Heeej :) Komentarze pod pościkiem się nie pojawiły,ale wierzę,że ktoś tu zaglądnął (w pierwsze dwa dni po dodaniu "Reaktywacji" doszło ponad 100 wyświetleń...). Mam nadzieję, że ten post,choć dość krótki, ożywi was. Jet to pierwszy rozdział "Hellsinga Pasta", przez którego reaktywowałam bloga... Teoretycznie wyjaśnienie, dlaczego Artur postanowił uwięzić Alucarda :3
Miłego czytania, pozdrawiam ^^
-------------------------
Wrzaski. Wybuchy. Wszędzie zapach
śmierci i krwi, nie rozumiem... Co się dzieje? Gdzie mama? Gdzie tata?! Leżą
obok mnie, no tak... nieruchomi. Dlaczego? Bladzi, z twarzami wykrzywionymi
strachem... Obok nas stał jakiś
żołnierz... tylko czy był człowiekiem? Wyglądał jak zombie... zombie-wampir.
Zombie, który za chwile mnie zabije... zabił moich rodziców, teraz ja, tylko
dlaczego? Dlaczego mam już zginąć? Nie rozumiem! Życie jest niesprawiedliwe, mam
dopiero dziewięć lat! Nachylił się z okropnym uśmiechem, rządek ostrych
zębów...
Rozległ się huk, bliżej niż inne
dotychczas, a żołnierza odrzuciło i uderzył o ziemię. Rozsypał się w pył.
Patrzyłam na niego, a potem nagle obróciłam się z cichym okrzykiem, gdy
zobaczyłam wycelowaną w swoją głowę lufę. Pistolet był ogromny i trzymany przez
czarnowłosego mężczyznę w czerwonym płaszczu. Oczekiwałam strzału, ale ten
tylko zerknął na mnie, po czym obrócił się na pięcie i odszedł.
Otworzyłam oczy i usiadłam gwałtownie. Byłam zlana potem. Ten sam sen.
Znowu. Wspomnienie z czasów wojny...
Wytarłam twarz rękawem pidżamy i odetchnęłam głęboko. Minęło już dziesięć lat,
a to mnie wciąż prześladuje. Jakiś czas temu myślałam, że już jest dobrze,
jednak kolejne polowanie sprawiło, że koszmar wrócił. Wstałam i poszłam do
kuchni, by napić się czegoś. Najlepiej wody.
Dziesięć lat. Ponad dziesięć lat temu w tym samym miejscu, w którym
prawie mnie zabił ghoul, znalazł mnie inny mężczyzna- Jonathan. Okazał się
łowcą wampirów, który chciał znaleźć sobie następcę, któremu będzie mógł przekazać
to, co wie. Tak zrobił. Głównie dotyczyło to wampirów... na początku
twierdziłam, że się nabija. Gdy zaczął mnie szkolić w szermierce i używaniu
sztyletów, zaczęłam mieć wątpliwości dotyczące jego zdrowia psychicznego,
jednak po roku treningów, gdy miałam trochę ponad dziesięć lat, zabrał mnie na
"polowanie". Najpierw zastanawiałam się, jakie "polowanie"
i czy on faktycznie myśli, że idzie zabijać wampiry, jednak gdy tam dotarliśmy
zobaczyłam, że nie jest szaleńcem. Roiło się od ghouli- takich samych istot jak
ten żołnierz, który prawie mnie zabił. Spanikowałam i zaczęłam uciekać. Prawie
zginęłam z rąk takiej istoty, gdy mnie zaatakowała, jednak szkolenie na łowcę
coś dało i zabiłam go. Nigdy nie zapomnę jego twarzy przypominającej maskę
zombie, kiedy rozsypywała się w pył...
Wtedy postanowiłam poszukać informacji na temat mężczyzny w czerwonym
płaszczu. Musiał wiedzieć, że zabił wampira, bo dało się je zabić tylko
srebrem, a przecież normalny nabój nie ma srebra. Bazując na wspomnieniu i
prześladującym mnie koszmarze, spróbowałam wymyślić, co to był za pistolet. Po
broni bardzo łatwo rozpoznać właściciela. Odtworzyłam broń i nawet narysowałam
ją, ale nie był to żaden model, który znałam ja lub Jonathan. Prawdę mówiąc nie
była to broń, którą mógłby unieść człowiek. Co oznaczało, że czarnowłosy
mężczyzna jest wampirem. Takim prawdziwym, a nie ghoulem oczywiście. Zwykłe
wampiry, Nosferatu, były o wiele silniejsze i inteligentniejsze od ghouli.
Właściwie ghoule to naprawdę były zombie, tylko że pijące krew i nie mogące bez
niej przeżyć.
- Znowu miałaś ten sen?
Podskoczyłam, słysząc to. Obróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam
brązowowłosego mężczyznę. Jonathan nie wyglądał na pięćdziesięcioletniego
mężczyznę zmęczonego życiem. Fakt, zmarszczki zaczynały być widoczne, a we
włosach widać było dużo siwych pasm, jednak dzięki wysokiej, smukłej sylwetce
mógłby uchodzić na dwadzieścia lat młodszego. Gdyby nie widzieć twarzy i
włosów, to naprawdę można by uznać, że to radosny, wysportowany
trzydziestolatek.
A przynajmniej tak było kilka tygodni temu. Ostatnio miałam wrażenie,
że coś go gnębi, jednak nie wypytywałam o to. Oboje mieliśmy własną przestrzeń,
do której drugie nie wchodziło, chyba, że samemu zaczęło się zwierzać. Tak
właśnie było z moim koszmarem i mężczyzną w czerwonym płaszczu. Na początku nic
mu nie mówiłam, jednak w końcu nie wytrzymałam i opowiedziałam mu wszystko.
Niedawno stwierdził, że to prawdopodobnie nie jest człowiek, a wampir.
- Niestety tak. Nie dają mi spokoju- odpowiedziałam.
- Musisz go znaleźć- stwierdził Jonathan- Gdy go znajdziesz i
wyjaśnisz wszystko, powinno się uspokoić. Chyba, że to po prostu wspomnienie
horroru wojny. To do psychologa, psychiatry czy jeszcze kogoś innego.
- Nie- pokręciłam głową, odkładając kubek na blat- To przez tego
mężczyznę. Tak mi się wydaje. Ale nie wiem, jak go znaleźć. Nie mam żadnego
śladu prócz tego, że nie jest człowiekiem, ma czarne włosy i czerwony płaszcz.
Zresztą może go już nie nosi.
- Musisz go znaleźć- powtórzył mężczyzna- Będę cię posyłał na
polowania jak najczęściej, rozglądaj się i spróbuj dyskretnie wypytać, jeśli
spotkasz innego łowcę. Ktoś na pewno coś wie.
***
Nie musiałam wypytywać. Spotkałam go osobiście kilka tygodni później
na jednej z misji niedaleko Londynu. Prawie się zdemaskowałam, ale chyba był
zbyt zajęty zabijaniem ghouli, bo nie zauważył mojej obecności. Byliśmy w lesie
i kucałam za jakimś grubszym drzewem, obserwując go. Gdy pozabijał wszystkie
zombie i bez problemu zastrzelił matkę, miałam pewność, że nie jest człowiekiem.
Wspomnienia dziewięciolatki mogły nie być pewne, ale to, co tu widziałam... Był
silny. Bardzo silny. I nie mówię tylko o sile mięśni, ale ogólnie. Wyczuwałam
od niego niepokojąco mroczną aurę, jeszcze gorszą od wampirów-matek.
Prawie przegapiłam moment, gdy ruszył w sobie znanym kierunku.
Podniosłam się z kucek i podążyłam za nim. Miałam dziwne wrażenie, że nie
powinnam zwracać na siebie jego uwagi, jednak... musiałam.
Powinnam się domyślić, że mnie zauważy. Błyskawicznie się obrócił i
zdążyłam tylko wyszarpnąć sztylet z pochwy przy pasku, zanim przygniótł mnie do
drzewa. Broń wypadła mi z ręki, gdy straciłam oddech od uderzenia. Był szybszy
od innych wampirów. Przycisnął pistolet do szyi pod brodą. Ten sam, którym
celował we mnie dziesięć lat temu... Spojrzałam na niego z przestrachem, ale po
chwili uspokoiłam oddech i zmieniłam spojrzenie na spokojne. Nie mogę mu
pokazać, że się boję.
- Łowczyni- odezwał się cicho, mrużąc oczy- Kto cię nasłał?
- Myślisz, że ci powiem?- wydusiłam, nie opierając się. Gdybym zaczęła
walczyć, zabiłby mnie na miejscu. Może była jeszcze szansa, że przeżyję...
- Nie musisz-odparł niezrażony, a potem dodał- I tak cię zabiję.
Czyli nie było. Schyliłam się ułamek sekundy przed naciśnięciem spustu
i pocisk wbił się w pień zamiast w moją głowę. Więcej szczęścia nie miałam i
nie zdążyłam się obrócić, zanim nie uderzył kantem dłoni w moją tętnicę szyjną,
pozbawiając przytomności.
Bardzo zajefajny rozdział. To sprawiło że jestem ciekawa tego jak wyglądała działalność organizacji za czasów Artura. Mam nadzieję że nie długo będzie kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.