Rozdział
VIII
Otworzyłam oczy i zachłysnęłam się,
odsuwając głowę do tyłu. Na wysokości moich oczu wpatrywały się we mnie oczy
Alucarda. Otworzyłam usta, by wrzasnąć „na pomoc!”, ale wampir powstrzymał mnie
przykładając mi palec do ust.
- Ćśś… spokojnie. Nie ma czego się bać. To
potrwa chwileczkę.- odezwał się, a ja spróbowałam go ugryźć- Ale agresywna.
- Mam powód.- syknęłam.
Alucard zaczął rozwiązywać bandaż na szyi, a
ja zaczęłam walczyć z czarem, który wciąż działał.
- Przestań się szarpać.
- Czemu? I tak nie ma już dla mnie nadziei!
- Jest.
- Taak?- spytałam kpiąco- A jaka?
- Duża. Chyba, że dalej będziesz mi przeszkadzać.
- Przestałam ci wierzyć! Ty mnie zabijesz!
- Pamiętasz jak cię zostawiłem w chatce?
- Tego nie zapomnę. To był początek końca.
- Byłaś przeze mnie więziona czarem.
- Wiem. Domyśliłam się.
- A gdy byłem daleko, to po prostu wstałaś
i wyszłaś.
- Ledwie wstałam.
- Ale wstałaś.
- A ty mnie potem i tak złapałeś i
przyniosłeś tutaj.
- Przestań mi przerywać.- warknął,
zmieniając nagle ton. Przestraszyłam się.
„ Już
nie będę…”
- Mam nadzieję. A wracając do twojej
ucieczki, to teoretycznie nie powinnaś się umieć ruszać. Oznacza to, że masz bardzo
silną wolę. A skoro tak, to nie powinno cię to zabić.
- Nie?- spytałam zdziwiona.
- Chyba, że bym chciał.
- Ale nie chcesz?- upewniłam się.
- Nie.
„
Skoro nie zabije, to…” pomyślałam i przeraziłam się, że jest taka możliwość.
- Ale nie chcesz zmienić?
- Nie chcę.- wzruszył ramionami.- Ale czy
ty tego chcesz?
- Nie chcę.- odpowiedziałam szybko.- A może mnie
wypuścisz?- spytałam z nadzieją.
- Zaczynasz mnie irytować. Czy tobie, aż
tak bardzo zależy na rozzłoszczeniu najstarszego wampira?
Zamarłam. Dotąd unikałam jego spojrzenia,
ale teraz nie zobaczyłam w nich tej zimnej iskry, którą zdawał się mieć przy
zabijaniu Iana i innych upiorów. Jedynie irytacja i zniecierpliwienie.
Poczułam, że ogarnia mnie lekki spokój.
Potrząsnęłam lekko, acz stanowczo głową.
„Nie, nie, nie i NIE! Nie Zaufam ci już!
Czy ty manipulujesz uczuciami?!”
-
Nie manipuluje.- jego spokojny głos sprawił, że spadła mi adrenalina.
Odezwałam się troszkę spokojniej, choć wciąż przerażona:
- Jesteś…
- Tak jestem.-przerwał mi, a przy okazji
sprawił, że straciłam głos- A teraz się uspokój.
„ Nie
uspokoję się! Nie poddam się!”
- Walka nic nie da. Silniejszy zwycięży.
„ Ale
się nie poddam!”
Patrzyłam buntowniczo na Wampira, który
skończył rozwiązywać bandaż.
„
Najlepiej będzie dla mnie, jak się sama zabiję!”
- A jak chcesz to zrobić? Sztyletu nie
masz. I nie możesz nawet ruszyć rękami.
„ Gdy
już się wgryziesz to stracę tę silną wolę, po której mówiłeś!”
- Na to ci nie pozwolę.
Rozpiął mi bluzę do połowy i zsunął z
ramion. Gdybym umiała wydać z siebie głos, to bym zaczęła wrzeszczeć. Ale nie
miałam takiej możliwości. Jedynie wzrok, myśli i słuch. Więc patrzyłam
bezradnie, jak Wampir zbliża się do mojej szyi.
Gdy
kły Alucarda musnęły moją skórę, szarpnęłam się w przypływie paniki, i, o
dziwo, czar mnie nie powstrzymał. W sumie, to chyba w ogóle go nie było.
-------------------------------------------------
Co do tego fragmentu, to twierdzę, że jest bez sensu :/ Nie chodzi o wydarzenia, a o sposób napisania tego... dziwnie się to czyta. Ale nie umiem tego zmienić, by brzmiało ładniej. Trudno.
A jeśli chodzi o wydarzenia, to co wy na to? ^^ Lubię ten
moment XD Dobra, Ne chce mi się nawijać o byle czym, więc tylko pozdrawiam
czytelników :) następna notka w
poniedziałek, z braku czasu będę publikować dwie notki na tydzień, nie tak jak
zawsze, choć może mi się uda wcisnąć sobotnią :3
Pozdrawaim Arisu.
I już teraz, Wesołych Świąt wszystkim :D