Haha, mniej poważny gif na nowy rok.
No i życzenia:
Wesołego Nowego Roku! Szczęśliwego Nowego Roku też :D
Jest pościk z Hellsinga, będzie pościk z CV. A,i Vint... u ciebie też oczekuję posta z okazji Sylwestra ;)
Jeszcze raz życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku (i żebyście zdali klasę, a szczególnie maturzyści maturę ;p ) i z tej okazji jest dwa razy więcej tekstu niż w poprzednich (ale dodam, że szybciej się wszystko skończy. To nie jest tak długie, jak Fanfic i już jest za połową)
-----------------------------
Odzyskałam swoje sztylety. A dokładniej Walter je przemycił, bym czuła się
bezpieczniej. Chociaż wspomniał też, że nie obronię się przed Alucardem taka bronią. Trudno. I tak czułam się lepiej, niż nie mając nic pod ręką.
- Cholera!- warknęłam. Nie udało mi się zabrać na misje ze wszystkimi, bo Artur stwierdził, że wciąż nie mogę się przemęczać.
I w ten sposób zostałam w kwaterze sama z Alucardem. Pomijając kilku
nieważnych służących, którzy nie pomogą mi, gdy przyjdzie.
Siedziałam na łóżku, podrzucając jeden z noży i łapiąc dwoma palcami za
ostrze. Nasłuchiwałam kroków, które w końcu musiały się pojawić. Inaczej mówiąc, czekałam na Alucarda...przerażona.
Gdy przez półtorej godziny od odjazdu łowców nic nie usłyszałam, straciłam czujność. Znów zaczęłam myśleć o Jonathanie. Musiałam się z nim skontaktować, na pewno sie martwił, szukał mnie albo już uznał, że nie żyje... smutna perspektywa, ale realna, zważając na stosunek wampira do mnie.
Ktoś nacisnął klamkę i zerwałam się z łóżka, rzucając w ich stronę trzymany
nóż. O wilku mowa. Służący nie przychodzili do mnie, bo Waltera wyznaczono jako mojego "lekarza". To mogła być tylko jedna osoba. Chwyciłam drugi i, nie zawracając sobie głowy kulą, cofnęłam się kilka chwiejnych kroków.
Alucard złapał sztylet w locie, rzucił go na łóżko i zamknął drzwi. Poczułam
oznaki paraliżującego przerażenia- zaczęły drżeć mi ręce, serce podeszło do gardła. Wampir bez słowa wszedł do pomieszczenia. Trzymał coś w jednej dłoni, a gdy zobaczył, że na nią patrzę, wyciągnął ją bardziej w moją stronę i
otwarł zaciśniętą pięść. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyłam ten sam zestaw, co miał Walter. Strzykawka, igła, buteleczka. Nic dziwnego, skoro wszyscy wybyli na misję, a musiałam to dostać...
Cofnęłam sie jeszcze krok do tyłu, blednąc.
- Nie pozwolę ci- wyszeptałam. Spojrzałam na niego przestraszona- Nie
tobie. Pozwól mi... samej sobie podać.
Ku mojemu przerażeniu pokręcił przecząco głowa.
- Dlaczego?
- Pomijając, że nie wiem, czy umiesz podawać dożylnie, spróbuj mi wmówić, że miałabyś to zrobić z tak drżącymi dłońmi.
Zerknęłam na swoje ręce. Miał rację. Umiałam, ale szaleństwem byłoby próbować podać w takim stanie. Nie wiem, co byłoby większym szaleństwem: to, że Alucard ma mi podać, czy że ja sama.
Powoli opuściłam sztylet wzdłuż ciała i ledwie powstrzymując się przed odruchem ucieczki, pozwoliłam wampirowi się zbliżyć. Obserwowałam uważnie, czy nie robi czegoś, czego nie powinien. Zaczęłam drzeć jeszcze bardziej, gdy chwycił moje przedramię i podciągnął rękaw. Jezu, jaka jego ręka jest lodowata!
Wzdrygnęłam się, gdy wbił igłę i odwróciłam wzrok. Nienawidziłam
igieł. Nagle ciszę przerwał jego śmiech.
- Aż takie to śmieszne?- warknęłam. Poczułam, że wyjął igłę i wyszarpnęłam rękę z jego uścisku.
- Nie to, tylko fakt, że tak łatwo pozwoliłaś mi podejść- odparł z szerokim
uśmiechem. Znowu bez ciepła. Z walącym sercem wyminęłam go i ruszyłam chwiejnie w stronę drzwi.
- Gdzie się wybierasz?
- Jak najdalej od ciebie -warknęłam. Wciąż byłam przestraszona, co wymyślił, a jego obecność paraliżowała mnie. Byłam w progu, gdy poczułam na ramieniu rękę.
- I myślisz, że ci pozwolę?
Obróciłam się na zdrowej nodze i cięłam trzymanym sztyletem przez twarz
wampira. Może ślepota zatrzyma go na chwile. Zaczęłam uciekać
korytarzem, mocno ściskając broń. Adrenalina pozwalała ignorować ból w ranie i prawie nie kulałam. Problem w tym, że nie wiedziałam, gdzie właściwie
powinnam sie skierować. Mogłam jedynie biegać bez sensu. Gdzie mam uciec...?
Noga w wysokim skórzanym bucie podcięła mnie i runęłam do przodu. Tylko dziesięcioletni trening mnie uratował. Zdążyłam zrobić przewrót, by nie uderzyć w kamienie bez kontroli. Potem jednak jęknęłam, dotykając uda. Ten ruch, gdy musiałam podkulić nogi, spowodował fale bólu. Obróciłam się do tylu i upadlam na tyłek. Automatycznie wyprostowałam ranna nogę, by złagodzić ból, druga natomiast podkurczyłam do siebie i odepchnęłam się, cofając prawie metr. Chciałam powtórzyć ruch, ale wampir kucnął obok mnie. Oczywiście rany już nie miał. Spojrzałam na niego przerażona i straciłam oddech, gdy chwycił mnie pod brodę, zmuszając do podniesienia jej. Zacisnął palce na mojej szyi, a ja chwyciłam mocniej sztylet i zamachnęłam się, by wbić go w jego czaszkę. Druga ręką wytrącił ostrze z mojej dłoni i odrzucił poza mój zasięg.
- Już wiem, co to było za "lekarstwo", które kazał podać Walter- zaznaczył lekko słowo "lekarstwo". Zaniepokoiło mnie to.
- To tylko... Ma przyspieszyć leczenie- wydusiłam i chwyciłam go za nadgarstek, próbując go odciągnąć. Uśmiechnął się z politowaniem i zacisnął
palce mocniej. Wciągnęłam powietrze ze świstem, po czym puściłam jego
rękę. Zgadłam, czego oczekiwał- rozluźnił uścisk.
- Walter powiedział ci, że przyspiesza leczenie?- zaśmiał się kpiąco- To miało
mnie odstraszyć -zamarłam. Jeśli tak, to Alucard się wkurzył i mam całkowicie przechlapane...- Jednak nie wziął pod uwagę, że nie jestem normalnym
wampirem.
Nie interesowało mnie, dlaczego twierdzi, że nie jest normalny. Zerwałam się i chciałam się wyrwać, ale zrobił zamach i uderzył mną o ścianę. Pociemniało mi przed oczami i straciłam oddech, ale zanim zdążyłam zareagować, zatopił kły w mojej szyi. Pisnęłam, jednak nawet nie próbowałam sie wyrwać. Wiedziałam, że to było bezsensu.
- Błagam, nie zabieraj mnie tam...-wyszlochałam.
***
Od razu zerwałam się i zaczęłam uciekać po schodach w dół wieży. Wyglądało na to, że w tej... Rzeczywistości... Nie byłam ranna w nogę, bo biegłam bez problemu, przeskakując po kilka schodków. Zamierzałam znaleźć zbrojownie, o ile wampir mi pozwoli. Skoro pozwolił mi uciec z wieży...
Biegałam po zamku, szarpiąc za wszystkie klamki po drodze. W końcu, ku swojej uldze, wpadłam do pomieszczenia, w którym na ścianach wisiały różnorodne bronie, między innymi miecze. Przebiegłam po nich spojrzeniem i rzuciłam się po jakiś wąski, jednoręczny. Chwyciłam go za rękojeść i, słysząc świst, obróciłam się i zablokowałam atak. Ręka mi zdrętwiała od siły
uderzenia, zachwiałam się i cofnęłam. Alucard trzymał miecz o długości
takiej, jak mój wzrost. Jezu... wampir, to rozumiem, ale jak oni te miecze w
średniowieczu unosili?!
- Dlaczego pozwoliłeś mi tu przyjść?- wydusiłam, drżąc. Poprawiłam miecz w dłoni.
- Będzie ciekawiej- odparł ze strasznym uśmiechem. Znów się zamachnął, ale nie byłam na tyle głupia, by spróbować zablokować. Zrobiłam unik i prześlizgnęłam się pod jego ramieniem. W chwili, gdy chciałam się obrócić i dźgnąć od tyłu, poczułam ból w boku. Krzyknęłam z bólu i odskoczyłam, przyciskając rękę do bolącego miejsca. Wampir trzymał w ręce zakrwawioną mizerykordie i uśmiechał się kpiąco.
Taka rana powinna mnie zabić, jednak to miejsce na to nie dopuszczało śmierci i pod palcami czułam jak ciało się zrasta. Okropne uczucie.
- Zostaw mnie w spokoju!- warknęłam zrozpaczona- Ile chcesz mnie męczyć, bym mogła stad odejść?!
- Nie wiem- wzruszył ramionami- A może nie miecz, a... Kły?
Zdążyłam tylko unieść miecz pionowo przed sobą, a potem wampir zacisnął
palce na moich ramionach. Broń z brzdękiem uderzyła o kamienna posadzkę, gdy pisnęłam przerażona.
- Nie, proszę!- zaszlochałam. Ku mojemu zaskoczeniu, po policzkach popłynęły łzy. Miałam dość stawiania oporu i spojrzałam na niego błagalnie.
- Błagam, pozwól mi wrócić do... Siebie! Do kwatery!- jęknęłam, patrząc na niego przestraszona.
- O tak, pozwolę- uśmiechnął się zimno i zanim zareagowałam, zatopił kły w
mojej szyi. Wrzasnęłam z bólu i frustracji, a wampir nie pofatygował się, by
zasłonić mi usta. Zaczęłam się szarpać, ale gdy zorientowałam się, że to
potęguje ból, przestałam się opierać. W końcu wyssie całą krew i może odeśle
do kwatery...

