Macie link do słodkiego flirtu, może ktoś tego nie zna xD Huhuhu :v *zorientowała się, co jest w tym poście*
______________________________________________
Następnego dnia obudził mnie dzwoniąc telefon.
Wymamrotałam przeprosiny do Sonyi, która jęknęła niezadowolona, że ktoś jej
przeszkadza w spaniu. Odebrałam telefon zbyt zaspana, by chociaż spojrzeć, kto
dzwoni. Zresztą moje kontakty ograniczały się do trzech, z czego jednym była
Sonya.
– Hmm?
– Obudziłem cię? – Teehle wydawał się zaskoczony.
Zerknęłam na zegarek. Południe – To o której poszłyście spać?
– Późno – mruknęłam – Czy raczej wcześnie… rano. Co
chciałeś?
– Po pierwsze przyjechać po ciebie. Po drugie mam z
tobą sprawę do załatwienia.
– Jaką sprawę? – spytałam z obawą. Natychmiast
pomyślałam o ugryzieniu, ale po to przeniosłam je na wtorek, żeby w weekend
mieć spokój…
– Nie bój się – wyczuł mój nastrój – To nic
strasznego, naprawdę.
– Spytałam jaką sprawę – powtórzyłam ostrzej. Jeśli
ktoś czegoś nie mówił, to zazwyczaj nie kończyło się to dobrze.
– Spokojnie, nie denerwuj się! – zaśmiał się – Bądź
cierpliwa. To niespodzianka. Powinna ci się spodobać.
Nie podobało mi się zadowolenie w jego głosie, ale
nie miałam ochoty na dalszą kłótnię. I tak by mi nie powiedział. Więc
milczałam.
– Mogę przyjechać za dwie godziny? – spytał.
– Tak.
– Świetnie. To do zobaczenia.
Rozłączyłam się bez odpowiedzi. Cholerny wampir.
Myśli, że całkiem mu ufam…
– Kto to? – wymruczała spod kołdry Sonya.
– Alex. Chce po mnie przyjechać za dwie godziny.
– Mało – skwitowała moja przyjaciółka, siadając – Czyli
trzeba wstać. Który godzina?
– Trochę po południu.
– To faktycznie przydałoby się przestać spać – skrzywiła
się niezadowolona. Wyszczerzyłam się, wyrzucając z głowy Teehlego.
– Racja.
– Zaproponowałabym śniadanie, ale zaczyna się pora
obiadowa… pasuje ci zupka chińska?
– Jasne. Zawsze jesz zupki, jak nie ma rodziców?
– Nie – pokręciła głową z uśmiechem – Zrobiłabym coś
normalnego, gdybyśmy wstały wcześniej.
***
Dwie godziny później wsiadłam do vana.
– Więc co to za niespodzianka?
Wampir tylko się uśmiechnął, zapalając silnik.
– Teehle – spojrzałam na niego znacząco.
– A może powiem ci, jak dojedziemy? – spytał.
– Masz zdecydowanie za dobry humor – stwierdziłam.
Miałam rację. Był zbyt radosny i zadowolony – Coś jest nie tak. A może misja ci
wyjątkowo dobrze poszła?
– Nie byłem na misji – zaśmiał się – Mam rozumieć,
że jak nie jestem złośliwy albo przerażający, to źle?
– Nie źle, tylko podejrzanie – poprawiłam – To nie w
twoim stylu.
– Dobrze, skoro tak twierdzisz, i obawiasz się
niespodzianki ze względu na twój humor, to cię uspokoję: zabieram cię do
kawiarni.
Zacięłam się z pół otwartymi ustami, aż w końcu znalazłam
odpowiedź.
– To już całkiem nie w twoim stylu.
– Poznałaś tylko jeden z moich „stylów”, jak to
nazwałaś. Ja bym to nazwał „zachowaniem”. Właściwie dwa, ale to nie zmienia
faktu.
– Wiele masek? – zażartowałam – Poznam kiedyś
więcej?
– Nie – powiedział cicho i spoważniałam. Mówił
całkiem na serio, zadowolenie zniknęło. Wydawał się przygnębiony – Poznałaś
wampira, opiekuna i łowcę…
– A Teehlego? Prawdziwego Teehlego? – wyszeptałam.
– Jakiego Teehlego? – roześmiał się ponuro – Nie ma
żadnego Teehlego. Chyba powinienem ci już powiedzieć. Teehle to nie jest moje
imię.
Patrzyłam zbyt zaskoczona, by odpowiedzieć. Chyba
kiedyś pomyślałam, że „Teehle” nie brzmi jak prawdziwe imię, ale nie miałam
okazji się zastanowić.
– Wolałbym jednak, byś tak mnie nazywała, a nie
używała prawdziwego imienia.
– Co? Dlaczego?
– Gdybyś go używała… byłoby zabawnie. Mam na imię
Aleksander – spojrzał na mnie uważnie, ale także z rozbawieniem.
– Aleksander? – powtórzyłam, a na mojej twarzy mimo
woli pojawił się szeroki uśmiech – Naprawdę? Czy sobie żartujesz?
– Nie żartuję. Mam na imię Aleksander, ale to imię
zna pięć osób włącznie z tobą.
– Mogę spytać kto?
– Możesz. Michael, Vlad, Teressa, ty i ja. Nie
sądzę, by ktoś jeszcze. I wolałbym, by tak zostało. Chodź.
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z auta.
– Z jakiej właściwie racji zabierasz mnie do
kawiarni? – spytałam, wysiadając. Zamknął samochód i ruszył ulicą.
– Siedzisz całe dnie w domu – powiedział, gdy
zrównałam się z nim – Jedyne, co umila twoje życie to spotkania z Sonyą i okazyjne
przyjazdy Michaela. Stwierdziłem, że powinienem coś z tym zrobić. Zapraszam – otworzył
przede mną drzwi jakiejś małej kawiarenki. W środku panował przytulny półmrok,
jedynym światłem były urocze, staroświeckie lampki na ścianach. Z zaskoczeniem
zauważyłam, że najwyraźniej byliśmy jedynymi klientami.
– Co ty wybrałeś, że nikogo tu nie ma? – wymruczałam
ledwie dosłyszalnie. Zaśmiał się, prowadząc mnie w głąb.
– Są. Tylko we własnych… przedziałach, że tak to
nazwę – wyszeptał, wskazując ścianę. Czy raczej coś, co uznałam za ścianę. W
rzeczywistości były to przesuwane drzwi. Teehle poprowadził mnie do jednego z
pokoików i zamknął je za nami. Usiadł przy stoliku, gestem zapraszając mnie gestem
do zajęcia miejsca naprzeciwko.
– Jak ci się podoba?
– Całkiem… klimatycznie – odparłam powoli, siadając.
Do środka weszła kelnerka.
– Dzień dobry. Co podać? – odezwała się
sympatycznie, pokazując białe zęby.
– Ja dziękuję. Alekso? – Teehle spojrzał na mnie.
– Herbatę.
– Coś do jedzenia?
– Jakie ciasto Pani poleca?
Podała mi jakąś nazwę. Udałam, że wiem, o czym mowa
i po prostu się zgodziła. Zobaczyłam u Teehlego uśmieszek, przez co wbiłam w
niego gniewny wzrok, gdy kobieta wyszła. Był rozbawiony, że nie wiedziałam, o
jakim cieście mówiła kelnerka.
– Jak tam u Sonyi? – spytał nagle.
– Dobrze – odparłam podejrzliwie – Poznałam jej
brata. Gdyby nie był taki młody, uznałabym go za przerażającego.
– Jak ja?
– Nie. Ty nie wyglądasz strasznie – zaprzeczyłam – Ty
się strasznie zachowujesz. A Collin wygląda jak emo albo członek gangu, ale
charakteru nie zdążyłam poznać. Wydaje się dobrym chłopakiem.
– Zanim pojechałaś do Michaela, rozmawiałaś z Sonyą
– powiedział nagle – Obiecała, że cię wypyta.
– O to ci chodzi? – zdenerwowałam się – Ile jej
zdradziłam? Czy czasem nie dowiedziała się zbyt wiele? Zrozum, że nic nikomu
nie powiem!
– Wierzę ci, spokojnie – mruknął… zmieszany? – Zdaję
sobie z tego sprawę, ale to mój obowiązek. Po prostu muszę spytać, choćby dla
zasady.
Skrzyżowałam ramiona na piersi ze złością, ale zaraz
potem zmieniłam postawę, bo weszła kelnerka. Z uśmiechem postawiła na stoliku
dzbaneczek, filiżankę i ciasto. Podziękowałam, czekając z niecierpliwością, aż
wyjdzie. Kilka sekund później znów zostałam z Teehlem sama.
– Proszę, powiedz. Co jej opowiedziałaś? – spytał
spokojnie.
Westchnęłam, odrzucając złość.
– Że Michael to mój przyjaciel, a właściwie mojego
brata, Alexa, a gdy mi się wymsknęło o balu, wmówiłam jej, że ma staroświeckim
przyjaciół, którzy lubią takie staroświeckie imprezy. Oczywiście miałam na
myśli Vlada.
– Uwierzyła? – podniósł brwi z niedowierzaniem.
– Tak. Jaki miała wybór?
– Coś jeszcze mi opowiesz? – uśmiechnął się.
Spojrzałam podejrzliwie.
– O Michaelu to wszystko…
– Ale? – wyczuł wahanie.
– Ale… – podniosłam rękę i odsłoniłam przedramię – …
zauważyła blizny.
Teehle bez słowa chwycił mój nadgarstek i pogłaskał
wewnętrzną stronę. Poczułam dreszcze spowodowane chłodem skóry wampira. Jeszcze
dwa dni do ugryzienia… Nagle wampir pojawił się obok mnie i chwycił delikatnie
za brodę. Zdusiłam krzyk, otwierając szerzej oczy zaskoczona. Jeśli kogoś
wezwę, Teehle go zabije… Ale nie znałam tego ciepłego spojrzenia, które we mnie
wbijał. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać.
Na ułamek sekundy wpadła mi do głowy myśl, że
zamierza mnie pocałować. Tak blisko były jego usta. Bliżej warg niż szyi.
Jednak to niemożliwe. Teehle miałby mnie pocałować? Całkiem oszalałam? Chyba w
szyję. Pewnie jest głodny i nie wytrzyma dwóch dni…
– Chcesz mnie ugryźć? – wyszeptałam cicho z lekkim
strachem. Uśmiechnął się.
– Nie.
I przycisnął
moje usta do swoich. Wstrzymałam oddech sparaliżowana szokiem. A jednak!
Pocałował mnie! Oszalał?! Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek. Jego usta były
takie miękkie… po kilku sekundach się odsunął. Roztrzęsiona zamknęłam oczy, by
nie zdążył skrzyżować spojrzeń. Odwzajemniłam! Cholera!
– Alexan…
– Nic nie mów – przerwałam bez tchu. Potem wybiegłam
z pokoiku. Wpadłam do toalety i szybko oblałam twarz zimną wodą. Mógł mnie
zatrzymać. Zdążyłby bez problemu. Drzwi zatrzymały mnie na wystarczająco długo.
Ale tego nie zrobił. A pocałunek… to okrutny żart… czy mnie kocha? To pierwsze,
zdecydowanie pierwsze… i to właśnie było najgorsze. Spojrzałam w lustro. Byłam
cała czerwona. Dotknęłam ust. Odwzajemniłam. Wciąż mrowiły. Odwzajemniłam…
Od dawna Teehle mnie…?
I od jak dawna ja jego?
To, co zrobiłam było ewidentnym znakiem, że coś jest
nie tak. Mimo wszystko, nie zrobiłam tego bezmyślnie. Chciałam go pocałować. Przez tą krótką chwilę nie czułam oporów
przed tym, że to Teehle, że to wampir, że to osoba, która zniszczyła moje
życie. Po prostu odwzajemniłam pocałunek.
Podskoczyłam, słysząc dźwięk SMS – a. Drżącą ręką
wyjęłam telefon, dobrze wiedząc, kto napisał.
„Wrzucam ci do plecaka kluczyki z twoimi nowymi
dokumentami i wracam do domu. Wróć, kiedy będziesz chciała. Tylko wróć, proszę.
Za naszą wizytę tutaj zapłaciłem. Po prostu wyjdź. I polecam zjeść to ciasto.
Jest dobre. T.”
Schowałam telefon bez odpisywania. I tak wiedział,
że przeczytałam. Poza tym co mogłam mu odpisać? Poczekałam jeszcze minutę i
czekałabym dłużej, ale poczułam niepokój o leżący bez opieki mój plecak.
Weszłam do pokoiku, upewniając się, że wampira naprawdę nie ma. Mój wzrok padł
na nietknięte ciasto. Przez chwilę się w nie wpatrywałam, zastanawiając, czy
będę w stanie przełknąć chociaż kęs. Potem usiadłam na krzesełku. Powinnam.
Wyglądało dobrze, nawet przepysznie. Włożyłam kawałek do ust. Pyszne.
Bez dłuższego namysłu zjadłam je do końca. Taka
zwykła czynność odrobinę mnie uspokoiła. Odetchnęłam, opierając się o krzesło.
Na zewnątrz było zimno. Poza tym nic nowego bym nie wymyśliła. Nie było sensu
chodzić po mieście, aż się ściemni. Najprościej byłoby wrócić do domu… i tak
tego nie uniknę… Nie chciałam się z nim teraz widzieć. Jeszcze nie teraz.
Trochę później. Miałam nadzieję, że nie zamierza mnie zatrzymywać i pozwoli
zaszyć się w pokoju.
Oczywiście nie pozwolił.
Gdy wyszłam z garażu, chcąc jak najszybciej
przemknąć do siebie, zagrodził mi drogę.
– Zostaw mnie – mruknęłam. Mimowolnie zerknęłam na
jego twarz. Jego szare oczy wyrażały niepokój. Spróbowałam go wyminąć, ale
chwycił mnie za ramiona.
– Przepraszam – powiedział cicho. Wyrwałam się z
uścisku. Chciał mnie zatrzymać, ale nie przytrzymać, więc nie było to trudne.
Stanęłam przed nim, wbijając wzrok we framugę obok jego łokcia.
– Za co przepraszasz? – spytałam ponuro – Za
pocałowanie mnie? Ukrywanie swoich uczuć? Tak nagłe ich okazanie? Czy za to, co
zrobiłeś mi do tej pory, mając nadzieję, że to zrekompensuje to, co czuję?
– Za wszystko.
– Gdybyś powiedział mi wcześniej… gdybyś nawet pocałował
mnie wcześniej… to mogłabym być zła. Bałabym się ciebie bardziej. Unikała.
Wściekała. Ale teraz…
– Alekso – wydawał się zaskoczony. Zrozumiał, co
miałam na myśli, chociaż tak niewiele powiedziałam.
– Dziwisz się? – zdobyłam się na odwagę, by podnieść
wzrok – Dlaczego? Odwzajemniłam pocałunek. Nie dało ci to do myślenia?
– Ale uciekłaś.
– Bo byłam w szoku! – syknęłam – Dalej jestem.
Pocałowałeś mnie! Zabrałeś do kawiarni i po prostu pocałowałeś! Co ci odbiło?
– Nie zamierzałem pocałować – spojrzał zmieszany – Tak…
wyszło.
– Więc to znaczyły te nieoczekiwane ciepłe
spojrzenia – powiedziałam cicho. Wykrzywił usta, jakby powstrzymał uśmiech.
– Zauważyłaś.
– Oczywiście. Nie ukrywałeś ich.
– Ukrywałeś.
– Próbowałeś.
– Starałem się.
– Nie wychodziło ci.
– Już nie musi.
Przytulił mnie. Najpierw zesztywniałam, a potem się
rozluźniłam, powstrzymując delikatny uśmiech. Pierwszy raz bez oporów mogłam
pozwolić mu się zbliżyć. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Poruszyła się,
gdy westchnął cicho.
– Tak długo czekałem.
– Jak długo? – wyszeptałam – Od jak dawna…?
– Gdy cię poznałem nie udawałem niechęci – mruknął jakby
ze wstydem – Irytowałaś mnie. Denerwowałaś. Żałowałem, że cię zabrałem.
– Więc od kiedy?
– Prawdopodobnie gdy wyjechałaś do Rumunii. Może
wcześniej. Gdy wyjechałaś… tęskniłem. Ale wcześniej, wypowiadając ci wojnę, nie
żartowałem. Wtedy irytowałaś mnie, ale nie chciałem cię krzywdzić. Miałem
nadzieję, że groźby cię powstrzymają przed samobójstwem. I innymi głupimi
pomysłami. Jednak mi się nie udało – uśmiechnął się – Ostatecznie to Michael
wymusił na tobie obietnicę.
– A wcześniej wyjaśnił, Vlad też, co znaczy wojna z
tobą… gdybyś wcześniej sam powiedział dokładniej…
– Gdybym ci wcześniej powiedział dokładniej – przerwał
mi – to zbuntowałabyś się jeszcze bardziej.
– Tak sądzisz? Chyba znasz mnie lepiej ode mnie.
Nie odpowiedział. Nie umiałam uwierzyć, co się stało
z moimi relacjami z Teehlem. Wróg, a potem nagle miłość życia?
***