wtorek, 12 maja 2015

MV Rozdział VII


Ciekawe co powiecie na fakt, że MV jest już zakończone nawet w wordzie? A poza tym to straciłam wenę na CV i MV, jest pewne prawdopodobieństwo, że zanim skończę tamto, będę musieć wiedzieć coś więcej o Annie, więc zacznę publikować AV... tak, trzecia powieść ._.
---------------------------------------
- Witam ponownie- uniosłem rękę, gdy otworzył mi Ryan. Szczupły, starszy mężczyzna był jednym z moich nauczycieli, ale teraz cofnął się na mój widok. Ciekawe, czy miał coś wspólnego z tym tajemniczym projektem, przez którym miałem umrzeć?
- Mircea!- wykrztusił zszokowany. Wyczułem od niego całkiem przyjemny zapach... i zorientowałem się, że to strach mężczyzny. Od Włada nie dało się wyczuć zbyt wielu emocji, albo przynajmniej nie tak mocnych, by były zauważalne, ale od Ryana czuć było ukrywanym przerażeniem, że żyję. Zaczęła mnie boleć górna szczęka.
Skoro się bał, to znaczy, że wiedział o tajnym projekcie. A był naprawdę miłym nauczycielem...
- Jakim cudem ty...?
- Dzięki, miłe powitanie- uśmiechnąłem się słabo- I wiedz, jeśli do tej pory tego nie wiedziałeś, że Dracula zdaje sobie sprawę z tego, że jest tu ośrodek.
Mężczyzna zbladł zauważalnie, ale zanim się odezwał, usłyszałem tupot.
- Czy ja słyszę Mirceę?!- rozległ się wrzask i zamarłem, rozszerzając oczy. Jak mogłem na tak długo...
... zapomnieć o Annie?
Jakim cudem nawet o niej nie pomyślałem podczas mieszkania u Włada?! Uśmiechnąłem się szeroko, gdy zza mężczyzny wypadła rudowłosa szesnastolatka  i przywarła do mnie.
- Cześć, An- przywitałem ją miękko, przytulając drobne ciało. Anna była jedną z dwóch osób, osobą, którą poznałem jeszcze przed szkoleniem. Moją najstarszą przyjaciółką. Łowcy zgarnęli najpierw mnie, a kilka lat później ją. Traktowałem nastolatkę jak młodszą siostrę i...
... i nie mogłem pozwolić, by wplątała się bijatykę, gdy zacznę tu robić rozróbę.
Tak samo jak wszyscy inni uczniowie. Nie było najmniejszego usprawiedliwienia, gdyby kolejni niewinni zginęli przez moją zemstę.
- Dracula wie, że jest tu nasza siedziba?- wydusił Ryan, nie zwracając uwagi na Annę- Zdradziłeś mu?!
- Och, nie, no co ty. Nigdy. On wie dużo. Więcej, niż zdajecie sobie sprawę- ach, dwuznaczności...- I ja nie mam nic wspólnego z jego wiedzą.
- Jak udało ci się przeżyć? Bo sądząc z tego, jak o nim mówisz, on również żyje. Uciekłeś mu?
Roześmiałem się sucho.
- Chyba oszalałeś. Oczywiście, że nie uciekłem. A on żyje. Mógł mnie zabić, gdy tylko przekroczyłem próg jego domu, a ja nawet bym nie zauważył.
- Czemu więc tego nie zrobił?- zbladł.
- Powiem o tym przy wszystkich... dobrze? Będzie lepiej. Nie chcę się powtarzać.
- Jasne- przytaknął od razu- Masz za sobą niesamowite i okropne przeżycia- oj, nawet nie wiesz, jakie!- Na pewno odpocząć w normalnym łóżku- przyjrzał mi się badawczo- Choć wyglądasz na zdrowego, mam wątpliwości, by traktował cię dobrze.
- Ta- mruknąłem- Chodź, An.
Wyminąłem go z dziewczyną przyklejoną do boku. Gdy ruszyliśmy korytarzem do mojego starego pokoju, ta oderwała się ode mnie i spojrzała na mnie zielonymi  oczami.
- Jak on wygląda?
- On?- zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
- No Wład Dracula!- pisnęła zniecierpliwiona.
- Hmm...- uśmiechnąłem się mrocznie- Ma włosy czarne jak serce i kły którymi rozszarpie każde ciało!- powiedziałem groźnym tonem. Krzyknęła przestraszona, a potem zaśmiała się i wyszarpnęła sztylet z mojego pasa.
- Giń, wampirze!- zawołała buntowniczo, przyjmując bojową postawę i kierując srebrne ostrze na mnie. Zamarłem przerażony, ale po chwili zorientowałem się, że nie mówi poważnie. Powstrzymałem westchnienie ulgi. Po  prostu chciała się pobawić w to, co zawsze się bawiliśmy.  Wysunąłem drugie ostrze.
- No chodź, łowczyni- powiedziałem kpiąco, ukrywając śmiech- Zobaczymy, kto jest silniejszy!
Rzuciła się na mnie, ale zrobiłem unik i sam zaatakowałem, próbując ją rozbroić. Choć nie miałem trudności w pokonaniu jej- i nie miałbym ich jako człowiek- zauważyłem, że jej umiejętności się poprawiły. Bardzo poprawiły. Gdy kilka sekund później dotknąłem jej szyi ostrzem, z uśmiechem oddała mi nóż i oba schowałem na miejsce.
- Ile ćwiczyłaś, gdy mnie nie było?
- Dużo!- odparła tonem, który poważnie mnie zaniepokoił, a chwilę później odkryłem, dlaczego- Chciałam zabić Włada Draculę za to, że cię nie zabił!
Zbladłem i zauważyła to. Straciła trochę werwy i spojrzała na mnie niepewnie.
- Co?
- Nie zabiłabyś go. Zabiłby cię w pierwszej sekundzie. Proszę, cokolwiek się wydarzy, nie próbuj iść do niego-próbowałem przekazać jej ostrzeżenie bez mówienia zbyt wiele, ale nie zadziałało:
- E tam, przesadzasz- machnęła ręką lekceważąco- Ty uciekłeś.
Westchnąłem ciężko. Czas zacząć grać.
- Nie słuchałaś, gdy mówiłem Ryanowi, że Dracula mnie oszczędził?
- Nie- otworzyła szerzej oczy- Oszczędził cię? Czemu?
- Mam to powiedzieć jutro na spotkaniu, ale ciebie nie będzie, więc słuchaj- skrzywiłem się- Pozwolił mi przeżyć, bym powiedział łowcom, żeby zostawili go w spokoju. Inaczej zabije wszystkich.
Znieruchomiała. Chyba w końcu zrozumiała, jak niebezpieczny jest Wład.
- Dałby radę, gdyby wszyscy łowcy zebrali się w jednym miejscu i zaatakowali go razem?
- Nie wiem- odparłem ponuro- Jednak wolałbym tego nie sprawdzać.
***
Następnego wieczora Ryan zaprosił mnie do salonu, gdzie porozsiadali się wszyscy pełnoprawni łowcy- razem ze mną dwudziestu. Zacisnąłem szczęki, gdy na progu uderzyło mnie mnóstwo zapachów, zarówno fizycznych jak i uczuć. Podejrzliwość, strach, niedowierzanie, złość... i ulga? Rozejrzałem się uważnie. Ktoś czuł ulgę, że żyję, ale była to prawdopodobnie tylko jedna osoba. Kto...? Ach. Daniel. Najmłodszy łowca, miesiąc przede mną ukończył szkolenie. Z tego, co wiem, niezbyt mnie lubił, ale był jedynym, który cieszył się, że żyję. Miałem nadzieję, że gdy rozpętam piekło, zostanie z tyłu i nie będę musiał go zabić.
- Mircea- niski, starszy mężczyzna imieniem Keith przywrócił mnie do rzeczywistości. Siedział dokładnie naprzeciwko jedynego wolnego krzesła obok Daniela.
- Cześć, Keith.
- Ryan powiedział mi, że nie chciałeś mu zdradzić powodu, dla którego Dracula cię nie zabił- spojrzał na mnie szarymi oczami. Powstrzymałem wybuch złości. Ten facet wystawiał mnie na próbę... musiałem udawać nieświadomego ich zamiarów łowcę, który spędził miesiąc u Włada Palownika.
- Tak- kiwnąłem głową- Odpowiem na wszystkie pytania, na które będę w stanie. I dopowiem inne rzeczy, jeśli będzie taka potrzeba.
- Usiądź- czułem od niego podejrzliwość i strach. Wiedział o projekcie. Może nawet był jego głównym przywódcą.
Opadłem na siedzenie obok Daniela i spojrzałem na Keitha wyczekująco.
- Nie zabiłeś wyznaczonego wampira, ale jesteśmy w gotowi zrobić dla ciebie wyjątek i cię przyjąć- rozszerzyłem oczy zaskoczony. Tego się nie spodziewałem. Co prawda nie mogłem już przyjąć oferty, ale jednak to niespodziewane- Wszystko zależy od tego, co powiesz. Nie upiększaj wydarzeń, zauważę to. Chciałbym, byś opowiedział, jak to się stało, że jeszcze żyjesz i z jakiego powodu tu wróciłeś. Podobno Wład Dracula wie, że jest tu siedziba łowców.
- Wie- przytaknąłem, obserwując, jak przez obecnych przebiega zaniepokojony szmer. Wampir powiedział, że najwiarygodniejsze jest kłamstwo pomieszane z prawdą.
- Draculę spotkałem w holu głównym jego zamku- zacząłem opowiadać- Od samego początku miałem wrażenie, że nie chce mnie zabić, tylko obezwładnić i złamać wolę walki. Pozbawił mnie przytomności, a gdy się obudziłem, byłem w lochu.
Zobaczyłem, jak kilkoro młodszych łowców, w tym Daniel, wzdryga się. O tak, znali historię Włada. Podejrzewali, co mogło stać się z łowcą, który próbował go zabić.
- Dobrze myślałem- kontynuowałem po chwili- Chciał mnie złamać. Spędziłem w więzieniu dużo czasu, dręczony na wiele sposobów- których nie będę wymieniać.
- Złamał cię?- spytał Keith.
- Oczywiście- odparłem, patrząc chłodno- Zapewniam cię, że jego tortur nie wytrzymałby żaden łowca, a tym bardziej uczeń. Pierwszy tydzień dawałem radę, ale potem nie wytrzymałem. Powiedziałeś, że mam nie upiększać i tego nie robię, ale Dracula sam powiedział, że jestem twardy.
- W to nie wątpię. Wyjaśnił, dlaczego cię nie zabił?
- Jestem ostrzeżeniem. Ostatnim.
- Ostrzeżeniem?- mężczyzna zwęził oczy, patrząc na mnie uważnie.
- Wysyłał wam ciała tych, których nasłaliście na niego. To były ostrzeżenia. Tm razem uznał, że skoro martwi nie wystarczają, wyśle mnie w roli posłańca.
- Co masz nam przekazać?- pierwszy raz Keith okazał szczery, widoczny strach.
- Wyślijcie do niego jeszcze jednego łowcę, a zniszczy wszystkich bez wyjątków. Nie wątpię, że zdajecie sobie sprawę, że jest w stanie to zrobić. Nie wolno zadzierać z najstarszym wampirem.
Zaległa ciężka cisza. Wyczułem napięcie łowców. Keith wyglądał, jakby nagle postarzał się o jeszcze kilkanaście lat. Zgarbił się lekko, wzrok stał się ponury...
- Dobrze- powiedział w końcu i podniósł się z krzesła- Daniel.
Zanim zdążyłem spojrzeć zdezorientowany na wezwanego, poczułem na wierzchu dłoni pieczenie. Odskoczyłem jak oparzony, błyskawicznie zakrywając ranę drugą ręką.
- Co ty robisz?- spojrzałem na niego ze strachem, odpowiedział mi tym samym spojrzeniem.
- To, co powinien- obróciłem się do Keitha- Mircea, pokaż dłoń.
O cholera. Rana wyleczy się na ich oczach. O ile jeszcze tam była. Wpadłem w pułapkę. Nie miałem żadnej broni i byłem otoczony przez dwudziestkę pełnoprawnych łowców. To tyle z mojej zemsty.

4 komentarze:

  1. Rozdział super...
    No czego by się Mircea spodziewał, skoro został posłany do Palownika na pewną śmierć? No i jestem bardzo ciekawa jak to wszystko się ułoży? No i co ważniejsze... jak sobie poradzi nasz wampir skoro jest otoczony przez łowców!?
    Ja powiem tylko jedno... powodzenia mu życzę. Na pewno by mu się przyda.
    Czekam na next... ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. A może powodzenie mu się nie przyda, bo umrze? ^^


    PS Dzięki wielkie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. Chodź liczyłam na lekki happy end. Lub Yaoi happy end.
      Kurcze o czym ja cholera myślę!?

      Usuń
    2. Okeeeej, to teraz pomyśl, skąd znasz Mirceę... ^^ (jego debiut)

      Usuń