czwartek, 28 marca 2013

Rozdział VIII- część 1



Rozdział VIII

Otworzyłam oczy i zachłysnęłam się, odsuwając głowę do tyłu. Na wysokości moich oczu wpatrywały się we mnie oczy Alucarda. Otworzyłam usta, by wrzasnąć „na pomoc!”, ale wampir powstrzymał mnie przykładając mi palec do ust.
- Ćśś… spokojnie. Nie ma czego się bać. To potrwa chwileczkę.- odezwał się, a ja spróbowałam go ugryźć- Ale agresywna.
- Mam powód.- syknęłam.
Alucard zaczął rozwiązywać bandaż na szyi, a ja zaczęłam walczyć z czarem, który wciąż działał.
- Przestań się szarpać.
- Czemu? I tak nie ma już dla mnie nadziei!
- Jest.
- Taak?- spytałam kpiąco- A jaka?
- Duża. Chyba, że dalej będziesz mi przeszkadzać.
- Przestałam ci wierzyć! Ty mnie zabijesz!
- Pamiętasz jak cię zostawiłem w chatce?
- Tego nie zapomnę. To był początek końca.
- Byłaś przeze mnie więziona czarem.
- Wiem. Domyśliłam się.
- A gdy byłem daleko, to po prostu wstałaś i wyszłaś.
- Ledwie wstałam.
- Ale wstałaś.
- A ty mnie potem i tak złapałeś i przyniosłeś tutaj.
- Przestań mi przerywać.- warknął, zmieniając nagle ton. Przestraszyłam się.
„ Już nie będę…”
- Mam nadzieję. A wracając do twojej ucieczki, to teoretycznie nie powinnaś się umieć ruszać. Oznacza to, że masz bardzo silną wolę. A skoro tak, to nie powinno cię to zabić.
- Nie?- spytałam zdziwiona.
- Chyba, że bym chciał.
- Ale nie chcesz?- upewniłam się.
- Nie.
„ Skoro nie zabije, to…” pomyślałam i przeraziłam się, że jest taka możliwość.
- Ale nie chcesz zmienić?
- Nie chcę.- wzruszył ramionami.- Ale czy ty tego chcesz?
- Nie chcę.-  odpowiedziałam szybko.- A może mnie wypuścisz?- spytałam z nadzieją.
- Zaczynasz mnie irytować. Czy tobie, aż tak bardzo zależy na rozzłoszczeniu najstarszego wampira?
Zamarłam. Dotąd unikałam jego spojrzenia, ale teraz nie zobaczyłam w nich tej zimnej iskry, którą zdawał się mieć przy zabijaniu Iana i innych upiorów. Jedynie irytacja i zniecierpliwienie. Poczułam, że ogarnia mnie lekki spokój.
Potrząsnęłam lekko, acz stanowczo głową.
„Nie, nie, nie i NIE! Nie Zaufam ci już! Czy ty manipulujesz uczuciami?!”
-  Nie manipuluje.- jego spokojny głos sprawił, że spadła mi adrenalina. Odezwałam się troszkę spokojniej, choć wciąż przerażona:
- Jesteś…
- Tak jestem.-przerwał mi, a przy okazji sprawił, że straciłam głos- A teraz się uspokój.
„ Nie uspokoję się! Nie poddam się!”
- Walka nic nie da. Silniejszy zwycięży.
„ Ale się nie poddam!”
Patrzyłam buntowniczo na Wampira, który skończył rozwiązywać bandaż.
„ Najlepiej będzie dla mnie, jak się sama zabiję!”
- A jak chcesz to zrobić? Sztyletu nie masz. I nie możesz nawet ruszyć rękami.
„ Gdy już się wgryziesz to stracę tę silną wolę, po której mówiłeś!”
- Na to ci nie pozwolę.
Rozpiął mi bluzę do połowy i zsunął z ramion. Gdybym umiała wydać z siebie głos, to bym zaczęła wrzeszczeć. Ale nie miałam takiej możliwości. Jedynie wzrok, myśli i słuch. Więc patrzyłam bezradnie, jak Wampir zbliża się do mojej szyi.
            Gdy kły Alucarda musnęły moją skórę, szarpnęłam się w przypływie paniki, i, o dziwo, czar mnie nie powstrzymał. W sumie, to chyba w ogóle go nie było.

-------------------------------------------------
Co do tego fragmentu, to twierdzę, że jest bez sensu :/  Nie chodzi o wydarzenia, a o sposób napisania tego... dziwnie się to czyta. Ale nie umiem tego zmienić, by brzmiało ładniej. Trudno.
A jeśli chodzi o wydarzenia, to co wy na to? ^^ Lubię ten moment XD Dobra, Ne chce mi się nawijać o byle czym, więc tylko pozdrawiam czytelników :)  następna notka w poniedziałek, z braku czasu będę publikować dwie notki na tydzień, nie tak jak zawsze, choć może mi się uda wcisnąć sobotnią  :3
Pozdrawaim Arisu.
I już teraz, Wesołych Świąt wszystkim :D

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział VII- część 3



Po paru sekundach stałam zrezygnowana, wiedząc z „ doświadczenia”, jak skończy się odmowa.
- Dobra decyzja.
Podniósł mnie z taką łatwością, jakbym była piórkiem, i wylądowałam na jego ramionach.
- Czemu tak?!- wykrzyknęła czerwieniąc się lekko, bowiem sposób, w jaki mnie trzymał, przypominał mi parę młodą, czy kochanków.
- A masz inny pomysł?
Mruknęła coś w odpowiedzi, odwracając wzrok speszona. Ja tu się przejmuję tym jak mnie trzyma, a jestem zdana na łaskę wampira!
Gdy dotarliśmy do środka, zamiast skierować się do „mojego” pokoju skręcił drugą stronę, wchodząc do pomalowanego na szaro pokoju.
- Alucard…- zaczęłam czuć się dziwnie.- … co to za pokój?
- To…- uśmiechnął się, a ja wykryłam nagle podstęp- … jest moja jadalnia.
Minął ułamek sekundy, zanim pojęłam o czym mówi. Wrzasnęłam i zaczęłam się wyrywać, ogarnięta paniką. Wampir puścił mnie, a ja upadłam. Miałam „ruszyć” w stronę wciąż otwartych drzwi, gdy poczułam, że chwycił mnie za kaptur i pociągnął w tył tak, że wylądowałam przed nim.
- Nie!- znowu „ przeraczkowałam” obok niego.- Zostaw mnie!
Przyspieszyłam i byłam już w progu, gdy kolejne szarpnięcie sprawiło, że wylądowałam w rogu pokoju. Nie poruszyłam się, zdając sobie sprawę, że próby ucieczki nic tu nie zdziałają. Spojrzałam przerażona na Alucarda, który podchodził powoli do mnie. Zaszurałam nogami, jakbym próbowała wniknąć w ścianę za sobą.
Zobaczyłam obok siebie jakoś przedmiot. Bez namysłu chwyciłam go, i rzuciłam w wampira. Złapał to, a ja zdałam sobie sprawę, ze była to torebka medycznej krwi.
- To wypiję później.- stwierdził trochę zmęczonym tonem, chowając przedmiot pod płaszcz. Przez głowę przeleciała mi myśl.
„ Co on jeszcze ma pod tym płaszczem?”
- Skończyłaś już?-  spytał, dość znudzony.
- Potwór! Kłamca!- ja już nawet nie krzyczałam, a jęczałam przerażona.
- Z pierwszym się zgodzę, wampir jest potworem…- chwycił mnie za bluzę i podniósł- … ale drugiemu się sprzeciwię.
Tylko refleksu mnie uratował. Chwyciłam nadgarstek Alucarda w chwili, gdy ten się zamachnął chcąc mną rzucić na ścianę. Zawisnęłam, kurczowo uczepiona ręki, a ten spojrzał zaskoczony.
- Puść mnie.
Rozprostowałam palce i wylądowałam przed Alucardem. Moja kolejna próba wciśnięcia się w kąt skończyła się niepowodzeniem, bowiem najpierw mnie unieruchomił, a potem dopiero podniósł.
- Jeśli teraz powiesz coś nie tak, to nie unikniesz o wiele silniejszego rzutu.- ostrzegł, a ja zbladłam i lekko pokiwałam głową, stwierdzając, że właśnie pozbył się wszelkich oporów na zabicie mnie, jeśli takie miał.
Posadził mnie na krześle stojącym na środku, którego nie widziałam wcześniej, i zamknął drzwi, co sprawiło, że pokój oświetlało jedynie szare światło zza okna.
„ Jest rano? Jak uciekałam, to było ciemno”
- Zbliża się szósta rano, tak dla twojej wiadomości.- uśmiechnął się złowrogo.- Świetna pora na posiłek.
Znowu zaczęłam zmagać się z niewidzialnymi więzami.
- Nic nie zdziałasz, jest silniejszy.
- Uda mi się.- warknęłam, choć wiedziałam, że to prawda. Nie dość, że czar był silniejszy, to jeszcze ja słabsza.
- I co wtedy?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo zaatakowało mnie zmęczenie.
- Przestań…- jęknęłam, znowu błagalnym tonem, ale czar tylko się wzmógł i straciłam świadomość, zdana na jego łaskę.
----------------------------------------------------
Okay, właśnie zdałam sobie sprawę, jak wiele różni mojego Alucarda od tego hellsingowego :( 
Co do tego rozdziału, to jakoś szybko się akcja rozwinęła :/ W ciągu jednej wordowej strony gadał z nią po "przyjacielsku", a potem ją uwięził na krześle i uśpił O.o Mam nadzieję, że to nie zepsuło klimatu ^^ No, w każdym razie oto kolejna notka, w której znów postanowiłam pomęczyć Alicię. A przynajmniej tak będzie w następnej. Nie, to raczej nie spoiler.
No, to pozdrowienia,
Arisu

sobota, 23 marca 2013

Rozdział VII- część 2



- Przechadzał…- usłyszałam prychnięcie.
- Czekaj!- zaczęłam się gramolić, chcąc wstać i pobiec za nim. Na pewno był mniej niebezpieczny niż Alucard, a ja znów zostałam z nim sam na sam.
Poczułam na prawym ramieniu dłoń. Znieruchomiałam.
- Proszę, nie idź za nim. On jest moim wrogiem, i wcale nie jest bezpieczny.
- Puść mnie, proszę.- wyszeptałam, drżąc ze strachu. Ku mojemu zaskoczeniu, nacisk na ramię zniknął. Odsunęłam się jak najszybciej od wampira i obróciłam w jego stronę. Właśnie chował pistolet pod płaszcz, nie patrząc na mnie. Jednak byłam pewna, że obserwuje mnie wszystkimi innymi zmysłami.
Po kilku sekundach podniósł wzrok i spojrzał na mnie, a mi zrobiło się dziwnie chłodno.
- Dlaczego mnie odepchnęłaś i uciekłaś? Wołałem, że nic ci nie zrobię, a na zewnątrz jest o wiele bardziej niebezpiecznie.
„ On chciał, żebym została w tamtym pokoju. Twierdzi, ze nic mi nie zrobi, mam uwierzyć? A poza tym… wszędzie jest bezpieczniej niż przy tobie”
Nie odpowiedział, tylko ruszył w moją stronę.
- Nie podchodź!- ogarnęła mnie panika. Zaczęłam się cofać, ale czego bym nie zrobiła, on i tak zmniejszał dystans.
Nagle potknęłam się o coś, znów upadając.
- Zostaw mnie!- wciąż krzyczałam przerażona, tyle, że teraz cofałam się na siedząco, gdy nagle ucichłam, czując na plecach pień. Zerknęłam szybko na boki. Za duże do wyminięcia. Nie dałabym rady go okrążyć, zanim Alucard by podszedł.
Spojrzałam przerażona, i przypomniało mi się, że w kieszeni mam nóż. Błyskawicznie (tak mi się zdawało) wyjęłam go, otworzyłam i skierowałam drżące ostrze na Alucarda.
Zatrzymał się, a ja wstałam, wciąż opierając się o drzewo. Skoncentrowana na utrzymaniu się w pionie (od czterech dni nic nie jadłam, i jeszcze to uciekanie), prawie podskoczyłam czując, że mój nóż jest spychany na bok. Wampir zrobił w moją stronę krok, wciąż blokując moją broń, a ja zamarłam mimowolnie, bo teraz już nie mogłam nic zrobić.
- Proszę, nie za… 
- Cicho.- przerwał mi, a ja zaczęła oddychać płytko i urywanie, gdy jego palec dotknął miejsca, gdzie pod bandażem było zagłębienie na szyi. Równocześnie poczułam, że zmniejszył się nacisk na nóż i teraz moje ręce zwisają luźno.
- Dobrze wiesz…- odezwał się cicho- … że mogę sprawić, że będziesz cierpieć. 
Nacisk na moją szyję zwiększył się, a ja jeszcze bardziej znieruchomiałam, patrząc na jego dłoń i bojąc się, że popełnię jakiś błąd, który będzie mnie kosztować zdrowie lub, co gorsza, życie.
- I chciałbym to zrobić. 
Jednak na te słowa nie wytrzymałam i niekontrolowanie zamachnęłam się nożem. Zraniłam Alucarda w lewe ramię. Wstrzymałam oddech przerażona swoim ruchem, ale ten się tylko odwrócił, a jego rany już nie było.
- Teraz chcę tobą rzucić, jak wtedy. 
Osunęłam się na ziemię, nie wiedząc, co zrobić. Teraz patrzałam na Alucarda z dołu, przerażona. 
„ Dlaczego twierdzi, że mnie nie skrzywdzi, skoro tak się zachowuje?! I kim był ten blondyn?!” 
- … ale Walter narzekał, że masz za dużo ran, więc…
Kucnął przy mnie, a ja odruchowo cofnęłam głowę uderzając nią w pień. Jęknęłam, ale wampir nie zwrócił na to uwagi. 
-… spróbujmy się dogadać.
- Co?- wyrwało mi się. Zaskoczył mnie zupełnie.
- To, co usłyszałaś.- schował rękę pod płaszcz i poszperał chwilę.- Chcesz się napić?- wyciągnął butelkę z wodą, oczywiście nie tą samą, co w chacie.
- Nie wezmę od ciebie niczego.- wyszeptałam cicho, wciąż przerażona.
- A porozmawiasz?
Opuściłam wzrok, a potem kiwnęłam lekko głową.
- Świetnie.
- Ale, proszę, odsuń się trochę.
Wampir spełnił moją prośbę.
- Czego się boisz?- padło pytanie.
- Ciebie…- wyjąkałam, nie podnosząc wzroku.
- Mnie… ale czemu, skoro nie chcę cię zabić?
Na to nie umiałam odpowiedzieć. Alucard westchnął.
- Ci ludzie…
- Jesteś wampirem.- znalazłam odpowiedź.
- Ojej, jestem wampirem, ale co z tego?
- Rzucałeś mną.
- Nie mogę zaprzeczyć.
- I ci nie wierzę.
- Oj, to już twoje zdanie. Ale dlaczego?
- Z tych samych powodów, z których się boję.
- No to błędne kółeczko zataczasz. I jakby cie tu uspokoić…?
Prawdę mówiąc, po tej wymianie zdań byłam spokojniejsza.
- Poszłabyś teraz do domu, a tam by cię Walter opatrzył, bo zaś się pokaleczyłaś?
- NIE!- wykrzyknęłam tak nagle, że nawet Alucard się wzdrygnął.- Nie chcę tam wrócić!
- Czemu?
Zawahałam się. Nie wiedziałam czemu. Po prostu nie chciałam.
- Skoro nie wiesz, to cię tam zabiorę siłą.
Zadrżała mi ręka z nożem w proteście.
- Nawet nie próbuj.- Alucard położył swoja dłoń na mojej zaciśniętej pięści, czym sprawił, że spięłam się.- Puść go.
Nie wiedząc, co zrobić wykonałam polecenie, a wampir złożył go i wsunął do kieszeni mojej bluzy.
- Przykro mi, ale nie masz wyboru. Zabiorę cię tam siłą, albo pójdziesz dobrowolnie. Co wybierasz?
  -------------------------------
Bosze, ta kreska na dole mnie prześladuje... nie umiem jej usunąć, ani na wordzie, ani tu -.- Okay, ale ta kreska nikogo poza mną nie interesuje, więc tak: macie"układ", a przynajmniej coś w tym stylu.
Keetsuta-san, próbowałam zrobić wersję, że się "umówili" wcześniej, ale prawdopodobnie znikłoby kilka notek, a tego nie chcę. A poza tym nie wiedziałam jak napisać końcówkę.
No, to żegnam, następna prawdopodobnie w poniedziałek, może wtorek.

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział VII- część I



Rozdział VII

- … nie zrobię.- skończył z westchnięciem Alucard. Wyszedł za dziewczyną przez otwarte na oścież drzwi i spojrzał na nią, która była około pięćdziesięciu metrów dalej, potykając się co chwila. Tylko on ją widział. Był wampirem, widział w ciemności, nie jak Alicia i mężczyzna, który również pojawił się na zewnątrz. To on rozmawiał z Alucardem, gdy „ofiara” się obudziła – Teraz to mnie zaskoczyła. Zmieniła nastawienie? Nie zaczęła się cofać, jak za każdym razem. Odepchnęła mnie… ciekawe, czy to ją podniesie na duchu… chciałem ją zatrzymać, na zewnątrz jest niebezpiecznie, zwłaszcza jak jest w tym stanie. Nie miała uciec.
- Powiadasz, że zrobiła coś co się nie zgadzało z twoim planem? Toż to nowość.- stwierdził ciemnowłosy mężczyzna, z iskierką rozbawienia i ciekawości w oczach. Wampir spojrzał na niego chłodno, jednak ten nie zareagował.
- Tak, Walterze, nie miała zdążyć uciec. Ale to nawet dobrze, prościej ją będzie uspokoić.
- Dlaczego?
- Bo jeśli na zewnątrz pokażę, że nic jej z mojej strony nie grozi, to powinna się uspokoić. I przestać mnie bać.
- Wierzysz w to?
Alucard się zaśmiał.
- Średnio.
- Co chcesz z nią zrobić?- Walter zmienił temat.
- - Nie wiem… nie zabiję jej, coś mnie odwodzi od tego pomysłu. W jej krwi jest coś… znajomego i nowego jednocześnie. A puścić jej też nie mogę. Wygadałaby się.
- Już widzę, jak jej wszyscy wierzą.- zaśmiał się Walter, gorzko.- Zamieszka z tobą?
Alucard westchnął.
- Najwidoczniej tak. Ale musi się przestać mnie bać.
- To nie będzie proste.- zauważył Walter.
- Zważając na małą niespodziankę, którą jej naszykowałem…
- Nie przesadzaj tylko, skoro ma się przestać bać.- przerwał mu mężczyzna.- I nie rań jej więcej. Co opatrywałem jedna ranę, znajdywałem następną! A ta koło serca… przesadziłeś.
- Wiem, aczkolwiek… O cholera.- zaklął, patrząc na dziewczynę.
- Co jest?- spytał Walter, wyczuwając coś złego.
- Anderson.
Nie czekając na odpowiedź zniknął.


Biegłam, potykając się i raniąc o nisko zwisające gałęzie. Co chwila zerkałam za siebie, ale i tak nic nie widziałam, za ciemno było.
„ On wiedział, on wiedział, że nie śpię! Znajdzie mnie, za chwilę mnie zatrzyma, zabije… jak mam mu uciec?!”
Nagle nadepnęłam na sznurówkę i runęłam przed siebie, z krzykiem. Przez dwie sekundy byłam oszołomiona, a potem, gdy chciałam się podnieść, zobaczyłam przed sobą parę butów.
Wrzasnęłam i odskoczyłam do tyłu, znów się potykając i upadając.
„ Ale…”
Przyjrzałam się mężczyźnie.
„… to nie Alucard”
Stał przede mną potężnie zbudowany blondyn.
- Cóż to za zbłąkaną duszyczkę spotykam na swej drodze?- jego głos był zaciekawiony, ale nie wyczuwałam w nim ciepła (czy innego pozytywnego uczucia).
- Ja… - zawahałam się. Jeśli mu powiem, to sprowadzę na niego niebezpieczeństwo!
- Nie obawiaj się, powiedz co cię dręczy. Jestem księdzem, prawdopodobnie będę ci umiał pomóc.
- Jest ksiądz egzorcystą?
- Tak, ale co się stało?- chyba go trochę zaskoczyłam. Jakby nie było, miałam na sobie podarte spodnie, cała góra mojego tułowia była owinięta bandażem, a na tym bluzę.
„ Cholera!”
Właśnie zdałam sobie z czegoś sprawę.
„ Czy… czy to on mnie opatrywał?! Obmacywał mnie?!”
Spłonęłam rumieńcem.
- Ktoś został opętany?
Wróciłam myślami do stojącego przede mną blondyna.
- Nie, ale chyba będzie mi ksiądz w stanie pomóc… goni mnie wampir. - oczywiście, że byłam pełna wątpliwości co do jego pomocy czy bezpieczeństwa, ale co mogłam zrobić?
Blondyn zrobił w moja stronę krok, wyciągając rękę, by pomóc mi wstać, jednak cofnęłam się, dając mu znak, że nie chce by się zbliżał.
- Wampir?- powtórzył, lecz, ku mojemu zaskoczeniu, w jego głosie nie było nawet nutki zdziwienia czy niedowierzania. Otworzyłam usta, by potwierdzić, gdy nagle poczułam delikatny, zimny powiew i usłyszałam za sobą klikniecie odbezpieczanego pistoletu. Zamarłam.
- Odejdź stąd.- usłyszałam znajomy, zimny głos i drgnęłam, jednak nie uciekłam.
- Alu…- zaczęłam szeptem, lecz blondyn mi przerwał. Sądząc po jego głosie, był trochę zaskoczony przybyciem wampira.
- Witam znów, Alucardzie.- w jego tonie, i ruchach dało się jednak wyczuć kpinę i sarkazm.
- Odejdź.- powtórzył mężczyzna stojący za mną, ignorując słowa blondyna.- Anderson, ostrzegam po raz ostatni, i niech cię nie obchodzi kim ona jest.
-  Okay, okay.- nieznajomy uniósł ręce, w sposób wyrażający obojętność.- Tylko się przechadzałem.
 Potem obrócił się tyłem i znikł w ciemności.
------------------------
Okey, więc teraz pora na mój monolog i komentowanie komentarzy XD  Ale najpierw powitam oficjalnie dwie nowe czytelniczki- Keetsutę i Beatę Metallica. I tyle "formalności" ^^
Keetsuta-san, mówisz, ze zawarłabyś z Alucardem układ? Już to widzę... układ z NIM? Ale mogę cię pocieszyc, może tak zrobię, ale później :) I jak juz mówiłam w komentarzach, nie tylko ty masz zryty mózg... ja o wiele bardziej, zapewniam cię ;3
A tak poza tym, jesteś pierwszą obserwatorem xD Cieszę się z tego powodu (oczywiście lepiej byłoby więcej osób).
No, a wracając do notki, to jak? Mam dzisiaj wolne od szkoły, to opublikowałam dłuższą notkę ^^ Cieszycie się?
Dobra, nie będe dalej prowadzić monologu... a nie, jeszcze jedno. Co sądzicie o Black Blood Brothers i Jirou? Ta anime podbiła moje serce :3
No, to pozdrawaim, następna notka powinna wyjść w weekend,
Arisu