sobota, 18 kwietnia 2015

MV Rozdział IV


Uch, to zdecydowanie nie jest śmieszne ;-; Jak obiecałam- w weekend. I nawet 1,3 k słów :D
--------------------------------
"Pierzyna!"
Z tą myślą ocknąłem się po kolejnym niespokojnym śnie. Leżałem pod normalną pierzyną, na normalnych poduszkach...
Byłem obolały, przerażony i osłabiony, ale wyglądało na to, że Wład skończył... bo skoro przeniósł mnie z powrotem do komnaty, to chyba skończył, prawda?
Nagle drzwi zatrzasnęły się cicho. Zerwałem się i tylko ból całego ciała powstrzymał mnie przed wyskoczeniem z łóżka. Opadłem na materac z cichym jękiem.
Wampir podszedł spokojnie i spojrzałem na niego z paniką, odsuwając się do dalszego rogu łóżka. Nie miałem siły zgrywać dzielnego łowcę. I odwagi. Po tym czasie spędzonym w lochu bałem się samej jego obecności i tego, co może mi zrobić. Tego, co chce mi zrobić.
- Jak się czujesz?- spytał. Potrząsnąłem lekko głową, niezdolny do odpowiedzi. Gdy to zrobiłem, Dracula błyskawicznie chwycił mnie za żuchwę i podniósł głowę, odkrywając pogryzioną szyję. Jęknąłem coś, ale strach tak mnie sparaliżował, że nie próbowałem się wyrywać. Moja prawa ręka lekko drżała, jakby sama zamierzała mnie bronić, jednak zauważyłem to dopiero wtedy, gdy wampir przycisnął ją do materaca.
- Proszę...- wydusiłem- Błagam, już nie...
Błagałem go. Znowu. Dla łowcy było to nie do pomyślenia, jednak nie byłem łowcą. Już nie. A mój uparty charakterek zostawiłem gdzieś w lochu. Albo uciekł do domu.
Napiąłem mięśnie, ale nie szarpałem się, gdy bez słowa nachylił się. Zacisnąłem powieki zrezygnowany, oddychając płytko i urywanie. Cholera. Jeśli on mnie nie zabije, to sam to zrobię przy najbliższej okazji. Nie mogłem tak żyć. Poczułem, że polizał rany, apotem nagle mnie puścił. Otworzyłem gwałtownie oczy i chciałem zetrzeć ślinę, ale złapał mój nadgarstek z żelazny uścisk. Gdy chciałem wyrwać rękę, wygiął ją. Jęknąłem z bólu, napinając ciało, a ten przysunął go do ust. Z zaciśniętymi ustami patrzyłem, jak liże rany na wewnętrznej stronie przedramienia.
- Puszczaj!- syknąłem lekko załamującym się głosem. Ku mojemu zdziwieniu, spełnił prośbę.
- Pomagam ci- odezwał się cicho podejrzanie ciepłym głosem- W mojej ślinie są substancje znieczulające i przyspieszające regenerację komórek. Sam zdecyduj, czy dasz mi drugą rękę.
Zbladłem i szybko przyciągnąłem do piersi prawą rękę, kręcąc gwałtownie głową. Wiedziałem, że mówi prawdę, jednak nie chciałem, by dotykał mnie więcej, niż trzeba. Wystarczy, że znajdował się tak blisko.
- Jak chcesz- wzruszył ramionami- Odpoczywaj.
Obrócił się i wyszedł z komnaty.
Nie ogarniam go. Przed chwilą mnie torturował, a teraz zachowuje się, jak mój opiekun!
Po kilku minutach sam zwlokłem się z łóżka i opuściłem pomieszczenie. Musiałem znaleźć święte miejsce, tam byłbym bezpieczny przez jakiś czas...
-Mówiłem ci, że masz odpoczywać- gdy Dracula pojawił się kilkanaście metrów przede mną, zatrzymałem się gwałtownie.
- Może i powinienem- odparłem słabo. Nie, to nie był ton buntownika. Stwierdzałem tylko fakt- Zaprowadź mnie do kapliczki... proszę- zmusiłem się do prośby. Prosiłem go już wcześniej, fakt, ale teraz było trochę inaczej. Nie groził mi ugryzieniem... chyba. Wampir podniósł brew, słysząc to, ale obrócił się i ruszył korytarzem takim tempem, bym nadążył.
- Dobrze. Ale potem musisz coś zjeść.
Zachciało mi się śmiać. Zabrzmiało to, jakby faktycznie chciał, bym wrócił do zdrowia. Jakby faktycznie się mną opiekował.
Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, że naprawdę zaprowadził mnie do kapliczki. Skręciliśmy kilka razy, a potem zatrzymał się. Stanąłem w odpowiedniej odległości- chciałbym nazwać ją bezpieczną, ale przy wampirze nie ma takiej- i spojrzałem na niego.
- To tu- wskazał głową drzwi naprzeciwko niego, a potem spytał nagle, ni stąd i zowąd- Chcesz się przede mną ukryć?
Zamarłem. Zezłościłem go i zaraz się na mnie rzuci...? Jednak wampir zauważył moją reakcję i uśmiechnął się lekko- i znowu nie złośliwie!
- Nic ci nie zrobię. Spodziewałem się, że będziesz chciał tu przyjść. I nie będę ci przeszkadzać, dopóki nie postanowisz zrobić czegoś... głupiego.
Ostrożnie, nie odwracając się do niego plecami, podszedłem do drzwi i wślizgnąłem się do środka. Pomieszczenie było zakurzone i przyrzekłem sobie, że jeśli tylko wrócę do zdrowia, wyczyszczę ją. W powietrzu unosiły się drobinki kurzu, przez co zacząłem kaszleć. Podszedłem do okiennic i otworzyłem je na oścież. Do środka wdarł się lodowaty zimowy wiatr, ale odetchnąłem głęboko. Dobrze było poczuć świeże powietrze po takim czasie spędzonym w lochach. Usiadłem w ławce i odchyliłem głowę do tyłu. Nie zamierzałem się modlić. Mimo właściwości świętych miejsc i krucyfiksów, niewielu łowców wierzyło w Boga. Wytłumaczono nam już na samym początku nauki, że poświęcone przedmioty działają tak na wampiry, bo ludzie w to wierzą. Gdyby ktoś kiedyś wszczepił w ludzi myśl, że to złoto zabija, nie srebro, to teraz zamiast srebrnych sztyletów nosilibyśmy złote. Proste. Spytałem kiedyś nauczyciela, dlaczego więc nie uwierzymy, że możemy ich zabić czymkolwiek? Odpowiedział mi, że łowcy nie są w stanie w to uwierzyć, trzeba by było sprawić, by uwierzył cały świat. A tylko garstka ludzi, prócz łowców, wierzy w wampiry.
Nagle poczułem lekki wstrząs, gdy ktoś położył mnie na łóżku. Momentalnie oprzytomniałem i gwałtownie otworzyłem oczy. Wład właśnie naciągał na mnie kołdrę. Drżałem z zimna, co sprawiło, że moje ruchy były jeszcze mniej skoordynowane, gdy odsunąłem się od wampira. Podniósł brwi, widząc moją reakcję.
- Rozumiem twój strach, ale w teraz akurat staram ci się pomóc. Otworzyłeś okno, a potem straciłeś przytomność. Albo zasnąłeś. Na jedno wyjdzie. Porządnie zmarłeś, więc stwierdziłem, że muszę cię stamtąd wyciągnąć.
- Wszedłeś do kapliczki?- wydusiłem zaskoczony.
- Tak. Mogę tam wejść na chwilę. Potem zaczyna mnie... odpychać. Czego oni was uczą, że tego nie wiesz?
Nie odpowiedziałem, ani nie zapytałem, co się dokładnie dzieje, gdy przekroczy próg. Każdy wampir miał inne objawy. Znowu powinienem słuchać na lekcjach, pamiętałbym więcej.
- Po co mnie wyciągnąłeś?
- Zamarzłbyś- chyba zdziwiło go to pytanie. Jakby było normalne, że wampir troszczy się o łowcę...- Zachorowałbyś. Nie sądzę, by jeszcze jedna choroba ci pomogła.
Prychnąłem, odwracając wzrok.
- Czego ode mnie chcesz? Powiesz w końcu?
- Jeśli jesteś gotowy to usłyszeć- rzuciłem mu wściekłe spojrzenie- Chociaż jeszcze nie wyzdrowiałeś, chyba jesteś. Więc słuchaj. Odkąd jestem wampirem, pozwalam człowiekowi przebywać w tym zamku. Wchodzi, mieszka w nim, a gdy umrze, znów czekam, aż ktoś tu zajrzy. Trafiło na ciebie. Gdyby ktoś tu był, to albo bym cię zabił, albo nawet nie pozwolił przekroczyć progu.
- Że niby mam tu mieszkać? Z tobą? Z wampirem Draculą? Jestem łowcą!- syknąłem zaskoczony.
- Byłeś łowcą- odparł spokojnie- Nie zdajesz sobie w tego sprawy, ale gdybyś wrócił do domu, zabiliby cię.
- Co...?!- miałem ochotę się na niego rzucić. Nawet jeśli nie zdałem testu i powinienem być martwy, nie pozwolę mu obrażać mojej rodziny!
- Daj mi skończyć. Obserwuję was od dawna- tak, wiem, gdzie macie siedzibę- i pamiętam, jak kiedyś zakradłeś się na dół, na najniższe piętro. Zobaczyłeś tam coś, czego nie powinieneś.
Zmrużyłem oczy, sięgając w głąb pamięci. Fakt, coś mi się kojarzyło, zawsze lubiłem się skradać za starszymi łowcami... Któregoś razu dotarłem gdzieś, gdzie nigdy wcześniej nie byłem. Wyglądało jak nowoczesne laboratorium... gdy tylko mnie zobaczyli, wpadli w panikę.  Dostałem porządny opieprz, jaką karę... a jak teraz myślę, to nie powinni wpaść w aż taki popłoch. Miałem tylko dziesięć lat... Zobaczyłem coś, czego zdecydowanie nie miał widzieć nikt postronny.
Wład chce mi powiedzieć, że nie wysłali mnie do niego, bo przecenili moje umiejętności, tylko by mnie zabił?!
Spojrzałem na wampira z wściekłością.
- Nie wierzę ci! Kłamiesz!
- I mówisz tak ty, czy ta część ciebie wierna łowcom?- spytał. Zacisnąłem mocno szczęki. Jasne, że ta łowcza część. Ja sam wiedziałem, że wystawili mnie na odstrzał...
- Pozwól mi to sprawdzić- wycedziłem- Pozwól mi do nich pójść. Wiem, że jeśli bym do ciebie nie wrócił, poszedłbyś tam i zabił ich wszystkich, a mnie zabrał ze sobą. I pewnie...- zaciąłem się na chwilę, gdy nagle poczułem strach- ... i pewnie wsadził do lochu.
- Wiem, że wiesz- uśmiechnął się kpiąco- Ale nie pozwolę ci.
- Dlaczego?!- poderwałem się z łóżka, ale gdy poczułem zawroty, z jękiem opadłem z powrotem.
- Zanim wrócisz do zdrowia minie kilka tygodni...
- Ludzie zdrowieją szybciej. Rozumiem, żeś jest wampir, ale nie niedoceniaj ludzi- przerwałem mu ze złością
- Nie niedoceniam. Wszystko zależy od tego, jak będziesz się zachowywał. I wiesz, co o tym sądzę? Jak tam pójdziesz, zabiją cię.
- A co cię to obchodzi?!
- Nie mogę pozwolić, by zabito mojego...- urwał, jakby szukał słowa- ... podopiecznego.
- Podopiecznego?!- rzuciłem- Do reszty cię pogięło?! Nie jestem twoim podopiecznym!
- Jak uważasz- wzruszył ramionami- A więc, eksłowco, zamierzasz coś zjeść?

Zawarczałem, słysząc nowe określenie, a potem wstałem chwiejnie i ruszyłem za nim do kuchni. Obawiałem się, co mógłby zrobić, gdybym odmówił jedzenia.

9 komentarzy:

  1. Jak to mawiają... każdy kij ma dwa końce i to z resztą widać w tym rozdziale. Na początku ukazałaś Vlad'a jako zimnego potwora, a tu ukazałaś jego "lepszą" stronę. I to uwielbiam w opowiadaniach o wampirach. Mam nadzieje że Mircea i Vlad znajdą "nić porozumienia"... kiedyś.
    Oby tak dalej.
    Czekam na kolejny rozdział...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, już się bałam, że dostanę opieprz za lepszą i niesadystyczną stronę Włada <3 Dzięki ci ^.^

      Usuń
    2. No cóż... ja jestem taka, że lubię takich nie jedno znacznych bohaterów. Nie ważne czy z książek, filmów, opowiadań. A tu przykładem takiego właśnie bohatera jest nasz ulubiony Vladi (Zdrobnienie od Vlad'a). To czyni wszystkie opowieści ciekawsze. I zawsze się tym kieruje kiedy piszę swoje.

      Usuń
    3. Jeszcze jest opcja "Vladzio"

      Usuń
    4. Ale wolę Vladi... Vladzio brzmi trochę dziwnie

      Usuń
    5. A Vladi nie? XD Nie będę się czepiać,jakpo prostu Vladzio kojarzęz takiej jednej książki (chyba) i jestem przyzwyczajona :D

      Usuń
    6. Cóż... jak kto woli. Ja wzięłam Vladi od Vladimir'a z Lol'a i tak zostało xD.

      Usuń
  2. A ja tam lubię wersję Wołodia, które wprawdzie jest od Władimira, a nie Władysława, ale brzmi uroczo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroczo na pewno :D
      Btw, Hatre... jak tam Future? :I

      Usuń