Uch, to zdecydowanie nie jest śmieszne ;-; Jak obiecałam- w weekend. I nawet 1,3 k słów :D
--------------------------------
"Pierzyna!"
Z tą myślą ocknąłem się po kolejnym niespokojnym śnie. Leżałem pod
normalną pierzyną, na normalnych poduszkach...
Byłem obolały, przerażony i osłabiony, ale wyglądało na to, że Wład
skończył... bo skoro przeniósł mnie z powrotem do komnaty, to chyba skończył,
prawda?
Nagle drzwi zatrzasnęły się cicho. Zerwałem się i tylko ból całego
ciała powstrzymał mnie przed wyskoczeniem z łóżka. Opadłem na materac z cichym
jękiem.
Wampir podszedł spokojnie i spojrzałem na niego z paniką, odsuwając
się do dalszego rogu łóżka. Nie miałem siły zgrywać dzielnego łowcę. I odwagi.
Po tym czasie spędzonym w lochu bałem się samej jego obecności i tego, co może
mi zrobić. Tego, co chce mi zrobić.
- Jak się czujesz?- spytał. Potrząsnąłem lekko głową, niezdolny do
odpowiedzi. Gdy to zrobiłem, Dracula błyskawicznie chwycił mnie za żuchwę i
podniósł głowę, odkrywając pogryzioną szyję. Jęknąłem coś, ale strach tak mnie
sparaliżował, że nie próbowałem się wyrywać. Moja prawa ręka lekko drżała,
jakby sama zamierzała mnie bronić, jednak zauważyłem to dopiero wtedy, gdy
wampir przycisnął ją do materaca.
- Proszę...- wydusiłem- Błagam, już nie...
Błagałem go. Znowu. Dla łowcy było to nie do pomyślenia, jednak nie
byłem łowcą. Już nie. A mój uparty charakterek zostawiłem gdzieś w lochu. Albo
uciekł do domu.
Napiąłem mięśnie, ale nie szarpałem się, gdy bez słowa nachylił się.
Zacisnąłem powieki zrezygnowany, oddychając płytko i urywanie. Cholera. Jeśli
on mnie nie zabije, to sam to zrobię przy najbliższej okazji. Nie mogłem tak
żyć. Poczułem, że polizał rany, apotem nagle mnie puścił. Otworzyłem gwałtownie
oczy i chciałem zetrzeć ślinę, ale złapał mój nadgarstek z żelazny uścisk. Gdy
chciałem wyrwać rękę, wygiął ją. Jęknąłem z bólu, napinając ciało, a ten
przysunął go do ust. Z zaciśniętymi ustami patrzyłem, jak liże rany na
wewnętrznej stronie przedramienia.
- Puszczaj!- syknąłem lekko załamującym się głosem. Ku mojemu
zdziwieniu, spełnił prośbę.
- Pomagam ci- odezwał się cicho podejrzanie ciepłym głosem- W mojej
ślinie są substancje znieczulające i przyspieszające regenerację komórek. Sam
zdecyduj, czy dasz mi drugą rękę.
Zbladłem i szybko przyciągnąłem do piersi prawą rękę, kręcąc
gwałtownie głową. Wiedziałem, że mówi prawdę, jednak nie chciałem, by dotykał
mnie więcej, niż trzeba. Wystarczy, że znajdował się tak blisko.
- Jak chcesz- wzruszył ramionami- Odpoczywaj.
Obrócił się i wyszedł z komnaty.
Nie ogarniam go. Przed chwilą mnie torturował, a teraz zachowuje się,
jak mój opiekun!
Po kilku minutach sam zwlokłem się z łóżka i opuściłem pomieszczenie.
Musiałem znaleźć święte miejsce, tam byłbym bezpieczny przez jakiś czas...
-Mówiłem ci, że masz odpoczywać- gdy Dracula pojawił się kilkanaście
metrów przede mną, zatrzymałem się gwałtownie.
- Może i powinienem- odparłem słabo. Nie, to nie był ton buntownika.
Stwierdzałem tylko fakt- Zaprowadź mnie do kapliczki... proszę- zmusiłem się do
prośby. Prosiłem go już wcześniej, fakt, ale teraz było trochę inaczej. Nie
groził mi ugryzieniem... chyba. Wampir podniósł brew, słysząc to, ale obrócił
się i ruszył korytarzem takim tempem, bym nadążył.
- Dobrze. Ale potem musisz coś zjeść.
Zachciało mi się śmiać. Zabrzmiało to, jakby faktycznie chciał, bym
wrócił do zdrowia. Jakby faktycznie się mną opiekował.
Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, że naprawdę zaprowadził mnie do
kapliczki. Skręciliśmy kilka razy, a potem zatrzymał się. Stanąłem w
odpowiedniej odległości- chciałbym nazwać ją bezpieczną, ale przy wampirze nie
ma takiej- i spojrzałem na niego.
- To tu- wskazał głową drzwi naprzeciwko niego, a potem spytał nagle,
ni stąd i zowąd- Chcesz się przede mną ukryć?
Zamarłem. Zezłościłem go i zaraz się na mnie rzuci...? Jednak wampir
zauważył moją reakcję i uśmiechnął się lekko- i znowu nie złośliwie!
- Nic ci nie zrobię. Spodziewałem się, że będziesz chciał tu przyjść.
I nie będę ci przeszkadzać, dopóki nie postanowisz zrobić czegoś... głupiego.
Ostrożnie, nie odwracając się do niego plecami, podszedłem do drzwi i
wślizgnąłem się do środka. Pomieszczenie było zakurzone i przyrzekłem sobie, że
jeśli tylko wrócę do zdrowia, wyczyszczę ją. W powietrzu unosiły się drobinki
kurzu, przez co zacząłem kaszleć. Podszedłem do okiennic i otworzyłem je na
oścież. Do środka wdarł się lodowaty zimowy wiatr, ale odetchnąłem głęboko.
Dobrze było poczuć świeże powietrze po takim czasie spędzonym w lochach.
Usiadłem w ławce i odchyliłem głowę do tyłu. Nie zamierzałem się modlić. Mimo właściwości
świętych miejsc i krucyfiksów, niewielu łowców wierzyło w Boga. Wytłumaczono
nam już na samym początku nauki, że poświęcone przedmioty działają tak na
wampiry, bo ludzie w to wierzą. Gdyby
ktoś kiedyś wszczepił w ludzi myśl, że to złoto zabija, nie srebro, to teraz
zamiast srebrnych sztyletów nosilibyśmy złote. Proste. Spytałem kiedyś
nauczyciela, dlaczego więc nie uwierzymy, że możemy ich zabić czymkolwiek?
Odpowiedział mi, że łowcy nie są w stanie w to uwierzyć, trzeba by było
sprawić, by uwierzył cały świat. A tylko garstka ludzi, prócz łowców, wierzy w
wampiry.
Nagle poczułem lekki wstrząs, gdy ktoś położył mnie na łóżku.
Momentalnie oprzytomniałem i gwałtownie otworzyłem oczy. Wład właśnie naciągał
na mnie kołdrę. Drżałem z zimna, co sprawiło, że moje ruchy były jeszcze mniej
skoordynowane, gdy odsunąłem się od wampira. Podniósł brwi, widząc moją
reakcję.
- Rozumiem twój strach, ale w teraz akurat staram ci się pomóc.
Otworzyłeś okno, a potem straciłeś przytomność. Albo zasnąłeś. Na jedno wyjdzie.
Porządnie zmarłeś, więc stwierdziłem, że muszę cię stamtąd wyciągnąć.
- Wszedłeś do kapliczki?- wydusiłem zaskoczony.
- Tak. Mogę tam wejść na chwilę. Potem zaczyna mnie... odpychać. Czego
oni was uczą, że tego nie wiesz?
Nie odpowiedziałem, ani nie zapytałem, co się dokładnie dzieje, gdy
przekroczy próg. Każdy wampir miał inne objawy. Znowu powinienem słuchać na
lekcjach, pamiętałbym więcej.
- Po co mnie wyciągnąłeś?
- Zamarzłbyś- chyba zdziwiło go to pytanie. Jakby było normalne, że
wampir troszczy się o łowcę...- Zachorowałbyś. Nie sądzę, by jeszcze jedna
choroba ci pomogła.
Prychnąłem, odwracając wzrok.
- Czego ode mnie chcesz? Powiesz w końcu?
- Jeśli jesteś gotowy to usłyszeć- rzuciłem mu wściekłe spojrzenie-
Chociaż jeszcze nie wyzdrowiałeś, chyba jesteś. Więc słuchaj. Odkąd jestem
wampirem, pozwalam człowiekowi przebywać w tym zamku. Wchodzi, mieszka w nim, a
gdy umrze, znów czekam, aż ktoś tu zajrzy. Trafiło na ciebie. Gdyby ktoś tu
był, to albo bym cię zabił, albo nawet nie pozwolił przekroczyć progu.
- Że niby mam tu mieszkać? Z
tobą? Z wampirem Draculą? Jestem łowcą!- syknąłem zaskoczony.
- Byłeś łowcą- odparł
spokojnie- Nie zdajesz sobie w tego sprawy, ale gdybyś wrócił do domu, zabiliby
cię.
- Co...?!- miałem ochotę się na niego rzucić. Nawet jeśli nie zdałem
testu i powinienem być martwy, nie pozwolę mu obrażać mojej rodziny!
- Daj mi skończyć. Obserwuję was od dawna- tak, wiem, gdzie macie
siedzibę- i pamiętam, jak kiedyś zakradłeś się na dół, na najniższe piętro.
Zobaczyłeś tam coś, czego nie powinieneś.
Zmrużyłem oczy, sięgając w głąb pamięci. Fakt, coś mi się kojarzyło,
zawsze lubiłem się skradać za starszymi łowcami... Któregoś razu dotarłem
gdzieś, gdzie nigdy wcześniej nie byłem. Wyglądało jak nowoczesne laboratorium...
gdy tylko mnie zobaczyli, wpadli w panikę.
Dostałem porządny opieprz, jaką karę... a jak teraz myślę, to nie
powinni wpaść w aż taki popłoch. Miałem tylko dziesięć lat... Zobaczyłem coś,
czego zdecydowanie nie miał widzieć nikt postronny.
Wład chce mi powiedzieć, że nie wysłali mnie do niego, bo przecenili
moje umiejętności, tylko by mnie zabił?!
Spojrzałem na wampira z wściekłością.
- Nie wierzę ci! Kłamiesz!
- I mówisz tak ty, czy ta część ciebie wierna łowcom?- spytał.
Zacisnąłem mocno szczęki. Jasne, że ta łowcza część. Ja sam wiedziałem, że
wystawili mnie na odstrzał...
- Pozwól mi to sprawdzić- wycedziłem- Pozwól mi do nich pójść. Wiem,
że jeśli bym do ciebie nie wrócił, poszedłbyś tam i zabił ich wszystkich, a
mnie zabrał ze sobą. I pewnie...- zaciąłem się na chwilę, gdy nagle poczułem
strach- ... i pewnie wsadził do lochu.
- Wiem, że wiesz- uśmiechnął się kpiąco- Ale nie pozwolę ci.
- Dlaczego?!- poderwałem się z łóżka, ale gdy poczułem zawroty, z
jękiem opadłem z powrotem.
- Zanim wrócisz do zdrowia minie kilka tygodni...
- Ludzie zdrowieją szybciej. Rozumiem, żeś jest wampir, ale nie
niedoceniaj ludzi- przerwałem mu ze złością
- Nie niedoceniam. Wszystko zależy od tego, jak będziesz się
zachowywał. I wiesz, co o tym sądzę? Jak tam pójdziesz, zabiją cię.
- A co cię to obchodzi?!
- Nie mogę pozwolić, by zabito mojego...- urwał, jakby szukał słowa-
... podopiecznego.
- Podopiecznego?!- rzuciłem- Do reszty cię pogięło?! Nie jestem twoim
podopiecznym!
- Jak uważasz- wzruszył ramionami- A więc, eksłowco, zamierzasz coś zjeść?
Zawarczałem, słysząc nowe określenie, a potem wstałem chwiejnie i
ruszyłem za nim do kuchni. Obawiałem się, co mógłby zrobić, gdybym odmówił
jedzenia.

Jak to mawiają... każdy kij ma dwa końce i to z resztą widać w tym rozdziale. Na początku ukazałaś Vlad'a jako zimnego potwora, a tu ukazałaś jego "lepszą" stronę. I to uwielbiam w opowiadaniach o wampirach. Mam nadzieje że Mircea i Vlad znajdą "nić porozumienia"... kiedyś.
OdpowiedzUsuńOby tak dalej.
Czekam na kolejny rozdział...
Uff, już się bałam, że dostanę opieprz za lepszą i niesadystyczną stronę Włada <3 Dzięki ci ^.^
UsuńNo cóż... ja jestem taka, że lubię takich nie jedno znacznych bohaterów. Nie ważne czy z książek, filmów, opowiadań. A tu przykładem takiego właśnie bohatera jest nasz ulubiony Vladi (Zdrobnienie od Vlad'a). To czyni wszystkie opowieści ciekawsze. I zawsze się tym kieruje kiedy piszę swoje.
UsuńJeszcze jest opcja "Vladzio"
UsuńAle wolę Vladi... Vladzio brzmi trochę dziwnie
UsuńA Vladi nie? XD Nie będę się czepiać,jakpo prostu Vladzio kojarzęz takiej jednej książki (chyba) i jestem przyzwyczajona :D
UsuńCóż... jak kto woli. Ja wzięłam Vladi od Vladimir'a z Lol'a i tak zostało xD.
UsuńA ja tam lubię wersję Wołodia, które wprawdzie jest od Władimira, a nie Władysława, ale brzmi uroczo.
OdpowiedzUsuńUroczo na pewno :D
UsuńBtw, Hatre... jak tam Future? :I