Krótsza notka, ale zawiera kochane przeze mnie fragmenty <3 Jakość zdjęcia powala na kolana, ale cóż.
_____________________________________
– Jak się czujesz? – Teressa siedziała na kanapie w
wielkim salonie, popijając herbatę.
– Tak źle, jak może czuć się człowiek po ugryzieniu
istoty, która zdecydowanie nie powinna istnieć – odparłam, zatrzymując się
przed nią. Gestem nakazała usiąść obok.
– Herbaty?
– Miałaś rację, gdy powiedziałaś, że Teehle jest
nieprzewidywalny.
– Słyszałam, co zrobił – przytaknęła – Sam powinien
cię przeprosić, ale zrobię to jako jego przełożona. Przepraszam, że dopuściłam
do takiej sytuacji.
Z jakiegoś powodu poczułam się niezręcznie, słysząc
przeprosiny z ust Teressy. Nie wydawało mi się, by często zdarzało jej się
przepraszać.
– A propos bycia przełożonym... – odezwałam się
niepewnie – Mogłaby Pani opowiedzieć więcej o tym, jak Teehle stał się Pani
podwładnym?
– Teehle ci nie chciał powiedzieć?
– Powiedział... w skrócie.
– Widać jeszcze nie chce rozwinąć myśli. W takim
wypadku ja także nie mogę ci powiedzieć. Pozwól, że zmienię temat. Zakładam, że
zamierzasz funkcjonować w normalnym społeczeństwie? Chodzić po mieście,
spotykać ludzi, zaprzyjaźniać się z nimi?
– Jeśli jest to możliwe, to byłabym wdzięczna.
– Jest. Oczywiście, że jest – kobieta kiwnęła głową
– Mam tylko kilka warunków. Po pierwsze nie możesz nic mówić o Elerain i
wampirach.
Tyle się domyśliłam.
– Po drugie dla świata jesteś martwa. Musisz zmienić
swoje dane i najlepiej kolor włosów. Rudy jest zbyt widoczny. Chciałabyś mieć
jakoś na imię?
– Andrea – odparłam od razu. Zawsze lubiłam to imię.
A jeśli musiałam zmieniać…
***
Weszłam do salonu. Teehle leżał na kanapie, czytając
książkę i pijąc coś. Minęłam go i podeszłam do regału, by znaleźć coś dla
siebie...
I dopiero wtedy skojarzyłam, że ta czerwona substancja
w jego kieliszku nie musi być winem.
Moje serce stanęło na moment. W kieliszkach pije się wino. To na pewno czerwone
wino. To musi być czerwone wino.
Wzięłam książkę, by mieć chociaż to pod ręką - tak
na wszelki wypadek - i zwróciłam się w stronę Teehlego. Zauważył ruch i
spojrzał na mnie.
– Co się stało? – spytał zaniepokojony. Pewnie byłam
blada…
– Ty mi powiedz – wydusiłam i zacisnęłam palce na
twardej okładce – W twoim kieliszku jest wino, prawda? Powiedz, że to wino!
Wbił w niego taki wzrok, jakby zapomniał, że go
trzyma, a potem powoli wrócił spojrzeniem na mnie.
– Tak. To wino – odparł ostrożnie.
– Kłamiesz – cofnęłam się o krok z przerażeniem.
Kłamał. Kłamał w żywe oczy. Wino nie mogło być takie nieprzejrzyste. Oboje o
tym wiedzieliśmy.
– Alekso… – zaczął się podnosić z kanapy.
Wrzasnęłam, rzucając się na korytarz. Zatrzasnęłam za sobą drzwi – jeśli to w
jakiś sposób mogło go powstrzymać, to świetnie. Musiałam uciec. Na pewno do tej
pory się mną bawił, a gdy już by mi powiedział, zabiłby mnie...
Nie dotarłam do wyjścia. Silne ręce objęły mnie w
pasie i odciągnęły. Zamachnęłam się na oślep, uderzając go książką w głowę,
przez co jęknął, ale jego uchwyt jedynie odrobinę się rozluźnił.
– Zostaw mnie! – wrzasnęłam, próbując się wyrwać.
Zaraz mnie ugryzie, wyssie całą krew i zabije!
– Spokojnie, Alekso!
Nie chciałam nawet przypomnieć mu, by nie nazywał
mnie Aleksą.
– Jak mam być spokojna?! Jesteś potworem!
Nagle mnie puścił, ale zanim zdążyłam to
wykorzystać, obrócił i chwycił za ramiona. Zamarłam, patrząc na niego
przerażona. W dotychczas szarych oczach migotały czerwone błyski. Okropne,
wampirze błyski.
– Puść mnie – wyszeptałam drżącym głosem – Tylko
mnie puść. Nie będę próbowała uciekać.
Spełnił prośbę i odsunęłam się o krok, chociaż
miałam wielką ochotę na ucieczkę.
– Chciałem ci powiedzieć, ale nie wiedziałem, jak.
Szkoda, że w ten sposób się dowiedziałaś... Byłem nieostrożny.
– Od początku mnie okłamywałeś – wydusiłam – Wypiłeś
moją krew?
– Tylko wtedy, kiedy zderzyłaś ze mną. Nie
powstrzymałem się.
– Ugryzłeś mnie, gdy byłam nieprzytomna? – serce
podeszło mi do gardła, dotknęłam ręką szyi.
– Nie – pokręcił głową – Ubrudziłem ręce, gdy cię
opatrywałem.
– Smakuję ci? – spytałam zduszonym głosem – Powiedz,
że nie. Że smakuję okropnie.
Milczał przez chwilę, a ja przestałam mieć
wątpliwości, co odpowie.
– W tej sprawie cię nie mogę okłamać - odparł powoli
- Twoja krew jest pyszna.
Zbladłam.
– Pozwól mi wyjść na zewnątrz.
– Wiesz, że nie uciekniesz? – spytał. Nie usłyszałam
groźby, ale i tak przestraszyłam się jeszcze bardziej. Pokiwałam gwałtownie
głową. Skoro był wampirem, to mógł mnie wyczuć, jeśli próbowałabym gdzieś
odejść. W takim wypadku chciałam po prostu oddalić się od niego na tak długo,
jak tylko się dało. I od tego, co planuje zrobić.
– Śmiało, idź. Wróć przed zachodem. Wbrew pozorom w
społeczeństwie żyje sporo wampirów i wiele z nich poluje w nocy.
Wycofałam się przodem do Teehlego, obserwując go uważnie.
Mimo słów nie sprawiał wrażenia, jakby było mu przykro. A przynajmniej bardzo
przykro. Widziałam rozbawienie, gdy tęczówki przestawały migotać na czerwono.
Czekał, aż wyjdę, by przygotować to, co planował. Bo musiał wiedzieć, że nie
będę zachowywać się jak wcześniej. Nie będę mu ufać.
Zatrzasnęłam drzwi i dopiero wtedy obróciłam się.
Nie chciałam biec, chociaż miałam na to wielką ochotę. Musiałam wyglądać, jak
spacerująca osoba, a nie jak ktoś, kto właśnie dowiedział się, że żyje na łasce
potwora. Dlaczego mi nie powiedział,
że jest wampirem? Mógł mi powiedzieć, gdy zabrał mnie na polowanie. Nawet mógł
mi powiedzieć na samym początku – wtedy przynajmniej bym wierzyła, że takie
istoty istnieją. W ogóle powinien mi powiedzieć, a nie, że w taki sposób się
dowiedziałam.
Skoro wiem, to co teraz będzie chciał zrobić? Jaki
ma plan? Moja krew mu smakuje – zamierza ją wypić?
Wzdrygnęłam się i usiadłam przy drzewie. Nie
chciałam dalej iść, bo nie znałam tego lasu i nie wiedziałabym, jak wrócić. A
gdybym nie wróciła, zrobiłby coś złego. Poczułam pieczenie pod powiekami i nie
powstrzymywałam łez. Pozwoliłam, by spłynęły po policzkach.
Może zamierza zrobić ze mnie żywą torebkę krwi? Już
wiem, że ugryzienie samo w sobie nie zabija ani nie zmienia. Przecież przeżyłam
już jedno i to bardzo brutalne.
Ale jeśli Teehle naprawdę ma taki plan... to mu nie
pozwolę. Jeśli będzie chciał mnie ugryźć i nie zabić, to sama w jakiś sposób
sprawię, żeby nie udało mi się przeżyć. Albo jak już się potem obudzę, to się
zabiję. Tak, by nie zdążył mnie uratować.
***

Dowiedziała się, że jest wampirem i to w taki sposób :D Genialne :d Zauważyłam kanapę
OdpowiedzUsuńJaką kanapę? O_o
OdpowiedzUsuńFajny sposób, nie? A Teehle chciał jej jakoś normalnie powiedzieć xD Za długo zwlekał.
No kanapę, mebel, na tym czym leżał Teehle
UsuńI co z nią? *nie ogarnia*
UsuńW moim śnie też była kanapa XD
Usuń