niedziela, 31 maja 2015

MV Rozdział X


Długo nie dodawałam, ale macie już. Dwa blogi zawieszone- ja nie zawieszę! Chociaż nie... już jeden, bo lisek wraca, prawda? <3
________________________________

- Idę do mojego byłego opiekuna- oświadczyłem, gdy Wład wrócił do zamku. Ostatnio dość często znikał.
- Opiekuna?- podniósł brwi z niedowierzaniem.
- Tak. Nie podam ci jego imienia- zacisnąłem usta. Nazywał się Nicolae i jako dziecko mieszkałem u niego jakiś czas wraz z Anną. Kiedyś powiedziałem mu, że jeszcze go odwiedzę. Minęło ponad dziesięć lat, więc wątpiłem, że mnie rozpozna, ale czułem potrzebę zobaczenia go. Wyżalić się na wampiryzm nie mogłem, ale chociaż porozmawiać...
- Nie musisz- Wład wzruszył ramionami- Nie interesuje mnie to.
Dwie godziny później stałem na uliczce przed domem Nicolaego. Miałem kilka noży- nawet srebrnych- ale to w razie jakiegoś wypadku. Przecież nie przyszedłem tu walczyć. Gdybym miał jeszcze bijące serce, boleśnie by teraz waliło. Delikatnie zapukałem w drzwi. Pamiętałem, że Nicolae mało sypiał, więc nie sądziłem, by teraz spał, ale nie chciałem go obudzić. Usłyszałem ruch i chwilę później ktoś otworzył mi drzwi... a zanim zdążyłem zareagować, zostałem wciągnięty do środka i przygnieciony przez Nicolaego. Wyszarpnął z mojego buta sztylet i z przerażeniem zobaczyłem, jak zamierza się na moje serce.
- Nie zabijaj mnie!- krzyknąłem, łapiąc jego nadgarstek i powstrzymując przed opuszczeniem ostrza. Spojrzałem na jego twarz... i zamarłem. Minęło dziesięć lat, a nic się nie zmienił. Żadnych nowych zmarszczek, siwych pasm w ciemnych włosach. Nic. Prócz tego, że zapuścił je i teraz sięgały prawie do ramion, a brązowe oczy były czujne, a nie przyjazne jak kiedyś.
- Niemożliwe- wydusiłem, otwierając szerzej oczy. Jego spojrzenie zmieniło się na niedowierzające.
- Nie wierzę- odezwał się schrypniętym z szoku głosem- Mircea?
- Ja to powinienem powiedzieć, Nicolae- warknąłem wściekle-Mieszkałem u wampira! Piłeś w nocy naszą krew?
- Nie- na twarzy ciemnowłosego pojawiło się obrzydzenie- Po prostu u mnie mieszkaliście. Opiekowałem się wami.
- Wampir!- nie umiałem myśleć o niczym więcej. Nicolae jest cholernym wampirem!
- Wybacz- wstał i pomógł mi się podnieść.
- Co mam ci wybaczyć? Kłamstwa?!- byłem wściekły. Wyrwałem mu nóż i schowałem do buta.
- Nie, o to nie śmiem prosić- nie wydawał się zaskoczony moim zachowaniem- Wybacz atak. Nieznajomy nieśmiertelny ze srebrną bronią stojący przed drzwiami jest dość niecodziennym widokiem. Ledwie cię poznałem. Dlaczego jesteś wampirem? Polowanie nie wyszło?
 Wymamrotałem coś o zdradzie, Draculi i zasadach, a mężczyźnie zrzedła mina.
- Dracula? Co ty, do cholery, robiłeś u Draculi?!
- Nawet nie pytaj.
- Co tam robiłeś?- powtórzył twardo. Nie odpuści... westchnąłem ciężko, ale opowiedziałem mu wszystko. O teście, o zasadach Włada, o planie łowców. I rzezi w ośrodku... a gdy wspomniałem o Annie, mężczyzna przerwał mi:
- Pozwoliłeś An was śledzić? I dotrzeć do Włada Draculi?!
- Nie moja wina! Nie wiedziałem, że nas widziała- warknąłem- Gdybym wiedział, w życiu nie pozwoliłbym jej przekroczyć progu zamku!
Westchnął i opadł na najbliższe krzesło. Usiadłem obok niego.
- Może lepiej by było, gdybym was nie zaczepiał tamtej nocy.
Otworzyłem usta, by zaprotestować, ale zamknąłem je, gdy nagle na twarzy mężczyzny pojawiło się przerażenie.
- Jeśli ty jesteś tutaj... to Anna została sama z Draculą?
- Nic jej nie zrobi- odparłem mając nadzieję, że mam rację- Nie łamie własnych zasad. Nie zabije jej.
- Nie mówię o zabiciu, tylko o tym, co może jej zrobić, gdy go rozgniewa.
- Ostrzegłem Annę, by nie sprzeciwiała się.
-Wracaj do niej- nie przekonałem go. Zdążyłem poznać Włada na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie skrzywdzi Anny, jeśli nie zrobi nic złego. A nie była taka głupia, by próbować go zabić lub uciec. Do Nicolaego czułem jednak szacunek- mimo wszystko- i nie chciałem, by się bał o kogokolwiek, więc wstałem i przeczesałem ręką włosy.
- Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś wampirem, wiesz? Gdy już spotkałem Jurija...
- Lepiej było nie mówić.
- Twój wybór- wzruszyłem ramionami. Sam nie byłem pewny, czy lepiej by było, gdybym wiedział- Teraz się tego nie cofnie. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze Nicolae. Mamy całą wieczność. Ale na razie żegnaj.
- Żegnaj, Mircea- uśmiechnąłem się ciepło.
***
Na tym zakończę swoją opowieść. Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca. Chciałbym powiedzieć, że gdy Anna dowiedziała się o tym, że spisałem tę historię, sama zapragnęła spisać własną. Dlatego wydaje mi się, że ten moment będzie dobrym końcem.
Żegnajcie i wy. Jeszcze się spotkamy.
Mircea.


________________________

Oj?
MV mi się skończyło ._.

niedziela, 24 maja 2015

MV Rozdział IX


Mądrze Klaus prawi ^.^ Zamierzam w wakacje rozpocząć wielki plan "Obejrzę Pamiętniki Wampirów", przypominajcie mi o tym ;p
Chciałabym wam też powiedzieć, że chcę wydać CV na papierze jako pienkną ksionrzkę. Na razie rodzice kazali mi zająć się lekcjami, więc nie wysłałam zapytania do wydawnictwa, ale za dwa tygodnie (bodajże) możecie zacząć trzymać kciuki :) Powiedzcie mi szczerze- mam szansę? (po uwiarygodnieniu faktu,że twierdza Poienari jest ruiną...)

___________________________________

- Oj, tak- naprawdę był rozbawiony w mojej reakcji. Czerpał przyjemność z tego, że jestem przerażony perspektywą Anny w zamku. Cholerny sadystyczny Wład Palownik!
- Nie pozwolę ci!
- Nie musisz. Moje zamek- moje zasady.
Tym razem nie zdążyłem zareagować, gdy zniknął. Poczułem szarpnięcie i uderzyłem w schody z siłą, która mnie oszołomiła. Dopiero po kilku sekundach pozbierałem się i skupiłem wzrok na postaci Włada.
Za późno.
Zobaczyłem, jak uderza Annę w głowę i łapie, gdy osunęła się nieprzytomna.
- Nie waż się jej dotykać!
Spojrzał na mnie, a rozbawienie wyparowało.
- To był rozkaz?
Podniosłem się, ale stwierdziłem, że bezpieczniej będzie nie podchodzić, mimo że miałem wielką ochotę wyrwać bezbronną dziewczynę z jego rąk.
- Nie- zaprzeczyłem z błaganiem w oczach- Nie chcę ci rozkazywać. Proszę, nie rób jej krzywdy.
- Mówiłem ci, że nie zamierzam. Od początku nie zamierzałem. Chyba, że zacznie się sprzeciwiać- jak ty. I wiesz co? Gdybyś się nie wtrącił, byłaby teraz przytomna i może nawet spokojna.
- Dlaczego pozwoliłeś wejść jej do zamku?
- Mówiłem ci, że nie pozwalam tylko wtedy, gdy ktoś już w nim przebywa. Jest na ciebie wściekła. Wiesz czemu?
- Bo jestem wampirem i właśnie wymordowałem łowców?- mruknąłem zrezygnowany. Jeśli Wład postanowił, że Anna będzie tu mieszkać, nic nie zdziałam. Ewentualnie pogorszę sytuację.
- Mogę ją...?- z tymi błagalnymi słowami podniosłem ręce, jakbym chciał ich objąć.
- Nie- minął mnie z nastolatką w rękach i ruszył po schodach do komnaty- Może się w każdej chwili obudzić. Jakby nie było, jest łowcą. Bezpieczniej będzie, jeśli nie będzie próbowała cię zabić. A poza tym jeśli będzie chciała walczyć, tym gorzej dla niej. nie chcesz jej dawać na to okazji, prawda?
Wymamrotałem coś i podążyłem za nim.
- Będę potrzebował twojej pomocy- odezwał się, gdy położył dziewczynę na łóżku i przykrył kołdrą. Poniosłem brwi.
- Ty mojej?
- Przy Annie tak. Na ciebie jest wściekła, jednak mnie boi się tak, że nie jest w stanie nawet trzeźwo myśleć. Gdy się obudzi zamierzam z nią porozmawiać... normalnie, jak dwoje cywilizowanych ludzi- dodał, widząc moją minę- Tak jak z tobą, gdy cię złamałem. Jak nie uda mi się dogadać, poproszę ciebie.
***
Ale gdy mnie poprosił, Anna rzuciła się na mnie z żądzą mordu w oczach. Nie zdążyłem zareagować, gdy uderzyła mnie w szczękę i powaliła na ziemię szybkim podcięciem. Wow. Albo faktycznie byłem beznadziejnym łowcą albo adrenalina dodała jej siły i szybkości.
- Czek...- spróbowałem zasłonić twarz zdezorientowany, ale usiadła na mnie i znowu dostałem cios w głowę.
- Jak mogłeś?!- przeraziła mnie rozpacz w jej głosie- Zabiję cię!
- Wład ściągnął ją ze mnie i zaczęła się szarpać.
-Nic jej nie rób- wydusiłem, przypominając sobie, co mówił o oporze z jej strony. Ten bez słowa przycisnął ją do ściany i puścił. Tym razem, gdy się na mnie rzuciła, byłem przygotowany.
- Anno!
Wyprowadziła cios. Uchyliłem się i złapałem ją za nadgarstek. Zakręciłem nią i uderzyła w ziemię- choć starałem się siłę uderzenia zmniejszyć do minimum. Szybko wykręciłem rękę na plecy. Poczułem, jak stawia opór i z żalem w sercu nie puściłem jej, gdy syknęła z bólu. A poza tym... zaczęła mnie boleć górna szczęka. Musiałem jak najszybciej się od niej odsunąć.
- Proszę, Anno, uspokój się- ciało pode mną zwiotczało, jednak dodałem jeszcze- Jeśli nie przestaniesz się opierać Wład zrobi coś bardzo złego.
Zesztywniała, a potem, ku własnemu zaskoczeniu i przerażeniu, usłyszałem łkanie.
- Jesteś wampirem!- jęknęła- Jesteś cholernym wampirem!
- Wyjdź, Mircea- rozkazał nagle Wład- Pomogłeś, ale teraz muszę sam się tym zająć.
- Co? Nie!- zaprotestowałem gwałtownie.
- Nie ugryzę jej- poczułem ulgę, ale upewniłem się:
- Nie masz powodu wsadzać jej do lochu.
- Zależy, co powie. A propos lochów; idź tam. Czeka na ciebie... ofiara.
- Nie!- chyba go...!
- Idź.
Poczułem jak jego aura mnie przytłacza... i wyszedłem, ale tylko dlatego, że bałem się, jak Anna reaguje na taką atmosferę. Miałem nadzieję, że nie będzie się sprzeciwiać Władowi. Nie chciałem, by trafiła do lochów.
Lochów.
Czułem głód i to od bardzo dawna, ale za nim na świecie nie zabiję człowieka! Jak on w ogóle mógł...
- Jednak jeśli ja tego nie zrobię, to zrobi to on- wymamrotałem ponuro i ruszyłem po schodach w dół. Cholera. Najgorsza cena za bycie wampirem. Dlaczego nie da się tego jakoś ominąć?
Kierowałem się biciem serca. Biło spokojnie i podejrzewałem, że ofiara śpi. Gdy stanąłem przez odpowiednią kratą, zobaczyłem leżącego na kocach mężczyznę. Był zaniedbany, bardzo zaniedbany... może Wład porwał go z ulicy? Ciekawe, czy chciał być ulicznikiem. Ja sam nie chciałem i nawet udało mi się uniknąć takiego losu...
Nagle mężczyzna otworzył oczy i przyskoczył do krat.
- Zabij mnie, proszę!
- Mam deja vu- wymamrotałem, patrząc na niego zdziwiony- Czemu chcesz, bym cię zabił?
- Nie chcę żyć.
- Ma to związek z tym miejscem i osobą, która cię tu porwała?- spytałem ostrożnie.
- Nie porwała mnie- mężczyzna spojrzał na mnie spokojnie- Przyprowadziła mnie tutaj zgodnie z moją wolą.
Uniosłem brwi zaskoczony, a ten zauważył to i kontynuował:
-Znam Hassana od kilku lat... wiem, że tonie jest jego prawdziwe imię- dodał na widok mojej miny- Kazał mi tak na siebie mówić. Spotkałem go w zaułku, gdy pił z innego ulicznika.
Moje niedowierzanie nie mogło być większe. Wiedział o wampirach, a do tego przeżył spotkanie z Władem?
- Nie chciałem żyć na ulicy. Poprosiłem, by mnie też zabił- mężczyzna miał lekko zamglony wzrok; zatopił się we wspomnieniu- Odmówił. Był już najedzony, a nie zabija bez powodu. Poprosiłem w takim razie, bym był jego następną ofiarą. W końcu obiecał mi, że jeśli przez kilka następnych lat będę chciał umrzeć, to mnie zabije. Wczoraj znalazł mnie i zabrał tutaj.
- Dał ci całkiem wygodne mieszkanko- stwierdziłem z sarkazmem.
- Wygodniejsze i cieplejsze niż ulica- odparował. Dziwne, że Wład nie zabił takiej osoby. Powinien go zabić, gdy tylko go zobaczył... a przynajmniej tak mi się wydawało, że by zrobić.
A wracając do zabicia go. Przełknąłem ślinę.
- Wygląda na to, że przysłał mnie tu, bym spełnił moją prośbę.
Mężczyzna ożywił się i spojrzał z nadzieją.
- Zabijesz mnie?
- Muszę. Nie wiem, jak W... Hassan zachowuje się przy tobie, ale obawiam się, że nie zabije cię bezboleśnie.
Stracił werwę i zbladł lekko.
- Ja mogę spróbować, ale nie gwarantuje sukcesu.
- Spróbuj- kiwnął głową. Zmarszczyłem brwi i wszedłem do jego celi.
- Czemu jest otwarte?
- Hassan powiedział, że jeśli będę chodzić gdzie indziej niż do kuchni, na zewnątrz czy tutaj, to mnie nie zabije. Nie chciał się kłopotać przynoszeniem jedzenia jak sądzę- podszedł do mnie bez strachu, wręcz z uśmiechem, i pozwolił przyciągnąć się do mnie. Poczułem ból w górnej szczęce, a potem smak krwi, gdy język skaleczył się o kieł. Przytknąłem usta do ciepłej skóry na szyi i przegryzłem tętnicę. Jak wcześniej, zachwiałem się pod napływem życiodajnej substancji, a mężczyzna jęknął cicho, zaciskając dłoń na moim ramieniu. Nie zdawałem sobie sprawy, że byłem tak osłabiony, dopóki siły nie zaczęły do mnie wracać. Poczułem, jakbym ożył, a ciało w moich objęciach znieruchomiało.
- Przepraszam i dziękuję- wyszeptałem i spojrzałem na martwą twarz. Westchnąłem ciężko, po czym zawinąłem mężczyznę w koce. Co mam zrobić z ciałem? Gdzie je dać?
- Zostaw go- usłyszałem Włada. Obróciłem się na pięcie i rzuciłem mu mordercze spojrzenie. Byłem wściekły i jednocześnie ciekawy, dlaczego pozwolił mu żyć, ale nie zamierzałem go wypytywać. Tym bardziej, że usłyszałem niepewny głos Anny dobiegający z okolic jej komnaty.
- Mir... cea?
Szybko wyminąłem wampira i pobiegłem do niej. Wzdrygnęła się, gdy stanąłem przed nią, ale nie rzuciła się na mnie- wbrew moim obawom. Spojrzała na mnie z lekkim przestrachem i odezwała się słabo:
- Zaprowadzisz mnie do kuchni?
Rozluźniłem się. Tylko poprosiła o pomoc. Na pewno mnie nienawidziła, ale to dobrze, że zawołała mnie, nie Włada. Uśmiechnąłem się ciepło.
- Pewnie.
Ruszyłem korytarzem, aż nazbyt dobrze zdając sobie sprawę, że Anna ruszyła za mną dopiero po zwiększeniu odległości do kilkunastu metrów. To nie było miłe uczucie- moja przyrodnia siostra chce mnie zabić.
- Anno?- odezwałem się i zerknąłem przez ramię- Dlaczego tutaj przyszłaś? Skoro wiedziałaś, że to zamek Włada Draculi...dlaczego?
- Za tobą- odparła od razu- Byłeś moim bratem, przyjacielem i opiekunem, a teraz jesteś wampirem. Chciałam wiedzieć czemu. I dalej chcę.
"Byłeś". To zabolało. Westchnąłem ciężko. Nie powinienem jej na razie mówić, że łowcy chcieli mnie zabić.
- Myślę, że na razie lepiej, żebyś nie wiedziała.
- Jesteś wampirem, Mircea- warknęła- Cholernym wampirem!
- Zauważyłem!- odparłem ostro, obracając się do niej. Przeraziła się na widok mojej wściekłej miny, przez co natychmiast się uspokoiłem.
- Przepraszam. Przez to, że tu jesteś, nie umiem być spokojny.
- Czemu? Boisz się... o mnie?
- Bardzo się boję. Boję się, co Wład ci zrobi, gdy nie będziesz posłuszna.
- A co może?
- Wszystko-odparłem żałośnie- Mnie wsadził do lochu i torturował, by złamać moją wolę. Boję się, co by się stało, gdybyś spróbowała teraz go zabić.
- Teraz?- na jej twarzy odmalowało się niezrozumienie- Zaatakowałam go. I ciebie. Powinnam już nie żyć. Zresztą- zmierzyła mnie chłodnym wzrokiem- ty też. Całkiem nie żyć.
- Powinienem- westchnąłem- Ale miałem szczęście. Albo nieszczęście. Wład daje szansę. Zadanie łowcy to jedno, natomiast gdy cię pokona, a nie będziesz chciała się poddać, to co innego. Proszę, dla własnego dobra nie próbuj go zabić.

***

niedziela, 17 maja 2015

MV Rozdział VIII


("You have Anna")- zauważyłam,że powtórzyłam gifa, więc zmieniam ^^
Zero komentarzy pod Buntownikiem... no trudno. Pozwoliłam sobie powkręcać Karasu <3 Udało mi się i chociaż raz pomyślałaś, że nie będzie happy endu? Yaoi endu nie spodziewaj się. Nie tutaj :D Odkryłam, że Mircea jest wybitnie aseksualny ;p Ale to przez moją naturę... Macie więcej MV, powiem wam, że zbliża się ku końcowi... a potem więcej CV i AV.
_________________________________

- Po co?- postanowiłem grać na zwłokę. Musiałem zabrać nóż Keitha, zawieszony u jego pasa. Dopiero teraz zorientowałem się, że wszyscy są uzbrojeni. Wszyscy prócz mnie.
- Każdy łowca po dłuższej nieobecności przechodzi taki test.
- Test- powtórzyłem głucho.
- Tak, test. Mający na celu sprawdzić, czy nie zostałeś zmieniony- odparł- Odsłoń ranę i udowodnij nam, że jesteś człowiekiem.
Cholera. Cholera, cholera, cholera.
- Przepraszam- odezwałem się cicho i wyszarpnąłem sztylet Keitha. Starszy łowca od kilku lat nie chodził na misje w terenie, zajmował się tylko papierkową robotą i szkołą, już dawno stracił refleks. Jednak zachował tyle przytomności umysłu, by wszcząć alarm.
- Daniel!- wrzasnął, a chwilę później wbiłem ostrzew jego klatkę piersiową. Uderzył mnie zapach krwi. Minęły dwa dni, a już robiłem się głodny...
- Gdybyście nie chcieli mnie zabić, nie byłbym wampirem- wysyczałem, a oczy mężczyzny rozszerzyły się z szoku- Tak, wiem o waszym laboratorium.
- Skąd...?- wycharczał.
- Dracula mi powiedział- wyszarpnąłem ostrze z jego piersi- Mówiłem Ryanowi, że wie więcej, niż wam się wydaje.
Mężczyzna osunął się na ziemię martwy, a ja obróciłem się i spojrzałem na oszołomionych łowców.
- No dalej!- warknąłem- Co tak stoicie?
Na ich twarzach pojawiła się złość pomieszana ze strachem. Musiałem wyglądać jak wampir. Świetnie. Odsłoniłem kły.
- Zobaczymy, ilu zabiorę ze sobą do grobu. Chcecie się zakładać, kogo i ilu?
Jeden z łowców, nieznany mi z imienia, nie wytrzymał i rzucił się na mnie. Bez wahania uniknąłem ostrza i wbiłem nóż Keitha w jego serce. W chwili, gdy upadł martwy, rozpętało się piekło. Kilku kolejnych zaatakowało mnie z wściekłością, jednocześnie z tym rozległ się dźwięk dzwonu- alarm oznaczający wampira w ośrodku. Ogłuszył mnie zaledwie na moment, ale i tak ledwie uniknąłem ciosu w serce. Ostrze wbiło się w klatkę piersiową zbyt po prawej. Zatoczyłem się kilka kroków do tyłu, oszołomiony bólem wywołanym przez srebro, po czym wyszarpnąłem nóż. Jasna cholera, bolało! Wbiłem je w jednego z łowców i odepchnąłem go od siebie.
- Nie uwierzyłbym, że przysłali cię do mnie na test, gdybym nie znał prawdy.
Zamarłem na ten znajomy głos i usłyszałem, że za mną ktoś zacharczał. Zerknąłem tam i zobaczyłem, jak Wład odrzuca ciało z rozszarpanym gardłem.
- Nawet jako wampir nie usłyszałeś, jak próbują zajść cię od tyłu. Jakim cudem uznano cię za najwybitniejszego ucznia?
- Co tu robisz?- spytałem, gdy stanął obok mnie i rozejrzał się po pozostałych łowców, którzy stanęli jak wryci na jego widok. Rozpoznali go. Zaskakujące było, jak bardzo Wład umiał pozostać sobą- spokojnym, chłodnym zabójcą. Widać nie myliłem się, mówiąc, że bez problemu zabiłby ich wszystkich.
- Ratuję cię. Gdybym nie powstrzymał tego tu- wskazał brodą ciało z rozszarpanym gardłem- miałbyś teraz sztylet w sercu.
Prychnąłem, nie umiejąc zdobyć się na podziękowanie, i zablokowałem cios Jurija, który najwyraźniej palił się do zabicia mnie. A ja paliłem się, by zabić go. Wkurzał mnie od zawsze i właściwie mógł być niewinny- chętnie się go pozbędę.
- Wiedziałem, że coś knujesz- warknął. Uśmiechnąłem się smutno.
- Nigdy nie umiałem udawać.
Rzucił się na mnie z wściekłością. Poczułem ulgę. Przez chwilę bałem się, że sprawi mi największy problem, ale wściekłość sprawiła, że nie było ciężko go zabić. Gdy wbiłem nóż w jego klatkę piersiową, zdążył spojrzeć z niedowierzaniem, apotem światło w oczach zgasło. Nawet nie poczułem żalu.
Minęło kilka minut, choć wydawało się, jakby całe wieki, a wszyscy łowcy leżeli na ziemi martwi lub dogorywający. Wład nie walczył bezpośrednio. Atakował dopiero, gdy ktoś obrał go sobie za cel lub gdybym nie zdążył się obronić. Chronił mnie. Chronił mnie...
Upuściłem sztylet i opadłem na najbliższe krzesło.
- Nie tak miało być!- jęknąłem, chowając twarz w dłoniach. Zapach krwi kusił...
- Czego się spodziewałeś?- spytał spokojnie Wład. "Na pewno nie testu, czy jestem wampirem!" chciałem warknąć, ale nie odpowiedziałem.
- Co, więc teraz mnie zabijesz?
Powiedział, że jak już wymorduję łowców, to sam mnie zabije. Nawet pogodziłem się z tą myślą.
- Zastanawiałem się nad tym, ale stwierdziłem, że nadajesz się na wampira. Jeśli będziesz chciał umrzeć, sam się zabij. Albo mi powiedz- wbiłem w niego zaskoczone spojrzenie. Darował mi życie?- Wracasz ze mną na zamek czy idziesz gdzieś?
Westchnąłem ciężko.
- Wracam. Uczniowie powinni być w pokojach. Najstarszy z nich miał zdawać za tydzień. No i gdzieś tu jest Daniel. Poradzą sobie.
Wstałem i bez słowa wyszedłem z budynku drugim wejściem- takim, którym wyszedłem od razu na zewnątrz. Chociaż nie potrzebowałem tlenu, by funkcjonować, wciągnąłem głęboko nocne powietrze.
- Nie chcesz sprawdzić, co jest na dole?
- A co, tak cię tam ciągnie?- mruknąłem- Mnie to nie interesuje. Mogą tam nawet trzymać żywe wampiry.
"Jeszcze pożałuję, że ich zabiłem. Może to było coś godnego ofiary w mojej postaci?"
- Nie interesuje cię, za co miałeś umrzeć?
- Najzupełniej.

Kłamałem i Wład o tym wiedział. Interesowało mnie, ale bałem się. I nigdy, przenigdy, nie wrócę do tego budynku.
***
Siedziałem na łóżku i gapiłem się w ścianę. Zrobiłem, co chciałem i nie wiedziałem, co teraz. Mam znaleźć sobie dom i udawać człowieka prowadzącego nocny tryb życia? Zostać łowcą-wampirem? Znaleźć kogoś, kto byłby gotów dawać mi krew i z nim zamieszkać?
Zabiłem wszystkich, którzy łączyli mnie z ludzką przeszłością. Wszystkich- prócz Anny. Co z nią będzie? Wie, że to przeze mnie rozległ się alarm? mam nadzieję, że nie. Jej świat- po raz kolejny- legł w gruzach. Mój zresztą też. Byłem nieumarłym potworem, który wymordował wraz z Draculą oddział łowców.
- Powinnaś była zostać z resztą łowców.
Usłyszałem nagle głos Włada dobiegający  holu głównego. Gdy skierowałem się w tamtą stronę, zorientowałem się... że jest tam człowiek. Walące z przerażenia serce ofiary zaczęło dudnić mi w głowie, spychając mniej ważne myśli w głąb umysłu. Wład kogoś tu wpuścił!
Zerwałem się i pobiegłem w tamtą stronę.
Ale zamarłem na szczycie schodów.
Anna.
Co ona tu...?
Stała naprzeciwko Włada, patrząc na niego z przerażeniem i wyzwaniem... czy ona ma moją broń? Poczułem ukłucie w piersi. Jeśli tu była, to wiedziała, kto zaatakował ośrodek. A broń mogła wziąć za równo po to, by mi oddać, jak poty, by mnie nią zabić.
Zobaczyłem nieznaczny ruch nogi Włada, zwiastujący, że zaraz się rzuci na Annę i błyskawicznie podjąłem decyzję. Też rzuciłem się w ich stronę i jakimś cudem zdążyłem go wyprzedzić. Odskoczyłem kilkanaście metrów w bok, obejmując Annę. Wład pojawił się na wcześniejszym miejscu dziewczyny i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Szybki jesteś- stwierdził.
Nastolatka wyrwała mi się, ale od razu zagarnąłem ją za siebie, by odgrodzić od wampira. Poczułem, że zadrżała pod moim dotykiem. Obrzydzenie?
Spojrzałem na Włada ze złością i obawą.
- Nie waż się jej zabić- warknąłem.
- Nie zamierzałem i nie zamierzam- odparł spokojnie, przenosząc wzrok na dziewczynę. Wciąż widziałem rozbawienie, ale Anna prawdopodobnie go nie zauważyła. Raczej nie odróżniała jego ukrywanych uczuć.
- Więc dlaczego chciałeś ją zaatakować?!
- Nie zaatakować, tylko złapać- poprawił mnie- Czemu? Ponieważ ty już jesteś wampirem.
- Co z tego?- zaniepokoiłem się, widząc, że wyszczerzył się zadowolony
- Pomyśl. Skoro ty już nie jesteś człowiekiem...
Olśniło mnie. Kiedy Anna weszła, w zamku nie było człowieka. Należała teraz do Włada. Zesztywniałem i spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Nie- powiedziałem zduszonym głosem.
- Oj, tak- naprawdę był rozbawiony w mojej reakcji. Czerpał przyjemność z tego, że jestem przerażony perspektywą Anny w zamku. Cholerny sadystyczny Wład Palownik!

czwartek, 14 maja 2015

Buntownik Rozdział 1. Tak, kolejna


Dobra, tym razem nie wiem, jakie gify by pasowały, więc będzie Lestat i inne postaci z  Kronik Wampirów Anne Rice ;p
Tak, to kolejna opowieść. To opowiadanie/powieść, które aktualnie publikuję w gazetce szkolnej. Prawdopodobnie kilkoro z was już czytało początek...
I wszem i wobec ogłaszam: gdy dotrę do momentu, który jest w gazetce, nie będę wyprzedzać tamtych wydarzeń. Dlaczego? Jakiś czas temu (po opublikowaniu w szkole pierwszej części) dowiedziałam się, że ktoś przeszukał net i znalazł poprzedni blog, na któym był początek... i sobie zespoilerował... i nie chcę tego powtórzyć, bo choć byłam szczęśliwa, że tak zaciekawiłam, nie chcę, by sobie spoilerowano ;-; A więc macie powieść "Buntownik", wczęsniej znaną pod nazwą "Gerard".
A, i jeszcze notka dla uczniów z mojej szkoły, gdyby ktoś znowu tu trafił: Drodzy Filomaci, to dla waszego dobranie pozwolę sobie wyprzedzać gazetki ^^
----------------------------------
Ciche uderzenie sprawiło, że gwałtownie usiadłam, otwierając oczy. Zoba­czyłam przy oknie mężczyznę. Nie znałam go. Wyglądał nieludzko w księżycowym świetle, które sprawiało, że jego włosy wydawały się srebrne, a oczy błysz­czące. To spojrzenie sparaliżowało mnie, choć samo było zdziwione i przestraszone. Nie umiałam również wydać z siebie jakiegokol­wiek dźwięku, co doprowadzało do paniki. Włamał się do mnie obcy mężczyzna, a ja nie byłam w stanie nic zrobić!
Nagle na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Przeszły mnie ciarki. Mimo to, gdy się odezwał, jego głos był miły dla ucha i nawet łagodny.
- Obudziłaś się. I co ja mam teraz zrobić?
Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.
- Zabić?- błyskawicznie pojawił tuż obok mojego łóżko, zmniejszając odległość do najwyżej metra. Drgnęłam przestraszona i odzyskałam władzę nad stru­nami głosowymi. Chciałam krzyknąć, ale napastnik przycisnął mnie do mate­raca i zakrył usta dłonią.- Czy zabrać ze sobą?- spytał, patrząc w moje zielone oczy- Gerardowi się podobasz, wolałby to drugie. A więc…
Nagle na mojej twarzy, a dokładniej nosie, pojawiła się szmatka. Biorąc wdech poczułam zapach przypominający ocet… i straciłam świadomość.
***
Gwałtownie usiadłam i zakręciło mi się w głowie, przez co zostałam zmuszona opaść z powrotem na stos poduszek. Z tego, co zdążyłam zobaczyć, wywnio­skowałam, że muszę znajdować się w zamku. W „mojej” komnacie stała szafa, szafka nocna i stolik- jedyne rzeczy, które mogłyby być współczesne, choć imitowały styl średniowieczny. Było jeszcze zwykłe, białe okno, ale mniejsze niż normalnie w domach. Kamienne ściany, a na jednej z nich wiszący gobelin, przedstawiający jakąś bitwę. Tyle zapamiętałam.
Usiadłam powoli i przyjrzałam się pomieszczeniu jeszcze raz, ale nie odkryłam nowych elementów prócz drzwi po prawej. Pomyślałam, że mu­siał być wieczór, bo z każdą chwilą robiło się ciemniej. Byłam przerażona, choć na pewno mniej niż wcześniej.
Ostrożnie wstałam i podeszłam do szafy. Jak się po chwili zorientowałam, byłam w tej samej pidżamie, w której ostatnio się kładłam spać. Kimkolwiek był włamywacz, gdziekolwiek teraz byłam, nie chciałam, by zastano mnie w łóżku. Pewnie i tak długo mnie widział, w końcu musiał mnie przynieść, ale chciałam ukryć strach, który pozbawiał mnie kontroli nad ciałem cia­łem, więc starałam się zachować normalnie, jakbym była w swoim domu. Otworzyłam szafę i zlustrowałam znajdujące się w niej ubrania. Większość była  moja, z mojego własnego domu, ale było też kilka, których w życiu na oczy nie widziałam. Pogrzebałam chwilę, po czym wyjęłam najzwyklejsze ciu­chy jakie mogłam- niebieskie jeansy i szarą koszulkę.
Obróciłam się i zamarłam, prawie wypuszczając ubrania z rąk.
O parapet opierał się mój porywacz. Patrzył za okno.
Utkwiłam przestraszone, ale również zdziwione jego nagłym pojawieniem się, spojrzenie w młodym mężczyźnie. Wyglądał na starszego ode mnie o zaledwie kilka lat, jakby dopiero co skończył studiować...
- Pewnie masz dużo pytań- odezwał się cicho, dalej nie odrywając wzroku od widoku za oknem. Była już noc. To nie był dobry pomysł przebywać w ciemności z nieznajomym mężczyzną.
Przez chwilę starałam się wydobyć z siebie jakiś dźwięk, a gdy mi się udało, były to podstawowe pytania porwanej osoby:
- Kim jesteś? Gdzie jestem?!
- Aż się dziwię, że nie panikujesz i nie próbujesz uciec- musiał pomyśleć to samo, co ja. Milczałam.
- Nazywam się Alaric i wbrew temu, co pewnie myślisz, nie porwałem cię dla siebie i nikt tu nie planuje morderstwa ani gwałtu.
Dalej milczałam.
- Nie porwałbym cię, gdybyś mnie nie zobaczyła. Mógłbym cię zabić, ale nie zrobiłem tego tylko dla Gerarda.
- Kim jest Gerard i czego ode mnie chce?- spytałam, siląc się na spokój.
- Można powiedzieć, że to mój przyjaciel. I mówię ci, nie chcesz wiedzieć, czego on chce.
- Chce- odparłam twardo, przyciskając ubrania mocniej do piersi.
- Najpierw mam jedno pytanie. Znasz legendy o osobie zwanej Vladem Tepe­sem, Draculą czy po prostu krwiopijcą?
Zmrużyłam lekko oczy, patrząc na niego przestraszona. Znałam.
- Oczywiście legendarny Tepes nie jest najstarszy z nas i na pewno nie jest pierwszym, jak to mówią opowieści. Mam mówić dalej?
- Nie wierzę.- zrobiłam krok do tyłu, blednąc. Kpi sobie. Stroi sobie ze mnie żarty. I ten Gerard też!
- Nie wierzysz?- powtórzył i… zniknął. Krzyknęłam cicho zaskoczona, wypusz­czając ubrania, po czym znowu się cofnęłam. Poczułam pod palcami materiał w szafie, ale po chwili zamarłam, zdając sobie sprawę, że to nie mogą być ubrania z szafy, bo były opięte na ciele.
Stał za mną.
Pisnęłam, gdy zacisnął palce na moich ramionach i zaczęłam się wyrywać
- Uspokój się. Nic ci nie zrobię, ale nie dojdziemy do niczego, jeżeli nie uwie­rzysz- odezwał się cicho, a ja w odpowiedzi jedynie jęknęłam, rezygnując z ucieczki. Wampir? Wampiry piją krew. Czy to znaczy, że zaraz mnie zabije ugryzieniem?
Okrążył mnie, puszczając i zatrzymał się przede mną. Sparaliżowana patrzy­łam na jego zęby, gdy otworzył usta w szerokim uśmiechu. Miał kły. Nie były jakoś szczególnie długie, ale wyraźnie było widać, że nie są ludzkie. Nie umiałam wydać z siebie ani jednego słowa, choć próbowałam, obserwując jak zahipnotyzowana Ala­rica.
- Uwolnij… mnie- wydusiłam w końcu, drżąc na całym ciele- Odejdź. Zostawcie mnie w spokoju.
- Nie skończyłem opowieści- zaprotestował, zamykając usta.
- Ale…
- Gerard i ja, jak właśnie zauważyłaś, jesteśmy wampirami.
- Więc jak…- urwałam, nie umiejąc mówić dalej.
- … się pożywiamy?- dokończył, domyślając się, co chciałam powiedzieć- Gdy przyszedłem do twojego domu miałem za zadanie pobrać trochę twojej krwi, ot, zwykłe pobieranie, tyle, że troszkę więcej. Tak jakby krwiodawstwo. W każdym razie twoja bardzo zasmakowała Gerardowi i poprosił, bym przychodził do ciebie częściej. To był pierwszy raz, kiedy kazał mi chodzić do jednej osoby więcej niż raz w miesiącu. Zawsze było tak, że ludzie nie mogli zauważyć chwilowego osłabienia.- gdy to powiedział zdałam sobie sprawę, że faktycznie jakiś czas temu byłam osłabiona i nic mi się nie chciało. Zwaliłam to na karb matury, którą zdałam kilka dni wcześniej.
- Czy ten Gerard…- wyszeptałam, szukając sposobu na odsunięcie się od wampira-… przyjdzie i mnie ugryzie?
- Nie… - Alaric machnął ręką lekceważąco i odwrócił się ode mnie, idąc na śro­dek komnaty- Gerard nie chce cię ugryźć. Albo chce, ale tego nie zrobi.
Odetchnęłam cicho z ulgą i zlustrowałam pomiesz­czenie, szukając broni lub ucieczki. Były drzwi, ale jak zwykle w takich historiach- pewnie zamknięte. Nawet jak porywacze nie byli ludźmi. Wierzyłam Alaricowi i byłam przerażona. Wampiry istniały, a ja od teraz miałam mieszkać z nimi!
- Będzie jak do tej pory. Będę przychodził w nocy. I wolałbym, żebyś spała- dodał na końcu, a potem ruszył w stronę drzwi.
- Jestem więźniem?- to nie miało zabrzmieć jak pytanie, ale niestety tak mi wyszło.
- Możesz sobie wmawiać, że jesteś, ale gdy przynosiłem tu twoje rzeczy, za­brałem wszystko- zobaczyłam uśmiech, którego nie umiałam rozszyfrować- Łącznie z twoją finką, która leżała na dnie szuflady i chyba o niej  zapomniałaś- wskazał na szafkę nocną. Miał rację, ostatni raz używałam tego noża, kiedy wybraliśmy się na jakąś tam wycieczkę w góry i stwierdziłam, że wziąć nie zaszkodzi. Kilka lat temu.
Wpadliśmy autem w śnieżycę i zostałam sierotą. Tylko ja przeżyłam.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Byłam w beznadziejnej sytuacji. Nawet nie miałam kogoś, kto mógłby się zainteresować moim zniknięciem!
- Możesz go nosić ciągle przy sobie. Więźniowie raczej mają być bezbronni, tak?
Nie odpowiedziałam, patrząc na niego zła i zrozpaczona.
- Chociaż taki nóż nie zrobi nam krzywdy. - wzruszył ramionami- A mówiąc „nam” mam na myśli Gerarda i mnie, jedyne istoty w tym budynku prócz ciebie.
- Jestem sama z dwoma wampirami- podsumowałam zimno- Istotami, które nie powinny istnieć.
- Które nic ci nie zrobią- poprawił mnie cierpliwie- Ach, właśnie. Pierwsze drzwi po prawej od twoich to jest łazienka i toaleta. Nie martw się, to, że nie musimy korzystać nie sprawia, że są w złym stanie. Po drugie, jeśli będziesz chciała coś zjeść, zejdź do kuchni, to dwa piętra niżej.
- Aha- nie wiedziałam, jakiej odpowiedzi się spodziewał.
- Minęła doba od naszego spotkania.
- Aha- powtórzyłam, dalej nie wiedząc co robić.
- Zostawię cię więc i życzę miłego pobytu w zamku Gerarda- uśmiechnął się delikatnie, robiąc lekki ukłon i otworzył drzwi. Za nimi zobaczyłam korytarz, tak samo zimny jak ściany tej komnaty.
- Spotkam go?
- Gerarda? Wątpię, a na pewno nie, jeśli nie będzie tego chciał- odparł- A o ile wiem, nie wyrażał chęci, byś go poznała.
- Pije moją krew- wycedziłam- Smakuje mu. Chyba mam prawo poznać wam­pira, który planuje przez resztę mojego życia pożywiać się mną i to jeszcze z przyjemnością, prawda?
- Prawda- kiwnął głową- Jednak to nie ja decyduję o waszej znajomości.- wy­szedł, zostawiając mnie samą. Pierwsze, co zrobiłam-pomijając myśli „Czy to nie może być sen?!”- to przyskoczyłam do szafki, by jak najszybciej zdobyć nóż. Dopiero po wyjęciu go uspokoiłam się trochę, podniosłam ubrania i rzuciłam je na łóżko, koło broni.
- Cholera!- zaklęłam. Spojrzałam na leżące rzeczy i nagle pomyślałam, że są zbyt współczesne na to miejsce. Nie żeby mnie to obchodziło, nie będę się ubierać średniowiecznie dla wampirów. Albo jeszcze lepiej- dla zamku.
Szybko się przebrałam, wciskając pidżamę pod stos poduszek, a potem pode­szłam dwa razy wolniej do drzwi z sercem w gardle. Bałam się. Kogo? Pomi­jając tych dwóch krwiopijców, którzy utrzymywali, że mnie nie skrzywdzą, spodziewałam się na korytarzu hordy innych nieśmiertelnych?
Osunęłam się po ścianie roztrzęsiona. Wampiry. Niemożliwe, by nie gryzły. To wbrew wszystkiemu, co o nich słyszałam Legendy, powieści… wszystko kłamało? Co z kościołami, krucyfiksami czy światłem słonecznym? To prawda? Czy nie? Dlaczego nie nosiłam poświęconego krzyżyka na szyi?!
-----------------
W takim tempie to tekstu starczy na dwie notki... to są trzy części gazetki. Zaledwie 600 słów na część... to tak bardzo mało. Jak wy na 1200 narzekacie, to ja współczuję Filomatom...

wtorek, 12 maja 2015

MV Rozdział VII


Ciekawe co powiecie na fakt, że MV jest już zakończone nawet w wordzie? A poza tym to straciłam wenę na CV i MV, jest pewne prawdopodobieństwo, że zanim skończę tamto, będę musieć wiedzieć coś więcej o Annie, więc zacznę publikować AV... tak, trzecia powieść ._.
---------------------------------------
- Witam ponownie- uniosłem rękę, gdy otworzył mi Ryan. Szczupły, starszy mężczyzna był jednym z moich nauczycieli, ale teraz cofnął się na mój widok. Ciekawe, czy miał coś wspólnego z tym tajemniczym projektem, przez którym miałem umrzeć?
- Mircea!- wykrztusił zszokowany. Wyczułem od niego całkiem przyjemny zapach... i zorientowałem się, że to strach mężczyzny. Od Włada nie dało się wyczuć zbyt wielu emocji, albo przynajmniej nie tak mocnych, by były zauważalne, ale od Ryana czuć było ukrywanym przerażeniem, że żyję. Zaczęła mnie boleć górna szczęka.
Skoro się bał, to znaczy, że wiedział o tajnym projekcie. A był naprawdę miłym nauczycielem...
- Jakim cudem ty...?
- Dzięki, miłe powitanie- uśmiechnąłem się słabo- I wiedz, jeśli do tej pory tego nie wiedziałeś, że Dracula zdaje sobie sprawę z tego, że jest tu ośrodek.
Mężczyzna zbladł zauważalnie, ale zanim się odezwał, usłyszałem tupot.
- Czy ja słyszę Mirceę?!- rozległ się wrzask i zamarłem, rozszerzając oczy. Jak mogłem na tak długo...
... zapomnieć o Annie?
Jakim cudem nawet o niej nie pomyślałem podczas mieszkania u Włada?! Uśmiechnąłem się szeroko, gdy zza mężczyzny wypadła rudowłosa szesnastolatka  i przywarła do mnie.
- Cześć, An- przywitałem ją miękko, przytulając drobne ciało. Anna była jedną z dwóch osób, osobą, którą poznałem jeszcze przed szkoleniem. Moją najstarszą przyjaciółką. Łowcy zgarnęli najpierw mnie, a kilka lat później ją. Traktowałem nastolatkę jak młodszą siostrę i...
... i nie mogłem pozwolić, by wplątała się bijatykę, gdy zacznę tu robić rozróbę.
Tak samo jak wszyscy inni uczniowie. Nie było najmniejszego usprawiedliwienia, gdyby kolejni niewinni zginęli przez moją zemstę.
- Dracula wie, że jest tu nasza siedziba?- wydusił Ryan, nie zwracając uwagi na Annę- Zdradziłeś mu?!
- Och, nie, no co ty. Nigdy. On wie dużo. Więcej, niż zdajecie sobie sprawę- ach, dwuznaczności...- I ja nie mam nic wspólnego z jego wiedzą.
- Jak udało ci się przeżyć? Bo sądząc z tego, jak o nim mówisz, on również żyje. Uciekłeś mu?
Roześmiałem się sucho.
- Chyba oszalałeś. Oczywiście, że nie uciekłem. A on żyje. Mógł mnie zabić, gdy tylko przekroczyłem próg jego domu, a ja nawet bym nie zauważył.
- Czemu więc tego nie zrobił?- zbladł.
- Powiem o tym przy wszystkich... dobrze? Będzie lepiej. Nie chcę się powtarzać.
- Jasne- przytaknął od razu- Masz za sobą niesamowite i okropne przeżycia- oj, nawet nie wiesz, jakie!- Na pewno odpocząć w normalnym łóżku- przyjrzał mi się badawczo- Choć wyglądasz na zdrowego, mam wątpliwości, by traktował cię dobrze.
- Ta- mruknąłem- Chodź, An.
Wyminąłem go z dziewczyną przyklejoną do boku. Gdy ruszyliśmy korytarzem do mojego starego pokoju, ta oderwała się ode mnie i spojrzała na mnie zielonymi  oczami.
- Jak on wygląda?
- On?- zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
- No Wład Dracula!- pisnęła zniecierpliwiona.
- Hmm...- uśmiechnąłem się mrocznie- Ma włosy czarne jak serce i kły którymi rozszarpie każde ciało!- powiedziałem groźnym tonem. Krzyknęła przestraszona, a potem zaśmiała się i wyszarpnęła sztylet z mojego pasa.
- Giń, wampirze!- zawołała buntowniczo, przyjmując bojową postawę i kierując srebrne ostrze na mnie. Zamarłem przerażony, ale po chwili zorientowałem się, że nie mówi poważnie. Powstrzymałem westchnienie ulgi. Po  prostu chciała się pobawić w to, co zawsze się bawiliśmy.  Wysunąłem drugie ostrze.
- No chodź, łowczyni- powiedziałem kpiąco, ukrywając śmiech- Zobaczymy, kto jest silniejszy!
Rzuciła się na mnie, ale zrobiłem unik i sam zaatakowałem, próbując ją rozbroić. Choć nie miałem trudności w pokonaniu jej- i nie miałbym ich jako człowiek- zauważyłem, że jej umiejętności się poprawiły. Bardzo poprawiły. Gdy kilka sekund później dotknąłem jej szyi ostrzem, z uśmiechem oddała mi nóż i oba schowałem na miejsce.
- Ile ćwiczyłaś, gdy mnie nie było?
- Dużo!- odparła tonem, który poważnie mnie zaniepokoił, a chwilę później odkryłem, dlaczego- Chciałam zabić Włada Draculę za to, że cię nie zabił!
Zbladłem i zauważyła to. Straciła trochę werwy i spojrzała na mnie niepewnie.
- Co?
- Nie zabiłabyś go. Zabiłby cię w pierwszej sekundzie. Proszę, cokolwiek się wydarzy, nie próbuj iść do niego-próbowałem przekazać jej ostrzeżenie bez mówienia zbyt wiele, ale nie zadziałało:
- E tam, przesadzasz- machnęła ręką lekceważąco- Ty uciekłeś.
Westchnąłem ciężko. Czas zacząć grać.
- Nie słuchałaś, gdy mówiłem Ryanowi, że Dracula mnie oszczędził?
- Nie- otworzyła szerzej oczy- Oszczędził cię? Czemu?
- Mam to powiedzieć jutro na spotkaniu, ale ciebie nie będzie, więc słuchaj- skrzywiłem się- Pozwolił mi przeżyć, bym powiedział łowcom, żeby zostawili go w spokoju. Inaczej zabije wszystkich.
Znieruchomiała. Chyba w końcu zrozumiała, jak niebezpieczny jest Wład.
- Dałby radę, gdyby wszyscy łowcy zebrali się w jednym miejscu i zaatakowali go razem?
- Nie wiem- odparłem ponuro- Jednak wolałbym tego nie sprawdzać.
***
Następnego wieczora Ryan zaprosił mnie do salonu, gdzie porozsiadali się wszyscy pełnoprawni łowcy- razem ze mną dwudziestu. Zacisnąłem szczęki, gdy na progu uderzyło mnie mnóstwo zapachów, zarówno fizycznych jak i uczuć. Podejrzliwość, strach, niedowierzanie, złość... i ulga? Rozejrzałem się uważnie. Ktoś czuł ulgę, że żyję, ale była to prawdopodobnie tylko jedna osoba. Kto...? Ach. Daniel. Najmłodszy łowca, miesiąc przede mną ukończył szkolenie. Z tego, co wiem, niezbyt mnie lubił, ale był jedynym, który cieszył się, że żyję. Miałem nadzieję, że gdy rozpętam piekło, zostanie z tyłu i nie będę musiał go zabić.
- Mircea- niski, starszy mężczyzna imieniem Keith przywrócił mnie do rzeczywistości. Siedział dokładnie naprzeciwko jedynego wolnego krzesła obok Daniela.
- Cześć, Keith.
- Ryan powiedział mi, że nie chciałeś mu zdradzić powodu, dla którego Dracula cię nie zabił- spojrzał na mnie szarymi oczami. Powstrzymałem wybuch złości. Ten facet wystawiał mnie na próbę... musiałem udawać nieświadomego ich zamiarów łowcę, który spędził miesiąc u Włada Palownika.
- Tak- kiwnąłem głową- Odpowiem na wszystkie pytania, na które będę w stanie. I dopowiem inne rzeczy, jeśli będzie taka potrzeba.
- Usiądź- czułem od niego podejrzliwość i strach. Wiedział o projekcie. Może nawet był jego głównym przywódcą.
Opadłem na siedzenie obok Daniela i spojrzałem na Keitha wyczekująco.
- Nie zabiłeś wyznaczonego wampira, ale jesteśmy w gotowi zrobić dla ciebie wyjątek i cię przyjąć- rozszerzyłem oczy zaskoczony. Tego się nie spodziewałem. Co prawda nie mogłem już przyjąć oferty, ale jednak to niespodziewane- Wszystko zależy od tego, co powiesz. Nie upiększaj wydarzeń, zauważę to. Chciałbym, byś opowiedział, jak to się stało, że jeszcze żyjesz i z jakiego powodu tu wróciłeś. Podobno Wład Dracula wie, że jest tu siedziba łowców.
- Wie- przytaknąłem, obserwując, jak przez obecnych przebiega zaniepokojony szmer. Wampir powiedział, że najwiarygodniejsze jest kłamstwo pomieszane z prawdą.
- Draculę spotkałem w holu głównym jego zamku- zacząłem opowiadać- Od samego początku miałem wrażenie, że nie chce mnie zabić, tylko obezwładnić i złamać wolę walki. Pozbawił mnie przytomności, a gdy się obudziłem, byłem w lochu.
Zobaczyłem, jak kilkoro młodszych łowców, w tym Daniel, wzdryga się. O tak, znali historię Włada. Podejrzewali, co mogło stać się z łowcą, który próbował go zabić.
- Dobrze myślałem- kontynuowałem po chwili- Chciał mnie złamać. Spędziłem w więzieniu dużo czasu, dręczony na wiele sposobów- których nie będę wymieniać.
- Złamał cię?- spytał Keith.
- Oczywiście- odparłem, patrząc chłodno- Zapewniam cię, że jego tortur nie wytrzymałby żaden łowca, a tym bardziej uczeń. Pierwszy tydzień dawałem radę, ale potem nie wytrzymałem. Powiedziałeś, że mam nie upiększać i tego nie robię, ale Dracula sam powiedział, że jestem twardy.
- W to nie wątpię. Wyjaśnił, dlaczego cię nie zabił?
- Jestem ostrzeżeniem. Ostatnim.
- Ostrzeżeniem?- mężczyzna zwęził oczy, patrząc na mnie uważnie.
- Wysyłał wam ciała tych, których nasłaliście na niego. To były ostrzeżenia. Tm razem uznał, że skoro martwi nie wystarczają, wyśle mnie w roli posłańca.
- Co masz nam przekazać?- pierwszy raz Keith okazał szczery, widoczny strach.
- Wyślijcie do niego jeszcze jednego łowcę, a zniszczy wszystkich bez wyjątków. Nie wątpię, że zdajecie sobie sprawę, że jest w stanie to zrobić. Nie wolno zadzierać z najstarszym wampirem.
Zaległa ciężka cisza. Wyczułem napięcie łowców. Keith wyglądał, jakby nagle postarzał się o jeszcze kilkanaście lat. Zgarbił się lekko, wzrok stał się ponury...
- Dobrze- powiedział w końcu i podniósł się z krzesła- Daniel.
Zanim zdążyłem spojrzeć zdezorientowany na wezwanego, poczułem na wierzchu dłoni pieczenie. Odskoczyłem jak oparzony, błyskawicznie zakrywając ranę drugą ręką.
- Co ty robisz?- spojrzałem na niego ze strachem, odpowiedział mi tym samym spojrzeniem.
- To, co powinien- obróciłem się do Keitha- Mircea, pokaż dłoń.
O cholera. Rana wyleczy się na ich oczach. O ile jeszcze tam była. Wpadłem w pułapkę. Nie miałem żadnej broni i byłem otoczony przez dwudziestkę pełnoprawnych łowców. To tyle z mojej zemsty.

sobota, 9 maja 2015

Pytanko. Kolejne


Mam pytanko (znowu) ._. Dość dziwne, jeśli są tu osoby spoza mangowego kręgu (a nawet dla niektórych w nim). Mianowicie: są tu jakieś yaoistki/yaoistki? I zdecydowani przeciwnicy yaoi? Bo koleżanka mnie namówiła do napisania powieści z serii Vek z elementami yaoi, ale nie wiem, czy powinnam to tu publikować. Nie chcę kogoś zrazić ;-; Proszę o odpowiedzi w komentarzach :) Duuużo komentarzy ^^

wtorek, 5 maja 2015

MV Rozdział VI

(i ten zszokowany Damon w tle...)
Sorka, wyjechałam na wycieczkę i nie mogłam dodać notki wcześniej. Zapomniałam powiedzieć, że zniknę na tydzień ;-;Wybaczcie. Macie za to bonusową długość- 700 słów więcej.Około.Wystarczy jako zadośćuczynienie? Moje notki nie są tak długie jak u Hatre na przykład, ale musicie to wytrzymać, bo aktualnie jadę z MV na zerze w zapasach ._. A w CV mam problem z taką jedną rozmową, muszę ją napisać, bo mam sporo tekstu po niej...
O,mam pomysł. Co wy na to, bym wyjątkowo tę rozmowę pominęła, a gdy uda mi się ją skleić, to opublikować? Napisałabym, na czym ta rozmowa polegała, czego Carolina się dowiedziała, etc... i może nawet ktoś mógłby mi dopomóc, bo to ten typ tekstu, zktórym najzupełniej sobie nie radzę. Pasowałoby wam to? :)
-------------------------
Nie podobało mi się jak na mnie patrzyła. Musiałem chociaż trochę rozluźnić atmosferę. Z drugiej strony ciężko jest rozluźnić atmosferę, gdy w celi znajduje się głodny wampir i człowiek.
- Jak masz na imię?- spytałem po chwili zmusiłem się do lekkiego uśmiechu- Ja jestem Mircea.
- Danielle- wydusiła, a ja ze smutkiem stwierdziłem, że zrobiła to tylko po to, bym jej nie zabił albo chociaż był łagodniejszy. Zrobiłem zniesmaczoną minę.
- Nie chcę cię...- zacząłem, ale przerwała mi drżącym głosem.
- Jak to wygląda?
Zaciąłem się zaskoczony.
- Ugryzienie?
- Nie tylko ugryzienie. Raczej śmierć... z rąk wampira.
Zawahałem się. Nie chciałem jej jeszcze bardziej przerażać, ale okłamywać też nie. Zauważyła moje zawahanie.
- Powiedz prawdę- zażądała bardziej stanowczym tonem.
- Dobrze- kiwnąłem głową- Mnie wampir  gryzł boleśnie, bardzo boleśnie, ale robił to za karę.
- Za karę?- wyrwało jej się, zanim pomyślałam.
- Byłem łowcą. Próbowałem zabić wampira. Postanowił mnie złamać, więc wtrącił mnie do tego lochu i dręczył.
Milczała. Zastanawiałem się o czym myśli. O Władzie? O ugryzieniach? Chce mnie poprosić o szybką śmierć? Może obmyśla plan ucieczki- który i tak nie wypali?
- Wydaje mi się, że da się ugryźć bezboleśnie- dodałem po chwili i zaległa ciężka cisza. A najgorszy był głód. I miałem wrażenie, że nie wytrzymam długo. Nie chciałem jej zabijać. Nie chciałem nikogo zabijać dla krwi. Gdy wymyślałem plan, by zemścić się na łowcach, umknął mi ten drobny szczegół- głód. Jeśli musiałem ją zabić, by Wład mnie wypuścił... to wolałem umrzeć. Drugi raz.
Nagle Danielle odezwała się urywanym, lekko urywanym głosem:
- A ty... umiesz ugryźć... bezboleśnie?
Wstałem gwałtownie, ignorując cichy okrzyk dziewczyny, i zacząłem chodzić tam i z powrotem, między ścianą i kratą. Przytknąłem nadgarstki do skroni i zacząłem nimi masować skórę.
- Nie wiem!- odpowiedziałem i po chwili zorientowałem się, że ze zdenerwowania wyszło to trochę za głośno- Nie wiem- powtórzyłem ciszej- Zostałem zmieniony niedawno, od razu obudziłem się tutaj.
- Po co cię tu wsadził? Znaczy...- zacięła się- ... po co masz mnie zabić? Nic złego nie zrobiłam!- zorientowałem się, że na jej policzki spłynęły łzy. Chciałem podejść, przytulić ją, pocieszyć... a zamiast tego musiałem wypić jej krew.
-Wziął losową osobę jak sądzę. Chce, żebym jako wampir zabił... bo wie, że nigdy nie zgodziłbym się ugryźć kogoś dobrowolnie.
- Więc dlaczego stałeś się wampirem?- spytała zduszonym przez płacz głosem.
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią. Od razu zbladła, a ja tylko chciałem się zastanowić, czy powiedzieć jej prawdę, nic złego nie planowałem...
- Byłem łowcą wampirów. Niedawno dowiedziałem się, że cała reszta organizacji chce mojej śmierci. Zamierzam ich za to zabić, bo nie wystawia się współbraci za coś, czego nawet nie pamiętają. A nie miałem szans zrobić tego jako człowiek.
Milczała. Przeniosłem spojrzenie na jej szyję i na widok pulsującej tętnicy poczułem znajomy już ból w szczęce. Wymruczałem coś zły na siebie, a potem szybkim krokiem podszedłem do krat.
-Władzie Palowniku!- zawołałem, specjalnie akcentując jego przydomek, a gdy pojawił się, powstrzymałem chęć rzucenia się na niego.
- Daj mi nóż- powiedziałem jak najspokojniej.
- Po co?- uniósł brwi zdziwiony.
- Nie każ mi jej gryźć- odpowiedziałem, starając się ukryć błagalną nutę- Pozwól mi ją zranić.
Przez chwilę patrzył w zamyśleniu, a potem zniknął. Przez chwilę stałem przy kracie, a potem, gdy chciałem usiąść z powrotem na ziemi zrezygnowany, wrócił. Podał mi nóż ostrzem w swoją stronę, a ja niemal z wdzięcznością na niego spojrzałem.
- Tak na marginesie- odezwał się- Dziwnie zareagowała na moje imię.
Błyskawicznie obróciłem się do dziewczyny. Jeśli to możliwe, była jeszcze bledsza niż wcześniej i teraz patrzyła na Włada stojącego za mną. Zobaczyłem, jak bezgłośnie powtarza jego przydomek.
- Jeśli ci się chce, to wytłumacz. Ja nie zamierzam.
- Nie powiedziałeś jej?- spytałem zaskoczony.
- Nie było takiej potrzeby.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, zniknął. Spojrzałem znowu na Danielle.
- Palownik...?- wyszeptała ledwie dosłyszalnie. Pokiwałem głową z niezadowoloną miną.
- Nie wiedziałem, że ci nie powiedział.
- To był Wład Palownik?!
Zauważyłem nagle, że jej strach jest jeszcze większy. Myślałem, że tylko była zszokowana, że właśnie widziała legendarnego Draculę, ale to było co innego. Zmarszczyłem brwi.
- Co się stało?
- Zabij mnie! Proszę, zabij mnie jak najszybciej!- chwiejnie podniosła się, zbliżyła i chwyciła za koszulę na piersi. Patrzyłem na nią zdezorientowany. Wyglądała, jakby najzupełniej przestała się mnie obawiać.
- Nie każ mi ginąć z rąk Palownika.
Zrozumiałem o co jej chodzi. Wolała, bym to ja ją zabił, ponieważ bała się, co Wład zdążyłby jej zrobić przed śmiercią.
- Nie wydaje mi się, by chciał, byś umarła boleśnie- powiedziałem ostrożnie, bojąc się, że nie mam racji.
- Nie chcę, by to on mnie zabił! Proszę, zabij mnie jak najszybciej- była blada jak duch. Gdy przez przypadek spojrzałem na jej szyję, poczułem nagły ból w szczęce.
- Odsuń się- nagle zabrakło mi tchu- Odsuń się!- odepchnąłem ją gwałtownie. Zatoczyła się lekko, ale nie straciła równowagi. Spojrzała na mnie, a ja dopiero po sekundzie zorientowałem się, że trzyma nóż, który dał mi Wład. Nawet nie zauważyłem, że mi go zabrała. Ku swojemu przerażeniu zobaczyłem, że przytknęła ostrze do wewnętrznej strony nadgarstka. Drżała na całym ciele, ale zdawała się być zdecydowana.
- Nie!- powstrzymałem się przed przyskoczeniem do niej- Nie rób tego! Jeśli poczuję świeżą krew, nie powstrzymam się- dodałem ciszej.
- O to mi chodzi- odparła drżącym głosem.
- Jeśli się nie opanuję...- myślałem gorączkowo, co zrobić- Jeśli się nie opanuję, nie będę też umiał kontrolować swoich ruchów. Jeśli chcesz, bym cię zabił, chociaż pozwól spróbować to zrobić bezboleśnie.
Zobaczyłem jej zawahanie, a po chwili opuściła nóż. Błyskawicznie odebrałem jej broń, a ta wzdrygnęła się, gdy pojawiłem się obok niej, apotem z powrotem przy kratach, Dopiero wtedy odetchnąłem z ulgą. Byłem spokojniejszy wiedząc, że Danielle nie zrani się sama.
Podszedłem do ściany i osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w dłoniach. Chciałem po prostu płakać. Znalazłem się w beznadziejnej sytuacji. Wład chce zrobić ze mnie mordercę- i zostanę nim prędzej czy później.
- Nie umiem zabić człowieka.
- Obiecałeś- w głosie dziewczyny pojawiło się oskarżenie.
- Wiem!- jęknąłem- Wiem. I naprawdę chciałbym spełnić tę obietnicę. jeśli tak bardzo nie chcesz zginąć z rąk Draculi, to muszę ją spełnić... ale powiedz mi; naprawdę sądzisz, że gdyby to Wład miał cię zabić, zrobiłby to wolno i boleśnie?
- To Wład Palownik! On nie zabija szybko!
- Naczytałaś się opowieści- westchnąłem- Wład Palownik nie mordował kogo popadnie, tylko tych, którzy mu sie sprzeciwiali. Myślisz, że dlaczego Rumunia była w jego czasach taka... bezpieczna?
- Ale ja mu się sprzeciwiłam. Opierałam się, gdy mnie tu przyprowadził- odparła coraz bardziej płaczliwie. Spojrzałem na nią łagodnie.
- To nic dziwnego, że się opierałaś. Też się opierałem- nagle zmarszczyłem brwi- Właściwie jak się tu znalazłaś?
Otworzyła usta, ale nic nie odpowiedziała, patrząc w jeden punkt na ścianie. Zatopiła się w -okropnym zapewne- wspomnieniu.
- Ja... nie wiem- stwierdziła po kilku sekundach- Spałam... a jak się obudziłam, to leżałam na wielkim łożu... w zamku. Wtedy...- zbladła i przeniosła wzrok na mnie- Wtedy do mnie przyszedł.
- Ugryzł cię?
- Tak- pokiwała głową- I ocknęłam się tutaj. A ty niedługo po mnie.
- Pokaż szyję, proszę.
Odchyliła głowę i zobaczyłem dwa okropnie wyglądające ślady.
"Też będziesz takie zostawiać"- przemknęło mi przez myśl. Cholera!
- Teraz mnie zabij- odezwała się błagalnie. Westchnąłem ciężko i podniosłem się. Chciałbym się usprawiedliwiać, że przecież mnie o to prosi, że robię to z jej woli...
- Mam użyć noża?
- Tak. Nie. Nie wiem... tak, by mniej bolało.
Zastanowiłem się. Rana od noża boli cholernie, a jak ugryzę- nie wiadomo. Jeśli będę ostrożny i postaram się nie zachowywać jak Wład, gdy chciał mnie złamać...
- Myślę... myślę, że ugryzienie może boleć mniej- odparłem w końcu.
- Nie mówisz tego, by móc mnie ugryźć?
- Co?- osłupiałem. Jak mogła w ogóle tak pomyśleć?!- Nie! Oczywiście, że nie! Byłaś kiedyś zraniona nożem? Tak mocniej niż przecięcie przy obieraniu czegoś?
- Nie- zmarszczyła brwi.
- To boli. Bardzo boli. A jeśli mi się uda, możesz niewiele poczuć.
Zawahała się, ale po chwili pokiwała głową i znowu zbladła. Z żalem w oczach zbliżyłem się, próbując sobie przypomnieć budowę ludzkiego ciała. Gdzie na szyi jest najmniej mięśni? Albo jak ugryźć, by zabić jak najszybciej?
- Wybacz mi- szepnąłem, obejmując ją i raczej nacinając kłem szyję niż gryząc, otwarłem tętnicę. Prawie upadłem, gdy krew napełniła mi usta. Siły zaczęły do mnie wracać...
A potem nie pamiętam. Wiem, że wypiłem jej krew, że ją zabiłem, ale nie pamiętam, ile to się stało i kiedy straciła przytomność. Gdy już się odsunąłem z nową siłą, ostrożnie położyłem ciało na ziemi i usiadłem przy ścianie.
Zacząłem płakać.
Zabiłem ją. Zabiłem człowieka. Niczemu winną, bezbronną dziewczynę. I dlaczego to zrobiłem? By się zemścić? Oni i tak wszyscy umrą prędzej czy później, boleśniej czy bezboleśnie, a mnie zabije Wład. Zginęła zupełnie niepotrzebnie. Może miała rodzinę? Po jakim czasie zaczną jej szukać, a po jakim uznają za martwą? Może już trwają poszukiwania? Nie będzie miała żadnego pogrzebu, nawet własnego grobu zapewne...
- Mircea.
Rzuciłem się do krat słysząc znienawidzony głos. Chciałem go zabić. Zabić za to, co przez niego zrobiłem.
- Jak śmiałeś?!- warknąłem, wyciągając po niego rękę, a po sekundzie zorientowałem się, że zabrzmiało to rozpaczliwie, nie wściekle. Byłem zrozpaczony. I płakałem. A Wład wydawał się zaskoczony łzami na moich policzkach.
- Nie czuj się wyjątkowym- powiedział po chwili- Każdego młodego wampira, którego spotkam, a który ma problem z zabijaniem, tak traktuję. Tym bardziej, jeśli sam błagał o przemianę.
- Wypuść mnie- syknąłem przez zaciśnięte zęby i opuściłem rękę- Jestem spokojny i zrobiłem, co chciałeś. Wypuść mnie.
Uniósł brew z powątpiewaniem, ale otworzył kraty. Podszedłem do niego z morderczym spojrzeniem, ledwie powstrzymując się przez zaatakowaniem go, a ten bez słowa obrócił się i ruszył korytarzem w stronę holu. Podążyłem za nim.
- Zamierzam ci pokazać, gdzie trzymam wszystkie bronie łowców, którzy kiedykolwiek tu byli- odezwał się po kilku sekundach.
- Po co?- warknąłem.
- Bo się wybierasz do ośrodka- wyciągnął z kieszeni kluczyk- Podejrzane by było, jakbyś dotarł do nich bez swojej broni.
- Podejrzane jest samo to, że Wład Dracula pozwolił mi przeżyć- zauważyłem zimno.
- Nie zabiłem cię, byś przekazał ode mnie ostrzeżenie.
- Ostrzeżenie?
- Dokładnie. Zaczyna irytować mnie to, że próbują mnie zabić, nie reagując na wysyłane z mojej strony ostrzeżenie.
- Przesyłasz nam... im... ostrzeżenia?- byłem zaskoczony.
- Oczywiście. W postaci ciał tych, których wysłali, by mnie zabili. Będziesz pierwszym żywym. I ostatnim.
- Bo ich zabiję- odparłem trochę zadowolony, ale czułem się też dość ponuro. Zabiję ich. Moich współbraci. Tych, którzy opiekowali się mną przez ponad dziesięć lat.
Weszliśmy do zbrojowni, a Wład bez wahania skierował się na jedną z ścian. Patrzyłem bez zdziwienia, jak zdejmuje tarczę i wciska misterny kluczyk w dziurę w kamieniu. To zamek. W każdym zamku są tajne przejścia i komnaty.
Wszedł do środka, a ja za nim... i zamarłem w progu.
Ilu łowców zabił, że uzbierał tyle srebrnej broni? Pomieszczenie było dwa razy mniejsze od zbrojowni, ale oręża za to nie było mało. Nie było poukładane. Leżało, gdzie popadnie, niektóre już zaśniedziałe i zardzewiałe.
W jednym rogu zobaczyłem własną broń i przyskoczyłem do niej. Bez słowa zapiąłem pasy na biodrach, a część mojej wściekłości i rozpaczy zniknęła, gdy poczułem znajomy, krzepiący ciężar. Zerknąłem na wampira. Był jednym z tych, którzy rozumieli przywiązanie do swojej broni. Na pewno miał swój miecz. I najprawdopodobniej był to ten bastard, ten jedyny miecz niepokryty kurzem.
Wład przyglądał mi się oparty ramieniem o ścianę.
- Co zamierzasz teraz zrobić? Zaatakować mnie?
- Chciałbym- mruknąłem- Ale najpierw do nich pójdę. Potem mogę próbować się zabić.
- jak ich przekonasz, że nie jesteś ze mną w zmowie? Nie masz żadnej rany, ubranie będzie czyste...
- Co z tego?- przerwałem mu- Nie znam cię na tyle dobrze, by mówić to ze stuprocentową pewnością, ale wydaje mi się, że mogłem spędzić jakiś czas w twoich lochach, a ty w końcu, gdy nie miałem odwagi cię nawet tknąć...
- Zdajesz sobie sprawę, że to, co mówisz, jest prawdą?- wtrącił z kpiącym uśmiechem. Zignorowałem to i dokończyłem:
- ... pozwoliłeś mi wrócić do łowców, bym ich ostrzegł.
- I oczywiście zakazałem ci wracania tutaj- dodał spokojnie.

***