wtorek, 10 listopada 2015

Teehle III


Macie, macie. Z okazji zakończenia Vampire Rose, macie :C
_________________________________________________

– Znowu będziesz strzelać przy wykorzystaniu mojego ramienia? – spytałam kpiąco, przesuwając dłoń na ranny bark. Jeszcze pobolewał, ale byłam w stanie nim ruszać – chociaż był to ruch ograniczony.
– Teraz nie jesteś niespodziewanym czynnikiem, więc nie powinienem musieć tak zrobić – odparł spokojnie, ubierając płaszcz.
– Nie powinieneś móc? – powtórzyłam – Ale jest taka możliwość?
– Zawsze jest – odparł i wcisnął mi jakiś pistolet w kaburze – Trzymaj. Może się przydać.
– Nie będę do nikogo strzelać!
Spojrzał na mnie rozbawiony.
– W ciągu najbliższych kilku godzin uwierzysz w istnienie istot nadnaturalnym, a może także któregoś zastrzelisz. Możesz mi wierzyć lub nie, ale weź broń. Jeśli ci się poszczęści, nie będziesz musiała jej użyć.
Byłam pewna, że go nie przekonam, dlatego bez słowa przymocowałam pistolet do paska. Teehle ubrał swój płaszcz.
– Chodź. Czym później tam będziemy, tym gorzej dla nas.
***
Po dwóch godzinach szaleńczej jazdy samochodem, zatrzymaliśmy się na poboczu szosy.
– Co ty robisz? Tu nic nie ma – zaniepokoiłam się, a Teehle posłał mi uspokajająco kpiący uśmiech i wyszedł z auta.
– Nie możemy zaparkować w środku nawiedzonej wsi – powiedział – Za pięćset metrów stoi znak, informujący, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Wyłaź z auta i wyjmij broń.
Wypełniłam polecenia, chociaż ręce bez wyraźnego powodu zaczęły mi drżeć. Ruszyliśmy wzdłuż szosy... I ktoś wyskoczył przed nas, na drogę. Zanim zdążyłam zarejestrować, co się stało, Teehle go zastrzelił. Pisnęłam przestraszona. Zastrzelił go! Znowu kogoś zabił!
– Uspokój się, bo ściągniesz tu więcej wampirów – mruknął, chwytając mnie za rękę i ciągnąc dalej, w stronę trupa – Pewnie już tu idą.
– Jesteś mordercą! – pisnęłam – Chcę wracać!
– Zabijałem, ale nie mordowałem – odparł spokojnie – Znasz różnicę?
– Nie obchodzi mnie ona! – syknęłam, usiłując przerodzić strach w złość – Nie obchodzi mnie to całe polowanie, powód, dla którego mnie tu przywiozłeś, i w ogóle twoja praca! Skoro już sfingowałeś moją śmierć, to pozwól mi chociaż spróbować żyć normalnie bez udowadniania, że potwory istnieją! Chcę wracać.
Patrzył na mnie kilka sekund, a potem westchnął.
– Niech ci będzie. Idź do auta, a ja zrobię, co muszę, i wrócę. Ale mam jeden warunek.
– Jaki?                                                                                     
– Nie chowaj pistoletu. I w ogóle go odblokuj. Jeśli będzie potrzeba strzelać, celuj w serce.
Z ulgą obróciłam się na pięcie i ruszyłam do auta, ściskając broń. Nie zamierzałam jej chować. Nawet, jeśli mnie okłamywał, na własne oczy widziałam, że kręcą się tu niebezpieczni ludzie. Samego Teehlego, którego brak skrupułów zdążyłam doświadczyć, pomijałam....
Stanęłam przy aucie i nacisnęłam klamkę, a potem znieruchomiałam. Kluczyki. Nie dał mi kluczyków.
– Tee...! – urwałam, gdy zorientowałam się, że już go tu nie ma – ... hle – dokończyłam mruknięciem. Cholera. Musiałam poczekać, aż wróci, tutaj, na dworze. Już widzę, jak stwierdza, że taki był jego plan. Zadrżałam z zimna. Jak wróci, to dostanie taki opieprz...
– Witam – nagle zobaczyłam koło siebie jakiegoś mężczyznę. Wzdrygnęłam się przestraszona i ścisnęłam mocniej pistolet. Kto to? Dlaczego prze ułamek sekundy miałam deja vu?
– Dobra, przywitałem się, więc teraz mogę... – chwycił mnie za szyję i przycisnął do drzwi auta. Zachłysnęłam się zaskoczona, tracąc nagle powietrze. Bez namysłu podniosłam pistolet i strzeliłam na oślep. Mężczyzna krzyknął, ale nawet nie upadł. Nawet nie upadł.
– Ty cholerna... – warknął, a zanim się spostrzegłam, leżałam na ziemi, przyduszana – Masz szczęście, że jestem w dobrym humorze. Pozwolę ci umrzeć szybko, bez poniesienia konsekwencji za strzelenie do mnie.
Szybkim ruchem wytrącił mi pistolet i odsunął od mojej ręki. Zaraz potem nachylił się... i poczułam ostry ból w szyi. Wrzasnęłam z bólu i zaskoczenia. Ugryzł mnie?! Zacisnęłam zęby. Teehle nie kłamał?! A jeśli nie kłamał, to ten pistolet może je zabić, ale strzałem w serce...
Wyciągnęłam rękę, próbując dosięgnąć broni. Za daleko... Mężczyzna szybko pozbawiał mnie sił, czułam, jak zassał, a nie było to miłe uczucie... Wzrok zaczął mi się rozmazywać. Gdzie Teehle? Mógłby już przyjść i mnie uratować...
Jak na zawołanie rozległ się strzał, a ciało nade mną szarpnęło się i spadło na mnie całym ciężarem, przez co straciłam oddech. Nade mną zamajaczyła postać Teehlego. Spojrzałam na niego półprzytomnie.
– Teraz wierzysz? – schował swój pistolet i przesunął mój w moją stronę, po czym zrzucił ze mnie mężczyznę. Zacisnęłam palce na zimnej kolbie – Zaraz ci pomogę.
Otworzył bagażnik i zaczął czegoś szukać, podczas gdy ja z wielkim wysiłkiem uniosłam broń i skierowałam w trupa leżącego obok mnie. Zaczęłam strzelać w martwe ciało. Kątem oka zobaczyłam, że Teehle obrócił się gwałtownie na dźwięk strzałów, ale potem wrócił do przeszukiwania bagażnika.
Gdy w końcu zamiast huku rozległo się kliknięcie, kucnął przy mnie.
– Lepiej ci? – spytał. W ciemności nie widziałam, co trzyma w rękach, ale akurat jego się nie obawiałam. Nie w wypadku, gdy ugryzł mnie potwór. Zamknęłam oczy i straciłam przytomność.
***
Znajdowaliśmy się w nieznanym mi pokoju, który oświetlało jedynie słabe światło zza zasłoniętego ciemną kotarą okna. Teehle stał przy drzwiach, odgradzając drogę trzeciej osobie w pomieszczeniu. Czy raczej drugiej, bo tym razem domyśliłam się, że jestem niewidoczna.
Jasnowłosa dziewczyna opierała się o ścianę i wyglądała na przerażoną. Śmiertelnie przerażoną. Nawet w tej ciemności widziałam, że się trzęsie i ledwo trzyma na nogach. Co się stało? Po raz kolejny przeklęłam siebie, że nie mogę nic zrobić. Najpierw wypytałabym, co się dzieje, potem pewnie pomogła tej dziewczynie… Spojrzałam na Teehlego Miał kamienny wyraz twarzy i szare oczy wbite w nieznajomą.
– Niewiele ci powiedziała – odezwał się.
– Wystarczająco, bym chciała, abyś mnie nie krzywdził – wydusiła dziewczyna, zerkając na szafkę stojącą niedaleko. Zobaczyłam na niej pistolety mężczyzny. Zamierza go zastrzelić?!
– To jest niemożliwe – odparł Teehle – Ostrzegałem Alexandrę, co się stanie, gdy ktoś tu przyjdzie.
Powoli podszedł do dziewczyny, a ta wrzasnęła, próbując przemknąć pod jego ramieniem.
***
Czy ktoś jeszcze leży na moim łóżku? Otworzyłam oczy... i zobaczyłam materiał jeansów Teehlego. Wrzasnęłam zaskoczona i szarpnęłam się do tyłu. Zaplątana w kołdrę spadłam z łóżka z głuchym uderzeniem.
Jęknęłam, gdy spróbowałam podnieść głowę, a szyję przeszył ból.
– Co ty robisz? – Teehle spojrzał na mnie znad krawędzi materaca.
– To moje pytanie! – warknęłam – Co robisz na moim łóżku?!
– Czekałem, aż się obudzisz. Krzesło było mniej wygodne, a chciałem czytać książkę – wskazał na trzymany tomik.
– Nigdy więcej nie kładź się do mojego łóżka!
– Pomóc ci wstać?
– Nie. Poradzę sobie – spróbowałam się uspokoić... i dopiero wtedy dokładnie sobie przypomniałam, co się wydarzyło. Błyskawicznie dotknęłam szyi, a zaraz potem odsunęłam rękę jak oparzona, gdy poczułam strupy. Spojrzałam na Teehlego przestraszona.
– Zrobiłeś to specjalnie.
– Co?
– Nie dałeś mi kluczyków. By mnie ugryzł.
– Pierwotny plan był inny, ale musiałem zmienić, gdy postanowiłaś zostać w aucie. Jeśli byś schowała się w środku, to twoja obecność na polowaniu byłaby bezcelowa.
– Ty... – zaczęłam ze złością – Teressa ostrzegała, że nie masz skrupułów.
Z jękiem się podniosłam i opadłam z powrotem na łóżko.
– Dobrze, wierzę, że wampiry istnieją – powiedziałam, próbując zepchnąć Teehlego z materaca. Zszedł lekko i usiadł na krześle, patrząc na mnie poważnie.
– Wampiry to istoty, które żyją od wieków – zaczął – Vlad Tepes, którego możesz znać jako Draculę, nie jest pierwszym wampirem, ale najstarszym. Zanim zmienił swoją ukochaną, na świecie zawsze funkcjonował tylko jeden wampir. Poprzedni popełniał samobójstwo lub był zabity przez następcę. Dopiero Vlad złamał tę zasadę, nie chcąc się zabić.
Dracula istnieje?
– A powinien – odparłam, siląc się na spokój. Teehle nie odpowiedział, patrząc na mnie przenikliwie. Zbyt przenikliwie. Odwróciłam wzrok speszona.
– Przestań – mruknęłam.
– Jutro odwiedzimy Teressę.
– Po co?
– Skoro już wierzysz, może ci wyjaśnić więcej.
– Co? – Spytałam z ironią – Że zamierzacie zrobić ze mnie łowcę albo przynętę? Obie wersje mi się nie podobają, więc nawet nie próbujcie.
– Nie, plan jest inny. Tessa wyjaśni ci funkcjonowanie organizacji.
– Jaki jest plan?
– Nie mogę ci go zdradzić, dopóki nie porozmawiam o nim z Tessą.
– Tak, bo najważniejsze to nie sprzeciwiać się pracodawczyni, nawet, jeśli w ten sposób ranisz innych – prychnęłam kpiąco.
– Teressa nie jest tylko moją pracodawczynią – odparł spokojnie – Chyba, że jako zapłatę traktujesz ocalenie życia.
– O czym ty mówisz?
– Dawno temu zostałem przez jej rodzinę złapany. "Ulepszono mnie", że tak to nazwę, a potem zostałem u (nazwa), by służyć.
– Ulepszono? – spytałam, nie rozumiejąc.
– Głównie wyszkolono do walki z wampirami – wzruszył ramionami – A prócz tego kilka innych "ulepszeń", które cię nie zainteresują, jak sądzę.

***

2 komentarze:

  1. Te ulepszenia mi się podobają :D heheh * za dużo myślę *. Sposób - dość przewidywalny jak na Teehle'go/Alucarda, ale to fajnie - żeby Alex uwierzyła w wampiry był cudowny :D.
    Kiedy będzie krew i masakra ? XD

    OdpowiedzUsuń
  2. A tego nie liczysz do krwi i masakry? Nie martw się. Za niedługo będzie mała wojna między Teehlem i Alexą.
    I nawet nie porównuj T do Alusia. Pod tym względem odwzorowywanie nie wyszło.
    A tak z ciekawości... Rozpoznajesz niektóre sny Alexandry?

    OdpowiedzUsuń