niedziela, 2 sierpnia 2015

Nienawidzę go 2

Kii się odezwała, więc macie.I znowu Jon Snow. Przez najbliższe 2 tygodnie więcej nie dam, bo wyjeżdżam na obóz <3 Nareszcie ^.^
_____________________________________

- Aleksjo- ktoś potrząsnął lekko moim ramieniem- Obudź się, Aleksjo! Mamy sprawy do załatwienia.
Otworzyłam oczy nieprzytomnie. Leżałam na boku na nieznanym łóżku w nieznanej komnacie... Zostałam porwana?
Błyskawicznie wysunęłam ostrze przywiązane do przedramienia i zamachnęłam się na stojącego obok mężczyznę.
Dopiero wtedy przypomniałam sobie, gdzie jestem i dlaczego.
Vlad Tepes chwycił mój nadgarstek i spojrzał z dezaprobatą. Zamarłam. Właśnie wydałam na siebie wyrok? Zabije mnie? Wtrąci do lochu? Nabije na pal?
- To poprawna reakcja. Nie skrzywdzę cię za nią- powiedział, jakby wiedział, o czym myślę, i puścił moja rękę.
Pierwszym, co zrobiłam, było sprawdzenie, czy mnie nie ugryzł, gdy spałam. Wampir przyglądał mi się z rozbawieniem, jak przeszukuję szyję.
Nagle zamarłam i spojrzałam na niego w niedowierzaniem.
- Jak... Jak mnie nazwałeś?
- Aleksja- odparł- To twoje imię, prawda?
- Skąd wiesz?!- wyskoczyłam z łoża, stając po jego drugiej stronie, daleko od Vlada.
- Daj spokój- przewrócił oczami- Nie wiem, jak ludzie mogą być tak ślepi. Zauważyłem, że jesteś kobietą, gdy tylko cię zobaczyłem pierwszy raz.
Dobra, to jeszcze mogłam zrozumieć, wampirze zmysły i tak dalej, ale...
- Skąd znasz moje imię?
- Z tego listu- wyjął w kieszeni złożoną na cztery kartkę i pomachał nią. Przeszukałam własne spodnie.
- Jak śmiałeś?!- przeskoczyłam łoże i wyrwałam mu ją. Jedno spojrzenie na litery utwierdziło mnie w przekonaniu, że to list, który kilka tygodni temu przysłała matka. "Kochana Aleksjo...". Powiedziałam jej, że zamierzam pomścić brata, przyjmując imię Alec, ale nie zaakceptowała tego pomysłu, więc wymknęłam się w domu i dołączyłam do żołnierzy. A to był pierwszy list, który dostałam od niej od roku.
- Dlaczego mi go zabrałeś?- spytałam z wściekłością. Stałam tuż przed nim, niższa ponad głowę, co sprawiało, że miałam wielką ochotę się cofnąć. Ale nie zrobiłam tego.
- To był pierwszy krok w upewnieniu się, że nie przysłali cię, byś dostała się na mój teren- patrzył na mnie z lekko zmarszczonymi czarnymi brwiami. Niecałe pół metra ode mnie. Tak blisko. Wystarczy go dźgnąć. To trwałoby ułamek sekundy. Nie zdążyłby uniknąć ciosu w serce. Zabiłabym go...
- Aleksjo- Vlad wciąż na mnie patrzył. Nawet nie podejrzewał, o czym myślę...- W tym liście pisze o zemście na mnie. Co takiego zrobiłem twojej rodzinie?
Zaniemówiłam. Zapomniałam, że mama błagała mnie w nim o zaniechanie zemsty i powrót do domu. A Vlad to przeczytał.
Moja ręką zadrżała, jakby próbowała zaatakować wampira bez udziału umysłu. Teraz miałam ostatnią szansę. Potem, jeśli przeżyję, będzie ostrożniejszy. Jednak wampir zauważył ruch. Poczułam muśnięcie chłodnych palców, od którego przeszły mnie ciarki, a potem zacisnął dłoń na mojej, więżąc sztylet w podwójnym uścisku- mojej, a na tym jego ręki.
- Lepiej nie próbuj- odezwał się, czy raczej mruknął, po czym uśmiechnął się ciepło- I odpowiedz. Co takiego zrobiłem?
Łzy zapiekły pod powiekami, ale odgoniłam je, widząc jego uśmiech.
- Miał tylko siedem lat!- warknęłam- Tylko siedem. A ty go zabiłeś!
Mężczyzna zmrużył oczy, a potem nagle odsunął się i rozłożył ręce na boki, odsłaniając tułów.
- Zaatakuj mnie- powiedział, patrząc spokojnie. Drgnęłam zaskoczona- Pokażę ci, że nie jesteś w stanie mnie zabić. Albo się z tym pogodzisz, albo ja ciebie zabiję.
Miałam wielką ochotę rzucić się na niego, jednak wiedziałam, że nie nam z nim szans w otwartej walce. Musiałam go zabić podstępem.
- Nie- schowałam sztylet do pochwy na przedramieniu- Nie jestem tak głupia, za jaką najwyraźniej mnie masz.
Vlad przez chwilę wydawał się być zbity w uporu, a potem uśmiechnął się szeroko.
- Nie uważam cię za głupią. W gruncie rzeczy- nachyl się, by jego oczy znalazły się na poziomie moich- polubiłem cię.
Znieruchomiałam, a potem odparłam, siląc się na zimny ton głosu.
- A ja, Vladzie Tepesie, wciąż cię nienawidzę. I to akurat nie ulegnie zmianie.
- Już możesz mówić swoim prawdziwym głosem, droga Aleksjo.
Przez rok używałam zmienionego głosu, by brzmieć, jak chłopak, a teraz zakaszlałam ostentacyjnie i odezwałam się lodowato słodkim głosikiem.
- Czy taki może być, panie wojewodo?
- Jest idealny- odparł z uśmieszkiem i wyprostował się- Wybieram się do obozu. Zamierzam powtórzyć groźbę nowemu dowódcy. Chciałabyś iść ze mną?
- Po co?- spojrzałam podejrzliwie. Taka oferta musiała mieć haczyk.
- Po prostu- wzruszył ramionami.
- Nie chcę, by wiedzieli, że jeszcze żyję.
- Mogę cię ukryć- odparł bez wahania- Przebranie akurat nie sprawi problemu.
A jeśli z nim nie pójdę? W zamku jest coś, co mogłabym znaleźć, gdy go nie będzie? Jeśli mnie tu zostawi, mogłabym przeszukać jego dom. Coś na pewno tu jest...
- Wolę zostać- stwierdziłam po chwili.
- Tak naprawdę- wziął z szafki nocnej złożone w kostkę ubranie- to nie było pytanie, na które mogłabyś odpowiedzieć "nie".
Strzepnął materiał i moim oczom ukazała się długa peleryna z kapturem. Znowu zagotowałam się ze złości.
- Więc po co mnie pytałeś?!
- Żeby znać twoją opinię. Nie zostawię cię samej w moim domu. Nie jestem aż tak nierozważny. Gdybym był, leżałbym już w grobie.
- Może tak byłoby lepiej- wymamrotałam. Nie odpowiedział, tylko podał mi pelerynę. Wyrwałam mu ją gniewnie.

***
Szłam dwa kroki za Vladem z twarzą skrytą w cieniu kaptura. Nie chciałam, by mnie rozpoznano. Wtedy byłabym naprawdę zdrajcą, który pomógł Draculi. Na razie byłam jedynie jego więźniem.
- Ty?!- dwóch strażników przed namiotem wyszarpnęło miecze na widok wampira. Wyglądał tak, jak za pierwszym razem, tylko teraz rozpuścił włosy... a ja go nie spytałam, dlaczego się nie ukrywa...
- Zamknijcie się oboje- powiedział cicho, patrząc na mężczyzn. Ci znieruchomieli. Słyszałam plotki, że wampir umie wpływać na ludzki umysł, ale nie wierzyłam w nie... aż do teraz. Nawet pod zamkiem myślałam, że się ze mnie śmieje, gdy spytałam, czy na mnie wpływa. Jakkolwiek swobodnie Vlad się zachowywał, nie mogłam zapominać, czym naprawdę jest.
- Nikogo w żaden sposób nie powiadomicie, że tu byliśmy- powiedział spokojnie. Oczy mężczyzn zasnuły się mgłą- Zapowiedzcie, że dowódca na gości, którzy mają bardzo ważne informacje.
- Tak jest- zasalutowali trochę zbyt sztywno, a potem jeden z nich wszedł do namiotu. Kilka sekund później wrócił i stanął na swoim miejscu- Oczekuje was.
Vlad zerknął na mnie i zrobił zapraszający gest.
- Panie przodem.
Rzuciłam mu nienawistne spojrzenie i weszłam do środka. Usłyszałam, jak wampir wchodzi za mną.
- Dajcie mi chwilę, jeszcze tylko ten dokument- Julius podniósł rękę na znak, że nas zauważył, ale nie spojrzał. Siedział przy prostym drewnianym stole, całym zawalonym papierami. Wyczułam, że Vlad nagle zesztywniał i zerknęłam na niego niespokojnie.
- Juliusie- odezwał się ledwie słyszalnie- Mogłem się domyślić.
Spojrzałam na niego, tym razem jawnie zdezorientowana. Znali się?
Dowódca poderwał głowę, a gdy rozpoznał Vlada, wstał gwałtownie. Wysunął dwa noże i rzucił je w naszą stronę. Nie zdążyłam nic zrobić... ale wampir po prostu złapał ostrza i wbił w niego rozdrażnione spojrzenie.
- Naprawdę?- spytał- Jestem nieuzbrojony, moja towarzyszka także, a ty rzucasz w nas srebrnymi nożami?
To była prawda. Kazał mi nie brać żadnej broni, bo nie mieliśmy złych motywów. A gdy spróbowałam przemycić sztylet na przedramieniu, zauważył go i zmusił do zdjęcia.
Ale... skąd oni się znają?!
- Kim jest twoja towarzyszka, Tepesie?- Julius starał się wyglądać spokojnie, co nie bardzo mu wychodziło.
- Znasz ją.
Zanim zaprotestowałam, wampir ściągnął mój kaptur. Julius zamarł zaskoczony.
- To Aleksja, którą znasz jako Aleca.
- Myślałem, że ją zabijesz.
- Nie zabijam niewinnych, jeśli nie muszę, Juliusie- odparł wampir, zerkając na mnie dziwnie- A Aleksja nie była winna zaprowadzeniu mordercy do dowództwa. Dlaczego ich zabiłeś?
- To ty...?!- zrobiłam krok do przodu, ale Vlad wystawił rękę w bok, blokując mi przejście.
- Przeszkadzali- Julius sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył mojej reakcji. Z wściekłością chwyciłam ramię wampira i odsunęłam od siebie.
- Justusie, jak mogłeś...
- Bądź cicho- spojrzał na mnie brązowymi oczami, a mi nagle zakręciło się w głowie i nie mogłam mówić.
- Ma wszystko słyszeć- warknął Vlad, chwycił za ramiona i obrócił, zmuszając do spojrzenia w zielone oczy. Spojrzałam lekko nieprzytomnie, jakbym była podpita.
- Nie może na ciebie wpłynąć, Aleksjo- powiedział stanowczo, ale dziwnie łagodnym głosem. Zamrugałam i znowu wbiłam niedowierzający wzrok w Juliusie.
- Jesteś wampirem!- wydusiłam i mimowolnie cofnęłam się o krok.
- Teraz cię nie zabiję- odezwał się Vlad, patrząc na niego zimno- Ale kiedyś to zrobię. Teraz odejdę wraz z Aleksją. Spróbuj nas zatrzymać, a wymorduję wszystkich w obozie.
- Nawet się...- zaczęłam, ale Julius mi przerwał:
- Nie wątpię, Tepesie- wycedził z nienawiścią- Mam nadzieję, że kiedy następnym razem się spotkamy, będziemy walczyć.
- Na pewno- Vlad chwycił mój kaptur i zarzucił go na moja głowę. Nie śmiałam zaprotestować, że umiem sama, bo między wampirami wyczuwałam zbyt wielkie napięcie. Bałam się, że jeśli przerwę, mogą mnie zabić.
- Wyjdź pierwsza, Aleksjo- powiedział Vlad, wpatrując się w drugiego wampira. Z walącym sercem zaczęłam się cofać, obserwując Juliusa. Patrzył na mnie chłodno.
W końcu wyszłam na zewnątrz. Dwóch strażników nawet na mnie nie spojrzało. Wampir po kilku sekundach wyszedł, a ja zdałam sobie sprawę... że się martwiłam, czy jeszcze wyjdzie. Potrząsnęłam głową, karcąc samą siebie. Najprawdopodobniej martwiłam się, bo chciałam go zabić własnoręcznie.
Otworzyłam usta, by zacząć pytać, ale wyminął mnie i mruknął:
- Potem.
- Skąd się znacie?
- Powiedziałem: potem. Chodź.
- Dlaczego potem?
- Tu nas słyszy.
To zawiązało mi język. Ruszyliśmy do zamku bez słowa. Pomyślałam, że jest teraz tak wściekły, że nie zwraca uwagi na to, co robię... Mogłabym go zabić... gdybym miała broń.
- Nie mam cierpliwości do takiego tempa!- warknął nagle i zatrzymał się. Wpadłam na niego i zachwiałam się, ale podtrzymał mnie... a zaraz potem objął mocniej. Pisnęłam przestraszona, próbując się wyrwać.
- Uspokój się- warknął znowu, a zaraz potem straciłam oddech, gdy wszystko się rozmazało.
Po sekundzie świat wrócił do normy, a ja upadłabym, gdyby nie ramiona wampira. Staliśmy w mojej komnacie. Krzyknęłam ze złością i wyrwałam mu się.
- Skoro już musiałeś to zrobić, mogłeś uprzedzić!
Spojrzał na mnie zimno, a ja zbladłam, gdy zorientowałam się, że nie powinnam go wkurzać jeszcze bardziej, gdy jest w takim nastroju. Nagle uniósł głowę i zamknął oczy. Jego klatka piersiowa uniosła się, gdy wziął głęboki oddech.
- Vlad?- odezwałam się drżącym głosem. Spojrzał na mnie, wydawał się być bardziej opanowany. Uśmiechnął się lekko, ale wyglądało to na wymuszony uśmiech.
- Pytaj. Tutaj możesz.
- Skąd... skąd znasz Juliusa?
- Jest moim wrogiem od wielu lat. Przez ostatnie pół wieku o nim nie słyszałem, a teraz nagle się okazuje, że przewodzi wojsku, które ma mnie zabić!- zaśmiał się. Czy ja wyczułam w tym śmiechu nutkę szaleństwa?
- Dlaczego teraz go nie zabiłeś?
- Ponieważ- znowu spoważniał- zostałby bohaterem ludzi. Muszę sprawić, że ludzie dowiedzą się, że jest wampirem.
- Jak chcesz to zrobić?- zmarszczyłam brwi.
- Wyzwę go na pojedynek. A ty, Aleksjo, zaniesiesz do obozu list mówiący o tym.
- Co?!- cofnęłam się o krok- Nie zamierzam więcej tam chodzić!
- Zapamiętaj- uśmiechnął się szeroko- że ja nie proszę. Poza tym nie chcesz czasem dobra ludzkości?
***

2 komentarze:

  1. Wiesz, że pomysł na tortury podpatrzyłam u ciebie? To dobrze, że wiesz. Cieszę się i I HOPE, ŻE ZARAZ PO OBOZIE DASZ MI WIĘCEJ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie tortury? (bez spoilerów, jestem lekko w tyle przez obóz)

      Usuń