A wracając do tego, co to za rozdział... byłam teraz na wczasach. Napisałam opowiadanie. Sądzę, że zajmie tak około... czterech notek ;-; Krótkie. O Vladzie rzecz jasna. Tak szczerze, to miał to być ten one shot, którego chcieliście, ale wyszło zwykłe opowiadanie. Po prostu zbyt polubiłam tego Vlada, by go niszczyć oneshotem... mogę wam tylko powiedzieć, że nie jest tym zimnym draniem,którego wszyscy znają. Cynik, jakby nie było, ale starałam się zrobić z niego innego gościa. Tak na próbę. Powinniście zauważyć różnicę.
Wklejam tutaj to, anie CV albo AV, żeby zobaczyć, czy wywoła to jakąś reakcję... bo nie ma komentarzy pod poprzednimi dwoma!
A, i jeszcze jedno. Nie chce mi się tłumaczyć realiów wydarzeń w trakcie opowiadania, może kiedyś je tam włożę, więc oto one:
- nie wiem, który to wiek, ale ludzie
panikują, że w Poienari mieszka wampir, do tego legendarny Vlad Tepes, i
zgarnięto mężczyzn, by pomogli w krucjacie na niego.
- główna bohaterka nienawidzi Draculi (w
międzyczasie się dowiecie, dlaczego), więc przebrała się za faceta i dołączyła
do wojska
________________________________
- Alec!- wrzasnął jakiś starszy rangą
mężczyzna. Zerwałam się z koca i wybiegłam przed namiot.
- Tak!- stanęłam na baczność, a ten
zmierzył mnie surowym spojrzeniem.
- Ten mężczyzna- wskazał stojącego obok
niego czarnowłosego- Chce rozmawiać z dowództwem. Zaprowadź go.
- Tak jest!
Rycerz odszedł i spojrzałam na
nieznajomego. Nie wyglądał, jakby należał do wojska. Poza tym wcześniej go nie
spotkałam, a tak się składało, że należałam w obozie do tych, którymi się
wysługują starsi rangą… więc znałam dokładnie okolicę i towarzyszy.
- Proszę za mną- odezwałam się, ruszając
w stronę środka obozu. Usłyszałam podążające za mną kroki. Zerknęłam za siebie-
Mogę spytać, dlaczego chcesz zobaczyć się z dowódcą?
- Mam ważne informacje na temat zamku
Vlada Tepesa- odparł spokojnie, obserwując mnie zielonymi oczami. Miałam
wrażenie, że go skądś kojarzę, ale skąd?- A ty, Alecu, odpowiesz na moje
pytanie?- uśmiechnął się lekko.
- Oczywiście- przytaknęłam. Skoro on mi
odpowiedział, to ja także powinnam.
- Co osoba, o tak drobnej budowie ciała
robi w obozie, który ma zaatakować legendarnego wampira?
Prawie się potknęłam. Zauważył, że jestem
kobietą?!
- Pomaga- odparłam, siląc się na spokojny
ton- Nienawidzę Draculi, chciałem jakkolwiek pomóc. Szkoda, że nie mogę
walczyć.
- Ćwicz ciężko, a będziesz mogła-
uśmiechnął się szeroko.
***
Następnego dnia Julius, mój przełożony,
wpadł do namiotu, w którym mieszkałam.
- Jak to dowództwo wymordowane?!-
zerwałam się, słysząc nowinę.
- Wczoraj jakiś mężczyzna, którego
podejrzewamy o bycie Draculą, dostał się do namiotu, a potem po prostu wyszedł.
Strażników nie wołano, więc nie zaglądali. I tak do rana. Rano sam poszedłem z
wiadomością...
Przestałam go słuchać. Jakiś mężczyzna. A
ja... wczoraj... zaprowadziłam kogoś pod namiot. To był... on? Ale w dzień?!
Nagle do namiotu wpadło kilku uzbrojonych
mężczyzn i zanim się zorientowałam, popchnęli mnie na kolana i przytrzymali,
bym się nie wyrwała.
- Alecu- odezwał się Julius, zmieniając
ton głosu na ostrzejszy- Strażnicy jednogłośnie twierdzą, że to ty go
zaprowadziłeś. Czy to prawda?
- Skąd miałem wiedzieć?- wydusiłam zbyt
oszołomiona, by zaprotestować.
- Po ich zabójstwie to ja jestem
najwyższy rangą- stwierdził Julius, ignorując pytanie- W tej chwili jestem
dowódcą. I ja wybieram, co z tobą zrobić. A za taką zdradę- spojrzał na mnie
zimno- czeka cię śmierć.
- Co?!- szarpnęłam się w uścisku mojego
strażnika- Dostałem taki rozkaz!
- Ktoś musi zostać
ukarany, by społeczeństwo było zadowolone- mruknął bardziej do siebie- Zwiążcie
go. Poślemy cię do piekła.
- Nie!
Żołnierze
wykręcili mi ręce za plecy i związali tak mocno, że poczułam pieczenie na
nadgarstku.
- Chociaż nie- Julius
zmarszczył brwi, ale zaraz potem uśmiechnął się- Poślę cię do Diabła. Na pewno
się ucieszy, że spotkał osobę, która mu pomogła.
Nie wierzyłam w to, co
słyszę. Chcą oddać mnie Tepesowi?!
- Zabije mnie!-
krzyknęłam łamiącym się głosem.
- Przynajmniej ja nie
będę musiał cię zabić. A to zachęci społeczeństwo do walki- Julius spojrzał na
mnie z radością. Do tej pory go lubiłam, ale najwyraźniej żądza władzy już go
ogarnęła.
- Zabij mnie ty!
Proszę- skoro nie byłam w stanie przekonać go o swojej niewinności, niech
chociaż umrę szybko! A tego Vlad Tepes nie mógł mi zapewnić.
- Zabierzesz ze sobą
swój miecz. Żebyś nie była bezbronna.
- I tak będę-
warknęłam zrozpaczona. Nie było szans go przekonać. Stałam na krawędzi śmierci.
***
Czwórka rycerzy odprowadziła mnie ze
związanymi rękami pod wrota twierdzy. Byli zaniepokojeni, wręcz przerażeni, że
są o takiej porze tak blisko domu legendarnego wampira. Zbliżał się zmierzch,
Julius chciał mieć pewność, że nie zniknę, zanim Dracula mnie dorwie...
Ja sama byłam wściekła. Na Juliusa,
któremu władza uderzyła do głowy, i na siebie, że nie rozpoznałam Vlada Tepesa.
Jak tak teraz myślałam, zastanawiałam się, jak mogłam go nie poznać. Jedyne, co
zrobił, by nie wyglądać jak z portretu, to związał włosy rzemieniem...
- Twój
miecz- jeden z żołnierzy podał mi ostrze.
- I na
cholerę mi on?!- warknęłam, ale wyrwałam broń z jego dłoni, prawie go raniąc,
po czym przywiązałam do pasa. Podał mi też sztylet, który przywiązałam do
przedramienia. Widząc ich niespokojne spojrzenia, machnęłam ręką w stronę
obozu.
- No dalej,
tchórze! Uciekajcie, bo was także złapie
i zabije w męczarniach!- powstrzymałam drżenie głosu. Gdybym mogła, uciekłabym,
a ich tu zostawiła, ale miałam niemiłe wrażenie, że Dracula już miał mnie na
celowniku. Poza tym nie chciałam, by Julius dostał wiadomość, że Alec próbował
uciekać. Jak odejść, to jak najgłośniej. A szydzenie z żołnierzy było dobrym
początkiem.
Bez słowa
szybko odeszli, zostawiając mnie samą. Spojrzałam na zamek. Już mnie nie
widzieli. Mogłabym teraz spróbować uciec.
- Nie-
mruknęłam. Skoro go nienawidziłam, musiałam się z nim zmierzyć. Jakkolwiek
miałoby się to dla mnie zakończyć.
Wysunęłam
miecz i ruszyłam pod bramę w pełnej gotowości, rozglądając się czujnie. Już
prawie było ciemno. Zaczynałam się czuć ślepą.
Nagle
strzała wbiła się w ziemię tuż przy moich stopach. Odskoczyłam w okrzykiem i
błyskawicznie zwróciłam się w kierunku, z którego nadleciała. Rozległ się
czysty, męski śmiech i z zarośli wyszła wysoka postać trzymająca łuk. Nie
widziałam twarzy, ale w sylwetce rozpoznałam mężczyznę, którego wczoraj
zaprowadziłam do dowództwa.
Vlada
Tepesa.
Nie miałam
wrażenia, że zamierza mnie skrzywdzić. A przynajmniej nie teraz. Chciał tylko
zrobić sobie wielkie wejście. Irracjonalnie, zamiast czuć przerażenie, zagotowałam
się że złości.
- Wrobiłeś
mnie!
- Nawet nie
wiem, dlaczego cię tu przyprowadzili- uniósł brwi, zaskoczony moją reakcją.
- Nie
okłamuj mnie!- warknęłam, gdy wampir zatrzymał się metr przede mną.
- Ja nie
kłamię- spojrzał na mnie zielonymi oczami. Poczułam, jakbym w nich tonęła-
Powiedz, co się stało.
Mam mu
wytłumaczyć coś, o czym doskonale wie? Skoro tego żąda... Może dzięki temu
zabije mnie szybciej...
- Wpływasz
na mnie?- spojrzałam podejrzliwie, a gdy uśmiechnął się lekko, powstrzymałam
komplet przekleństw- Zostałem skazany na śmierć, bo zaprowadziłem mordercę do
dowódców.
- Że niby
mnie?- prychnął rozbawiony.
- Owszem!-
nieumyślnie machnęłam mieczem zdenerwowana.
-
Ostrożnie!- Dracula uchylił się przed ostrzem i spojrzał na mnie z dezaprobatą.
Zbladłam. Zaraz mnie zaatakuje... jednak odezwał się spokojnie:
- Kto
powiedział, że ich zabiłem?
- O czym ty
mówisz?
- To nie ja.
Poszedłem tam, by uprzedzić, żeby mnie zostawili w spokoju.
- Nie
zabiłeś ich?
- Ile razy
mam to powtórzyć?
- Jeśli mam
ci wierzyć- stwierdziłam ostrożnie- to kto zabił dowództwo?
- Mnie
pytasz?- uniósł brwi, po czym wskazał zamek- Wejdziesz?
- Do twojego
zamku?- zaśmiałam się bez cienia radości- Nie zamierzam.
- Dlaczego?
- A dlaczego
miałabym? Jesteś wampirem. I cię nienawidzę.
- Ale nie
jestem jedynym wampirem w okolicy. I pozwoliłem innym polować w nocy na moim
terenie. Jeśli zostaniesz tu sama, w ciągu dziesięciu minut ktoś cię zabije.
Spojrzałam
na niego morderczym wzrokiem. Zabić, to ja chciałam jego. Ale on sam mógł mnie
zaatakować i wypić krew, gdy tylko tamci żołnierze odeszli. Czemu tego nie
zrobił?
- Co ze mną
chcesz zrobić?- spytałam ostrożnie.
- Nic-
wyruszył ramionami- Chociaż w tej chwili mam ochotę zapewnić ci bezpieczeństwo.
- Ty- mi?-
wydusiłam zaskoczona.
- Oczywiście
nie musisz iść. Możesz tu zostać. Ale wtedy nie zamierzam zabronić wampirom na
ciebie zapolować.
Spojrzałam
na niego niepewnie. Z jednej strony był Vladem Tepesem, nie miałam pojęcia,
czego się po nim spodziewać. Zupełnie zniszczył stereotypy swoim zachowaniem. A
z drugiej, dostanę się do jego środowiska, choćby na chwilę. Będę mogła go
zabić.
-
Obiecujesz, że mnie nie skrzywdzisz?
- Alecu-
uśmiechnął się krzywo- Nie mogę obiecać ci nic, jeśli mam pewności, że nie
kłamiesz. Nie wiem, czy nie odegraliście tej sceny, by móc wkraść się bezkarnie
na mój teren. Jedyne, co mogę ci zagwarantować, to fakt, że nie zamierzam cię
skrzywdzić chyba, że mnie zdradzisz. Więc jeśli chcesz- obrócił się i ruszył w
stronę budowli- pozwolę ci u mnie przebywać.
Po chwili
wahania ruszyłam za nim.
***
Podoba się? :O



