niedziela, 23 sierpnia 2015

Nienawidzę go 4


Z "Nienawidzę go" została jeszcze jedna notka. Chyba tak to wyjdzie :)
________________________________________________

Znowu byłam w sukience. Tym razem innej, mniej rzucającej się w oczy.
I szłam u boku Vlada w stronę obozu. Musiałam przyznać, że wyglądał imponująco. Nie ubrał żadnej zbroi, miał na sobie te same ubrania co zwykle, ale miałam wrażenie, że przybyło mu władczej aury. Mógł to powodować wąski miecz u boku, ze smokiem wygrawerowanym na rękojeści. A mogło to po prostu być skupienie, którym wręcz promieniował.
Sądziłam, że weźmie to długie ostrze, którym ćwiczył, jednak gdy go o to spytałam, odpowiedział mi:
- Wziąłbym je, gdyby była to walka na śmierć i życie. Tym razem potrzebuję go tylko zranić, a do tego najlepiej nadaje się ten miecz.
A zaraz potem zmienił temat, każąc mi ubrać sukienkę. Przynajmniej nie zakazał brać broni.
O zwiedzaniu zamku sprzed dwóch dni nic nie mówił. Pokazał mi dokładnie te miejsca, które chciałam, -i jeszcze kilka innych, łącznie z wewnętrznym ogrodem.
- Co ty knujesz?
Julius wyrósł koło Vlada jak spod ziemi. Podskoczyłam zaskoczona, ale Vlad nie zatrzymał się, ba!, nawet na niego nie spojrzał. Wampir ruszył koło niego, spoglądając ze złością.
- Nie będę ci zdradzać planów przeciwko tobie, Juliusie. I lepiej idź, bo zaraz będzie nas widać z obozu.
Ten spojrzał w kierunku, w którym zmierzaliśmy i zniknął. Ja sama nie wiedziałam, jaki jest plan Vlada. Nie wątpiłam w jego umiejętności, ale był aż tak pewny zwycięstwa? Ja byłam przekonana, że Julius będzie w jakiś sposób oszukiwać.
- Co zamierzasz zrobić? Powiesz...
- Podsłuchuje- uciął krótko. Powstrzymałam dreszcz. Dwa dni temu zapomniałam, kim jest, ale jego postawa i zachowanie teraz sprawiało, że znowu zaczęłam się bać.
- Nie obawiaj się mnie- mruknął, a ja spojrzałam zaskoczona. Skąd wiedział?- Obiecałem ci bezpieczeństwo, jeśli tylko nie współpracujesz z moim wrogiem. A nie współpracujesz.
Nie, nie współpracuje. Ja /jestem/ jego wrogiem. I Vlad zdawał sobie z tego sprawę. A mimo to nie zabił mnie, a nawet pozwolił używać broni. Albo miał jakiś plan, albo nie obawiał się, że jestem w stanie mu coś zrobił.
- Czemu nie ubrałeś zbroi?
- Julius też nie będzie miał. Zbroja dla wampirów jest utrudnieniem, tym bardziej taka, jak moja. Spowalnia nasze ruchy, co może źle się skończyć w walce z drugim wampirem.
- Stój!
Vlad zatrzymał się i spojrzał na strażnika spokojnie.
- Dlaczego nas zatrzymujesz?
- Mam...- mężczyzna zaciął się przestraszony- Mam sprawdzić, czy masz tylko miecz. Czy nie ukrywasz jakiegoś sztyletu.
Vlad uniósł brwi i rozłożył ręce na boki, odkrywając ciało.
- Więc śmiało.
- Julius będzie ci utrudniać walkę, jak tylko może- wymamrotałam, a wampir spojrzał rozbawiony.
- Wiedziałem od początku. I ten żołnierz chyba zbyt boi się podejść, by móc mnie przeszukać.
Spojrzałam na strażnika. Zbliżał się do nas, ale z ociąganiem. Wyraźnie przerażała go perspektywa przeszukiwania Vlada Tepesa.
- Mam propozycję- odezwał się wampir- Aleksja mnie sprawdzi.
Co?!
- Zapewniam, że jeśli znajdzie broń, zaraz mi ją zabierze. Nie stoi po mojej stronie.
Zakpił sobie nie tylko że strażnika, ale także ze mnie! Rzucił mi rozbawione spojrzenie, a ja odpowiedziałam nienawistnym.
- Podoba ci się taka możliwość?
Już otworzyłam usta, by odpowiedzieć, ale zorientowałam się, że Vlad pyta strażnika. Gdy na niego spojrzałam, zerknął na mnie z prośbą o wybaczenie w oczach. Westchnęłam w duchu. Wiedziałam, że Vlad nie ma nic poza mieczem.
Zbliżyłam się z ociąganiem i dotknęłam ramion wampira, nie patrząc na jego twarz. Jakkolwiek bardzo go nienawidziłam, był mężczyzną, a ja kobietą. Zaczęłam oklepywać jego ręce, ale przestałam, gdy zobaczyłam, że trzęsie się lekko. Rzuciłam mu jadowite spojrzenie. Powstrzymywał się od śmiechu.
- Kiedyś cię zabiję- warknęłam i wróciłam do przeszukiwania. Słysząc to, zatrząsł się mocniej, a ja zacisnęłam zęby, żeby go nie uderzyć. To by się skończyło źle. Przesunęłam dłońmi po jego plecach, a potem klatce piersiowej i brzuchu, zerkając na strażnika. Bał się, ale obserwował, czy robię to dokładnie. A niech obserwuje. Robiłam tak, jak mnie tu nauczono. I nie obawiałam się, że coś znajdę.
Przykucnęłam, przesuwając rękami po nogach, a potem wstałam trochę czerwona.
- Nic nie mam- Vlad wzruszył ramionami, po rozbawieniu nie było śladu. Rzuciłam mu ostatnie mordercze spojrzenie i też się uspokoiłam. Strażnik przełknął ślinę i nas przepuścił. Ruszyłam od razu w stronę placu. Nikogo nigdzie nie było. Wszyscy już się zebrali. Żołnierze rozstąpili się, widząc idącego wampira. Vlad znów wyglądał na władczego i skupionego tylko na zbliżającym się pojedynku. Szukałam znajomych twarzy, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed tłumem, naprzeciwko Juliusa, równie poważnego, jak Vlad... i Matta. Towarzyszył Juliusowi jako jego pomocnik? Zerknął na mnie z obawą.
- Witam cię, Vladzie Tepesie- odezwał się Julius- Czy mam wygłosić jakąś przemowę?
- Wystarczy, gdy powiesz przy wszystkich, że się zgadzasz na moje żądanie.
Julius spojrzał na niego chłodno i rozejrzał się po otaczającym nas tłumie.
- Dobrze więc- syknął tak cicho, że ledwie usłyszałam, a potem podniósł głos- Ja, Julius, dowodzący oddziałem stworzonym przeciwko wampirowi Vladowi Tepesowi, przyjmuję wyzwanie i zgadzam się na warunki postawione przez mojego przeciwnika. Matt, odejdź do reszty.
Matt, starając się wyglądać godnie, uciekł do tłumu. Zerknęłam na Vlada, niepewna, co robić.
- Idź do nich. Byłaś ich towarzyszem, nie sądzę, by zmiana płci nastawiła ich przeciwko tobie- mruknął. Z jakiegoś powodu poczułam ulgę i ruszyłam w tym samym kierunku, co Matt. Ciągle patrzyłam na wampiry. Vlad był postawny, ale Julius, choć odrobinę niższy, nie wyglądał na słabszego. A nawet wydawał silniejszy. Nie wiedziałam, jak to się odnosi do wampirzej siły, ale nie wiedziałam, kto wygra. I naprawdę obawiałam się wyniku. Obawiałam się... martwiłam o Vlada?
Potrząsnęłam głową. Nie. Martwiłam się, co się że mną stanie, gdy przegra. Po prostu.
- Alec... To znaczy Aleksja!
Nagle znalazłam się w silnym uścisku Matta, ale zaraz mnie puścił.
- Wybacz- powiedział zakłopotany- Wciąż nie umiem się pogodzić z myślą, że jesteś kobietą.
Uśmiechnęłam się, stając obok niego.
- Nie na sprawy.
- Naprawdę zaprowadziłaś Vlada Tepesa do namiotu dowódców?
- To był rozkaz- westchnęłam- I to nie Vlad ich zabił.
- Co? A kto?- zmarszczył brwi. Potrząsnęłam głową.
- Po prostu nie on. Patrz, zaczyna się.
Matt od razu spojrzał na środek placu. Mężczyźni wyjęli miecze. Miecz Juliusa był szerszy i najwyraźniej dwuręczny, chociaż ten trzymał go swobodnie w jednej ręce. Stali w odległości kilkunastu metrów od siebie. Skrzywiłam się, czując ich skupienie. Było przerażające.
Nagle Julius skoczył na Vlada, wykonując krótkie pchnięcie. Ten odbił miecz i sam zaatakował w jeszcze większą szybkością. Nie wiem, czy miał w tym pojedynku jakiś cel, prócz tego określonego w liście, czy nie, ale nie zamierzał się patyczkować. Zamierzył się na ramię trzymające broń, ale Julius uchylił się... i zdążyłam zobaczyć tylko błysk ostrza, gdy ciął w serce Vlada. Zakryłam dłonią usta, powstrzymując pisk, jednak Vlad zdążył się odsunąć i ostrze rozcięło koszulę. Wampir spojrzał na dziurę i wymamrotał coś. Mimowolnie uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie, co powiedział. Pewnie narzekał, że Julius mu ją zniszczył...
Nagle zniknął. I pojawił się za wrogiem. Zanim Julius zdążył zareagować, wytracił mu miecz, a swój przytknął do jego szyi.
- Wygrałem- powiedział głośno. Pierwszy zareagował Mircea. Usłyszałam z tłumu jego głos:
 - Zagrałeś nieuczciwie!
Vlad spojrzał w kierunku, z którego żołnierz zawołał.
- Nie tylko ja- odparł- Julius także nie jest bez winy.
Dowódca spróbował się wyrwać, ale gdy tylko Vlad przycisnął ostrze, zamarł. Wydawało się, że nie chce zostać ranny.
Olśniło mnie.
No tak. Jeśli Vlad zrani Juliusa, rana wyleczy się w ułamku sekundy. Wszyscy dowiedzą się, że jest wampirem. Do tego Vlad dążył.
- Julius nie powinien wam przewodzić- odezwał się... i opuścił miecz na ramię wroga. Pociągnął ostrzem po skórze. Skrzywiłam się, widząc czerwoną kreskę.
- Co, teraz będziesz się wyrywać?
Vlad chwycił jego rękę, zanim ten zdążył uciec.
Wyczułam, że Matt stojący obok mnie sztywnieje i wciąga gwałtownie powietrze, widząc, że rany już nie ma. Vlad spojrzał na niego, zauważając go.
- Podejdź, proszę.
- Idź- syknęłam, gdy się nie poruszył- Nic ci nie zrobi.
Matt zerknął na mnie przerażony, ale sztywno ruszył do wampirów. Julius znowu spróbował się wyrwać, ale żelazny uścisk mu nie pozwalał. Vlad był silniejszy. Zarówno umiejętnościami, jak i wampirzo.
- Co widzisz?- spytał Matta, pokazując wyleczoną rękę dowódcy. Matt zbladł, ale odparł z wahaniem:
- No... nie ma rany.
W tłumie nastąpiło poruszenie. Ja i Matt staliśmy najbliżej walczących, więc widzieliśmy, ale reszta żołnierzy zwróciła uwagę na ranę dopiero po słowach Matta. W tłumie nastąpiło poruszenie.
- Nie obchodzi mnie, co zrobicie  z Juliusem- oznajmił głośno Vlad- Interesuje mnie tylko to, byście dotrzymali umowy i zostawili mnie w spokoju.
Krzyknęłam, jak wiele innych osób, gdy Vlad nagle zatopił kły w szyi wampira. Julius wrzasnął z bólu, Matt odskoczył z przerażeniem. A ja podbiegłam do nich.
- Vlad! Co ty robisz?!
- Osłabiam go- wampir spojrzał na mnie spokojnie- Inaczej ucieknie. A nie chcę, by uciekł.
- Zostaw go!- krzyknął ktoś z tłumu- Sami się zemścimy!
- Pomaga wam!- krzyknęłam głośno- Nie dalibyście rady Juliusowi! Osłabia go, by nie uciekł lub was nie pozabijał.
Żołnierze ucichli w oczekiwaniu. Zobaczyłam, że Vlad znowu się śmieje, jednocześnie pijąc. Julius był słaby. I zrezygnowany. Wymamrotał coś, czego nie usłyszałam.
- Nie. Byłbym zbyt litościwy- odparł chłodno Vlad i puścił go. Ten osunął się na ziemię. Utkwiłam wzrok w półprzytomnym wampirze. Rany na jego szyi zaczęły się goić, ale bardzo wolno.
- Aleksjo?
Spojrzałam na Vlada, nie rozumiejąc, ale nic więcej nie zrobiłam, bo nagle znalazłam się w silnych objęciach i wszystko się rozmazało.

***

...

Z radością, a jednocześnie przykrością informuję, że wydawnictwo Novae Res odpowiedziało na moje zgłoszenie pozytywnie, co wiąże się z wydaniem "Więzów", czyli połączonych CV, MV, AV i jeszcze jednego wątku (który to wszystko ogarnia). Sprawia to, że (tu jest ten moment informowania z przykrością) powinnam usunąć te historie z internetu, żeby nie było ogólnodostępne i tak dalej... oznacza to również, że nie będę kontynuować tych historii na blogu. Musicie poczekaj kilka(naście) miesięcy, aż wyjdą "Więzy :3
Brak tych części bloga może sprawić, że będzie bardzo nieaktywny, ponieważ nie mam zbyt wielu innych historii, które mogłabym wam przedstawić.
Nie zawieszam bloga- co to, to nie! Po prostu będzie trochę mniej aktywnie...
Za niedługo założę zakładkę pod nazwą "Więzy", gdzie będziecie mogli trafić na projekt na portalu polakpotrafi.pl, który pomoże mi zebrać fundusze potrzebne do wydania :) Ale to dopiero, gdy ten projekt będzie gotowy... czyli po nagraniu filmiku promocyjnego...
A, właśnie. Czy ktoś z was jest wstanie narysować mi jakiś ładny obrazek (tajemniczy czy coś), który może posłużyć za avatar/miniaturkę projektu (widać ją na samym początku). Aktualnie to jest po prostu ładny napis "Więzy"... Jest ktoś taki?

Pozdrawiam <3

niedziela, 16 sierpnia 2015

Nienawidzę go 3


I macie też więcej Aleksji i dobrego Vlada.
___________________________________


Byłam ubrana w sukienkę. Pierwszy raz od roku byłam ubrana w sukienkę. I pierwszy raz w życiu pomyślałam, że sukienki są niepraktyczne. Gdy mieszkałam z mamą, chodziłam ubrana jak kobieta, ale teraz wymyśliłam, że są beznadziejne, ponieważ nie dało się skryć broni nigdzie, poza łydką. Rok udawałam chłopaka, należąc do wojska, a to odbiło swoje piętno na mojej psychice. Teraz nie chodziłam bez broni. Tym bardziej w obecności Draculi.
A jeszcze bardziej w obecności ludzi, którzy wiedzieli, że przebywam z Tepesem.
Powstrzymałam się przed zaciśnięciem dłoni ze złości, bo trzymałam list. Vlad przetransportował mnie prawie pod sam obóz. Wyszłam zza drzew i skrzywiłam się, słysząc krzyki strażników. Powoli rozłożyłam ręce w bezbronnym geście. Zresztą prócz noża na łydce byłam bezbronna.
- Przynoszę wiadomość od Vlada Tepesa!- krzyknęłam- Proszę o wysłuchanie jej!
Strażnicy zawahali się, a potem jeden z nich zniknął między namiotami.
Po kilku minutach z przerażeniem zorientowałam się, że wraca.
Z Juliusem.
Dowódca spojrzał na mnie twardo i bez słowa uniósł rękę, by wziąć list. Pokręciłam głową, cofając się o krok.
- To nie do ciebie, tylko do żołnierzy- powiedziałam- Mam to przeczytać przy wszystkich. I teraz- zniżyłam głos, by tylko on mnie słyszał- nie możesz mnie odprawić, bo strażnicy wiedzą, po co przyszłam.
Spojrzał rozdrażniony.
- Chodź- obrócił się na pięcie i ruszył w głąb obozu- Zadzwoń!- krzyknął do przechodzącego obok żołnierza, który zagapił się na mnie. Kojarzyłam go. Rozpoznał we mnie Aleca, czy po prostu zobaczył kobietę?
- Nie chciałabyś spotkać się z byłymi przyjaciółmi?- Julius spojrzał na mnie przez ramię z kpiącym uśmiechem.
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
- Alec?!
W naszą stronę biegł młody żołnierz. Natychmiast go rozpoznałam. Matt, jeden z moich byłych współlokatorów. Rozpoznał mnie!
- Dowódco, z całym szacunkiem...- Matt spojrzał na Juliusa niepewnie, ale ten przytaknął wyraźnie rozbawiony.
- To ty, prawda?!- były współlokator wbił we mnie wzrok- Od początku wydawałaś się delikatna jak na chłopaka... ale nie podejrzewałem, że jesteś kobietą! Co tu robisz? Nie wysłano cię czasem do...- nie skończył. Rozległo się bicie dzwonów, które ogłaszało, że wszyscy mają spotkać się na placu na środku obozu. Uratowało mnie to od odpowiedzi.
Matt zasalutował Juliusowi, rzucił mi zaintrygowane spojrzenie, po czym pobiegł w tamtym kierunku.
- Gdzie mnie prowadzisz?- spytałam wampira.
- Na plac. To będzie odpowiednie miejsce, prawda?
Wymamrotałam odpowiedź, rozglądając się na boki. Żałowałam, że nie wzięłam peleryny. Wtedy nie musiałabym unikać tych zdezorientowanych spojrzeń...
- Baczność!- wrzasnął Julius tak głośno, że aż podskoczyłam. Żołnierze wykonali rozkaz, a ja rozejrzałam się. Moi współlokatorzy stali tam, gdzie zwykle. Odwróciłam wzrok. Może mnie nie rozpoznają...
Julius zatrzymał się, a ja kilka kroków za nim, przodem do wszystkich. Dziwnie było patrzeć z tego miejsca...
- To wysłanniczka Vlada Draculi- powiedział głośno Julius. Czułam od niego odpowiednią dla dowódców aurę... gdyby tylko nie był wampirem- Twierdzi, że przyniosła list i chciałaby go przeczytać na głos. Jesteście...
- Alec!- kątem oka zobaczyłam ruch, a gdy spojrzałam w tamtym kierunku, dwóch starszych żołnierzy powstrzymało Mirceę, mojego drugiego współlokatora, przed wyjściem z szeregu. Odwróciłam wzrok. Skup się na zadaniu. Skup się na liście...
Zapanowało poruszenie, gdy kolejne osoby zaczęły zdawać sobie sprawę z mojej tożsamości.
- Cisza!- rozkazał Julius- Tak, tę kobietę znaliście pod imieniem "Alec". To hańba, że kobiecie udało się dostać do naszego obozu i jeszcze przez rok w nim mieszkać, jednak teraz to już nieważne. Teraz służy Vladowi Tepesowi. Możemy ją zabić- serce podskoczyło mi do gardła- lub wysłuchać wiadomości od Draculi.
Mimo wszystko żołnierze mnie polubili i nawet, jak byłam kobietą, nie chcieli mojej śmierci. Przez kilka sekund panowała cisza, aż ktoś w końcu krzyknął:
- Wiadomość!
Przez ułamek sekundy widziałam na twarzy Juliusa niezadowolenie, jednak zaraz potem kiwnął głową w moja stronę. Z sercem w gardle złamałam pieczęć z wizerunkiem smoka i rozwinęłam kartkę. Zaczęłam czytać lekko drżącym głosem:
- Ja, Vladislav III Dracula z rodu Basarabów, zwany Tepesem, syn Vlada II Dracula, wyzywam Juliusa, dowódcę oddziału zbierającego się przeciwko mnie, na pojedynek do pierwszej krwi...
Powstrzymałam uśmiech, słysząc poruszenie. Julius zesztywniał. Z satysfakcją kontynuowałam:
- Przyrzekam na swój herb, że w razie przegranej, odejdę bez żalu, a jeśli odważę się złamać to przyrzeczenie, pozwolę...- zawahałam się na moment zaskoczona- ... zabić mnie Aleksji, którą widzicie przed sobą- dokończyłam, starając się, by głos brzmiał normalnie- W zamian za to, żądam od Juliusa i wszystkich żołnierzy należących do oddziału, by w razie mojej wygranej pozwolili mi żyć w spokoju w moim domu i więcej nie próbowali mnie zabić.
List był podpisany imieniem Vlada i oznaczony jego pieczęcią. Nie czytałam go wcześniej, dlatego teraz stałam przez kilka sekund tak samo zszokowana jak reszta żołnierzy. Po chwili otrząsnęłam się i zwróciłam głośno do Juliusa, który przyglądał się ludziom.
- Przyjmujesz wyzwanie?
- Tak- odparł bez wahania. Chciał zwiększyć swój autorytet.
- Vlad Tepes daje ci zaszczyt wybrania dnia pojedynku. Sam zastrzega sobie wybranie miejsca- i wybiera ten plac.
Julius powiódł wzrokiem po twarzach mężczyzn.
- Za trzy noce o tej samej porze- powiedział w końcu.
Zanotowałam w pamięci.
- A teraz odejdź w pokoju, Aleksjo, i przekaż mu moją odpowiedź.
***
Vlad ćwiczył w pomieszczeniu obok zbrojowni. Trafiłam tam tylko dlatego, że słyszałam głuche uderzenia miecza o drewniany pień, stojący pośrodku. I to jakiego miecza. Ostrze miało długość prawie równą mojemu wzrostowi, a wraz z rękojeścią mnie przewyższał. Na moich oczach Vlad zamachnął się, jakby broń nic nie ważyła, i uderzył na skos, odłupując pas drewna. Wzdrygnęłam się, widząc siłę ciosu. A ja chciałam się z nim zmierzyć...
- Po co przyszłaś?- spojrzał na mnie. Zaszurałam butami, nagle stwierdzając, że moja prośba jest głupia, bo nigdy się nie zgodzi...
- No... bo się nudzę...- zaczęłam, zacinając się- ... i chciałam spytać... czy mogę pozwiedzać zamek.
- Pozwiedzać?- Vlad uniósł brwi z niedowierzaniem.
- No tak...- odparłam z ociąganiem- Wiem, że nie wypuścisz mnie na zewnątrz, a nie chcę robić nic bez twojej zgody, bo nie wiem czy ci to odpowiada...- w głowie zamieniłam to na "bo się ciebie boję", ale nie zamierzałam ich powtórzyć na głos. Vlad bez słowa wsunął miecz do pochwy i ostrożnie oparł ją o pień. Zmarszczyłam brwi.
- Co robisz?
- Oprowadzę cię.
Zaniemówiłam. No chyba żartuje...
- Co byś chciała zobaczyć?- stanął przede mną- Nie ma sensu chodzenia po całym zamku. Zajęłoby to zbyt dużo czasu.
- Może- zacięłam się. Gdybym była sama, po prostu chodziłabym na ślepo. A skoro Vlad postanowił mi towarzyszyć, musiałam wybrać jakieś miejsca...
Wampir wyminął mnie i ruszył korytarzem. Pospieszyłam za nim.
- Może kapliczka?- wyrzuciłam z siebie. Podobno święte miejsca szkodziły jego gatunkowi...- Albo... twoja komnata? Gdzie miałeś być... złożony po śmierci?
Mocno ryzykowałam, bo podałam dokładnie te miejsca, których nie powinien pokazywać komuś, kto chce go zabić. Vlad musiał pomyśleć to samo, bo obrócił się przodem do mnie, wciąż idąc.
- Podałaś dokładnie te miejsca, których nie powinienem ci pokazywać- stwierdził.
- Co? Faktycznie...- próbowałam udawać nie świadomą, jednak mnie przejrzał i się zaśmiał.
- Pokażę ci je- powiedział- Lepiej, jeśli ja ci je pokażę, niż żebyś pałętała się sama po zamku.
Odetchnęłam. Bałam się, że gdy się zorientuje, będzie zły. A on się nawet zgodził...
- A więc, panno Aleksjo- wysunął w moją stronę rękę z uśmieszkiem- Czy pozwoli się panna oprowadzić po twierdzy Poienari?
Zawahałam się, patrząc na jego dłoń, ale po chwili położyłam na niej swoją. Zadrżałam, czując chłód, ale wyszczerzyłam się. Raz kozie śmierć. Jeden wieczór mogę spędzić na zabawie. Nawet, jeśli miała to być zabawa z Vladem Tepesem. I tak w końcu go zabiję. Ale nie teraz. Teraz czas na trochę relaksu.
Vlad poprowadził mnie do końca korytarza i otworzył któreś drzwi. Znieruchomiałam zauroczona wnętrzem. Znaleźliśmy się w komnacie o ścianach pokrytych w całości gobelinami przedstawiającymi jakieś bitwy. W jednym rogu stało duże łoże z baldachimem, bordową kołdrą i poduszkami. Sprawiło to, że pomieszczenie wyglądało trochę mrocznie. Przy przeciwległej ścianie znajdował się mahoniowy stół, zawalony stosami papierów, a nawet starych zwojów. Weszłam do środka i okręciłam się na pięcie, ogarniając wszystko wzrokiem.
- A to jest...?
- Moja sypialnia- odparł wampir, obserwując mnie z rozbawieniem. Nagle coś przykuło moją uwagę. Podeszłam do jednego z gobelinów i zmarszczyłam brwi.
- To ty?- wskazałam jedną z postaci i zerknęłam na wampira.
- To przedstawienie bitwy pod Tirgoviste, w której brałem udział.
Wyprostowałam się i skrzyżowałam ramiona na piersiach, patrząc na Vlada.
- Dobrze się bawisz, co?
- Pierwszy raz mam okazję oprowadzać kogokolwiek po moim domu- odparł- To dość ciekawe doświadczenie. A twoja radość jest równie interesująca, co zabawna- zmieszałam się, ale zanim cokolwiek odpowiedziałam, spytał- Możemy iść dalej?
- Oczywiście- przytaknęłam pospiesznie i wyszłam na korytarz. Zamknął drzwi komnaty i ruszył z powrotem korytarzem z uśmieszkiem błąkającym się na ustach.
- Vlad?- odezwałam się trochę niepewnie, idąc za nim.
- Hmm?
- Jak się zmienia... w taką istotę?
- W waszych książkach na temat wampirów są tylko wskazówki, jak nas zabić?
- Nie...- zaprotestowałam, ale potem z niechęcią potwierdziłam- Większość mówi o tym, jak was się pozbyć. Albo nie czytałam odpowiednich książek.
- Żeby cię zmienić, musiałbym cię zmusić do wypicia mojej krwi. Potem bym cię zabił i napoił moją krwią- powiedział, zerkając na mnie przez ramię- Chciałabyś zostać wampirem?
- Nie!- odparłam ostro- Nie zapominaj, że nienawidzę wampirów, a w szczególności ciebie!
- Uwierz, nie zapomniałem- mruknął- Spytałem z ciekawości. Nie zamierzam cię zmieniać
***

CV Rozdział XIX


Przyszła odpowiedź od wydawnictwa. Pozytywna! :D
Kii, tak btw... jakim cudem ty masz u siebie XX rozdział, a ja XIX? xD
_______________________________________

- Chcę odwiedzić moją przyjaciółkę- oznajmiłam, gdy znalazłam Włada w zbrojowni. Opuścił Smoczy Szpon i spojrzał na mnie z lekkim rozdrażnieniem.
- I co z tego?
- A zamierzasz mi pozwolić?
- Możliwe. Zależy.
- Od czego?- skrzyżowałam ręce na piersiach, zdesperowana, by odwiedzić Wiolę. Znowu do mnie wydzwaniała, a gdy odrzucałam połączenie, pytała w smsie, z którym facetem aktualnie znajdowałam się w pomieszczeniu.
Wampir przez chwilę na mnie patrzył, a potem wybuchnął śmiechem, jakby wiedział, o czym myślę.
- Od tego, ile wie- odparł- Co jej o mnie opowiedziałaś. Że cię więżę?
- Że się mną opiekujesz- odgryzłam się.
- Wie, że wampiry istnieją?
- Nie. Chociaż miałam ochotę jej powiedzieć. Jednak gdyby mi uwierzyła, spieprzyłabym jej życie.
- Masz rację. Musiałbym ją zabić.
- Nawet się nie waż!- przeraziłam się, ale zaraz potem ucieszyłam, gdy dodał:
- Jeśli nic jej nie powiesz, mogę się zgodzić.
- Na kilka dni?- zaryzykowałam. Zmierzył mnie sceptycznym spojrzeniem, a po chwili westchnął.
- Cholera, mam do ciebie słabość. Niech ci będzie.
Rozpromieniłam się.
***
Uderzyłam pięścią w drzwi do domu przyjaciółki z szerokim uśmiechem. Usłyszałam, jak spojrzała przez wizjer, a potem podekscytowane odgłosy przekręcania kilku zamków.
- Karaś!- zanim zdążyłam ją przywitać, Wiola rzuciła się na mnie i zamknęła w silnym uścisku.
- Cześć- wykrztusiłam- Znowu mnie dusisz.
Przyjaciółka puściła mnie, ale zaraz potem wciągnęła do środka.
- To gadaj- powiedziała z błyskiem w oku, prowadząc mnie do saloniku- Przez co tym razem nie mogłaś gadać? I jakiego chłopaka udało ci się zdobyć?
- Tego niedostępnego- zaśmiałam się na widok jej zaskoczonej miny.
- Odbiłaś go? To do ciebie nie podobne.
- Mówiłam ci, że nie był zajęty. Chyba, że liczysz pracę- nie kłamałam. Allen pomagał jakiemuś łowcy. To praca.
- Przystojny jest?
- Dość obiektywnie powiem, że bardzo.
Wiola spojrzała na zegar wiszący na ścianie i odezwała się:
- Za godzinę leci w kinie film z Draculą. Pewnie chcesz popatrzeć?
- Zawsze- parsknęłam rozbawiona perspektywą patrzenia na film o Władzie.
***
Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? To nie jest posiadłość Włada. A, tak... Poszłam do Wioli. Razem wybrałyśmy się do kina i... i gdy wracałyśmy, ktoś nas napadł. Pamiętałam krzyk przyjaciółki, a zaraz potem ten ktoś uderzył mnie w głowę.
Zerwałam się. Nie byłam też w pokoju Wioli. Zostałyśmy porwane! W tym pomieszczeniu były dwa łóżka, stoliki nocne, stół i szafa... wyglądało to trochę jak pokój hotelowy. Podeszłam do okna, odsłoniłam je i wyjrzałam na zewnątrz. Bloki pokryte graffiti, trochę zieleni... czy to Barbakan?
Zmrużyłam oczy zaskoczona znajomym widokiem. Tak, to był Barbakan! Byłam w Krakowie!
- Zasłoń tooo!- jęknął za mną znajomy głos i usłyszałam szelest  kołdry. Błyskawicznie obróciłam się na pięcie, a gdy zobaczyłam wystającą spod kołdry rękę, przyskoczyłam do łóżka.
- Wiola! Wstawaj!
Dość brutalnie ją odkryłam, a ta znowu jęknęła.
- Daj mi się wyspać...
- Pamiętasz w ogóle, co się stało? Nie ma czasu na...- urwałam, otwierając szerzej oczy i wbijając wzrok w jej szyję. Miała dwie ranki. Porwał nas wampir! Nie mogę nawet na chwilę wrócić do normalnego ludzkiego świata?!
- Czemu nic nie mówisz?- Wiola spojrzała na mnie półprzytomnie, a zaraz potem skrzywiła się z bólu i jęknęła coś. Nie umiałam wykrztusić słowa. Albo nie pamiętała, co się wydarzyło, albo nawet nie wiedziała. Chciałam ją trzymać daleko od wampirów, ale okoliczności nie sprzyjały...
Nagle rozległo się delikatne pukanie do drzwi.
- Mam do was prośbę- usłyszałam młody damski głos mówiący po polsku bez żadnego wyraźnego akcentu. Pomogłam usiąść zdezorientowanej i obolałej przyjaciółce- Możecie zasłonić okno?
Roześmiałam się z histerią w głosie. Kobieta brzmiała, jakby naprawdę miała nadzieję, że to zrobimy. A głos był podejrzanie przyjacielski.
- Żebyś mogła nas ugryźć?- zawołam.
- O czym ty mówisz?- Wiola spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Zignorowałam ją i zwróciłam się do porywaczki.
- Nie wpuszczę cię. Jakim cudem nie pomyślałaś, że możemy się obudzić w dzień?
- Pomyślałam- odparła kąśliwie, a drzwi zaskrzypiały, gdy się o nie oparła- Nie zamierzam was straszyć, daję wam szansę na zrozumienie wszystkiego. Chociaż wygląda na to, że ty już wiele rozumiesz.
- Mój przyjaciel nas znajdzie, a ciebie...
- Karolino!- wzdrygnęłam się i spojrzałam na Wiolę. Nie zdarzało jej się nazwać mnie pełnym imieniem. Dziewczyna patrzyła na mnie przytomnie z lekkim wyrzutem- O co jej chodzi?
- Potem ci powiem- machnęłam ręką, ale zanim zdążyłam powiedzieć coś jeszcze, zza drzwi rozległ się rozbawiony głos porywaczki.
- Nie wiem, skąd o nas wiesz, ale lepiej jej powiedz. Jeśli mnie nie wpuścicie, przyjdę wieczorem. Lepiej, żeby miała czas na zaznajomienie się z sytuacją.
- Jaką sytuacją?- Wiola wstała chwiejnie z łóżka, zerknęła na drzwi, a potem spojrzała na mnie. Cholera, wygląda na tak zagubioną i niewinną... a choć osłabienie sprawiało, że nie do końca jarzyła, co się dzieje, była przerażona. I będzie jeszcze bardziej, jak jej o wszystkim opowiem. Westchnęłam. Najwyraźniej nie mogłam uniknąć prawdy.
- Porwała nas wampirzyca.
Patrzyła na mnie bez słowa, zastanawiając się, o co mi chodzi.
- Za dużo Rumunii- stwierdziła w końcu- I Draculi.
- Może masz rację- przytaknęłam, robiąc niezadowoloną minę- Jednak nie okłamuję cię. A dowodem jest twoja szyja.
Wzięłam jej rękę i naprowadziłam palce na strupki. Potem zrobiłam pół kroku do tyłu i obserwowałam ze smutkiem, jak zmienia się wyraz jej twarzy. Dezorientację zastąpiło zdziwienie, strach, aż w końcu przerażenie. Spojrzała na mnie... i wyskoczyła z łóżka, cofając pod ścianę. Wciąż była blada, za krótko odpoczywała. Nie powinna wykonywać tak gwałtownych ruchów...
- Nie zbliżaj się do mnie!
- Co?- teraz to ja byłam zdezorientowana- Nie jestem wampirem, Wi!
Jak mogła tak pomyśleć?! Zza drzwi rozległ się szczery, nie złośliwy śmiech.
- Tego się nie spodziewałam. A Karolina nie może być wampirem. Stoi w słońcu.
Poczułam ulgę- i Wiola najwyraźniej też, bo przyskoczyła do mnie i przytuliła przestraszona. Ja też się bałam, to fakt, ale wiedziałam więcej, więc byłam w lepszej sytuacji. No i lepiej byłoby, żeby chociaż jedna z nas udawała tą spokojną.
- Kara...- przyjaciółka spojrzała na mnie- Ona tu wejdzie, jak zajdzie słońce?
Moje westchnięcie posłużyło jej za odpowiedź. Pisnęła przestraszona i nagle chwyciła mnie za rękę, patrząc na zegarek na moim nadgarstku.
- Osiemnasta- stwierdziła piskliwym głosem.
- Za ile będziesz mogła tu wejść?- spytałam głośno, kierując pytanie do porywaczki.
- Koło pół godziny- odparła radośnie.
- Co zamierzasz zrobić, gdy tu wejdziesz?
- Przywitać się i powiedzieć, dlaczego was zgarnęłam.
- Żadnego zabijania?
- Nie- chyba się skrzywiła. Westchnęłam. Pół godziny nas nie zbawi. Nie ma po co czekać...
- Nie!- Wiola chwyciła mnie za nadgarstek, widząc, że sięgam ręką do zasłon. Spojrzałam na nią z żalem.
- Wi, te trzydzieści minut nas nie zbawi. A poza tym do tej pory miałam do czynienia z wampirami, które nie kłamały- dodałam głośniej, by być pewną, że wampirzyca usłyszała.
- Z iloma wampirami miałaś do czynienia?- dziewczyna zaśmiała się histerycznie- Co się działo, gdy pojechałaś do Rumunii?
- Z sześcioma miałam okazję rozmawiać. Opowiem ci później. Pozwól mi zasłonić okno.
Wiola po kilku sekundach niezdecydowania puściła mnie, a ja z pocieszającym uśmiechem szarpnęłam za zasłony, pogrążając pokój w mroku.
Wampirzyca nie wpadła do środka, jak tylko to zrobiłam- wbrew moim podejrzeniom. Po kilku sekundach zapukała.
- Wejdź. Po co pukasz?- spięłam się gotowa walczyć, gdy drzwi skrzypnęły i otworzyły się. W progu stanęła młoda kobieta, wręcz nastolatka. Szacowałam na około dziewiętnaście lat. Kręcone blond loki luźno spięte gumką sięgały do pasa, a ciemnobrązowe, prawie czarne oczy uśmiechały się do nas. I nie był to sztuczny lub złośliwy uśmiech, tylko taki prawdziwie szczery.
- Chcę być uprzejma- odparła, a ja poczułam, jak na jej widok palce przyjaciółki kurczowo ściskają moją dłoń. Posłałam jej pocieszający uścisk, gdy wampirzyca podeszła do nas i zatrzymała się przed nami.
- Czego od nas chcesz?- spytałam.
- Od was nic- wyszczerzyła się- Ty napatoczyłaś się po drodze, nie uwzględniałam cię w planie. Moim celem była Wiola.
- Co chcesz od Wioli?- poczułam gulę w gardle. Wolałabym, żebym to ja była jej celem.
- Nie bójcie się- machnęła ręką- Nie lubię zapachu strachu- w przeciwieństwie do większości wampirów. Miałam go wystarczająco dużo w czasie drugiej wojny światowej i po niej.
- Czego chcesz od Wioli?- powtórzyłam.
- Mam mówić szczerze czy owijać w bawełnę?
- Oczywiście, że szczerze- lekko piskliwy głos wyszedł z gardła przyjaciółki. Puściła mnie, a gdy na nią spojrzałam, zobaczyłam, że najwyraźniej zmieniła taktykę, bo postanowiła nie kulić się za mną. Posłała wampirzycy przestraszone, ale też zaintrygowane spojrzenie.
- I za to cię polubiłam- stwierdziła porywaczka z szerokim uśmiechem i poklepała ją po ramieniu. Ta znieruchomiała, otwierając szerzej oczy ze strachem.
- Odpowiesz w końcu?- syknęłam.
- Ależ odpowiedziałam. Polubiłam Wiolę.
- I dlatego ją porwałaś?
- Tak. Chcę, żeby była...- zanim zareagowałam, wyminęła mnie i przytuliła się do dziewczyny z szerokim uśmiechem-... moją kochanką!
Wiola na sekundę zamarła... a potem zaczęła się historycznie śmiać. Nawet wampirzyca zrobiła krok do tyłu zaskoczona.
- Nie wierzę- wykrztusiła, wbijając we mnie rozbawione spojrzenie- Karaś, nie dość, że twierdzisz, że wampiry istnieją, to jeszcze ta tutaj- wskazała palcem wampirzycę- chce się ze mną kochać.
Nasza porywaczka wyszczerzyła się, a ja z niepokojem zobaczyłam, że jej kły stały się bardziej zwierzęce.
- Nie przedstawiłaś się- stwierdziłam szybko, by Wiola nie zauważyła zmiany.
- Mam na imię Monika- odparła spokojnie wampirzyca- Urodziłam się w 1922 roku, rozstrzelano mnie w 1941. Ożywił mnie wampir imieniem Justus.
A więc była młoda. Niecały wiek.
- Co teraz zamierzać zrobić?- spojrzałam na nią uważnie i kiwnęłam głową na przysłuchującą się Wiolę- Pozwól jej... eee... przystosować się.
Zamiast odpowiedzieć, wampirzyca zerknęła tęsknie na swój "cel", a potem podeszła do mnie i wyszeptała do ucha:
- Chciałam którąś z was ugryźć, ale widzę, że Wioletta nie jest w nastroju.
- Nie pozwoliłabym ci jej ugryźć- odparłam spokojnie normalnym głosem. Nie chciałam, by Wiola myślała, że spiskujemy przeciwko niej, a teraz zamarła- Wiem, jak ugryzienia męczą i nikomu nie życzę takiego osłabienia, a tym bardziej najlepszej przyjaciółce.
- Więc co chcesz w takim razie zrobić?- spytała Monika, też rezygnując z szeptu.
- Nie co ja chcę zrobić, tylko co ty zrobisz za chwilę.
Monika uśmiechnęła się ciepło.
- Odważna jesteś, wiesz?
- To nie jest odwaga, tylko przyjaźń.
- Mogę wiedzieć, o czym mówicie?- Wiola skrzyżowała ręce na piersi z buntowniczą miną.
- Monika zaraz mnie ugryzie- odpowiedziałam. Przyjaciółka zbladła, a zaraz potem wskazała swoją szyję.
- Dasz się ugryźć?- spytała z niedowierzaniem- Tak po prostu ugryźć? Kłami?
- Tak. To nie boli tak mocno- rzuciłam wampirzycy ostrożne spojrzenie- A przynajmniej taką mam nadzieję.
- Staram się, by bolało jak najmniej- kiwnęła głową.
- Więc masz- odchyliłam szyję w bok- Nie zniszcz łańcuszka, proszę.
- Myślisz o łańcuszku, chociaż mam cię za chwilę ugryźć. Ciekawi mnie twoja przeszłość- stwierdziła rozbawiona.
- Pewnie i tak podsłuchasz, gdy będę tłumaczyła...- urwałam. Przez to całe zamieszanie z Wiolą zapomniałam o Władzie i o tym, co może zrobić, jak się dowie, że mnie porwano. A z jakiegoś powodu nie chciałam, by zabił Monikę.
- Jest pewien problem- odezwałam się, a wampirzyca posłała mi pytające spojrzenie- Jeśli mój przyjaciel dowie się, że mnie porwałaś i ugryzłaś, znajdzie nas i cię zabije.
Nie mogę każdemu mówić, że jestem pod opieką Włada Palownika. Lepiej nazwać go po prostu przyjacielem. Wampirzyca przez chwilę na mnie patrzyła, a potem odpowiedziała pogodnym tonem:
- Więc ciebie odstawię do domu, a Wioletta zostanie ze mną. Mówiłam ci, że jesteś obiektem niepożądanym. Jakkolwiek niemiło to brzmi.
- Nie!- pisnęła przyjaciółka i przywarła do mnie- Nie zostawiaj mnie!
- Oczywiście, że nie zostawię- mruknęłam. Bardziej ceniłam zdrowie Wioli niż życie Moniki. Ale i tak będę starała się obronić wampirzycę przed Władem.
- Więc mam cię ugryźć? Czy Wiolettę, by tobie nie robić krzywdy?
- Mnie- skrzywiłam się i wyplątałam z uścisku przyjaciółki, która z przerażeniem mnie obserwowała. Monika objęła moje ciało i delikatnie polizała wybrane miejsce na szyi. Przypomniało mi się, że jest lesbijką... ale zaraz potem, że mną się nie interesuje i uspokoiłam się. Poczułam ostry ból, gdy wbiła kły, i syknęłam.
Wiola zrobiła ruch, jakby zamierzała próbować oderwać mnie od wampirzycy, jednak powstrzymała się.
- Nic mi nie jest, Wi- mruknęłam- Nie boli tak mocno, jakby mogło.
Nie powiedziałam tego tylko po to, by ją uspokoić. To bolało zaledwie odrobinę mocniej, niż normalne ugryzienia Włada. A pamiętałam, jak może boleć.
***


niedziela, 2 sierpnia 2015

CV Rozdział XVIII

Nie wiem, co wstawić, więc wstawiam Greysona z bezprzewodową żarówką ^^
Macie. Ten rozdział wam się spodoba. Chyba. Powinien. Więcej dzisiaj nie dam. Czekam na komentarze ^^
Kii, jest napisane, że dodałaś XX rozdział Vampire Rose, a jak klikam, to wyskakuje, że nie ma takiej strony ._.
__________________________________

- Jak śmiałaś tak mnie okłamać?!- Anna wpadła do mojego pokoju bez pukania. Wypuściłam książkę przestraszona, a potem spojrzałam na nią.
- O co ci chodzi?
- O Saya- zniżyła głos do syku, podchodząc z gniewem do łóżka, na którym siedziałam- Okłamałaś mnie. Hush nie jest jego kochankiem!
Zmarszczyłam brwi.
- Powiedział mi, że jest. Dlaczego twierdzisz, że nie?
Zamiast odpowiedzieć, rzuciła mi takie spojrzenie, jakby coś zrozumiała.
- Specjalnie ci to wmówił- stwierdziła po chwili- Zamanipulował tobą tak, że mi to powiedziałaś. Ja się wkurzyłam, obiecałam nauczyć cię walczyć, a on ma przez to więcej zabawy.
Nieźle. Jak długo go znała, że tak szybko to wymyśliła?
- Idę do niego- zerwałam się z łóżka, a Anna nie zatrzymała mnie, gdy pobiegłam na dół.
- Say!- krzyknęłam.
- Co?- usłyszałam jego głos z salonu. Wpadłam tam i zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy, które pojawiło się na widok mojej miny. Sekundę później wybuchnął śmiechem.
- To nie jest śmieszne!- warknęłam.
- Ależ jest- zachichotał.
- Twoje manipulowanie wszystkimi naokoło zaczyna się robić irytujące!
- Taka moja natura. Ciesz się,
że Hush nie jest taki sam- Say wyszczerzył się- Wie o wiele więcej ode mnie i gdyby chciał, miałabyś przerąbane.
Zerknęłam na wampira, który w tej chwili stroił gitarę i udawał, że nas nie słucha. Powiedział Sayowi o mnie i o Władzie, czy nie? Say brzmiał, jakby wiedział, ale Hush złożył mi obietnicę, a zauważyłam, że wampiry rzadko ich nie dotrzymują.
***
- To sprawia, że mam jeszcze większą ochotę go pokonać- odezwała Anna, uśmiechając się promiennie, ale widziałam, że wciąż jest na Saya zła- Pewnie to też przewidział, ale nie obchodzi mnie to. Bierz miecz.
- To, że jesteś na niego wkurzona, nie znaczy, że masz się wyżywać na mnie- powiedziałam stanowczo, ale wykonując polecenie.
- Nie jestem na niego wkurzona- odparła, stając na przeciwko mnie- Jestem na niego wściekła. Atakuj.
- Nie- słysząc Husha, gwałtownie obróciłam się w stronę drzwi.
- Po co przyszedłeś?- Anna opuściła broń zdziwiona.
- Dzisiaj ja walczę z Karo- odpowiedział- I przepraszam, Anno, ale muszę cię wyprosić. Mogłabyś?
Karo? Nazwał mnie Karo?
- Jasne- mruknęła wampirzyca, odłożyła miecz i wyszła z sali. Gapiłam się na Husha w szoku, aż ten w końcu się odezwał:
- Coś się stało?
- Sądzę, że wiesz.
- Hm?- nie wiedział...
- Nazwałeś mnie Karo!- uświadomiłam go.
- Ach! Wybacz- westchnął- Miałem kiedyś przyjaciółkę o imieniu Carolina. Mówiłem do niej "Caro"... jeśli znowu tak powiem, popraw mnie. Widzę, że walczysz rapierem- zmienił temat- więc też wezmę rapier.
Otworzyłam usta, by wypytać o moją imienniczkę, ale zaraz potem je zamknęłam. Skoro nie chciał nic więcej powiedzieć, nie będę wścibska. Zamiast tego podniosłam broń i przyjęłam pozycję.
- Czy pojedynek z tobą różni się czymś od pojedynku z Sayem?- spytałam, gdy ustawił się naprzeciwko mnie.
- Czymś na pewno. To ja nauczyłem go tak walczyć, więc umiem więcej, ale sama porównaj.
Zaatakowałam go, celując w głowę, a ten odbił atak, ale ku mojemu zaskoczeniu nie skontrował. Znowu się na niego rzuciłam, a wampir uchylił się w bok. Gdy przeleciałam koło niego, nie zdążając się zatrzymać, poczułam ukłucie bólu pod żebrami. Stanęłam chwiejnie i przycisnęłam rękę do brzucha z jękiem bólu.
- Dwa centymetry w głąb ciała- odezwał się wampir- Nie tak dużo, ale boli jak cholera, nie?
Sapnęłam w odpowiedzi i wyprostowałam się. Nie odsuwając ręki od rany, znów się na niego rzuciłam, celując w klatkę. Odbił moje ostrze tak, że odkryłam całe ciało i sam się zamachnął. Zachwiałam się, bo od rany w boku przeszła fala bólu, ale zdążyłam się uchylić. Pamiętałam walki z Sayem, a jako że to Hush go uczył, nie rozluźniłam się, tylko uniosłam broń. Ostrze wampira uderzyło w moje, a ramię zadrżało od siły ataku. Hush opuścił miecz, a ja znowu się zachwiałam. Spojrzałam na niego.
- Chyba nie dam rady dłużej. Jestem zbyt słaba.
- Skoro tak- nie zmienił wyrazu twarzy- to cię wyleczę i możemy znowu walczyć.
- Jeśli dasz mi chwilę przerwy.
- Oczywiście.
***
Gdy po trzech miesiącach Hush mnie odprowadził, na twarzy Włada pojawiła się ulga. Nawet nie starał się jej ukryć. Zdawał sobie sprawę, że Hush o wszystkim wie?
Widząc go, przypomniało mi się, co zrobił, kiedy Say i Hush mieli mnie stąd zabrać, i poczułam wściekłość. Jasnowłosy wampir jakby ją wyczuł, bo szybko nas pożegnał i opuścił zamek.
- Jak śmiałeś zrobić coś takiego?!- warknęłam, zaciskając pięści, gdy stanął przede mną. Na jego twarzy pojawiło się niezrozumienie- Pozwoliłeś im zabrać mnie na trzy miesiące!- przypomniałam mu, podnosząc głos do krzyku- Mogłeś uprzedzić, że mam tam iść na tak długo! Wiesz, co mi robili?!
Prócz wściekłości czułam też rozpacz. Czemu rozpacz?! Że mnie tam zostawił? Że mi nie powiedział? To Wład Palownik. Nie musi nikomu nic mówić. Powinnam być mu wdzięczna, że w ogóle mnie ostrzegł! Że pozwolił zdecydować, czy chce tam iść, czy nie.
- Wiem- odparł po kilku sekundach, a zdezorientowanie zniknęło.
- Więc czemu na trzy miesiące?!
- Jeśli mnie zaatakujesz, będę musiał cię ukarać- powiedział nagle, uświadamiając mnie, że podniosłam rękę do ciosu. Opuściłam ją, wbijając paznokcie w dłoń. Tak bardzo pragnęłam go uderzyć, ale miałam dość bólu. Nie chciałam już żadnych kar. Poczułam pieczenie w gardle, gdy wbiłam w niego wściekłe spojrzenie.
- Twoje karanie jest niczym w porównaniu do tego, co oni mi zrobili- syknęłam w końcu, ale złość ustąpiła miejsca rozpaczy... i go przytuliłam, zaczynając płakać.
- Karolino...- mężczyzna wydawał się zaskoczony, ale poczułam, że objął mnie i zacieśnił uścisk, przyciskając do chłodnego ciała.
Owszem, był Władem Draculą, ale nie stracił duszy. Też czuł. A ja miałam wrażenie, że stał się dla mnie jak... starszy brat. Może nie ojciec, ale starszy brat. Raz wkurzający, raz opiekuńczy... Cholera, mieć za brata Palownika... Serio?
- Dlaczego nie uprzedziłeś?- spytałam w jego klatkę piersiową urywanym głosem- Dobrze odegrałam scenkę. To też bym umiała.
- Grałaś bardzo dobrze, jednak bałem się, że tego ci się nie uda wiarygodnie zagrać.
- Wykorzystałeś moje człowieczeństwo i strach.
- Masz rację- klatka piersiowa poruszyła się, gdy westchnął- Wykorzystałem. Do tego w celach egoistycznych. By nie dowiedzieli się o mojej... słabości.
Zaśmiałam się słabo, ale gardło ścisnęło wzruszenie. Byłam jego słabością. Zależało mu na mnie. Sekundę później spoważniałam.
- Hush wie.
Znieruchomiał na chwilę, ale zaraz potem mruknął coś.
- Cholerny obserwator- powiedział głośniej, ale słyszałam w głosie nie złość czy strach, tylko rozbawienie- Przed nim niewiele się ukryje.
- Usiłował mi wmówić, że jednak mnie kochasz- dodałam, a wampir parsknął śmiechem.
- Nie usiłował. Był ciekawy, jaką linię obrony przyjmiesz. I kocham cię- ale nie jako kobietę.
- Wydaje się, że dużo o sobie wiecie- powiedziałam, odsuwając się od niego i patrząc na jego przystojną twarz- Jak długo się znacie?
- Bardzo długo. Żył pięćdziesiąt lat (?) po mnie. Był pierwszą osobą, którą poznałem nie w celach konsumpcyjnych, a z którą tak długo rozmawiałem i nie zabiłem lub nie zmieniłem.
- Poznałeś go jako człowieka?- spojrzałam zaskoczona.
- O, tak. Hush był również pierwszym człowiekiem, który przekroczył próg mojej posiadłości.
- Pierwszym człowiekiem, który...- urwałam, gdy zrozumiałam sens jego słów- Co?!
- W tamtych czasach organizacje łowców dopiero zaczynały się kształtować- Wład skrzyżował ręce na piersi- Hush był, jak nazywam takich ludzi, biernym łowcą. Obserwatorem. Patrzył, co wampiry robią, trochę pilnował, byśmy nie wywołali paniki, ale generalnie to mnie obserwował. Z czystej ciekawości. Wytłumaczył mi, że po prostu postanowił odwiedzić Włada Draculę, o którym już zaczynały krążyć podejrzane legendy. Przyszedł do Poienari, w której kiedyś mieszkałem...
- I go zatrzymałeś- dokończyłam, wpadając mu w słowo- Ponieważ cię zaczepił, a nikogo nie było w zamku.
- Nie- Wład wyszczerzył się, gdy spojrzałam na niego zdezorientowana- Pogadaliśmy chwilę i tak, zatrzymałem go, ale nie dlatego, że był pierwszym człowiekiem. Był ciekawy mojej osoby i sposobu życia, więc poprosił o możliwość spędzania czasu na moim terenie.
- I nie miało to nic wspólnego z twoimi zasadami- upewniłam się, nie dowierzając.
- Tych zasad wtedy jeszcze nie było.
- Więc kiedy zacząłeś się do nic stosować?
- Po przemianie Hush to zaproponował- odparł spokojnie- Odkąd sam stał się wampirem, czekałem na człowieka.
- Ale to znaczy... że to Hush zainicjował to wszystko- wydusiłam zaskoczona.
- Tak. Już jako człowiek zauważył, że samotność doskwiera. I że trzeba mieć jakiś cel w życiu.
- I sprawił, że twoim celem stało się czekanie na kogoś, a potem mieszkanie z nim i opieka?- spytałam, próbując poukładać wszystko w głowie.
- Dokładnie- wampir kiwnął głową i kąciki ust zadrgały, gdy patrzył na mój zszokowany wyraz twarzy.
***
- Obudź się, śpiąca królewno.
Na policzku poczułam delikatne muśnięcie. Otworzyłam oczy i spojrzałam nieprzytomnie na leżącą obok mnie postać. Wcześniej Wład mnie ugryzł, więc teraz trochę nie kontaktowałam... ale nawet gdyby było ze mną wszystko w porządku, uznałabym to za wyobrażenie mózgu. Ręka Allena znowu musnęła mój policzek. Zadrżałam, gdy przeszły mnie dreszcze, a potem postanowiłam uświadomić zjawę, że naprawdę nie istnieje, bo najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy. A mnie bolało samo wspomnienie dotyczące Allena, nie mówiąc już o duchu wyglądającym jak on i mówiącym jego głosem.
- Jezu, mam fantazje jak Wład w lochu...- mruknęłam- Idź sobie, nie istniejesz... A tylko sprawiasz mi ból...
- Karolino- w jego glosie usłyszałam rozbawienie- jestem prawdziwy. I sądzę, że ty też wolisz, bym nie odchodził.
- Ta, jasne- spojrzałam na leżącą obok mnie postać i pomyślałam o absurdalności tej sytuacji- Mam ci uwierzyć, duchu... Allena?
- A mam ci to udowodnić?- zbliżył się i poczułam delikatny, ciepły pocałunek na ustach.
Zamarłam, a gdy się odsunął, pod powiekami zapiekło.
- Ty nie żyjesz- wyszeptałam, a mężczyzna starł z mojego policzka łzę z uśmiechem.
- Żyję, Karolino- odparł cicho. Natychmiast przysunęłam się do niego, dotykając jego klatki piersiowej, i zalałam się łzami. Naprawdę tu leżał! Mogłam go dotknąć. Nie był duchem! Wtuliłam się w niego, a ten przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Allen!- wyszlochałam- Nie wiem jak do cholery przeżyłeś atak Włada, ale tak się cieszę, że tu jesteś...
- Karolino- jedną ręką chwycił mnie pod brodę i podniósł moją głowę, bym na niego spojrzała- Kocham cię.
Straciłam oddech, wbijając w niego zszokowane spojrzenie. Powiedział to. Naprawdę to powiedział!
- Gdybym cię nie kochał, nie ryzykowałbym powrotu tutaj- dodał, uśmiechając się lekko.
- Ja...- urwałam, otwierając szerzej oczy- Co ty tu w ogóle robisz? Gdzie Wład?! Zabije cię, jak się dowie, że tu jesteś!
Łowca nawet nie zmienił wyrazu twarzy.
- Palownik wie- powiedział spokojnie- Wpuścił mnie do środka.
- Jak to... wpuścił?
- Błagam cię, Karolino- przewrócił oczami, na chwilę stając się znanym mi wcześniej radosnym łowcą- Sądzisz, że Wład Palownik nie sprawdza, czy ofiara nie żyje?
- Ale ty żyjesz!
- Bo mnie nie chciał zabić.
- Przestań mówić zagadkami!- zaczęłam się złościć z nerwów.
- Spokojnie- zaśmiał się- Wład mówił, że nie chce zabić Van Helsinga, więc tego nie zrobił.
- Widziałam cię. Martwego.
- Sprawdziłaś puls? Wprowadził mnie w coś w rodzaju śpiączki. Gdy tu wróciłem, powiedział mi, że jak zemdlałaś, zadzwonił do mojej rodziny i powiedział, że jestem półżywy, żeby po mnie przyszli. Uratowali mnie, a gdy chciałem wrócić do ciebie, znaleźli mi zajęcie w postaci pomocy wygnanemu łowcy. Dlatego tak długo nie przychodziłem.
Łzy znowu popłynęły po moich policzkach. Allen już wcześniej zamierzał tu przyjść. I ryzykował śmiercią dla mnie. Po raz kolejny.
- Muszę porozmawiać z Władem- oznajmiłam, wyplątując się z jego objęć, a potem kołdry. Obrócił się na plecy, z lekkim rozbawieniem patrząc, jak zmagam się z przekroczeniem go i nie spadnięciem z łóżka. Nagle objął mnie i przycisnął do siebie.
- Tylko go nie rozzłość- wyszeptał, pocałował moje czoło, a zaraz potem puścił- Trochę go zdenerwowałem powrotem- wyszczerzył się. Odpowiedziałam mu słabym uśmiechem, wstałam i wyszłam na korytarz. Nie zawołałam go, tylko poszłam do biblioteki. Miałam wielką ochotę zacząć na niego wrzeszczeć. Dlaczego mnie okłamał?! Dlaczego nie powiedział, że Allen żyje?!
Gdy nie znalazłam go w bibliotece, ruszyłam do zbrojowni.
- Wystarczy, że mnie zawołasz- usłyszałam za sobą znajomy głos- Nie musisz mnie szukać.
Obróciłam się na pięcie i wbiłam mordercze spojrzenie w wampira.
- Dlaczego powiedziałeś mi, że zabiłeś Allena?
- Nic takiego nie powiedziałem.
Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, ale zawiesiłam się. Miał rację. Nigdy nie potwierdził, że zabił Allena. Unikał odpowiedzi, a ja uznawałam, że robi to, by mnie zdenerwować.
- Więc dlaczego nie powiedziałeś, że go nie zabiłeś?- syknęłam.
- Nie chciałem ci robić nadziei. I kusić.
- Rozwiń myśl- skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Nie wiedziałem, czy Van Helsing na pewno przeżyje i nie chciałem wzbudzać w tobie nadziei. A jeśli chodzi o pokusę- gdybyś wiedziała, że żyje, chciałabyś utrzymywać z nim kontakt, a na to nie mogłem pozwolić.
- Niby z jakiego powodu?- warknęłam. To nie było wyjaśnienie.
- Nienawidzę Van Helsingów- odparł, krzywiąc się lekko- Nie ścierpiałbym, gdyby jeden z nich przychodził tutaj.
- I tak przyszedł- uśmiechnęłam się złośliwie.
- Miałem nadzieję- westchnął- że bycie na granicy śmierci coś da, ale Allen jest albo zbyt pewny siebie, albo zbyt głupi.

***