A co do posta?- jak to przeczytacie, napiszcie, czy bardzo wielki szok czujecie :D ^^
----------------------------------------------------
Minął tydzień, gdy w końcu udało mi się znaleźć zbrojownie. Wbrew
nikłej nadziei, nie było tu srebrnych ostrzy. W sumie to wszystko wyglądało jak
nie używane od dawna. Wszystko, prócz jednego bastarda. Miecz prawie długości
mnie o ostrzu wypolerowanym i świetnie wyważonym- tak mi się wydawało. Nie
chciałem go ruszać, bojąc się, jak mógłby zareagować wampir. Bo skoro był
jedynym mieczem w zbrojowni o który zadbano, to pewnie był dla Włada ważny...
Przejrzałem wszystkie ostrza i zapiąłem na biodrach pas, do którego
przymocowałem jednoręczny miecz i mizerykordię. Nie chciałem walczyć z Władem
na śmierć i życie, o nie. Mimo wszystko
nie chcę stracić życia. Byłem już prawie zdrowy, a wampir przestał mnie
straszyć- tak bardzo- moja natura łowcy zaczęła do mnie wracać. Musiałem znowu
walczyć. Trenować. W ciągu ostatnich trzech tygodni tak osłabłem, że czułem się
gorzej niż kiedykolwiek w szkole.
No i miałem plan. Do zrealizowania go potrzebowałem zranić Włada.
- Czego chcesz?- odezwałem się, gdy wyczułem jego obecność. Obróciłem
się na pięcie. Stał w progu i patrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem.
- To ja powinienem cię o to spytać. Przyszedłeś do zbrojowni i
przywłaszczyłeś sobie broń.
- Nie przywłaszczyłem- zaprotestowałem od razu.
- Chcesz ze mną walczyć?- zignorował mój protest. Cholera,
przebiegłość wampirów...
- Tak. Jeśli dasz mi... ulgę- zmusiłem się do powiedzenia tego- Jeśli
przestaniesz używać wampirzych trików. Tylko umiejętności walki. I tak cię nie
pokonam- zaśmiałem się smutno. Przez chwilę mi się przyglądał, a potem
odpowiedział ku mojemu zaskoczeniu:
- Dobrze. Czemu nie. Zwykła szermierka. Sam dawno nie walczyłem.
Mimowolnie odsunąłem się z obawą, gdy wyminął mnie. Wziął jednoręczny
miecz i obrócił się do mnie.
- Rozumiem, że brakuje ci treningów, więc zostanę twoim przeciwnikiem.
Atakuj.
Trochę niepewnie podniosłem swoje ostrze, ale zaraz po przyjęciu
odpowiedniej pozycji, wróciło moje ego łowcy i poczułem się pewniej.
Uśmiechnąłem się zimno. Będzie mi brakować takich walk.
Jeśli wampir zauważył zmianę, nie dał po sobie poznać. Skoczyłem w
jego stronę, robiąc krótki zamach, a Wład przesunął się i odbił swoim mieczem
mój. Okręciłem się, drugą ręką wysuwając mizerykordię i celując w jego gardło.
Znów uchylił się i zrobił ruch, zwiastujący cios w żebra. Zablokowałem
uderzenie, w całym ciele odczuwszy jego siłę. Bardzo dobrze zdawałem sobie
sprawę, że bawi się mną i że mam małą szansę chociażby go zranić... ale co z
tego.
Przyskoczyłem do niego i popchnąłem na ścianę. Musiałem go zaskoczyć,
bo bez oporu dał się przycisnąć do zimnych kamieni.
- Mam cię- syknąłem, wbijając mizerykordię w jego serce. Wciągnął
lekko zauważalnie powietrze, musiało go trochę zaboleć. Poczułem cień
satysfakcji, a potem przekręciłem ostrze. Ciekawe, czy gdyby było srebrne,
zrobiłoby mu coś poważniejszego? Samo wbicie nie, ale przekręcenie...?
Wampir warknął ze złością i odepchnął mnie tak mocno, że cofnąłem się
kilka kroków, potknąłem i upadłem.
- Odpuszczę ci to, już mógłbym cię zatargać do lochu i znów zostawić
na jakiś czas- mruknął. Zignorowałem go, bardziej zainteresowany trzymaną
mizerykordią. Osiągnąłem swój pierwszy cel- miałem jego krew.
Zlizałem krew z ostrza.
Wstrząsnął mną spazm i krzyknąłem z bólu. Do ciała dostała się
zaledwie odrobinka krwi, ale to wystarczyło, by zaczęła wyniszczać mój organizm
od środka.
- Co ty...?- Wład nie widział, co zrobiłem, ale chyba rozpoznał skutki
krwi wampira, bo w ściekłością przypadł do mnie- Co ty zrobiłeś?!
Podniosłem się chwiejnie, posyłając mu zwycięski uśmiech. Uderzył mnie
w przeponę, posyłając z powrotem na ziemię.
- Jeśli chciałeś się zabić, wystarczyło powiedzieć!- warknął i obrócił
mnie na plecy. Gdy zobaczył moją minę, pierwszy raz zobaczyłem jego szczery
szok- Nie chcesz się zabić.
Czułem, jakby całe moje ciało paliło się wewnętrznym ogniem,
bynajmniej nie namiętności. Nie miałem siły, by opierać się, cokolwiek będzie
chciał zrobić. Pozwalając jego krwi wniknąć do mnie, postawiłem na szali swoje
życie.
Wład błyskawicznie przycisnął mnie do ściany.
- Umierasz- wycedził- I nikt nie powiedział, że ci pomogę. Chyba nie
sądzisz, że cię zmienię? Łowcę w
wampira?
- Miałem nadzieję- zmusiłem się do wydania z siebie głosu i poczułem,
jak strużka krwi wypływa z kącika ust. Widok się rozmazywał, a krew Włada
nieprzerwanie mnie niszczyła... Było jej za mało, by zdominować ludzką część i
mnie zmienić. Musiałem go namówić, by mnie zmienił, albo umrę.
- Nadzieję?- prychnął- Nadzieja matką głupich. Powinieneś mieć
pewność.
- Zmień mnie... proszę- wykrztusiłem. Wampir zmrużył oczy, jakby się
zastanawiając.
- Po co chcesz zostać zmieniony?
- Chcę sprawdzić... czy łowcy chcą mojej śmierci- zakaszlałem,
próbując nie udusić się krwią- I zabiję wszystkich, którzy o tym wiedzieli.
Twarz Włada nieoczekiwanie rozjaśnił uśmiech.
- Zabijesz łowców? Na to ci pozwolę. I dopiero potem własnoręcznie cię
zabiję.
Puścił mnie i osunąłem się na posadzkę, po czym skuliłem z bólu.
Zgodził się... czułem ulgę. Wielką ulgę. Jakkolwiek bardzo ryzykowałem, nie
miałem ochoty umrzeć.
Problem w tym, że stał teraz nade mną i przyglądał się, jak umieram
zamiast dać mi swojej krwi.
- Czemu nic nie robisz?!- wycharczałem, wypluwając krew.
- Nie muszę- odparł spokojnie.
Zacząłem panikować, czując jak moje ciało niszczone jest od środka.
Jak się rozpada. Wypala. Psuje. Spojrzałem w górę, gdzie napotkałem bezlitosne
spojrzenie Włada.
A potem umarłem.
***
Co to za pyszny zapach...?
Otworzyłem oczy i wcisnąłem się w kamienie zaskoczony. Znowu byłem w
celi. Znowu czułem się osłabiony... ale tym razem nie towarzyszył mi Wład. A
tym zapachem była krew.
Krew przerażonej nastolatki, która obserwowała mnie, przywierając
plecami do przeciwległej ściany, jakby chciała w nią wniknąć. Zamarłem, widząc
to. Zmienił mnie. Byłem... byłem wampirem. Czułem jej krew, pot i strach,
widziałem wyraźnie jakbyśmy byli na słońcu, a ogień pochodni raził mnie tak
mocno, że musiałem mrużyć lekko oczy, gdy tylko zerknąłem w jego stronę.
Podniosłem się chwiejnie i od razu usłyszałem, że oddech dziewczyny
się urwał. Poczułem lekki ból w górnej szczęce i powoli dotknąłem palcami kłów.
Jęknąłem, wyczuwając palcami ostre krawędzie.
Powinienem słuchać na lekcjach. Jakim cudem, jeśli Wład kłamał, łowcy
uznali, że jestem najlepszym uczniem? Dopiero teraz przypomniałem sobie, że aby
zostać wampirem, trzeba najpierw umrzeć, a potem dostać krew wampira. gdybym
dostał więcej krwi przed śmiercią, to tylko sprawiłaby, że moje ciało
niszczyłoby się szybciej.
Nagle dziewczyna pisnęła przeraźliwie, zerwała się, po czym wcisnęła w
kąt. Poczułem od korytarza aurę, ale nie była to tylko aura Włada... a
przynajmniej nie taka, jak do tej pory. Wydawało mi się, czy skojarzyłem ją z więzią
łączącą rodzica i dziecko? Czułem więź z Władem jako wampir i stwórca?
Spojrzałem w stronę krat. Mężczyzna patrzył na mnie spokojnie, nawet
nie zerknął na nastolatkę.
- Czego chcesz?- spytałem zimno- Po co znowu mnie tu uwięziłeś?
Bez słowa przeniósł wzrok na dziewczynę, a potem znowu na mnie.
Zbladłem, złość się ulotniła i pojawił się strach.
- Nie zrobię tego!- syknąłem. "Jak chcesz" odpowiedziała mi
jego mina. Nie wypuści mnie, dopóki jej nie zabiję! Tylko... muszę zrobić to
dobrowolnie? Jeśli będę czekał, aż stracę panowanie nad głodem i zabiję ją nie
kontrolując instynktów, uwolni mnie czy przyprowadzi drugą ofiarę?
- Wypuść mnie!
- Nie- odpowiedział w końcu. Jego głos wydawał mi się bardzie
aksamitny niż wcześniej- może to przez lepszy słuch?
- Wiesz, kiedy cię uwolnię. Powinieneś mi dziękować, że cię zmieniłem,
a nie pozwoliłem umrzeć.
- Nie miałem pojęcia, że każesz mi zabić bezbronną kobietę!-
krzyknąłem znowu wściekły i przyskoczyłem do krat. Albo specjalnie pozwolił,
albo nie zdążył się odsunąć, ale chwyciłem go za koszulę na piersi i
przyciągnąłem do siebie. Wycedziłem przez zaciśnięte zęby:
- Jak stąd wyjdę, zabiję cię!
- Możesz spróbować. Ale najpierw stąd wyjdź- odparł spokojnie i
szybkim ruchem wyrwał materiał z moich palców.
A potem zniknął.
Powoli obróciłem się w stronę dziewczyny i gdy zobaczyłem jej
przerażone spojrzenie, poczułem, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.
- Nie zabiję cię- odezwałem się, próbując przekonać samego siebie- Nie
zmusi mnie do tego.
Nie wydawała się uspokojona. Usiadłem przy ścianie daleko od niej. Nie
zamierzałem jej zabić, broń Boże, jednak na sam zapach jej strachu, który
odbierałem jako przyjemny, kuszący zapach, zaczynała mnie boleć górna szczęka.
Gdy dodać do tego fakt, że krew buzowała w żyłach przez przerażenie... było
ciężko.






.full.1785747.jpg)
.jpg)
