(i ten zszokowany Damon w tle...)
Sorka, wyjechałam na wycieczkę i nie mogłam dodać notki wcześniej. Zapomniałam powiedzieć, że zniknę na tydzień ;-;Wybaczcie. Macie za to bonusową długość- 700 słów więcej.Około.Wystarczy jako zadośćuczynienie? Moje notki nie są tak długie jak u Hatre na przykład, ale musicie to wytrzymać, bo aktualnie jadę z MV na zerze w zapasach ._. A w CV mam problem z taką jedną rozmową, muszę ją napisać, bo mam sporo tekstu po niej...
O,mam pomysł. Co wy na to, bym wyjątkowo tę rozmowę pominęła, a gdy uda mi się ją skleić, to opublikować? Napisałabym, na czym ta rozmowa polegała, czego Carolina się dowiedziała, etc... i może nawet ktoś mógłby mi dopomóc, bo to ten typ tekstu, zktórym najzupełniej sobie nie radzę. Pasowałoby wam to? :)
-------------------------
Nie podobało mi się jak na mnie patrzyła. Musiałem chociaż trochę
rozluźnić atmosferę. Z drugiej strony ciężko jest rozluźnić atmosferę, gdy w
celi znajduje się głodny wampir i człowiek.
- Jak masz na imię?- spytałem po chwili zmusiłem się do lekkiego
uśmiechu- Ja jestem Mircea.
- Danielle- wydusiła, a ja ze smutkiem stwierdziłem, że zrobiła to
tylko po to, bym jej nie zabił albo chociaż był łagodniejszy. Zrobiłem
zniesmaczoną minę.
- Nie chcę cię...- zacząłem, ale przerwała mi drżącym głosem.
- Jak to wygląda?
Zaciąłem się zaskoczony.
- Ugryzienie?
- Nie tylko ugryzienie. Raczej śmierć... z rąk wampira.
Zawahałem się. Nie chciałem jej jeszcze bardziej przerażać, ale okłamywać
też nie. Zauważyła moje zawahanie.
- Powiedz prawdę- zażądała bardziej stanowczym tonem.
- Dobrze- kiwnąłem głową- Mnie wampir
gryzł boleśnie, bardzo boleśnie, ale robił to za karę.
- Za karę?- wyrwało jej się, zanim pomyślałam.
- Byłem łowcą. Próbowałem zabić wampira. Postanowił mnie złamać, więc
wtrącił mnie do tego lochu i dręczył.
Milczała. Zastanawiałem się o czym myśli. O Władzie? O ugryzieniach?
Chce mnie poprosić o szybką śmierć? Może obmyśla plan ucieczki- który i tak nie
wypali?
- Wydaje mi się, że da się ugryźć bezboleśnie- dodałem po chwili i
zaległa ciężka cisza. A najgorszy był głód. I miałem wrażenie, że nie wytrzymam
długo. Nie chciałem jej zabijać. Nie chciałem nikogo zabijać dla krwi. Gdy
wymyślałem plan, by zemścić się na łowcach, umknął mi ten drobny szczegół-
głód. Jeśli musiałem ją zabić, by Wład mnie wypuścił... to wolałem umrzeć.
Drugi raz.
Nagle Danielle odezwała się urywanym, lekko urywanym głosem:
- A ty... umiesz ugryźć... bezboleśnie?
Wstałem gwałtownie, ignorując cichy okrzyk dziewczyny, i zacząłem
chodzić tam i z powrotem, między ścianą i kratą. Przytknąłem nadgarstki do
skroni i zacząłem nimi masować skórę.
- Nie wiem!- odpowiedziałem i po chwili zorientowałem się, że ze
zdenerwowania wyszło to trochę za głośno- Nie wiem- powtórzyłem ciszej-
Zostałem zmieniony niedawno, od razu obudziłem się tutaj.
- Po co cię tu wsadził? Znaczy...- zacięła się- ... po co masz mnie
zabić? Nic złego nie zrobiłam!- zorientowałem się, że na jej policzki spłynęły
łzy. Chciałem podejść, przytulić ją, pocieszyć... a zamiast tego musiałem wypić
jej krew.
-Wziął losową osobę jak sądzę. Chce, żebym jako wampir zabił... bo
wie, że nigdy nie zgodziłbym się ugryźć kogoś dobrowolnie.
- Więc dlaczego stałeś się wampirem?- spytała zduszonym przez płacz
głosem.
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią. Od razu zbladła, a ja tylko
chciałem się zastanowić, czy powiedzieć jej prawdę, nic złego nie planowałem...
- Byłem łowcą wampirów. Niedawno dowiedziałem się, że cała reszta
organizacji chce mojej śmierci. Zamierzam ich za to zabić, bo nie wystawia się
współbraci za coś, czego nawet nie pamiętają. A nie miałem szans zrobić tego
jako człowiek.
Milczała. Przeniosłem spojrzenie na jej szyję i na widok pulsującej
tętnicy poczułem znajomy już ból w szczęce. Wymruczałem coś zły na siebie, a
potem szybkim krokiem podszedłem do krat.
-Władzie Palowniku!- zawołałem, specjalnie akcentując jego przydomek,
a gdy pojawił się, powstrzymałem chęć rzucenia się na niego.
- Daj mi nóż- powiedziałem jak najspokojniej.
- Po co?- uniósł brwi zdziwiony.
- Nie każ mi jej gryźć- odpowiedziałem, starając się ukryć błagalną
nutę- Pozwól mi ją zranić.
Przez chwilę patrzył w zamyśleniu, a potem zniknął. Przez chwilę
stałem przy kracie, a potem, gdy chciałem usiąść z powrotem na ziemi
zrezygnowany, wrócił. Podał mi nóż ostrzem w swoją stronę, a ja niemal z wdzięcznością
na niego spojrzałem.
- Tak na marginesie- odezwał się- Dziwnie zareagowała na moje imię.
Błyskawicznie obróciłem się do dziewczyny. Jeśli to możliwe, była
jeszcze bledsza niż wcześniej i teraz patrzyła na Włada stojącego za mną.
Zobaczyłem, jak bezgłośnie powtarza jego przydomek.
- Jeśli ci się chce, to wytłumacz. Ja nie zamierzam.
- Nie powiedziałeś jej?- spytałem zaskoczony.
- Nie było takiej potrzeby.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, zniknął. Spojrzałem znowu na Danielle.
- Palownik...?- wyszeptała ledwie dosłyszalnie. Pokiwałem głową z
niezadowoloną miną.
- Nie wiedziałem, że ci nie powiedział.
- To był Wład Palownik?!
Zauważyłem nagle, że jej strach jest jeszcze większy. Myślałem, że
tylko była zszokowana, że właśnie widziała legendarnego Draculę, ale to było co
innego. Zmarszczyłem brwi.
- Co się stało?
- Zabij mnie! Proszę, zabij mnie jak najszybciej!- chwiejnie podniosła
się, zbliżyła i chwyciła za koszulę na piersi. Patrzyłem na nią
zdezorientowany. Wyglądała, jakby najzupełniej przestała się mnie obawiać.
- Nie każ mi ginąć z rąk Palownika.
Zrozumiałem o co jej chodzi. Wolała, bym to ja ją zabił, ponieważ bała
się, co Wład zdążyłby jej zrobić przed śmiercią.
- Nie wydaje mi się, by chciał, byś umarła boleśnie- powiedziałem
ostrożnie, bojąc się, że nie mam racji.
- Nie chcę, by to on mnie zabił! Proszę, zabij mnie jak najszybciej-
była blada jak duch. Gdy przez przypadek spojrzałem na jej szyję, poczułem
nagły ból w szczęce.
- Odsuń się- nagle zabrakło mi tchu- Odsuń się!- odepchnąłem ją
gwałtownie. Zatoczyła się lekko, ale nie straciła równowagi. Spojrzała na mnie,
a ja dopiero po sekundzie zorientowałem się, że trzyma nóż, który dał mi Wład.
Nawet nie zauważyłem, że mi go zabrała. Ku swojemu przerażeniu zobaczyłem, że
przytknęła ostrze do wewnętrznej strony nadgarstka. Drżała na całym ciele, ale
zdawała się być zdecydowana.
- Nie!- powstrzymałem się przed przyskoczeniem do niej- Nie rób tego!
Jeśli poczuję świeżą krew, nie powstrzymam się- dodałem ciszej.
- O to mi chodzi- odparła drżącym głosem.
- Jeśli się nie opanuję...- myślałem gorączkowo, co zrobić- Jeśli się
nie opanuję, nie będę też umiał kontrolować swoich ruchów. Jeśli chcesz, bym
cię zabił, chociaż pozwól spróbować to zrobić bezboleśnie.
Zobaczyłem jej zawahanie, a po chwili opuściła nóż. Błyskawicznie
odebrałem jej broń, a ta wzdrygnęła się, gdy pojawiłem się obok niej, apotem z
powrotem przy kratach, Dopiero wtedy odetchnąłem z ulgą. Byłem spokojniejszy
wiedząc, że Danielle nie zrani się sama.
Podszedłem do ściany i osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w
dłoniach. Chciałem po prostu płakać. Znalazłem się w beznadziejnej sytuacji.
Wład chce zrobić ze mnie mordercę- i zostanę nim prędzej czy później.
- Nie umiem zabić człowieka.
- Obiecałeś- w głosie dziewczyny pojawiło się oskarżenie.
- Wiem!- jęknąłem- Wiem. I naprawdę chciałbym spełnić tę obietnicę.
jeśli tak bardzo nie chcesz zginąć z rąk Draculi, to muszę ją spełnić... ale powiedz mi; naprawdę sądzisz, że gdyby to
Wład miał cię zabić, zrobiłby to wolno i boleśnie?
- To Wład Palownik! On nie zabija szybko!
- Naczytałaś się opowieści- westchnąłem- Wład Palownik nie mordował
kogo popadnie, tylko tych, którzy mu sie sprzeciwiali. Myślisz, że dlaczego
Rumunia była w jego czasach taka... bezpieczna?
- Ale ja mu się sprzeciwiłam. Opierałam się, gdy mnie tu
przyprowadził- odparła coraz bardziej płaczliwie. Spojrzałem na nią łagodnie.
- To nic dziwnego, że się opierałaś. Też się opierałem- nagle
zmarszczyłem brwi- Właściwie jak się tu znalazłaś?
Otworzyła usta, ale nic nie odpowiedziała, patrząc w jeden punkt na
ścianie. Zatopiła się w -okropnym zapewne- wspomnieniu.
- Ja... nie wiem- stwierdziła po kilku sekundach- Spałam... a jak się
obudziłam, to leżałam na wielkim łożu... w zamku. Wtedy...- zbladła i
przeniosła wzrok na mnie- Wtedy do mnie przyszedł.
- Ugryzł cię?
- Tak- pokiwała głową- I ocknęłam się tutaj. A ty niedługo po mnie.
- Pokaż szyję, proszę.
Odchyliła głowę i zobaczyłem dwa okropnie wyglądające ślady.
"Też będziesz takie zostawiać"- przemknęło mi przez myśl.
Cholera!
- Teraz mnie zabij- odezwała się błagalnie. Westchnąłem ciężko i
podniosłem się. Chciałbym się usprawiedliwiać, że przecież mnie o to prosi, że
robię to z jej woli...
- Mam użyć noża?
- Tak. Nie. Nie wiem... tak, by mniej bolało.
Zastanowiłem się. Rana od noża boli cholernie, a jak ugryzę- nie
wiadomo. Jeśli będę ostrożny i postaram się nie zachowywać jak Wład, gdy chciał
mnie złamać...
- Myślę... myślę, że ugryzienie może boleć mniej- odparłem w końcu.
- Nie mówisz tego, by móc mnie ugryźć?
- Co?- osłupiałem. Jak mogła w ogóle tak pomyśleć?!- Nie! Oczywiście,
że nie! Byłaś kiedyś zraniona nożem? Tak mocniej niż przecięcie przy obieraniu
czegoś?
- Nie- zmarszczyła brwi.
- To boli. Bardzo boli. A jeśli mi się uda, możesz niewiele poczuć.
Zawahała się, ale po chwili pokiwała głową i znowu zbladła. Z żalem w
oczach zbliżyłem się, próbując sobie przypomnieć budowę ludzkiego ciała. Gdzie
na szyi jest najmniej mięśni? Albo jak ugryźć, by zabić jak najszybciej?
- Wybacz mi- szepnąłem, obejmując ją i raczej nacinając kłem szyję niż
gryząc, otwarłem tętnicę. Prawie upadłem, gdy krew napełniła mi usta. Siły
zaczęły do mnie wracać...
A potem nie pamiętam. Wiem, że wypiłem jej krew, że ją zabiłem, ale
nie pamiętam, ile to się stało i kiedy straciła przytomność. Gdy już się
odsunąłem z nową siłą, ostrożnie położyłem ciało na ziemi i usiadłem przy
ścianie.
Zacząłem płakać.
Zabiłem ją. Zabiłem człowieka. Niczemu winną, bezbronną dziewczynę. I
dlaczego to zrobiłem? By się zemścić? Oni i tak wszyscy umrą prędzej czy
później, boleśniej czy bezboleśnie, a mnie zabije Wład. Zginęła zupełnie
niepotrzebnie. Może miała rodzinę? Po jakim czasie zaczną jej szukać, a po
jakim uznają za martwą? Może już trwają poszukiwania? Nie będzie miała żadnego
pogrzebu, nawet własnego grobu zapewne...
- Mircea.
Rzuciłem się do krat słysząc znienawidzony głos. Chciałem go zabić.
Zabić za to, co przez niego zrobiłem.
- Jak śmiałeś?!- warknąłem, wyciągając po niego rękę, a po sekundzie
zorientowałem się, że zabrzmiało to rozpaczliwie, nie wściekle. Byłem
zrozpaczony. I płakałem. A Wład wydawał się zaskoczony łzami na moich
policzkach.
- Nie czuj się wyjątkowym- powiedział po chwili- Każdego młodego
wampira, którego spotkam, a który ma problem z zabijaniem, tak traktuję. Tym
bardziej, jeśli sam błagał o przemianę.
- Wypuść mnie- syknąłem przez zaciśnięte zęby i opuściłem rękę- Jestem
spokojny i zrobiłem, co chciałeś. Wypuść mnie.
Uniósł brew z powątpiewaniem, ale otworzył kraty. Podszedłem do niego
z morderczym spojrzeniem, ledwie powstrzymując się przez zaatakowaniem go, a
ten bez słowa obrócił się i ruszył korytarzem w stronę holu. Podążyłem za nim.
- Zamierzam ci pokazać, gdzie trzymam wszystkie bronie łowców, którzy
kiedykolwiek tu byli- odezwał się po kilku sekundach.
- Po co?- warknąłem.
- Bo się wybierasz do ośrodka- wyciągnął z kieszeni kluczyk-
Podejrzane by było, jakbyś dotarł do nich bez swojej broni.
- Podejrzane jest samo to, że Wład Dracula pozwolił mi przeżyć-
zauważyłem zimno.
- Nie zabiłem cię, byś przekazał ode mnie ostrzeżenie.
- Ostrzeżenie?
- Dokładnie. Zaczyna irytować mnie to, że próbują mnie zabić, nie
reagując na wysyłane z mojej strony ostrzeżenie.
- Przesyłasz nam... im... ostrzeżenia?- byłem zaskoczony.
- Oczywiście. W postaci ciał tych, których wysłali, by mnie zabili.
Będziesz pierwszym żywym. I ostatnim.
- Bo ich zabiję- odparłem trochę zadowolony, ale czułem się też dość
ponuro. Zabiję ich. Moich współbraci. Tych, którzy opiekowali się mną przez
ponad dziesięć lat.
Weszliśmy do zbrojowni, a Wład bez wahania skierował się na jedną z
ścian. Patrzyłem bez zdziwienia, jak zdejmuje tarczę i wciska misterny kluczyk
w dziurę w kamieniu. To zamek. W każdym zamku są tajne przejścia i komnaty.
Wszedł do środka, a ja za nim... i zamarłem w progu.
Ilu łowców zabił, że uzbierał tyle srebrnej broni? Pomieszczenie było
dwa razy mniejsze od zbrojowni, ale oręża za to nie było mało. Nie było
poukładane. Leżało, gdzie popadnie, niektóre już zaśniedziałe i zardzewiałe.
W jednym rogu zobaczyłem własną broń i przyskoczyłem do niej. Bez
słowa zapiąłem pasy na biodrach, a część mojej wściekłości i rozpaczy zniknęła,
gdy poczułem znajomy, krzepiący ciężar. Zerknąłem na wampira. Był jednym z
tych, którzy rozumieli przywiązanie do swojej broni. Na pewno miał swój miecz.
I najprawdopodobniej był to ten bastard, ten jedyny miecz niepokryty kurzem.
Wład przyglądał mi się oparty ramieniem o ścianę.
- Co zamierzasz teraz zrobić? Zaatakować mnie?
- Chciałbym- mruknąłem- Ale najpierw do nich pójdę. Potem mogę
próbować się zabić.
- jak ich przekonasz, że nie jesteś ze mną w zmowie? Nie masz żadnej
rany, ubranie będzie czyste...
- Co z tego?- przerwałem mu- Nie znam cię na tyle dobrze, by mówić to
ze stuprocentową pewnością, ale wydaje mi się, że mogłem spędzić jakiś czas w
twoich lochach, a ty w końcu, gdy nie miałem odwagi cię nawet tknąć...
- Zdajesz sobie sprawę, że to, co mówisz, jest prawdą?- wtrącił z
kpiącym uśmiechem. Zignorowałem to i dokończyłem:
- ... pozwoliłeś mi wrócić do łowców, bym ich ostrzegł.
- I oczywiście zakazałem ci wracania tutaj- dodał spokojnie.
***