niedziela, 5 czerwca 2016

Teehle XXII

Taka miłość
Dla Sztyletnicy ;3
____________________________________

Spróbowałam usiąść zaspana, ale ból w lewej ręce mnie powstrzymał. Skrzywiłam się i spojrzałam na nadgarstek. Dwie małe ranki przypomniały mi o wszystkim. Poczułam łzy, wypełniające kąciki oczu. Załkałam, usiłując nie wybuchnąć płaczem na cały głos.
– Alekso... – ciepła ręka Teehlego dotknęła ramienia.
– Nie dotykaj mnie! – wyszarpnęłam się i zakryłam cała kołdrą – Morderca! Bezduszny morderca!
Chwycił bez słowa za brzeg mojego nakrycia i pociągnął, ściągając je z górnej połowy ciała. Wcisnęłam twarz w poduszkę, nie chcąc patrzeć na wampira. Nagle przeniósł chwyt na mój nadgarstek... i wygiął rękę. Jęknęłam, próbując ją wyrwać. Błysnęła igła strzykawki.
– Nie! – zaprotestowałam słabo – To nic nie da, Teehle! Wciąż będę cię...
– Da – przerwał mi spokojnie – Wiem, że da. Zobaczysz, jak się obudzisz.
Wbił igłę w moje przedramię. Zaklęłam, próbując wyrwać rękę, ale bez większego wysiłku wtłoczył płyn. Zamroczyło mnie i wymamrotałam przekleństwo.
– Zabiłeś ją – mruknęłam przed straceniem przytomności – Nie wybaczę ci...
***
Obudziłam się i bez otwierania oczu zasłoniłam się przedramieniem, by siedzący obok Teehle nie widział mojej twarzy. Dopiero wtedy uchyliłam powieki... i mój wzrok padł na pistolet, leżący na szafce nocnej. Był w zasięgu ręki... a ja powiedziałam mu, że jak skrzywdzi Sonyę, zabiję się. Zdążyłabym?
Pewnie nie... ale trzeba spróbować. Błyskawicznie złapałam broń i, przykładając do głowy, nacisnęłam spust.
W tej samej chwili moją dłoń złapała inna, gwałtownym szarpnięciem zmieniając kierunek pocisku. Nabój wbił się nieszkodliwie w ścianę.
– Cholera, Alexo!
Zamarłam.
– Obiecałaś, że nie będziesz więcej próbować!
Spojrzałam zdezorientowana na mężczyznę, który Teehlem /nie był/. Wypuściłam pistolet zszokowana.
– Michael! – wydusiłam – Co ty tu robisz?
Łowca puścił mnie i odebrał broń, po czym odłożył na szafkę, uprzednio wyjmując magazynek.
– Teehle podejrzewał, że mogłabyś chcieć mnie zobaczyć – powiedział.
– Tak! – wyszeptałam, siadając i przytulając go.
– Powinnaś coś wiedzieć o swojej przyjaciółce...
Ścisnęło mnie w gardle, a z oczu popłynęły łzy, mocząc t-shirt mężczyzny.
– Zabił ją. Błagałam, gdy jeszcze była szansa. A i tak ją zabił!
– Nie.
– Co "nie"? – nagle się zezłościłam się – Nie było cię tu. Nie wiesz, co się stało. Była szansa!
Odsunął mnie od siebie.
– Nie chodzi mi o to – uśmiechnął się niepewnie – Sonya przeżyła.
Czas stanął na moment w miejscu.
– Co? – wydusiłam po chwili.
– Teehle zmienił zdanie, gdy zobaczył twoją reakcję i uratował Sonyę, chociaż ledwie zdążył.
– Gdzie on jest? Chcę z nim pogadać! – wyskoczyłam z łóżka, ale Michael chwycił mnie za rękę.
– Poszedł się spotkać z Watykanem. Powinien za niedługo wrócić.
– Więc gdzie Sonya?! – spojrzałam na niego z nadzieją.
– W salonie. Ale czekaj! – dodał, gdy ruszyłam w stronę drzwi – Teehle powiedział, że gdy do niego strzelałaś, jedna kula trafiła ją. Bądź ostrożna, bo trafiłaś w brzuch.
Zbladłam i kiwnęłam głową. Zraniłam ją? Przepraszam...
– Teehle ją zamknął, bo chciała zrobić sobie krzywdę – łowca dał mi kluczyk. Popędziłam do salonu i drżącymi rękoma wcisnęłam go w dziurkę.
– Nic nie zjem, nawet nie przychodź! – usłyszałam słaby, ale buntowniczy głos przyjaciółki i łza spłynęła po policzku. Wpadłam do pokoju. Ta spojrzała, najwyraźniej zaskoczona gwałtownością, a potem znieruchomiała.
– Andrea! Ratuj! Twój eksbrat...
– Każe ci jeść? – dokończyłam, gdy mój wzrok padł na nietknięty posiłek na stole.
– Nie tknę nic, co mi da! – odparła ostro, kryjąc strach – Pewnie będzie chciał mnie gryźć, skoro zdecydował się mnie nie zabijać!
– Zdecydował się cię nie zabijać, ponieważ go wybłagałam – odparłam i uśmiechnęłam się słabo, ale z radością – Wiesz, naprawdę nie powinnaś iść do Teehlego ze sprawą sekty.
– Wystraszyłam się, gdy zobaczyłam te rany na twoim nadgarstku!
Usiadłam obok niej.
– A ten... – dodała i zbladła lekko – ... ten wampir, Teehle, podobno był twoim bratem, więc dobrze było iść z takim czymś do niego.
– Co się działo jak byłam nieprzytomna? I ile byłam nieprzytomna?
– Ponad jeden dzień, jak sądzę – odparła – Ja sama obudziłam się dzisiaj rano... i tu siedział – zacięła się przestraszona – Chciałam uciec, ale ... – dotknęła brzucha – ... przeszkodziła mi ta rana.
Zmarkotniałam.
– Przepraszam – mruknęłam – Strzelałam do Teehlego, a ty byłaś obok.
– Po co strzelałaś, skoro i tak to go nie zabiło?
– Chciałam mu przeszkodzić – spojrzałam z żalem na jej szyję, gdzie widziałam rany. Wyglądały okropnie... mam nadzieję, że był chociaż na tyle litościwy i korzystał z tego nie bolesnego sposobu.
– Gdy do niego strzeliłam, udało mi się go... obezwładnić. Chciałam ci pomóc...
– I wstrzyknął ci coś – dokończyła cicho.
– Skąd wiesz?
– Opowiedział mi.
– Mam nadzieję, że zachowywał się dobrze.
– Co masz na myśli?
– Groził, straszył?
– Nie – pokręciła głową, ale potem skrzywiła się z bólu.
– Mogę zobaczyć? – nachyliłam się do niej, wskazując szyję, ale w tym samym momencie rozległo się pukanie. Sonya zesztywniała, wbijając wzrok w drzwi.
– To raczej nie Teehle. Nie ma go w domu – wyszeptałam do niej, a potem podniosłam głos – Wejdź.
Michael wślizgnął się do pomieszczenia.
– Nie mieliśmy okazji się poznać – powiedział do Sonyi. Z rękoma splecionymi za plecami podszedł do nas – Czuwałem nad twoją przyjaciółką. Mam na imię Michael.
– Michael? – błyskawicznie skojarzyła fakty – Jesteś z Rumunii?
– Tak – zerknął na mnie zaniepokojony. Posłałam mu przepraszające spojrzenie. Sonya rozpromieniła się nagle.
– Andrea o tobie opowiadała.
– I co powiedziała?
– Nic złego. Nie musisz się martwić – wyszczerzyła się. Byłam zmieszana. Zupełnie zapomniałam o tym, że mówiłam jej o Michaelu. A ta pamiętała... Co ja mam mu powiedzieć?
– To dobrze. Nie będę wam przeszkadzać. Przyszedłem po książkę – ruszył w stronę regałów – Alexo, mogłabyś pomóc mi ją znaleźć?
Podejrzliwie na niego spojrzałam. Gdyby nie był to Michael, mogłabym się wystraszyć. Znał to miejsce lepiej ode mnie. Nie powinien pytać, gdzie coś jest.
– Pewnie. Chwilka, Son. Jaką?
– Ach, taką jedną. Mam jej tytuł, tylko go zapomniałem... – wkroczył między regały, kryjąc się przed wzrokiem Sonyi. Spojrzał na mnie, ruchem ręki wskazując, bym podeszła. Zaniepokojona wykonałam polecenie.
– Teehle ma kłopoty. Muszę mu pomóc – wyszeptał ledwie dosłyszalnie – Ale zakazał mi zostawiać was same.
Bez dalszych wyjaśnień podniósł rękę i zobaczyłam dwie zapakowane igły. Zbladłam.
– Stracisz jej zaufanie – powiedziałam cicho.
– Nie o jej zaufanie się martwię – spojrzał poważnie.
– Mojego nie, Michael – uśmiechnęłam się ciepło – Jesteś moim przyjacielem. Ufam ci. Nie wiem, po co chcesz mnie usypiać, ale jeśli musisz, to zrób to. Wolałabym, abyś jej wytłumaczył, dlaczego ją uśpisz.
– Mogłabyś ty? Jeśli już musi wiedzieć... Tylko szybko. Teehle cierpi.
Kiwnęłam głową zaniepokojona i wróciłam do przyjaciółki. Cierpi? Jak to „cierpi”?
– Sonya, jest problem – zatrzymałam się przed nią. Michael bezgłośnie podkradł się za nią z odpakowaną strzykawką. Z małej buteleczki wysysał przezroczystą substancję. Wziął pod uwagę, że Sonya może spanikować.
– Co się stało? – przestraszyła się.
– Spokojnie. Ty nie masz czym się martwić. Za to ja mam – spoważniałam – Teehle jest w niebezpieczeństwie i Michael musi jechać mu pomóc.
– Co to ma wspólnego z nami?
– Michael nie może nas zostawić samych – powiedziałam powoli – Musi pozbawić nas przytomności.
Na twarzy dziewczyny pojawiło się przerażenie.
– Jak to? Po co?
– Nie bój się. Ufasz mi?
Kiwnęła głową.
– Jeśli ja ufam Michaelowi, to możesz mu zaufać?
Zawahała się, a potem podskoczyła w miejscu, gdy nagle Michael położył dłoń na jej ramieniu, i spojrzała do tyłu blada.
- Nie bój się, dobrze? Nie skrzywdzę cię, naprawdę – powiedział łagodnie. Ta pokiwała głową, jakby zahipnotyzowana jego spojrzeniem..
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i spojrzałam na łowcę. Wydawał się zadowolony. Okrążył kanapę i nachylił się do Sonyi. Delikatnie chwycił jej rękę i przetarł środkiem dezynfekującym. Obserwowała go z obawą.
– Nikt cię tu nie skrzywdzi – powiedział do niej uspokajająco i wbił igłę. Patrzyłam, jak moja przyjaciółka zasypia. Michael ułożył ją na kanapie w pozycji leżącej. Usiadłam obok niej. Wolałam być blisko. Nastawiłam rękę, by mógł wbić igłę.
– Dziękuję – wyszeptał – Teehle obawiał się, że będziesz się stawiać.
– Teehlemu pewnie bym się stawiała – mruknęłam z uśmieszkiem – Nie dawaj mi całości.

***