poniedziałek, 8 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział I

Heeej :) Komentarze pod pościkiem się nie pojawiły,ale wierzę,że ktoś tu zaglądnął (w pierwsze dwa dni po dodaniu "Reaktywacji" doszło ponad 100 wyświetleń...). Mam nadzieję, że ten post,choć dość krótki, ożywi was. Jet to pierwszy rozdział "Hellsinga Pasta", przez którego reaktywowałam bloga... Teoretycznie wyjaśnienie, dlaczego Artur postanowił uwięzić Alucarda :3
Miłego czytania, pozdrawiam ^^
-------------------------
Wrzaski. Wybuchy. Wszędzie zapach śmierci i krwi, nie rozumiem... Co się dzieje? Gdzie mama? Gdzie tata?! Leżą obok mnie, no tak... nieruchomi. Dlaczego? Bladzi, z twarzami wykrzywionymi strachem... Obok nas  stał jakiś żołnierz... tylko czy był człowiekiem? Wyglądał jak zombie... zombie-wampir. Zombie, który za chwile mnie zabije... zabił moich rodziców, teraz ja, tylko dlaczego? Dlaczego mam już zginąć? Nie rozumiem! Życie jest niesprawiedliwe, mam dopiero dziewięć lat! Nachylił się z okropnym uśmiechem, rządek ostrych zębów...
Rozległ się huk, bliżej niż inne dotychczas, a żołnierza odrzuciło i uderzył o ziemię. Rozsypał się w pył. Patrzyłam na niego, a potem nagle obróciłam się z cichym okrzykiem, gdy zobaczyłam wycelowaną w swoją głowę lufę. Pistolet był ogromny i trzymany przez czarnowłosego mężczyznę w czerwonym płaszczu. Oczekiwałam strzału, ale ten tylko zerknął na mnie, po czym obrócił się na pięcie i odszedł.
Otworzyłam oczy i usiadłam gwałtownie. Byłam zlana potem. Ten sam sen. Znowu.  Wspomnienie z czasów wojny... Wytarłam twarz rękawem pidżamy i odetchnęłam głęboko. Minęło już dziesięć lat, a to mnie wciąż prześladuje. Jakiś czas temu myślałam, że już jest dobrze, jednak kolejne polowanie sprawiło, że koszmar wrócił. Wstałam i poszłam do kuchni, by napić się czegoś. Najlepiej wody.
Dziesięć lat. Ponad dziesięć lat temu w tym samym miejscu, w którym prawie mnie zabił ghoul, znalazł mnie inny mężczyzna- Jonathan. Okazał się łowcą wampirów, który chciał znaleźć sobie następcę, któremu będzie mógł przekazać to, co wie. Tak zrobił. Głównie dotyczyło to wampirów... na początku twierdziłam, że się nabija. Gdy zaczął mnie szkolić w szermierce i używaniu sztyletów, zaczęłam mieć wątpliwości dotyczące jego zdrowia psychicznego, jednak po roku treningów, gdy miałam trochę ponad dziesięć lat, zabrał mnie na "polowanie". Najpierw zastanawiałam się, jakie "polowanie" i czy on faktycznie myśli, że idzie zabijać wampiry, jednak gdy tam dotarliśmy zobaczyłam, że nie jest szaleńcem. Roiło się od ghouli- takich samych istot jak ten żołnierz, który prawie mnie zabił. Spanikowałam i zaczęłam uciekać. Prawie zginęłam z rąk takiej istoty, gdy mnie zaatakowała, jednak szkolenie na łowcę coś dało i zabiłam go. Nigdy nie zapomnę jego twarzy przypominającej maskę zombie, kiedy rozsypywała się w pył...
Wtedy postanowiłam poszukać informacji na temat mężczyzny w czerwonym płaszczu. Musiał wiedzieć, że zabił wampira, bo dało się je zabić tylko srebrem, a przecież normalny nabój nie ma srebra. Bazując na wspomnieniu i prześladującym mnie koszmarze, spróbowałam wymyślić, co to był za pistolet. Po broni bardzo łatwo rozpoznać właściciela. Odtworzyłam broń i nawet narysowałam ją, ale nie był to żaden model, który znałam ja lub Jonathan. Prawdę mówiąc nie była to broń, którą mógłby unieść człowiek. Co oznaczało, że czarnowłosy mężczyzna jest wampirem. Takim prawdziwym, a nie ghoulem oczywiście. Zwykłe wampiry, Nosferatu, były o wiele silniejsze i inteligentniejsze od ghouli. Właściwie ghoule to naprawdę były zombie, tylko że pijące krew i nie mogące bez niej przeżyć.
- Znowu miałaś ten sen?
Podskoczyłam, słysząc to. Obróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam brązowowłosego mężczyznę. Jonathan nie wyglądał na pięćdziesięcioletniego mężczyznę zmęczonego życiem. Fakt, zmarszczki zaczynały być widoczne, a we włosach widać było dużo siwych pasm, jednak dzięki wysokiej, smukłej sylwetce mógłby uchodzić na dwadzieścia lat młodszego. Gdyby nie widzieć twarzy i włosów, to naprawdę można by uznać, że to radosny, wysportowany trzydziestolatek.
A przynajmniej tak było kilka tygodni temu. Ostatnio miałam wrażenie, że coś go gnębi, jednak nie wypytywałam o to. Oboje mieliśmy własną przestrzeń, do której drugie nie wchodziło, chyba, że samemu zaczęło się zwierzać. Tak właśnie było z moim koszmarem i mężczyzną w czerwonym płaszczu. Na początku nic mu nie mówiłam, jednak w końcu nie wytrzymałam i opowiedziałam mu wszystko. Niedawno stwierdził, że to prawdopodobnie nie jest człowiek, a wampir.
- Niestety tak. Nie dają mi spokoju- odpowiedziałam.
- Musisz go znaleźć- stwierdził Jonathan- Gdy go znajdziesz i wyjaśnisz wszystko, powinno się uspokoić. Chyba, że to po prostu wspomnienie horroru wojny. To do psychologa, psychiatry czy jeszcze kogoś innego.
- Nie- pokręciłam głową, odkładając kubek na blat- To przez tego mężczyznę. Tak mi się wydaje. Ale nie wiem, jak go znaleźć. Nie mam żadnego śladu prócz tego, że nie jest człowiekiem, ma czarne włosy i czerwony płaszcz. Zresztą może go już nie nosi.
- Musisz go znaleźć- powtórzył mężczyzna- Będę cię posyłał na polowania jak najczęściej, rozglądaj się i spróbuj dyskretnie wypytać, jeśli spotkasz innego łowcę. Ktoś na pewno coś wie.
***
Nie musiałam wypytywać. Spotkałam go osobiście kilka tygodni później na jednej z misji niedaleko Londynu. Prawie się zdemaskowałam, ale chyba był zbyt zajęty zabijaniem ghouli, bo nie zauważył mojej obecności. Byliśmy w lesie i kucałam za jakimś grubszym drzewem, obserwując go. Gdy pozabijał wszystkie zombie i bez problemu zastrzelił matkę, miałam pewność, że nie jest człowiekiem. Wspomnienia dziewięciolatki mogły nie być pewne, ale to, co tu widziałam... Był silny. Bardzo silny. I nie mówię tylko o sile mięśni, ale ogólnie. Wyczuwałam od niego niepokojąco mroczną aurę, jeszcze gorszą od wampirów-matek.
Prawie przegapiłam moment, gdy ruszył w sobie znanym kierunku. Podniosłam się z kucek i podążyłam za nim. Miałam dziwne wrażenie, że nie powinnam zwracać na siebie jego uwagi, jednak... musiałam.
Powinnam się domyślić, że mnie zauważy. Błyskawicznie się obrócił i zdążyłam tylko wyszarpnąć sztylet z pochwy przy pasku, zanim przygniótł mnie do drzewa. Broń wypadła mi z ręki, gdy straciłam oddech od uderzenia. Był szybszy od innych wampirów. Przycisnął pistolet do szyi pod brodą. Ten sam, którym celował we mnie dziesięć lat temu... Spojrzałam na niego z przestrachem, ale po chwili uspokoiłam oddech i zmieniłam spojrzenie na spokojne. Nie mogę mu pokazać, że się boję.
- Łowczyni- odezwał się cicho, mrużąc oczy- Kto cię nasłał?
- Myślisz, że ci powiem?- wydusiłam, nie opierając się. Gdybym zaczęła walczyć, zabiłby mnie na miejscu. Może była jeszcze szansa, że przeżyję...
- Nie musisz-odparł niezrażony, a potem dodał- I tak cię zabiję.

Czyli nie było. Schyliłam się ułamek sekundy przed naciśnięciem spustu i pocisk wbił się w pień zamiast w moją głowę. Więcej szczęścia nie miałam i nie zdążyłam się obrócić, zanim nie uderzył kantem dłoni w moją tętnicę szyjną, pozbawiając przytomności.

1 komentarz:

  1. Bardzo zajefajny rozdział. To sprawiło że jestem ciekawa tego jak wyglądała działalność organizacji za czasów Artura. Mam nadzieję że nie długo będzie kolejny rozdział.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń