czwartek, 7 kwietnia 2016

Teehle XX

Mrurk - Freak on a Leash
Na dwudziestolecie Teehlego macie znowuż Mrurka. Pomóżcie mi przekonać go, żeby powiedział kilka słów od siebie po zaśpiewaniu xD (patrz: komentarze pod filmikiem)
___________________________________________________________
Po otworzeniu oczu kilka sekund zajęło mi zorientowanie się, gdzie jestem. Wymruczałam coś, gdy stwierdziłam, że Teehle leży za mną. Jego ręka obejmowała mnie, czy raczej leżała na mnie. Głaskał moje przedramię i bliznę. Poczułam do blizny nagłe obrzydzenie i obróciłam rękę, by ją zakryć. Wampir zrozumiał, zamiast tego położył dłoń na moim obojczyku, przyciskając mnie do siebie mocniej. Wtuliłam się w nią, zamykając oczy. Była chłodna, chłodniejsza niż wczoraj, ale nie obawiałam się, że mnie ugryzie. A może powinnam? To, że mnie kochał, nie znaczyło, że przestał lubić moją krew…
– Zamierzasz jeszcze spać? – oddech Teehlego połaskotał mnie w kark.
– Chciałabym – mruknęłam leniwie – Ale chyba trzeba było by wstać.
– Po co?
– Po cokolwiek.
– Planujesz coś dzisiaj?
– Podenerwować cię.
– Ciekawe plany – zaśmiał się – Ale na obecną chwilę mam ciekawsze.
– Hmm?
Chwycił mnie pod brodę i przekręcił moją głowę w swoją stronę. Pocałował mnie, powstrzymując uśmiech i westchnęłam cicho. To była taka inna atmosfera, tak bardzo inna, porównując do tamtych, gdy wstydziłam się pokazać przed nim jakiekolwiek pozytywne uczucie i starałam się go unikać. Teraz wtuliłam się w jego chłodną klatkę piersiową.
– Jesteś taki zimny… – wymamrotałam.
– Rzadko jestem ciepły.
– Moja krew nie wystarcza?
– Mówiłem, że piję minimalną ilość krwi. Żeby udawać człowieka, musiałbym pić co dwa dni.
Milczałam.
– Twoja bliskość jest przeze mnie pożądana… ale też nienawidzona – powiedział cicho.
– O czym mówisz? – spojrzałam na niego przestraszona, że nie wszystko jest tak, jak sądziłam. Nienawidzi mnie?
– Chcę z tobą przebywać… ale kusisz mnie. Czasami się boję, że stracę panowanie… i cię zabiję.
– Więc… torturuję cię? – spytałam z bólem. Nie odpowiedział, patrząc na mnie z tym samym odczuciem. Powoli odchyliłam głowę do tyłu z walącym sercem, nie odrywając wzroku od jego oczu, które rozszerzyły się, gdy zrozumiał, o co mi chodzi.
– Poczekam do jutra – zacisnął zęby.
– Dlaczego, skoro ci pozwalam? – wyszeptałam – Wykorzystaj to, że naprawdę ci pozwalam, Teehle. To się nie powtórzy tak szybko.
Nachylił się ostrożnie i pocałował mnie z mocą, której wcześniej nie pokazał. Zamknęłam oczy, próbując uspokoić walenie serca. Teehle to słyszał, a nie chciałam, by wiedział, że mimo wszystko się boję. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi, więc nie miałam czego się bać. Pocałunek przeniósł się na szyję, ale gdy wampir dotknął mojej skóry kłami, nagle go zatrzymałam.
– Czekaj!
– Zmieniłaś zdanie? – wymruczał z niechęcią, którą najwyraźniej próbował ukryć.
– Nie… ale mówiłeś mi w szpitalu o dwóch typach ugryzień… bolesnym i…
– Rozkosznym – dokończył – Nie ugryzę cię w ten sposób.
– Dlaczego? – zaskoczył mnie. Wcześniej wyrażał sporą chęć do przekonania mnie do ugryzień.
Odsunął się i spojrzał poważnie.
– Ponieważ nie chcę, byś polubiła ugryzienia.
– Dlaczego? – powtórzyłam, marszcząc brwi.
– Wtedy mogłabyś uzależnić się od substancji, która wywołuje uczucie rozkoszy. Zostałabyś pseudo – nimfomanką.
Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok. Dobra. Niech mnie tak nie gryzie. Nie chcę zostać nimfomanką, ani pseudo – nimfomanką, cokolwiek miał na myśli.
– Nie możesz tego… pomieszać? – spytałam – Ból, ale trochę złagodzony?
– Mogę spróbować – uśmiechnął się lekko, ale zaraz potem uśmiech zniknął – chociaż raz próbowałem. Nie wyszło.
Na mojej twarzy pojawił się zmuszony uśmiech.
– Trudno.
Zamknęłam oczy w oczekiwaniu, jednak poczułam, że jego ręka wślizgnęła się pod koszulkę. Wstrzymałam oddech zaskoczona i przestraszona. Nie posunie się dalej. Nie pozwolę mu. Chciałam, pragnęłam, ale nie mogłam pozwolić.
– Spokojnie – wymruczał mi do ucha – Nic więcej nie zrobię. Chcę tylko posłuchać twojego serca.
– Nie słyszysz go? Nie słyszysz, jak wali?
– Słyszę. Chciałem poczuć jego bicie.
– Więc poczuj – uśmiechnęłam się słabo uspokojona i zamknęłam oczy. Teehle pocałował mnie delikatnie w szyję, a potem zagłębił w niej kły. Ścisnęłam jego rękę na moim brzuchu. Oddychaj. Oddychaj. Jest nie gorzej niż zwykle. A nawet lepiej. Lepiej?
– Wciąż boli – wyszeptałam przez zaciśnięte zęby – jednak czuję trochę… przyjemności? Udało ci się?
– Nie – odparł, nie ukrywając rozbawienia – Alekso, albo jesteś masochistką, albo sobie coś wmówiłaś, że mniej boli.
– Zostańmy przy tej drugiej wersji – odparłam zmieszana, czując łaskotanie spływającej krwi – Pij, bo pobrudzisz mi łóżko. Ugryzienie na leżąco było złym pomysłem.
– Ale wygodniejszym.

***
Znowu obudziłam się z Teehlem za plecami, ale tym razem nie dawał znaku życia, tylko leżał nieruchomo. Wyszłam ostrożnie z łóżka, starając się go nie obudzić. Niech śpi. Tylko to dziwne. Ile musi spać? Leżał ze mną cały czas, a dalej śpi? Może zasnął przed chwilą?
Poszłam cicho do kuchni. Byłam głodna. Kiedy ostatnio zjadłam? Chyba to ciasto w kawiarni…
I nie tego się spodziewałam. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że relacje z Teehlem mogą tak się skończyć… Teraz może być tylko gorzej albo lepiej. Mogę nie być w stanie odsunąć krzywd, które przez niego zaznałam, a wtedy nigdy nie byłoby dobrze. Mogę też pozwolić życiu toczyć się dalej, zapominając, co mi zrobił.
– Dzień dobry.
Podskoczyłam i kanapka wypadła mi z rąk. Z paniką spróbowałam ją złapać, ale Teehle mnie uprzedził. Odłożył ją na deskę leżącą na blacie.
– Nie przychodź tak nagle – spojrzałam zdenerwowana.
– Dzień dobry – powtórzył z niebezpiecznym uśmiechem. Czyżby to wszystko mi się przyśniło? Ale obudziłam się obok niego… Mina mi zrzedła.
– Hej. Cześć. Dzień dobry. Wybierz sobie.
– Co to za nagły strach? – zaskoczyłam go – Co zrobiłem?
– Uśmiechnąłeś się w straszny sposób? – odpowiedziałam pytaniem, podnosząc brwi.
– Tak lepiej? – posłał mi jeden ze swoich ciepłych uśmiechów. Uspokoiłam się. Nie. Nie przyśniło mi się.
– Leżałeś ze mną… – odwróciłam wzrok z rumieńcem – … cały czas?
– Przykro mi, ale nie – uśmiechnął się, dotykając mojego policzka – Miałem dzień jak każdy inny. Położyłem się przy tobie, by zasnąć.
– Ile musisz spać?
– Dwie, trzy godziny w zupełności mi wystarczają.
– Fajnie się masz – westchnęłam i wróciłam do kanapki. Ugryzłam ją.
– Gdybym… gdybym chciał cię zmienić… – zawahał się. Zamarłam – To tylko teoretyzowanie, nie obawiaj się. Chciałbym wiedzieć, czy byłoby to możliwe. Byłoby?
Przeżuwałam kęs chleba, by zyskać na czasie. Odwróciłam się tyłem do niego. W końcu przełknęłam jedzenie.
– Nie – powiedziałam – Musiałabym pić krew. Zabijać. Nie chcę zabijać.
– A gdyby ktoś zgodził się oddawać ci krew? – usłyszałam błagalną nutę i chociaż poczułam bolesny uścisk, pokręciłam głową.
– „Zgodził się” na takiej zasadzie jak ja? Przetrzymywanie wbrew woli i groźby? Nie, nie chcę takiego dawcy.
– Alekso… – to go zabolało. Objął mnie od tyłu, ale nie powiedział więcej. Chciałam go przeprosić… ale nie miałam za co. A do tego nie mogłam mu powiedzieć, że była możliwość przemienienia mnie w wampira. Nie chciałam być wampirem. Za nic.
***
Krótko, bo straciłam w ostatnim miesiącu (i wciąż) wenę, przez cozbliżam się do momentu, gdzie skończylam pisać :<