poniedziałek, 12 stycznia 2015

Hellsing Past- Rozdział VII


Minął tydzień (i to będzie mniej więcej przedział czasowy między postami...) ... i w sumie chyba nie mam co pisać. Więc macie Pasta. Tylko uprzedzam, że szybko zbliżam się do końca ;-;
----------------
Wiedziałam, że jeszcze przyjdzie do mnie. Do mnie albo po mnie. Kilka dni później, pod wieczór, gdy siedziałam na łóżku, czytając książkę, wszedł bezgłośnie.
- Jesteś zadowolona?
Powieść wypadła mi z rak i spojrzałam na niego przestraszona. Stał przy łóżku w miarę bezpiecznej odległości, ale zdrętwiałam ze strachu przez jego spojrzenie. Straszne...
- To nie ja!- wyszeptałam, tłumacząc się- Mówiłam, żeby nic nie...
- Nie pytam kto, tylko czy jesteś zadowolona- przerwał mi, zbliżając się. Wcisnęłam się w ścianę, blednąc.
- Przy jakiej odpowiedzi nie zrobisz mi...krzywdy?- uśmiechnął się zimno, słysząc to.
- Niestety, ale przy obu- odparł i usłyszałam w jego głosie zawód.
Przez chwile milczałam, nie wiedząc, co mu powiedzieć, a potem wydusiłam
- Ciężko mi ocenić. Z jednej strony jesteś okrutny... ale trochę mi ciebie żal.
- Żal?- niebezpiecznie zmrużył oczy. Zdecydowanie nie chciał, by komuś było go żal.
- Przez te... Eksperymenty.
Chyba zrozumiał, bo tłumiony gniew w większości zniknął. Przez chwilę było cicho.
- Przyszedłem cię ostrzec- odezwał się w końcu, mierząc mnie zimnym spojrzeniem.
- Ostrzec?- powtórzyłam piskliwie. Znowu groźba?
- Prawdopodobnie jutrzejszego dnia Artur mnie uwięzi. Na stałe. Możesz mu powiedzieć, że to nie koniec i, że kiedyś się uwolnię.
Nie umiałam wykrztusić słowa. Zanim zdołałam to zrobić, wyszedł, zostawiając mnie sama.
***
- Bez krwi nie ma szans- odparł Artur, gdy następnego dnia powtórzyłam mu te słowa.
- Gdzie on jest?- spytałam.
- Nie mogę ci powiedzieć. Ale gdzieś, skąd nie ucieknie... bez pomocy z zewnątrz.
***
Atmosfera w kwaterze sie zmieniła. A przynajmniej dla mnie, bo nie musiałam
się bać Alucarda.
- Co byście zrobili, gdybyście poznali tożsamość mojego opiekuna?- spytałam
w końcu Artura. Miałam wrażenie, że on również się zmienił po uwięzieniu wampira. Stał się bardziej otwarty i śmiał się więcej.
- Nie chce go poznać- odparł, nie podnosząc głowy znad papierów.
- Jak to?- zmarszczyłam brwi.
- Nie zagraża Hellsingowi, więc nie mam potrzeby sie nim... zajmować. Właściwie przypomniałaś mi o jednym.
- O czym?
- Jeśli chcesz, pomogę ci wrócić do twojego opiekuna. I zostawię w spokoju.
- Co?- wydusiłam- Dlaczego nagle zmieniłeś nastawienie?
- Boję się myśleć, ile przez to wycierpiałaś, ale dzięki temu zdemaskowałaś Alucarda zanim całkowicie rozerwał Łańcuchy.
Wycierpiałam... Za dużo. Jednak skoro to powstrzymało najsilniejsza istotę... to niech wam będzie. Przynajmniej mogę wrócić do Jonathana.
***
- Jasna cholera, gdzie ty jesteś?!- w słuchawce rozległ się wrzask złości pomieszanej z ulgą.
- Nat, spokojnie- powiedziałam, przysuwając słuchawkę z powrotem do ucha- Znalazłam tego mężczyznę. Pojawiły sie pewne... komplikacje... ale już jest dobrze. Za niedługo wrócę do domu.
- Gdzie jesteś?- spytał, a w głosie było już słychać tylko ulgę.
- No cóż...- przeciągnęłam głoski, nie będąc pewna jego reakcji- W kwaterze
głównej... Organizacji Hellsing.
- Hellsing?!- wrzasnął i gwałtownie odsunęłam telefon od ucha, krzywiąc się- Jak ty tam, do cholery trafiłaś?!
- To długa historia.
***
Dzień później żegnałam się z Arturem i Walterem.
- Jeśli będziecie potrzebować jakiegoś łowcy, to mogę pomoc- powiedziałam do nich. Bo co za różnica, czy poluje samotnie czy z Hellsingiem... Właściwie
dlaczego Jonathan twierdził, że są źli?
- Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję- odezwał się Artur. Walter kiwnął mi głową z uśmiechem.
Limuzyna podwiozła mnie pod dom, gdzie na schodach siedział Nat.
- Ilono!- zawołał, zrywając sie na nogi. Podbiegłam do niego kulejąc, na co zmarszczył brwi, i objęłam go mocno.

- Dobrze, że nic ci nie jest! Musisz mi opowiedzieć wszystko jak najszybciej, bo zżera mnie ciekawość- stwierdził- odsuwając mnie od siebie i lustrując mnie- Czemu kulejesz i jakim cudem wylądowałaś u Hellsingów?!
----------------------------------
...
...
...
...
...
Em...
Własnie się zorientowałam,że to koniec D: Sama jestem w szoku. Wydawało mi się, że jeszcze jeden rozdział czy coś ._.
Króciutkie to, porównując do Fanfika...Hmmm.
A więc w tym temacie was pożegnam, ale zamierzam przepisywać CV (i MV, o którym jeszcze nic nie wiecie...), za chwilę dla pocieszenia dodam z tego notkę...
Pozdrawiam załamana ;__;

wtorek, 6 stycznia 2015

Hellsing Past- Rozdział VI


Ja tu dodaję drugi post,a u Vint ciszaaa... Wiesz ty co, Vint? ;-; Teraz znowu szkoła się zacznie (kto z was szedł już wczoraj, a kto pierwszy raz idzie jutro? :D ).
Hehe, ja zaczynam jutro. I już w tym tygodniu referat z historii i chyba sprawdzian z angielskiego...trudno. Macie post. CV nie dodam, bo nie nadążam z przepisywaniem ^^
-------------------------------------
Ku swojej radości i uldze, otwarłam oczy w rezydencji. Byłam osłabiona ugryzieniem i ledwie sie podniosłam z ziemi, by pójść do swojego pokoju. Alucarda znów nigdzie nie widziałam, nie czułam też mrocznej aury, co mnie wręcz uszczęśliwiło. Dotarłam do pokoju i od razu padłam na łóżko, przeklinając boląca nogę i Alucarda.
Przysnęłam na chwilę i obudziłam sie gwałtownie, gdy poczułam na ciele czyjeś dłonie. Obróciły mnie na plecy i zobaczyłam Waltera.
- Co sie stało?!- przyjrzał sie mojej szyi. Musiał stwierdzić, że nic mi nie zagraża, bo wyjął gazę z szuflady i zaczął odwijać bandaż na nodze. Chyba rana mi sie otworzyła, bo był trochę zakrwawiony.
- To lekarstwo nie zadziałało- mruknęłam- Podał mi je bez problemu, a potem
zorientował się, ze ma go trzymać z daleka ode mnie.
Mężczyzna zbladł zauważalnie.
- Powiedział, że takie coś go nie odstraszy. Nie jego- dodałam.
- Mogłem to przemyśleć- powiedział do siebie Walter- To nie może tak być. Nie jesteś zabawką Alucarda. Powiem Arturowi, na pewno coś zrobi.
- Nie!- przeraziłam się. Mężczyzna wstał i wyszedł do łazienki- On sie na mnie
zemści!
- Artur go powstrzyma- Walter wrócił z gazą, miska wody i chyba woda utleniona- Pokaż szyję.
Usiadłam z jękiem i podniosłam brodę.
- Jak chce go powstrzymać?- spytałam ze łzami w oczach- Jest człowiekiem, a
Alucard najsilniejszym wampirem, jakiego w życiu widziałam!
- I silniejszego nie zobaczysz- uśmiechnął sie smutno- A przynajmniej tak myślę. Masz rację, jest silny- zamoczył gazę i zaczął ścierać z mojej skóry zaschnięta krew. Musiałam być cala we krwi... skrzywiłam się, gdy zakuły mnie rany.
Nie interesowało mnie to, że Alucard jest silny, tylko jak go  pokonać albo przynajmniej powstrzymać przed torturowaniem mnie.
- Co Artur może zrobić?
- Nie wiem- odparł- Prawda jest taka, że niewiele wiem o tym, dlaczego Alucard służy Hellsingowi. Równie dobrze sam mógłby polować na wampiry. Mam wrażenie, jakby Artur w jakiś sposób go do tego zmusił. Uwięził. Ale oczywiście to tylko moje podejrzenia, może zupełnie nieprawdziwe. Musiałabyś spytać Artura.
*
- Dlaczego Alucard służy Hellsingowi?- stałam przy okrągłym stole, a Artur
siedział naprzeciwko mnie i uzupełniał jakieś papiery. Teraz podniósł na mnie wzrok. Nie mógł zobaczyć, że byłam w gorszym stanie niż przy ostatnim spotkaniu, bo Walter zatuszował rany na szyi, dając mi golf. A raczej wymusiłam go na nim, by nikt nie zauważył, że Alucard mnie ugryzł.
- Dlaczego miałbym ci to powiedzieć?- spytał Artur, patrząc na mnie. Jego spojrzenie było surowe, jednak miałam wrażenie, że po ustach błąka się uśmieszek. Ciekawe.
- Pytam z ciekawości, bo zastanawiam się, dlaczego ktoś tak silny jak on służy
tobie. Znaczy człowiekowi- poprawiłam się, gdy zauważyłam, że to źle zabrzmiało- Jak go uwięziłeś?
- Skąd pomysł, że go uwięziłem?- uśmiechnął się lekko- Może sam chce mi służyć?
Otwarłam usta, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Sam... chce być podwładnym?- wydusiłam w końcu.
- Nie- pokręcił głową, poważniejąc- Masz rację, uwięziłem go. Jeśli chcesz wiedzieć jak, to usiądź. Opowiem ci w skrócie.
Od razu usiadłam, zdobywając tym rozbawione parsknięcie. Chwilę później znów
spoważniał.
- Znasz Iscariot?- spytał, a gdy pokręciłam przecząco głową, kontynuował- To organizacja taka jak my, tyle, że działa we Włoszech.
Nie wiedziałam, że jest więcej takich miejsc. I ludzi.
- Prawda jest taka, że Alucarda złapał mój ojciec, Abraham Hellsing.
- Jak go złapał?- spytałam chyba zbyt szybko.
- Cierpliwości. Alucard nie był kiedyś taki silny i naprawdę nieśmiertelny. O ile wiem, sama zauważyłaś, że nie da sie go normalnie zabić. To efekt... eksperymentów przeprowadzanych przez mojego ojca.
- Eksperymentów?- powtórzyłam słabo. Nie tego się spodziewałam.
- Tak. Alucard miał wtedy prawie pięćset lat, ale walka z pewnym człowiekiem z Iscariot go co chwile osłabiała. A tak przynajmniej tak mi mówiono. Eksperymenty miały na celu zrobić z niego niepokonana istotę a jednocześnie dobrego sługę. A przynajmniej takiego, który nie zagrozi organizacji. I ludziom.
- I udało się?- spytałam.
- Cóż, wszystko działa jak trzeba, więc sądzę, że tak- odparł.
Czyli naprawdę nie miał pojęcia, co Alucard porabia w czasie wolnym.
- Zadowala cię taka historia?- Artur patrzył na mnie uważnie.
- Oczywiście- pokiwałam głową. O tak, zadowalała. Sądziłam, że te eksperymenty nie poprzestawiały wampirowi w głowie, tylko raczej coś wymusiło na nim posłuszeństwo. A teraz kawałek po kawałku niszczył to coś. Miałam nadzieję, że Artur ma... kopię tego czegoś. A jeszcze lepiej udoskonaloną wersję. Myślę, że Abraham Hellsing nie zdawał sobie sprawy z tego, że ten przymus w końcu wyblaknie.
- Dziękuję- dodałam po chwili i wstałam od okrągłego stołu.
- To idź odpoczywać, bo planuje zabrać cie na następną misję.
Już?! Moja noga nawet nie jest w stanie, w którym mogę sie sprawnie
poruszać! Raczej głównie przez Alucarda, bo nawet Walter stwierdził, że źle się goi. Nie wiedziałam czy się cieszyć czy martwić, ale podziękowałam
jeszcze raz i wyszłam.
W drzwiach minęłam sie z Walterem, który wydawał sie zaskoczony moja
obecnością,  a potem poszłam do pokoju studiować znalezioną książkę o micie wampira.
Minęło niecałe trzydzieści minut i dowiedziałam się, że wilkołak to taka jakby odmiana wampirów. Ciekawe.
Moje drzwi otworzyły sie z hukiem i pisnęłam, wypuszczając tomik z rąk. Do
pokoju wpadł wyraźnie wściekły Artur. Spojrzałam na niego z przestrachem, próbując sobie przypomnieć, co i kiedy zrobiłam tak źle, by go tak wkurzyć.
- Ilono!- zbliżył się do łóżka na którym siedziałam- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że Alucard cie torturował?! Kazałem mu cię zostawić.
Zabrakło mi słów, gdy to usłyszałam. Walter mu powiedział!
- Uznałam- wydusiłam po kilku sekundach- że nic nie zdziałasz, a Alucard się
zemści za to.
- Zemści?- powtórzył- Jak miałby się zemścić? Nie może cię zabić.
Nie wiedział o twierdzy Poenari. Zresztą skąd miał wiedzieć, skoro nie powiedziałam o tym Walterowi.
- Znajdzie...sposób- bałam się, że Alucard to słyszy i jak tylko zostanę sama, przyjdzie po mnie.
- Muszę zwołać radę- stwierdził pochmurnym tonem mężczyzna.
-  Radę?- spojrzałam zdziwiona.
- Wydaje mi się, że Alucard za dużo może. Łańcuchy pękają. Niematerialne- dodał, widząc moją zdezorientowana minę- Nazywamy tak to, co trzyma Alucarda w ryzach.
- Pękają?- zbladłam.
- Ma coraz więcej... swobody- odparł- Spodziewaliśmy się tego dopiero za kilkanaście lat, jednak widać, że mój ojciec się przeliczył- urwał na chwilę, po czym ruszył do drzwi.
- Jakim cudem nie zauważyłem, że pękają?!- mruknął- Muszę iść. Uważaj na siebie.

Uważać zdecydowanie musiałam.