sobota, 27 grudnia 2014

Hellsing Past- Rozdział IV


Dobra,mam już całe zakończone,już nie muszę się bać, że poślę zbyt szybko to,co zapisałam, a potem będzie długa przerwa bo brak weny/nie chce mi się pisać/ nie chce mi się przepisywać. tak więc cieszcie się i radujcie, bo minęły tylko.. *sprawdza* trzy dni. Podbiorę Vint pomysł i tez będę wkładać gify/obrazki z Alucardem. Vint, jeśli się obrazisz czy cuś, to daj znać, usunę ;-;
Tymczasem teraz życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku, choć pewnie dodam jeszcze posta w tym roku ;)
------------------
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Leżałam na podłodze w lochach wampira. Noga i szyja pulsowały bólem, a Alucarda nigdzie nie było. To dobrze. Bardzo dobrze! Jasna cholera, on mnie przerażał! Panicznie się go bałam i najmniej ze wszystkich rzeczy chciałam spotkać go teraz spotkać. Roztrzęsiona wstałam przy pomocy kuli i ruszyłam w stronę drzwi. Nie wyczuwałam tej mrocznej aury, co znaczyło, że naprawdę nie ma go w pobliżu. Bez przeszkód wyszłam z lochów i zamierzałam iść spać, jednak po drodze wpadłam na Waltera. Dosłownie wpadłam.
- Tu jesteś! Szukałem cię...- rozszerzył oczy, widząc jak blada jestem. Całkowity szok nastąpił, gdy zobaczył ranki na mojej szyi. Podniósł wzrok na moja twarz.
- Poszłaś do Alucarda?
Pokiwałam głową, milcząc. Nie ufałam swojemu głosowi.
- Ugryzł cię?
Potwierdziłam.
- Jak Artur się dowie...
- Nie!- wydusiłam, zanim pomyślałam. Jednak mój głos nie zabrzmiał tak źle.
- Czemu?- spytał zaskoczony mężczyzna.
- Myślę... myślę, że nie ma sensu. I tak nie powstrzyma go, a prawdopodobnie
przysporzy mi...problemów.
Walter spojrzał na mnie czujnie, a potem kiwnął lekko głową.
- Dobrze. Ale jeśli uznasz, że przesadza, zgłoś to mi. Jakoś ci pomogę-powiedział w końcu.
Pomijając fakt, że już przesadzał... miło, że Walter chciał pomóc, ale podejrzewałam, że Alucard zemściłby się... na mnie.
- Ugryzł mnie- szepnęłam- Dlaczego się nie zmieniłam?
- Cóż... - Walter się zawahał- Odkąd Alucard tu jest, nie jest w stanie przemieniać. Niewiele wiem, ale chyba musi wypić krew Hellsingów, by znowu moc przemieniać.
- Krew Hellsingów?- powtórzyłam.
- Tak zrozumiałem, gdy Artur mi tłumaczył. Więcej nie wiem. Nie interesowało mnie to- wzruszył ramionami.
***
Nie miałam, co robić. Nie chcieli mnie posłać na misję, bo moja noga nie była w stanie wytrzymać walki. Błąkałam się po korytarzach przez kilka dni. Zawracałam natychmiast, gdy poczułam mroczną aurę. Odkryłam gabinet Artura, salę z okrągłym stołem, w której, jak się dowiedziałam, odbywały się narady, bibliotekę i kilka innych ciekawych pomieszczeń. Moim pokojem stała się ta sypialnia, w której obudziłam się pierwszy raz. Nudziło mi się tak bardzo, że zaczęłam chodzić na strzelnicę, gdzie obserwowałam trenujących. Po jakimś czasie sama zaczęłam ćwiczyć. Jonathan nie nauczył mnie posługiwać się pistoletami tak dobrze, jak miałam okazję. No i nie miałam gdzie ćwiczyć, gdy z nim mieszkałam. Chociaż jeden plus trafienia do Hellsinga.
A co do samego Jonathana... muszę go powiadomić, że nic mi nie jest. Że jestem w Kwaterze Głównej Organizacji Hellsing i żeby nie próbował się ze mną skontaktować. Nie lubiono samowolek łowców i starano się ich wyłapać. Gdyby złapali Jonathana... nie umiałabym sobie tego wybaczyć.
Chciałam poprosić Artura o możliwość zadzwonienia do niego i obietnicy, że nie wyśledzą go, ale ciągle był zajęty.
***
Ta mroczna aura... obudziłam gwałtownie, siadając. Kątem oka zauważyłam czerwony materiał i pisnęłam przestraszona, błyskawicznie odsuwając się i przyciskając do ściany.
- Czego chcesz?- wydusiłam, patrząc na Alucarda. Stał przy łóżku z założonymi
rękami. Płaszcz miał narzucony na ramiona.
- Czemu mnie unikasz?- jego ton głosu był zimny. Otworzyłam szerzej oczy.
- Spodziewasz się, że będę do ciebie grzecznie przychodzić, byś znowu mógł mnie ugryźć... I zabrać tam?
- Jakkolwiek będziesz starała się mnie nie spotkać, będę cię "tam" zabierać. Jak ci sie podobało?
- Powiedziałeś, że zginę.
- Kłamałem- odpowiedział sucho- Przyznam, że zaskoczyłaś mnie. Nawet nie zdążyłem cie złapać.
Uśmiechnął lekko. W tym uśmiechu nie było nawet krztyny ciepła.
- Po co do mnie przyszedłeś?- wydusiłam.
- Tylko po to, by ci to powiedzieć- obrócił się i ruszył w stronę drzwi- A, jeszcze jedno. Jutro albo pojutrze wszyscy idą na misje.
Zbladłam, domyślając się, co za chwilę powie.
- I nie będą mnie tam potrzebować, więc zostaniemy sami.
Nie umiałam wydusić słowa, ale Alucard nie czekał na odpowiedz i otwarł
drzwi. Prawie się zderzył z Walterem, który, widząc go, spojrzał na mnie. Siedziałam przyciśnięta do ściany, myśl sama przychodziła do głowy...
-Straszyłeś ją?- wzrok Waltera pociemniał, gdy spojrzał na wampira. Ten w odpowiedzi uśmiechnął się jednym kącikiem i wyminął go, odchodząc. Odetchnęłam głęboko.
- Na pewno mam nie mówić Arturowi?- mężczyzna przysunął sobie krzesło i
usiadł na nim. Wyjął z kieszeni jakąś małą buteleczkę, strzykawkę i zapakowaną fabrycznie igłę.
- Nie- odparłam w miarę normalnym głosem. Postanowiłam nie mówić mu o obawach związanych ze słowami wampira- Co chcesz zrobić?- spojrzałam na trzymane przez niego rzeczy podejrzliwie.
- Artur chce, byś jak najszybciej wyzdrowiała. Mam ci to podawać.
- Po co mam wyzdrowieć?
- Nie wypuści cię, byś wróciła do zawodu wolnego strzelca. Będziesz z nami
pracowała.
- Ale...- zająknęłam się całkowicie zbita z tropu- Ale ja mam opiekuna. Na pewno się o mnie martwi!
Spojrzał na mnie.
- W takim razie musisz pogadać z Arturem.
- Taki miałam zamiar... ale jest ciągle zajęty- mruknęłam.

- Przewodzi organizacji. Nic dziwnego- Walter wyszczerzył się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz