czwartek, 31 marca 2016

Teehle XIX

SłodkiFlirt :p
Macie link do słodkiego flirtu, może ktoś tego nie zna xD Huhuhu :v *zorientowała się, co jest w tym poście*
______________________________________________

Następnego dnia obudził mnie dzwoniąc telefon. Wymamrotałam przeprosiny do Sonyi, która jęknęła niezadowolona, że ktoś jej przeszkadza w spaniu. Odebrałam telefon zbyt zaspana, by chociaż spojrzeć, kto dzwoni. Zresztą moje kontakty ograniczały się do trzech, z czego jednym była Sonya.
– Hmm?
– Obudziłem cię? – Teehle wydawał się zaskoczony. Zerknęłam na zegarek. Południe – To o której poszłyście spać?
– Późno – mruknęłam – Czy raczej wcześnie… rano. Co chciałeś?
– Po pierwsze przyjechać po ciebie. Po drugie mam z tobą sprawę do załatwienia.
– Jaką sprawę? – spytałam z obawą. Natychmiast pomyślałam o ugryzieniu, ale po to przeniosłam je na wtorek, żeby w weekend mieć spokój…
– Nie bój się – wyczuł mój nastrój – To nic strasznego, naprawdę.
– Spytałam jaką sprawę – powtórzyłam ostrzej. Jeśli ktoś czegoś nie mówił, to zazwyczaj nie kończyło się to dobrze.
– Spokojnie, nie denerwuj się! – zaśmiał się – Bądź cierpliwa. To niespodzianka. Powinna ci się spodobać.
Nie podobało mi się zadowolenie w jego głosie, ale nie miałam ochoty na dalszą kłótnię. I tak by mi nie powiedział. Więc milczałam.
– Mogę przyjechać za dwie godziny? – spytał.
– Tak.
– Świetnie. To do zobaczenia.
Rozłączyłam się bez odpowiedzi. Cholerny wampir. Myśli, że całkiem mu ufam…
– Kto to? – wymruczała spod kołdry Sonya.
– Alex. Chce po mnie przyjechać za dwie godziny.
– Mało – skwitowała moja przyjaciółka, siadając – Czyli trzeba wstać. Który godzina?
– Trochę po południu.
– To faktycznie przydałoby się przestać spać – skrzywiła się niezadowolona. Wyszczerzyłam się, wyrzucając z głowy Teehlego.
– Racja.
– Zaproponowałabym śniadanie, ale zaczyna się pora obiadowa… pasuje ci zupka chińska?
– Jasne. Zawsze jesz zupki, jak nie ma rodziców?
– Nie – pokręciła głową z uśmiechem – Zrobiłabym coś normalnego, gdybyśmy wstały wcześniej.
***
Dwie godziny później wsiadłam do vana.
– Więc co to za niespodzianka?
Wampir tylko się uśmiechnął, zapalając silnik.
– Teehle – spojrzałam na niego znacząco.
– A może powiem ci, jak dojedziemy? – spytał.
– Masz zdecydowanie za dobry humor – stwierdziłam. Miałam rację. Był zbyt radosny i zadowolony – Coś jest nie tak. A może misja ci wyjątkowo dobrze poszła?
– Nie byłem na misji – zaśmiał się – Mam rozumieć, że jak nie jestem złośliwy albo przerażający, to źle?
– Nie źle, tylko podejrzanie – poprawiłam – To nie w twoim stylu.
– Dobrze, skoro tak twierdzisz, i obawiasz się niespodzianki ze względu na twój humor, to cię uspokoję: zabieram cię do kawiarni.
Zacięłam się z pół otwartymi ustami, aż w końcu znalazłam odpowiedź.
– To już całkiem nie w twoim stylu.
– Poznałaś tylko jeden z moich „stylów”, jak to nazwałaś. Ja bym to nazwał „zachowaniem”. Właściwie dwa, ale to nie zmienia faktu.
– Wiele masek? – zażartowałam – Poznam kiedyś więcej?
– Nie – powiedział cicho i spoważniałam. Mówił całkiem na serio, zadowolenie zniknęło. Wydawał się przygnębiony – Poznałaś wampira, opiekuna i łowcę…
– A Teehlego? Prawdziwego Teehlego? – wyszeptałam.
– Jakiego Teehlego? – roześmiał się ponuro – Nie ma żadnego Teehlego. Chyba powinienem ci już powiedzieć. Teehle to nie jest moje imię.
Patrzyłam zbyt zaskoczona, by odpowiedzieć. Chyba kiedyś pomyślałam, że „Teehle” nie brzmi jak prawdziwe imię, ale nie miałam okazji się zastanowić.
– Wolałbym jednak, byś tak mnie nazywała, a nie używała prawdziwego imienia.
– Co? Dlaczego?
– Gdybyś go używała… byłoby zabawnie. Mam na imię Aleksander – spojrzał na mnie uważnie, ale także z rozbawieniem.
– Aleksander? – powtórzyłam, a na mojej twarzy mimo woli pojawił się szeroki uśmiech – Naprawdę? Czy sobie żartujesz?
– Nie żartuję. Mam na imię Aleksander, ale to imię zna pięć osób włącznie z tobą.
– Mogę spytać kto?
– Możesz. Michael, Vlad, Teressa, ty i ja. Nie sądzę, by ktoś jeszcze. I wolałbym, by tak zostało. Chodź.
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z auta.
– Z jakiej właściwie racji zabierasz mnie do kawiarni? – spytałam, wysiadając. Zamknął samochód i ruszył ulicą.
– Siedzisz całe dnie w domu – powiedział, gdy zrównałam się z nim – Jedyne, co umila twoje życie to spotkania z Sonyą i okazyjne przyjazdy Michaela. Stwierdziłem, że powinienem coś z tym zrobić. Zapraszam – otworzył przede mną drzwi jakiejś małej kawiarenki. W środku panował przytulny półmrok, jedynym światłem były urocze, staroświeckie lampki na ścianach. Z zaskoczeniem zauważyłam, że najwyraźniej byliśmy jedynymi klientami.
– Co ty wybrałeś, że nikogo tu nie ma? – wymruczałam ledwie dosłyszalnie. Zaśmiał się, prowadząc mnie w głąb.
– Są. Tylko we własnych… przedziałach, że tak to nazwę – wyszeptał, wskazując ścianę. Czy raczej coś, co uznałam za ścianę. W rzeczywistości były to przesuwane drzwi. Teehle poprowadził mnie do jednego z pokoików i zamknął je za nami. Usiadł przy stoliku, gestem zapraszając mnie gestem do zajęcia miejsca naprzeciwko.
– Jak ci się podoba?
– Całkiem… klimatycznie – odparłam powoli, siadając. Do środka weszła kelnerka.
– Dzień dobry. Co podać? – odezwała się sympatycznie, pokazując białe zęby.
– Ja dziękuję. Alekso? – Teehle spojrzał na mnie.
– Herbatę.
– Coś do jedzenia?
– Jakie ciasto Pani poleca?
Podała mi jakąś nazwę. Udałam, że wiem, o czym mowa i po prostu się zgodziła. Zobaczyłam u Teehlego uśmieszek, przez co wbiłam w niego gniewny wzrok, gdy kobieta wyszła. Był rozbawiony, że nie wiedziałam, o jakim cieście mówiła kelnerka.
– Jak tam u Sonyi? – spytał nagle.
– Dobrze – odparłam podejrzliwie – Poznałam jej brata. Gdyby nie był taki młody, uznałabym go za przerażającego.
– Jak ja?
– Nie. Ty nie wyglądasz strasznie – zaprzeczyłam – Ty się strasznie zachowujesz. A Collin wygląda jak emo albo członek gangu, ale charakteru nie zdążyłam poznać. Wydaje się dobrym chłopakiem.
– Zanim pojechałaś do Michaela, rozmawiałaś z Sonyą – powiedział nagle – Obiecała, że cię wypyta.
– O to ci chodzi? – zdenerwowałam się – Ile jej zdradziłam? Czy czasem nie dowiedziała się zbyt wiele? Zrozum, że nic nikomu nie powiem!
– Wierzę ci, spokojnie – mruknął… zmieszany? – Zdaję sobie z tego sprawę, ale to mój obowiązek. Po prostu muszę spytać, choćby dla zasady.
Skrzyżowałam ramiona na piersi ze złością, ale zaraz potem zmieniłam postawę, bo weszła kelnerka. Z uśmiechem postawiła na stoliku dzbaneczek, filiżankę i ciasto. Podziękowałam, czekając z niecierpliwością, aż wyjdzie. Kilka sekund później znów zostałam z Teehlem sama.
– Proszę, powiedz. Co jej opowiedziałaś? – spytał spokojnie.
Westchnęłam, odrzucając złość.
– Że Michael to mój przyjaciel, a właściwie mojego brata, Alexa, a gdy mi się wymsknęło o balu, wmówiłam jej, że ma staroświeckim przyjaciół, którzy lubią takie staroświeckie imprezy. Oczywiście miałam na myśli Vlada.
– Uwierzyła? – podniósł brwi z niedowierzaniem.
– Tak. Jaki miała wybór?
– Coś jeszcze mi opowiesz? – uśmiechnął się. Spojrzałam podejrzliwie.
– O Michaelu to wszystko…
– Ale? – wyczuł wahanie.
– Ale… – podniosłam rękę i odsłoniłam przedramię – … zauważyła blizny.
Teehle bez słowa chwycił mój nadgarstek i pogłaskał wewnętrzną stronę. Poczułam dreszcze spowodowane chłodem skóry wampira. Jeszcze dwa dni do ugryzienia… Nagle wampir pojawił się obok mnie i chwycił delikatnie za brodę. Zdusiłam krzyk, otwierając szerzej oczy zaskoczona. Jeśli kogoś wezwę, Teehle go zabije… Ale nie znałam tego ciepłego spojrzenia, które we mnie wbijał. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać.
Na ułamek sekundy wpadła mi do głowy myśl, że zamierza mnie pocałować. Tak blisko były jego usta. Bliżej warg niż szyi. Jednak to niemożliwe. Teehle miałby mnie pocałować? Całkiem oszalałam? Chyba w szyję. Pewnie jest głodny i nie wytrzyma dwóch dni…
– Chcesz mnie ugryźć? – wyszeptałam cicho z lekkim strachem. Uśmiechnął się.
– Nie.
I przycisnął moje usta do swoich. Wstrzymałam oddech sparaliżowana szokiem. A jednak! Pocałował mnie! Oszalał?! Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek. Jego usta były takie miękkie… po kilku sekundach się odsunął. Roztrzęsiona zamknęłam oczy, by nie zdążył skrzyżować spojrzeń. Odwzajemniłam! Cholera!
– Alexan…
– Nic nie mów – przerwałam bez tchu. Potem wybiegłam z pokoiku. Wpadłam do toalety i szybko oblałam twarz zimną wodą. Mógł mnie zatrzymać. Zdążyłby bez problemu. Drzwi zatrzymały mnie na wystarczająco długo. Ale tego nie zrobił. A pocałunek… to okrutny żart… czy mnie kocha? To pierwsze, zdecydowanie pierwsze… i to właśnie było najgorsze. Spojrzałam w lustro. Byłam cała czerwona. Dotknęłam ust. Odwzajemniłam. Wciąż mrowiły. Odwzajemniłam…
Od dawna Teehle mnie…?
I od jak dawna ja jego?
To, co zrobiłam było ewidentnym znakiem, że coś jest nie tak. Mimo wszystko, nie zrobiłam tego bezmyślnie. Chciałam go pocałować. Przez tą krótką chwilę nie czułam oporów przed tym, że to Teehle, że to wampir, że to osoba, która zniszczyła moje życie. Po prostu odwzajemniłam pocałunek.
Podskoczyłam, słysząc dźwięk SMS – a. Drżącą ręką wyjęłam telefon, dobrze wiedząc, kto napisał.
„Wrzucam ci do plecaka kluczyki z twoimi nowymi dokumentami i wracam do domu. Wróć, kiedy będziesz chciała. Tylko wróć, proszę. Za naszą wizytę tutaj zapłaciłem. Po prostu wyjdź. I polecam zjeść to ciasto. Jest dobre. T.”
Schowałam telefon bez odpisywania. I tak wiedział, że przeczytałam. Poza tym co mogłam mu odpisać? Poczekałam jeszcze minutę i czekałabym dłużej, ale poczułam niepokój o leżący bez opieki mój plecak. Weszłam do pokoiku, upewniając się, że wampira naprawdę nie ma. Mój wzrok padł na nietknięte ciasto. Przez chwilę się w nie wpatrywałam, zastanawiając, czy będę w stanie przełknąć chociaż kęs. Potem usiadłam na krzesełku. Powinnam. Wyglądało dobrze, nawet przepysznie. Włożyłam kawałek do ust. Pyszne.
Bez dłuższego namysłu zjadłam je do końca. Taka zwykła czynność odrobinę mnie uspokoiła. Odetchnęłam, opierając się o krzesło. Na zewnątrz było zimno. Poza tym nic nowego bym nie wymyśliła. Nie było sensu chodzić po mieście, aż się ściemni. Najprościej byłoby wrócić do domu… i tak tego nie uniknę… Nie chciałam się z nim teraz widzieć. Jeszcze nie teraz. Trochę później. Miałam nadzieję, że nie zamierza mnie zatrzymywać i pozwoli zaszyć się w pokoju.
Oczywiście nie pozwolił.
Gdy wyszłam z garażu, chcąc jak najszybciej przemknąć do siebie, zagrodził mi drogę.
– Zostaw mnie – mruknęłam. Mimowolnie zerknęłam na jego twarz. Jego szare oczy wyrażały niepokój. Spróbowałam go wyminąć, ale chwycił mnie za ramiona.
– Przepraszam – powiedział cicho. Wyrwałam się z uścisku. Chciał mnie zatrzymać, ale nie przytrzymać, więc nie było to trudne. Stanęłam przed nim, wbijając wzrok we framugę obok jego łokcia.
– Za co przepraszasz? – spytałam ponuro – Za pocałowanie mnie? Ukrywanie swoich uczuć? Tak nagłe ich okazanie? Czy za to, co zrobiłeś mi do tej pory, mając nadzieję, że to zrekompensuje to, co czuję?
– Za wszystko.
– Gdybyś powiedział mi wcześniej… gdybyś nawet pocałował mnie wcześniej… to mogłabym być zła. Bałabym się ciebie bardziej. Unikała. Wściekała. Ale teraz…
– Alekso – wydawał się zaskoczony. Zrozumiał, co miałam na myśli, chociaż tak niewiele powiedziałam.
– Dziwisz się? – zdobyłam się na odwagę, by podnieść wzrok – Dlaczego? Odwzajemniłam pocałunek. Nie dało ci to do myślenia?
– Ale uciekłaś.
– Bo byłam w szoku! – syknęłam – Dalej jestem. Pocałowałeś mnie! Zabrałeś do kawiarni i po prostu pocałowałeś! Co ci odbiło?
– Nie zamierzałem pocałować – spojrzał zmieszany – Tak… wyszło.
– Więc to znaczyły te nieoczekiwane ciepłe spojrzenia – powiedziałam cicho. Wykrzywił usta, jakby powstrzymał uśmiech.
– Zauważyłaś.
– Oczywiście. Nie ukrywałeś ich.
– Ukrywałeś.
– Próbowałeś.
– Starałem się.
– Nie wychodziło ci.
– Już nie musi.
Przytulił mnie. Najpierw zesztywniałam, a potem się rozluźniłam, powstrzymując delikatny uśmiech. Pierwszy raz bez oporów mogłam pozwolić mu się zbliżyć. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Poruszyła się, gdy westchnął cicho.
– Tak długo czekałem.
– Jak długo? – wyszeptałam – Od jak dawna…?
– Gdy cię poznałem nie udawałem niechęci – mruknął jakby ze wstydem – Irytowałaś mnie. Denerwowałaś. Żałowałem, że cię zabrałem.
– Więc od kiedy?
– Prawdopodobnie gdy wyjechałaś do Rumunii. Może wcześniej. Gdy wyjechałaś… tęskniłem. Ale wcześniej, wypowiadając ci wojnę, nie żartowałem. Wtedy irytowałaś mnie, ale nie chciałem cię krzywdzić. Miałem nadzieję, że groźby cię powstrzymają przed samobójstwem. I innymi głupimi pomysłami. Jednak mi się nie udało – uśmiechnął się – Ostatecznie to Michael wymusił na tobie obietnicę.
– A wcześniej wyjaśnił, Vlad też, co znaczy wojna z tobą… gdybyś wcześniej sam powiedział dokładniej…
– Gdybym ci wcześniej powiedział dokładniej – przerwał mi – to zbuntowałabyś się jeszcze bardziej.
– Tak sądzisz? Chyba znasz mnie lepiej ode mnie.
Nie odpowiedział. Nie umiałam uwierzyć, co się stało z moimi relacjami z Teehlem. Wróg, a potem nagle miłość życia?
***

niedziela, 20 marca 2016

Teehle XVIII


Zbliża się coś ważnego w powieści! :3 I nie wiedziałam, co wstawić jako dodatek, więc macie Petera Hollensa z piosenką zAssassin's Creed ^^
__________________________________

Ktoś był w domu.
I nie był to Teehle. On był na misji. Ale wiedziałam, że nieznajomy jest wampirem. Po prostu wiedziałam. Z walącym sercem wstałam z łóżka, słysząc ciche kroki na korytarzu, i sięgnęłam po pistolet… jednak go nie dosięgnęłam.
– Alexo… – usłyszałam znajomy głos, który złowrogo przeciągnął ostatnią sylabę. Michael! Wampir?!
Nie mogłam go zabić. Mimo wszystko. Wampir?!
– Gdzie się ukrywasz? – podskoczyłam, słysząc pukanie w drzwi. Rzuciłam się do szafy – Tylko twojego pokoju nie sprawdziłem, a tam nie ma zbyt wiele kryjówek…
Zamknęłam się w szafie i zasłoniłam usta, nie mogąc wydać z siebie dźwięku. Tak długo mnie okłamywał! Byłam przerażona. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że nie ma dobrych planów. Ale dlaczego on…?
Kliknęły otwierane drzwi. Wstrzymałam oddech, gdy miękkie kroki się zbliżyły.
– Pod łóżkiem pusto… – zaśmiał się cicho i okropnie. Uspokój się! On słyszy twoje serce! Uspokój je!
Waliło w piersi tak, jakby zamierzało połamać żebra i wyskoczyć. Zacisnęłam powieki, gdy skrzypnęła podłoga obok szafy. Nie. Nie, nie, nie…
Drzwiczki uchyliły się…
– Mam cię.
Wrzasnęłam.
Usiadłam na łóżku spocona.
Co się stało, gdzie jestem? To koszmar... zadrżałam. Nie zasnę. Nie ma opcji, bym po tym zasnęła. Michael wampirem? Okropne…
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i Teehle wszedł do pokoju, w szybkich krokach rozpoznałam niepokój. Światło z salonu rozproszyło odrobinę mrok.
– Coś nie tak?
– Nie – miałam ściśnięte gardło – To tylko zły sen. Obudziłam cię? Przepraszam.
– Nie spałem – odparł od razu – Dasz radę zasnąć?
– Tak. Jakoś.
– Wiesz... – zawahał się – Jeśli moja obecność mogłaby pomóc...
– Nie sądzę – pokręciłam głową, chociaż nie chciałam go zranić. Stał się wobec mnie bardziej opiekuńczy…
– Więc pozwól, że wrócę do zajęć własnych – odwrócił się... ale gdy był w progu, poczułam strach, że znowu będę w ciemności. Sama.
– Czekaj! – zatrzymałam go. Spojrzał na mnie zaskoczony. Utkwiłam wzrok w drzwiach do łazienki zawstydzona.
– Może... jednak... mógłbyś ze mną zostać? – spytałam i spłonęłam rumieńcem.
– Oczywiście.
Zerknęłam na krzesło i pomyślałam, że skoro już mam mu zabrać resztę nocy, to powinnam chociaż jakoś mu to ułatwić. Przesunęłam się na jedną stronę łóżka, a wampir najwyraźniej zrozumiał, bo bez słowa położył się obok mnie.
– Śpij dobrze, Alekso.
– Alexandro – poprawiłam mruknięciem, zawijając się w kołdrę.
Wiedząc, że jest obok, zasnęłam uspokojona.
***
Obudziłam się o wiele bliżej niego, niż gdy zasnęłam. Właściwie byłam w niego wtulona, a ręką go otaczałam... nie, nie otaczałam. Delikatnie trzymał moją dłoń, masując blednącą bliznę. Albo głaszcząc, bo na masaż był to zbyt mały nacisk. Poruszyłam się i spróbowałam zabrać rękę.
– Nie uciekaj. Pozwoliłaś mi się położyć obok, więc nie uciekaj. Sama mnie przytuliłaś w nocy. Dobrze się spało?
– Tak – mruknęłam. Nic złego mi się nie śniło – Która godzina?
– Po dziesiątej.
– I leżysz tu tak ze mną...?
– I tak nie miałem nic do roboty.
– Wiesz, że mogłeś iść od razu, jak zasnęłam? – speszyłam się - Chodziło o to, żebym umiała zasnąć.
– Wiem. Ale było mi całkiem wygodnie.
Nie miałam siły prychnąć.
– W każdym razie… dziękuję – zmusiłam się do powiedzenia tego – Przynajmniej się wyspałam.
– Nie ma za co – odparł i uśmiechnął się lekko.
***
W międzyczasie zdążyłam przemyśleć pewną sprawę. W weekend mogłabym się spotykać z Sonyą, jako że w tygodniu nie miała wiele czasu przez studia. A tak Teehle mnie gryzł i przesypiałam przynajmniej całą sobotę…
Poszłam do salonu, gdzie wampir czytał książkę. Od razu zwrócił na mnie uwagę, jakby wyczuł mój niepokój i strach.
– Twoje serce bije za szybko – powiedział, zamykając tomik i spoglądając uważnie – Co się stało?
Przez chwilę milczałam, chcąc odwrócić wzrok, ale zebrałam się w sobie.
– Nie chcę, byś gryzł mnie w weekendy – oznajmiłam – Wolałabym… wtorki.
– Wtorki? Dlaczego? – wydawał się zaskoczony.
– Lepiej na początku tygodnia, bo jeśli chciałabym się spotkać z Sonyą, to najlepszą opcją byłby weekend – powiedziałam na jednym tchu – Po prostu nie chcę ich przesypiać.
– Nie ma problemu – Teehle wrócił do książki, ale sekundę później zorientował się, dlaczego jestem niespokojna. Wbił wzrok w ścianę, a potem zamknął książkę i spojrzał w moje oczy – Dzisiaj jest wtorek – stwierdził. Kiwnęłam sztywno głową i zacisnęłam zęby, gdy powoli się podniósł. Spokojnie. Nie uciekaj. Nic się nie stanie. To tylko chwila. W ciągu ostatnich dni nie był zły. Może naprawdę nie jest zły.
– Alexandro – powiedział miękko, podchodząc. Opuściłam wzrok, ale zmusił mnie do spojrzenia na siebie. Utkwiłam oczy w jego. Mogłam zobaczyć krótkie, czerwone błyski, które mnie nie uspokoiły.
– Po prostu ugryź – poprosiłam – Nie próbuj mnie uspokajać.
– Jeśli tak chcesz – uśmiechnął się lekko. Zamknęłam oczy, gdy się nachylił.
***
– Wyglądasz marnie – oceniła mnie Sonya ze zmartwioną miną.
– I marnie się czuję – odparłam ze słabym uśmiechem. Był weekend. Już doszłam do siebie po tamtym wypadku, ale Teehle powiedział, że nie puści mnie samej. Miałam za paskiem pistolet, tak ukryty, by nikt nic nie zobaczył, a prócz tego podwiózł mnie prosto pod jej dom. Na moją prośbę od razu odjechał, by nie podsłuchiwać naszej rozmowy.
– Jak zdrówko? – Sonya wzięła ode mnie kurtkę i zawiesiła ją na garderobie. Robiło się zimno, końcówka listopada… za niedługo święta… bez rodziny…
– Dobrze – mruknęłam, powstrzymując napływ żalu za rodzicami – Jestem zdrowa, chociaż, jak widzisz, trochę zmęczona.
– Jesteś pewna, że chcesz zostać na noc? Nocy u przyjaciółki się nie przesypia.
– Nie prześpimy. Pewnie, że chcę – uśmiechnęłam się promiennie, odrzucając niepotrzebne myśli. Byłam u Sonyi. Zajmijmy się nią, a nie czymś, co jest dla mnie nieosiągalne…
– Kogo tu przytargałaś?! – usłyszałam wołanie z zamkniętego pokoju i podskoczyłam przestraszona – Znowu na jakiś projekt?!
– To mój brat – wyjaśniła, po czym krzyknęła do niego – Przyjaciółka! Zostaje na noc!
Drzwi się otworzyły i stanął przede mną młodszy od nas chłopak. Miał kolczyki w uszach i na wardze, a pofarbowane czarne włosy były spięte w krótki kucyk. Wyglądałby jak kryminalista, gdyby nie fakt, że miał najwyżej siedemnaście lat i miał jeszcze nie do końca dojrzałą posturę.
– Cześć. Collin.
– Andrea – uścisnęłam wyciągniętą dłoń. Chłopak mruknął coś, że nie jest tu potrzebny, więc znika, i wrócił do pokoju.
– Gdzie twoi rodzice? – zmarszczyłam brwi, orientując się, że najwyraźniej ich nie ma. Sonya poprowadziła mnie do swojego pokoju.
– Wyjechali na weekend w góry – odparła z uśmiechem – Dobra, wczoraj przypomniało mi się, że nie wypytałam cię o twojego przyjaciela, do którego leciałaś samolotem. Skąd jest, że aż leciałaś?
– Z Rumunii – odparłam, powstrzymując śmiech. Ja też zapomniałam, że zamierzała mnie wypytywać – Nazywa się Michael i właściwie to przyjaciel Alexa, ja go poznałam przy okazji.
– Przystojny?
– Tak – odparłam od razu, chociaż nigdy nie pomyślałam o Michaelu jako o mężczyźnie, w którym mogłabym się zakochać. To właściwie mój pierwszy przyjaciel w „nowym życiu”…
– Kiedy będę mogła go poznać?
Zawahałam się.
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, kiedy do nas przyjedzie, bo na balu zdarzył się drobny wypadek i może być… – urwałam, orientując się, że powiedziałam za dużo… jednak Sonya zwróciła uwagę na coś innego.
– Jakim balu? – zainteresowała się. Odetchnęłam mentalnie z ulgą.
– Znajomi Michaela są dość… staroświeccy – powiedziałam ostrożnie, oczywiście mając na myśli Vlada – Zorganizowali bal. Michael mnie zaprosił. Jedyne, co tam było nowoczesne, to chyba napoje i ewentualnie trochę muzyki. Ale nauczyłam się tańczyć! – pochwaliłam się, pokazując znak victorii – A przynajmniej poznałam zasady, bo o samej umiejętności ciężko powiedzieć…
Sonya zaśmiała się… a zaraz potem zagapiła moją rękę.
– Co się stało? – zaniepokoiłam się, też na nią patrząc. Nie zauważyłam nic nadzwyczajnego. Ta chwyciła ją i obróciła wnętrzem do góry.
– Ty mi powiedz – zażądała, wskazując nadgarstek.
– Och – mruknęłam i wyrwałam się. Zauważyła bliznę – Nic takiego. To było dawno temu.
– To nie wygląda na „dawno temu” – odparła i głos jej zmiękł – Nie będę cię wypytywać, jeśli przyrzekniesz mi jedno.
– Co?
– Obiecaj, że nie będziesz więcej próbować.
Zaśmiałam się lekko, ale niewesoło.
– Już jednej osobie obiecałam. O to nie musisz się martwić.

***

poniedziałek, 14 marca 2016

Teehle XVII

Yarn Spinners - Victim
Link, bo tego nie ma na youtube i nie umiem wstawić inaczej ^^
Nie publikowałam, bo sądziłam, że już mnie zostawiono samą i nikt tu nie zagląda ;3 Poza tym to też idzie na wattpadzie z poprawionymi różnymi błędami, tak więc no c:
___________________________________________

Leżałam… obok Teehlego. Czy to raczej Teehle leżał obok mnie. Wrzasnęłam zaskoczona i spróbowałam się odsunąć, ale nagle się obudził i powstrzymał mnie, obejmując silnymi rękoma.
– Puść mnie. Co ty robisz? – wydusiłam – Miałeś nie kłaść się na moim łóżku. Więc co tu robisz? Nie dotykaj mnie!
Ponownie wpadłam w panikę i spróbowałam go odepchnąć.
– Uspokój się – wymruczał miękko – Nie puszczę cię, dopóki się nie uspokoisz.
– Jestem spokojna. Puszczaj.
Nie zareagował, więc znieruchomiałam, jednak nie umiałam przestać drżeć. Nie chciałam przebywać tak blisko niego, chociaż zapach prochu strzelniczego i krwi nie był taki zły, a nawet przyjemny. Gdyby nie był to Teehle.
– Jestem spokojna – powtórzyłam przez zaciśnięte zęby.
– Kłamiesz. Nie jesteś spokojna, tylko roztrzęsiona.
Zmusiłam się do rozluźnienia mięśni i spróbowałam faktycznie znieruchomieć. Stopniowo oddech wracał do normy, chociaż tętna nie umiałam uspokoić.
– Już – wyszeptałam – Puść mnie. Proszę.
– Puszczę cię, ale nie uciekaj. Muszę sprawdzić, czy rany dobrze się goją.
Pokiwałam sztywno głową i zamknęłam oczy, a ramiona, które mnie otaczały, zniknęły.
– Obróć się na plecy.
Sztywno wykonałam polecenie, pojękując cicho. Moja głowa była taka ciężka… Teehle chwycił moją brodę i zadrżałam.
– Spokojnie – skarcił mnie – Nie skrzywdzę cię.
– Już skrzywdziłeś.
– Ruch sprawia ci ból – zignorował mnie – Więc pomogłem ci się poruszyć.
Ostrożnie odkleił plastry… jakie plastry?
– Plastry? – wyszeptałam – Wcześniej ich nie było. Czemu dzisiaj są?
– Zawsze były, tylko zawsze zdejmowałem je, zanim się obudziłam. Tym razem spałaś krócej, bo wypiłem mniej krwi. Rany wyglądają dobrze.
Przesunęłam drżącą dłonią po twarzy. Spokojnie. Teehle nic ci nie zrobi. A przynajmniej nie powinien. Musimy porozmawiać o tym, co ze mną. Co zamierza. Jak często będzie mnie gryzł. I czy naprawdę musi mnie gryźć. Spojrzałam na niego, zbierając się w sobie. Patrzył na mnie spokojnie. Nie umiałam rozpoznać, o czym może myśleć.
– Miałeś więcej nie kłaść się w moich łóżku – powiedziałam, dziękując, że głos mnie nie zawiódł.
– Krzesło było niewygodne.
– Nie powtarzaj argumentu.
– Byłem zmęczony – westchnął – Musiałem pilnować, żeby rany się nie zaogniły, ale byłem zbyt zmęczony. Położyłem się i czytałem książkę – sięgnął nad moją głowę i pokazał mi tomik.
– I zasnąłeś.
– Tak.
– To cię nie usprawiedliwia.
– Wiem.
– Przytargaj sobie tu łóżko – syknęłam – Jesteś cholernym wampirem. Nie będzie dla ciebie ciężkie.
– Fotel byłby dobrym pomysłem – udał, że nie wyczuł ironii – Dobry pomysł. Pomyślę.
Nie odpowiedziałam, starając się podnieść.
– Pomóc?
– Nie. Nie dotykaj mnie.
– Jesteś gotowa na rozmowę o ugryzieniach?
– I ty mówisz, że nie jesteś bezduszny?! – spojrzałam na niego zrozpaczona – Jestem na skraju depresji i dobrze o tym wiesz! I pytasz mnie o ugryzienia?!
Wbił we szare spojrzenie. Był zaskoczony. Zacisnęłam zęby, starając się uspokoić. Nie ominie mnie ta rozmowa. Lepiej wcześniej niż później.
– Alekso…
– Nie nazywaj mnie tak – warknęłam i odetchnęłam, odwracając wzrok – Powiedziałeś, że co dwa tygodnie kogoś zabijasz.
– Prawda – odpowiedział. Wyczuwałam chęć do przerwania rozmowy? Chciał ją odłożyć z powodu mojej reakcji?
– Jeśli gryzłbyś mnie co dwa tygodnie, to nie musiałbyś zabijać?
– W tym wypadku dwa tygodnie to za rzadko.
– Jak to?
– Ciebie nie zabijam. Dwa tygodnie to moja granica. Po dłuższym czasie mogę być… niebezpieczny.
– Ciągle jesteś niebezpieczny.
– Nie wypijam całej twojej krwi – zignorował mnie – Gdybym gryzł cię co czternaście dni, nie dostarczałbym sobie odpowiedniej ilości krwi.
– Więc co ile? – zmusiłam się do wytrzymania jego szarego spojrzenia. Jeśli już miałam mu dawać krew, to niech dzięki temu nikogo nie zabija.
– Co… tydzień – odparł powoli.
Milczałam przez chwilę, a potem posłałam mu wymuszony uśmiech.
– Nie zgodzisz się na ten krótki, bezbolesny i niebezpieczny sposób ugryzień, prawda?
– Prawda – kiwnął głową – Nie będę narażać cię na śmierć.
– Mam ci przypomnieć, ile razy naraziłeś mnie na śmierć?
– Z mojego powodu niewiele. Sama próbowałaś się zabić. Mogę ci zaoferować dwa ugryzienia. W szyję lub nadgarstek. Pomysł z nadgarstkiem nie podoba mi się, bo masz wystarczająco słabe ręce, ale chcę móc ci dać wybór, więc jeśli zdecydujesz, że w nadgarstek, to nie będę oponował. Wiesz, jaka jest różnica między tymi sposobami?
– Vasil mi opowiadał – odparłam.
– Mogę ugryźć cię w nadgarstek, byś mogła poczuć różnicę na własnej skórze. Możesz mi też uwierzyć na słowo, że jest gorzej.
Skrzyżowałam ręce na piersiach z buntowniczą miną.
– Zastanowię się, czy ci wierzyć.
Zaśmiał się cicho.
– Nie śmiej się. Ja nie żartuję.
– Wiem. To jest jednocześnie okropne i śmieszne.
– Przestań – spojrzałam na niego spode łba.
– Jesteś głodna? – błyskawicznie się opanował, jakby mnie posłuchał.
– Nie.
– To zjesz później. Chcesz jechać ze mną do miasta?
– Jedziesz do miasta? Po co?
– Po jedzenie – uśmiechnął się.
– Będę mogła odwiedzić Sonyę… ale bez ciebie?
Kiwnął głową.
– Jedynym powodem, dla którego musiałbym iść z tobą, jest niepokój o twój stan, jednak wierzę, że skoro chcesz iść, to masz się wystarczająco dobrze.
– Dobrze się czuję. Jestem obolała i trochę zmęczona, ale jest dobrze.
Zaczęłam się zbierać z łóżka, ale jęknęłam z bólu. Zobaczyłam powątpiewający wzrok Teehlego.
– Jesteś pewna? Może najpierw odpoczniesz?
– Nie. Jadę do miasta.
– Pomóc ci?
– Nie. Masz mnie nie dotykać, jeśli naprawdę nie musisz. A nie musisz.
– Więc pójdę się pozbierać. Przyjdź do garażu, gdy będziesz gotowa.
Wyszedł z pokoju. Zamknęłam oczy. Wszystko ustalone. Jeśli się sprzeciwię, wznowi wojnę, a tego nie chciałam, chociaż nawet nie widziałam skutków tej wojny. Wierzyłam Michaelowi, cokolwiek by powiedział. Z cichym westchnieniem wstałam i zaczęłam się niemrawo zbierać. Po chwili jako ubrana i przygotowana do wyjścia osoba, czułam się lepiej. Mojemu ciału się nie polepszyło, może trochę je rozruszałam, ale psychicznie było zdecydowanie lepiej. Poszłam do garażu, a Teehle wszedł kilka sekund po mnie i podał mi jabłko. Automatycznie wzięłam je i spojrzałam zdezorientowana.
– Zjedz chociaż to. Mimo wszystko mam obawy, że zasłabniesz.
Usiadłam na miejscu pasażera, nadgryzając owoc. Teehle zapalił silnik i wyjechał na światło dzienne. Zerknęłam na niego zaintrygowana. Było jasno, słońce prześwitywało między gałęziami i zostawiało jaśniejsze plamy na jego skórze.
– Słońce cię nie krzywdzi?
– Przeszkadza – odparł po prostu – ale nie rani. Jest irytujące.
A światło latarki Michaela przeszkodziło mu, bo go zabolało czy tylko zaskoczyło? Otworzyłam usta, by spytać, ale zaraz potem zrezygnowałam. Nie byłam pewna, czy powinnam wspominać o ucieczkach.
– Wiem, co chciałaś powiedzieć.
Wzdrygnęłam się i spojrzałam niepewnie.
– Nie było winą Michaela, że na mnie poświecił – powiedział spokojnie – Sam go poprosiłem, by to zrobił. Chociaż nie pomyślał, by zostawić moją twarz w spokoju. Ale wtedy mnie nie bolało. Sztuczne światło jest mniej szkodliwe. Rozproszyło, ale nie bolało.
Nie odpowiedziałam, zmieniając kierunek obserwacji na widok za szybą. Reszta drogi upłynęła w milczeniu. Teehle zatrzymał się na jakimś parkingu na obrzeżach miasta.
– Dam ci znać, jak będę wracał. W razie czego – spojrzał na mnie – mogę zostawić ci auto i wrócić samemu. Powrót na nogach nie jest dla mnie problemem.
– A to, że zostawiasz mi swojego vana, nie jest? – spytałam ostrożnie. Michael powiedział, ze Teehle nie pozwala jeździć jego samochodem.
– Ścierpię to – wyszedł na zewnątrz – w ogóle musiałabyś zrobić ten kurs na prawo jazdy. Ewentualnie poproszę Teressę. Załatwi fałszywkę.
Fałszywka byłaby wygodniejsza… mruknęłam coś i wysiadłam. Bez słowa ruszyłam w kierunku przeciwległym do drogi Teehlego. Zamierzałam zadzwonić do Sonyi, jak się od niego bardzie oddalę. Nie miałam nic do ukrycia, ale nie chciałam, by podsłuchiwał rozmowę.
– Cześć, piękna.
Wzdrygnęłam się, gdy nagle zrównał się ze mną obcy mężczyzna. Wydawał się lekko podpity i cuchnęło od niego papierosami na kilometr. Zlustrowałam go, starając się wyglądać obojętnie.
– Potrzebuje pan czegoś?
– Nic mi do szczęścia nie potrzeba – pokręcił głową i zbyt późno zobaczyłam jego szalone spojrzenie – prócz ciebie.
Nie zdążyłam krzyknąć, gdy nagle wciągnął mnie do zaułku. Cholera! Nikt tego nie widział?! Spróbowałam ugryźć dłoń na moich ustach, ale zbyt mocno przyciskała mnie do cuchnącego ciała za mną. Szarpnęłam się z paniką w silnym uścisku. Pijany i napalony, ale zbyt silny.
– Będziesz grzeczna, czy mam być zły?
Zaczerpnęłam powietrza, by zawołać o pomoc, ale mężczyzna obrócił mnie w swoją stronę i spoliczkował.
– Siedź cicho, a będzie ci przyjemnie – warknął, wciskając mi między zęby szmatkę. Spróbowałam przemknąć obok niego, ale brutalnie odepchnął mnie od siebie, sprawiając, że upadłam. Przycisnął mnie do ziemi swoim ciałem.
Teehle! Usłysz coś! Poczuj mój strach! Myślałam z paniką, próbując wyrwać nadgarstki z uścisku. Drugą ręką zdarł ze mnie koszulkę. Nie miałam stanika. Mimowolnie zarumieniłam się, choć to, ze zobaczył moje piersi, nie było najgorsze. Wydałam z siebie zduszony jęk, pomieszany ze szlochem. Nie może mnie…!
– No, piękna, uspokój się, a naprawdę nie będzie źle – wycedził, odpinając swoje spodnie.
– Zostaw mnie! – wybełkotałam przerażona. Przywołać Teehlego! Jak go tu przywołać?! Teehle! Pomocy!
Napastnik znów mnie spoliczkował, a potem zaczął zdzierać spodnie ze mnie. Jego członek musiał być już wyjęty… bałam się spojrzeć, po prostu się szarpałam. Poczułam w ustach smak krwi.
Krew.
Krew przyciągnie Teehlego. Na pewno go przyciągnie. Niech się pospieszy, błagam! Mężczyzna zdarł moje spodnie do kolan z paskudnym uśmieszkiem.
– Proszę! Przestań! – wydusiłam przez szmatę. Zaśmiał się okrutnie i strzelił gumką moich majtek.
– Chcesz prosić? Więc proś. O rozkosz!
Nagle mignął za nim cień… a potem w ułamku sekundy rozległ się niemiły trzask łamanego karku i mężczyzna bezwładnie spadł na mnie. Na brzuchu poczułam ohydny dotyk czegoś gorącego… zrzuciłam z siebie ciało z paniką.
– Alekso! – Teehle uklęknął obok mnie ze strachem w szarych oczach. Skuliłam się na ziemi roztrzęsiona, zakrywając piersi – Masz.
Wampir zdjął z siebie płaszcz i okrył mnie. Gdy usiadłam, pomógł włożyć ręce w rękawy. Przywarłam do niego, szlochając.
– Poczekaj – odsunął mnie delikatnie i wyjął szmatę z moich ust. Znowu go przytuliłam, a ten niepewnie mnie objął.
– Zdążyłeś! – jęknęłam – Dziękuję. Zdążyłeś.
Przycisnął mnie do siebie.
– Spokojnie, Alekso, już nic ci nie grozi – powiedział cicho. Drżałam niekontrolowanie – Przepraszam. Powinienem cię odwieźć pod dom twojej przyjaciółki…
Dalej coś mówił, ale zajęłam się uspokajającym tonem, a nie słowami. Powoli przestawałam dygotać. Czułam w oczach łzy, które prawie od razu wsiąkały w jego białą koszulę. Uspokajanie się przerwał mi głos Teehlego, nagle zmieniony.
– Nie powinienem zabijać go tak szybko – wymruczał złowrogo. Spojrzałam na leżące obok ciało – starannie omijając okolice narządów płciowych i pokręciłam głową.
– Obojętnie – wydusiłam – Zabierz mnie do domu.
– Dobrze.
Wampir odsunął się i zaczęłam drżącą ręką zapinać guzik jego płaszcza. Pachniał Teehlem… Nie umiałam sobie poradzić. Chociaż się uspokoiłam, dłonie wciąż nie chciały mnie słuchać.
– Mogę? Pomogę ci.
Pozwoliłam mu pozapinać guziki, ja w tym czasie wciągnęłam spodnie. Bez słowa ruszyliśmy do samochodu. Płaszcz prawie szurał po ziemi, ale żadne z nas nie zwróciło na to uwagi. Gdy usiadłam na siedzeniu pasażera, Teehle podał mi butelkę wody.
– Wypłucz sobie usta.
Wzięłam ją i napiłam się, przełykając rdzawy smak krwi. Nie miałam siły nawet wypluwać.
– Krew czy głos? – spytałam cicho, zapinając pas bezpieczeństwa.
– Krew i zapach. Głosu nie słyszałem.
– Zapach?
– Twojego strachu – zacisnął zęby. Nie chciał więcej mówić?
– Obserwowałeś mnie? – potrzebowałam wymusić na nim odpowiedź. Potrzebowałam wiedzieć.
– Nie. Poczułem twoją krew, a potem strach – odparł z niechęcią – To da się wyczuć łatwiej od normalnych uczuć.
Przełknęłam ślinę.
– Czy mój strach… i krew… sprawiają, że chcesz mnie ugryźć?
Milczał przez kilka sekund, aż w końcu odpowiedział ostrożnie:
– Tak.
– I zamierzasz to zrobić? – serce podeszło mi do gardła.
– Nie! – spojrzał na mnie z urazą – Nie ma możliwości, bym cię ugryźć po takim… czymś.
Odetchnęłam bezgłośnie z ulgą.
– Nie jestem bezduszny, Alekso. Naprawdę – powiedział łagodnie – po raz kolejny przypominając mi – Nie wiem, co bym zrobił, gdybym nie zdążył.
– A ja wiem – zaśmiałam się ponuro – I ja, i ten mężczyzna skończylibyśmy gorzej.
Uśmiechnął się, ale nie spodobał mi się ten uśmiech.
– O tak, to akurat prawda. Znalazłbym go, gdziekolwiek by się schował.
Zdjęłam buty, podwinęłam nogi i oplotłam je rękoma. W takiej pozycji spędziłam resztę drogi.
Gdy dotarliśmy, bez słowa poszłam do pokoju i się przebrałam. Spojrzałam na płaszcz wampira lekko nieprzytomnie. Lubi go. Powinnam mu go oddać jak najszybciej. Inaczej sam tu przyjdzie… a nie miałam ochoty z nim gadać. A nawet go widzieć. Chciałam być sama. Wzięłam ubranie i zapukałam do pokoju Teehlego.
– Co jest? – otworzył i spojrzał z niepokojem.
– Dziękuję – oddałam mu okrycie i wróciłam do siebie, nie czekając na odpowiedź. Opadłam na łóżko, otulając się kołdrą. Nie miałam ochoty na nic, włącznie z jedzeniem lub rozmową z Sonyą.
Kilka sekund później rozległo się pukanie. Wiedziałam, że przyjdzie. Nie może mnie chociaż na chwilę zostawić samą…?
– Wejdź – zaprosiłam go, nie mając wyboru. Drzwi skrzypnęły i miękkie kroki zbliżyły się do łóżka.
– Alekso… – dotknął mojego ramienia.
– Nie dotykaj mnie! – odsunęłam się od niego jak oparzona.
Wydawał się tak samo zaskoczony, jak ja. Wystraszyłam się dotyku. To mogłam jeszcze zrozumieć. Ale dotyku Teehlego? Przytuliłam go, więc dlaczego…?
– Alekso – powtórzył łagodnie, opanowując się – Musisz coś zjeść. Naprawdę.
– Nie chcę – mruknęłam, odwracając się plecami do niego. Poczułam na ramieniu ostrożne dotknięcie i powstrzymałam wzdrygnięcie. To Teehle. Ochronił mnie. Nie muszę się go bać…
Wampir przekręcił mnie na plecy… i wziął moją twarz w dłonie. Rozszerzyłam oczy z paniką. Urwał mi się oddech, zacisnęłam powieki. Niech mnie puści. Nie trzyma w ten sposób. Proszę. Nic mi zrobi, to wiedziałam, ale niech nie trzyma mnie w ten sposób!
– Alexandro. Spokojnie – wyszeptał cicho – Nie skrzywdzę cię. Nie pozwolę, by cokolwiek ci się stało.
Pokiwałam sztywno głową.
– Otwórz oczy.
Zmusiłam się do wykonania polecenia. W jego spojrzeniu widziałam powagę i niepokój. Niepokój… o mnie?
– Wiem, że to było trudne… przeżycie, ale nie możesz z tego powodu załamać się psychicznie. Żyj, Alekso.
– Będę żyła – wydusiłam – jak się uspokoję. Błagam, puść mnie.
Odsunął się… ze smutkiem w oczach? Dlaczego był smutny? Nie musi być moim przyjacielem, by mógł mnie gryźć! Poczułam nagłą złość. Niech nie udaje, że mu na mnie zależy!
– Jesteś w stanie się nie bać? Możesz to dla mnie zrobić?
– Zbyt mało dla ciebie robię?! – warknęłam, ale nie spodziewałam się odpowiedzi. Zerwałam się z łóżka, pobiegłam do łazienki i przekręciłam klucz, zanim zdążył zareagować. Albo nie chciał zareagować.
– Alekso! – w głosie Teehlego usłyszałam autentyczny niepokój. Nacisnął klamkę, ale drzwi nie ustąpiły.
– Zostaw mnie!
– Nie przechodź przez to sama, Alekso – poprosił – Pozwól, bym ci pomógł.
Poczułam łzy. Brzmiał tak szczerze, tak ludzko… Jakby naprawdę się o mnie martwił… Zaszlochałam, kręcąc głową. Nie wierzyłam w to, co zamierzałam zaraz zrobić. Otworzyłam drzwi. Teehle patrzył na mnie ciepło, co spotęgowało moją rozpacz. Przywarłam do niego z płaczem.
– Nie jestem twoim wrogiem – powiedział, obejmując mnie. Ścisnęłam go mocniej, wstrząsana bezgłośnym szlochem.
– Wiem – wydusiłam – Wiem, ale nie umiem tego przyjąć. Nie umiem zapomnieć, jak mnie traktowałeś wcześniej.
Odpowiedziało mi milczenie.

***