GOMENESAI MINNA! *kłania si,ę do podłogi* Przepraszam was! ;__; W szkole chcą mnie zakatować! Trzecia gimnazjum! D:
Ale co tu się tłumaczyć... mam nadzieję, że nie wszyscy zaprzestali obserwacji .__.
Przeczytałam sobie przed chwilą komenty z alterki i podnieśliście mnie na duchu. Po raz kolejny xD
-----------------
Rozdział IV
Pojawiłam się w pustej uliczce między budynkami, a po chwili wyszłam
na słońce- w kapturze- na plac Św.
Piotra w Rzymie. Rozejrzałam się, ale zanim zdążyłam zrobić choćby ruch, coś
mnie szarpnęło za ramię i znów skryłam się w cieniu.
- Zostaw mnie.- nie obróciłam się, gdy otoczyły mnie kartki z Pisma
Świętego. Potężna dłoń wciąż leżała na moim ramieniu, a do tego skóry na szyi
dotykała poświęcona stal, co trochę piekło. Ale nie ruszyłam się nawet gdy
pojawiliśmy się na dobrze mi znanym gościńcu Iscariote.
- Widzę, że miło witacie gości, Anderson.
- Wyszłaś na widok publiczny w „troszkę” nienormalnym ubiorze i z
całym arsenałem.- odezwał się za mną znajomy głos.- Pamiętaj, że dla całego
świata nic się nie zmieniło, podczas gdy ty poznałaś Alucarda- przerwał, ale za
nim zdążyłam odpowiedzieć, szarpnął mnie do tyłu tak, że uderzyłam w jego klatkę
piersiową. A nóż był mocniej przyciśnięty do mojej szyi.- A może nie jesteś
Alicią?
- Co…?- to stwierdzenie było zupełnie nieoczekiwane.
- Alicia nie żyje. Alucard, nie zachowałeś nawet tej odrobiny szacunku
do niej, ze się pod nią podszywasz?
- O czym ty gadasz?!- wykrzyknęłam, wywijając się spod ostrza i dłoni
Andersona. Podniosłam ręce do góry, żeby mnie nie zaatakował, i zrobiłam kilka
kroków do tyłu, by zwiększyć dystans.
- Jestem prawdziwą Alicią! Sto… Hellsing! I nie przyszłam tu, by
walczyć, tylko z kilkoma pytaniami do Maxwella!
- Hm?- mruknął mężczyzna, nie odrywając ode mnie wzroku.- Wróciłeś wydziwiać.
- Był tu?!- krzyknęłam ucieszona, przyskakując do niego. Rozległ się
huk i odrzuciło mnie na kilka metrów w bok, gdy dostałam pociskiem w brzuch.
Poturlałam się po ziemi, a gdy już się zatrzymałam dotknęłam plamy krwi na
mojej koszulce.
- Powiedziałam przecież, że nie przyszłam walczyć!- zdenerwowałam się,
wstając powoli i patrząc na Heinkel, stojącą kilkadziesiąt metrów dalej.
- Nie jesteś Alucardem.- mruknął Anderson.- On by się obronił.
- Brawo za spostrzegawczość!- prychnęłam, prostując się- Alucard tu
był?
- Kilka godzin temu zniknął. Pojawił się, ale unikał walki.
- Po co tu był? Pytał o coś?
„ Mam niesamowite szczęście, że
od razu trafiłam na jego ślad”
- Pytał, czy nie działo się nic dziwnego.- odparła Heinkel, podchodząc
do blondyna.
- Nic więcej?- byłam rozczarowana.
- Rozmawiał z Maxwellem na osobności.- dodał Anderson, uważnie obserwując
każde moje drgnięcie.
- Też chcę z nim rozmawiać!- znów się ożywiłam.
- As wam się zgubił?- rozległ się za mną nowy głos. Błyskawicznie
obróciłam się, by spojrzeć na biskupa. I równie szybko zostałam przyciśnięta do
ziemi kolanem Heinkel i z lufą pistoletu przy głowie.
- Ile razy mam powtarzać, że nie chcę walczyć?!- naprawdę robili się
denerwujący. Wiedziałam, że mnie nie zabiją, nie mogli w czasie pokoju.
Musieliby najpierw wywołać wojnę. Trochę nieciekawie byłoby wywołać ją moją
trzecią śmiercią.
- Anderson może mieć rację.- Maxwell podszedł bliżej.- Alucardzie,
brak ci szacunku dla zmarłej.
- Nie jestem Alucardem!- krzyknęłam zirytowana i odtrąciłam pistolet,
zrzucając z siebie Heinkel.- Nikt nie ma zielonego pojęcia dlaczego żyję, ale
to nie zmienia faktu, że szukam Alucarda!- podniosłam się.
- Zakładając, że naprawdę jesteś Alicią i szukasz go.- odparł Maxwell-
Dlaczego? Dlaczego nie wiecie, gdzie jest?
Wiedziałam co przekazał przez te słowa: „ Zdradził was albo złamał
rozkaz Pani”.
Nie odezwałam się. Wstyd. Po prostu wstyd. Alucard przecież nigdy nie
był nieposłuszny swojej Pani. Nigdy. Przyznać jego „zdradę” Iscariotowi…
Ale Maxwell jakby nie zauważył mojego milczenia. Cóż za dżentelmen.
Czyżby jednak nie był taki zły? I nienajlepiej nastawiony do Hellsinga?
- Wejdziesz na chwilę? Powiem ci co nieco dokładniej.- spytał.
Zobaczyłam jak Anderson mierzy biskupa lodowatym spojrzeniem, ale ten go
zignorował.
- Jeśli jesteście mi w stanie pomóc, to chętnie. Ale nie chcę marnować
czasu.
Enrico poprowadził mnie przez korytarze budynku. Członkowie Iscariote
po drodze gdzieś zniknęli.
- Zapraszam.- otworzył drzwi gabinetu, który zdążyłam już poznać, w
niezbyt przyjemnych okolicznościach, a ja wyminęłam go w drzwiach.- Wybacz brak
manier- wszedł za mną, zamykając cicho drzwi- ale raczej cię nie poczęstuję
herbatą czy ciasteczkami.- to stwierdzenie nie było złośliwie nawiązane do
mojego wampiryzmu, tylko po prostu przeprosiny. Usiadłam przed biurkiem, a
chwilę później Maxwell zajął miejsce naprzeciwko.
- A więc?- ponagliłam.- Co wiesz?
- Alucard zniknął stąd kilka godzin temu. Byłem przy jego „walce” z
Andersonem. Znikał i pojawiał się w
różnych miejscach, unikając Alexandra jak ognia. Powtarzał, że nie chce walczyć
i ma pytania.
- Niepodobne do niego.- mruknęłam.
- Wszyscy tak uważają.- odparł biskup.- Dlatego prawie godzinę się tak
gonili. Anderson po prostu mu nie uwierzył.
- I co? Jakie pytanie miał?- niecierpliwiłam się.
- Spokojnie, już kończę. – westchnął mężczyzna.- Jakaś ty
niecierpliwa.- w którymś momencie Alucard również stracił cierpliwość. Pojawił
się za mną- i no cóż- przystawił mi pistolet do głowy. Wtedy Anderson
zaprzestał walki. Alucard spytał mnie… czy nie działo się coś dziwnego z ciałem
jego brata.
- A działo się coś?
- Nie. Spaliliśmy je prawie od razu.
- O coś jeszcze?
- Czy nie pojawili się wilkołaki- przepraszam, zmiennokształtni.
- A pojawili się?
- Też nie.- Maxwell pokręcił głową.- We Włoszech jest spokój jak
kiedyś, może nawet jeszcze spokojniej.
- Powiedział coś co mogłoby być pomocą w znalezieniu go?
- Cytuję: „Jak wy nic nie wiecie, to idę do kogoś bliższego sobie”
- Bliższego sobie?- powtórzyłam, zdezorientowana.
- Tylko tyle powiedział, zanim zniknął. Nie wiem o jakich bliższych
sobie osobach mówił.- uprzedził moje pytanie.
- Okej.- wstałam.- Dzięki- pierwszy raz uśmiechnęłam się szczerze i z
wdzięcznością do kogoś z Trzynastki.
- Do zobaczenia.- na twarzy mężczyzny też pojawił się delikatny
uśmiech. Maxwell naprawdę przestał mnie nienawidzić?
- Ale jeśli zaatakujecie Hellsinga, to się dowiem bardzo szybko, a
Alucard jeszcze szybciej.- ostrzegłam, zdając sobie sprawę, że przed Iscariotem
Integra była bezbronna.
- Spokojnie, póki co nic wam nie grozi. Przynajmniej z naszej strony.
- Postaram się uwierzyć.- zniknęłam i po chwili pojawiłam się kilkaset
metrów dalej, w lesie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Integry. Odebrała
po drugim sygnale.
- Tak?- jej głos był jednocześnie napięty i zmęczony.
- Gdzie mogę znaleźć „osobę bliższą” Alucardowi?
- Hm?- zdziwiłam ją- Myślę, że logicznie byłoby poszukać w
Transylwanii. Proponuję odwiedzić jego zamek. - odpowiedziała po chwili
zastanowienia.- I chociaż zwiedził przynajmniej połowę świata, myślę, że
jedynie tam ma osobę najbliższą.
- A ten zamek nie jest zamieszkany?
- Nie jest. Był, ale z racji, że fragment wieży się zawalił, a nie
chciano wydawać milionów na konserwację opuścili go. Nikt oficjalnie o tym nie
wie, ale mieszka tam osoba, która zna Alucarda.
- Rozkaz! Już tam idę.
- Powodzenia.- kobieta się rozłączyła. Westchnęłam.
- Idiota.- mruknęłam.- Niech sobie nie myśli, że zniknął z radaru
Hellsinga. Znajdę go, a Integra opieprzy.
Zniknęłam.
***
Pojawiłam się przed bramą wielkiego zamku transylwańskiego, który
widziałam kiedyś na zdjęciu. Tyle, że na żywo był „ odrobinkę” okazalszy i mroczniejszy.
Stałam tak, patrząc na sylwetkę budowli… gdy nagle ktoś na mnie wpadł.
Krzyknęłam, zaskoczona, i upadłam. Zaatakował mnie wampir. Jasnowłosy
mężczyzna, którego oczy były świecącymi się czerwonymi punktami wśród ciemności
nocy. Chyba był głodny. A to nie działało na moją korzyść. Zamachnął się
błyskawicznie, ale odturlałam się w bok i pazury minęły moją szyję o milimetry.
A potem i tak uderzył mnie w skroń i pociemniało mi przed oczami.
- Ja… nie chcę…- wydusiłam i przerwało mi silne kopnięcie w brzuch.- …
walczyć.
- Wchodzisz na teren innego wampira cała uzbrojona i mówisz, że nie
chcesz walczyć?!- krzyknął mężczyzna i zostałam podniesiona za kołnierz
płaszcza.
- Przyszłam…- urwałam, gdy uderzył mnie pięścią w twarz. Tak mocno, że
poczułam silny rdzawy smak krwi.
Otworzyłam oczy, które zamknęłam przy uderzeniu.
- Ja…- wyplułam krew, starając się nie trafić w blondyna.- …szukam…
Alucarda…- ze zdziwieniem zobaczyłam, że jego oczy się rozszerzają. Ale nie
patrzył na mnie. Na coś- lub kogoś- za mną.
A potem dostałam silne uderzenie w skroń, ale nie od mężczyzny przede
mną. Mimo wszystkiego, co się wydarzyło do tej pory, umiałam rozpoznać
materiał, z płaszcza Wampira.
Nie udało mi się utrzymać świadomości.
----------------------
Hah, te kończenie rozdziałów xD
Będzie nowa jak tylko będę miałą czas. źli nauczyciele .__.
Nocia! Wiem, że chisteryzuje, ale ostatnio nie mam co czytać. Cieszę się, że wróciłaś do orginalnej historii. Życzę Ci żeby twoi nauczyciele natknęli się gdzieś wieczorem w ciemnej uliczce na Alucarda.
OdpowiedzUsuńPS uprzedzając twoje pytanie - nota będzie jak dostanę wenę i mojego laptopa spowrotem. A na razie zaglądnij do zakładki "Stalowe Skrzydło"
Arigato ! Opłaciło się poczekać . ;3
OdpowiedzUsuńI życze twoim nauczycielom tego samego co
Hatremaya ;)
Pozdrawiam i jeszcze raz duuużo weny ;3