czwartek, 30 maja 2013

Rozdział XVIII



Obiecałam, więc macie. Krótka,  ale bardzo, bardzo ważna :-) 
--------------------------------------
Rozdział XVIII- Watykan

Siwowłosy mężczyzna stał przy oknie, patrząc zamyślony na panoramę Watykanu.
- Przeklęta Anglia.- mruknął- Nie umie uciszyć wampirów. A przecież mają tego swojego Alucarda!
Znał tego Wampira ze słyszenia nigdy się z nim nie spotkał. Zresztą gdyby tak się stało prawdopodobnie by nie żył…
Hellsing zaniedbuje swoje obowiązki. A do tego to, co się dowiedział przed kilkoma minutami…
Mężczyznę wyrwało z zamyślenia pukanie do drzwi.
- Wejdź.- obrócił się w stronę wchodzącego blondyna.
- Wzywałeś.- odezwał się.
- Taa…- przytaknął, trochę niedbałym tonem.- Wiesz co zrobił Alucard niedawno, Anderson?
- Nie, a co? Znowu kłopoty w Anglii?
- Zgadza się. U Alucarda zamieszkała nastolatka.
- Nastolatka? – powtórzył mężczyzna niedowierzającym tonem.- Wiesz coś więcej?
- Nie znam powodu, dla którego tak jest, ale jeśli cie to zainteresuje, dziewczyna nazywa się Alicia Stone, ma rude włosy i chodzi do gimnazjum.
- Rude…?- Andersonowi przypomniała się jego „wycieczka” do Anglii, podczas której spotkał młodą, rudowłosą dziewczynę. Zaraz potem zjawił się Alucard i „przepędził” go. Myślał, że to była po prostu jego ofiara, a nie... podopieczna. Ciekawiło go, jak w takim razie wygląda jej mieszkanie z wampirem.
- A wracając do tematu, z powodu którego wezwałem cie tu, mam zadanie dla ciebie.
- Hmm?
- Przekażesz Integrze list.
- A co z ta dziewczyną?
Siwowłosy odpowiedział, nie odrywając wzroku od Andersona.
- Możesz zabić.
Alexander z uśmiechem odwrócił się i nacisnął klamkę, otwierając drzwi.
- Oczywiście, biskupie Maxwell.

Rozdział XVII




 A więc tak:
Primo: Dzisiaj dodam jeszcze jedną notkę, jako, że obawiam się o ich dłuość, porównując z blogami Vint i Hatre :)
Secundo: Weny życzę wszyskim
Tertio: Jeszcze raz weny
Quarto: Witam nową czytelniczkę- Kirin-san
Quinto: Podoba mi się odliczanie po łacinie xD

 ------------------------------------------------
Rozdział XVII

Otworzyłam oczy. Tym razem nie musiałam sobie przypominać co się wydarzyło, wiedziałam od razu. Usiadłam na łóżku i skrzywiłam się z bólu. Jednak była różnica między ugryzieniami Alucarda, a tego wampira. Alucard dbał chyba, by nie uszkodzić mi ważniejszych nerwów, ale ten co mnie zaatakował po prostu chciał się napić, nie obchodziło go, czy przeżyję…
Ale w pokoju Alucarda nie było.
- Alucard!- wrzasnęłam, ale widziałam, że w domu też go nie ma. Zawsze, gdy się budziłam po… gorszym dniu, siedział na krańcu łóżka. Ale teraz był ten gorszy dzień, a go nie było.
Do pomieszczenia wszedł Walter, z talerzem zupy i sztućcami.
- Gdzie Alucard?
- Nie wrócił.
- Dlaczego go tak długo nie ma?!
- Zjedz coś.
- Nie zjem, dopóki tu nie wróci!
Nie wiem co się ze mną działo.  Czy ja się martwiłam o Wampira?!
- Dobrze, zostawię ci tu tą zupę, a ty sobie czekaj, aczkolwiek nie mam pojęcia kiedy wróci, a nawet dlaczego go nie ma. Miał tylko uratować cię, i wrócić do domu.
- No właśnie!- zaszlochałam- A co… jeśli mu się coś stało?! Jeśli…
- Nie ma jeśli. Coś mu po prostu wypadło. Zjedz zupę.
- Nie.
- Zostawię ci ją, jak zgłodniejesz, to zjesz, a teraz pozwól, ze cie opuszczę, mam kilka spraw do załatwienia.
Upadłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę.
„ Co się ze mną dzieje? Ugryzł mnie ktoś inny, Alucard uratował, a potem nie wrócił… czy ja się o niego martwię? Czemu, w takim razie? On jest najsilniejszym wampirem na świecie, najstarszym! Ale… dlaczego go nie ma?! Czy ten wampir, co mnie ugryzł, przeżył i… i zabił Alucarda?! To niemożliwe!”
I potem zaczęłam się zastanawiać poważniej nad moimi warunkami życia. Ale w sposób, w jaki nie zastanawiałam się wcześniej. Pod kątem plusów.
„ U Alucarda jestem bezpieczna… nie tak jak w szkole nawet. Tutaj mnie nie znajda inne wampiry, a Alucard jest… łagodny. W każdym razie łagodniejszy od innych… Co się stanie ze mną jeśli nie wróci? Błagam cię, wróć…”
Bałam się tej niepewności… już o wiele bardziej niż Wampira.
„ On był złośliwy i wredny… ale dobry.”
- Był?- usłyszałam obok ucha i, z piskiem, sturlałam się na ziemie.- Już mam nie być?
Podniosłam wzrok na stojącego obok mnie mężczyznę.
- Ty…- stanęłam przed Wampirem, drżąc.
- Mówiłem, że nie zabije mnie byle kto.- uśmiechnął się do mnie.
- … głupku!- wrzasnęłam, wkurzona, i uderzyłam go pięścią w twarz, tak, że się zatoczył lekko do tyłu i zgiął, zaskoczony.- Nie strasz mnie tak!
- No, no, widzę, że siły ci nie ubyło.- wyprostował się, trzymając dłoń na żuchwie i patrząc na mnie z rozbawieniem.
Zdałam sobie z tego co zrobiłam.
- O Boże, przepra…
Zaśmiał się.
- Za co? Należało mi się.
- Gdzie byłeś?
- Integra mnie wysłała do wioski, daleko…
Nie dałam mu skończyć, bo przywarłam do niego, mocząc mu łzami płaszcz.