poniedziałek, 28 września 2015

Mam plan

Mam plan napisania czegoś, co będzie inspirowane Hellsingiem Fanfikiem. Chodzi mi o takie coś, że wydarzenia mogą być takie same/podobne, wątki mogą się z goła powtórzyć, ale postacie będą oryginalne (inspirowane fikowymi- Teehle, były Alucard, i Aleksandra, była Alicja, pozdrawiają ^.^ )
Co wy na to? Będziecie mnie wspierać?

piątek, 25 września 2015

Buntownik Rozdział 2

Tanatos prosiła o Buntownika, więc proszę ;) Chociaż tyle jeszcze mogę wam dać. Ale bez gifa...
_____________________________
Podniosłam rękę do góry i chwyciłam mosiężną klamkę, podciągając się. Na­gle zaburczało mi w brzuchu, co doprowadziło mnie do niekontrolowanego śmiechu. Całe napięcie ustąpiło miejsca rozbawieniu z absurdalności sytuacji. Znajdowałam się z w zamku z istotami, które nie powinny istnieć, a mój brzuch zaczął się upominać o jedzenie!
- Chyba… muszę znaleźć kuchnię- odezwałam się głośno, chcąc się uspokoić- Zgłodniałam.
Cóż, jak się łatwo domyślić, za drzwiami nie czekały na mnie potwory, wręcz przeciwnie, było przeraźliwie pusto i cicho. Ruszyłam po miękkim, wzorzy­stym dywanie, szukając schodów i wypatrując jakiegokolwiek ruchu, który nie byłby grą cieni rzucanych przez pochodnie.
Skręcałam raz w lewo, raz w prawo, ale nie dotarłam do celu. Wszędzie były drzwi. Czasami miałam wrażenie, jakbym mijała ze sto razy jedno miejsce. Jeszcze częściej trafiałam w ślepe korytarze.
- No nie!- jęknęłam, gdy przede mną znów wyrosła ściana. Westchnęłam ciężko z rezygnacją, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że pociemniało. Jakby ktoś… stanął pomiędzy mną a pochodnią.
Obróciłam się błyskawicznie z bijącym mocno sercem, ale zobaczyłam tylko cień na końcu korytarza. Sprintem tam pobiegłam, ale gdy stanęłam na zakrę­cie, postaci już nie było.
Najpierw stanęłam zaskoczona, ale potem przypomniałam sobie, że wampiry podobno poruszały się zbyt szybko, bym mogła je dojrzeć.
Jednak ten cień nie był Alarikiem. Alaric nie miał powodu, by się ukrywać.
„ Gerard mnie obserwuje”
Gdy doszłam do tego wniosku, przeszły mnie ciarki. Ruszyłam dalej rozgląda­jąc się na wszystkie strony. Za kolejnym zakrętem zobaczyłam schody. I dłoń na poręczy piętro niżej. Zbyt bladą, by ludzką.
- Czekaj!- zawołałam, zanim ugryzłam się w język, po czym zaczęłam zbiegać w dół po kilka stopni na raz, próbując dogonić nieznajomego wampira.
Wyjrzałam za krawędź i nie zobaczyłam już dłoni. Gerard pokazał mi się tylko po to, by posłużyć za przewod­nika!
- Jeśli nie chcesz, bym cię zobaczyła, to nie- prychnęłam, schodząc na piętro. Podeszłam do jedynych otwartych drzwi i zajrzałam do pomieszczenia. Książki. Dużo książek na wielu półkach.
Znieruchomiałam, gdy usłyszałam głuche uderzenie oraz przekleństwo, po czym zza regału wyszedł Alaric z kwaśną miną i ręką na głowie. Zatrzymał się trochę zaskoczony, gdy zobaczył mnie w progu.
- Evelyn- Miałem ci pokazać bibliotekę później, ale skoro ją znalazłaś…
W tej chwili biblioteka interesowała mnie najmniej.
- Widziałam Gerarda.
Utkwił zdumione spojrzenie we mnie.
- Naprawdę?
- Wydaje mi się, że pokazał mi się, ale tylko po to, by wskazać mi drogę tutaj. Cień i dłoń na poręczy. To nie byłeś ty, prawda?
- Nie. To musiał być Gerard- pokręcił głową z niedowierzaniem i zaśmiał się cicho, a potem zobaczyłam na jego twarzy zakłopotanie- Wskazał ci tutaj drogę? Zapomniałem wyjaśnić dokładniej…
Chwila milczenia.
- A więc, znalazłaś bibliotekę- odezwał się ponownie- Wszystkie książki oczywiście możesz czytać. Jeśli chcesz, to możesz zabierać je do siebie do pokoju.
- Świetnie- nie wiedziałam, czy to miała być ironia, czy nawet była, ale przy­najmniej mogłam mieć co robić.
- Pomieszczenie obok to kuchnia. Na piecu jest zupa. Pomidorowa, a przynajmniej tak mi się wydaje- znów wszedł między regały i straciłam go z oczu. Nie weszłam głębiej, wciąż stałam w progu.
- Kto ją zrobił?- spytałam głośniej. Automatycznie głośniej, ale przecież i tak musiał mnie słyszeć doskonale, nawet gdybym szeptała.
- Gerard- odkrzyknął i podskoczyłam lekko, bo głos rozległ się z drugiej strony pomieszczenia- Lubi i umie gotować.
- Nie wierzę- mruknęłam, obracając się w stronę korytarza. Wampir umiejący gotować? Po co? O ile wiem, nie muszą jeść.
- Jeśli nie będziesz jadła, to podam ci wszystko dożylnie. Nie uda ci się zagło­dzić, jeśli o tym myślałaś. A jeśli spróbujesz skoczyć, nie zdążysz, bo złapię cię. Albo Gerard. Jakbyś chciała popełnić samobójstwo w inny sposób, to wiedz, że wyczuję krew z ran.
- Świetnie- wymamrotałam znowu. Nie, nie miałam za­miaru popełniać samobójstwa. Poszłam do kuchni i zobaczyłam garnek z zupą. A do tego była pyszna. Świetnie.
***
Nie spotkałam Gerarda przez prawie dwa tygodnie, a Alarica zdarzało mi się minąć na korytarzu albo widzieć w bibliotece. Przesiadywałam wśród książek, a nie u siebie w pokoju, jak zaproponował wampir- głównie dlatego, że znalazłam wygodną kanapę.
Alarica się nie bałam, choć czasami przestraszył mnie nagłym pojawieniem się na zakręcie. I ciągle wkurzałam na Gerarda, że mi się nie pokazuje.
Któregoś dnia, pod koniec drugiego tygodnia obudziłam się rano zaniepokojona, że coś jest nie tak. Zanim wymyśliłam co to może być, poczułam chłodne muśnięcie na odkrytym ramieniu. Pisnęłam przestraszona i obróciłam się na drugi bok, przodem do… Gerarda?
Mężczyzna miał długie ciemne włosy, chyba spięte w warkocz, czerwone tę­czówki i leżał obok mnie, oparty na łokciu Był opanowany, może trochę rozbawiony moim zachowaniem, ale wciąż był wampirem.
Spróbowałam się odsunąć, ale położył dłoń- lodowatą- na moim ramieniu, zatrzymując mnie. Uścisk nie bolał, ale był na tyle silny, bym nie umiała się wyrwać. Nie byłam w stanie wydać z siebie głosu, patrzyłam jak zahipnotyzowana w rubinowe oczy.
- Dobrze się spało?- głos miły dla ucha i tak cichy, że ledwie usłyszałam.
- Jesteś Gerard- wyszeptałam drżącym głosem. Mężczyzna chwilę milczał, przypatrując się mi bez mrugnięcia, a potem potwierdził lekkim skinieniem głowy.
- Zgadza się.
Leżę na łóżku z wampirem, któremu smakuje moja krew!
- Boisz się mnie?- musiał usłyszeć przyspieszone bicie serca- Nie wyglądało, jakbyś się mnie bała, prychając pierwszego dnia- zobaczyłam lekki uśmiech na jego twarzy.
- Wreszcie postanowiłeś mi się pokazać? Po co?- zignorowałam jego za­czepkę- I czemu leżysz na moim łóżku?!
Uśmiech mężczyzny stał się wyraźniejszy, gdy usłyszał w moim głosie wyrzut.
- Nie tak dużo pytań naraz. Uznałem, że już czas, byś mnie poznała, żeby Alaric nie był jedynym znanym ci osobnikiem naszego gatunku.
- Wolałabym cię nie znać- mruknęłam, spuszczając wzrok i na chwilę zapomi­nając, że i tak usłyszy, co mówię. Poczułam na podbródku zimne palce, które zmusiły do spojrzenia na niego. Teraz uśmiech był szeroki i odsłaniał kły, ale wciąż ciepły co mnie przeraziło. Ciepły uśmiech z kłami.
- Możliwe, ale nie pożałujesz znajomości.
- Czemu przyszedłeś tu, gdy spałam i położyłeś się obok mnie
- Bo jesteś ciepła- odparł z uśmiechem- A było mi było zimno.
- Wampirowi nie może być zimno. Puść mnie.
- Nie.
Zanim zdążyłam przeanalizować jego „nie”, miałam nadgarstki przygwoż­dżone jego ręką, a on sam leżał na mnie bez zbytniego przyciskania do łóżka. Szarpnęłam się i momental­nie urwał mi się oddech z przerażenia.
- Co ty…?- wyszeptałam, patrząc w jego rubinowe oczy. Znów zobaczyłam uśmiech, ale tym razem miałam wrażenie… że jest groźniejszy.
- Nie, proszę…- moje słowa były ledwie dosłyszalne, gdy przejęta zgrozą pa­trzyłam na jego zęby- Proszę…- po policzku spłynęła łza. Chciał mnie ugryźć! Jednak chciał mnie ugryźć!
Widziałam oczyma wyobraźni, jak wbija kły w moją szyję… i bardzo nie spodobał mi się ten widok.
Poruszyłam się lekko pod Gerardem, który mimo wszystko dalej miał łagodne spojrzenie. Ja natomiast patrzyłam w jego oczy przerażona.
- Przyszedłeś tu, by mnie ugryźć?
Błysk, który pojawił się na chwilę w jego spojrzeniu, był odpowiedzią.
- Nie…- jęknęłam, gdy czarne kosmyki, które wypadły zza ucha, musnęły moją twarz - Zabij mnie, pij moją krew, niech Alaric dalej po nią przychodzi, ale proszę… nie gryź mnie…!
Odpowiedział mi cichy śmiech i usłyszałam, jak wciąga głęboko powietrze, prawdopodobnie rozkoszując się zapachem mojej krwi. Potem kły dotknęły skóry na szyi. Spróbowałam się odchylić, ale moja pozycja skutecznie to uniemożli­wiała.
- Błagam… Gerard…- jęczałam, bardziej zrozpaczona niż przerażona, kątem oka patrząc na niego.
Nagle podniósł głowę zdziwiony, patrząc  na drzwi.
- Alaric mnie szuka- zanim zdążyłam zareagować, zniknął.
Nie umiałam opanować drżenia na całym ciele. Alaric nieświadomie mnie uratował, a przynajmniej odłożył moment ugryzienia o kilka minut.
Wstałam powoli z łóżka roztrzęsiona, próbując wymyślić, co zrobić, gdy wróci Gerard. Bo na pewno wróci.
 Rozejrzałam się. Był ranek. Miałam dwie opcje. Spróbować zabić albo uciec na słońce. Chociaż uciec nie miałam szansy... zgubiłabym się w zamku i wampir dopadłby mnie bardzo szybko. Ale świeciło słońce. Wydaje mi się, że Alarica nie spotkałam w dzień.
Z nadzieją ruszyłam w stronę okna, chcąc je odsłonić.
- Jeśli skoczysz, to cię złapię- nagle rozległ się głos Gerarda. Przestraszył mnie, ale za­marłam tylko na chwilę, a potem skokiem pokonałam resztę odległości i szarpnęłam za zasłony.
Gdy spojrzałam na wampira, stał z jedną ręką w kieszeni jean­sów, mrużąc lekko oczy i osłaniając je drugim przedramieniem. Poza tym całkowicie nic mu nie było.
- C… co?- wydusiłam- J… jak?! Dlaczego…
- Dlaczego nie płonę? Dlaczego jeszcze żyję i do tego nie uska­kuję przed słońcem?- w jego głosie nic nie wskazywało na wściekłość, że próbuję go zabić- Wampirów nie zabije światło słoneczne- pokręcił lekko głową- Nic nam nie zrobi. W większości to tylko opowieści tych, którzy nas spotkali. Pewnie osoba, która przeżyła spotkanie z wampirem opowiedziała swoją historię, nie zostało to zapisane, a następne pokolenia wyolbrzymiały metody obrony przed nami.
- Nie wierzę- wyszeptałam roztrzęsionym głosem. Przywarłam do szyby okienne.
- A wyglądam na umierającego?- Gerard rozłożył ręce w geście wyrażającym bezradność- Spójrz- spod koszuli wydobył… złoty krzyżyk.
Znieruchomiałam.
- Jest poświęcony. Dostałem go, gdy byłem jeszcze człowiekiem i noszę go przez te trzysta lat. Do tej pory nic mi nie zrobił.
Co miałam zrobić?! Zaraz znów mnie ugryzie!
Zanim zdążyłam zareagować, pojawił się tuz przede mną. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk, gdy doszłam do wniosku, że znalazł się zdecydowanie zbyt blisko.
- Odsuń... się- wyszeptałam przestraszona. Jego dłoń oparła się o ramę okna koło mojego prawego ucha i wampir nachylił się bliżej. Był wyższy ode mnie o prawie głowę.
- Nie jestem zły, że próbowałaś mnie zabić- odezwał się cicho- Mało tego; zdziwiłbym się, gdybyś tego nie zrobiła- urwał, a gdy nie odpowiedziałam, kontynuował- To, co teraz powiem, powinno cię ucieszyć, i to bardzo- znowu krótka przerwa- Nie miałem zamiaru cię ugryźć.
- Co?- wydusiłam, na chwilę zapominając o strachu.
- Nie żartuje. Słuchaj uważnie.- Powiem ci coś o zasadach panujących w naszym świecie. Po pierwsze ludzie nie powinni się o nas dowiedzieć, ale to chyba cię nie zaskoczyło. Po drugie, musimy wybierać ofiary tak, by nie miał kto ich potem szukać. Po trzecie zabijać od razu, a potem pozbywać się ciał- kolejna krótka przerwa- Akurat u ciebie zgadza się tylko „po drugie”.
- Więc…- wyszeptałam- … zabijesz mnie?
- Nie- pokręcił głową- Zanim dokładniej ci to wyjaśnię, powinienem jeszcze dodać, że Alaric i ja nie jesteśmy zwykłymi wampirami- spojrzałam na niego, nie rozumiejąc- Można nas nazwać... przestępcami. Buntownikami.
- Jak to?
- Jak wiesz, Alaric chodzi do ludzi w nocy. Nikt nie ginie, a my możemy przetrwać. Kłopot w tym, że twoja krew mi zasmakowała i poprosiłem Alarica, by zdo­bywał ją częściej. A ty obudziłaś się któregoś razu… więc musiał cię albo zabić albo zabrać tutaj. Wiedział, że jesteś dla mnie... wyjątkowa, więc wybrał to drugie. Jak mi powiedział, stwierdził, że w razie wypadku mogę cię zabić już w zamku.
- Po co mi to mówisz?
- Nawet, gdy Alaric powiedział to samo, spytałabyś się mnie. Prędzej czy później, ale spytałabyś.
Cóż, nie mogłam zaprzeczyć.
- A wracając do naszej „przestępczości”, tak zwany przeze mnie i kilku innych osobników „wampirzy rząd” domyślił się, że w zamku jest człowiek. Wiedzą, że tu mieszkam z Alariciem, ale nie mieli pojęcia, że łamiemy zasady. W każdym razie do dzisiaj. Za kilka dni przyjdą tu, by ciebie zabić, a mnie uwięzić albo też zabić.
- To mnie zabiją i co z tego? Lepiej dla mnie, przynajmniej nie będę musiała żyć z krwiopijcami!- syknęłam.
- Nie będziesz żyła w ogóle- zripostował zimno, ale potem wrócił do poprzedniego tonu- Jednak w dorwaniu cię przez Luciana- przywódcę rządu- prawdopodobnie przeszkodzi pewien znany w wampirzym świecie osobnik, obrońca ludzi.
- Obrońca?- powtórzyłam.
- Nie jestem w stanie ci nic więcej o nim powiedzieć oprócz tego, że od lat broni ludzi i jest po „mojej” stronie- wampir odsunął się i odszedł w stronę łóżka- Na marginesie, światło mnie nie zrani, ale jest strasznie irytujące. Mogłabyś zasłonić okno?- spytał, a nie widząc u mnie oznak reakcji, dodał- Jeśli ty tego nie zrobisz, to będę to ja.
Nie było w tym groźby, po prostu stwierdzenie faktu. Po chwili wahania szarpnęłam zasłoną, pogrążając pokój w półmroku. Mimo woli zesztywniałam, oczekując ataku, jednak nic się nie wydarzyło. Obróciłam się w stronę łóżka… i doszłam do wniosku, że Gerard zniknął.



niedziela, 6 września 2015

Nienawidzę go 5


Dawno nie dawałam... A gifa mi się serio nie chcę szukać...
_________________________________
Przyszedł do mnie w nocy. Obudziło mnie ugięcie się materaca.
Zerwałam się przestraszona, sięgając po sztylet, ale zanim go chwyciłam, moich ust dotknął palec. Wstrzymałam oddech, wpatrzona w ciemną sylwetkę, i rozpoznałam Vlada. Odsunął rękę.
- Czego chcesz?- wyszeptałam ledwie dosłyszalnie. Przyszedł w nocy. To nie wróżyło nic dobrego.
- Położyć się koło ciebie.
- Co? Po co?- byłam zbyt zaskoczona, by od razu zaprotestować.
- Chcę...- urwał jakby zakłopotany- Potrzebuję bliskości drugiej osoby.
Milczałam. Chciał się ze mną położyć, bo dawno nie miał okazji żyć z człowiekiem? O to chodziło? Vladowi Tepesowi, którego znałam z legend i opowieści, nie mogłabym odmówić. Mogłoby to skończyć się moja śmiercią lub nabiciem na pal. A u Vlada, którego poznałam, który był tak różny od tego z legend i opowieści... Nie miałam pojęcia, jak to się mogło skończyć. Że i tak się położy? Odejdzie? Nabije na pal albo zabije?
Poza tym... ja też potrzebowałam bliskości. Nawet Vlada. Przez rok funkcjonowałam w towarzystwie mężczyzn z obozu, ale tam prawie nie mieliśmy ze sobą kontaktu.
- Nie skrzywdzisz mnie?- wydusiłam.
- Mówiłem ci, co myślę o krzywdzeniu cię.
- Nie to miałam na myśli- mruknęłam, rumieniąc się. Zanim zdążyłam wytłumaczyć, Vlad odpowiedział:
- Rozumiem. I w taki sposób także nie zamierzam cię krzywdzić.
Zaczerwieniłam się bardziej, wyczuwając śmiech w głosie wampira. Przez chwilę na niego patrzyłam, ale potem z wahaniem obróciłam się na bok, tyłem do wampira. Poczułam, że materac się ugina, gdy położył się za mną... i zesztywniałam. Wampir otoczył mnie ramieniem, przyciskając do swojego wyjątkowo ciepłego ciała.
Poczułam, że głaska uspokajająco skórę przy moich obojczykach, gdy zauważył, że się spięłam. Zamknęłam oczy, próbując się rozluźnić.
Nic mi nie zrobi. Nie skrzywdzi mnie. Na pewno mnie nie skrzywdzi. Obiecał...
***
Gdy się obudziłam, świtało. Vlad wciąż leżał obok mnie, na plecach. Miał zamknięte oczy, więc pomyślałam, że śpi. Nawet, jeśli naprawdę nie spał i obserwował, co robię. Westchnęłam cicho, patrząc na niego. Był atrakcyjny, to prawda. I nie wydawał się tym krwawym wojewodą z legend.
A ja chyba zaczynałam coś do niego czuć. A jakiekolwiek inne od strachu uczucie do Vlada Tepesa nie mogło się skończyć dobrze. Musiałam to szybko zakończyć.
Jednak na razie mogłam korzystać z sytuacji. Przysunęłam się do niego z wahaniem i zamknęłam oczy. Od mężczyzny zaczynał bić chłód, choć jeszcze kilka godzin był cieplejszy ode mnie. Nie przeszkadzało mi to.
***
Gdy znowu otworzyłam oczy, Vlada już nie było. Musiałam się go pozbyć. Zanim całkowicie zawładnie moim sercem. Wołałam go nienawidzić. To było mniej niebezpieczne. Nie było czasu planować ataku. Po prostu pójdę do niego i wbiję mu nóż. Zadufany w sobie, nie zabrał mi broni. Żadnej. Miałam miecz i sztylet na przedramię.
Znalazłam Vlada w pomieszczeniu z pniem, znowu trenował, znowu tym szerokim mieczem. Podeszłam do niego powoli, jak najciszej i stanęłam za jego plecami. Uważałam, by nie zranił mnie ostrzem, ale jego ruchy były tak skoordynowane i oszczędne, że broń prawie nie wychodziła zza linii ramion. Z pewnością mnie zauważył, a mimo to nie przestawał ćwiczyć. Sztylet trzymałam obnażony w ręce.
- Vlad- odezwałam się cicho. Zadał jeszcze jeden cios, którego nie śmiałam odebrać jako ostrzeżenie, i obrócił się w moją stronę. Natychmiast cofnął się krok, upuszczając miecz, gdy mój nóż wystrzelił w stronę jego serca. Zacisnęłam zęby i pociągnęłam atak dalej, by go trafić. Zrobił krok do tylu, ale uderzył plecami o pień. Ostrze weszło w ciało na dwa centymetry, zdążył chwycić moja rękę. Nie odsunął jej. Nic nie zrobił. Pozwolił, by sztylet był w jego ciele, choć sprawiało mu to ból.
- Wybacz, musiałam spróbować. Już nie jesteś tym samym Vladem Tepesem, który zabił dziesiątki tysięcy ludzi- spojrzałam na niego, nie ukrywając żalu. Nie wyglądał, jakby był zaskoczony atakiem. Stał nieruchomo, patrząc na mnie- Zmieniłeś się.
- Nie, Aleksjo- wyszeptał i skrzywił się z bólu, gdy jego ręka zadrżała- Po prostu nie pozwoliłem ci zobaczyć tej złej strony mojego charakteru.
- Przepraszam. Nie chcę cię zabijać- przysunęłam się i pocałowałam go delikatnie w usta. Zesztywniał- Jednak obiecałam, że się zemszczę.
- Wiem- odparł- Proszę, zanieś moje ciało do krypty i połóż mnie z mieczem. Nie pozwól, by ktokolwiek do mnie dotarł.
- Nie zamierzasz się bronić?- byłam zaskoczona. Uśmiechnął się ciepło. W tym momencie zrozumiałam, że także mnie pokochał. Otworzyłam szerzej oczy.
- Wolę, byś to ty mnie zabiła, niż ktokolwiek inny, Aleksjo. Ale nie wyjmuj sztyletu. Wtedy wrócę i pokażę ci złą stronę mojej natury.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, wbił sztylet po rękojeść. Sapnął cicho z bólu i go puścił.
- Nie!- krzyknęłam łamiącym się głosem i osunęłam się na ziemię wraz z nim. Dopiero teraz wiedziałam, że nie chciałam go zabić. Chciałam, by żył. Nawet, jeśli obiecałam zemstę.
- Nie wyjmuj... ostrza.
Wampir zamknął oczy.
- Vlad?! Vlad!- krzyknęłam, czując łzy na policzkach- Nie! Wracaj...
Oparłam głowę na twardym ramieniu. Dlaczego go zabiłam? Skoro tak naprawdę nie chciałam go zabić, to dlaczego to zrobiłam?!
Pragnęłam wyjąć ostrze... ale się bałam, co wtedy by mi zrobił. Bo jego słowa bynajmniej nie znaczyły, że wyzna mi miłość.
***
Zrobiłam, o co mnie Vlad poprosił, i wróciłam do domu. Na początku podróży płakałam, prawie bez przerwy, ale potem łzy się skończyły, przez co czułam tylko ból w sercu.
Mama mnie nie poznała, gdy otworzyła mi drzwi. Przez kilka sekund się we mnie wpatrywała, dezorientację zastąpił szok, niedowierzanie, aż w końcu radość.
- Tak, mamo- wykrztusiłam, gdy zamknęła mnie w wyjątkowo silnym, jak na swój wiek, uścisku- To ja.
- Kochanie!- zaszlochała. Też poczułam łzy, ale nie byłam w stanie już płakać.
- Zabiłam go, mamo- zmusiłam się do powiedzenia tego. Kobieta zesztywniała.
- Vlada Draculę? Jak?
Opowiedziałam jej wszystko od początku, nie pomijając niczego.
- On mnie pokochał- zakończyłam, znów czując ścisk w gardle- On mnie pokochał, a ja go zabiłam.
- Dobrze zrobiłaś, kochanie- mama przytuliła mnie- Był potworem. Zabijał ludzi. Nie mógł żyć.
- Wiem, ale...- pierwszy raz od tygodni łzy spłynęły po moich policzkach- ... nie wydawał się taki, jak mówiły te wszystkie historie. Był dobry. Naprawdę. I chciał tylko, by zostawić go w spokoju.
- Miłość jest zdradliwa- odparła cicho, ściskając mnie mocniej- Dobrze, że się zakochał. Przynajmniej cię nie skrzywdził. Witaj w domu, Aleksjo- matka uśmiechnęła się przez łzy.

***
Tadam~.