Wciąż "Phantom of the Opera"
Zero reakcji na soneshota lub oneshota? Zaskoczyliście mnie :O
Tekstu na kompie starczy na najwyżej dwie notki, tak sądzę... muszę przesłać tekst z telefonu na komputer... To niby minutkę zajmuje, ale tak bardzo mi się nie chce tego robić...
_______________________________________________
W zasadzie, to co powinnam zrobić?
Jechałam od godziny i zaczęłam zbliżać się do
miasta, jeśli znaki dobrze informowały. Może powinnam zostawić samochód gdzieś,
gdzie nikt go nie znajdzie? Żeby Teressa mnie nie wyśledziła?
Mam wracać do rodziny? Z jednej strony byłoby
fajnie, z drugiej nie mogłam im zdradzić nic związanego z wampirami. Tego
akurat byłam pewna. Zjechałam z szosy w boczną drogę i zaparkowałam w lesie,
prawie rysując lakier o korę drzew. Zamierzałam zostawić tu auto i resztę
drogi, według znaków koło kilometra, przejść pieszo. Wcisnęłam pieniądze do
kieszeni, pistolet za pasek na plecach i wyszłam z auta.
Właśnie zamierzałam ruszyć w stronę szosy... gdy
ktoś chwycił mnie za nadgarstek i szybkim ruchem wykręcił mi rękę za plecy. W
tym samym momencie poczułam chłodną stal na szyi. Zamarłam przerażona, nawet
nie chcąc ryzykować krzykiem. I tak nikt by mnie nie usłyszał, skoro sama
wybrałam to miejsce na porzucenie samochodu.
– Gdzie jest Teehle? – usłyszałam zimny syk, a
uścisk na nadgarstku stał się mocniejszy. Wspięłam się na palce z nadzieją, że
to zmniejszy ból, ale napastnik wygiął go bardziej, wywołując mój jęk.
– Został w domu! – odpowiedziałam szybko, nie mając
czasu na zastanawianie się, kim jest ten facet.
– Dlaczego nie tutaj? Co robisz tu bez Teehlego z
jego autem?
– On... – myślałam gorączkowo. Nie mogłam
powiedzieć, że go zastrzeliłam – Wysłał mnie na zakupy, bo był zajęty.
– Jakie zakupy? – podejrzliwość stała się
wyraźniejsza – On nie potrzebuje jeść. Kim jesteś?
– Oddaję mu krew – wydusiłam – Mieszkam u niego,
potrzebuję jedzenia.
- Oddajesz krew - powtórzył jakby zbity z tropu.
Pokiwałam głową, zdając sobie sprawę, że to brzmi
niewiarygodnie. Teehle zapewne nie trzyma w domu człowieka, by oddawał mu krew.
- I jedziesz kupić jedzenie w środku nocy.
Pokiwałam znowu.
- Bez prawka nie mogłabym pojechać w dzień, większe
prawdopodobieństwo, że mnie złapią - powiedziałam szybko.
– Uwierzę ci... – mężczyzna puścił mnie i szybkim
ruchem obrócił w swoją stronę. Mogłabym spróbować uciec, ale złapałby mnie bez
problemu. Tym bardziej, że była noc i niewiele widziałam. Stanęłam przed ciemną
sylwetką. W słabym świetle księżyca nie umiałam nawet rozpoznać koloru włosów
nieznajomego. Wydawały się ciemne.
– Pojedziesz ze mną na motorze. Stąd do miasta jest
kawał drogi.
Co?
– A potem pojadę do Teehlego, mam do niego sprawę.
Co?!
– Jak masz na imię? Ja jestem Michael. Sądzę, że
spędzimy ze sobą sporo czasu, skoro mieszkasz z Teehlem.
– Alexandra – wydusiłam. Muszę się go pozbyć. Jeśli
chce jechać do Teehlego, to albo mu na to nie pozwolić, albo zrobić tak, by być
daleko stąd, gdy się dowie o jego śmierci.
– Zamknij samochód, niedaleko mam motor.
– Dlaczego nie pojedziemy samochodem? – jeśli miałam
z nim jechać, to ja pewno nie chciałam na motorze. Zbyt duże ryzyko – Zakupy
ciężko będzie zabrać motorem.
– Wolę nie jeździć vanem Teehlego bez jego zgody – odparł
spokojnie.
– Dlaczego?
– Lepiej nie pytaj – machnął ręką – Nie pozwala nim
jeździć. Dlatego tak się zachowałem, gdy zobaczyłem cię za kierownicą. Chodź.
Niepewnie ruszyłam za nim. Miałam pistolet. Mogłam
go zastrzelić. Nie mógł być człowiekiem, jeśli tak szybko się do mnie podkradł.
Szłam kilka kroków za nim, nie widział, co robię. Powoli wyjęłam pistolet zza
paska i wycelowałam w niego, zatrzymując się.
I zawahałam się.
A jeśli to jednak człowiek? A przebywanie z Teehlem
sprawiło, że wyuczył się poruszać prawie jak wampir? Albo był łowcą? Może łowcy
istnieją i szkolą się do pokonywania wampirów?
– Nie strzelaj. Tu się niesie zbyt duże echo.
Usłyszałam przy uchu i ktoś położył rękę na lufie
pistoletu, ściągając ją w dół. Sparaliżowało mnie niedowierzanie pomieszane z
przerażeniem.
Teehle.
Wrzasnęłam i obróciłam się w jego stronę, chcąc do
niego strzelić – mimo, że najwyraźniej kule nic mu nie zrobiły – ale wytrącił
mi broń. Szybkim ruchem schował ją do kabury schowanej pod płaszczem.
Zacisnęłam ręce na pobolewającym nadgarstku, który wygiął się zbyt mocno.
– A... Teehle! – Jack spojrzał zaskoczony – A
chciałem cię zaskoczyć... Coś mnie ominęło?
– Masz latarkę? Poświeć na mnie, to się dowiesz.
Michael trochę zdezorientowany wykonał polecenie...
I go zamurowało. Też zerknęłam ze strachem. Wampir nie zmienił ubrań – jego
koszula była podziurawiona, chociaż ciało było nietknięte. Przymrużył oczy,
światło go raziło... Błyskawicznie skojarzyłam fakty i rzuciłam się w drugą
stronę, chcąc wykorzystać chwilową ślepotę wampira... Ale złapał mnie za
przedramię. W świetle latarki błysnęła strzykawka, którą trzymał... A którą
chwilę później wbił w moją rękę. Pisnęłam. Nie może mnie uśpić!
– Nie usypiaj mnie! – odtrąciłam jego dłoń i
zachwiałam się. Trochę zdążył wtłoczyć... – Nie będę próbowała uciec, tylko
proszę, nie usypiaj mnie!
Rzucił mi zimne spojrzenie, ale puścił i bez słowa
podniósł strzykawkę. Michael szybko się opanował i opuścił latarkę, by nie
raziła Teehlego.
– Strzeliła do ciebie? – spytał.
– Wystrzelała we mnie cały magazynek, zabrała drugi
pistolet i odjechała moim samochodem – sprecyzował Teehle. Mężczyzna uniósł
brwi pytająco.
– To dłuższa historia. Efekt błędnej decyzji, gdy
byłem na misji – wampir machnął ręką – A tak z innej beczki, czemu tu jesteś?
Nie miałeś tam być dłużej?
– Szybciej skończyłem – odparł z lekkim uśmiechem – Ruscy
jak zwykle wyolbrzymili fakty.
– Więc czemu nie wróciłeś do domu?
– V na razie tam pilnuje, poprosił, bym sprawdził co
u ciebie.
– To sprawdź, ale w domu. Muszę zabrać Alexandrę z
powrotem, zanim znowu wymyśli coś głupiego.
Teehle chwycił mnie za nadgarstek, zanim zdążyłam
się sprzeciwić i pociągnął w stronę auta. Bez słowa – wolałam wrócić do niego
przytomna – pozwoliłam się poprowadzić.
– Wsiadaj – rzucił wampir, gdy dotarliśmy do
samochodu. Wykonałam polecenie z wpół sparaliżowanym ze strachu ciałem. Był
wściekły. Nazwał mnie pełnym imieniem. A ja próbowałam go zabić i uciec... to
zdecydowanie źle się mogło skończyć.
– Dlaczego nie złapałeś mnie od razu? – wydusiłam,
gdy zapalił silnik.
– Kiedy? – spytał – Musiałem się zregenerować.
Uwierz mi, wolałbym cię złapać, zanim odjechałaś moim samochodem z moją bronią.
– Bawiłeś się mną – pomyślałam o tym, jak siedział
na tylnym siedzeniu – Mogłeś mnie powstrzymać wcześniej, zamiast mnie straszyć.
– Uważasz, że powstrzymanie cię przed zastrzeleniem
Michaela to straszenie?
Znowu się mną bawi...
– Mówię o tym, jak postanowiłeś doprowadzić mnie do
zawału, siadając na tylnym siedzeniu! – syknęłam, robiąc się powoli zła.
– Co? – obrócił się w moją stronę zaskoczony – Znalazłem
cię dopiero, gdy rozmawiałaś z Michaelem. Bałem się, że naprawdę do niego
strzelisz.
Zbladłam. Jeśli mówił prawdę...
– Stałem się twoim koszmarem? – domyślił się – Widziałaś,
że siedzę w samochodzie, chociaż byłem wtedy w domu?
Nie odpowiedziałam. Teraz będzie to wykorzystywał.
Straszył mnie i nachodził, udając, że zaczynam szaleć...
– Trzeba się tego pozbyć – mruknął.
– Co?
Nie zamierza mnie straszyć?
– Muszę się tego pozbyć. Nie możesz się aż tak
bardzo mnie bać.
– Dlaczego mam się ciebie nie bać?
– Żebym mógł pić twoją krew bez takich wpadek – zamarłam
– Przyznaję, że nie powinienem chcieć cię ugryźć zaraz po tym, jak dowiedziałaś
się, że jestem wampirem, jednak nie zamierzam z tego powodu rezygnować. Za
bardzo smakuje mi twoja krew, bym rezygnował.
– Nie pozwolę ci pić mojej krwi – wydusiłam – Będę
się opierać, jak najmocniej umiem.
Teehle nie odpowiedział. Skuliłam się na fotelu.
Wiedziałam, że nie będę w stanie przeciwstawić się, że i tak mnie ugryzie...
Ale wtedy sama się zabiję, tak jak postanowiłam wcześniej.
– Kim jest Michael? – spytałam po chwili.
– Moim starym przyjacielem, a także łowcą wampirów z
Rumunii.
– Łowcą wampirów? Oni istnieją?
– A niby kim ja jestem? – prychnął.
– Pytam o ludzkich łowców – odparłam, nie chcąc
wdawać się z nim w kłótnie, że jest potworem, nie łowcą – Istnieją ludzcy
łowcy?
– Cala organizacja Tessy skupia łowców, w czym tylko
ja jestem wampirem. Odpowiedz sobie sama, to było głupie pytanie.
Wjechał do podziemnego garażu i wysiadł. Też
wysiadłam.
– Chcesz zostać ze mną i Michaelem, czy iść do
pokoju?
– Do pokoju – mruknęłam, patrząc na podłogę. Bałam
się, że gdy na niego spojrzę, zobaczę czerwone iskierki lub kły. Albo
wściekłość. Usłyszałam, że się zbliża... I błyskawicznie cofnęłam się o krok,
ale Teehle był szybszy – chwycił mnie za ramiona.
– Alexandro.
Znowu pełne imię...
– Spójrz na mnie.
Uparcie wbiłam wzrok w jego buty, jednak puścił mnie
jedną ręką i podniósł moją brodę. Z przerażeniem spojrzałam w jego oczy...
które na szczęście były zwyczajnie szare. Chociaż tyle...
– Nie musisz się mnie bać. Możesz się obawiać, ale
nie bać – powiedział spokojnie – Możesz się obawiać mojej złości lub
wampiryzmu, ale nie mnie samego. Wampiry są jak ludzie...
– Tylko że – przerwałam mu, zanim pomyślałam – piją
krew, są nieśmiertelne i zabijają ludzi.
Zaśmiał się cicho.
– Z przymusu. Też chcę żyć.
– Kiedyś żyłeś – odparłam ostro – Żyłeś jako
człowiek. Nie wystarczyło ci? Zabijasz czyjeś lata życia, byś mógł ty mógł
żyć... ile? Dzień? Tydzień? Jak często kogoś mordujesz?
– Zależy. Na przykład ostatnio piłem w dzień
spotkania ciebie – jego głos stał się cichszy, spojrzenie powędrowało w dół, na
moją szyję. Teehle przesunął palcami po mojej tętnicy i zamarłam. Chce mnie
teraz ugryźć?!
Wyszarpnęłam zza jego paska pistolet, ale zdążyłam
tylko odrobinę podnieść rękę, zanim wampir zareagował. Okręcił mną tak, że stał
za mną i objął moje ciało prawą ręką, łapiąc za nadgarstek mojej lewej, w
której trzymałam pistolet.
– Nigdy więcej nie mierz we mnie z mojej własnej
broni – wycedził mi do ucha.
– Jednak wolę porozmawiać z tobą i Michaelem! – wydusiłam,
gdy delikatnym ruchem przekręcił moją głowę, odkrywając lewą stronę szyi.
– Za późno. Strzeliłaś do mnie, ukradłaś broń,
samochód, a także zamierzałaś pieniądze – wyszeptał – A do tego okłamałaś
mojego przyjaciela i chciałaś go zabić. To zbyt wiele, bym po prostu ci
wybaczył.
Zatopił kły w moim ciele. Pisnęłam, czując ból – chociaż
mniejszy od ugryzienia tamtego wampira – i napięłam mięśnie, próbując
przekręcić nadgarstek z bronią. Wystarczyłoby chociaż go zdekoncentrować... Ale
był za silny. Zacisnął mocniej zęby i z bólu nogi się pode mną załamały.
– Nie... gryź... mnie – wykrztusiłam – Puszczaj...
***





