Ten post, ta tutaj alternatywa, jest czymś, co pisałam w szkole jak sie nudziłam. Czyli, ze nie miałam pomysłu na fabułe, a mi sie po głowie zawsze plącze jakieś wydarzenie napisane w innej wersji, mniej lub bardziej sadystyczne, zawiłe czy jakieś.
Nie powiem nie, to miało NIE być sadystyczne, ale jak wyszło tak wyszło :p
A poza tym ma 15 stron A5 jedenastką, więc myślę, że was na jakiś czas uciszy xD
I Wesołych Śiąt oczywiście!~
Hatre, sumiennie przypominam na jakim momencie skończyła sie twoja notka ;3
Kursywą jest zapoznanie z sytuacja w alter
-------------------------------
Alternatywa nr 1
*Pierwsze obudzenie się Alicii w
domu Alucarda. Zamiast Waltera z ubraniami do pokoju wszedł Wampir, bez ubrań.
Alicia jest spokojniejsza niż w ostatecznej wersji. O wiele spokojniejsza, ale
to już wynik mojego pisania długo po fakcie*
- Możesz sobie tak leżeć, ale w końcu będziesz musiała wstać, żeby coś
zjeść.
- Wolę się zagłodzić.- odparłam spod kołdry. Nastała cisza, a po kilku
sekundach usłyszałam westchnięcie.
- Okej, to inaczej. Do godziny masz się zjawić w kuchni, to ostatnie
drzwi na lewo, albo sam cię tam zaciągnę.
Rozległo się trzaśnięcie zamykanych drzwi. Wynurzyłam głowę spod
kołdry, by zaczerpnąć świeżego powietrza, a po kilku minutach wstałam, bardzo,
ale to bardzo niechętnie. Ubrałam pierwszą lepszą bluzkę i wychyliłam głowę z
pokoju, czujnie się rozglądając. Znalazłam się na korytarzu, pustym, i po kilku
sekundach skierowałam się w lewo.
„ Ostatnie drzwi na lewo”. Tak powiedział. Wiedziałam, że skoro
wiedział, że nie śpię nawet nie było sensu szukać wyjścia tego korytarza. A do
tego tu było bardzo dużo drzwi. Zatrzymałam się na końcu. Jedne drzwi były
równoległe do moich, ale były też drugie- korytarz nie kończył się ścianą.
Zawahałam się przed tymi pierwszymi, ale położyłam dłoń na klamce, nacisnęłam i
otworzyłam. Stanęłam w progu salonu. Ułamek sekundy wystarczył, bym z powrotem
zatrzasnęła drzwi, gdy zobaczyłam salon, a na kanapie leżał ze skrzyżowanymi
kostkami i rękami pod głową Alucard.
Te na prawo
Usłyszałam znajomy głos i podskoczyłam przestraszona. Ale to było
słyszalne tylko w moim umyśle.
- Ty… mówisz do mnie w myślach?- wydusiłam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Otworzyłam drugie drzwi i uderzył mnie zapach zupy jarzynowej. Zamrugałam i
zobaczyłam starszego mężczyznę nalewającego posiłek do talerza na stole
pośrodku pomieszczenia.
- Czekaj! Jestem człowiekiem!- już się obracałam by uciec z kuchni.
Brunet odłożył garnek na piec i wyjął z szuflady sztućce. Ułożył je obok
talerza.
- Człowiekiem?- powtórzyłam- Jesteś w zmowie z Alucardem?!
- Zmowie?- mężczyzna wydawał się szczerze rozbawiony.- Nie. Jest moim
przyjacielem.
- Przyjaciele?!- pisnęłam i znów się obróciłam by otworzyć drzwi.
Mężczyzna przyskoczył do mnie, łapiąc za ramiona. Zmusił do spojrzenia w oczy.
- Alucard oszczędził mi szczegółów twojego uciekania, ale zdaję sobie
sprawę jak się czujesz. Zrozum. Cokolwiek wcześniej ci robił, nie pozwoli, by
ktoś cię skrzywdził.
Chwila ciszy i załamałam się pod poważnym wzrokiem bruneta. Ten mnie
puścił.
- A teraz proszę, zjedz zupę. Smacznego.- wyminął mnie i wyszedł z pomieszczenia.
Opadłam na krzesło przed talerzem i zawiesiłam wzrok na posiłku. Teraz dopiero
poczułam jak głodna jestem. Jednak wolałam się zagłodzić niż zostać ugryzionym.
Ale… Alucard zdążyłby mnie ugryźć, zanim bym umarła z głodu. Właściwie on może
w każdej chwili wparować i mnie ugryźć. Więc jeśli ta zupa dałaby mi choć
trochę siły na obronę to ją zjem.
Wzięłam łyżkę i powoli wypiłam. Zupa była smaczna, nawet bardzo.
- Wyjątkowo nie będę nie grzeczny i też powiem „smacznego”.- odezwał
się za mną znajomy głos i poczułam lekkie klepnięcie w prawe ramię.- Smacznego.
Łyżka uderzył o stół, gdy gwałtownie obróciłam się do tyłu, ale
Alucard zdążył już okrążyć i teraz siedział na krześle obok tego naprzeciwko
mnie. Nogi ubrane w wysokie skórzane buciory skrzyżował i oparł o kraniec
stołu, jak najdalej ode mnie, jakby zależało mu, by były jak najdalej ode mnie.
- Bo zależy.- odezwał się Wampir, zakładając ręce za głowę i
wychylając się wraz z krzesłem do tyłu.- Nie chcę ci utrudniać jedzenia.
Chciałam mu odpowiedzieć, że utrudnił samym swoim przyjściem, ale
powstrzymałam się, postanawiając, że jak najdłużej będzie to możliwe nie odezwę
się.
- To nie wypali.- mruknął mężczyzna.- Ale jak chcesz. W każdym razie
nie przyszedłem tu bez powodu.
Zesztywniałam.
- Nie, spokojnie. Nie przyszedłem tu po twoją krew.- wstał i podszedł
do jednej z dwóch lodówek.- Krew mogę wziąć stąd.- otworzył ja i serce
podskoczyło mi do gardła, gdy zobaczyłam, że jest pełna torebek krwi medycznej.
Wampir zamknął ją i ułożył się na krześle w poprzedniej pozycji.
- Chociaż nie mogę zaprzeczyć, że nie będę kiedyś chciał.- spróbowałam
to zignorować, choć było trudno.- A teraz jedz tą zupę, zanim wystygnie.- gdy
zaczęłam powoli wykonywać polecenie, Alucard kontynuował monolog.- Jesteś w
moim domu, w lesie, kilka kilometrów od Londynu. Do tej pory mieszkałem tu sam,
ale teraz będziesz mieszkać ze mną.
Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale po chwili zamknęłam,
przypominając sobie obietnicę. Zresztą protesty i tak by nic nie dały.
- Zdążyłaś już poznać Waltera. To ten mężczyzna co starał się cię
uspokoić. Nie wiem jak mu się to udało, ale po części mu się udało. Smakuje
zupa? On ją zrobił. Jest świetnym kucharzem. Za tobą jest kalendarz i zegar.
Nie oparłam się pokusie, by zobaczyć ile spałam.
-Całe sześć dni spędziłaś w swoim pokoju i nie wychodziłaś.-
usłyszałam obok swojego prawego ucha. Pisnęłam i, wypuszczając łyżkę, spadłam z
krzesła. Wampir wyprostował się z uśmiechem, który nie wyglądał groźnie czy
złośliwie, ale odsłaniał kły, które dawały taki właśnie wyraz. Uśmiech ten
zrzedł po chwili, zamieniając się w trochę zbyt poważną minę.
- Czuję krew.
- nic dziwnego, skoro obok jest lodówka, a przed tobą ja.- nie oparłam
się pokusie powiedzenia co myślę. Alucard pokręcił głową.
- nie. To świeża krew, ale nie w ciele.- zbliżył się trochę, a ja
siedząc cofnęłam się najdalej jak mogłam i dotknęłam plecami szafki.- To twoja
rana. Otwarła się.
Gdy to powiedział, zdałam sobie sprawę, ze od jakiegoś czasu klatka
piersiowa pulsuje bólem od momentu spadnięcia z krzesła. Brunet podszedł
jeszcze bliżej, a ja odskoczyłam w bok, gdy się pochylił. Otworzył szafkę o
którą się opierałam i zaczął czegoś szukać. Podniosłam bluzkę i zobaczyłam
plamę czerwieni na bandażu.
- Gdzie to jest…?- mruknął mężczyzna, nawet nie patrząc co robię.-
Mam!- jego ton wskazywał na zadowolenie, co- szczerze powiedziawszy- wzbudziło
we mnie niepokój. Ale Wampir pokazał czysty bandaż w prawej ręce, a lewa
zamknął szafkę. Cofnęłam się jeszcze dalej, okrążając stół i zbliżając się do
drzwi.
- Nie pozwolę ci.- wyszeptałam drżącym głosem, jedną ręka zasłaniając
czerwoną plamę , a drugą chwyciłam za klamkę, próbując się podciągnąć. Udało mi
się, ale potem dwa fakty przeszkodziły mi w ucieczce. Primo- drzwi były
zamknięte. Secundo- moje nogi nagle nie umiały utrzymać ciężaru ciała. Osunęłam
się po ścianie, nie rozumiejąc, dlaczego nie mam siły się ruszyć.
- Osłabiłem cię.
Alucard szybko podszedł do mnie. Z trudem przeniosłam rękę z klatki
piersiowej na szyję, próbując ją zasłonić.
- Nie pozwolę.- wydusiłam. Brew Wampira podniosła się.
- Na to będzie czas później.
- Nie pozwolę.- powtórzyłam, ale nie miałam siły się poruszyć.
- Chcę pomóc.
- Ale ja nie chcę twojej pomocy!
Wampir siłą ściągnął moją bluzkę, przyprawiając mnie o cichy jęk bólu,
gdy rana zakuła mocniej bólem.
- Przestań!- próbowałam go powstrzymać. Jeśli miał mnie opatrzyć, o
musiał odwinąć stary bandaż. A pod spodem było tylko gołe ciało.
- Aleś ty wstydliwa.- mruknął mężczyzna.- Zdajesz sobie sprawę, że
twoje ciało nie będzie pierwszym, jakie zobaczę nago? Nie zrobię nic
niepoprawnego. Obiecuję.
- Obiecujesz.- prychnęłam, ale pozwoliłam mu odwinąć bandaż. Odwróciłam wzrok speszona i czerwona. Jego ruchy były
szybkie i wyrafinowane, nie wykryłam żadnego, który mógł naruszyć moją
intymność. Po minucie miałam już nowy opatrunek, a wtedy Wampir oddał mi moją
bluzkę, która pospiesznie, ale ostrożnie, założyłam. Do tego momentu się nie
odzywałam, ale gdy Alucard się wyprostował, zaczęłam pytać.
- Co teraz? Co chcesz ze mną zrobić?- spróbowałam się podnieść. Wampir
wyciągnął w moja stronę dłoń, bez słów proponując pomoc. Znieruchomiałam, gdy
znalazła się kilkadziesiąt centymetrów od mojego ciała.
- Takie to dziwne, że chcę ci pomóc wstać?- brew Alucarda znów się
uniosła, a ja nawet nie zauważyłam, że zignorował moje pytania. Sama o nich
zapomniałam, gdy przez kilka sekund patrzyłam na białą rękawiczkę,
zastanawiając się, czy bezpiecznie będzie ją chwycić. W końcu przyjęłam pomoc,
co było odważne z mojej strony. Gdy dotknęłam jego dłoni, moje siły powróciły i
wstałam, tylko trochę się chwiejąc.
- Chciałbym, abyś dokończyła zupę. Nie jadłaś od sześciu dni. Nie
jestem człowiekiem od dawna, ale wiem, że to za długo, tym bardziej na twój
wiek.
Podeszłam do stołu i usiadłam powoli, nie spuszczając wzroku z
Wampira.
- A potem przyjdź do mnie.- Alucard otworzył drzwi.
- Do ciebie?- powtórzyłam.
- Zajrzyj do salonu, tam jest Walter. Powie ci gdzie.
I wyszedł. W ciągu kilkunastu knut skończyłam jeść, choć starałam się
robić to jak najwolniej. Ostrożnie wyszłam z kuchni i otworzyłam drzwi z
pomieszczenia obok. Zobaczyłam siedzącego z książką starszego mężczyznę.
- I jak?- podniósł na mnie wzrok.
- I jak?- powtórzyłam prawie niedowierzającym tonem.
- okej, okej. Rozumiem, uznałaś to za głupie pytanie.
- Co? Nie… ja tylko…- zakłopotałam się. Mimo, że Alucard go znał,
zaufałam mu już teraz i nie chciałam, by się na mnie obraził.- … przyszłam, bo
kazał mi przyjść do niego… i…
- I nie wiesz gdzie masz iść.- dokończył mężczyzna, po czym z
westchnieniem wstał.- Chodź.
Wyszedł na korytarz, a ja za nim.
- Wiesz… co ode mnie chce?- spytałam cicho, gdy nagle ogarnął mnie
strach.
- Wiem, ale nie mogę powiedzieć. Sam to zrobi.- westchnął.- To ten
pokój. Nie bój się.- zatrzymał się przed jednymi z drzwi, tymi naprzeciwko
pokoju, w którym spałam. Spojrzał na mnie, a w jego spojrzeniu zobaczyłam coś,
co mnie bardzo zaniepokoiło. Współczucie.
A potem wpuścił mnie do pokoju i zamknął drzwi. Pogrążyłam się w
ciemności, przyciskając plecy do drzwi za mną. Dopiero po dłuższym czasie zobaczyłam
ogólne zarysy. Pokój prawdopodobnie miał czarne albo ciemnoszare ściany i był
mniejszy od mojego.
- Widzisz mnie?- prawie podskoczyłam, gdy w ciszy usłyszałam Alucarda.
Zwróciłam się w stronę źródła głosu. Leżał na czymś, co niebezpiecznie przypominało
trumnę, w rogu pomieszczenia.
- Powiedzmy.- czułam, jak serce tłucze mi się w gardle. Usłyszałam
cichy śmiech.- Czekaj…- nie powstrzymałam moich emocji, które wybuchły w dziwny
sposób.- … Czy ty leżysz tak, jak na kanapie i krześle? Nie masz co innego do
roboty, jak tylko leżeć i nic nie robić?! Wiem! Nie zabiłeś mnie tylko dlatego,
że nie masz co robić, nie?! Chcesz się mną bawić?!
Wampir nie przejął się oskarżeniami.
- Zacznijmy od początku… uspokój się.- te słowa sprawiły, że łzy,
które nagle się pojawiły, przestały płynąć- Tak, leżę tak samo. Dwa. W tym
momencie nie mam co robić, bo nie ma zleceń. Trzy. To nie jest jedyny powód,
ale owszem. Nie zabiłem cię, a jednym z powodów, choć najmniejszym, była nuda.
Cztery. Ale nie mam zamiaru się tobą bawić.- przerwa, podczas której
analizowałam słowa Alucarda.- Tylko pożywić.
Minęło kilka sekund, zanim dotarł do mnie sens ostatniego zdania. Moje
oczy rozszerzyły się z przerażenia i gwałtownie nacisnęłam klamkę. Zamknięte.
- Za każdym razem ta sama reakcja.- westchnął Wampir i przestałam
widzieć. Znaczy widziałam nieprzeniknioną ciemność, jakbym zamknęła oczy.
Przycisnęłam się do drzwi, oddychając nierówno i próbując się zorientować gdzie
Alucard jest.
- Stoję tuż obok ciebie.- usłyszałam odpowiedź po lewej. Wrzasnęłam i
odskoczyłam, zamachując się ręką, by go uderzyć. Poczułam, jak zimne palce
zaciskają się na moich przegubach. Szarpnęłam się panicznie. Nic to nie dało.
Wciąż nic nie widziałam, ale czułam, jak płaszcz Wampira ociera się o
moja odkrytą skórę twarzy i rąk. Zadrżałam widocznie. Stałam tylko kilka
centymetrów od jego lodowatego ciała, ale i tak już teraz odczuwałam chłód.
Wiedziałam jak śmiesznie muszę wyglądać. Zapłakana trzynastolatka, patrząca,
ale nie widząca, z drżącymi ustami. Musiałam przedstawiać naprawdę żałosny
widok.
- Proszę…- wyszlochałam, postanawiając grać tak przerażoną zbliżającym
się ugryzieniem, że niezdolną do oporu. Schowałam odrazę do Wampira w ciemnym
kącie umysłu i oparłam głowę o jego klatkę piersiową.
- Nie zgrywaj się. Widzę, że udajesz.- mężczyzna nie dał się nabrać na
moją, słabą zresztą, grę aktorską. Spodziewałam się tego, skoro czytał w
myślach. Miałam trzy strategie: próby wyrwania i błaganie nie wypaliły.
- A jaka jest trzecia?- usłyszałam pytanie, zadane niebezpiecznie
blisko mnie.
- Prośba.- wyszeptałam.
- Jaka prośba?
- Żebyś… żebyś sprawił, bym nie czuła jak…- z trudem mówiłam te słowa.
Kula w gardle mi przeszkadzała- … jak będziesz pił. Proszę, uśpij mnie tak, jak
to zrobiłeś wcześniej.
- Nie.- odpowiedź była natychmiastowa i twarda. Odsunął mnie od
siebie, puszczając. Nie powiedział nic więcej, a ja, nie mając słyszalnego
punktu oparcia, straciłam orientacje. Odepchnął mnie tak, że na odległość kroku
w żadna stronę nie było ściany, co bardzo utrudniło mi odnalezienie się.
Wyciągnęłam ręce przed siebie i zrobiłam kółko. Nie napotkałam żadnego oporu, a
powietrze wokół było nieruchome, co wskazywało na bezruch Wampira.
- Dlaczego? Żebym się bała i żeby mnie bolało?
- Nie.- podskoczyłam gdy odpowiedź rozległa się tuż za mną. Zimne
palce owinęły się wokół moich ramion, uniemożliwiając obrócenie się przodem do
zagrożenia- Obiecałem, że nie będę gryzł osób, które są nieprzytomne. Chyba, że
nie żyją. Ale ty żyjesz.
- Ciekawe jak długo jeszcze.- mruknęłam. Usłyszałam zniecierpliwione
warknięcie i gwałtownie mną szarpnęło. Alucard przycisnął mnie plecami do
ściany z taka szybkością, że nawet nie wykonałam połowy mrugnięcia.
- Długo.- słowo rozległo się tuż koło mojego prawego ucha, a serce,
jeśli to możliwe, jeszcze bardziej przyspieszyło. Bez wątpienia potrzebna mi
była czwarta strategia.
- Nie wysilaj się.
Nagle mogłam widzieć. I gwałtownie się wzdrygnęłam, gdy zobaczyłam tuż
przed sobą zarys twarzy Wampira i jego rubinowe oczy, które były
najjaśniejszymi punktami w pomieszczeniu. Przestałam oddychać Jego wzrok był
przenikliwy. Zbyt przenikliwy jak na mój gust.
Nie było wyjścia. Chce mnie ugryźć to ugryzie, chce mnie zabić, to
zabije.
Nie chce, to nie.
I plan numer cztery zaistniał w mojej głowie.
Wzięłam głęboki oddech, starając się patrzeć na wampira spokojnie.
- Nie.
- Co „nie”?- spytałam zaskoczona.
- Wiesz co.
- Ale…- ach, czyta w myślach.- Proszę, zabij mnie.
- Powiedziałem już. Nie.
„ Dlaczego na każdą moja prośbę
odpowiada nie tak, jak chce?! Każdy mój plan zostanie zniweczony zanim go do
końca powiem!”
- Bo są bezsensowne przy mnie.
- A przy innych nie?
- Nie mają takich zasad jak ja.
- Ty i zasady.- prychnęłam, patrząc w dół i w prawo. Zignorował moje
słowa.
- Coś jeszcze? Plan numer pięć?
Ucichłam, myśląc intensywnie. Minęło kilka sekund zanim
odpowiedziałam.
- Tak. Zdążyłam zauważyć, że się mną bawisz.- starannie dobierałam
słowa. Brew Wampira lekko się podniosła i miałam wrażenie, że nie ma pojęcia do
czego zmierzam.
- A ja nie chcę się poddać.
- I co?
- Daj mi broń, mówię o takiej porządnej, srebrnej, i mnie wypuść.
Potem zacznij mnie gonić.- powiedziałam to na jednym tchu, jak najszybciej.
- Po co?- zobaczyłam jak zęby błyskają w szerokim uśmiechu.
- Będziesz miał zabawę, a ja się nie poddam.
- Układu ze mną nie nazywasz poddaniem?
Tego nie przemyślałam. Zacisnęłam zęby i syknęłam.
- Proszę cię, nie poddawaj mojego prawdopodobnie ostatniego planu w
wątpliwość.
Usłyszałam głośny, szczery śmiech i Alucard mnie puścił. Patrzyłam
zdezorientowana jak chodzi po pokoju, dalej się śmiejąc.
- To nie głupi pomysł.- odezwał się w końcu. Miałam wrażenie, że w
rubinowych oczach dalej widzę iskierkę rozbawienia- Ty wiesz, że nie
uciekniesz, ale za wszelką cenę będziesz próbowała mnie zabić, a ja nie będę
musiał leżeć na trumnie z rękami pod głową.
Tak, to była aluzja do mojego wybuchu. Zignorowałam ją.
- Masz tak dużą przewagę, że nie mam najmniejszych szans. Proszę cie
jeszcze o nie używanie żadnych czarów. Usypiających, męczących, pozbawiających
któregoś ze zmysłu, unieruchamiających, czy co ty tam jeszcze znasz.
- Spokojnie. I tak nie miałem zamiaru. Tylko w wyjątkowej sytuacji
chciałem używać.
Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Zostałam sama i dotarło do mnie jak
głupim pomysłem był plan piąty. Chciałam dostarczyć znienawidzonemu wampirowi
rozrywki. A do tego swoim kosztem. Całkowita improwizacja.
Przeklinałam swój upór by się nie poddać. Nie miałam szans uciec, jak
już zauważył Alucard, a teraz wiedziałam, ze to może wyglądać tak jak w
spalonej wiosce. Albo gorzej. Mogę być okrutnie traktowana, pewnie tak będzie.
Ale odwrotem było poddanie się i natychmiastowe ugryzienie.
Wzdrygnęłam się. Odwrót był jeszcze gorszy.
I dalej przeklinałam swój opór.
Brunet wszedł do pokoju tak cicho, że nie zauważyłabym go, gdyby nie
światło z zewnątrz.
- Masz tę swoją „porządną srebrną broń”.
Drgnęłam i spojrzałam na trzymany przez niego tobołek. Ostrożnie
podeszłam do Alucarda i, starając się nie dotknąć jego dłoni, wzięłam
paczuszkę. Odwinęłam ja i zobaczyłam dwa błyszczące srebrne noże, pistolet i
magazynek z dziesięcioma nabojami.
- Trochę dużo jak na zabawę. I
zwykłą trzynastolatkę.
- To, że jesteś u mnie, sprawia, że przestałaś być zwykłą nastolatką w
chwili, gdy cię postanowiłem zabrać ze sobą. Choć.
Znów wyszedł, a ja za nim. Wskazał ostatnie drzwi po lewej stronie.
- To wyjście. Masz kilka minut.
Schowałam noże do kieszeni wraz z magazynkiem, a naładowany pistolet
mocniej ścisnęłam w prawej dłoni. Mimo, ze za chwile miałam wyjść z tego domu,
zbyt mocno odczuwałam jak materiał płaszcza wampira ociera się o moją rękę.
- Idź już.
Nie chcąc by mnie popędził dłonią szybko wypadłam z budynku, prosto w
ciemny las.
Wiedziałam, ze nie ucieknę, ale mogłam spróbować go zaatakować.
„ Uciekaj aż zostaniesz złapana albo wybierz konfrontację w dogodnym
dla siebie miejscu i czasie.
Czas odpadał, spotkam go za kilka minut, a miejsce musiało się
zmieścić w obrębie tego, jak daleko zdążę odbiec. Czyli na pewno nie za las.
Musiało mi to wystarczyć.
Pobiegłam szybko przed siebie, a po jakiś dwóch minutach wspięłam się
na drzewo, na wysokość pięciu metrów.
Zamieniłam pistolet na nóż, chowając go do kieszeni.
I czekałam, aż nie usłyszałam kroków. Alucard nie zamierzał ukrywać
swojej obecności. Kilka sekund później już go widziała. Chwile potem był pode mną.
Zeskoczyłam. Miałam nadzieję, że może go uderzę, a jak się uda to może zranię.
Jednak zrobił unik w bok tak, że uderzyłabym w ziemie i się połamała,
gdyby nie chwycił mnie za nadgarstek z bronią i ruchem, którego nie jestem w
stanie opisać, uratował mnie przed zderzeniem. Tyle, że chwile później wykręcił
mi go do tyłu i rękę przeszył ból. Syknęłam przez zaciśnięte zęby, próbując go
złagodzić wyginając się i stając na palcach. Nóż wypadł z ręki.
- Ten atak mógłby się udać.- usłyszałam przy lewym uchu i mój oddech
stał się płytki, gdy język polizał szyję.- Mógłby, gdybym nie słyszał twojego
oddechu, bicia serca i myśli.
- Nawet bez czarów masz za dużą przewagę. Nie da się wyłączyć tego
twojego czytania w myślach?- warknęłam. Ułamek sekundy zajęło mi wyszarpnięcie
pistoletu z kieszeni i strzelenie trzy razy w brzuch Wampira. Zadziałało.
Puścił mnie i odskoczyłam.
- Nagłe plany ci lepiej wychodzą.- usłyszałam, gdy odbiegałam od
niego.
Tyle że straciłaś jeden z noży
- Mam drugi.- wysapałam, biegnąc sprintem. Zapomniałam, że słyszy
więcej. Więc każdy choćby trochę przemyślany plan miał nie wyjść, ponieważ
wiedział, co myślę. Gdyby mnie złapał i bym jakoś działała…
„ Alicia, nie wymyślaj planu!”
Skarciłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że w głowie zaczął mi się układać
pomysł. Ale mogłam tylko biec i czekać, aż mnie zatrzyma. Albo…
Poczekać na niego.
Zatrzymałam się. Schowałam pistolet, wyjęłam drugi nóż. I znów
nasłuchiwałam. Tyle, że nie słyszałam nic, co by świadczyło o tym, ze idzie tu.
Dość długo trwało moje czekanie i zaczęłam odczuwać zmęczenie. Za
mocne.
Otrzeźwiałam gdy wymyśliłam co się dzieje.
- Alucard! A układ?! Miałeś nie czarować!- krzyknęłam najgłośniej jak
miałam To było oczywiste, że sam zaczął mnie męczyć.
- Jak tak stałaś i czekałaś, było nudno. Musiałem cię zmotywować.-
słowa rozległy się tuż za mną. Błyskawicznie obróciłam się i wbiłam ostrze w
brzuch Wampira.
„ Czemu ciągle brzuch?! Serce mu
przebij!”
- To mnie nie zabije.- stwierdził mężczyzna trochę znudzonym tonem.
Wyszarpnął ostrze z ciała i rzucił na ziemię. Cofnęłam się kilka kroków z
dłonią zaciśnięta na kolbie pistoletu w kieszeni. Wyjął drugi nóż spod płaszcza
i upuścił pomiędzy nas.
A potem rzucił się na mnie tak szybko, że nie zdążyłam wyjąć broni i
już leżałam pod nim. Prawe przedramię Wampira przyciskało moja krtań
sprawiając, że zaczęłam charczeć.
- Dawno nie walczyłem bez broni. Co powiesz na taką właśnie walkę?
Jego wygląd nagle się zmienił. Ubiór został zastąpiony czymś czarnym,
a włosy stały się srebrzystobiałe.
Białe.
Mimo bólu zachichotałam.
- Alucard… wyglądasz śmiesznie.- wydusiłam, a w moich oczach mimo
powagi sytuacji pojawiły się łzy śmiechu. Reakcja Wampira było mocne
dociśnięcie kolanem mojego brzucha i przedramieniem gardła.
Już się nie śmiałam, tylko próbowałam odciągnąć ramię Alucarda.
Wynikiem był złośliwie okrutny uśmieszek.
- Moja… ra… na…- wycharczałam, zwijając się z bólu pod mężczyzną. Jego
oczy się zwęziły, ale przestałam czuć nacisk na brzuchu.
- Torturujesz… mnie… - wyszeptałam między atakami kaszlu, gdy szyję
też uwolnił.
- Zabawa to zabawa. Sama wybrałaś. Nie musiało tak być. Mogłaś się
poddać po czwartym planie, jak nie wcześniej.
Wkurzyłam się. A on nie musiał się zgadzać. Podniósł się, ale leżałam,
patrząc mu w oczy z nienawiścią i- choć nie chciałam pokazywać tego- z bólem.
Przetoczyłam się na brzuch, oddychając ostrożnie.
I z nożem, który ułamek sekundy wcześniej podniosłam z ziemi, rzuciłam
się na Alucarda, celując w serce. Zrobił unik. Mimo wcześniejszej walki znów
się tego nie spodziewałam. Byłam zbyt rozpędzona, by szybko się obrócić z
kolejnym atakiem. Poczułam na ustach dłoń i, gdy zostałam pociągnięta do tyłu,
uderzyłam plecami w klatkę piersiową Wampira. Szarpnęłam się.
- Coraz bardziej mnie zaskakujesz. Mimo wszystko się nie poddajesz.
Nawet z tym.
Zanim zdążyłam zareagować na jego słowa, poczułam jeszcze mocniejszy,
rwący ból, gdy nacisnął ranne miejsce na moim ciele.
- Umgh!- w moich oczach pojawiły się łzy.
„ Proszę cię, przestań!”
Załkałam, nie umiejąc się wyrwać. Nie przestał, choć chyba zmniejszył
nacisk. Ale to mogła być moja wyobraźnia.
Spróbowałam myśleć jaśniej, sycząc z bólu. Wciąż miałam pistolet w
kieszeni wraz z siedmioma pociskami i dodatkowym magazynkiem, jeden nóż dwa
metry ode mnie, a drugi trzymałam w ręce.
„ Jesteś sadystą!”
Z tą myślą wbiłam trzymany sztylet w jego ramię, którego palce
naciskały na ranę. Poczułam ulgę, a do tego puścił mnie całkiem. Wyszarpując
pistolet doskoczyłam do ostrza lezącego na ziemi i chwyciłam je. Obróciłam się,
skierowując lufę w miejsce, gdzie stał Alucard.
Tyle, że go nie było.
Gdy zdałam sobie sprawę, ze znów zniknął, wypuściłam broń i opadłam na
kolana, oplatając prawą ręką klatkę piersiową, a lewą podpierając się.
- Żty…- jęknęłam, czując pulsujący ból. Odsunęłam dłoń i zobaczyłam krew.
„ A ty czasem się nie martwiłeś,
gdy mi się otwarła rana?!”
Syknęłam wściekle, oddychając wolno. Trzeba by było przeczekać, aż ból
trochę się zmniejszy. Tyle, że nie miałam na to czasu.
Świat mi zawirował, gdy wstałam. Pozbierałam moją broń. Jeden nóż miał
Alucard.
Po mojej lewej, kilkadziesiąt metrów dalej, kończył się las. Zamarłam
z rozszerzonymi ze zaskoczenia oczami widząc to, a potem jęknęłam z ulgą i
pobiegłam tam. Po kilku sekundach wypadłam na pustą przestrzeń, chyba będącą
jakimiś polami uprawnymi, choć chyba opuszczonymi. Na horyzoncie zobaczyłam
jasną łunę świateł.
- Miasto…?- załkałam szczęśliwa, na chwile zapominając, że jestem
goniona przez Alucarda. Tak blisko innych ludzi!
Usłyszałam za sobą westchnięcie.
- Złe miejsce wybrałem. Mogłem cię zabrać gdzieś bliżej środka…
Obróciłam się, jednocześnie wypychając nóż przed siebie. Usłyszałam
zgrzyt metalu ocierającego się o metal. Alucard wytrącił moje ostrze z
trajektorii zmierzającej ku jego klatce piersiowej drugim sztyletem- tym, który
zostawiłam w jego ręce.
Znów straciłam równowagę i upadłam. Obróciłam się na plecy i
wystrzelałam w Wampira cały magazynek, a potem rzuciłam nożem. Wszystkie
pociski trafiły, a nóż wbił się w rękę mężczyzny, gdy ten zasłonił nią twarz.
A chwile potem zdałam sobie sprawę, że nie zdążę przeładować broni i
jestem bezbronna.
„ O cholera!”
Rozszerzyłam oczy przerażona i włożyłam rękę do kieszeni, by wyciągnąć
naboje. W tej samej chwili Alucard wytrącił mi pistolet. Moje nadgarstki
zostały przyciśnięte jedną ręka nad moją głową.
Znów unieruchomiona, Wampir przyciskał mnie do ziemi całym sobą, można
powiedzieć, że leżał lub siedział na mnie.
Szarpnęłam się wściekle i chwile potem jęknęłam, instynktownie
próbując się skulić, gdy klatka piersiowa eksplodowała bólem.
- I co?- spytałam- wciąż białowłosego- Alucarda.
- Co „i co”?
- Koniec zabawy? Zdążyłeś się już znudzić?- bałam się słów, które
miałam powiedzieć.- Bo ja już jestem dość mocno zmęczona. I ranna. Rozbroiłeś
mnie, unieruchomiłeś, pomęczyłeś. Nie mam nieskończonych zapasów energii do
obrony. Zmęczyłam się. Nie mam siły uciekać.
To była racja. Teraz, gdy znów byłam w bezruchu czułam, że moje ciało
jest bardzo obolałe. Dosłownie czułam każdy mięsień, a okolice rany tępo
pulsowały bólem.
- Poddajesz się?- rozbawiony uśmiech pojawił się na twarzy Alucarda.-
Do miasta, Londynu nawiasem mówiąc, jest tylko kilka kilometrów. Spróbowałam
zignorować pierwszy zdanie, skupiając się na reszcie.
- Gdybym tylko podjęła decyzję, by spróbować tam dojść zatrzymałbyś
mnie. Może dopiero po stu metrach, może po pięciu- nie wiem. Ale wiem, że tak
by się stało.
- Masz rację.
Wampir puścił moje ręce i zbliżył twarz do szyi. A dokładniej kły.
- To koniec? Mam cie ugryźć?- wyszeptał, a ja wzięłam głęboki wdech-
na tyle głęboki na ile umiałam.
- Tak.- odparłam, ledwie opanowując drżenie głosu.- Myślę… nie. Nie ma
co myśleć. Nie mogę nie mieć pewności. Ugryź mnie. Tylko ma nie boleć.- dodałam
na końcu.
- Jest jeszcze jeden problem.- stwierdził.
- Jaki? Ty się nie znudziłeś?- z nerwów się zirytowałam.
- Dzisiaj będzie gorzej niż normalnie. Chcę ci pokazać, jakie masz
szczęście, że zdążyłem na czas i Ian cię nie ugryzł.
- O czym ty…- nie dokończyłam, tylko wrzasnęłam gdy zatopił swoje kły
w mojej szyi.- Alucard!- pisnęłam.- To boli!
Ma boleć
- Dlacze…
Poruszył się i wrzasnęłam z bólu, gdy jego zęby naciągnęły ranki.
- Przestań, proszę!- załkałam, powstrzymując się od kolejnego krzyku,
jednak gdy zacisnął szczęki mocniej pisnęłam głośno.- Alucard…
Kilka łez bólu spłynęło po moich policzkach.
Tak mogło być
- Tak jest teraz!- odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami, z
wściekłością. Reakcją Wampira było głębsze wciśnięcie kłów w moją szyję, a co z
tego wynikało- rozdarcie kolejnych tkanek i nerwów. Podniosłam ręce i zaczęłam
uderzać na oślep, prawdopodobnie w plecy i w ramiona. Wynik prób oderwania go
od siebie po kilku sekundach był wiadomy- nawet nie drgnął.
- Przestań…- wyszeptałam i chwile potem wydostał się z mojego gardła
jęk bólu, którego nie byłam w stanie zatrzymać. Spróbowałam odepchnąć mężczyznę
od siebie, a dokładniej zepchnąć z siebie, naciskając dłońmi na jego klatkę
piersiową. Tyle, że ani okoliczności ani grawitacja mi nie pomagały.
Znów poruszył kłami, póki co najmocniej ze wszystkich razy, przez co
powietrze przeszył przeraźliwy krzyk.
Koniec wrzasków
Moje usta zostały zasłonięte dłonią Wampira.
„ Czuję ból i myślę, że tyle mi
wystarczy!”
Pomyślałam, gdy kolejne łzy spłynęły po twarzy, wsiąkając w białą
rękawiczkę z pentagramem. Kilka oddzieliło się od reszty i trafiły do ust
Alucarda.
„ Proszę…”
Spięłam się, gdy zaatakowała fala bólu.
„ Proszę, uśpij mnie teraz. Już
wiem o czym mówiłeś. Rozumiem, że uważasz się za tego dobrego”
Znów załkałam, wciąż naciskając na klatkę piersiową bruneta. Poczułam,
że ten wyciągnął kły z mojego ciała i zalała mnie fala ulgi.
- Niech ci będzie.- jego głos wskazywał na niechęć, ale po chwili
poczułam napierające na mnie zmęczenie.- Ale nie uważam się za tego dobrego. Na
świecie nie ma dobrych wampirów.
- Dzię…- zaczęłam, ale reszta słowa stała się niewyraźnym mamrotaniem.