Minął tydzień (i to będzie mniej więcej przedział czasowy między postami...) ... i w sumie chyba nie mam co pisać. Więc macie Pasta. Tylko uprzedzam, że szybko zbliżam się do końca ;-;
----------------
Wiedziałam, że jeszcze przyjdzie do mnie. Do mnie albo po mnie. Kilka
dni później, pod wieczór, gdy siedziałam na łóżku, czytając książkę, wszedł bezgłośnie.
- Jesteś zadowolona?
Powieść wypadła mi z rak i spojrzałam na niego przestraszona. Stał
przy łóżku w miarę bezpiecznej odległości, ale zdrętwiałam ze strachu przez
jego spojrzenie. Straszne...
- To nie ja!- wyszeptałam, tłumacząc się- Mówiłam, żeby nic nie...
- Nie pytam kto, tylko czy jesteś zadowolona- przerwał mi, zbliżając się.
Wcisnęłam się w ścianę, blednąc.
- Przy jakiej odpowiedzi nie zrobisz mi...krzywdy?- uśmiechnął się zimno,
słysząc to.
- Niestety, ale przy obu- odparł i usłyszałam w jego głosie zawód.
Przez chwile milczałam, nie wiedząc, co mu powiedzieć, a potem wydusiłam
- Ciężko mi ocenić. Z jednej strony jesteś okrutny... ale trochę mi
ciebie żal.
- Żal?- niebezpiecznie zmrużył oczy. Zdecydowanie nie chciał, by komuś
było go żal.
- Przez te... Eksperymenty.
Chyba zrozumiał, bo tłumiony gniew w większości zniknął. Przez chwilę
było cicho.
- Przyszedłem cię ostrzec- odezwał się w końcu, mierząc mnie zimnym
spojrzeniem.
- Ostrzec?- powtórzyłam piskliwie. Znowu groźba?
- Prawdopodobnie jutrzejszego dnia Artur mnie uwięzi. Na stałe. Możesz
mu powiedzieć, że to nie koniec i, że kiedyś się uwolnię.
Nie umiałam wykrztusić słowa. Zanim zdołałam to zrobić, wyszedł, zostawiając
mnie sama.
***
- Bez krwi nie ma szans- odparł Artur, gdy następnego dnia powtórzyłam
mu te słowa.
- Gdzie on jest?- spytałam.
- Nie mogę ci powiedzieć. Ale gdzieś, skąd nie ucieknie... bez pomocy
z zewnątrz.
***
Atmosfera w kwaterze sie zmieniła. A przynajmniej dla mnie, bo nie
musiałam
się bać Alucarda.
- Co byście zrobili, gdybyście poznali tożsamość mojego opiekuna?-
spytałam
w końcu Artura. Miałam wrażenie, że on również się zmienił po uwięzieniu
wampira. Stał się bardziej otwarty i śmiał się więcej.
- Nie chce go poznać- odparł, nie podnosząc głowy znad papierów.
- Jak to?- zmarszczyłam brwi.
- Nie zagraża Hellsingowi, więc nie mam potrzeby sie nim... zajmować.
Właściwie przypomniałaś mi o jednym.
- O czym?
- Jeśli chcesz, pomogę ci wrócić do twojego opiekuna. I zostawię w
spokoju.
- Co?- wydusiłam- Dlaczego nagle zmieniłeś nastawienie?
- Boję się myśleć, ile przez to wycierpiałaś, ale dzięki temu
zdemaskowałaś Alucarda zanim całkowicie rozerwał Łańcuchy.
Wycierpiałam... Za dużo. Jednak skoro to powstrzymało najsilniejsza istotę...
to niech wam będzie. Przynajmniej mogę wrócić do Jonathana.
***
- Jasna cholera, gdzie ty jesteś?!- w słuchawce rozległ się wrzask
złości pomieszanej z ulgą.
- Nat, spokojnie- powiedziałam, przysuwając słuchawkę z powrotem do
ucha- Znalazłam tego mężczyznę. Pojawiły sie pewne... komplikacje... ale już
jest dobrze. Za niedługo wrócę do domu.
- Gdzie jesteś?- spytał, a w głosie było już słychać tylko ulgę.
- No cóż...- przeciągnęłam głoski, nie będąc pewna jego reakcji- W
kwaterze
głównej... Organizacji Hellsing.
- Hellsing?!- wrzasnął i gwałtownie odsunęłam telefon od ucha,
krzywiąc się- Jak ty tam, do cholery trafiłaś?!
- To długa historia.
***
Dzień później żegnałam się z Arturem i Walterem.
- Jeśli będziecie potrzebować jakiegoś łowcy, to mogę pomoc-
powiedziałam do nich. Bo co za różnica, czy poluje samotnie czy z
Hellsingiem... Właściwie
dlaczego Jonathan twierdził, że są źli?
- Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję- odezwał się Artur. Walter
kiwnął mi głową z uśmiechem.
Limuzyna podwiozła mnie pod dom, gdzie na schodach siedział Nat.
- Ilono!- zawołał, zrywając sie na nogi. Podbiegłam do niego kulejąc,
na co zmarszczył brwi, i objęłam go mocno.
- Dobrze, że nic ci nie jest! Musisz mi opowiedzieć wszystko jak najszybciej,
bo zżera mnie ciekawość- stwierdził- odsuwając mnie od siebie i lustrując mnie- Czemu kulejesz i
jakim cudem wylądowałaś u Hellsingów?!
----------------------------------
...
...
...
...
...
Em...
Własnie się zorientowałam,że to koniec D: Sama jestem w szoku. Wydawało mi się, że jeszcze jeden rozdział czy coś ._.
Króciutkie to, porównując do Fanfika...Hmmm.
A więc w tym temacie was pożegnam, ale zamierzam przepisywać CV (i MV, o którym jeszcze nic nie wiecie...), za chwilę dla pocieszenia dodam z tego notkę...
Pozdrawiam załamana ;__;

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz