-
Przechadzał…- usłyszałam prychnięcie.
- Czekaj!-
zaczęłam się gramolić, chcąc wstać i pobiec za nim. Na pewno był mniej
niebezpieczny niż Alucard, a ja znów zostałam z nim sam na sam.
Poczułam na
prawym ramieniu dłoń. Znieruchomiałam.
- Proszę, nie
idź za nim. On jest moim wrogiem, i wcale nie jest bezpieczny.
- Puść mnie,
proszę.- wyszeptałam, drżąc ze strachu. Ku mojemu zaskoczeniu, nacisk na ramię
zniknął. Odsunęłam się jak najszybciej od wampira i obróciłam w jego stronę.
Właśnie chował pistolet pod płaszcz, nie patrząc na mnie. Jednak byłam pewna,
że obserwuje mnie wszystkimi innymi zmysłami.
Po kilku
sekundach podniósł wzrok i spojrzał na mnie, a mi zrobiło się dziwnie chłodno.
- Dlaczego mnie
odepchnęłaś i uciekłaś? Wołałem, że nic ci nie zrobię, a na zewnątrz jest o
wiele bardziej niebezpiecznie.
„ On chciał, żebym została w
tamtym pokoju. Twierdzi, ze nic mi nie zrobi, mam uwierzyć? A poza tym… wszędzie
jest bezpieczniej niż przy tobie”
Nie
odpowiedział, tylko ruszył w moją stronę.
- Nie
podchodź!- ogarnęła mnie panika. Zaczęłam się cofać, ale czego bym nie zrobiła,
on i tak zmniejszał dystans.
Nagle
potknęłam się o coś, znów upadając.
- Zostaw mnie!- wciąż krzyczałam przerażona, tyle, że teraz
cofałam się na siedząco, gdy nagle ucichłam, czując na plecach pień. Zerknęłam
szybko na boki. Za duże do wyminięcia. Nie dałabym rady go okrążyć, zanim
Alucard by podszedł.
Spojrzałam przerażona, i przypomniało mi się, że w kieszeni mam
nóż. Błyskawicznie (tak mi się zdawało) wyjęłam go, otworzyłam i skierowałam
drżące ostrze na Alucarda.
Zatrzymał się, a ja wstałam, wciąż opierając się o drzewo. Skoncentrowana
na utrzymaniu się w pionie (od czterech dni nic nie jadłam, i jeszcze to uciekanie),
prawie podskoczyłam czując, że mój nóż jest spychany na bok. Wampir zrobił w
moją stronę krok, wciąż blokując moją broń, a ja zamarłam mimowolnie, bo teraz
już nie mogłam nic zrobić.
- Proszę, nie za…
- Cicho.- przerwał mi, a ja zaczęła oddychać płytko i urywanie,
gdy jego palec dotknął miejsca, gdzie pod bandażem było zagłębienie na szyi. Równocześnie
poczułam, że zmniejszył się nacisk na nóż i teraz moje ręce zwisają luźno.
- Dobrze wiesz…- odezwał się cicho- … że mogę sprawić, że będziesz
cierpieć.
Nacisk na moją szyję zwiększył się, a ja jeszcze bardziej
znieruchomiałam, patrząc na jego dłoń i bojąc się, że popełnię jakiś błąd, który
będzie mnie kosztować zdrowie lub, co gorsza, życie.
- I chciałbym to zrobić.
Jednak na te słowa nie wytrzymałam i niekontrolowanie zamachnęłam
się nożem. Zraniłam Alucarda w lewe ramię. Wstrzymałam oddech przerażona swoim
ruchem, ale ten się tylko odwrócił, a jego rany już nie było.
- Teraz chcę tobą rzucić, jak wtedy.
Osunęłam się na ziemię, nie wiedząc, co zrobić. Teraz patrzałam na
Alucarda z dołu, przerażona.
„ Dlaczego
twierdzi, że mnie nie skrzywdzi, skoro tak się zachowuje?! I kim był ten
blondyn?!”
- … ale Walter narzekał, że masz za dużo ran, więc…
Kucnął przy mnie, a ja odruchowo cofnęłam głowę uderzając nią w
pień. Jęknęłam, ale wampir nie zwrócił na to uwagi. -… spróbujmy się dogadać.
- Co?- wyrwało mi się. Zaskoczył mnie zupełnie.
- To, co usłyszałaś.- schował rękę pod płaszcz i poszperał
chwilę.- Chcesz się napić?- wyciągnął butelkę z wodą, oczywiście nie tą samą,
co w chacie.
- Nie wezmę od ciebie niczego.- wyszeptałam cicho, wciąż
przerażona.
- A porozmawiasz?
Opuściłam wzrok, a potem kiwnęłam lekko głową.
- Świetnie.
- Ale, proszę, odsuń się trochę.
Wampir spełnił moją prośbę.
- Czego się boisz?- padło pytanie.
- Ciebie…- wyjąkałam, nie podnosząc wzroku.
- Mnie… ale czemu, skoro nie chcę cię zabić?
Na to nie umiałam odpowiedzieć. Alucard westchnął.
- Ci ludzie…
- Jesteś wampirem.- znalazłam odpowiedź.
- Ojej, jestem wampirem, ale co z tego?
- Rzucałeś mną.
- Nie mogę zaprzeczyć.
- I ci nie wierzę.
- Oj, to już twoje zdanie. Ale dlaczego?
- Z tych samych powodów, z których się boję.
- No to błędne kółeczko zataczasz. I jakby cie tu uspokoić…?
Prawdę mówiąc, po tej wymianie zdań byłam spokojniejsza.
- Poszłabyś teraz do domu, a tam by cię Walter opatrzył, bo zaś
się pokaleczyłaś?
- NIE!- wykrzyknęłam tak nagle, że nawet Alucard się wzdrygnął.-
Nie chcę tam wrócić!
- Czemu?
Zawahałam się. Nie wiedziałam czemu. Po prostu nie chciałam.
- Skoro nie wiesz, to cię tam zabiorę siłą.
Zadrżała mi ręka z nożem w proteście.
- Nawet nie próbuj.- Alucard położył swoja dłoń na mojej
zaciśniętej pięści, czym sprawił, że spięłam się.- Puść go.
Nie wiedząc, co zrobić wykonałam polecenie, a wampir złożył go i
wsunął do kieszeni mojej bluzy.
- Przykro mi, ale nie masz wyboru. Zabiorę cię tam siłą, albo
pójdziesz dobrowolnie. Co wybierasz?
-------------------------------
Bosze, ta kreska na dole mnie prześladuje... nie umiem jej usunąć, ani na wordzie, ani tu -.- Okay, ale ta kreska nikogo poza mną nie interesuje, więc tak: macie"układ", a przynajmniej coś w tym stylu.
Keetsuta-san, próbowałam zrobić wersję, że się "umówili" wcześniej, ale prawdopodobnie znikłoby kilka notek, a tego nie chcę. A poza tym nie wiedziałam jak napisać końcówkę.
No, to żegnam, następna prawdopodobnie w poniedziałek, może wtorek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz