wtorek, 4 marca 2014

2. Rozdział IV

Em, em....
GOMENESAI MINNA! *kłania si,ę do podłogi* Przepraszam was! ;__; W szkole chcą mnie zakatować! Trzecia gimnazjum! D:
Ale co tu się tłumaczyć... mam nadzieję, że nie wszyscy zaprzestali obserwacji .__.
Przeczytałam sobie przed chwilą komenty z alterki i podnieśliście mnie na duchu. Po raz kolejny xD
-----------------


Rozdział IV

Pojawiłam się w pustej uliczce między budynkami, a po chwili wyszłam na słońce- w kapturze-  na plac Św. Piotra w Rzymie. Rozejrzałam się, ale zanim zdążyłam zrobić choćby ruch, coś mnie szarpnęło za ramię i znów skryłam się w cieniu.
- Zostaw mnie.- nie obróciłam się, gdy otoczyły mnie kartki z Pisma Świętego. Potężna dłoń wciąż leżała na moim ramieniu, a do tego skóry na szyi dotykała poświęcona stal, co trochę piekło. Ale nie ruszyłam się nawet gdy pojawiliśmy się na dobrze mi znanym gościńcu Iscariote.
- Widzę, że miło witacie gości, Anderson.
- Wyszłaś na widok publiczny w „troszkę” nienormalnym ubiorze i z całym arsenałem.- odezwał się za mną znajomy głos.- Pamiętaj, że dla całego świata nic się nie zmieniło, podczas gdy ty poznałaś Alucarda- przerwał, ale za nim zdążyłam odpowiedzieć, szarpnął mnie do tyłu tak, że uderzyłam w jego klatkę piersiową. A nóż był mocniej przyciśnięty do mojej szyi.- A może nie jesteś Alicią?
- Co…?- to stwierdzenie było zupełnie nieoczekiwane.
- Alicia nie żyje. Alucard, nie zachowałeś nawet tej odrobiny szacunku do niej, ze się pod nią podszywasz?
- O czym ty gadasz?!- wykrzyknęłam, wywijając się spod ostrza i dłoni Andersona. Podniosłam ręce do góry, żeby mnie nie zaatakował, i zrobiłam kilka kroków do tyłu, by zwiększyć dystans.
- Jestem prawdziwą Alicią! Sto… Hellsing! I nie przyszłam tu, by walczyć, tylko z kilkoma pytaniami do Maxwella!
- Hm?- mruknął mężczyzna, nie odrywając ode mnie wzroku.- Wróciłeś wydziwiać.
- Był tu?!- krzyknęłam ucieszona, przyskakując do niego. Rozległ się huk i odrzuciło mnie na kilka metrów w bok, gdy dostałam pociskiem w brzuch. Poturlałam się po ziemi, a gdy już się zatrzymałam dotknęłam plamy krwi na mojej koszulce.
- Powiedziałam przecież, że nie przyszłam walczyć!- zdenerwowałam się, wstając powoli i patrząc na Heinkel, stojącą kilkadziesiąt metrów dalej.
- Nie jesteś Alucardem.- mruknął Anderson.- On by się obronił.
- Brawo za spostrzegawczość!- prychnęłam, prostując się- Alucard tu był?
- Kilka godzin temu zniknął. Pojawił się, ale unikał walki.
- Po co tu był? Pytał o coś?
„ Mam niesamowite szczęście, że od razu trafiłam na jego ślad”
- Pytał, czy nie działo się nic dziwnego.- odparła Heinkel, podchodząc do blondyna.
- Nic więcej?- byłam rozczarowana.
- Rozmawiał z Maxwellem na osobności.- dodał Anderson, uważnie obserwując każde moje drgnięcie.
- Też chcę z nim rozmawiać!- znów się ożywiłam.
- As wam się zgubił?- rozległ się za mną nowy głos. Błyskawicznie obróciłam się, by spojrzeć na biskupa. I równie szybko zostałam przyciśnięta do ziemi kolanem Heinkel i z lufą pistoletu przy głowie.
- Ile razy mam powtarzać, że nie chcę walczyć?!- naprawdę robili się denerwujący. Wiedziałam, że mnie nie zabiją, nie mogli w czasie pokoju. Musieliby najpierw wywołać wojnę. Trochę nieciekawie byłoby wywołać ją moją trzecią śmiercią.
- Anderson może mieć rację.- Maxwell podszedł bliżej.- Alucardzie, brak ci szacunku dla zmarłej.
- Nie jestem Alucardem!- krzyknęłam zirytowana i odtrąciłam pistolet, zrzucając z siebie Heinkel.- Nikt nie ma zielonego pojęcia dlaczego żyję, ale to nie zmienia faktu, że szukam Alucarda!- podniosłam się.
- Zakładając, że naprawdę jesteś Alicią i szukasz go.- odparł Maxwell- Dlaczego? Dlaczego nie wiecie, gdzie jest?
Wiedziałam co przekazał przez te słowa: „ Zdradził was albo złamał rozkaz Pani”.
Nie odezwałam się. Wstyd. Po prostu wstyd. Alucard przecież nigdy nie był nieposłuszny swojej Pani. Nigdy. Przyznać jego „zdradę” Iscariotowi…
Ale Maxwell jakby nie zauważył mojego milczenia. Cóż za dżentelmen. Czyżby jednak nie był taki zły? I nienajlepiej nastawiony do Hellsinga?
- Wejdziesz na chwilę? Powiem ci co nieco dokładniej.- spytał. Zobaczyłam jak Anderson mierzy biskupa lodowatym spojrzeniem, ale ten go zignorował.
- Jeśli jesteście mi w stanie pomóc, to chętnie. Ale nie chcę marnować czasu.
Enrico poprowadził mnie przez korytarze budynku. Członkowie Iscariote po drodze gdzieś zniknęli.
- Zapraszam.- otworzył drzwi gabinetu, który zdążyłam już poznać, w niezbyt przyjemnych okolicznościach, a ja wyminęłam go w drzwiach.- Wybacz brak manier- wszedł za mną, zamykając cicho drzwi- ale raczej cię nie poczęstuję herbatą czy ciasteczkami.- to stwierdzenie nie było złośliwie nawiązane do mojego wampiryzmu, tylko po prostu przeprosiny. Usiadłam przed biurkiem, a chwilę później Maxwell zajął miejsce naprzeciwko.
- A więc?- ponagliłam.- Co wiesz?
- Alucard zniknął stąd kilka godzin temu. Byłem przy jego „walce” z Andersonem.  Znikał i pojawiał się w różnych miejscach, unikając Alexandra jak ognia. Powtarzał, że nie chce walczyć i ma pytania.
- Niepodobne do niego.- mruknęłam.
- Wszyscy tak uważają.- odparł biskup.- Dlatego prawie godzinę się tak gonili. Anderson po prostu mu nie uwierzył.
- I co? Jakie pytanie miał?- niecierpliwiłam się.
- Spokojnie, już kończę. – westchnął mężczyzna.- Jakaś ty niecierpliwa.- w którymś momencie Alucard również stracił cierpliwość. Pojawił się za mną- i no cóż- przystawił mi pistolet do głowy. Wtedy Anderson zaprzestał walki. Alucard spytał mnie… czy nie działo się coś dziwnego z ciałem jego brata.
- A działo się coś?
- Nie. Spaliliśmy je prawie od razu.
- O coś jeszcze?
- Czy nie pojawili się wilkołaki- przepraszam, zmiennokształtni.
- A pojawili się?
- Też nie.- Maxwell pokręcił głową.- We Włoszech jest spokój jak kiedyś, może nawet jeszcze spokojniej.
- Powiedział coś co mogłoby być pomocą w znalezieniu go?
- Cytuję: „Jak wy nic nie wiecie, to idę do kogoś bliższego sobie”
- Bliższego sobie?- powtórzyłam, zdezorientowana.
- Tylko tyle powiedział, zanim zniknął. Nie wiem o jakich bliższych sobie osobach mówił.- uprzedził moje pytanie.
- Okej.- wstałam.- Dzięki- pierwszy raz uśmiechnęłam się szczerze i z wdzięcznością do kogoś z Trzynastki.
- Do zobaczenia.- na twarzy mężczyzny też pojawił się delikatny uśmiech. Maxwell naprawdę przestał mnie nienawidzić?
- Ale jeśli zaatakujecie Hellsinga, to się dowiem bardzo szybko, a Alucard jeszcze szybciej.- ostrzegłam, zdając sobie sprawę, że przed Iscariotem Integra była bezbronna.
- Spokojnie, póki co nic wam nie grozi. Przynajmniej z naszej strony.
- Postaram się uwierzyć.- zniknęłam i po chwili pojawiłam się kilkaset metrów dalej, w lesie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Integry. Odebrała po drugim sygnale.
- Tak?- jej głos był jednocześnie napięty i zmęczony.
- Gdzie mogę znaleźć „osobę bliższą” Alucardowi?
- Hm?- zdziwiłam ją- Myślę, że logicznie byłoby poszukać w Transylwanii. Proponuję odwiedzić jego zamek. - odpowiedziała po chwili zastanowienia.- I chociaż zwiedził przynajmniej połowę świata, myślę, że jedynie tam ma osobę najbliższą.
- A ten zamek nie jest zamieszkany?
- Nie jest. Był, ale z racji, że fragment wieży się zawalił, a nie chciano wydawać milionów na konserwację opuścili go. Nikt oficjalnie o tym nie wie, ale mieszka tam osoba, która zna Alucarda.
- Rozkaz! Już tam idę.
- Powodzenia.- kobieta się rozłączyła. Westchnęłam.
- Idiota.- mruknęłam.- Niech sobie nie myśli, że zniknął z radaru Hellsinga. Znajdę go, a Integra opieprzy.
Zniknęłam.

***

Pojawiłam się przed bramą wielkiego zamku transylwańskiego, który widziałam kiedyś na zdjęciu. Tyle, że na żywo był „ odrobinkę” okazalszy i mroczniejszy. Stałam tak, patrząc na sylwetkę budowli… gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Krzyknęłam, zaskoczona, i upadłam. Zaatakował mnie wampir. Jasnowłosy mężczyzna, którego oczy były świecącymi się czerwonymi punktami wśród ciemności nocy. Chyba był głodny. A to nie działało na moją korzyść. Zamachnął się błyskawicznie, ale odturlałam się w bok i pazury minęły moją szyję o milimetry. A potem i tak uderzył mnie w skroń i pociemniało mi przed oczami.
- Ja… nie chcę…- wydusiłam i przerwało mi silne kopnięcie w brzuch.- … walczyć.
- Wchodzisz na teren innego wampira cała uzbrojona i mówisz, że nie chcesz walczyć?!- krzyknął mężczyzna i zostałam podniesiona za kołnierz płaszcza.
- Przyszłam…- urwałam, gdy uderzył mnie pięścią w twarz. Tak mocno, że poczułam silny rdzawy smak krwi.
Otworzyłam oczy, które zamknęłam przy uderzeniu.
- Ja…- wyplułam krew, starając się nie trafić w blondyna.- …szukam… Alucarda…- ze zdziwieniem zobaczyłam, że jego oczy się rozszerzają. Ale nie patrzył na mnie. Na coś- lub kogoś- za mną.
A potem dostałam silne uderzenie w skroń, ale nie od mężczyzny przede mną. Mimo wszystkiego, co się wydarzyło do tej pory, umiałam rozpoznać materiał, z płaszcza Wampira.
Nie udało mi się utrzymać świadomości.

----------------------

Hah, te kończenie rozdziałów xD
Będzie nowa jak tylko będę miałą czas. źli nauczyciele .__.