sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział XXII

Tak więc macie jeszcze ^^ Nudzi mi się i pisze dalszą część, bo wena sie znalazła. I dobrze, skoro są wakacje (wakacje! Nareszcie! :D )
Jeśli boicie się tego co ja teraz piszę, to przerazi was co potem będzie. Za kilka rozdziałów ^^
-----------------------------------------


Rozdział XXII

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w tym samym pokoju co zawsze.
„ Sen czy…”
Podniosłam lewą rękę i dotknęłam prawej. Poczułam gips i westchnęłam, domyślając się, że Wampir tu jest. Usiadłam, i spytałam, patrząc na Alucarda.
- Zadowolony?
- Nie ma powodu bym był.
- A owszem, jest. Nawet dwa. Że jestem u ciebie, i że złamałeś mi rękę.
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Jeśli postanowisz mnie uspać, lub co gorsza gryźć, to nawet nie będę próbowała tłumaczyć.
- Gdzie był wampir-matka tych ghouli?- mimo tego, że pytanie zupełnie nie było na temat, byłam w stanie odpowiedzieć błyskawicznie.
- W chatce, w lesie.
- Mów- usiadł na skraju łóżka tuż obok mnie. Zlustrowałam go wzrokiem.
- Pozwalam ci usiąść tak blisko, tylko dlatego, że ci ufam.- i to była prawda, przecież kiedyś nie pozwoliłabym mu się zbliżyć na dwa metry, od razu wrzeszczałam.
- Ufasz mi?
- Nabrałam zaufania wcześniej.
Nic nie odpowiedział.
- Hmm… od czego zacząć? Od ciebie może. Nazywasz się Nosferatu Alucard, jesteś najstarszym i najpotężniejszym wampirem, Król Nie-umarłych, Prawdziwy Nieśmiertelny…
- Wystarczy.
- Okay. Służysz Tajnej Organizacji Rycerzy Protestanckich, zwanych Agencją Hellsing. Głową tej Organizacji, jak również twoją Panią, jest Integra Farburke Wingates Hellsing…
- Jak się nazywa?- przerwał mi ostro.
- Źle powiedziałam? Integra Farburke Wingates Hellsing.
- Dobrze.
Nie zamierzałeś mnie zabić, prawda?
Chwila ciszy.
- Nie.
- Wcześniej też. Nie zmieniłeś się.- uśmiechnęłam się, chyba z lekką złośliwością.
Znów nie odpowiedział.
- Nie znam innych powodów, poza tym, że mam dobrą krew. Sam tak powiedziałeś. Chcesz to sprawdzić?- rozejrzałam się i zobaczyłam na szafce nocnej mój nóż. Wzięłam go, i przejechałam po lewej dłoni, robiąc czerwony ślad. Zobaczyłam, że Alucard zmrużył lekko oczy.
- Pachnie rzeczywiście ładnie.
- To się upewnij. – wyciągnęłam w jego stronę krwawiącą rękę. Złapał ją i, zanim zdążyłam zauważyć, przyssał się do niej, robiąc mi ślady kłami.
Myślałam, że tylko zliże krew. Zassałam powietrze, gdy zaczęło mniej znośnie boleć.
- Myślę, ze już wiesz jaka jest.- spróbowałam wyrwać rękę z jego uścisku, ale nic. Nawet nie drgnął. Starałam się nie okazywać paniki, która zaczęłam mnie ogarniać, gdy zaczęłam słabnąć.
- ALUCARD!- też nic.
„ Cholera, puść mnie! Co zrobić? Kiedyś go uderzyłam, ale to było kiedyś! A teraz?! Nie wiem jak zareaguje!”
Zacisnęłam zęby i zdecydowałam, że zaryzykuję. Podniosłam wolną rękę, gdy Wampir zniknął i pojawił się przy drzwiach.
Spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem, a potem przycisnęłam krwawiąca dłoń do piersi.
- Miałaś rację.
Znów zniknął, a drzwi do łazienki zaskrzypiały. Sekundę później trzymał w ręce bandaż. Usiadł, choć, jak zauważyłam, trochę dalej.
- Pokaż.
Wyciągnęłam w jego stronę krwawiącą dłoń, a on w ciszy opatrzył ranę. Potem spytał:
- Skąd to wiesz?
- Szłam przez las, jakiś mężczyzna mnie zaatakował, zranił mnie, ja go zabiłam, a potem zemdlałam.- powiedziałam to na jednym tchu.- A potem stałam przed rodzicami.
- Byłaś wtedy wampirzycą?
Przytaknęłam.
- Dzięki niejakiemu Andersonowi.
- Andersonowi?!
- Tak… zabił mnie, by widzieć jak cierpisz.
- Jak cierpię?- powtórzył.
- Przez ponad pół roku opiekowałeś się mną.- powiedziałam cicho.- A Anderson chciał zobaczyć jak cierpisz, więc zabił mnie na twoich oczach.
Chwila ciszy.
- Zostałaś trafiona srebrnym nabojem, a potem się pojawiłaś przed rodzicami?
- Raczej tak.
- Czasami, gdy wampir, nie Nosferatu, zostanie trafiony srebrnym pociskiem, ale nie umrze, tylko straci świadomość, to jest możliwość, że przeniesie się  w czasie. Dostałaś drugą szansę.
- Ale rodziców nie uratowałam.
- Możliwości po przeniesieniu są bardzo ograniczone. Nie masz szans tak zmienić przeszłości, by żyli. Ile razy byś się cofnęła, tyle razy by zginęli. A ty znalazłabyś się u mnie. Tylko, że na wiele sposobów.
- Szkoda…
- Chcesz wrócić?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Nie wiem…
- Musisz się dowiedzieć.
- Jest sposób na powrót?
Westchnął.
- Nie powiem, by był bezbolesny, musisz zostać zraniona w to samo miejsce.
- A co się stanie jak zostanę?
- Nic. Będziesz wiedziała więcej, ale to nie zawsze pomaga.
- Umiałbyś sprawić, bym wróciła?
- Ta.. wyobraź sobie, gdzie bolało zanim zemdlałaś.
Ktoś zapukał i gwałtownie spojrzałam w stronę drzwi.
- Wejdź.- odezwał się Wampir, a do pomieszczenia wszedł Walter.
- O.- zatrzymał się w progu, patrząc, zaskoczony, na mnie. Trzymał w ręce srebrną walizeczkę. - Co ty robisz?- zwrócił się do Alucarda, ale ten nie odpowiedział.- W każdym razie, możesz na chwilę?
- Chodzi o Jackala?
Walter przytaknął.
„ Jackal…?”
- Możesz przy niej. Zna mnie, ciebie, Integrę, a nawet Andersona.- powiedział Alucard, a mężczyzna wydał się jeszcze bardziej zaskoczony.
- Znasz mnie?- zwrócił się do mnie, a ja kiwnęłam lekko głową.
- Masz na imię Walter.
- Skąd wiesz?
- Szłam przez las, jakiś mężczyzna mnie zaatakował, zranił mnie, ja go zabiłam, a potem zemdlałam.- znów powiedziałam to na jednym tchu.- A potem stałam przed rodzicami.
- Potem mi to wyjaśnisz, Alucard- Walter podszedł do stolika, położył walizeczkę i zaczął odpinać zatrzaski.- Śpieszę się, Integra mnie wzywa.
Wyjął pistolet, którego najpierw nie rozpoznałam, a potem zdałam sobie sprawę, że to druga broń Wampira. Ta, którą mi kiedyś groził. Odetchnęłam cicho czekając aż Walter załatwi sprawę pistoletu, a gdy wyszedł, spojrzałam na Alucarda, który skierował lufę w moją stronę.
- Na pewno?
- Jeśli nie wrócę, możesz wypić moją krew- spróbowałam go pocieszyć. Przewrócił oczami.
- Przypomnij sobie, gdzie bolało.
Pomyślałam intensywnie, a ułamek sekundy później Wampir nacisnął spust. Siła odrzutu uderzyła mną w ścianę, a potem zobaczyłam, że Alucard wstał, i zamknęłam oczy.

piątek, 28 czerwca 2013

Mała prośba

Tak więc teraz proszę o szczere komentarze dotyczące zmian w szablonie wprowadzonych przeze mnie ^^
Czy coś za mało widać, czy coś  w ogóle znikło...
Arigato- Arisu

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział XXI

Mój umysł czasami mnie naprawde przeraża.
-----------------------------------------------


„ Gdzie jestem?”
Pomyślałam nieprzytomnie. Stałam w swoim domu, przed… rodzicami. Zaniemówiłam.
- Ubierz bluzę, Może być chłodno.- odezwał się ojciec.
- Ale…
- Żadnych „ale”. Jedziemy na piknik, i tego nie zmienisz.- przerwała niecierpliwe mama.
„ Czy… to wydarzenie sprzed roku? Sen? Nie, zbyt realny…”
Uszczypnęłam się mocno w ramię, lecz tak, by rodzice nie zauważyli. Bolało, a w śnie chyba nie powinno bolec, prawda?
„ Przeniosłam się w czasie…? To chyba nie możliwe, ale… jeśli tak, to powinnam uratować rodziców… otrzymałam druga szansę, nie chcę jej zmarnować! Jeśli pojedziemy na ten piknik, to oni zginą!”
- Nie jedziemy na żaden piknik.
- Czemu?- spytał ojciec, zdziwiony moja stanowczością w głosie.
- Bo…- zawahałam się. Nie mogę powiedzieć o Alucardzie, bo po pierwsze nie uwierzą, po drugie on ich znajdzie i zabije!- … przeczuwam, ze stanie się coś złego.
- Bzdura.- tata machnął lekceważąco ręką- Bądź za piętnaście minut w aucie.
Nie odpuszczą… teraz jedynie mogę się przygotować odpowiednio.
- Dobrze.- westchnęłam i poszłam do pokoju. Tam natychmiast zamknęłam drzwi i zaczęłam gorączkowo myśleć.
„ Jakaś broń… kijka nie mam, nóż biorę, krzyżyk… mam tylko ja. Dam go rodzicom. Woda święcona… właśnie! Gdzie ona była…? W szafce na przedpokoju był słoiczek chyba…. Pokropię ich nią… i siebie też. Tylko czy to pomoże? Nie, przed Alucardem na pewno nie pomoże, ale przecież ghoule są za słabe by ugryźć pokropioną szyję, prawda?
Włożyłam nóż do spodni, po czym cichutko poszłam i wzięłam wodę. Zamoczyłam palce i przejechałam po szyi, a potem schowałam słoiczek do kieszeni i poszłam do auta. Tam delikatnie, by nie zauważyli, pochlapałam szyje rodziców.
Gdy dotarliśmy od razu poszłam zrobić kilka patyków.
„ Wyposażenie jak na wojnę”
Przeleciało mi przez głowę, gdy patrzyłam na mój zestaw broni.
- Pójdziesz pozbierać mi jabłka? Zrobię w domu jabłecznik.- poprosiła mama.
- Ale…
- Co „ale”?
Odetchnęłam głęboko. Musiałam powiedzieć.
- Jeśli odejdę, zaatakują wampiry i zabiją was, a potem mnie.- powiedziałam na jednym tchu.
- Ta twoja fantazja mnie zaskakuje... Jakie książki czytałaś ostatnio?
- Ale…
- Żadnych „ale”. Rodzice chcą porozmawiać o ważnych sprawach.
Odwróciłam się, udając naburmuszoną i ruszyłam w stronę drugiego końca polany.
„ Nie będę zbierać jabłek, gdy moja rodzina jest w…”
Przerwał mi przeraźliwy krzyk matki.
„ Za wcześnie!”
Odwróciłam się błyskawicznie, akurat, by zobaczyć, jak ghoul zatapia kły w szyi taty, a matkę atakuje drugi.
Zaczęłam biec w ich kierunku, w biegu wyciągając słoiczek, a gdy dobiegłam, pochlapałam wszystkich, a ci rozpadli się w proch. Rodzice też. Upuściłam słoik roztrzęsiona i osunęłam się na kolana. Znów widziałam śmierć rodziny…
„ Nie mogę iść do chaty, sytuacja się powtórzy… jak tu zostanę, Alucard mnie znajdzie… inny budynek? Uciekać autem? Tata miał kluczyki, a one rozpadły się wraz z nim. Czyli budynek.”
Zajrzałam do pierwszego lepszego budynku, a gdy się okazał pusty, weszłam. Zamknęłam drzwi na klucz.
„ Alucarda to i tak nie powstrzyma, a ghoule chociaż przez chwilę”
Siadłam przy stole i położyłam na głowę na ramionach.
I po kilku minutach ( które dla mnie trwały wieczność) doczekałam się.
- Witam, panno…
- Przymknij się, Alucard. Mam gorsze problemy od ciebie.
Zamilkł zaskoczony, a ja się wyprostowałam. Pojawił się tuż przede mną i nachylił się jeszcze bliżej. Nawet nie drgnęłam.
- Znasz mnie?
- Sama tego nie rozumiem, ale spróbuję ci…- przerwałam- PRZESTAŃ!- wrzasnęłam na niego, bowiem zrobiłam się senna. Odepchnęłam go od siebie, i, korzystając z zaskoczenia Wampira, skoczyłam na niego. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale gdy byłam jeszcze w powietrzu, poczułam, że zamierają mi mięśnie.
„ Nie! Nie lubię tego czaru!”
Upadłam i usłyszałam okropny trzask w prawej ręce. Wrzasnęłam, i przycisnęłam ją do siebie. A Alucard stał i patrzył osłupiały na mnie wijącą się z bólu.
- Ruszasz się.
- Jak mam się nie ruszać, skoro złamałeś mi przedramię?- syknęłam- Wiesz jak to boli?!
Nie odpowiedział.
- Czemu mnie nie złapałeś? Przecież nic bym ci nie zrobiła!
Znów się nie odezwał, a ja straciłam wzrok. Westchnęłam, słysząc, ze podchodzi.
- Czemu mam nie wiedzieć? Uśpij mnie.
Poczułam, że mnie podniósł, bym stała i zbliżył się do mojej szyi.
- Zabiję cię.- wyszeptał zimno, zahaczając skórę kłami. Poczułam gorącą strużkę krwi i nie powstrzymałam się przed wzdrygnięciem. Usłyszałam cichy śmiech.
- To zabij. Może jak zginę tutaj, to tam wrócę.
- Hm?- nie udało mu się ukryć zaskoczenia.- Gdzie?
- Powiem ci, jak mnie przestaniesz straszyć.
Miałam trochę zabawy, wiedząc coś, czego Alucard nie wie. Mimo powagi sytuacji… tak długo czekałam na taki moment.
- Zabierz mnie do siebie.- poprosiłam, czując narastający ból w ręce.
- Gdzie?
- Do Londynu.
Nastała cisza. Wiedziałam, co się teraz stanie. Skoro wiedziałam, gdzie mieszka, to Alucard ma tylko dwie możliwości: zabić mnie, albo zabrać ze sobą.
Poczułam zmęczenie i zamknęłam oczy. Wybrał tą drugą, wiedziałam, że mnie nie zabije. Nie opierałam się, od razu zasnęłam.

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział XXI- część 2

Wstyd... zapomniałam, że jest czwartek i że mam wstawić notkę :/ A całe popołudnie siedziałam na komputerze :p (Jest jeszcze przynajmniej jedna część tego rozdziału)
Tak więc macie już:
-----------------------


Wdychałam powietrze, nie mogąc się nadziwić, jak mogłam żyć z takimi przytłumionymi zmysłami.
„ Gdy byłam człowiekiem, nie miałam wady wzroku ani słuchu, a teraz widzę jakieś 5 razy lepiej niż wtedy… jeśli nie jestem jeszcze Nosferatu, to jak będę widzieć wtedy?”
Potrząsnęłam głową.
„ Tego się nie dowiem! Nie zabiję kogoś, tylko po to, by… by co? Nieśmiertelność już mam, na co mi więcej? Wyostrzone zmysły też, na co mi przenikanie przez ściany, czy…”
Usłyszałam nienaturalny szelest na prawo, za krzakami. Błyskawicznie spojrzałam tam, chowając prawą rękę do kieszeni i zaciskając palce na kolbie pistoletu. Ale nic tam nie zauważyłam. Minęło kilka sekund, zanim znów się wyprostowałam i ruszyłam dalej, jednak wciąż nasłuchując.
Po kilku minutach straciłam czujność i znów zaczęłam się zachwycać naturą. Nagle usłyszałam huk, i poleciałam kilka metrów w powietrzu i uderzyłam w drzewo. Osunęłam się po nim z jękiem i podniosła wzrok. Widziałam niewyraźnie, z nieznanych mi powodów. Zobaczyłam nachylającego się mężczyznę.
- Kim jesteś?- wydusiłam, próbując złapać oddech. Dlaczego nie umiałam? Przecież wampiry nie muszą oddychać, prawda?
- Piękna sztuka mi się trafiła.- odezwał się, dość dumnym głosem, nieznajomy, podnosząc mnie do góry za kurtkę. Słabo sięgnęłam do kieszeni.
- Dlaczego do mnie strzeliłeś?
A raczej, dlaczego byłam tak słaba? To by było ważniejsze pytanie.
- Cholera, zostaw mnie!- przystawiłam lufę pistoletu do klatki piersiowej mężczyzny.
- Jesteś w stanie mnie zabić?
- Strzelałam już do innych, z zamiarem zabicia.- warknęłam i nacisnęłam spust.
Rozległ się huk i mężczyzna puścił mnie. Osunęłam się i spod półprzymkniętych powiek zobaczyłam ciało, leżące kilka metrów ode mnie.
„ Co za odrzut…”
Tylko to zdążyłam pomyśleć, a potem straciłam przytomność.


Alucard wstał.
- Co się dzieje?- Walter spojrzał zaniepokojony.
- Czuję krew.
- To możliwe, przed chwilą zraniłem się kartka papieru.
- Nie twoją.- Wampir prawie przewrócił oczami.
Walter naprawdę czuł niepokój. Alucard się tak nie zachowywał, jeśli nie chodziło o Integrę… albo Alicię.
- Masz rację.- potwierdził Wampir.- To krew Alicii. Zaraz wrócę.
Ruszył w stronę drzwi.
- Będę czekał.- Walter wstał.- Gotowy do walki.
Alucard zerknął na niego i przytaknął.
Wyszedł z budynku i od razu skierował się w stronę źródła zapachu.
Kolo kilometra dalej leżała Alicia… a kilka metrów obok leżał martwy mężczyzna.
- Nie wampir.- podszedł do dziewczyny i ostrożnie ja podniósł.
Chyba trafiła na jakiegoś łowcę, ten do niej strzelił, a ona go zabiła… zabiła kogoś.
Nie wahała się przy strzeleniu do niego w chacie, ani by podciąć sobie gardło na drzewie, ale to już przesada! Bez zawahania, jak się domyślał, zabiła człowieka!
Alucard ruszył w stronę domu, jednocześnie przyglądając się ranie Alicii. Nie trafił w serce, ale było bardzo blisko… zaledwie kilka centymetrów.

czwartek, 13 czerwca 2013

Moje arcydzieło!

Oczywiście tytuł jest mówiony kpiąco, bowiem moje próby narysowania Alicii spełzły na tym:
Aaa... bokiem wyszło. Wybaczcie mi ten błąd :p Ale nie chce mi sie przestawiac juz tego ^^
Pozdrawiam-Arisu

Rozdział XXI

Hmm... zdążyłam.
Zaś na weekend wyjeżdżam! I zaś nie będę miała pierwszego komentarza na waszych fanficach :p
Po tej notce dodam jeszcze jedną, ale nie z fanficiem.
-----------------------------



Rozdział XXI

- Alucard, kpisz sobie?!
- Nie ma w tym ani krzty kpiny.- odpowiedział spokojnie.- No może trochę…
Stałam w swoim pokoju. Tyle, że teraz w jednym z rogów leżała trumna.
- Nie będę w tym spała!
- Musisz. Inaczej za kilka dni nie będziesz mogła się ruszać z wycieńczenia.
Patrzyłam z niedowierzaniem na pudło, próbując sobie wyobrazić wygodnie śpiącą mnie.
- A teraz się napij.
- Co…- złapałam lecący w moją stronę przedmiot tylko dzięki refleksowi. No tak, krew medyczna. Spojrzałam na torebkę i poczułam palący ból w gardle. Miałam wrażenie, jakby wszystko błyskało czerwienią.
- Proszę cię, wyjdź.- odezwałam się cicho.- Chcę sama…
- Rozumiem.- przerwał mi, i wyszedł, zamykając drzwi.
Usiadłam ciężko na łóżku i oderwałam rożek worka. Poczułam rdzawy zapach krwi i podniosłam rękę i wlałam sobie zawartość folii do gardła. Westchnęłam z ulgą, i po chwili torebka była pusta. Odłożyłam ją na stolik.
- Cholera!- zaczęłam krążyć po pokoju.
Przypomniały mi się słowa Alucarda. „ Jeżeli pijesz krew medyczną, nie do końca z własnej woli, to nigdy nie osiągniesz pełni bycia wampirem… Dopiero gdy wypijesz krew z ciała, jeszcze świeżą, i bez przymusu, staniesz się prawdziwym Nosferatu. Przenikanie przez ściany, znikanie, teleportacja… lepiej się napić krwi, i po sprawie.”
- Ja go zabiję… po prostu zabiję…
- Kogo?- o ścianę oparty był Alucard.
- Andersona.- warknęłam, a potem dodałam.- Miałeś sobie iść.
- Jak chcesz to zrobić? Miałem iść jak będziesz piła.
- Nie wiem jak! Jakkolwiek!
- Na razie po prostu istniejesz. Tylko istniejesz.
- Wiem.- warknęłam- Naucz mnie czegoś.
- Nie mogę.
- To źle.
- Broń ci mogę dać.
- Jaką?- zaskoczył mnie tym stwierdzeniem. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego.
- Tą.- wyciągnął pistolet, przypominający Casulla, tyle, ze o wiele mniejszego.- Srebrne kule, 5mm, w magazynku dziesięć.
- Wow… to dla mnie?- westchnęłam z zachwytem.
- Taa… Ale musisz mieć rękawiczki. Jesteś wampirem, a te naboje są na wampiry.
Wyciągnął drugą dłoń, na której leżały czarne rękawiczki.
- Pomyślałeś… o wszystkim.- zauważyłam cicho, zakładając je. Wzięłam pistolet i udałam, że celuję.
- Chciałaś wyjść na zewnątrz.- powiedział po chwili Wampir. To fakt, od kilku dni nie wypuszczał mnie z domu, twierdząc, ze jestem za słaba.
Przytaknęłam.
- Do świtu pozostało kilka godzin, tyle tylko masz czasu.
- Musi wystarczyć.- westchnęłam.
Założyłam kurtkę, wcisnęłam broń do zewnętrznej kieszeni i opuściłam pokój.