż w końcu westchnął.
- Co się stało?
- Prawdopodobnie jeden z wampirów wyczuł jej strach i ją zaatakował jako pierwszą.
- Cholera- łowca pokręcił głową- Będzie miała beznadziejne wspomnienia pierwszej misji...
- Pierwszej?- wyrwało mi się. Michael spojrzał na mnie, jakby zapomniał, że tu jestem.
- Tak. To nawet nie była misja, co towarzyszenie łowcom. Jest w trakcie kończenia szkolenia. W tym okresie pełnoprawni łowcy zabierają ucznia na misje. Takie praktyki.
Biedna Cass. Zerknęłam na nią.
- Skoro nie było zagrożenia, to dlaczego jest nieprzytomna?- spytał mężczyzna.
- Jest po szyciu- odparła Sandra. Michael nagle wbił we mnie wzrok.
- Właśnie. Rozumiem, że sala jest wolna?
Kobieta pokiwała głową.
- Chodź, Alexandro- ruszył na drugi koniec pomieszczenia, do innych drzwi- Wybacz przetrzymywanie cię. Miałem ci tylko wyjąć szwy.
- I tak nie mam, co robić- wzruszyłam ramionami. Salka, do której weszliśmy, była mniejsza, a na środku stało tylko jedno łóżko. Gestem kazał mi się położyć. Z lekkim niepokojem patrzyłam, jak wyjmuje jakieś zapakowane, specjalne szczypce. Podniósł moją koszulkę i odkleił opatrunek. Z zaciekawieniem przyjrzałam się szwom. Dalej nie były miłym widokiem, ale wyglądały interesująco.
- Nie patrz- Michael nachylił się, też je oglądając.
- Dlaczego?
Uśmiechnął się.
- Nie lubię, gdy ktoś mnie obserwuje.
- Naprawdę?- zaśmiałam się.
- Nie ma powodu do dziwienia się. Nie ruszaj się.
Wbiłam wzrok w sufit i wzdrygnęłam lekko, gdy poczułam delikatne szarpnięcie i ledwie wyczuwalną igiełkę bólu.
- Spokojnie. Nie boli tak bardzo, nie?
- Ta- mruknęłam.
- Powiedz mi, Alexandro... zamierzasz jeszcze... walczyć z Teehlem?
- Ty i Vlad opowiedzieliście mi straszne rzeczy- odparłam cicho. Słyszałam w jego głosie powagę- Mam pewne obawy co do wojny.
- Pogódź się z nim. Proszę.
- Naprawdę bym chciała, ale...
- To chociaż obiecaj- przerwał mi- że nie spróbujesz się znowu zabić. Nigdy.
Przez chwilę milczałam. Nie miałam innej linii obrony przeciw Teehlemu... ale nie mogłam zawieść Michaela. Zależało mi na jego przyjaźni.
- Dobrze- powiedziałam ciepło, choć zebrało mi się na płacz. Tak bardzo dobrze mi się tu mieszkało… naprawdę musiałam wracać?- Obiecuję.
- Ulżyło mi- odetchnął- I przy okazji- skończyłem. Lubisz niebieski?
- Co?- podniosłam głowę. Michael odklejał jakiś dziwny niebieski plaster. Nakleił mi go na bliznę.
- To taśma kinezjologiczna. Żeby ci się blizna nie rozeszła. Teehle takiej nie używał?
- Używał plastrów ściągających.
- To jest ciekawsze- łowca wyszczerzył się- Ma różne kolory.
***
Reszta czasu spędzonego w zamku minęła zdecydowanie zbyt szybko. Zanim się obejrzałam, Michael żegnał mnie na lotnisku. W samolocie byłam tak spięta, że nie umiałam nawet się zdrzemnąć, chociaż nigdy nie miałam z tym problemów. Po prostu gapiłam się za okno, myśląc, co robić.
Teehle czekał na mnie na lądowisku Elerain. Nie chciałam odwrócić wzroki, więc wbiłam w niego uporczywe spojrzenie. Wydawał się trochę zdziwiony moim zachowaniem, ale uśmiechnął się szeroko.
- Miło cię widzieć z powrotem. Idziemy?
Ruszyłam za nim do vana. Wampir zajął miejsce kierowy, a ja siadłam obok niego. Co czuł? Był zły? Zadowolony? Zdeterminowany?
- Co to za mina?- spytał nagle, manewrując autem w stronę bramy Elerain.
- Zastanawiam się.
- Nad czym?
- Czy ci przeszło.
- Czy mi przeszło?- powtórzył i się zaśmiał- Co miało mi przejść?
- Chęć uczynienia mnie swoim żywym workiem krwi- powiedziałam twardo.
- Nie. To mi nie przeszło. Za to tęskniłem za twoją krwią- wyszczerzył się.
Nie odpowiedziałam, odwracając wzrok. Po głowie ciągle kręciły mi się ostrzeżenia Vlada i Michaela.
- Jak na balu?- spytał nagle.
- Dobrze- odparłam normalnym tonem, by go nie prowokować- Nie byłam jeszcze na takiej... imprezie. Michael nauczył mnie tańczyć... czy raczej pokazał kroki, bo tańcem bym tego nie nazwała. Poznałam też kilku łowców, Vasila, Sandrę, Cass... i Vlada, jeśli liczyć go jako łowcę.
- Oczywiście, że liczyć. Jest takim samym łowcą, jakim ja jestem.
- Wiem... ale to dziwne. Jest synem Vlada Tepesa...- nagle przypomniałam sobie coś- ... tak jak ty- spojrzałam z ukosa.
- Nie jestem synem Tepesa- jeśli go zaskoczyłam, to tego nie okazał- Co ci powiedzieli?
- Że jesteś bękartem... jego żony. Ale to on cię wychował.
- Więc nic nie przekłamali... zazwyczaj nie wspominają, że nie jestem spokrewniony z Tepesem.
Nie miałam co odpowiedzieć, więc w vanie zaległa ciężka cisza na resztę podróży. Gdy dojechaliśmy, Teehle wziął moją walizkę i ruszył na górę.
- Sama ją wezmę!- zaprotestowałam.
- Cokolwiek o mnie myślisz, coś z dżentelmena we mnie zostało- odparł i zanim zdążyłam znaleźć argument, zostawił ją w moim pokoju- Przyjdę za piętnaście minut.
Zniknął w swoim pokoju. Stanęłam na środku pomieszczenia i odetchnęłam. Wiedziałam, po co przyjdzie. Przed wyjazdem obiecał, że mnie ugryzie. W błyskawicznym tempie rozpakowałam rzeczy, a potem stanęłam przy oknie z pistoletem w dłoni. Nie zamierzałam się zabijać, ale bałam się tego, co powiedział Michael i Vlad… jednak miałam opory przed poddaniem się. Nie chciałam dać wampirowi tej satysfakcji. A poza tym ta perspektywa mnie przerażała. Że…miałby… mnie gryźć… a ja nawet bym nie oponowała.
Byłam w kropce. Zamknęłam oczy, zaciskając broń na pistolecie. Nie wiem, po co go wzięłam. Dla otuchy…?
Jakim cudem tu skończyłam? Ciekawe, co teraz robią rodzice… prowadzą już w miarę normalne życie? A jeśli z mojego powodu, z powodu mojej śmierci, któreś z nich się załamało i życie potoczyło się źle? Czułam się winna. Powinnam uciec od Teehlego. Powinnam do nich wrócić, powiedzieć, że nic mi nie jest, zostałam objęta programem ochrony świadków, więc musiano upozorować wypadek drogowy, cokolwiek, żebym mogła z nimi spokojnie żyć…
Kliknęły otwierane drzwi. Zacisnęłam mocniej szczęki. Przyszedł. Żeby mnie ugryźć. Ciche kroki zbliżyły się, a chwilę później… mnie objął.
Zamarłam zaskoczona, jednak drżącą ręką podniosłam pistolet i nad ramieniem na ślepo wycelowałam w wampira. Miałam nadzieję, że tam jest jego głowa. Wstrzymałam oddech, dociskając lekko spust…
Ale nie strzeliłam.
- Nie mogę- załkałam, upuszczając broń. Uderzyła w ziemię. Drżałam- Nie mogę! Boję się!
Teehle milczał przez kilka sekund, a potem się domyślił, że coś się wydarzyło na zamku.
- Co się stało w Rumunii, Alekso?- spytał cicho.
- Nic- połknęłam łzy, starając się ignorując przeczucie, że jego usta są zbyt blisko mojej szyi.
- Alekso- powiedział mocniej- Nie okłamuj mnie.
- Rozmawiałam z Michaelem. I Vladem- wydusiłam- O tym, co może się stać, jako że wypowiedziałeś mi wojnę.
-Och- wydawał się zaskoczony- I co ci powiedzieli?
- Nic dokładnego- spróbowałam wydostać się z uścisku, ale zrezygnowałam, gdy stwierdziłam, że nie zamierza mnie puścić- Po prostu ostrzegł, że będzie lepiej, jeśli się poddam.
- A poddasz się?
- Nie wiem- powstrzymałam wybuch płaczu. Prawie dostałam zawału, gdy nagle coś ostrego nacisnęło na skórę mojej szyi- Błagam, nie rób mi tego.
Wampir delikatnie chwycił brodę i przekręcił ją. Nie miałam siły się opierać. Poza tym nic nie mogłam przeciw niemu zdziałać…
- Nie bój się, Alekso- wyszeptał łagodnie. Po moich policzkach spłynęły łzy- Prawdą jest, że gdy wypowiem wojnę, mój przeciwnik może źle skończyć, ale dla przegranego nie jestem okrutny ani mściwy. Dla mnie fakt, że nie strzeliłaś, jest białą flagą.
- Proszę, nie gryź mnie- załkałam. Jego słowa nie pomogły. Nie miały znaczenia, skoro i tak zamierzał mnie ugryźć.
- Obiecałem ci. Pamiętasz?
- Pamiętam, ale…
- A ja nie łamię obietnic. To także pamiętasz?
- Tak, ale… złam ją teraz. Błagam, Teehle.
- Nie mogę.
Zrezygnowałam z namówienia go. I tak nie byłam w stanie go przekonać.
- Dobra- wyszeptałam- Więc ugryź. Tylko nie dręcz mnie więcej.
- Nie chcę cię dręczyć, Alekso- wyszeptał i szybko zatopił kły w moim ciele. Spięłam się… ale nie bolało tak, jak pamiętałam. Naprawdę. I osłabłam szybciej. Po zaledwie minucie nie umiałam utrzymać się na nogach. Teehle przycisnął mnie do siebie i odetchnęłam. Jeszcze chwila. Po tym, jak szybko słabłam, wnioskowałam, że za krótką chwilę stracę przytomność.

***

wtorek, 19 stycznia 2016

Teehle XIII


Vasil. W następnej notce będzie Siergiej.
Rozpieszczam was. Za szybko dodaję notki.Potem mi braknie. Z drugiej strony to dobrze, bo wtedy będę "zmuszona" do przepisania z... zewsząd ._.
_______________________________

Dwa dni później Michael pozwolił mi się ruszać i chodzić, ale nie trenować, więc poszłam popatrzeć, jak walczy z Vladem. Zaprowadził mnie do sali i usiadłam w rogu. Wampir już czekał z uśmieszkiem, od którego przeszły mnie ciarki, jednak na twarzy pojawiła się troska, gdy spojrzał na mnie.
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej, ale nie jest źle. Dzięki.
- Najpierw się pobiję z Michaelem, potem nauczę cię rzucać nożami- uśmiechnął się. Był taki miły... że prawie zapominałam, że jest wampirem.
- Bez krwi- Michael uniósł miecz jednoręczny, kierując ostrze na drugiego łowcę. Ten przytaknął... i zaczęli walczyć. Nie nadążałam za ich ruchami- słyszałam metaliczne brzdęki, gdy miecze uderzały o siebie, oraz świsty ostrzy, gdy robili uniki.
W pewnym momencie mignęła mi twarz Michaela. Uśmiechał się, a w oczach widać było zapał. Bardzo chciał pokonać Vlada. Tylko czy mógł pokonać wampira, do tego wyszkolonego, w walce, gdzie potrzebna jest szybkość i siła?
Mógł.
Miecz Vlada nagle poleciał w bok, wybity przez Michaela, a wampir rozłożył ręce na boki.
- Wygrałeś. Znowu.
Znowu?
Michael pokonywał Vlada na co dzień? Gapiłam się na przyjaciela z podziwem. Chyba go nie doceniłam. Był w stanie pokonać Teehlego? Michael walczył bardziej białą bronią, a Teehle palną… ciężko było porównać.
- Rewanż?- łowca podniósł miecz wampira i mu podał- W końcu mnie pokonasz. Tak długo próbujesz, że w końcu ci się uda.
- Gdybyś zaczął używać wszystkich swoich zdolności, leżałbym na ziemi po kilku sekundach.
Michael zaśmiał się.
- Wobec ciebie nigdy ich nie użyję. Chyba że nagle postanowiłbyś zagrozić mnie lub innym, którym grozić nie powinieneś.
Vlad tylko się uśmiechnął.
- Dlaczego Michael cię pokonuje, skoro jesteś wampirem?- spytałam. Spojrzeli na mnie, jakby zapomnieli, że tu jestem.
- Zbyt mocno opieram się na...- Vlad się zastanowił- ... na wampirycznych umiejętnościach. A gdy walczę z Michaelem, nie mogę ich używać. Tak się umówiliśmy.
Mój przyjaciel przytaknął, a potem spojrzał na wampira.
- Dalej?
- Pewnie.
Tym razem walka była dłuższa, a gdy błysnął wytrącony miecz Vlada... pisnęłam, gwałtownie się skręcając. Ostrze odbiło się od ściany obok mnie. Wciągnęłam powietrze, bo przez brzuch przeszło ostre ukłucie bólu. Zanim się zorientowałam, Michael klęczał obok mnie z przerażeniem w zielonych oczach.
- Nic ci nie jest?
- Nie. To odruch- sapnęłam, prostując się. Wbiłam uporczywe spojrzenie w mojej dłoni, która drżała, choć ból już minął. Łowca zacisnął na niej ciepłe palce, starając się ją uspokoić.
- Przepraszam. Mój błąd. Źle rozbroiłem Vlada.
- Nie przepraszaj. Nie zostałabym zraniona. To przez odruch. I tak cię podziwiam, że pokonujesz wampira w walce mieczem. W końcu broń biała to domena dawnych wieków.
Uśmiechnął się.
- Nawet nie wiesz, ilu ludzi uczy się walczyć ostrzami. Vlad?
- Hmm?- wampir podniósł z ziemi swoją broń.
- Myślę, że bezpieczniejsza będzie nauka rzucania niż nasza walka, zważając na nasz zapał w pojedynkach.
- Zgadzam się.
- Mogę zostawić was samych? Pójdę sprawdzić, jak tam misja na południu.
- Jasne.
Michael pomógł mi się podnieść, podciągając mnie za ręce bez żadnego wysiłku. Oparł swój miecz o ścianę.
- Do zobaczenia później- powiedział ciepło i wyszedł z komnaty. Vlad także odłożył swoją broń, a zanim zdążyłam mrugnąć w jego dłoni pojawił się nóż. Przypomniałam sobie, że nie jest człowiekiem i poczułam lekki strach. Zostałam sama z wampirem...
- Znowu to samo- odezwał się nagle.
- Co?- wzdrygnęłam się zaskoczona.
- Strach. Znowu się boisz.
Odwróciłam wzrok. Tak. Bałam się. A wampir czuł to. Powoli podszedł i stanął tuż przede mną.
- Co on ci zrobił, że tak reagujesz na moją obecność?- spytał cicho. Nie dotykał mnie, nie zmuszał do spojrzenia na siebie... nie tak jak Teehle.
- Po prostu jesteś wampirem- powiedziałam, patrząc poniżej jego twarzy, na ramię skryte czarną koszulką. Zobaczyłam na niej rozcięcie. Michael próbował go zranić? Powiedzieli, że bez krwi. Próbował, ale mu się nie udało? Więc kto jest silniejszy?
- I co z tego, Alexandro?- Vlad wyrwał mnie z zamyślenia- Co z tego, że jestem wampirem? Nie skrzywdzę cię ani nie ugryzę. Vasil ci powiedział, jak żyję. Michael też. Nie obawiaj się mnie.
- Dobra- odsunęłam się od niego i spojrzałam, starając się uspokoić- Spróbuję się nie obawiać. Ale wiedz, że przez Teehlego i jego działania mam... awersję. I ty jej nie zmienisz. Musiałby to zrobić Teehle, przestając... się tak zachowywać.
- Dobrze, nie będę od ciebie więcej wymagać- uśmiechnął się- To co, nauczyć cię? Coś musisz stąd wynieść, skoro już zostałaś dla treningów.
Zaśmiałam się ponuro. Racja. Teehle od razu wykryłby przekręt, jeśli nie umiałabym nic. Wykryje, jeśli nie wyzdrowieje. A dwa tygodnie to mało. Jeśli po powrocie będę się wyrywać, prawdopodobnie otworzę ranę. A wtedy zauważy. Tylko co z tego? Niech jedzie do Rosji. Przynajmniej zostawi mnie w spokoju. Jeśli zaatakowałby Siergieja, to mogliby go pozwać i zamknąć w więzieniu. To by było dobre, bo właściwie byłabym...
- Alexandro?- Vlad pomachał mi ręką przed oczami- O czym myślisz?
- Szczerze?- skupiłam na nim wzrok- Zastanawiam się, czy gdyby Teehle pojechałby do Siergieja, bo mnie dźgnął, to byłabym właściwie wolna.
- Nie- wyszczerzył się- Nawet gdyby cię zostawił, nie spodziewaj się, że znikniesz z jego radaru.
- Co masz na myśli?- spytałam ostrożnie.
- Po prostu przyjmij do wiadomości, że skoro mieszkasz z nim, jeśli nie będzie chciał cię zostawić, z nim pozostaniesz. Powiedz: ma jeszcze dla ciebie cierpliwość, czy już za późno na ratunek? Toczycie wojnę?
- Nie poddam się!- warknęłam. Vlad spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak? Jest sens cię ostrzegać?
- Michael już to zrobił- powiedziałam. Kolejna osoba ostrzega?
- Wiem. Dlatego pytam, czy jeśli zrobi to druga osoba, coś to da.
- Nie wiem. Jeśli wyjaśnisz, przed czym ostrzegasz.
- Przed czym?- powtórzył- Chyba przed kim. Przed Teehlem. Jeśli wypowiedział ci wojnę, to znaczy, że ma dość i chce mieć pewność, że nie będziesz sprawiać problemów.
- Co może mi zrobić? Czego dokładniej mam się bać?- spytałam.
- Wszystkiego, Alexandro- odparł spokojnie- Wiesz, kim był Teehle jako człowiek?
Pokręciłam głową. Wampir uśmiechnął się w niepokojący sposób.
- To bękart żony Vlada Tepesa.
- Co?! Jak to?!
- Uczył się łamać ludzi od- zaśmiał się- najlepszego, Vlada Draculi, Palownika. Najlepszego oprawcy, jakiego znał świat. Mogę ci zagwarantować, że nie chcesz mu podpaść.
- A... a sam Tepes? Żyje?- zbladłam.
- Tak.
- Gdzie jest? Tutaj? W Rumunii?- poczułam strach. Nie chciałam go spotkać. Zdecydowanie nie chciałam. Bałam się. Wystarczyły mi historie przeczytane w Internecie.
- Nie mogę ci powiedzieć- odparł Vlad- To tajemnica. Zaledwie kilku najbliższych jego przyjaciół wie.
- Kto?
- Na pewno ja i Teehle. Reszty nie ma sensu ci mówić, skoro ich nie znasz. Nawet nie wiem, czy jeszcze żyją.
- Ty jesteś jego synem... jak długo znasz Teehlego?
- Jesteśmy przyjaciółmi od dziecka. Teehle jest starszy o osiem lat. Ja zostałem zmieniony w wieku szesnastu lat, Teehle dwudziestu czterech. Oboje przez mojego ojca, Teehle pierwszy.
- Dlaczego zostałeś zmieniony w takim wieku?
- Bo umierałem- uśmiechnął się gorzko- Teehle się mną żywił- za moją zgodą- dodał na widok mojej miny- ale po którymś ugryzieniu wdało się zakażenie. W tamtych czasach rzadko uleczalne. Ojciec mnie uratował. I koniec historii. Wracamy do treningu?

***

sobota, 16 stycznia 2016

Teehle XII

Michael. Uwielbiam~ <3
Wcześnie wam to daje, bo zaledwie dwa dni później, ale to dlatego, że jestem w dobrym humorku... Kii, masz polubić Michaela :D
_________________________________

Przede mną klękał Teehle, obejmując... drugą mnie? Kucnęłam obok nich. Wiedziałam, że to znowu jeden z tych dziwnych snów. O przyszłości. Tylko o co chodzi tym razem? Spojrzałam na twarz Teehlego i zamarłam. Płakał. Teehle płakał.
- Kilka minut, Alekso- wydusił, przykładając krwawiący nadgarstek do ust drugiej mnie. Dziewczyna w jego ramionach miała zamknięte oczy. Krew wampira spłynęła po jej twarzy, ale ta nie przełknęła.
Teehle chce mnie zmienić?
- Miałam sen- usłyszałam szept, a druga ja podniosła rękę do twarzy wampira i dotknęła jego policzka. Jakim cudem w późniejszym czasie będę go traktować w taki sposób? I kiedy? Nie wyglądałam na wiele starszą...
- Śniło mi się to- mówiła dalej druga ja- U Michaela, po tym, jak Siergiej mnie dźgnął.
Bezwiednie dotknęłam brzucha. Nie wyczuwałam żadnej rany, ale w rzeczywistości ją miałam.
- Co śniłaś?- Teehle był przerażony.
- Ten moment. Twoja krew mnie nie utrzyma, Michael nie zdąży. Zaraz umrę.
***
Wrzasnęłam.
- Alexo!- przerażony Michael pojawił się w moim polu widzenia- Nic się nie dzieje! To tylko koszmar!
Powoli uspokajałam się, serce waliło w mojej piersi. Co to był za koszmar? Co mnie tak przeraziło? Co mi się śniło?
- Jak się czujesz?- Michael usiadł z powrotem w fotelu, gdy się upewnił, że wszystko dobrze.
- Gdzie Siergiej?
- Został od razu wyprawiony do Rosji. Więcej nie mogłem zrobić na chwilę obecną. Jak się czujesz?
- Nie tak źle- westchnęłam i dotknęłam opatrunku na brzuchu.
- Ledwie cię ocaliliśmy, Alexo- odparł poważnie- Siergiej chybił, alei tak postawił cię na skraju życia. Tylko szybka reakcja Vlada cię uratowała. Siergiej prawdopodobnie chciał dźgnąć cię jeszcze raz.
- Muszę podziękować Vladowi.
- Zadzwoniłem do Teehlego.
- Co?- przeraziłam się- Po co? Pomyśli, że specjalnie się spotkałam z Siergiejem, by mnie zabił!
- Przedłużyłem twój pobyt tutaj do dwóch tygodni pod pretekstem uczenia cię walczyć- wytłumaczył- Teehle nie powinien wiedzieć, że Siergiej cię zaatakował. W ciągu tych dwóch tygodni muszę cię wyleczyć, by nie zauważył, że coś takiego miało miejsce. Jeśli się uda, nie mów mu o tym wydarzeniu. Gdyby zauważył ranę, powiedz, że przez przypadek zraniłem cię na ćwiczeniach. Prawdopodobnie nie uwierzy...
- Czemu?
- Ja nie chybiam- odparł spokojnie- Nie ma możliwości, bym cię zranił przypadkowo.
- Co zrobić, jeśli nie uwierzy?
- Powiedz mu prawdę- westchnął Michael- I powstrzymaj przed jechaniem do Rosji.
- Nauczysz mnie czegoś, gdy wyzdrowieję?
- Jeśli zdążysz wyzdrowieć, to oczywiście- uśmiechnął się ciepło.
- Trenujesz czasami z kimś? Tak na co dzień?
- Pewnie. Najczęściej z Vladem. Oprócz tego szkolę łowców. Vlad też. Ktoś musi.
- Podobno ty chodzisz na misje, a Vlad pilnuje zamku.
- Pilnuje. Zabawne pojęcie. On po prostu nie chce chodzić na misje- twarz Michaela stężała- i widzieć tyle śmierci.
Wyglądało na to, że nie chce o tym rozmawiać... wiec wbrew sobie zmieniłam temat.
- Która godzina? Jak długo byłam nieprzytomna?
- Całą noc i trochę dnia. Jest po południu- zerknął na zegarek na nadgarstku- Dokładniej w pół do piętnastej... Już?!
Zerwał się z fotela.
- Za pół godziny mam trening. Poproszę Vasila, by przyniósł ci coś do jedzenia.
- Sama sobie wezmę. Tylko powiedz, gdzie jest kuchnia- zaprotestowałam, próbując się podnieść.
- Nie ma takiej możliwości- łowca przycisnął mnie do materaca, kładąc dłonie na ramionach- Przez najbliższy tydzień ruszasz się jak najmniej.
- Za długo!- jęknęłam.
- Nie chcę komplikacji z twoją raną. Jak będziesz mogła chodzić, nauczę cię walczyć. A przynajmniej pokażę podstawy, bo to zbyt mało czasu na porządny trening.
- Ale...- urwałam, widząc surowe spojrzenie wampira.
- Będziesz leżeć- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu- Mogę ci tu przytargać nawet stucalowy telewizor, ale będziesz leżeć.
- Książki wystarczą- uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że powinnam się nie ruszać, ale z Michaelem się tak dobrze rozmawiało...
- Konkretne?
- Fantastyczne. Cokolwiek.
- Świetnie- ruszył do drzwi- Vasil zaraz cię odwiedzi. Męczył mnie prośbami, czy może cię odwiedzić. Do zobaczenia.
- Cześć.
Wyszedł pospiesznie.
Poczułam się szczęśliwa. Tu zdecydowanie było lepiej niż u Teehlego. Na zamku mieszkały osoby, które się o mnie troszczyły... Nie to, co Teehle... Naprawdę nie mogę tu zostać? Przez te trzy dni spędzone w tym oddziale sprawiły, że historia z Teehlem wydawała się być złym snem. Nawet, jeśli wiele rzeczy i osób tutaj mi o tym przypominało...
Rozległo się delikatne pukanie do drzwi.
- Wejdź.
Vasil z troskliwą miną wślizgnął się do komnaty.
- Mogłem cię nie zostawiać. Wtedy Siergiej nie zaczepiłby cię.
- To nie twoja wina- odparłam zaskoczona- Jeśli ma to być czyjaś wina, to Vlada i Michaela, bo go wpuścili na bal. Lub moja, bo nie pilnowałam, żeby z nim nie rozmawiać. Zresztą skoro zagadał, to musiał wcześniej wyczuć, że znam Teehlego. Dorwałby mnie później, jeśli nie wtedy.
- Zastanawia mnie jedna rzecz- łowca usiadł na fotelu, wcześniej zajmowanym przez Michaela- Z tego, co wiem, wynika, że miał wolne pole do ataku. I chybił?
- Sądzisz, że nie chciał mnie zabić?
- Nic nie sądzę. Musiałabyś spytać kogoś, kto go lepiej zna. Michaela. Albo Vlada. Albo Teehlego. Oni się chyba znają najlepiej.
Milczałam przez chwilę... dopóki Vasil nie zrobił miny, jakby sobie o czymś przypomniał.
- A propos Vlada... co ci powiedziano o mnie i o nim?
- Że spotkaliście się w jakimś klubie i że skończyło się to regularnymi ugryzieniami- odparłam, zastanawiając się, czy właśnie zaczęliśmy zapowiedziany wczoraj temat- I że... kochasz Vlada.
- Byłem zakochany, a nie kochałem. Już nie jestem. To co innego- poprawił- Szkolę się na łowcę, a jednocześnie jestem głównym dawcą dla Vlada. Co zawiera temat, który nazwałaś "ugryzienia"?
- Teehle chce mnie gryźć- odwróciłam wzrok- A ja nie chce, by mnie gryzł.
- I czego ode mnie oczekujesz?- spojrzał zdezorientowany- Bo nie przekonam go, że ma cię nie gryźć. Już prędzej Michael. Albo Vlad. Chociaż Vlad byłby po jego stronie.
- Nikt go nie przekona- wyszeptałam- Uspokój mnie. Powiedz coś, co mi pomoże.
- Hmm...- Vasil zastanowił się- Pierwszy raz, gdy pił moją krew, nie ugryzł mnie, tylko naciął sztyletem. Nie mógł ugryźć, bo zostałyby ślady. Ale potem już gryzł. To była jedyna możliwość, jeśli chciałem go jeszcze zobaczyć. Pokazał mi kilka sposobów ugryzień i pozwolił mi wybrać.
- Opowiesz mi o tych sposobach?
- Są trzy... podstawowe, że tak je nazwę- powiedział- Normalne, bolesne, ale bezpieczne. Drugie bardziej bolesne w nadgarstek. Trzecie prawie nie boli, ale jest zbyt ryzykowne i Vlad powiedział, że nie zamierza go stosować. Tylko raz pokazał. Jest najmniej bolesne i trwa najkrócej, ale skoro jest najbardziej niebezpieczne, to nie nalegałem.
- Da się przyzwyczaić?
- Do wszystkiego się da- zauważył i uśmiechnął się ciepło- Dasz radę. Najmniej boli, jeśli ofiara się nie rusza i nie opiera.
- Ofiara- powtórzyłam ponuro.

***

czwartek, 14 stycznia 2016

Teehle XI

Alexandra na obrazku ;D Prócz grzywki wygląda jak ja kiedyś... w końcu stworzyłam postać na wzór samej siebie... nie do końca świadomie. Poznajcie Siergieja, największego wroga Teehlego (aka Anderson, ale ni cholery nie podobny)
_______________________________________

- Mam to ubrać?- spojrzałam zmieszana na piękną, ciemnozieloną suknię trzymaną przez Suzanne, łowczynię i przy okazji projektantkę.
- Tak- pokiwała głową- I radzę się pospieszyć, zostały cztery godziny. A jeszcze trzeba zająć się włosami i twarzą.
- Mam za krótkie włosy- zaprotestowałam- A makijaż zrób mało widoczny, błagam.
- Zrobię ci loczki- wyszczerzyła się- Musisz zachwycić wszystkich!
Westchnęłam. Tak bardzo nienawidziłam strojenia się...
***
Faktycznie- zachwyciłam wszystkich. Przechwyciłam zszokowane spojrzenie Michaela i uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział lżejszym uśmiechem. Ja sama byłam zachwycona jego wyglądem. Niby zwyczajny czarny garnitur, ale wyglądał na nim świetnie.
- Pięknie wyglądasz, Alexandro- powiedział, gdy podeszłam.
- Ty także.
- Dziękuję. Zatańczymy?
- Muzyka nie gra- zaprotestowałam niepewnie.
- Zaraz zacznie- podał mi rękę, kłaniając się lekko- Można prosić?
- Ostrzegam, że nie umiem tańczyć.
- To nie problem- odparł- Poprowadzę.
Gdy wyszliśmy na środek, dołączając do kilku innych par, muzyka zabrzmiała.
- Ręka na moje ramię- mruknął Michael, a ja wykonałam polecenie. Drugą dłoń chwycił i wysunął przed nas. Podskoczyłam, gdy nagle palce dotknęły mojej talii.
- Spokojnie- parsknął łowca- Lewa w tył, prawa w bok, lewa do prawej. Prawa w tył, lewa w bok, prawa do lewej. Tyle na początek.
Próbowałam nadążyć za nim, ale osoba trzecia musiała widzieć, jak usilnie staram się nie dreptać. Zresztą nie musiała to być osoba trzecia, mój partner też zdawał sobie z tego sprawę, bo próbował ukryć śmiech. Kąciki ust drżały.
- Dobrze ci idzie.
- Powiedz to mniej ironicznie, to jest szansa, że uwierzę- mruknęłam, skupiona na nie podeptaniu go.
- Nauczyłaś się?- nagle koło nas stanął Vlad- Mogę ci ją odbić?- zwrócił się do Michaela.
- Pewnie. Masz coś przeciwko?- spojrzał na mnie. Pokręciłam głową. Ruchem, którego nie byłabym w stanie powtórzyć, zamienili się miejscami i nagle trzymałam Vlada zamiast Michaela. Dłoń, którą trzymałam, była ciepła... powstrzymałam wzdrygnięcie. Kiedy ostatnio się pożywiał? Dzisiaj przed balem? Rano? I kim? Zabił kogoś?
- Co to za mina?- obserwował mnie uważnie.
- Żadna- odparłam szybko, ale nie dał się zbyć.
- Boisz się mnie? Brzydzisz?
- Nie...
- Kłamiesz.
- Nie!
- Jestem wampirem i boisz się tego. Lub brzydzisz. Które?
- Żadne- nie patrzyłam mu w oczy. I tak wyczytał za dużo z mojej twarzy. To wystarczy...
- Odpowiedz, Alexandro. Nic ci nie zrobię.
- Pomyślałam, że masz ciepłą skórę- mruknęłam zrezygnowana- Czyli ostatnio się pożywiałeś. Obawiam się, że kogoś zabiłeś.
- W zamku jest wielu łowców-powiedział spokojnie- Żaden z nich nie boi się ugryzienia wampira, jeśli ten nie zamierza go zabić.
- Masz na myśli...- wbiłam w niego zaskoczone spojrzenie- ... że pijesz krew ludzi z twojego otoczenia?
- Tak. To prosta metoda. Do funkcjonowania wystarczy raz na jeden czy dwa tygodnie. Jeśli mam być ciągle ciepły, to co trzy, cztery dni. Ale to rzadko jest po potrzebne. Rzadko muszę udawać człowieka.
Nie odpowiedziałam. Ludzie po prostu się zgadzali na picie ich krwi? Rozumiem, że znają Vlada od dawna, ale jednak to wciąż ugryzienie wampira; istoty, przeciwko której walczą...
Nagle nadepnęłam na stopę partnera i straciłam równowagę. Vlad szybko pomógł mi ją odzyskać.
- Przepraszam- mruknęłam.
- Zdarza się- odparł, ale wyczułam w jego głosie napięcie. Zrobiłam coś nie tak? Skusiłam go? Chce mnie ugryźć?
- Co...- podniosłam wzrok i urwałam, widząc, że patrzy na coś daleko za mną. Automatycznie chciałam się obrócić, ale powstrzymał mnie.
- Nie odwracaj się- wymruczał- Siergiej przyjechał. Spróbuj na niego nie wpaść. I w żadnym wypadku nie mów, że jesteś z Elerain. Jesteś z Anglii, ale trenujesz tutaj na łowcę. Michael cię zwerbował. Nie umiesz rumuńskiego.
- Dlaczego mam nie mówić...
- Po prostu nie mów. Tak będzie bezpieczniej. Wybacz, ale muszę cię opuścić, by go przywitać. Polecam trzydziestoletnią whisky- wskazał na dębowy stół stojący pod ścianą.
- Dzięki.
Zazwyczaj nie piłam alkoholów... ale zazwyczaj nie bywałam na balach. A w zamku czułam się bezpiecznie, więc nie bałam się trochę upić. Ruszyłam w stronę stołu. Stały tam różne rzeczy; alkohole, zimne jedzenie, zwykłe soki i napoje też, nawet chipsy i inne słodycze. Ile ten bal musiał kosztować?
- Pięknie wyglądasz.
Podskoczyłam przestraszona i obróciłam się do Vasila.
- Dziękuję.
- Czym mogę służyć?- z błyskiem rozbawienia w oczach wskazał bufet- Wino? Whisky? Czy po prostu cola?
- Whisky, proszę- uśmiechnęłam się, nastawiając kieliszek. Łowca nalał mi i sobie.
- Co sądzisz o imprezie?
- Jest bardzo... staromodna- odpowiedziałam- Oczywiście nie jest to złe! Po prostu prócz napojów wyczuwam taką... starą atmosferę- nie umiałam się wysłowić.
- Rozumiem- uśmiechnął się rozbawiony- To normalne, gdy na zamku panuje pięćset letni wampir.
- A propos- wskazałam dyskretnie ciemnowłosego mężczyznę, z którym rozmawiał Vlad - Znasz go?
- Nieszczególnie- Vasil wzruszył ramionami- Wiem tylko, że to Rosjanin.
- Vlad zakazał mu mówić, że jestem z Elerain.
- To rzeczywiście podejrzane. Dlaczego?
- Nie wyjaśnił. Ale nie podoba mi się ten gość.
- Jak dla mnie jest całkiem przystojny.
Rzuciłam mu z krótkie spojrzenie. Nie zauważył.
- Najwyraźniej pracuje w terenie, jest umięśniony. Sposób ruchu także wskazuje na wyszkolenie. Ma ładne włosy... czemu się śmiejesz?- dopiero się zorientował, że powstrzymuję wybuch śmiechu.
- Nic, nic.
- Michael ci powiedział.
- O czym?- spojrzałam zaskoczona.
- Że jestem gejem.
Zmieszałam się.
- To źle? Miał nie mówić?
- Nie wstydzę się tego- wzruszył ramionami- W związku z czym o mnie rozmawialiście?
- To nie jest pora na taki temat- mruknęłam- Jutro ci powiem.
- A zdradzisz chociaż ten temat?
- Ugryzienia.
- Och- zaciął się- Rozumiem. Dobra, poczekam do jutra.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Nie chciałam psuć balu ani sobie, ani jemu.
- Pożegnam cię, dobrze? Muszę znaleźć swojego chłopaka- wyszczerzył się.
- Jasne! Nie więżę cię przy mnie.
- Miłego balu!
- Nawzajem!
I zniknął w tłumie. Rozejrzałam się, nie widząc znajomych twarzy. Vlad też już gdzieś zniknął, Siergieja nigdzie nie było, Michael... gdzie Michael? Pewnie z kimś tańczy... Uśmiechnęłam się do siebie. Tu było tyle ludzi, którzy mogliby mi pomóc... Upiłam łyczek whisky i zakrztusiłam się, zapominając, że mam w kieliszku alkohol. Ktoś poklepał mnie mocno po plecach.
- Już, już- usłyszałam obok siebie. Zakasłałam ostatni raz i zwróciłam się do mężczyzny:
- Dzięku...- urwałam, orientując się, kto mi pomógł. Siergiej!- ... ję.
- Cóż to? Jestem aż tak przystojny, że się zacięłaś?- czekoladowe oczy uśmiechnęły się do mnie wraz z ustami.
Zaśmiałam się, by uniknąć odpowiedzi. Był przystojny, to racja, ale nie zamierzałam z nim flirtować. Skoro miałam milczeć na temat Elerain, to w ogóle nie powinnam z nim rozmawiać, bo jeszcze coś z naszej rozmowy wyciągnie...
- Nie spotkałem cię tu wcześniej- uzupełnił mój kieliszek- Jesteś na wymianie oddziałowej?
Wymiana oddziałowa? Coś w rodzaju wymian szkolnych?
- Nie, Michael mnie zwerbował niedawno- skłamałam, tak jak kazał Vlad.
Powiedział coś po rumuńsku i zawiesiłam się, patrząc zdezorientowana. Roześmiał się cicho.
- Powiedziałem, że nie masz rumuńskiego akcentu.
- Jestem z Anglii- odparłam ostrożnie.
- Och?- Siergiej ożywił się jeszcze bardziej- Spotkałaś kogoś z Elerain?
- Nie miałam okazji- zrobiłam się ostrożna. Zbyt łatwo sprowadził rozmowę na Elerain- Czemu pytasz?
- Znam jednego wampira z tamtego oddziału. Nienawidzimy się. Gdybyś go kiedyś spotkała, pozdrów go ode mnie.
- Nienawidzicie się?- upiłam whisky, ukrywając zaskoczenie. Vlad powinien wspomnieć, że się nienawidzą...
- No tak. Wbrew pozorom nie wszystkie oddziały są wobec siebie przyjazne. Relacje europejskiej czwórki są dość zabawne- wyszczerzył się- Watykan nie lubi nikogo- rosyjskiego i angielskiego ze względu na odmienne wiary, a rumuńskiego, bo jest tam Vlad. Angielski i rumuński się przyjaźnią, ale angielski z rosyjskim nienawidzą, choć Rumunia jest gotowa ugościć Rosję. Nie lubią się, ale nie nienawidzą.
O tym za to mógł mi powiedzieć Michael, gdy rozmawialiśmy o oddziałach. Już wiedziałam, czemu mam nie mówić, że znam Teehlego. Siergiej mógłby chcieć zrobić mi krzywdę, by Teehle cierpiał... tylko że nie wie, że Teehlego moje zdrowie nie obchodzi.
- Słyszałaś kiedyś o dampirach?
- Dampiry?- zmarszczyłam brwi- Chodzi o pół-wampiry? Czytałam o nich w książkach. Czemu pytasz?
- Dampiry mają zmysły rozwinięte lepiej od ludzi, ale mogą z tego skorzystać dopiero po wypiciu ludzkiej krwi. Oczywiście nie muszą jej pić, by przeżyć- wytłumaczył- Mają lepszy refleks, świetnie nadają się na łowców.
- Nie sądziłam, że istnieją.
- Istnieją. Nie wystrasz się... ale powinnaś wiedzieć, że jestem dampirem.
Zamarłam, ale potem się rozluźniłam. Nie ma powodu, by mnie skrzywdzić, a jako dampir, gryźć także...
- Chyba czegoś nie zrozumiałaś- błysnęło coś ostrego i poczułam ostry ból w brzuchu. Mężczyzna wyszarpnął krótki nóż- Mam wyostrzone zmysły. I czuję na tobie zapach Teehlego.
Osunęłam się na ziemię, przyciskając ręce do rany.
- Siergiej!- Vlad błyskawicznie powalił Rosjanina, obezwładniając go. Ten tylko się zaśmiał, nie próbując wyrwać.
- Alexo!- podbiegł do mnie przerażony Michael.
- A ty co?- wydusiłam, podnosząc na niego wzrok- Za długo przebywałeś z Teehlem i też będziesz skracał moje imię?
Straciłam przytomność, wpadając w jego ramiona.

***