wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział XXVIII

No macie, macie ^^
Teraz się zacznie szybsza akcja (po raz kolejny zresztą :p )
Za chwile druga, po ta krótka

--------------------------------------------
Rozdział XXVIII
Stałam przed Integrą, w drzwiach Kwatery Głównej. Właśnie zostałam tu przysłana, wraz z Alucardem, i właśnie się dowiedziałam po co.
- Ale… ja nie dam rady.- jęknęłam żałośnie.- Nawet z tym.- podniosłam wyżej dwa krótkie miecze- japońskie wakizashi, które sir Hellsing mi dała, gdybym nie była w stanie używać pistoletu. Oba były srebrne, toteż jeszcze bardziej musiałam uważać przy wyjmowaniu ich. Ich rękojeści, tak samo jak pochwy, były bardziej praktyczne niż ozdobne. Czarne, bez dodatkowych ozdób.
Byłam ubrana w normalny strój- jeansy i granatowy, krótki rękaw, a na to miałam narzucony ciemny płaszcz, od którego wewnętrznej strony dało się schować dwa miecze i pistolet.
- Dasz, dasz.- kobieta uśmiechnęła się krzepiąco.- A teraz idź, bo będziesz miała więcej roboty z zabijaniem ich.
- Tak jest!- zmieniłam ton, zaprzestając sprzeciwów, i skupiłam się. Niedawno Alucard pomógł mi opanować Cień, toteż umiałam już się teleportować, a czasami nawet nim bronić.
Spod moich stóp zaczął wydobywać się czarny dym, a po chwili otoczył mnie. Po następnych kilku sekundach znikłam, pojawiając się na placu głównym wsi, która rzekomo była opanowana przez wampiry. Tyle, że coś mi tu nie grało. Żadnym zmysłem nie wyczuwałam ani jednego ghoula.
„ Co jest…?”
Usłyszałam świst i instynktownie odskoczyłam w bok, a ostrze wbiło się w ścianę, przed którą przed chwila stałam. Natychmiast je poznałam.
- Anderson!- krzyknęłam, znów unikając noża. Obróciłam się w kierunku z którego zostało rzucone. Zobaczyłam idącego w moją stronę Blondyna.- Dlaczego zawsze gdzie jestem ja, jesteś i ty?!
Było to pytanie retoryczne, ale odpowiedział.
- Po prostu mam takie zadanie.
Błyskawicznie wyjęłam oba ostrza i przyjęłam pozycję obronną.
- Nie będę pytać, jakie masz teraz.- warknęłam, szykując się do skoku. Mężczyzna był już dwadzieścia metrów ode mnie.
- Spokojnie, młoda wampirzyco. Nie przyszedłem walczyć.
- A po co? Czy nie chciałeś mnie zabić? Jakimś cudem przeżyłam, znów ci się nie udało!- mój głos ociekał złością.
- Przeżyłaś, to muszę- niestety- przeboleć. Ale przyszedłem zabrać cię do Watykanu.
- Co?- zbił mnie z tropu, a zanim zdążyłam go zaatakować otoczyły nas kartki papieru.
„ Co to?”
Ułamek sekundy późnej przypomniałam sobie. W ten sam sposób uciekł, po walce ze mną, gdy odciął Alucardowi głowę.
„ Teleport!”
Jednak zdałam sobie z tego sprawę za późno. Papiery zniknęły równie nagle jak się pojawiły, a my staliśmy na placu, przed potężną rezydencją, podobną do Kwatery Głównej.
- Ty…- wycedziłam i skoczyłam na Aleksandra.
- Stój.- słyszałam obcy głos i automatycznie się zatrzymałam, z końcówką wakizashi tuż przed twarzą Blondyna. Ten nawet nie drgnął. Zaklęłam w myślach. Przywykła do wykonywania poleceń- pod groźbą Alucarda- zareagowałam instynktownie. A już mogłam zabić swojego zabójcę!
Rozejrzałam się, zdezorientowana, i zobaczyłam idącego w naszą stronę bruneta w kucyku. Ubrany był jak jakiś biskup. Już z tej odległości zobaczyłam, że jego ciemnozielone oczy patrzą na mnie z uwagą.
- Coś za jeden?- warknęłam, nie zmieniając pozycji.
- Enrico Maxwell.- odparł spokojnie mężczyzna, a ja drgnęłam. To ten mężczyzna, o którym mówił Alucard? Co ode mnie chce?- I prosiłbym cię o opuszczenie broni. Ani ja, ani Anderson nie zamierzamy z Toba walczyć.
- To co ja tu robię? Chcę go zabić!- zdecydowałam się na schowanie wakizashi. Jeśli mnie zaatakują, to zdążę wyjąć i się obronić. Odeszłam kilka kroków od Blondyna, by widzieć obu mężczyzn nie obracając głowy.
- Chciałem zaprosić cie na pogawędkę.- odezwał się trochę za beztrosko Maxwell, ignorując moje ostatnie zdanie.
- Nie przyjmuje zaproszenia.
- Będę musiał użyć siły, a tego nie chcę, więc nalegam, byś się zgodziła.
Zmrużyłam oczy. Przed chwilą nie chciał walczyć.
- Co z ghoulami, które były w tamtej wsi?
- Zabiłem je.- dotąd milczący Anderson odpowiedział mi.
- W takim razie, zgoda.- podniosłam dumnie głowę i ruszyłam za mężczyznami.
„ Czego oni ode mnie chcą?!”
Weszliśmy do wielkiego holu, a potem Maxwell skierował się w stronę schodów. Kilka minut krążenia po budynku- przynajmniej miałam takie wrażenie- a potem zostałam zaproszona do gabinetu.
- Okej…- Enrico obrócił się w moją stronę.- Nie ma owijać w bawełnę. Po pierwsze, Hellsing wie, że tutaj jesteś.
Zamarłam.
- Po drugie, specjalnie cię  posłali do tamtej wsi, byś spotkała Andersona. A on cię tu miał przyprowadzić.

1 komentarz:

  1. Nareszcie ! Aaaaa to małe gnidy z Hellsinga :P wrobili ją ! :P Lecę do następnej notki :D Zaspokajasz mój umysł :P

    OdpowiedzUsuń