poniedziałek, 30 maja 2016

Wattpad; jakieś zażalenia?


Ostateczne przekierowanie na mojego wattpada, o ile ktoś tu jest prócz Kii :v Opowiadania będą tam posyłane od nowa, za to w lepszej, poprawionej wersji. Tak sądzę. Jeśli ktoś jest przeciwny i chce, żebym tu także posyłała, to zgłaszać się i uzasadnić, dobrze? XD Żeby potem nie było wyrzutów, że zawiesiłam, czy coś :<
Aruccio na Wattpadzie


sobota, 7 maja 2016

Teehle XXI

Promise of Reunion
WIELBIĘ GARRY'EGO <- odnośnik do równie wielbionej piosenki <3

Przepraszam, że tak długo. Zepsuł mi się komputer, a do tego od rodziców czasami ciężko się dorwać.
Och, Kiiś O_o To już tutaj jest, myślałam, że trochę później...
__________________________________________________

Tego samego dnia wieczorem Teehle wyjechał na misję. Chciał mnie zabrać ze sobą, bym wypróbowała umiejętności w prawdziwej akcji – oczywiście z Teehlem jako strażnikiem – ale poprosiłam o zabranie mnie następnym razem, bo teraz byłam zbyt zmęczona.
W nocy nie umiałam zasnąć. A przynajmniej pogrążyć się w głębszym śnie, chociaż gdy znów spojrzałam na zegarek, okazało się, że jest piąta nad ranem. Więc jednak udało mi się coś pospać… Zamarłam. Czy to kroki? Serce podeszło mi do gardła, gdy usłyszałam je jeszcze raz. Nie Teehle. Teehle pewnie był w połowie zabijania wampirów. Chwyciłam ostrożnie pistolet, ale gdy ruszyłam do drzwi, klamka drgnęła. Otworzyły się w chwili, gdy schowałam się za nimi. Intruz zrobił kilka kroków w głąb pokoju, a ja z sercem w gardle podniosłam broń i wycelowałam w niego.
– Stój albo strzelę – odezwałam się stanowczo, nie pozwalając głosowi zadrżeć. Nieznajomy zatrzymał się i powoli poniósł ręce do góry – Odwróć się w moją stronę. Powoli.
Wykonał polecenie.
– Mnie też miło cię ponownie widzieć – powiedział.
– Michael? – opuściłam broń zaskoczona.
– Cześć, kochana.
Ciemna sylwetka podeszła i wzięła mnie w objęcia. Szczęśliwa odwzajemniłam uścisk.
– Co tu robisz? Jest noc!
– Nie było korków. Miałem być później, ale dość wcześnie, by zaskoczyć Teehlego – puścił mnie i zapalił światło. Zmrużyłam oczy z sykiem, oświetlona – Och. Wybacz.
– Nie gaś – przeszkodziłam mu, widząc, że sięga z powrotem do przełącznika – Zaraz się przyzwyczaję.
Spojrzałam na niego i poczułam pieczenie pod powiekami. Nie zmienił się. W ogóle. Wciąż te same czarne długie włosy i ciepłe, zielone spojrzenie…
– Teehle wyjechał na misję? – zmarszczył brwi – Zdążyłem przeszukać resztę pokoi, ale go nie znalazłem…
Pokiwałam głową.
– Szkoda. Nie zaskoczę go… a z drugiej strony dobrze – na jego twarzy pojawiła się ulga – Możesz mi bezpiecznie odpowiedzieć. Jak wasze… relacje? – spoważniał – Nie toczycie już wojny, prawda?
– Nie – odwróciłam wzrok.
– Oho? – Michael zauważył rumieniec – Co się stało, jeśli mogę wiedzieć?
– Możesz – uśmiechnęłam się słabo – Po powrocie się poddałam… i ustaliliśmy… zasady.
– To dobrze. Jakie?
– Co tydzień mnie gryzie. Ale nie o to chodzi – spojrzałam na niego. Stał i po prostu patrzył zaciekawiony. Wzięłam głęboki oddech – Teehle mnie pocałował. A ja jego.
Mężczyzna przez kilka sekund wyglądał, jakby nie dotarły do niego moje słowa, ale potem uśmiechnął się szeroko.
– Naprawdę? To świetna nowina. Gratuluję!
Odwzajemniłam niepewnie uśmiech.
– Dzięki?
Nagle zmarszczył brwi.
– Jest piąta nad ranem. Przepraszam, że cię obudziłem. I pewnie przeraziłem. Sam jestem zmęczony, więc proponuję dospać jeszcze te kilka godzin, zanim Teehle wróci.
– Yhm – jak tak o tym wspomniał, ziewnęłam – Ale gdzie zamierzasz spać? Pokój Teehlego jest zamknięty, więc nie ma wolnego łóżka…
– Salonowa kanapa to wystarczające łóżko. Myślisz, że gdzie sypiam, gdy tu przyjeżdżam? – uśmiechnął się – O mnie się nie martw. Tylko daj Teehlemu znać, że przyjechałem, żeby nie doznał szoku, gdy zobaczy mnie rozwalonego w jego salonie.
Pokiwałam głową i wzięłam z szafki nocnej telefon. Michael obserwował mnie oparty o ścianę, jak wybieram numer.
– Co jest tak ważnego, że wydzwaniasz do mnie, gdy jestem na misji? – w tle usłyszałam wystrzały – I to jeszcze w nocy? Coś się stało? – w głosie pojawił się niepokój.
– Nie, nie. Nic złego. Chciałam ci tylko powiedzieć, że Michael tu jest.
– Michael? A co on tam robi?
– Przyjechał. Chciał cię zaskoczyć. Znowu.
– Ciekawa pora. Obudził cię? Jeśli tak, to ma u mnie przechlapane.
– Nagle taki opiekuńczy – łowca obok mnie parsknął śmiechem i poczułam, że palą mnie policzki.
– To nie ważne, czy mnie obudził. Poprosił, bym ci powiedziała, że tu jest, więc ci mówię. Teraz oboje zamierzamy dospać resztę nocy.
– Mam nadzieję, że osobno – usłyszałam groźną nutę.
– Teehle! – zawołałam zmieszana – Oczywiście, że osobno!
– Więc dobranoc. Pogadam z nim, jak wrócę – rozłączył się, nie czekając na odpowiedź. Westchnęłam i spojrzałam zawstydzona na Michaela. Ten się wyszczerzył.
– Nie tyle opiekuńczy, co zaborczy.

***
Kilka dni później Michael znowu wyjechał – podobno do kwatery Elerain. W tym samym czasie zadzwoniła Sonya, czy mogłaby wpaść do mnie na noc. Zaraz po rozmowie poszłam do Teehlego. Siedział w salonie. Gdy otworzyłam usta, odezwał się bez odrywania oczu od książki.
– Słyszałem. Zgodziłaś się. Ale nie może zobaczyć śladów. Co z tym zrobisz?
– Miałam nadzieję, że coś wymyślisz – stwierdziłam niepewnie. Wbił we mnie wzrok.
– Nadgarstek. Będziesz miała skręcony.
– Co? – przeraziłam się – Nie kontuzjuj mnie!
– Nie dosłownie – spojrzał z dezaprobatą – Mogę cię ugryźć w nadgarstek i owinąć bandażem. Oficjalnie byłby skręcony.
Uspokoiłam się. To byłby niezły pomysł. Wciąż nie wiedziałam, jak bardzo to boli… ale to bezpieczniej, niż latać w pidżamie, która nie zakrywa śladów na szyi. Z ociąganiem do niego podeszłam i opadłam na kanapę obok. Bez słowa podsunęłam mu lewą rękę, ażeby uniknąć jego oczu, wbiłam wzrok w podłogę przed sobą.
– Mam nadzieję, że nie będzie boleć dużo bardziej, niż zawsze – powiedział cicho wampir i zatopił kły w moim nadgarstku. Zacisnęłam zęby, gdy zaatakowały mnie igiełki bólu, ale milczałam. Nie chciałam, by zobaczył, jak to boli. Nie tak mocno, jak sądziłam, ale zdecydowanie mocniej niż w szyję. Zamknęłam oczy, rozluźniając mięśnie i zasypiając na kanapie.
***
Po Sonyę musiałam pojechać sama, bo Teehle nie chciał podać adresu – zastanawiałam się, czy ten dom w ogóle ma adres – więc pochodziliśmy chwilę po mieście, a późnym popołudniem przyjechaliśmy do wampira. Przyszedł tylko się przywitać, a potem zniknął w salonie i tyle go widzieliśmy. Wpuściłam Sonyę do swojego pokoju. Nagle wydała okrzyk zachwytu.
– Nie wiedziałam, że masz taki wielki telewizor!
– Co? Ach… – weszłam za nią, nie rozumiejąc… i zobaczyłam telewizor plazmowy zawieszony na ścianie naprzeciw łóżka. Ja też nie wiedziałam… Pod telewizorem była szafka. Otworzyłam ją, starając się ukryć przed Sonyą zmieszanie i zaskoczenie. W środku znalazłam kilka filmów i gier oraz ukrytą konsolę z padami.
– No – uśmiechnęłam się – Widzę, że będziemy miały, co robić.
***
Następnego dnia obudziło mnie skrzypnięcie drzwi, ale nie poruszyłam się rozleniwiona. Otworzyłam oczy i odkryłam nieobecność przyjaciółki. Usiadłam. Nie wypadało spać, gdy gość już wstał... poruszyłam lewą ręką i skrzywiłam się, gdy przeszył ją ból. Faktycznie, ugryzienie w nadgarstek było bardziej bolesne. Do tej pory bolało. Spojrzałam na rany... i dopiero po chwili zorientowałam się, że nie są zaklejone plastrem. Widać musiał mi odpaść w nocy. Zabandażowałam rękę. Sonya nie może ich zobaczyć...
Zwlekłam się z łóżka i poszłam do kuchni, skąd słyszałam stukanie łyżki. Chciałam wejść... ale powstrzymał mnie trochę spięty głos Teehlego zza uchylonych drzwi. Najwyraźniej rozmawiali.
– Do sekty? Co masz na myśli?
– Bo... – Sonya się zacięła – … podobno skręciła sobie nadgarstek... a dzisiaj rano zobaczyłam na nim rany.
Serce podeszło mi do gardła.
– Nie – wyszeptałam ledwie dosłyszalnie. Nie mogła zobaczyć! Teraz Teehle... może zrobić coś złego...
– Sądzisz, że to sekta? – spytał wampir. Wyczuwałam w jego głosie niebezpieczną nutę.
– Błagam, nie. Teehle, zwiedź ją – szepnęłam. Wiedziałam, że słyszy – Tak, to sekta. Należę do sekty, gdzie mnie omamili... nie rób jej krzywdy!
– Mówiłem, że to niebezpieczne – powiedział cicho, zwracając się do mnie.
– Co? – Sonya była zdezorientowana nagłym stwierdzeniem.
– Mówiłem, ale nie słuchałaś. Chodź tu do nas.
Przełknęłam ślinę przerażona i zrozpaczona. Teehle nie złamie obietnicy, jak zawsze... i Sonyi stanie się krzywda. Wpadłam do kuchni i przywarłam do wampira ze łzami w oczach.
– Nie rób jej nic! – wydusiłam tak, by przyjaciółka nie usłyszała – Wciąż nie zna prawdy, wmów jej, że faktycznie należę do sekty!
– Za późno. Powiedz jej, Alekso – mruknął i odsunął mnie od siebie... po czym zniknął.
– Mogłeś w tym tygodniu mi odpuścić! – krzyknęłam w stronę korytarza łamiącym się głosem – Wtedy nic by się nie stało!
– O co chodzi? – Sonya wydawała się zdezorientowana i przerażona. Zacisnęłam zęby, by nie wybuchnąć płaczem. Nie powstrzymam go. Jeśli już zdecydował, to nic nie zdziałam.
– Nie należę do żadnej sekty – powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam – Aleks to nie jest prawdziwe imię tego mężczyzny, a do tego nie jest moim bratem. Jeśli powiem ci najprawdziwszą prawdę, to nie uwierzysz, więc niech ci wystarczy, że to niebezpieczna osoba... a przychodząc z tym – wskazałam moją rękę – do niego... podpisałaś na siebie karę śmierci.
– Co?
– Naprawdę nie mogłaś poczekać? – wydusiłam – Nie mogłaś mnie spytać? Musiałaś iść do niego?!
– O czym ty mówisz? Boisz się Aleksa? Robi ci krzywdę? – spojrzała przestraszona.
– Owszem, robi! – załamałam ręce – Te rany to ślady po jego kłach! A gdy nie mogłam się z tobą spotkać, najprawdopodobniej winny był Teehle, który chciał mnie ugryźć!
– Ugryźć? – powtórzyła przestraszona.
– Ugryźć! – potwierdziłam ze złością i rozpaczą – Zębami. A dokładniej kłami.
– Wystarczy. Przedłużasz – Teehle nagle stanął w progu kuchni – Zabieram ją – pojawił się obok Sonyi, a ta pisnęła zaskoczona – A ty nie próbuj mi przeszkadzać. Nie uda ci się.
Rzuciłam się w ich stronę, ale nie zdążyłam. Wampir zniknął i usłyszałam trzask drzwi jego pokoju.
– Teehle! – wrzasnęłam, przypadając do nich. Były zamknięte – Jeśli jej coś zrobisz, zabijesz mnie! Przestanę dla ciebie istnieć! – urwałam, a potem dodałam – Albo zabiję się!
Ostatnie moje słowa zagłuszył przeraźliwy wrzask Sonyi. Serce podeszło mi do gardła.
– Nie! – zawróciłam do mojego pokoju i zgarnęłam pistolet. Wróciłam i nacisnęłam spust, celując w zamek. Zaklęłam, gdy przypomniałam sobie, że zawsze blokuję broń i przesunęłam suwak, po czym strzeliłam. Syknęłam, gdy lewą rękę zalała fala bólu, ale wpadłam do pokoju bez wahania. Teehle przyciskał dziewczynę do ściany. W słabym świetle zauważyłam, że przyjaciółka już się nie opiera. Straciłam oddech z rozpaczy, a potem wystrzelałam cały magazynek w wampira, celując w głowę i serce. Opadł wraz z Sonyą na ziemię. Przyskoczyłam do nieprzytomnej. Teehle był nieruchomy, ale wiedziałam, że minie najwyżej kilka minut, zanim będzie całkiem zdrowy. To było zbyt mało czasu. Wyplątałam własną rękę z bandaża i przycisnęłam materiał do krwawiących ran na szyi dziewczyny.
– Cholera! Cholera, cholera, cholera! – załkałam – Sonya? Odezwij się! Porusz! Cokolwiek!
Poczułam ukłucie w lewe przedramię. Najpierw nie zwróciłam na nie uwagi... a potem zorientowałam się, że to igła. Teehle nie wyzdrowiał, ale był w stanie się poruszyć.
– Nie! – szarpnęłam ręką, ale powstrzymał mnie silny uścisk. Zanim coś zrobiłam, wampir wtłoczył resztę substancji do mojego ciała.
– Muszę jej pomóc! – powiedziałam z rozpaczą – Zaraz umrze... pomóż... jej... błagam...
***