_____________________________
Podniosłam rękę do góry i chwyciłam
mosiężną klamkę, podciągając się. Nagle zaburczało mi w brzuchu, co
doprowadziło mnie do niekontrolowanego śmiechu. Całe napięcie ustąpiło miejsca
rozbawieniu z absurdalności sytuacji. Znajdowałam się z w zamku z istotami,
które nie powinny istnieć, a mój brzuch zaczął się upominać o jedzenie!
- Chyba… muszę znaleźć kuchnię-
odezwałam się głośno, chcąc się uspokoić- Zgłodniałam.
Cóż, jak się łatwo domyślić, za
drzwiami nie czekały na mnie potwory, wręcz przeciwnie, było przeraźliwie pusto
i cicho. Ruszyłam po miękkim, wzorzystym dywanie, szukając schodów i
wypatrując jakiegokolwiek ruchu, który nie byłby grą cieni rzucanych przez
pochodnie.
Skręcałam raz w lewo, raz w prawo,
ale nie dotarłam do celu. Wszędzie były drzwi. Czasami miałam wrażenie, jakbym
mijała ze sto razy jedno miejsce. Jeszcze częściej trafiałam w ślepe korytarze.
- No nie!- jęknęłam, gdy przede mną
znów wyrosła ściana. Westchnęłam ciężko z rezygnacją, gdy nagle zdałam sobie
sprawę, że pociemniało. Jakby ktoś… stanął pomiędzy mną a pochodnią.
Obróciłam się błyskawicznie z
bijącym mocno sercem, ale zobaczyłam tylko cień na końcu korytarza. Sprintem
tam pobiegłam, ale gdy stanęłam na zakręcie, postaci już nie było.
Najpierw stanęłam zaskoczona, ale
potem przypomniałam sobie, że wampiry podobno poruszały się zbyt szybko, bym
mogła je dojrzeć.
Jednak ten cień nie był Alarikiem.
Alaric nie miał powodu, by się ukrywać.
„ Gerard mnie obserwuje”
Gdy doszłam do tego wniosku,
przeszły mnie ciarki. Ruszyłam dalej rozglądając się na wszystkie strony. Za
kolejnym zakrętem zobaczyłam schody. I dłoń na poręczy piętro niżej. Zbyt
bladą, by ludzką.
- Czekaj!- zawołałam, zanim
ugryzłam się w język, po czym zaczęłam zbiegać w dół po kilka stopni na raz,
próbując dogonić nieznajomego wampira.
Wyjrzałam za krawędź i nie
zobaczyłam już dłoni. Gerard pokazał mi się tylko po to, by posłużyć za przewodnika!
- Jeśli nie chcesz, bym cię
zobaczyła, to nie- prychnęłam, schodząc na piętro. Podeszłam do jedynych
otwartych drzwi i zajrzałam do pomieszczenia. Książki. Dużo książek na wielu
półkach.
Znieruchomiałam, gdy usłyszałam
głuche uderzenie oraz przekleństwo, po czym zza regału wyszedł Alaric z kwaśną
miną i ręką na głowie. Zatrzymał się trochę zaskoczony, gdy zobaczył mnie w
progu.
- Evelyn- Miałem ci pokazać
bibliotekę później, ale skoro ją znalazłaś…
W tej chwili biblioteka
interesowała mnie najmniej.
- Widziałam Gerarda.
Utkwił zdumione spojrzenie we mnie.
- Naprawdę?
- Wydaje mi się, że pokazał mi się,
ale tylko po to, by wskazać mi drogę tutaj. Cień i dłoń na poręczy. To nie
byłeś ty, prawda?
- Nie. To musiał być Gerard-
pokręcił głową z niedowierzaniem i zaśmiał się cicho, a potem zobaczyłam na
jego twarzy zakłopotanie- Wskazał ci tutaj drogę? Zapomniałem wyjaśnić dokładniej…
Chwila milczenia.
- A więc, znalazłaś bibliotekę- odezwał
się ponownie- Wszystkie książki oczywiście możesz czytać. Jeśli chcesz, to
możesz zabierać je do siebie do pokoju.
- Świetnie- nie wiedziałam, czy to
miała być ironia, czy nawet była, ale przynajmniej mogłam mieć co robić.
- Pomieszczenie obok to kuchnia. Na
piecu jest zupa. Pomidorowa, a przynajmniej tak mi się wydaje- znów wszedł
między regały i straciłam go z oczu. Nie weszłam głębiej, wciąż stałam w progu.
- Kto ją zrobił?- spytałam głośniej.
Automatycznie głośniej, ale przecież i tak musiał mnie słyszeć doskonale, nawet
gdybym szeptała.
- Gerard- odkrzyknął i podskoczyłam
lekko, bo głos rozległ się z drugiej strony pomieszczenia- Lubi i umie gotować.
- Nie wierzę- mruknęłam, obracając
się w stronę korytarza. Wampir umiejący gotować? Po co? O ile wiem, nie muszą
jeść.
- Jeśli nie będziesz jadła, to
podam ci wszystko dożylnie. Nie uda ci się zagłodzić, jeśli o tym myślałaś. A
jeśli spróbujesz skoczyć, nie zdążysz, bo złapię cię. Albo Gerard. Jakbyś
chciała popełnić samobójstwo w inny sposób, to wiedz, że wyczuję krew z ran.
- Świetnie- wymamrotałam znowu. Nie,
nie miałam zamiaru popełniać samobójstwa. Poszłam do kuchni i zobaczyłam
garnek z zupą. A do tego była pyszna. Świetnie.
***
Nie spotkałam Gerarda przez prawie dwa
tygodnie, a Alarica zdarzało mi się minąć na korytarzu albo widzieć w
bibliotece. Przesiadywałam wśród książek, a nie u siebie w pokoju, jak
zaproponował wampir- głównie dlatego, że znalazłam wygodną kanapę.
Alarica się nie bałam, choć czasami
przestraszył mnie nagłym pojawieniem się na zakręcie. I ciągle wkurzałam na
Gerarda, że mi się nie pokazuje.
Któregoś dnia, pod koniec drugiego
tygodnia obudziłam się rano zaniepokojona, że coś jest nie tak. Zanim
wymyśliłam co to może być, poczułam chłodne muśnięcie na odkrytym ramieniu.
Pisnęłam przestraszona i obróciłam się na drugi bok, przodem do… Gerarda?
Mężczyzna miał długie ciemne włosy, chyba
spięte w warkocz, czerwone tęczówki i leżał obok mnie, oparty na łokciu Był opanowany,
może trochę rozbawiony moim zachowaniem, ale wciąż był wampirem.
Spróbowałam się odsunąć, ale położył
dłoń- lodowatą- na moim ramieniu, zatrzymując mnie. Uścisk nie bolał, ale był
na tyle silny, bym nie umiała się wyrwać. Nie byłam w stanie wydać z siebie
głosu, patrzyłam jak zahipnotyzowana w rubinowe oczy.
- Dobrze się spało?-
głos miły dla ucha i tak cichy, że ledwie usłyszałam.
- Jesteś Gerard-
wyszeptałam drżącym głosem. Mężczyzna chwilę milczał, przypatrując się mi bez
mrugnięcia, a potem potwierdził lekkim skinieniem głowy.
- Zgadza się.
Leżę na łóżku z
wampirem, któremu smakuje moja krew!
- Boisz się mnie?-
musiał usłyszeć przyspieszone bicie serca- Nie wyglądało, jakbyś się mnie bała,
prychając pierwszego dnia- zobaczyłam lekki uśmiech na jego twarzy.
- Wreszcie postanowiłeś
mi się pokazać? Po co?- zignorowałam jego zaczepkę- I czemu leżysz na moim
łóżku?!
Uśmiech mężczyzny stał
się wyraźniejszy, gdy usłyszał w moim głosie wyrzut.
- Nie tak dużo pytań naraz.
Uznałem, że już czas, byś mnie poznała, żeby Alaric nie był jedynym znanym ci
osobnikiem naszego gatunku.
- Wolałabym cię nie
znać- mruknęłam, spuszczając wzrok i na chwilę zapominając, że i tak usłyszy,
co mówię. Poczułam na podbródku zimne palce, które zmusiły do spojrzenia na
niego. Teraz uśmiech był szeroki i odsłaniał kły, ale wciąż ciepły co mnie
przeraziło. Ciepły uśmiech z kłami.
- Możliwe, ale nie
pożałujesz znajomości.
- Czemu przyszedłeś tu,
gdy spałam i położyłeś się obok mnie
- Bo jesteś ciepła-
odparł z uśmiechem- A było mi było zimno.
- Wampirowi nie może
być zimno. Puść mnie.
- Nie.
Zanim zdążyłam
przeanalizować jego „nie”, miałam nadgarstki przygwożdżone jego ręką, a on sam
leżał na mnie bez zbytniego przyciskania do łóżka. Szarpnęłam się i momentalnie
urwał mi się oddech z przerażenia.
- Co ty…?- wyszeptałam,
patrząc w jego rubinowe oczy. Znów zobaczyłam uśmiech, ale tym razem miałam
wrażenie… że jest groźniejszy.
- Nie, proszę…- moje
słowa były ledwie dosłyszalne, gdy przejęta zgrozą patrzyłam na jego zęby-
Proszę…- po policzku spłynęła łza. Chciał mnie ugryźć! Jednak chciał mnie
ugryźć!
Widziałam oczyma
wyobraźni, jak wbija kły w moją szyję… i bardzo nie spodobał mi się ten widok.
Poruszyłam się lekko
pod Gerardem, który mimo wszystko dalej miał łagodne spojrzenie. Ja natomiast
patrzyłam w jego oczy przerażona.
- Przyszedłeś tu, by
mnie ugryźć?
Błysk, który pojawił
się na chwilę w jego spojrzeniu, był odpowiedzią.
- Nie…- jęknęłam, gdy
czarne kosmyki, które wypadły zza ucha, musnęły moją twarz - Zabij mnie, pij
moją krew, niech Alaric dalej po nią przychodzi, ale proszę… nie gryź mnie…!
Odpowiedział mi cichy
śmiech i usłyszałam, jak wciąga głęboko powietrze, prawdopodobnie rozkoszując
się zapachem mojej krwi. Potem kły dotknęły skóry na szyi. Spróbowałam się
odchylić, ale moja pozycja skutecznie to uniemożliwiała.
- Błagam… Gerard…-
jęczałam, bardziej zrozpaczona niż przerażona, kątem oka patrząc na niego.
Nagle podniósł głowę
zdziwiony, patrząc na drzwi.
- Alaric mnie szuka-
zanim zdążyłam zareagować, zniknął.
Nie umiałam opanować
drżenia na całym ciele. Alaric nieświadomie mnie uratował, a przynajmniej
odłożył moment ugryzienia o kilka minut.
Wstałam powoli z łóżka
roztrzęsiona, próbując wymyślić, co zrobić, gdy wróci Gerard. Bo na pewno
wróci.
Z nadzieją ruszyłam w
stronę okna, chcąc je odsłonić.
- Jeśli skoczysz, to
cię złapię- nagle rozległ się głos Gerarda. Przestraszył mnie, ale zamarłam
tylko na chwilę, a potem skokiem pokonałam resztę odległości i szarpnęłam za
zasłony.
Gdy spojrzałam na
wampira, stał z jedną ręką w kieszeni jeansów, mrużąc lekko oczy i osłaniając
je drugim przedramieniem. Poza tym całkowicie nic mu nie było.
- C… co?- wydusiłam- J… jak?! Dlaczego…
- Dlaczego nie płonę? Dlaczego
jeszcze żyję i do tego nie uskakuję przed słońcem?- w jego głosie nic nie
wskazywało na wściekłość, że próbuję go zabić- Wampirów nie zabije światło
słoneczne- pokręcił lekko głową- Nic nam nie zrobi. W większości to tylko opowieści
tych, którzy nas spotkali. Pewnie osoba, która przeżyła spotkanie z wampirem
opowiedziała swoją historię, nie zostało to zapisane, a następne pokolenia
wyolbrzymiały metody obrony przed nami.
- Nie wierzę- wyszeptałam roztrzęsionym
głosem. Przywarłam do szyby okienne.
- A wyglądam na umierającego?- Gerard
rozłożył ręce w geście wyrażającym bezradność- Spójrz- spod koszuli wydobył…
złoty krzyżyk.
Znieruchomiałam.
- Jest poświęcony. Dostałem go, gdy byłem
jeszcze człowiekiem i noszę go przez te trzysta lat. Do tej pory nic mi nie
zrobił.
Co miałam zrobić?! Zaraz znów mnie
ugryzie!
Zanim zdążyłam zareagować, pojawił się
tuz przede mną. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk, gdy doszłam do wniosku,
że znalazł się zdecydowanie zbyt blisko.
- Odsuń... się- wyszeptałam
przestraszona. Jego dłoń oparła się o ramę okna koło mojego prawego ucha i
wampir nachylił się bliżej. Był wyższy ode mnie o prawie głowę.
- Nie jestem zły, że próbowałaś mnie
zabić- odezwał się cicho- Mało tego; zdziwiłbym się, gdybyś tego nie zrobiła-
urwał, a gdy nie odpowiedziałam, kontynuował- To, co teraz powiem, powinno cię
ucieszyć, i to bardzo- znowu krótka przerwa- Nie miałem zamiaru cię ugryźć.
- Co?- wydusiłam, na chwilę zapominając o
strachu.
- Nie żartuje. Słuchaj uważnie.- Powiem
ci coś o zasadach panujących w naszym świecie. Po pierwsze ludzie nie powinni
się o nas dowiedzieć, ale to chyba cię nie zaskoczyło. Po drugie, musimy
wybierać ofiary tak, by nie miał kto ich potem szukać. Po trzecie zabijać od razu,
a potem pozbywać się ciał- kolejna krótka przerwa- Akurat u ciebie zgadza się
tylko „po drugie”.
- Więc…- wyszeptałam- … zabijesz mnie?
- Nie- pokręcił głową- Zanim dokładniej
ci to wyjaśnię, powinienem jeszcze dodać, że Alaric i ja nie jesteśmy zwykłymi
wampirami- spojrzałam na niego, nie rozumiejąc- Można nas nazwać... przestępcami.
Buntownikami.
- Jak to?
- Jak wiesz, Alaric chodzi do ludzi w
nocy. Nikt nie ginie, a my możemy przetrwać. Kłopot w tym, że twoja krew mi
zasmakowała i poprosiłem Alarica, by zdobywał ją częściej. A ty obudziłaś się
któregoś razu… więc musiał cię albo zabić albo zabrać tutaj. Wiedział, że
jesteś dla mnie... wyjątkowa, więc wybrał to drugie. Jak mi powiedział,
stwierdził, że w razie wypadku mogę cię zabić już w zamku.
- Po co mi to mówisz?
- Nawet, gdy Alaric powiedział to samo,
spytałabyś się mnie. Prędzej czy później, ale spytałabyś.
Cóż, nie mogłam zaprzeczyć.
- A wracając do naszej „przestępczości”,
tak zwany przeze mnie i kilku innych osobników „wampirzy rząd” domyślił się, że
w zamku jest człowiek. Wiedzą, że tu mieszkam z Alariciem, ale nie mieli
pojęcia, że łamiemy zasady. W każdym razie do dzisiaj. Za kilka dni przyjdą tu,
by ciebie zabić, a mnie uwięzić albo też zabić.
- To mnie zabiją i co z tego? Lepiej dla
mnie, przynajmniej nie będę musiała żyć z krwiopijcami!- syknęłam.
- Nie będziesz żyła w ogóle- zripostował
zimno, ale potem wrócił do poprzedniego tonu- Jednak w dorwaniu cię przez
Luciana- przywódcę rządu- prawdopodobnie przeszkodzi pewien znany w wampirzym świecie
osobnik, obrońca ludzi.
- Obrońca?- powtórzyłam.
- Nie jestem w stanie ci nic więcej o nim
powiedzieć oprócz tego, że od lat broni ludzi i jest po „mojej” stronie- wampir
odsunął się i odszedł w stronę łóżka- Na marginesie, światło mnie nie zrani, ale
jest strasznie irytujące. Mogłabyś zasłonić okno?- spytał, a nie widząc u mnie
oznak reakcji, dodał- Jeśli ty tego nie zrobisz, to będę to ja.
Nie było w tym groźby, po prostu stwierdzenie
faktu. Po chwili wahania szarpnęłam zasłoną, pogrążając pokój w półmroku. Mimo
woli zesztywniałam, oczekując ataku, jednak nic się nie wydarzyło. Obróciłam
się w stronę łóżka… i doszłam do wniosku, że Gerard zniknął.
Boże mam zawał. YEEEEEEEEE w końcu coś dodałaś. Lubię buntownika i w pełni zgadzałam się z Tanatos, że powinnaś go wrzucić. Już nie mogę się doczekać, aż go przeczytam, a jutro wrzucę ci komentarz co o tym sądzę. JEEEEEST
OdpowiedzUsuńBłagam Cię pisz to dalej bo się zakochałam w tym opowiadaniu *.*
OdpowiedzUsuńGive me more jednym słowem. Fascynujące i wciągające :D Dawaj więcej
OdpowiedzUsuń