KoniecUpiora Opery, teraz avatary. Z leksza upiorny Teehle...
I zdążyłam dokończyć brakujący fragment ;D
___________________________________
– Andreaaa – rozległ się z telefonu głos
Sonyi – Przyjedź do mnie. Musisz poznać moją rodzinę. Kiedyś ja też poznam
twoją, prawda?
– Jasne – skłamałam – Ale nie mogę cię
odwiedzić w najbliższym czasie, wyjeżdżam.
Jechałam do Michaela. W końcu. I jeszcze
miałam szansę wybłagać u niego ochronę przed Teehlem.
– Gdzie i na jak długo? – zainteresowała się
dziewczyna.
– Do przyjaciela na jakiś tydzień. Może się
przedłużyć.
– Przystojny jest?
– Eee... – zająknęłam się niespodziewanym
pytaniem – Tak. Sądzę, że tak.
– Poznaj mnie z nim kiedyś.
– A... – wampir bez pukania wszedł do
pokoju, ale umilkł na widok palca na moich ustach – ... ndreo – dokończył – Jeśli
chcesz zdążyć, to musisz skończyć rozmowę i dokończyć pakowanie się, bo samolot
nie będzie czekał wiecznie.
Pokiwałam głową z lekkim strachem,
bynajmniej nie o samolot. Obecność Teehlego sprawiała, że zaczynałam się bać.
Wiedziałam, jakie rzeczy może zrobić, a nie zamierza przegrać wojny.
– Muszę kończyć – rzuciłam do telefonu – Bo
się spóźnię na samolot.
– Samolot? To gdzie ty lecisz?
– Do przyjaciela, mówiłam ci. A mieszka
całkiem daleko.
– Baw się dobrze! Spodziewaj się bombardowania
pytaniami, jak wrócisz. Pa!
– Pa – rozłączyłam się i rzuciłam wampirowi
ostre spojrzenie – Od kiedy prywatne odrzutowce nie mogą czekać?
– Odkąd tak powiedziałem.
Dzień wcześniej Teehle powiedział mi, że
Michael przyśle prywatny odrzutowiec, by mnie zabrał. Byłam podekscytowana
lotem do niego, tym bardziej, że jednak mogłam błagać u niego o ochronę.
***
– Michael! – rzuciłam się na niego z
radością, której się nie spodziewałam. Tak bardzo za nim tęskniłam?
– Cześć, kochana – uścisnął mnie tak mocno,
że na chwilę straciłam oddech – Chciałbym cię zapoznać z oddziałem osobiście,
ale muszę załatwić kilka ważny spraw przed balem. Przyjdę do ciebie później, to
pogadamy.
– Jakim balem?
Ale Michael już się odwrócił, odchodząc.
– Vlad już do ciebie idzie! Odprowadzi cię.
– Jaki Vlad?! – przeraziłam się. Mężczyzna
zerknął przez ramię, szczerząc się.
– Za tobą.
Błyskawicznie obróciłam się na pięcie.
– Nie jestem Vladem Tepesem – młody głos
odpowiedział na niezadane pytanie. Podszedł do mnie... nastolatek. Ciemno, prawie
czarno włosy chłopak patrzył na mnie spokojnie.
– Miło mi cię poznać – uśmiechnął się lekko
– Michael o tobie opowiadał.
– Opowiadał?
– Wspominał.
– Jesteś spokrewniony z Vladem Tepesem? – spytałam,
zanim się powstrzymałam. Tepes podobno miał czarne włosy i zielone oczy... jak
ten chłopak przede mną.
– Jestem synem Vlada III Draculi – odparł
niezrażony. Co?!
– Jesteś wampirem?! – odsunęłam się
przestraszona.
– Tak – uniósł brwi zaskoczony – To jakiś
problem? Mieszkasz z wampirem od dłuższego czasu, nie przyzwyczaiłaś się?
– Nie! – odparłam ostro – I nie zamierzam.
Zmierzył mnie oceniającym spojrzeniem i
poczułam się niepewnie.
– Lepiej zamierz, bo może być niebezpieczne
– stwierdził w końcu – Chodź, zaprowadzę cię do twojej kwatery. W ogóle chyba
ci Michael nie opowiedział o naszym oddziale. Ironicznie nazywają nas
Draculami. Chociaż jeśli potraktować to jako moje nazwisko, to nic w tym
nadzwyczajnego nie ma. Anglia ma Elerain, a Rumunia Draculów.
– Przewodzisz oddziałowi?
– Teoretycznie wraz z Michaelem, praktycznie
ja sam. Michael za to chodzi na misje. Ja rzadko.
Wspięliśmy się po kamiennych schodach zamku,
a za zakrętem Vlad się zatrzymał.
– To twoja kwatera – otworzył pięknie
rzeźbione drewniane drzwi. Weszłam niepewnie do środka... i od razu zamarłam
urzeczona wnętrzem. W rogu stało wielkie łoże z bordowo – złotą kołdrą, ściany
były wytapetowane podobnym kolorem, a kotary zdecydowanie były zbyt wielkie na
zamkowe okno i sięgały do samej ziemi. Na której... kucnęłam i zanurzyłam palce
w grubym ciemnoczerwonym dywanie z uśmiechem.
– Michael trafił w gust, jak widzę – stwierdził
Vlad najwyraźniej rozbawiony.
– Tu jest pięknie! – odparłam zachwycona.
– Kolor krwi zawsze był, jest i będzie
piękny.
Natychmiast spojrzałam na niego zaalarmowana
aluzją do krwi, ale ten uśmiechnął się uspokajająco.
– Nie martw się, nie mam prawa cię ugryźć.
Michael poprosił, żebym cię oprowadził po siedzibie, ale wydajesz mi się
zmęczona.
– Jestem – potwierdziłam. Tak długa podróż
była męcząca.
– Proponuję ci odpocząć, a za niedługo
Michael powinien do ciebie przyjść.
– Chcesz się pozbyć obowiązku oprowadzenia
mnie? – spytałam rozbawiona. Odpowiedział szarmanckim uśmiechem.
– To całkiem przydatny efekt uboczny.
Odpocznij, a potem się rozpakujesz. Zaraz ktoś przyniesie twoje rzeczy.
– Sama sobie przy... – zaprotestowałam, ale
przerwał mi:
– Jesteś naszym gościem, pozwól potraktować
cię, jak należy.
I zanim sformułowałam argument, wyszedł z
pokoju. Ległam na łóżko zmieszana. Ktoś ma przynieść moje rzeczy? A co to,
hotel pięciogwiazdkowy?
Musiałam być tak zmęczona, że po kilku
sekundach zasnęłam. Obudziło mnie dopiero delikatne pukanie. Otworzyłam
niemrawo oczy zdezorientowana, ale gdy gość zapukał jeszcze raz, ocknęłam się i
usiadłam.
– Proszę!
Drzwi się uchyliły i w progu stanął Michael.
– Obudziłem cię? – spojrzał zaniepokojony.
– Nie – skłamałam – Tylko leżałam.
– Więc – w jego oczach pojawiła się iskierka
rozbawienia – na pewno pamiętasz, kto przyniósł ci rzeczy – wskazał torbę
leżącą koło wielkiej szafy. Zająknęłam się zmieszana.
– Mówiłem ci, że mnie trudno oszukać – dodał,
ale nie wydawał się zdenerwowany – A tak na marginesie, po co ci tak dużo
bagażu? Ja bym mógł z taką ilością jechać na trzy razy dłuższe wakacje.
– No cóż... – odetchnęłam. Czas zacząć
prosić – Miałam nadzieję, że będę mogła zostać tu dłużej.
– Zamek jest zawsze otwarty dla przyjaciół –
Michael uśmiechnął się ciepło – Jeśli Teehle ci pozwoli, możesz tu zostać nawet
cały rok.
Objęłam się rękoma i spojrzałam w dół.
Mężczyzna szybko wyczuł, że coś jest nie tak.
– O co chodzi? – usiadł obok mnie
zaniepokojony.
– Teehle się nie zgodzi – odparłam przez
ściśnięte gardło. Chciało mi się płakać – Nie pozwoli mi przebywać z dala od
niego...
– Dlaczego?
– Zamierza mnie gryźć – wydusiłam, mrugając,
by łzy nie spłynęły po policzkach – Chce zrobić ze mnie żywą torebkę krwi.
– Och – Michael wydawał się zaskoczony...
ale czymś innym, niż żywą torebką krwi – Jeszcze się nie pogodziliście? Dalej
cię nie gryzie?
– Ugryzł raz czy dwa – zacisnęłam zęby – żeby
nie udało mi się zabić.
– Próbowałaś drugi raz? – spytał ostro.
– Nie przegram wojny. Wolę się zabić, niż
dać ugryźć.
– Jakiej wojny? – mina mężczyzny zrzedła.
– Teehle tak nazwał nasz... spór.
Wypowiedział mi wojnę.
– Pozwól mu wygrać.
– Nie! – zaprotestowałam ze zgrozą, ale gdy na
niego spojrzałam, zbladłam. Jeszcze nie widziałam u niego tak poważnej miny – Co
jest?
– Teehlemu nie przeszkadza droczenie się
z... to zabrzmi brutalnie... z ofiarą – powiedział – Nawet często robi to
specjalnie. Ale jeśli mówi, że zaczyna wojnę, to trzeba uważać. Wtedy koniec z
żartami.
Patrzyłam na niego przestraszona.
– Jeśli się nie poddasz, to cię zniszczy...
na wielu płaszczyznach.
– Co masz na myśli?
– Po prostu się poddaj. Tak będzie...
Przerwało mu nagłe otworzenie się drzwi.
Podskoczyłam na łóżku.
– Jest tu... – brązowowłosy mężczyzna zaciął
się na widok groźnego spojrzenia Michaela – Szukałem cię.
– Po co?
– Dzwonią... z Watykanu.
– Po co? – twarz mojego przyjaciela stężała.
– Powiedzieli, że chcą rozmawiać
bezpośrednio z tobą.
Ten prychnął i wstał.
– To nie koniec rozmowy – ostrzegł mnie,
jakby spodziewał się, że wolałabym o tym nie mówić. A ja właśnie chciałam
zrozumieć, o co chodzi, chciałam, żeby Michael wyjaśnił, dlaczego lepiej, żeby
Teehle mnie gryzł, niż prowadził wojnę.
Łowca przemknął koło szatyna w progu.
Mężczyzna obejrzał się zaskoczony pośpiechem, jego krótki kucyk uderzył w
szyję, gdy się obrócił, ale potem spojrzał na mnie z uśmiechem.
– Cześć, jestem Vasil. A ty to pewnie
Alexandra?
– Czy wszyscy mnie tu znają? – westchnęłam.
– Tak – odparł niewzruszony – Ja sam
niewiele wiem, choć trochę więcej od pozostałych łowców. Wiem, że mieszkasz z
przyjacielem Michaela i Vlada, członkiem Elerain. Tylko nie do końca rozumiem,
jak tam się znalazłaś... – spojrzał pytająco, a zaraz potem się zmieszał – O
ile oczywiście mogę spytać.
– Nie spytałeś – uśmiechnęłam się lekko – Tylko
zastanawiałeś.
– Dobrze – wyszczerzył się, najwyraźniej
rozbawiony moją uwagą – Więc mogę wiedzieć, jak się znalazłaś u Teehlego,
Alexandro?
– Porwał mnie.
– Co?
– Porwał mnie – powtórzyłam i opowiedziałam
mu ogólnikowo, jakim cudem u niego mieszkam.
– Serio? – zdziwił się – I Teressa się
zgodziła, byś u niego mieszkała? I to nie jako łowca? Bo gdyby zamierzali cię
wyszkolić, to bym rozumiał, ale tak po prostu mieszkać u Teehlego?
Odwróciłam wzrok i skrzyżowałam ręce.
– Nie zrozumiesz.
– Nie będę nalegał – Vasil się uśmiechnął
uspokajająco. Wie, że Teehle to wampir? Czy Teehle to ukrywa?
Milczeliśmy dłuższy czas.
– Wróciłem – Michael pojawił się w drzwiach
tak nagle, że Vasil odskoczył przestraszony – Ha! Podkradłem się do ciebie! – wyszczerzył
się z dumą – Co tu taka cisza? Nie rozmawialiście, jak sobie poszedłem?
– Oczywiście, że rozmawialiśmy – zaperzył
się drugi łowca – Wypytywałem Alexandrę.
– Wypytywałeś? – powtórzył Michael,
zaostrzając ton.
– Ale nie nalegałem! – odparł szybko – Możesz
spytać Alexandry.
Obaj spojrzeli na mnie.
– Nie nalegał – zapewniłam zmieszana – Dlatego
była taka cisza, jak przyszedłeś.
Michael się zamyślił, a po kilku sekundach
odpowiedział:
– Też racja. Dobra, Vasil, sprawdź czy
gdzieś cię nie potrzebują.
To było dość niesubtelne odprawienie
chłopaka, ale nie niegrzeczne. Ten uśmiechnął się do mnie.
– Do zobaczenia na balu. Może wcześniej.
Znowu zostaliśmy z Michaelem sami. Ten
usiadł obok mnie.
– Dobra, na czym skończyliśmy?
– Jakim balu?
Łowca zaciął się zaskoczony.
– Balu? Ach, bo nie zdążyłem ci powiedzieć.
Organizujemy bal. Jutro wieczorem. Jak się okazało – skrzywił się – nawet
Watykan przyjedzie.
– Jak to "Watykan"?
– Oddział z Watykanu. Przyślą kilka osób,
żeby nam poprzeszkadzało w zabawie.
– Ile jest oddziałów?
– Ogólnie? Koło jedenastu. Trzy w Europie,
dwa w Rosji – nazywane europejskim i syberyjskim. W Chinach i Australii po
jednym głównym. W Stanach Zjednoczonych jeden, ale za to mający pododdziały na
danych obszarach, podobnie Kanada. A w Ameryce Południowej chyba jest jakiś
jeden, ale tam rzadko spotyka się wampiry. Za ciepło, by mogły spokojnie
funkcjonować. Podobnie Afryka. Prócz tego wszędzie jest dużo pododdziałów,
małych grupek posłusznych oddziałowi. Szczególnie w Rosji, bo to duży kraj. I
Ameryce.
– A w Europie? Dużo jest takich grup?
– Nie. Akurat europejska czwórka nie ma
pododdziałów. Nasz i rosyjski są najstarsze, więc najbardziej rozwinięte. Potem
Watykan, Anglia i reszta.
– Kto założył rumuński? – słuchałam
zafascynowana. Tego od Teehlego bym się nie dowiedziała, więc chłonęłam
informacje.
– Vlad Tepes – odparł spokojnie – Zmienił
swoją żonę, która zaczęła zmieniać wszystkich naokoło. Chciała wygrać wojnę z
Turcją przy wykorzystaniu nieśmiertelnych. XVI wiek był krwawy, jej wampiry
siały spustoszenie w Rumunii. Nie zauważyliście tego, bo trwała wojna i uwaga
była skupiona na niej.
– I co?
– Vlad, Teehle i syn Vlada, którego
poznałaś, założyli nieformalną grupę do eliminacji wampirów. Zanim zabili
wszystkich, ci zdążyli rozejść się na resztę świata. Tym sposobem powstawały
kolejne oddziały. Koniec historii – uśmiechnął się – A tak z innej beczki, mogę
spytać, o czym rozmawiałaś z Vasilem?
Zacięłam się przez nagłą zmianę tematu.
– Pytał, jak się znalazłam w Elerain i co
dalej ze mną zamierzają zrobić.
– I powiedziałaś mu?
– O planach Teehlego nie. Nie zrozumiałby.
Michael parsknął śmiechem.
– Co? – spojrzałam podejrzliwie.
– Vasil to prawdopodobnie jedyna osoba w
zamku, która mogłaby cię zrozumieć.
– Dlaczego?
– Dołączył do nas dopiero dwa lata temu.
Koło trzech lat temu spotkał Vlada w klubie nocnym. Vlad szukał tam ofiary,
najprościej zgarnąć jakąś pijaną kobietę, ugryźć i zniknąć.
Vasil się zainteresował samotnie stojącym mężczyzną...
a nawet się zakochał – Michael zrobił przerwę, bym zrozumiała, co powiedział.
– Zakochał?!
– Tak. Vasil jest homoseksualistą. Vlad
zabrał go jako swoją ofiarę, ale miał pecha, bo ten nie był pijany i szybciej
się obudził. I pamiętał. W jakiś sposób skończyło się na tym, że Vlad go
regularnie gryzł. Rok później Vasil trafił tutaj, by wyszkolił się na łowcę.
Nie wiem, jak z uczuciami Vasila, za to mogę powiedzieć, że wciąż pozwala się
gryźć Vladowi.
Zadrżałam. Pozwala... tak sam z siebie...
mogłabym się go poradzić, co mam zrobić. Może mi powie, że ugryzienia, jeśli
się nie sprzeciwiasz, nie bolą... a może, że ból się nie zmienia.
***

Coś mi się pokrótce wydaje, że Michael nie chce pomóc dziewczynie :D Nie wiem może się mylę, ale mam takie odczucie.
OdpowiedzUsuńMichael jest całym sercem z nią,zapewniam. Po prostu wie, że nic nie zdziała, jeśli Teehle sobie coś ubzdurał. :3 I nie spodziewał się, że Alexandra wciąż się nie pogodziła z Teehlem, pewnie dlatego mógł brzmieć źle (zaskoczony nie z tego powodu, copowinien, np) XD Czemu posądzasz go o brak chęci do pomocy? :D
UsuńA nie wiem. Tak jakoś na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że jednak może być przeciwko niej :D
UsuńŁo, broń boże XD To jej pierwszy przyjaciel, a to że jest jednocześnie przyjacielem Teehlego, więc go zna, to inna sprawa ;D
Usuń