sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział XXXIX

No, macie ;)
Epilog dam dnia 2 września, jako kolejny powód do smutku (szkoło, nadchodzę :p )
-----------------------


Rozdział XXXIX

- Zaczynacie mnie denerwować!- Alucard wyciągnął pistolet, gdy zobaczył, że na naszej drodze pojawiła się Yumie. Właśnie mieliśmy iść do Kwatery, naradzić się co robić.- Przychodzą i uciekają!
Przyjęłam pozycję obronną, wyjmując wakizashi.
Walczyłaś już z nią, nie?
„ Tak”
Kto wygrał?
„Powiedzmy, że ja”
Powiedzmy?
„ Dobra, ja”
Zostawię cię, niedaleko jest reszta Trzynastki. Radu też.
„ Okej”
Zniknął, a ja pojawiłam się za Yumie.
- Dlaczego ty, a nie Anderson jak zawsze?
- Nie twoja sprawa.- zamachnęła się, a ja zablokowałam je.- Chociaż… twoja też.
Przypomniały mi się słowa Alucarda. Że Watykan ma broń, którą będzie mógł go zabić.
- ALUCARD!- wrzasnęłam.
Kobieta stojąca obok mnie zaśmiała się i powstrzymała przed zniknięciem, atakując.
- Ja jestem twoim przeciwnikiem! On ma swoich!
Odskoczyłam, unikając cięcia.
- Zostaw mnie w spokoju! Nie chcę cię zabijać!- syknęłam, blokując kolejny atak.
Panikowałam z nieznanych powodów. Przecież Wampira tak łatwo nie da się zabić. Nawet przy połączeniu wszystkich sił Watykanu.
Mimo to zostawiłam Yumie i zniknęłam, pojawiając się dwieście metrów dalej. Na moje nieszczęście trafiłam na moment, gdy Alucarda atakowali oboje- Anderson i Raden. Zamiast uderzyć w  Wampira, uderzyli we mnie, bo stałam na drodze do ich celu. Upadłam pod oboma przeciwnikami, a wzrok mi się zamglił, gdy bardzo mocno uderzyłam głową w twardy grunt.
- Alicio, jesteś głupia.- słowa Alexandra przedarły się do mojej świadomości. Poczułam, że czyjeś palce zacisnęły się na moim przegubie i wyciągnęły spod wrogów. Gwałtownie się szarpnęłam, myśląc, ze to kolejny Watykańczyk, ale gdy poczułam napierające na mnie powietrze zrozumiałam, że to Wampir i znieruchomiałam. Gdy wszystko ustało otworzyłam oczy i gwałtownie się wyrwałam trzymającemu mnie mężczyźnie.
- Coś ty za jeden?!- pisnęłam, autentycznie przestraszona, i odskoczyłam. Przede mną stał mężczyzna postury Alucarda, ale o czarnych włosach dłuższych od jego. A do tego miał brodę i wąsy. I był w autentycznej średniowiecznej zbroi z mieczem u pasa, w czerwonej, podartej pelerynie.
- To ja, Alicio!- brunet zrobił krok w moją stronę.
- Nie podchodź!- podniosłam wakizashi na wysokość piersi.- Udowodnij, że to ty!
- Nie ma czasu!- mężczyzna robił się coraz bardziej niecierpliwy i niespokojny.
- Udowodnij!- warknęłam.
To ja, Alucard, tak wyglądałem jako Vlad.
- Serio?- opuściłam miecze, zszokowana, i przyjrzałam mu się dokładniej, zauważając podobieństwo między Alucardem a Vladem. Gdyby pozbyć Tepesa zarostu wyglądałby jak Wampir o dłuższych włosach.
- Trzeba go zabić.- odezwał się nagle.
- Kogo?- nie załapałam.
- Radu.
- Dlaczego?
- Lepiej, żebyś nie wiedziała. – westchnął.- Wracamy do nich. Nie. Ja do nich wracam. Ty wracasz do domu, albo do Kwatery.
- Kwatera.- już zapomniałam, po co w ogóle wyszliśmy na zewnątrz.
- Zawiadom Integrę. Opowiedz jej o Radu.- po raz kolejny w ostatnim czasie poczułam szacunek do Alucarda. Był bardzo lojalny. Bardzo. Ludzie nigdy tacy nie byli i pewnie nie będą.
- Okej!- przytaknęłam .
- A ja idę do…- przerwał nagle, nasłuchując.- Uważaj!
W polu widzenia pojawił się ogromny wilk. Naszykowałam ostrza. Gdy wpadł na mnie, aż po tsubę zatopiły się w jego ciele, ale to go nie zatrzymało. Poczułam jak wielkie zęby zatapiają się w moim brzuchu i upadłam pod mężczyzną. Ból, który mnie poraził, był silniejszy nawet od srebrnych naboi. Zakrztusiłam się, nie umiejąc złapać powietrza. Raden, siadając na mnie zmienił się w człowieka.
- Wiesz co?- odezwał się.- Jesteś jedną z nielicznych wrogów, których nie chciałbym zabijać. Chciałbym, byś była w Iscariote. Byłoby lepiej dla wszystkich. Ale dostałem rozkaz, by cię zabić, a rozkazy się wykonuje.
Zanim zdążyłam zareagować na te słowa zacisnął palce na mojej szyi, a kolanami unieruchomił ręce. Zaczęłam się dusić. Rozległ się huk i szatyn zleciał ze mnie, ochlapując swoją krwią, która wypłynęła z rany na piersi. Zachłysnęłam się świeżym powietrzem, a Alucard  znów mnie podniósł.
- Natychmiast teleportuj się pod drzwi Kwatery!- syknął.
Skupiłam się.
- Nie umiem… - wydusiłam po chwili- … oddychać.
Wampir właśnie zwrócił uwagę na ranę na moim brzuchu.
- Ugryzł cię! A ja potem do niego strzeliłem!- w jego głosie pobrzmiewała wściekłość. Na siebie.- Tym bardziej się teleportuj!
- Dlaczego?!
- Integra ci wyjaśni.- kończąc zdanie wystrzelił kilka pocisków w Radena i Andersona, którzy zaatakowali nas. Odrzut strzału obu wyrzucił w powietrze i oboje uderzyli w drzewa.
- Okej.- wydusiłam i znów spróbowałam się skupić. Nic się nie wydarzyło. Byłam za słaba. Osunęłam się na kolana.- Alucard, nie umiem…!
- To ja cię przeniosę.- dotknął mojego ramienia i po chwili stałam przed wielkimi drzwiami głównymi Kwatery. Pchnęłam je lekko i zobaczyłam zaskoczoną twarz Waltera.
- Alicio!- mężczyzna podtrzymał mnie, gdy prawie upadłam.
- Alucard… jego brat i Anderson… walczą.- wyszeptałam.- Zmiennokształtny… powiedz Integrze.
- A tobie co się stało?!- Walter spróbował zrobić kilka kroków, ale ja nie byłam w stanie, więc nie dał rady.
- Integro.- powiedział gorączkowo, zbliżając zegarek na lewej ręce do ust.- Zejdź natychmiast na hol główny.
- Radu mnie ugryzł.- wydusiłam.
- Radu? Zmiennokształtny?!
Przytaknęłam słabo, a potem cały ciężar mojego ciała zawisł na mężczyźnie, gdy straciłam świadomość.

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XXXVIII

Kredka, nie pozwolę ci umrzeć ;3 Tylko jest pewien problem... a mianowicie po tym rozdziale jest XXXIX i epilog... ;_;
------------------------------


Rozdział XXXVIII

Minęły dwa miesiące. Zero odzewu od Iscariote, Radena też już nie spotkałam. Za to brązowy kot stał się przyjaźniejszy i zawsze gdy byłam na zewnątrz go spotykałam. Wygląda na to, że jednak zwierzęta nie boją się wampirów.
Ale ten spokój został zachwiany, gdy podczas jednej z przechadzek natknęłam się na Andersona, opartego o drzewo na mojej drodze. Natychmiast wyjęłam jedno wakizashi i sięgnęłam po pistolet.
- Czekaj.- blondyn podniósł rękę, zatrzymując mnie wpół ruchu.- Zanim mnie zaatakujesz chciałbym ci kogoś przedstawić. Jest nowym członkiem Iscariote.
Usłyszałam westchnięcie i otworzyłam szerzej oczy, zupełnie zaskoczona. Zza Alexandra wyszedł Raden.
- Mówiłem ci, ona mnie zna.- odezwał się, patrząc na blondyna ze znużeniem- Jestem śpiący, tylko po to mnie tu przywlokłeś?
- Żebyś z nią walczył.- warknął mężczyzna, a ja byłam coraz bardziej rozbawiona, że dramatyczny występ Andersona się wali.- Mówiłem ci wcześniej.
- Ale… to nie na mnie jest wściekła. Chce walczyć z tym, który ją skrzywdził.
- On ma rację.- wycedziłam, wsuwając z pochwy drugi miecz.- To nie on mnie zabił.
- Zabił cię?- obojętność i znużenie na twarzy Radena ustąpiła złości, gdy patrzył na księdza.- Nie powiedziałeś.
- Nie było potrzeby.
Miałam wrażenie, że kontury szatyna rozmazują się. Anderson też to zauważył.
- Idź stąd zanim pozna twoje zdolności.- syknął.
- Zdolności?- powtórzyłam, a potem przyskoczyłam do obracającego się Radena, łapiąc jego nadgarstek.- Jakie zdolności?
Mężczyzna zmrużył oczy i wyrwał rękę.
- Lepiej żebyś nie wiedziała.
- Czekaj!- zawołałam, gdy szybko pobiegł w głąb lasu. Nie odwrócił się.-
- Jakie zdolności?- warknęłam, obracając się do Andersona.
Którego nie było.


Anderson był w pułapce. Chcąc mnie zaatakować trafił na przeszkodę- Alucarda. Było to kilka dni po spotkaniu Radena i księdza. Wampir uległ moim namowom, by wyjść na spacer.
„ Tym razem nie daj sobie odciąć głowy”
Zanim mi odpowiedział zobaczyłam brązowo-szary kształt pędzący w moją stronę. Spróbowałam zrobić unik, ale wielki wilk- jak się okazało- nie zamierzał atakować mojego tułowia, na co byłam przygotowana, tylko zacisnął szczęki na mojej kostce i z moim piskiem zniknęliśmy wśród drzew. Całą minutę byłam ciągnięta i obijana o wszystko na co trafiłam, a potem nagle wilk mnie puścił i odbiegł dalej. Skuliłam się z bólu i zaciskając zęby otoczyłam dłońmi ranną kostkę. Czarna substancja otoczyła zranione miejsce. W ten sposób chciałam przyspieszyć regenerację.
- Nie wyleczysz tego zbyt szybko.- usłyszałam znajomy głos i gwałtownie spróbowałam wstać. Lekkie pchnięcie z powrotem pozbawiło mnie równowagi.
- Nie wstawaj.- Raden kucnął obok mnie, a ja błyskawicznie wysunęłam wakizashi. Ułamek sekundy później szatyn przyciskał je do mojej szyi.
- Nie chcę cię skrzywdzić.- wyszeptał.
- To mnie zostaw w spokoju.
- Przekaż Alucardowi, że wróciłem.
- Dlaczego? Kim ty jesteś?!
Czułam się słabsza, a powodem była krew lecąca z niezasklepionej rany.
- Zmiennokształtnym.- odparł, wstając.- To ja byłem tym wilkiem… i kotem.
- Kotem?!- byłam zszokowana. Tak łatwo mógł mnie w każdej chwili zabić…!
- Jeśli chcesz o mnie wiedzieć więcej, spytaj Vlada.
Odszedł, a ja po chwili zemdlałam.

Otworzyłam oczy i od razu dotknęłam kostki. Nie było otwartej rany, ale pulsowała bólem. Podniosłam się i zachwiałam. Nie wiem ile byłam nieprzytomna, ale jeszcze była noc i nie wyglądało na to, by miało wschodzić słońce. To dobrze.
„ Tylko ile od domu jestem?”
Zamknęłam oczy, próbując się skupić. W odległości 5 kilometrów na zachód był budynek, od którego odbijało się powietrze. Tylko minutę Raden biegł, a ja już wcześniej nie byliśmy zbyt daleko, więc to mógł być dom Alucarda.
Nie pomyliłam się. Gdy pojawiłam się niedaleko budynku zobaczyłam Wampira, chyba wracającego z walki z Andersonem. Wyglądał na zdenerwowanego, wręcz wściekłego. Dopóki go nie zawołałam nie wiedział, że stoję tylko kilkanaście metrów od niego. To znaczyło, że był bardzo rozproszony. Obrócił się gwałtownie, a ulga zastąpiła wściekłość.
- Alicia.
Podszedł do mnie, gdy musiałam oprzeć się o drzewo. Postanowiłam powiedzieć wszystko jak najszybciej.
- Porwał mnie zmiennokształtny.
- Zmiennokształtny?
Przytaknęłam.
- Zanim zaczniesz opowiadać wejdź do środka, co?
Jego głos stał się twardszy, a spowodowała to wzmożona czujność. Wykonałam polecenie.
- Mówił, że go znasz. Że on cie zna. Jako Vlada.
Wampir na chwilę znieruchomiał, a potem wyminął mnie i bez słowa zniknął w swoim pokoju, zostawiając otwarte drzwi. Uznałam to za zaproszenie i weszłam za nim.
- Alucard?- spytałam niepewnie. Stał przy oknie, z rękami w kieszeniach płaszcza.
- Radu.- stwierdził.
- Mówił na siebie Raden.
- Zmienił imię, tak jak ja.
- Kim był?- spytałam, zamykając drzwi. Jego oczy zaświeciły w ciemności.- Powiedział tylko, że jest zmiennokształtnym, że więcej powie mi Vlad.
- Radu Piękny.
- Radu… Piękny?!- prawie krzyknęłam, zaskoczona. Radu Piękny był… był… nie umiałam w to uwierzyć.
- Mój brat.- to Alucard wycedził.
- Brat.- powtórzyłam głucho.
- Zmiennokształtnym stał się w dzień mojego ścięcia.
- Kim tak w ogóle jest zmiennokształtny?
- Osoba, również nieśmiertelna, umiejąca zmieniać się w różne zwierzęta. Większość opanowała zmianę w wilka, to najprostsze, dlatego ludzie nazwali ich wilkołakami.
- Moment…- gdy to powiedział uświadomiłam cos sobie- … czyli legendarny konflikt między wilko… zmiennokształtnymi i wampirami istnieje naprawdę?
- Tak. Zmiennokształtni żyli jeszcze przed wampirami. Gdy ja się zmieniłem powstał konflikt o to, kto ma prawo być nieśmiertelny. Nie ma co więcej opowiadać.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział XXXVI i XXXVII

Vint, Alicia chciała mu wydrapać oczy, ale wyjątkowo Alucard wykazał większą cierpliwość ;3
I się powoli zbliżamy do końca wakacji....
-------------------------------------------


Rozdział XXXVI

„ Iść, czy nie?”
 Zastanawiałam się.
„ Cholera, potrzebuję tego treningu!”
Wyszłam ze swojego pokoju i zapukałam do drzwi Alucarda. Wampir otworzył i spojrzał na mnie trochę zaspanym wzrokiem.
- Hmm? Czy ty nigdy nie śpisz? Właśnie drzemałem. Za godzinę świt.
Zignorowałam jego oskarżenia o obudzenie go.
- Zaprowadź mnie na strzelnicę.
Przez chwilę patrzył, wciąż nieprzytomnych wzrokiem.
- Chwila.
Zamknął drzwi, a ja poszłam do pokoju po broń. Wzięłam pistolet, wakizashi, a na to narzuciłam ciemny płaszcz. Wyszłam przed budynek, a chwile po mnie Alucard.
- Przez ciebie nigdy się nie wyśpię.- mruknął- Chodź.
Złapał mnie za rękę i pojawiliśmy się na strzelnicy Hellsinga- czyli dużym polem z tarczami za budynkiem Organizacji.
- Ale poćwicz sama. Nie zostanę tu z tobą.
I zniknął. Trochę mnie zirytował, ale wyjęłam pistolet i spojrzałam na tarczę oddaloną o sto metrów. Wzięłam głęboki oddech i wycelowałam Położyłam palec na spuście.
I cos otarło się o moją lewą nogę.
Podskoczyłam, przestraszona. Rozległ się huk, gdy przez przypadek wystrzeliłam, a pocisk minął tarczę o kilka metrów. Usłyszałam miauknięcie i spojrzałam pod nogi. Siedział tam kot. Opuściłam broń, zdziwiona i kucnęłam, patrząc na zwierzę. Był to zwykły, brązowy dachowiec o równie czekoladowych oczach.
- A co ty tu robisz?- mruknęłam i pogłaskałam go.- Myślałam, że przez ochronę nie dostanie się nawet mysz.
Kot miauknął znowu. Zanim zdążyłam zareagować wyciągnął łapkę i zaorał pazurami o wierzch mojej lewej dłoni. Syknęłam, błyskawicznie przyciągając rękę do klatki piersiowej i wstając.
- No wiesz co!- spojrzałam na kota z wyrzutem.- Ja cię głaszczę, a ty mnie drapiesz!
Rany na ręce już nie było, ale wciąż lekko bolała. Znów spojrzałam pod nogi. Kota nie było. Rozejrzałam się, ale naprawdę uciekł. Westchnęłam. Koty to moje ulubione zwierzęta, a teraz pewnie wszystkie będą mnie drapać- kolejny minus wampiryzmu.
- Dobra, nie przyszłam tu, żeby się użalać nad sobą.- stwierdziłam głośno i znów wycelowałam.
„ Co on mówił? Nie korzystaj z ludzkich oczu?”
- O co mu chodziło?- mruknęłam i nacisnęłam spust. Minęłam tarcze o kilka centymetrów.- Mogłam poćwiczyć na Watykańskiej strzelnicy z Heinkel!- warknęłam zirytowana. Myślałam, ze polepszony wzrok sprawi, że będę trafiać?! Głupie myśli!
Znów strzeliłam, nawet nie patrząc na tarczę. Usłyszałam, ze pocisk przebił papier. Znieruchomiałam, patrząc na cel. Trafiłam w szóstkę.
„ Mam nie patrzeć?”
Zamknęłam oczy i skupiłam się na słuchu. Słyszałam jak sto metrów dalej bieg powietrza zakłóca przeszkoda. Uśmiechnęłam się, odsłaniając kły, i znów podniosłam pistolet. Nacisnęłam spust i zanim spojrzałam na tarczę wiedziałam co trafiłam. Dziewięć. Trochę treningu i będzie dobrze.
Otworzyłam oczy i poraziło mnie promień wschodzącego słońca. Syknęłam i zasłaniając twarz pojawiłam się w cieniu drzewa.
- Cholera!- zaklęłam i zniknęłam pojawiając przed domem. Weszłam do pokoju, a  potem do trumny. Wchodzenie do niej i spanie w środku nie było już takie dziwne.
















Rozdział XXXVII

Odkąd zostałam wampirem -i nie miałam co robić- wychodziłam co każdą noc na zewnątrz, czasami na strzelnicę, czasami po prostu do lasu otaczającego dom Alucarda. W tej chwili siedziałam na konarze wysokiego drzewa na skraju polany i patrzyłam w księżyc.
- Jak tu cicho. Musi ci się podobać przebywanie tu.- usłyszałam cichy, spokojny głos mężczyzny po prawej stronie. Gwałtownie się obróciłam i, wyjmując pistolet, odskoczyłam na węższy koniec konaru. Zobaczyłam mężczyznę, wyglądającego na młodszego od Alucarda, o brązowych włosach i oczach, siedzącego na konarze sąsiadującym z moim.
- Coś za jeden?- warknęłam, uważnie obserwując ruchy szatyna, nie opuszczając broni.
- Spokojnie, nie chcę walczyć.- podniósł ręce w geście pokazującym brak złych zamiarów.- Jestem Raden.
- Co tu robisz?- spytałam, nie zmieniając pozycji.
- To co ty. Patrzę.- wzruszył ramionami.- I chciałem z tobą porozmawiać.
- Wiesz kim jestem?- teraz to byłam zaskoczona. Ale wytężałam wszystkie zmysły, by wychwycić ewentualna pułapkę.
- Jestem sam.- powiedział, jakby czytał mi w myślach.- A ty jesteś Alicia Hellsing.
Użył nazwiska Hellsing.
- Skąd wiesz?
- Pozwól, że tego nie zdradzę. Każdy powinien mieć jakieś tajemnice, nie?- mrugnął do mnie.- Mogę prosić o opuszczenie broni?
Pomyślałam, że nie ma sensu w niego celować. Zdążę się obronić. Schowałam pistolet do kabury- którą niedawno dał mi Alucard, a która teraz była przypięta do paska jeansów.
- Dzięki.- mężczyzna wyraźnie się rozluźnił, opuszczając ręce.- chciałem ci coś powiedzieć.- jego ton stał się dziwnie poważny.
- No to słucham.- skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Znam Alucarda…- słysząc to zmrużyłam oczy.
- Skąd?- spytałam ostro.
- Znam go od początku.- odparł tylko i stwierdziłam, ze nie wyciągnę z niego na ten temat więcej. A tortur nie chciałam stosować.- Wiesz kim był zanim stał się wampirem?
Znieruchomiałam. Właśnie sprawił, że zdałam sobie z tego sprawę. Nigdy go o to nie spytałam.
Raden uśmiechnął się smutno.
- Nie wiesz. Vlad III Tepes. Vlad Palownik. Vlad Dracula.
Rozszerzyłam oczy ze zdumienia. Chociaż nie… to była najprawdopodobniejsza opcja… powiedział, że jest najstarszym wampirem… a według legend to właśnie Vlad Dracula był pierwszy.
- Vlad Dracula?- powtórzyłam
- Dracula-Alucard. Nie bez powodu zmienił imię. Znasz historię Włada Palownika, prawda?
Kiwnęłam lekko głową.
- Nie wiem czemu cię nie zabił, ale nie myśl, że go znasz. On nabijał ludzi na pale. Jest okrutny. Był, jest i będzie, czego kol wiek byś nie robiła. Uważaj, by cię nie zdradził. Nie ufaj mu.
- Nie mów tak!- syknęłam, z nieznanych powodów będąc wściekła. Skoczyłam na mężczyznę. Zeskoczył na ziemie, a gdy tam spojrzałam już go nie było. Zatrzymałam się na konarze, na którym on siedział wcześniej. Nie wyczuwałam żadnej innej istoty, oprócz małych, nocnych zwierząt.
Zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami. Nie wiem kim był, ale dały mi do myślenia. Dlaczego nigdy nie zapytałam Alucarda kim był? Kierował rozmowami – i moimi myślami?- w taki sposób, ze nie miałam jak go zapytać?
Westchnęłam i zeskoczyłam z drzewa. Do wschodu zostały cztery godziny, powinno wystarczyć. Założyłam na swoje myśli ochronę.
W drzwiach się z nim minęłam. Złapałam go za nadgarstek.
- Alucard.
- Hmm? Śpieszę się do Integry.- miałam wrażenie, jakby wyczuwał o co chcę się zapytać.
- Jedna prośba.
- Spełnienie jej zajmie zbyt długo.
- Opowiedz mi o swojej przeszłości.
- Służyłem rodzinie Hellsing.
Westchnęłam.
- Wiesz, ze nie o to chodzi. Wcześniej. Jak byłeś człowiekiem.
- Człowiekiem?- powtórzył.- Za długo by opowiadać.
Błyskawicznie wyrwał rękę i zrobił parę kroków.
- Nie unikniesz tego.- odezwałam się cicho.
Zatrzymał się i spojrzał przez ramię.
- Wiem.
I zniknął. Byłam wściekła.


- Powiedziałam, ze się nie wywiniesz.- syknęłam, łapiąc Wampira za nadgarstek i zaciągając go do swojego pokoju. Właśnie wszedł do budynku. Czekałam, aż wróci, a do tego wciąż chroniłam swoje myśli przed nim, by nie wiedział, że wiem.
- Co chcesz wiedzieć?- westchnął, opierając się o parapet okna, podczas, gdy ja stałam nieruchomo przy drzwiach.
- Kim byłeś? Kim jesteś?
- Chyba nie muszę ci mówić kim jestem.- stwierdził zimno.- A kim byłem… na pewno znasz osobę z historii nazywającą się Vlad III Tepes.
- Vlad Dracula.- wyszeptałam cicho, przerażona, że Raden miał rację.
- Tak. Vlad Dracula.- potwierdził skinieniem głowy.- Vlad Palownik. Okrutny i bezlitosny władca wołoski, który nabijał ciała swoich wrogów, jak i podwładnych, na drewniane pale i wystawiał na widok publiczny.
Przez ułamek sekundy na mojej twarzy zagościł strach, a wampir go zobaczył i zniknął. Straciłam grunt pod nogami, a chwile później uderzyłam głową o podłogę, gdy Alucard przydusił mnie.
- I co?- syknął.
- Co „i co”?- wydusiłam.
- Wciąż uważasz mnie za miłego opiekuna?
Uśmiechnęłam się słabo i spróbowałam oderwać jego dłoń od mojej szyi. Puścił mnie i pozwolił usiąść.
- Miłego opiekuna?- powtórzyłam.- Nigdy nie uważałam cię za najmilszego…- zawahałam się.- … człowieka świata, ale nie wyobrażam sobie, byś nabijał ludzi na pale.
Wampir zmrużył oczy.
- Robiłem o wiele gorsze rzeczy.