Jestem wciąż na wczasach, więc poślę dużo, byście mieli, gdybym w najbliższym czasie nie trafiła na neta. Zaraz dodam jeszcze jedno...
UWAGA UWAGA
Okryłam, że nie posłałam fragmentu AV. Edytowałam pierwszy rozdział, cofnijcie się i przeczytajcie go ;)
_________________________
Minęło
kilka dni. Mircei już nie chciałam zabić, chociaż wciąż mi nie podał przyczyny
wymordowania organizacji, natomiast Włada Draculi starałam się unikać jak tylko
się dało.
Jednak
w końcu mnie złapał, gdy wracałam z kuchni do komnaty. Pierwszym sygnałem, że
jest w pobliżu, były kroki podążające za mną. Obróciłam się od razu, gdy je
usłyszałam, wiedząc, że to nie Mircea, bo on nie przychodził bez mojej prośby.
Wciąż bał się, że go nienawidzę. Chciałam powiedzieć, że to nie prawda... ale
nie mogłam go okłamywać. A sama nie wiedziałam, co czuję.
Zatrzymałam
się, a mężczyzna stanął w odległości kilku metrów. Poczułam strach, ten sam
strach, który pojawiał się, gdy tylko był w pobliżu. Wciąż pamiętałam, że to
Wład Palownik, okrutny władca i najpotężniejszy wampir.
-
Czego chcesz?- spytałam, starając się zapanować nad drżeniem głosu.
-
Krwi- odparł krótko spokojnym tonem.
-
Co?- rozszerzyłam oczy przerażona i cofnęłam się o krok- Jak to
"krwi"?
Doskonale
wiedziałam, o co mu chodzi, ale nie mogłam w to uwierzyć. Właśnie nadeszło
"później".
-
Krwi- powtórzył- Twojej krwi.
-
Ale... Czemu... Już?- nie udało mi się złożyć zdania. Obróciłam się na pięcie i
zaczęłam uciekać.
-
Mir...!
Poczułam
szarpnięcie, a zaraz potem uderzyłam plecami w ścianę. Gdy mroczki przed oczami
zniknęły, zorientowałam się, że wampir trzyma mnie za szyję i przyciska do
zimnych kamieni. Zacisnęłam palce na jego nadgarstku, panicznie próbując się
uwolnić.
-
Mircei tutaj nie ma- powiedział Dracula, a ja zamarłam. Byłam z nim sama w
zamku! O cholera!
-
Proszę, nie!- wyjąkałam.
-
Właściwie, to czego się boisz w ugryzieniach? Nikt nie powiedział, że to boli.
-
Chcesz mi powiedzieć... że nic nie będę czuć?
-
Oj, nie. Będziesz- uśmiechnął się chłodno.
-
Nie rób mi nadziei!- jęknęłam, rezygnując z oporu. I tak byłam na jego łasce...
-
Po prostu ciekawi mnie, dlaczego boicie się ugryzień. Nikt przecież nie
powiedział, że to boli. A może to duma łowcy?
-
Jesteś potworem. Ludzie boją się istot, przed którymi nie umieją się bronić-
odparłam. Może chociaż spróbuje potraktować mnie łagodnie, jeśli będę grzeczna-
A ugryzienie... gdy wampir cię ugryzie, nie jesteś w stanie się obronić.
-
Czyli boisz się bezbronności- stwierdził mężczyzna. Spojrzałam na niego
zdziwiona. Nie myślałam o tym w ten sposób.
-
Mogę też użyć tego- podniósł rękę i pokazał mi trzymany sztylet. Skąd on
go...?- Natnę lekko i napiję się z rany...
Gdy
to powiedział, coś mi się przestawiło. Byłam łowczynią. A przynajmniej
uczennicą. Gdy mowa była o wampirach, nie mogłam stosować półśrodków ani
zgadzać się na układy. Pokonał mnie. Był lepszy.
Należałam
do niego.
-
Nie- odezwałam się ostro, spychając strach na brzeg świadomości- Nie zgadzam
się.
-
Na co?- Dracula wyglądał na szczerze zdezorientowanego moim nagłym protestem-
Na napicie się twojej krwi nie musisz się zgadzać, zrobię to tak czy...
-
Nie na to- przerwałam mu- Nie zgadzam się na zranienie mnie nożem.
-
Wolisz, bym cię ugryzł?- uniósł brwi. Nie odpowiedziałam, posyłając mu
mordercze spojrzenie. Chwilę później puścił mnie i poczułam gwałtowny ból w
szyi. Nogi załamały się pode mną i jęknęłam, a przed oczami pojawiły się
mroczki. Czy to była normalna reakcja na ugryzienie?
Dracula
objął mnie w pasie, przytrzymując, bym nie upadła. Czułam jak tracę świadomość,
ale to chyba nie przez utratę krwi, to raczej mój umysł tak zareagował, bo
przed oczami robiło mi się coraz więcej mroczków...
Aż
w końcu nie wytrzymałam.
***
Poczułam,
jak ktoś brutalnie łapie mnie za podbródek i przekręca głowę. Przez szyję
przeszła ostra fala bólu. Jęknęłam półprzytomnie i przekręciłam się na bok,
próbując zakopać się w miękkiej pierzynie i odciąć od tego kogoś, kto nie pozwalał
mi spać. Czyjeś palce przejechały po ranach na szyi i usłyszałam głos Mircei.
Lekko piskliwy, niedowierzający głos Mircei.
-
Ugryzł cię. Masz ślady po ugryzieniu.
Oprzytomniałam
od razu, znając jego porywczy charakter. Następne słowa utwierdziły mnie w tym
przekonaniu:
-
Wykorzystał moją nieobecność. Zabiję go.
Zanim
zdążyłam zareagować, trzymająca mnie dłoń zniknęła i usłyszałam trzaśnięcie
drzwiami. Pojękując z bólu wyszłam z
łóżka.
-
Mircea!- krzyknęłam najgłośniej, jak umiałam. Musiałam go ostrzec, powiedzieć
mu, jak to wszystko wyglądało...
Wyszłam
chwiejnie z komnaty i w tej samej chwili usłyszałam głuche uderzenie.
Przerażona pobiegłam, obijając się o ściany, tam, skąd, jak mi się wydawało,
dochodził ten dźwięk.
-
Wład?!- wrzasnęłam- Proszę, nie rób mu krzywdy!
Dopiero
po kilku minutach odkryłam, gdzie się spotkali. Stanęłam na szczycie schodów w
holu głównym i zobaczyłam Mirceę z rękami rozrzuconymi prostopadle do ciała. Z
przestraszonym piskiem zbiegłam na dół, potykając się, i padłam na kolana obok
niego. Oczy były otwarte, ale puste spojrzenie wbite w sufit wskazywało na to,
że coś jest nie tak.
-
Mircea? Mircea!- potrząsnęłam nim lekko. Ku mojej uldze, jego wzrok z sufitu
przeniósł się na mnie.
-
Nie przekonałem go, by cię nie gryzł- powiedział bezbarwnym głosem.
-
Nic nie szkodzi- jęknęłam- Zrobił ci coś?!
-
Nic poważnego- z ciężkim westchnięciem usiadł i spojrzał na swoje stopy.
-
Gdzie byłeś?
-
U... Nicolaego. Powiedziałem mu, że go odwiedzę i w końcu to zrobiłem- przez
twarz Mircei przebiegł mroczny cień, a ja wyczułam, że coś złego tam się
wydarzyło.
-
Nic mu się nie stało?- spojrzałam na niego przestraszona.
-
Nie, dzisiaj nie. Za to dzieje mu się od ponad dwustu lat!- odparł ostro,
podnosząc się gwałtownie. Odskoczyłam instynktownie, zaalarmowana wampirzą
szybkością, ale zaraz potem znieruchomiałam.
-
O czym ty...
-
Jest wampirem!- krzyknął takim tonem, jakby mówił to również do siebie.
-
Mieszkaliśmy u wampira?!
-
Tak- Mircea odetchnął głęboko, próbując się uspokoić- Nicolae wydaje się być
"tym dobrym".
-
Bardziej czy mniej niż ty?- spytałam kwaśno, szok spychając na bok. Spojrzał na
mnie ostro i wystraszyłam się.
-
Nie wiesz co mnie zmusiło do przemiany.
-
To mi w końcu powiedz!
-
Nie zrozumiesz!- warknął. Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam, bo nagle
zorientowałam się, że cierpi bardziej, niż podejrzewałam. Cała złość
wyparowała.
-
Mircea...- odezwałam się- Pozwól mi sobie pomóc.
Przez
kilka sekund nawet nie drgnął, patrząc na mnie wzrokiem, który z rozdrażnionego
zmienił się w smutny. Wyciągnęłam w jego stronę ręce, zapraszając do uścisku.
-
Nie jestem twoim wrogiem, Mircea- odezwałam się cicho- Nie umiem się na ciebie
długo gniewać, przecież wiesz. Nawet gdybym chciała.
Zanim
zdążyłam mrugnąć, poczułam, że zimne ręce mnie obejmują i przyciskają do
siebie. Też go objęłam i mocno przytuliłam. Zorientowałam się, jak bardzo mi go
brakowało...
-
An. Łowcy chcieli mnie zabić. Nie przerywaj mi, proszę- dodał, gdy poczuł jak
drgnęłam- Myślisz, że ktokolwiek ma szansę samotnie pokonać Włada?
-
Nie wierzę.
Oparł
brodę na mojej głowie i milczał- pewnie zastanawiał się, co powiedzieć.
-
Dlaczego mieliby chcieć twojej śmierci?- podpowiedziałam.
-
Widziałem coś, czego nie powinienem. Trafiłem kiedyś do piwnic, tam było
pomieszczenie wyglądające jak laboratorium.
-
Co tam robili?
-
Nie wiem. Jeśli cokolwiek widziałem, już zapomniałem.
-
Ale i tak postanowili cię zabić- nagle znienawidziłam łowców. Syknęłam z
wściekłością- Nie miałeś zielonego pojęcia, o co chodzi, ale i tak wysłali do
Draculi!
Mircea
przytulił mnie mocniej, ale ograniczył siłę do odpowiedniego poziomu, by mnie
nie zmiażdżyć.
-
Właściwie, to czemu żyjesz?- zmarszczyłam lekko brwi i odsunęłam się, by go
widzieć.
-
Wolałabyś widzieć mnie martwego?- wymuszony uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-
Mircea!- zawołałam z oburzeniem i zniecierpliwieniem- Wiesz dobrze, że to ważne
pytanie!
-
Tak- przeciągnął lekko samogłoski, jakby nie chcąc mówić dalej- Bo widzisz,
Wład ma swoją główną zasadę i sumiennie jej przestrzega.
-
Jaką?- nagle poczułam ścisk w gardle.
-
Pozwala jednemu, dokładnie jednemu, człowiekowi dostać się do zamku i w nim
mieszkać. Gdy jeden umrze, czeka na następnego. Trafiłem na ten moment. A teraz
ty.
-
Przecież to ty tu...- urwałam, nagle przypominając sobie moment, gdy przekroczyłam
próg zamku, i ich rozmowę. "Ty już jesteś wampirem"- powiedział do
niego Dracula.
Więc
to ja weszłam do zamku, gdy nie było w nim człowieka.
-
Władzie Draculo!- wrzasnęłam na całe gardło, odsuwając się od Mircei. Pojawił
się kilka metrów przede mną z kwaśną miną.
-
Nie musisz używać mojego przydomka, bym cię usłyszał.
-
Nie będę z tobą mieszkać!- zrobiłam w jego stronę gniewny krok, ale zaraz potem
Mircea zareagował i otoczył mnie w pasie, nie pozwalając podejść do Draculi.
-
Puszczaj!
-
Puść ją- niespodziewanie poparł mnie Wład.
-
Nie!- w głosie Mircei pobrzmiewała panika- Wiem, co się stanie, gdy chociaż
spróbuje cię uderzyć!
-
Stanie się, co ma się stać- odparł zimno i w jego oczach pojawiły się czerwone
iskierki- Ale pamiętaj, że wciąż jesteś na moim terenie. A ja nie toleruje
nieposłuszeństwa.
Mircea
wzdrygnął się, a chwilę później swoją aurę Wład skierował na mnie. Mroczna,
niewidzialna siła uderzyła we mnie. Straciłam oddech i poczułam, jakby
grawitacja zwiększyła się dziesięciokrotnie. Mircea puścił mnie, a ja zaraz
potem upadłam na kolana i oparłam się rękoma o posadzkę, oddychając ciężko.
Po
kilku sekundach aura zniknęła. Podniosłam wzrok na wampira, który stał teraz
dwa metry ode mnie.
I
mimo tego, co przed chwilą się stało, podniosłam się z wściekłością.
-
Jak śmiesz...- gdy zrobiłam krok w jego stronę, nogi się pode mną załamały i
dosłownie wpadłam w jego ramiona.
-
Uspokój się- wymruczał, a ja znieruchomiałam, bynajmniej nie z powodu jego
słów, tylko rąk trzymających mnie za ramię i pas. A moja szyja znajdowała się
niebezpiecznie blisko jego ust...
-
A ty mnie puść- odwarknęłam, próbując nie okazać strachu.
-
Skoro wolisz upaść...- spełnił życzenie i nagle upadłam na ziemię jak worek
ziemniaków. Zaczęłam się podnosić.
-
Do cholery, Władzie Draculo, przestań mnie...
-
Jeśli wstaniesz, ugryzę cię.
Rozległ
się okrzyk grozy od strony Mircei, ja też zamarłam przestraszona.
-
I mówiłem ci, nie zwracaj się do mnie z przydomkiem. Ma to jakiś cel?
Podniosłam
na niego wzrok.
-
Tak się nazywasz- odparłam, nagle prawie bez gniewu.
-
Nie, nazywam się Wład. Jesteś łowczynią. Powinnaś wiedzieć, że i Dracula, i
Palownik, to przydomki, prawda?- spytał z kpiną, a zaraz potem spoważniał-
Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie Draculą, potraktuję to jakbyś mnie zaatakowała.
Gdzieś
za mną znowu coś zaszeleściło.
-
Wład!
-
Zostań, gdzie jesteś- powiedział spokojnie wampir, nie odrywając ode mnie
zimnego spojrzenia, a ja domyśliłam się, że Mircea znowu próbował
zainterweniować.
-
A jak traktujesz kogoś, kto cię zaatakował?- spytałam, zaczynając się podnosić.
-
Spytaj Mircei- kiwnął lekko głową w jego stronę. Wstałam i zachwiałam się, ale
ostatecznie utrzymałam równowagę.
-
Życie ci niemiłe?- nagle Wład chwycił mnie za żuchwę i zmusił do spojrzenia na
niego. Nie wyglądał już na wściekłego, teraz raczej zdziwionego. Nie
wiedziałam, o co mu chodzi... a on uświadomił mnie następnym zdaniem:
-
Miałaś nie wstawać.
-
Wład, nie!- krzyknął Mircea, a ten nawet na niego nie spojrzał, wbijając
zielone oczy w moje. Uśmiechnął się kpiąco.
-
To był jej wybór.
-
Nie, czek...- urwałam, gdy wbił kły w moją szyję i pisnęłam z bólu, zaczynając
się szarpać.
-
Puszczaj!
-
Nie ruszaj się, a nie będzie boleć- wymruczał mi do ucha, a potem znowu zassał.
-
Dobra, dałeś mi nauczkę... ale możesz już puścić- tak jak wcześniej przed
oczami pojawiły się plamy i mój głos zabrzmiał słabo. Mężczyzna otoczył mnie
ramionami i przytrzymał, gdy chciałam
się osunąć, ale ledwie to poczułam, tonąc w nieświadomości.
***
Anna, 1794
Jakiś
czas po obudzeniu leżałam półprzytomna, aż w końcu, gdy ktoś otworzył drzwi
mojego pokoju, rozbudziłam się całkowicie. Mimo to nie poruszyłam się obojętna
na to, co Wład ode mnie chce.
-
An?- usłyszałam Mirceę. Obróciłam się z cichym jękiem i spojrzałam na niego
zaskoczona.
-
Co tu robisz?- wychrypiałam i skrzywiłam się, gdy szyję przeszył ból.
-
Nie rób tak więcej- na twarzy mężczyzny niepokój mieszał się ze smutkiem- Nigdy
więcej nie próbuj zaatakować Włada i nie łam zakazów.
-
Zapomniałam- wymamrotałam, odwracając wzrok z zażenowaniem. Naprawdę
zapomniałam, że zagroził ugryzieniem, jeśli wstanę.
Mircea
westchnął ciężko i usiadł na łóżku. Przez chwilę na mnie patrzył, a ja z
jakiegoś powodu nie chciałam skrzyżować spojrzeń.
-
Musisz zjeść- odezwał się po chwili i poklepał mnie w udo- Nie jadłaś od zbyt dawna. Chodź, zrobię ci
coś.
***

Co z tego, że minęło pare lat...
OdpowiedzUsuńTa historia jest zarabista (żeby nie powiedzieć inaczej). Pisze ten komentarz bez nadziei na kontynuację ;p
Mimo to... szacun. Życzę tez powodzenia w przyszlej twórczości i wszystkiego dobrego ;p