środa, 31 grudnia 2014

Hellsing Past-Rozdział V


Haha, mniej poważny gif na nowy rok.
No i życzenia:
Wesołego Nowego Roku! Szczęśliwego Nowego Roku też :D
Jest pościk z Hellsinga, będzie pościk z CV. A,i Vint... u ciebie też oczekuję posta z okazji Sylwestra ;)
Jeszcze raz życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku (i żebyście zdali klasę, a szczególnie maturzyści maturę ;p ) i z tej okazji jest dwa razy więcej tekstu niż w poprzednich (ale dodam, że szybciej się wszystko skończy. To nie jest tak długie, jak Fanfic i już jest za połową)
-----------------------------
Odzyskałam swoje sztylety. A dokładniej Walter je przemycił, bym czuła się
bezpieczniej. Chociaż wspomniał też, że nie obronię się przed Alucardem taka bronią. Trudno. I tak czułam się lepiej, niż nie mając nic pod ręką.
- Cholera!- warknęłam. Nie udało mi się zabrać na misje ze wszystkimi, bo Artur stwierdził, że wciąż nie mogę się przemęczać.
I w ten sposób zostałam w kwaterze sama z Alucardem. Pomijając kilku
nieważnych służących, którzy nie pomogą mi, gdy przyjdzie.
Siedziałam na łóżku, podrzucając jeden z noży i łapiąc dwoma palcami za
ostrze. Nasłuchiwałam kroków, które w końcu musiały się pojawić. Inaczej mówiąc, czekałam na Alucarda...przerażona.
Gdy przez półtorej godziny od odjazdu łowców nic nie usłyszałam, straciłam czujność. Znów zaczęłam myśleć o Jonathanie. Musiałam się z nim skontaktować, na pewno sie martwił, szukał mnie albo już uznał, że nie żyje... smutna perspektywa, ale realna, zważając na stosunek wampira do mnie.
Ktoś nacisnął klamkę i zerwałam się z łóżka, rzucając w ich stronę trzymany
nóż. O wilku mowa. Służący nie przychodzili do mnie, bo Waltera wyznaczono jako mojego "lekarza". To mogła być tylko jedna osoba. Chwyciłam drugi i, nie zawracając sobie głowy kulą, cofnęłam się kilka chwiejnych kroków.
Alucard złapał sztylet w locie, rzucił go na łóżko i zamknął drzwi. Poczułam
oznaki paraliżującego przerażenia- zaczęły drżeć mi ręce, serce podeszło do gardła. Wampir bez słowa wszedł do pomieszczenia. Trzymał coś w jednej dłoni, a gdy zobaczył, że na nią patrzę, wyciągnął ją bardziej w moją stronę i
otwarł zaciśniętą pięść. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyłam ten sam zestaw, co miał Walter. Strzykawka, igła, buteleczka. Nic dziwnego, skoro wszyscy wybyli na misję, a musiałam to dostać...
Cofnęłam sie jeszcze krok do tyłu, blednąc.
- Nie pozwolę ci- wyszeptałam. Spojrzałam na niego przestraszona- Nie
tobie. Pozwól mi... samej sobie podać.
Ku mojemu przerażeniu pokręcił przecząco głowa.
- Dlaczego?
- Pomijając, że nie wiem, czy umiesz podawać dożylnie, spróbuj mi wmówić, że miałabyś to zrobić z tak drżącymi dłońmi.
Zerknęłam na swoje ręce. Miał rację. Umiałam, ale szaleństwem byłoby próbować podać w takim stanie. Nie wiem, co byłoby większym szaleństwem: to, że Alucard ma mi podać, czy że ja sama.
Powoli opuściłam sztylet wzdłuż ciała i ledwie powstrzymując się przed odruchem ucieczki, pozwoliłam wampirowi się zbliżyć. Obserwowałam uważnie, czy nie robi czegoś, czego nie powinien. Zaczęłam drzeć jeszcze bardziej, gdy chwycił moje przedramię i podciągnął rękaw. Jezu, jaka jego ręka jest lodowata!
Wzdrygnęłam się, gdy wbił igłę i odwróciłam wzrok. Nienawidziłam
igieł. Nagle ciszę przerwał jego śmiech.
- Aż takie to śmieszne?- warknęłam. Poczułam, że wyjął igłę i wyszarpnęłam rękę z jego uścisku.
- Nie to, tylko fakt, że tak łatwo pozwoliłaś mi podejść- odparł z szerokim
uśmiechem. Znowu bez ciepła. Z walącym sercem wyminęłam go i ruszyłam chwiejnie w stronę drzwi.
- Gdzie się wybierasz?
- Jak najdalej od ciebie -warknęłam. Wciąż byłam przestraszona, co wymyślił, a jego obecność paraliżowała mnie. Byłam w progu, gdy poczułam na ramieniu rękę.
- I myślisz, że ci pozwolę?
Obróciłam się na zdrowej nodze i cięłam trzymanym sztyletem przez twarz
wampira. Może ślepota zatrzyma go na chwile. Zaczęłam uciekać
korytarzem, mocno ściskając broń. Adrenalina pozwalała ignorować ból w ranie i prawie nie kulałam. Problem w tym, że nie wiedziałam, gdzie właściwie
powinnam sie skierować. Mogłam jedynie biegać bez sensu. Gdzie mam uciec...?
Noga w wysokim skórzanym bucie podcięła mnie i runęłam do przodu. Tylko dziesięcioletni trening mnie uratował. Zdążyłam zrobić przewrót, by nie uderzyć w kamienie bez kontroli. Potem jednak jęknęłam, dotykając uda. Ten ruch, gdy musiałam podkulić nogi, spowodował fale bólu. Obróciłam się do tylu i upadlam na tyłek. Automatycznie wyprostowałam ranna nogę, by złagodzić ból, druga natomiast podkurczyłam do siebie i odepchnęłam się, cofając prawie metr. Chciałam powtórzyć ruch, ale wampir kucnął obok mnie. Oczywiście rany już nie miał. Spojrzałam na niego przerażona i straciłam oddech, gdy chwycił mnie pod brodę, zmuszając do podniesienia jej. Zacisnął palce na mojej szyi, a ja chwyciłam mocniej sztylet i zamachnęłam się, by wbić go w jego czaszkę. Druga ręką wytrącił ostrze z mojej dłoni i odrzucił poza mój zasięg.
- Już wiem, co to było za "lekarstwo", które kazał podać Walter- zaznaczył lekko słowo "lekarstwo". Zaniepokoiło mnie to.
- To tylko... Ma przyspieszyć leczenie- wydusiłam i chwyciłam go za nadgarstek, próbując go odciągnąć. Uśmiechnął się z politowaniem i zacisnął
palce mocniej. Wciągnęłam powietrze ze świstem, po czym puściłam jego
rękę. Zgadłam, czego oczekiwał- rozluźnił uścisk.
- Walter powiedział ci, że przyspiesza leczenie?- zaśmiał się kpiąco- To miało
mnie odstraszyć -zamarłam. Jeśli tak, to Alucard się wkurzył i mam całkowicie przechlapane...- Jednak nie wziął pod uwagę, że nie jestem normalnym
wampirem.
Nie interesowało mnie, dlaczego twierdzi, że nie jest normalny. Zerwałam się i chciałam się wyrwać, ale zrobił zamach i uderzył mną o ścianę. Pociemniało mi przed oczami i straciłam oddech, ale zanim zdążyłam zareagować, zatopił kły w mojej szyi. Pisnęłam, jednak nawet nie próbowałam sie wyrwać. Wiedziałam, że to było bezsensu.

- Błagam, nie zabieraj mnie tam...-wyszlochałam.
***
Od razu zerwałam się i zaczęłam uciekać po schodach w dół wieży. Wyglądało na to, że w tej... Rzeczywistości... Nie byłam ranna w nogę, bo biegłam bez problemu, przeskakując po kilka schodków. Zamierzałam znaleźć zbrojownie, o ile wampir mi pozwoli. Skoro pozwolił mi uciec z wieży...
Biegałam po zamku, szarpiąc za wszystkie klamki po drodze. W końcu, ku swojej uldze, wpadłam do pomieszczenia, w którym na ścianach wisiały różnorodne bronie, między innymi miecze. Przebiegłam po nich spojrzeniem i rzuciłam się po jakiś wąski, jednoręczny. Chwyciłam go za rękojeść i, słysząc świst, obróciłam się i zablokowałam atak. Ręka mi zdrętwiała od siły
uderzenia, zachwiałam się i cofnęłam. Alucard trzymał miecz o długości
takiej, jak mój wzrost. Jezu... wampir, to rozumiem, ale jak oni te miecze w
średniowieczu unosili?!
- Dlaczego pozwoliłeś mi tu przyjść?- wydusiłam, drżąc. Poprawiłam miecz w dłoni.
- Będzie ciekawiej- odparł ze strasznym uśmiechem. Znów się zamachnął, ale nie byłam na tyle głupia, by spróbować zablokować. Zrobiłam unik i prześlizgnęłam się pod jego ramieniem. W chwili, gdy chciałam się obrócić i dźgnąć od tyłu, poczułam ból w boku. Krzyknęłam z bólu i odskoczyłam, przyciskając rękę do bolącego miejsca. Wampir trzymał w ręce zakrwawioną mizerykordie i uśmiechał się kpiąco.
Taka rana powinna mnie zabić, jednak to miejsce na to nie dopuszczało śmierci i pod palcami czułam jak ciało się zrasta. Okropne uczucie.
- Zostaw mnie w spokoju!- warknęłam zrozpaczona- Ile chcesz mnie męczyć, bym mogła stad odejść?!
- Nie wiem- wzruszył ramionami- A może nie miecz, a... Kły?
Zdążyłam tylko unieść miecz pionowo przed sobą, a potem wampir zacisnął
palce na moich ramionach. Broń z brzdękiem uderzyła o kamienna posadzkę, gdy pisnęłam przerażona.
- Nie, proszę!- zaszlochałam. Ku mojemu zaskoczeniu, po policzkach popłynęły łzy. Miałam dość stawiania oporu i spojrzałam na niego błagalnie.
- Błagam, pozwól mi wrócić do... Siebie! Do kwatery!- jęknęłam, patrząc na niego przestraszona.
- O tak, pozwolę- uśmiechnął się zimno i zanim zareagowałam, zatopił kły w
mojej szyi. Wrzasnęłam z bólu i frustracji, a wampir nie pofatygował się, by
zasłonić mi usta. Zaczęłam się szarpać, ale gdy zorientowałam się, że to
potęguje ból, przestałam się opierać. W końcu wyssie całą krew i może odeśle
do kwatery...

sobota, 27 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział IV


Dobra,mam już całe zakończone,już nie muszę się bać, że poślę zbyt szybko to,co zapisałam, a potem będzie długa przerwa bo brak weny/nie chce mi się pisać/ nie chce mi się przepisywać. tak więc cieszcie się i radujcie, bo minęły tylko.. *sprawdza* trzy dni. Podbiorę Vint pomysł i tez będę wkładać gify/obrazki z Alucardem. Vint, jeśli się obrazisz czy cuś, to daj znać, usunę ;-;
Tymczasem teraz życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku, choć pewnie dodam jeszcze posta w tym roku ;)
------------------
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Leżałam na podłodze w lochach wampira. Noga i szyja pulsowały bólem, a Alucarda nigdzie nie było. To dobrze. Bardzo dobrze! Jasna cholera, on mnie przerażał! Panicznie się go bałam i najmniej ze wszystkich rzeczy chciałam spotkać go teraz spotkać. Roztrzęsiona wstałam przy pomocy kuli i ruszyłam w stronę drzwi. Nie wyczuwałam tej mrocznej aury, co znaczyło, że naprawdę nie ma go w pobliżu. Bez przeszkód wyszłam z lochów i zamierzałam iść spać, jednak po drodze wpadłam na Waltera. Dosłownie wpadłam.
- Tu jesteś! Szukałem cię...- rozszerzył oczy, widząc jak blada jestem. Całkowity szok nastąpił, gdy zobaczył ranki na mojej szyi. Podniósł wzrok na moja twarz.
- Poszłaś do Alucarda?
Pokiwałam głową, milcząc. Nie ufałam swojemu głosowi.
- Ugryzł cię?
Potwierdziłam.
- Jak Artur się dowie...
- Nie!- wydusiłam, zanim pomyślałam. Jednak mój głos nie zabrzmiał tak źle.
- Czemu?- spytał zaskoczony mężczyzna.
- Myślę... myślę, że nie ma sensu. I tak nie powstrzyma go, a prawdopodobnie
przysporzy mi...problemów.
Walter spojrzał na mnie czujnie, a potem kiwnął lekko głową.
- Dobrze. Ale jeśli uznasz, że przesadza, zgłoś to mi. Jakoś ci pomogę-powiedział w końcu.
Pomijając fakt, że już przesadzał... miło, że Walter chciał pomóc, ale podejrzewałam, że Alucard zemściłby się... na mnie.
- Ugryzł mnie- szepnęłam- Dlaczego się nie zmieniłam?
- Cóż... - Walter się zawahał- Odkąd Alucard tu jest, nie jest w stanie przemieniać. Niewiele wiem, ale chyba musi wypić krew Hellsingów, by znowu moc przemieniać.
- Krew Hellsingów?- powtórzyłam.
- Tak zrozumiałem, gdy Artur mi tłumaczył. Więcej nie wiem. Nie interesowało mnie to- wzruszył ramionami.
***
Nie miałam, co robić. Nie chcieli mnie posłać na misję, bo moja noga nie była w stanie wytrzymać walki. Błąkałam się po korytarzach przez kilka dni. Zawracałam natychmiast, gdy poczułam mroczną aurę. Odkryłam gabinet Artura, salę z okrągłym stołem, w której, jak się dowiedziałam, odbywały się narady, bibliotekę i kilka innych ciekawych pomieszczeń. Moim pokojem stała się ta sypialnia, w której obudziłam się pierwszy raz. Nudziło mi się tak bardzo, że zaczęłam chodzić na strzelnicę, gdzie obserwowałam trenujących. Po jakimś czasie sama zaczęłam ćwiczyć. Jonathan nie nauczył mnie posługiwać się pistoletami tak dobrze, jak miałam okazję. No i nie miałam gdzie ćwiczyć, gdy z nim mieszkałam. Chociaż jeden plus trafienia do Hellsinga.
A co do samego Jonathana... muszę go powiadomić, że nic mi nie jest. Że jestem w Kwaterze Głównej Organizacji Hellsing i żeby nie próbował się ze mną skontaktować. Nie lubiono samowolek łowców i starano się ich wyłapać. Gdyby złapali Jonathana... nie umiałabym sobie tego wybaczyć.
Chciałam poprosić Artura o możliwość zadzwonienia do niego i obietnicy, że nie wyśledzą go, ale ciągle był zajęty.
***
Ta mroczna aura... obudziłam gwałtownie, siadając. Kątem oka zauważyłam czerwony materiał i pisnęłam przestraszona, błyskawicznie odsuwając się i przyciskając do ściany.
- Czego chcesz?- wydusiłam, patrząc na Alucarda. Stał przy łóżku z założonymi
rękami. Płaszcz miał narzucony na ramiona.
- Czemu mnie unikasz?- jego ton głosu był zimny. Otworzyłam szerzej oczy.
- Spodziewasz się, że będę do ciebie grzecznie przychodzić, byś znowu mógł mnie ugryźć... I zabrać tam?
- Jakkolwiek będziesz starała się mnie nie spotkać, będę cię "tam" zabierać. Jak ci sie podobało?
- Powiedziałeś, że zginę.
- Kłamałem- odpowiedział sucho- Przyznam, że zaskoczyłaś mnie. Nawet nie zdążyłem cie złapać.
Uśmiechnął lekko. W tym uśmiechu nie było nawet krztyny ciepła.
- Po co do mnie przyszedłeś?- wydusiłam.
- Tylko po to, by ci to powiedzieć- obrócił się i ruszył w stronę drzwi- A, jeszcze jedno. Jutro albo pojutrze wszyscy idą na misje.
Zbladłam, domyślając się, co za chwilę powie.
- I nie będą mnie tam potrzebować, więc zostaniemy sami.
Nie umiałam wydusić słowa, ale Alucard nie czekał na odpowiedz i otwarł
drzwi. Prawie się zderzył z Walterem, który, widząc go, spojrzał na mnie. Siedziałam przyciśnięta do ściany, myśl sama przychodziła do głowy...
-Straszyłeś ją?- wzrok Waltera pociemniał, gdy spojrzał na wampira. Ten w odpowiedzi uśmiechnął się jednym kącikiem i wyminął go, odchodząc. Odetchnęłam głęboko.
- Na pewno mam nie mówić Arturowi?- mężczyzna przysunął sobie krzesło i
usiadł na nim. Wyjął z kieszeni jakąś małą buteleczkę, strzykawkę i zapakowaną fabrycznie igłę.
- Nie- odparłam w miarę normalnym głosem. Postanowiłam nie mówić mu o obawach związanych ze słowami wampira- Co chcesz zrobić?- spojrzałam na trzymane przez niego rzeczy podejrzliwie.
- Artur chce, byś jak najszybciej wyzdrowiała. Mam ci to podawać.
- Po co mam wyzdrowieć?
- Nie wypuści cię, byś wróciła do zawodu wolnego strzelca. Będziesz z nami
pracowała.
- Ale...- zająknęłam się całkowicie zbita z tropu- Ale ja mam opiekuna. Na pewno się o mnie martwi!
Spojrzał na mnie.
- W takim razie musisz pogadać z Arturem.
- Taki miałam zamiar... ale jest ciągle zajęty- mruknęłam.

- Przewodzi organizacji. Nic dziwnego- Walter wyszczerzył się.

środa, 24 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział III

Macie z okazji świąt ;) Majo, gdyby Alucard ogarnął się z żądzą mordu, to już nie byłby znanym nam Alucardem xD Ale postaram się :3 Co wyjdzie, to wyjdzie...
Wesołych Świąt wam życzę, i komentującym i ninjom (na pewno jakieś są)i wszystkim innym <3
Już nie będę przynudzać i proszę:
------------------------
Przez kilka dni dochodziłam do zdrowia. Walter do mnie przychodził przynajmniej raz dziennie, sprawdzał ranę i zmieniał opatrunek. Wydawał się być zadowolony z jej stanu. Ja sama starałam się jej nie oglądać, mdlałam od takich widoków. To śmieszne, na co dzień mordowałam wampiry, mnóstwo krwi było, a bałam się takich ran...
Walter dał mi kulę, gdy mu powiedziałam, że nie wytrzymam dłużej w łóżku. Nie chciałam dwóch, bo wtedy obie ręce miałabym zajęte, a wolałam jednak mieć, czym się bronić.
Teraz szłam powoli korytarzem. Musiałam w końcu iść do Alucarda. Jakkolwiek bardzo tego nie chciałam, musiałam. Bledłam na samą myśl o tym, ale ścisnęłam ukradziony z kuchni nóż i kuśtykałam dalej.
Zeszłam do lochów i otwarłam jedne z drzwi. Z wewnątrz czułam mroczna
aurę, co wskazywało na to, że dobrze trafiłam. Z walącym sercem wkroczyłam do środka. Po kilku kulawych krokach drzwi sie zatrzasnęły, pogrążając loch w ciemności. Obróciłam się gwałtownie w ich stronę, ale przez przypadek stanęłam na rannej nodze i załamała sie pode mną. Poczułam, że ktoś chwycił mnie za ramiona i przytrzymał, bym nie upadla. Instynkt kazał mi dźgnąć tą postać, jednak trafiłam powietrze. Cofnęłam sie do tyłu z sercem w gardle, aż poczułam za sobą drzwi. Nacisnęłam klamkę, ale okazały sie zamknięte. Nagle rozległ sie cichy, straszny śmiech od którego przeszły mnie ciarki. Wstrzymałam oddech i odsunęłam sie od wyjścia. Rana pulsowała bólem, ale zacisnęłam zęby.
- Po co tu przyszłaś?- usłyszałam cichy glos.
- W końcu musiałam- odparłam drżąc. Nawet nie starałam się ukryć strachu. I tak musiał go widzieć. Albo czuć.
- Pokaż się!- wyszeptałam.
Na te słowa zapłonęły pochodnie wzdłuż ścian i zobaczyłam, że komnata jest
większa, niż myślałam. O wiele większa. A kilkadziesiąt metrów dalej stało
wysokie krzesło. Siedział na nim Alucard i patrzył na mnie rozbawiony. Po ustach błąkał się uśmieszek. Nie miał na sobie płaszcza, pistolety leżały na stoliku obok niego... Czy to wino?
Taaak... Na stoliku stała tez butelka z winem i dwa kieliszki.
- Chciałeś mnie zabić- stwierdziłam trochę oskarżycielskim tonem, decydując
sie podejść bliżej. Opierając sie na kuli małymi krokami zaczęłam podchodzić do niego.
- Ty też. Do tego pierwsza- zauważył, a potem uśmiechnął się kpiąco-  właściwie, to ja cie nawet oszczędziłem te dziesięć lat temu. Liczy sie?
Glos uwiązł mi w gardle. Pamiętał. Jasna cholera, wiedział, że to mnie wtedy
uratował!
- Zaskoczona?- zobaczył mój szok- Pamiętam wiele, czasami nawet zbyt wiele. Nie powinnaś sie dziwić, że cie rozpoznałem- urwał na chwilę- Podejdź bliżej.
Stałam dwa metry od niego, miałam podejść jeszcze bliżej?!
- Po co?- spytałam podejrzliwie.
- Myślisz, że ci powiem?
- Sam sobie podejdź- warknęłam.
Zanim zdążyłam zareagować, pojawił się przede mną. Rozszerzyłam oczy, zaskoczona, ale nic więcej nie zrobiłam, gdy nagle... zatopił kły w mojej szyi.
Wrzasnęłam zanim zdążył mi zasłonić usta, po czym wbiłam nóż w jego klatkę piersiowa, a gdy jego jedyna reakcja było zaciśnięcie zębów mocniej, zaczęłam sie panicznie wyrywać.
- Alucard! Przestań! Słuchasz mnie?!- próbowałam sie uwolnić, ale otoczył moje ciało ramionami i trzymał w mocnym uścisku. Wyszarpnęłam nóż i podźgałam go jeszcze kilka razy. Zero reakcji.
- Zostaw mnie! Alucard! Nie chce być wampirem- warczałam. Czułam jak serce uderza coraz słabiej- Puszczaj...- załkałam i straciłam świadomość. Nie powinnam była tu przychodzić.
***
- Do reszty oszalałeś?! -wydusiłam, próbując sie podnieść. O dziwo, rana
postrzałowa mnie nie bolała. No i nie byłam wampirem. Dopiero sie ocknęłam, a Alucard stal nade mną z mieczem w dłoni. Mieczem...?
- I gdzie my jesteśmy?!- dodałam, gdy udało mi sie wstać. Nie czułam ran na
szyi. Staliśmy na jakiejś odkrytej wieży. Niebo nad nami było zachmurzone, ale raczej dzień był. Miałam wielką nadzieję, że zaraz wyjdzie słońce i spali tego psychopatę.
- Baszta twierdzy Poenari w Rumunii- odparł spokojnie- Oszalałem juz pięćset lat temu.
- W Rumunii?- powtórzyłam słabo- Ile byłam nieprzytomna?
- Wciąż jesteś.
- Wciąż... Jak to?- odsunęłam sie krok do tyłu zdezorientowana.
- To sie nie dzieje naprawdę. Proste. Nie możesz zginać... ale ból i tak
poczujesz- nagle wbił ostrze w mój bark. Zachłysnęłam się, a potem dotarł do
mnie ból. Osunęłam sie na kamienie z jękiem i zobaczyłam kpiący uśmiech na
twarzy wampira. Przekręcił lekko nadgarstkiem, sprawiając, że stęknęłam z
bólu i skuliłam się trochę.
- Co ty...- wykrztusiłam oszołomiona bólem promieniującym z ramienia.  Mimo, że to nie działo sie naprawdę, o ile nie kłamał, wszystko odczuwałam jak normalnie. Nawet zaczęły mi migać przed oczami czarne plamki.
- Może zrobię na tobie sekcję?- na te słowa zamarłam. Oszalał to zbyt łagodne określenie! Wyszarpnął miecz jednocześnie go skręcając. Spowodował tym mój krzyk.
- Jak możesz... być tak okrutny?!- wydusiłam.
- Jak widać, mogę- odparł spokojnie- Za chwile znów będziesz zdrowa...
Miałam wrażenie, jakby mój bark sie zrastał. O tym mówi? Podobno nie da się tu zginąć... skoro tak, to mogę zrobić co chcę, a i tak przeżyje.
Podniosłam sie na chwiejnych nogach i rzuciłam na Alucarda. Albo sie tego
spodziewał, albo po prostu miał tak dobry refleks- w każdym razie zrobił
unik. Minęłam go,  zanim zdążyłam wyhamować, i wychyliłam sie za krawędź
wieży. Zobaczyłam, że jesteśmy bardzo, bardzo wysoko, a pod nami ostre skały czekały aż wypadnę...
Co też prawie sie stało, gdy nagle wampir chwycił mój nadgarstek i wyrzucił resztę ciała za mur. Zawisłam trzymana przez niego za jedną rękę. Pisnęłam trochę zaskoczona i zaczęłam sie miotać, by dosięgnąć ręką lub nogami kamienia. Alucard wyciągnął rękę prostopadle do ciała tak, że nie byłam w stanie w żaden sposób dosięgnąć baszty. Zdana na łaskę- lub jej brak-  wampira, druga ręką złapałam jego nadgarstek, by mieć dodatkowa ochronę, gdyby mnie puścił.
- Co ty robisz?!- wydusiłam, po chwili przestając sie ruszać i patrząc na niego
przerażona.
- Tylko to, co chcę- odparł z kpiącym uśmiechem i puścił mnie. Wrzasnęłam, ledwie zdążając mocniej ścisnąć jego rękę. Drugą dłoń też na niej zacisnęłam.
- Alucard... Alucard, wciągnij mnie, proszę cię!- zaczęłam go błagać, nie chcąc
patrzeć w dol.
- Po co?- uśmiechnął sie i w jego drugiej ręce zobaczyłam mizerykordię- Wiesz, co sie stanie, gdy natnę ścięgna w twoich rekach?
Zbladłam.
- Nie zrobisz tego.
Jego spojrzenie mówiło "Tak sądzisz?".
- Co sie stanie, gdy spadnę?
- Nie wiem. Może zginiesz.
- Mówiłeś, że tu nie da sie zginać...!
- Upadku z wieży jeszcze nie testowałem- odparł, wciąż się uśmiechając.

Zacisnęłam zęby i puściłam się. W chwili, gdy to zrobiłam, przez twarz wampira przebiegł wyraz zaskoczenia, a potem spróbował mnie złapać, jednak nawet wampirzy refleks nie wystarczył. Po kilku sekundach uderzyłam w ziemię. Nic nie poczułam.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział II

Tylko jeden komentarz? D: Zawiodłam się na was ;-; Część, Majo :D Jak już przeczytasz, to możesz też kliknąć opinię/ankietę. Będę wdzięczna :) (pod tekstem, ale nad autorem).
Nie będę wypisywać, jak bardzo mi smutno, że tylko Majo mnie znalazła, pamiętam jak tu kilku wiernych  czytelników było ;) mam nadzieję, że te czasy jeszcze wrócą... Macie drugi "rozdzialik" Mało, ale muszę nadążać za przepisywaniem :)
------------------
Ocknęłam się przerzucona przez jego ramię. Nie zauważył, że jestem przytomna, bo mówił dalej. Ciekawe do kogo? W rękawie miałam cienki srebrny sztylet, który planowałam właśnie wykorzystać...i go zabić. Był zbyt niebezpieczny, by mógł się pałętać po świecie. Wysunęłam nóż, słuchając, co mówi.
- Nie wiem kto to. Skąd mam wiedzieć?
- Kto ją nasłał?- usłyszałam młody, męski głos.
- Nie powiedziała.
- Zabiłeś ją?
- Gdybym ją zabił, to bym nie przyniósł ciała...
W tej samej chwili wbiłam srebrne ostrzew plecy krwiopijcy tak głęboko, by dosięgło serca. Natychmiast mnie puścił i odskoczyłam od nich. Moim drugim wrogiem okazał się około dwudziestopięcioletni mężczyzna. W tej chwili na jego twarzy widać było zaskoczenie. Wyszarpnęłam kolejny nóż- przezorny zawsze ubezpieczony- i odsunęłam się od nich z walącym sercem. Sama byłam zaskoczona, ale z innego powodu... mianowicie wampir nie wyglądał, jakby miał umrzeć. Nic mu nie było! Wyjął ostrze z ciała i rzucił je w moją stronę. Wbiło się z drzewo koło mnie. Krew z sykiem parowała z srebra. Jasna cholera, nic mu się nie stało. Najzupełniej nic! Serce waliło mi w piersi. Wcześniej ze zdenerwowania i bliskości czarnowłosego, jednak teraz pojawił się strach. Jego towarzysz już odzyskał rezon i uśmiechnął się lekko.
- Wygląda jak zwierzę zapędzone w kozi róg- stwierdził. Nie wiedziałam, co robić... Jak tylko się od nich odwrócę, zabiją mnie. A walczyć nie ma sensu, zginę zanim zrobię w ich stronę krok...
- Bo jest zapędzona w kozi róg!- warknął zimno wampir. Był wściekły, że go dźgnęłam- Mam jej dość! Nie daruję!
Zanim zdążyłam zareagować, wyciągnął pistolet i nacisnął spust. Pocisk powinien ugodzić mnie w serce, jednak uratował mnie refleks jego towarzysza. Rzucił się w jego stronę i zdążył ściągnąć rękę wampira w dół. Nabój trafił lewe udo tuż nad kolanem, przebił mięśnie i wbił się w ziemię. Upadłam z okrzykiem zaskoczenia, który po sekundzie zmienił się w głośny jęk bólu.
- Alucard!- zawołał z przerażeniem i oburzeniem młody mężczyzna. Pojawiły mi się mroczki przed oczami, przez co nie byłam w stanie przeszkodzić mu w podbiegnięciu do mnie. Gdy zaczął sprawdzać ranę, chwyciłam nóż i spróbowałam go dźgnąć. Bez problemu wytrącił mi broń, poczym odrzucił poza zasięg.
- Zostaw mnie...- wymamrotałam, uważnie i ze złością obserwując wampira. Bałam się, że znowu do mnie strzeli i tym razem nic ani nikt go nie powstrzyma.
Jednak zanim zdążył coś zrobić, straciłam przytomność.
***
Obudziłam się z chwili, gdy ktoś dotykał rannego miejsca. Dotykał, opatrywał... nie wiem. Byłam słaba, więc może mnie tu dopiero przyniesiono... właściwie gdzie to jest "tu"? Gdzie ja jestem?!
Oprzytomniałam, otworzyłam oczy i gwałtownie się szarpnęłam, by odsunąć od "opiekuna". Moja noga zbuntowała się na ten nagły ruch i syknęłam z bólu. Ręka bezwiednie powędrowała na udo, gdzie zetknęła się z inną. Spojrzałam na jej właściciela. Był to ten sam mężczyzna, który uratował mnie przed śmiercią.
- Spokojnie- odezwał się, przytrzymując moją dłoń, gdy chciałam ją cofnąć.
- Gdzie jestem? Kim jesteś? Zostaw mnie!- mówiłam, przerywając na krótkie wdechy. Byłam zdezorientowana i ledwie udawało mi się nie krzyczeć z bólu.
- Mam na imię Walter i jesteśmy w Kwaterze Główne Organizacji Hellsing- odpowiedział mi uspokajającym tonem.
- Hell... Hellsing?!- wydusiłam przestraszona. Nie przejęłam się tym, że mój rozmówca wrócił do owijania bandażem mojej rany. Hellsing, czyli inaczej mówiąc, królewscy łowcy wampirów... gorzej nie mogłam trafić! Tylko dlaczego w Hellsingu jest wampir...?
- Nic ci nie zrobimy. A nawet pomożemy wyzdrowieć. Z twojej reakcji wnioskuję, że nas znasz.
Pokiwałam głową.
- Jesteś głodna?
Zaprzeczyłam  zdecydowanym ruchem. Nie byłabym w stanie nic przełknąć.
- Więc odpocznij- wstał i ruszył do drzwi. Chciałam zadać mnóstwo pytań, jednak naprawdę byłam zbyt słaba. Gdy wyszedł, oparłam się o ścianę w głowie łóżka i kilka sekund po zamknięciu oczu zasnęłam. Miałam nadzieję, że naprawdę jestem tu bezpieczna. I że wampir nie postanowi mnie odwiedzić... i zabić.
***
Obudziłam się, gdy ktoś cicho zamknął drzwi. Natychmiast otworzyłam oczy. To nie był wampir- ku mojej ogromnej uldze- ale też nie Walter. Do łóżka podszedł jasnowłosy mężczyzna, starszy od Waltera. Niebieskie oczy wpatrywały się we mnie z ciekawością. Nie sprawiały wrażenia wrogo nastawionych.
- Nazywam się Artur Hellsing- odezwał się, siadając na brzegu łóżka- A ty jak masz na imię? Nie będę wymagać nazwiska.
- Ilona- odparłam podejrzliwie- Co chcesz ze mną z zrobić?- spytałam, nie owijając w bawełnę.
- Jeszcze nie wiem- odparł spokojnie, nie speszony bezpośrednim pytaniem- Najpierw poczekam, aż wyzdrowiejesz.
- Gdzie jest wampir?- to pytanie mnie niepokoiło od początku. On był na mnie wściekły... mam nadzieję, że chodź trochę ochłonął, że nie chce mnie już zabić...
- Wam... ach, Alucard- zrozumiał mężczyzna- podejrzewam, że siedzi w swoich lochach.
- Lochach?- zmarszczyłam brwi.
- Powiedzmy, że tam mieszka- uśmiechnął się lekko. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie naprzeciwko mnie i wstał- Przyszedłem tylko sprawdzić, jak się czujesz. Udało ci się nadzwyczaj szczęśliwie zakończyć spotkanie z Alucardem.
- Dzięki Walterowi. Zdążył skierować pistolet w inną stronę. Miałam dostać w serce.

- Wspomniał- Artur kiwnął głową- Muszę już iść. Odpoczywaj.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział I

Heeej :) Komentarze pod pościkiem się nie pojawiły,ale wierzę,że ktoś tu zaglądnął (w pierwsze dwa dni po dodaniu "Reaktywacji" doszło ponad 100 wyświetleń...). Mam nadzieję, że ten post,choć dość krótki, ożywi was. Jet to pierwszy rozdział "Hellsinga Pasta", przez którego reaktywowałam bloga... Teoretycznie wyjaśnienie, dlaczego Artur postanowił uwięzić Alucarda :3
Miłego czytania, pozdrawiam ^^
-------------------------
Wrzaski. Wybuchy. Wszędzie zapach śmierci i krwi, nie rozumiem... Co się dzieje? Gdzie mama? Gdzie tata?! Leżą obok mnie, no tak... nieruchomi. Dlaczego? Bladzi, z twarzami wykrzywionymi strachem... Obok nas  stał jakiś żołnierz... tylko czy był człowiekiem? Wyglądał jak zombie... zombie-wampir. Zombie, który za chwile mnie zabije... zabił moich rodziców, teraz ja, tylko dlaczego? Dlaczego mam już zginąć? Nie rozumiem! Życie jest niesprawiedliwe, mam dopiero dziewięć lat! Nachylił się z okropnym uśmiechem, rządek ostrych zębów...
Rozległ się huk, bliżej niż inne dotychczas, a żołnierza odrzuciło i uderzył o ziemię. Rozsypał się w pył. Patrzyłam na niego, a potem nagle obróciłam się z cichym okrzykiem, gdy zobaczyłam wycelowaną w swoją głowę lufę. Pistolet był ogromny i trzymany przez czarnowłosego mężczyznę w czerwonym płaszczu. Oczekiwałam strzału, ale ten tylko zerknął na mnie, po czym obrócił się na pięcie i odszedł.
Otworzyłam oczy i usiadłam gwałtownie. Byłam zlana potem. Ten sam sen. Znowu.  Wspomnienie z czasów wojny... Wytarłam twarz rękawem pidżamy i odetchnęłam głęboko. Minęło już dziesięć lat, a to mnie wciąż prześladuje. Jakiś czas temu myślałam, że już jest dobrze, jednak kolejne polowanie sprawiło, że koszmar wrócił. Wstałam i poszłam do kuchni, by napić się czegoś. Najlepiej wody.
Dziesięć lat. Ponad dziesięć lat temu w tym samym miejscu, w którym prawie mnie zabił ghoul, znalazł mnie inny mężczyzna- Jonathan. Okazał się łowcą wampirów, który chciał znaleźć sobie następcę, któremu będzie mógł przekazać to, co wie. Tak zrobił. Głównie dotyczyło to wampirów... na początku twierdziłam, że się nabija. Gdy zaczął mnie szkolić w szermierce i używaniu sztyletów, zaczęłam mieć wątpliwości dotyczące jego zdrowia psychicznego, jednak po roku treningów, gdy miałam trochę ponad dziesięć lat, zabrał mnie na "polowanie". Najpierw zastanawiałam się, jakie "polowanie" i czy on faktycznie myśli, że idzie zabijać wampiry, jednak gdy tam dotarliśmy zobaczyłam, że nie jest szaleńcem. Roiło się od ghouli- takich samych istot jak ten żołnierz, który prawie mnie zabił. Spanikowałam i zaczęłam uciekać. Prawie zginęłam z rąk takiej istoty, gdy mnie zaatakowała, jednak szkolenie na łowcę coś dało i zabiłam go. Nigdy nie zapomnę jego twarzy przypominającej maskę zombie, kiedy rozsypywała się w pył...
Wtedy postanowiłam poszukać informacji na temat mężczyzny w czerwonym płaszczu. Musiał wiedzieć, że zabił wampira, bo dało się je zabić tylko srebrem, a przecież normalny nabój nie ma srebra. Bazując na wspomnieniu i prześladującym mnie koszmarze, spróbowałam wymyślić, co to był za pistolet. Po broni bardzo łatwo rozpoznać właściciela. Odtworzyłam broń i nawet narysowałam ją, ale nie był to żaden model, który znałam ja lub Jonathan. Prawdę mówiąc nie była to broń, którą mógłby unieść człowiek. Co oznaczało, że czarnowłosy mężczyzna jest wampirem. Takim prawdziwym, a nie ghoulem oczywiście. Zwykłe wampiry, Nosferatu, były o wiele silniejsze i inteligentniejsze od ghouli. Właściwie ghoule to naprawdę były zombie, tylko że pijące krew i nie mogące bez niej przeżyć.
- Znowu miałaś ten sen?
Podskoczyłam, słysząc to. Obróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam brązowowłosego mężczyznę. Jonathan nie wyglądał na pięćdziesięcioletniego mężczyznę zmęczonego życiem. Fakt, zmarszczki zaczynały być widoczne, a we włosach widać było dużo siwych pasm, jednak dzięki wysokiej, smukłej sylwetce mógłby uchodzić na dwadzieścia lat młodszego. Gdyby nie widzieć twarzy i włosów, to naprawdę można by uznać, że to radosny, wysportowany trzydziestolatek.
A przynajmniej tak było kilka tygodni temu. Ostatnio miałam wrażenie, że coś go gnębi, jednak nie wypytywałam o to. Oboje mieliśmy własną przestrzeń, do której drugie nie wchodziło, chyba, że samemu zaczęło się zwierzać. Tak właśnie było z moim koszmarem i mężczyzną w czerwonym płaszczu. Na początku nic mu nie mówiłam, jednak w końcu nie wytrzymałam i opowiedziałam mu wszystko. Niedawno stwierdził, że to prawdopodobnie nie jest człowiek, a wampir.
- Niestety tak. Nie dają mi spokoju- odpowiedziałam.
- Musisz go znaleźć- stwierdził Jonathan- Gdy go znajdziesz i wyjaśnisz wszystko, powinno się uspokoić. Chyba, że to po prostu wspomnienie horroru wojny. To do psychologa, psychiatry czy jeszcze kogoś innego.
- Nie- pokręciłam głową, odkładając kubek na blat- To przez tego mężczyznę. Tak mi się wydaje. Ale nie wiem, jak go znaleźć. Nie mam żadnego śladu prócz tego, że nie jest człowiekiem, ma czarne włosy i czerwony płaszcz. Zresztą może go już nie nosi.
- Musisz go znaleźć- powtórzył mężczyzna- Będę cię posyłał na polowania jak najczęściej, rozglądaj się i spróbuj dyskretnie wypytać, jeśli spotkasz innego łowcę. Ktoś na pewno coś wie.
***
Nie musiałam wypytywać. Spotkałam go osobiście kilka tygodni później na jednej z misji niedaleko Londynu. Prawie się zdemaskowałam, ale chyba był zbyt zajęty zabijaniem ghouli, bo nie zauważył mojej obecności. Byliśmy w lesie i kucałam za jakimś grubszym drzewem, obserwując go. Gdy pozabijał wszystkie zombie i bez problemu zastrzelił matkę, miałam pewność, że nie jest człowiekiem. Wspomnienia dziewięciolatki mogły nie być pewne, ale to, co tu widziałam... Był silny. Bardzo silny. I nie mówię tylko o sile mięśni, ale ogólnie. Wyczuwałam od niego niepokojąco mroczną aurę, jeszcze gorszą od wampirów-matek.
Prawie przegapiłam moment, gdy ruszył w sobie znanym kierunku. Podniosłam się z kucek i podążyłam za nim. Miałam dziwne wrażenie, że nie powinnam zwracać na siebie jego uwagi, jednak... musiałam.
Powinnam się domyślić, że mnie zauważy. Błyskawicznie się obrócił i zdążyłam tylko wyszarpnąć sztylet z pochwy przy pasku, zanim przygniótł mnie do drzewa. Broń wypadła mi z ręki, gdy straciłam oddech od uderzenia. Był szybszy od innych wampirów. Przycisnął pistolet do szyi pod brodą. Ten sam, którym celował we mnie dziesięć lat temu... Spojrzałam na niego z przestrachem, ale po chwili uspokoiłam oddech i zmieniłam spojrzenie na spokojne. Nie mogę mu pokazać, że się boję.
- Łowczyni- odezwał się cicho, mrużąc oczy- Kto cię nasłał?
- Myślisz, że ci powiem?- wydusiłam, nie opierając się. Gdybym zaczęła walczyć, zabiłby mnie na miejscu. Może była jeszcze szansa, że przeżyję...
- Nie musisz-odparł niezrażony, a potem dodał- I tak cię zabiję.

Czyli nie było. Schyliłam się ułamek sekundy przed naciśnięciem spustu i pocisk wbił się w pień zamiast w moją głowę. Więcej szczęścia nie miałam i nie zdążyłam się obrócić, zanim nie uderzył kantem dłoni w moją tętnicę szyjną, pozbawiając przytomności.

środa, 3 grudnia 2014

Reaktywuję!

    Witam ponownie, tym razem z nowego konta google (ile się namęczyłam, żeby zrobić z niego admina tym blogu!). Nazywajcie mnie jak chcecie, możecie Arisu, Lestat czy jak chcecie ;) Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze przez przypadek zajrzy, bo przypomni sobie,że to istnieje...
   Dużo się tu pozmieniało, między innymi link, nazwa i szablon. Blog został Wampirzymi Historiami, a każda taka historia ma własną stronę z linkami do kolejnych rozdziałów.
      Oczywiście jedna z nich to hellsingowy fanfik, powstały też inne z czymś, co planuję przepisać w końcu do kompa, mianowicie Hellsing Past (nie miałam pomysłu na nazwę). Kolejny fanfik Hellsinga tym razem dzieje się w przeszłości, gdy organizacją dowodził Artur Hellsing, ojciec Integry, czyli czas wojny i potem. Po kilku(nastu) zapisanych stronach w zeszycie wpadłam na to, że to może być wyjaśnienie, bezpośredni dowód na to,że Alucard jest niebezpieczny i dlaczego trzeba było go zamknąć w lochach kwatery. Główną bohaterką jest Ilona, która z przyczyn wyjaśnionych w pierwszych rozdziałach zostaje łowcą wampirów i usilnie chce znaleźć Alucarda,w sumie nico nim nie wiedząc(a my wszyscy wiemy,że to błąd!)

Pozdrawiam i proszę o wsparcie!
Lestat