Rozdział VII
- … nie zrobię.- skończył z westchnięciem Alucard. Wyszedł za dziewczyną
przez otwarte na oścież drzwi i spojrzał na nią, która była około pięćdziesięciu
metrów dalej, potykając się co chwila. Tylko on ją widział. Był wampirem,
widział w ciemności, nie jak Alicia i mężczyzna, który również pojawił się na
zewnątrz. To on rozmawiał z Alucardem, gdy „ofiara” się obudziła – Teraz to
mnie zaskoczyła. Zmieniła nastawienie? Nie zaczęła się cofać, jak za każdym
razem. Odepchnęła mnie… ciekawe, czy to ją podniesie na duchu… chciałem ją
zatrzymać, na zewnątrz jest niebezpiecznie, zwłaszcza jak jest w tym stanie.
Nie miała uciec.
- Powiadasz, że zrobiła coś co się nie zgadzało z twoim planem?
Toż to nowość.- stwierdził ciemnowłosy mężczyzna, z iskierką rozbawienia i ciekawości
w oczach. Wampir spojrzał na niego chłodno, jednak ten nie zareagował.
- Tak, Walterze, nie miała zdążyć uciec. Ale to nawet dobrze,
prościej ją będzie uspokoić.
- Dlaczego?
- Bo jeśli na zewnątrz pokażę, że nic jej z mojej strony nie
grozi, to powinna się uspokoić. I przestać mnie bać.
- Wierzysz w to?
Alucard się zaśmiał.
- Średnio.
- Co chcesz z nią zrobić?- Walter zmienił temat.
- - Nie wiem… nie zabiję jej, coś mnie odwodzi od tego pomysłu. W
jej krwi jest coś… znajomego i nowego jednocześnie. A puścić jej też nie mogę.
Wygadałaby się.
- Już widzę, jak jej wszyscy wierzą.- zaśmiał się Walter, gorzko.-
Zamieszka z tobą?
Alucard westchnął.
- Najwidoczniej tak. Ale musi się przestać mnie bać.
- To nie będzie proste.- zauważył Walter.
- Zważając na małą niespodziankę, którą jej naszykowałem…
- Nie przesadzaj tylko, skoro ma się przestać bać.- przerwał mu
mężczyzna.- I nie rań jej więcej. Co opatrywałem jedna ranę, znajdywałem następną!
A ta koło serca… przesadziłeś.
- Wiem, aczkolwiek… O cholera.- zaklął, patrząc na dziewczynę.
- Co jest?- spytał Walter, wyczuwając coś złego.
- Anderson.
Nie czekając na odpowiedź
zniknął.
Biegłam, potykając się i raniąc o nisko zwisające gałęzie. Co
chwila zerkałam za siebie, ale i tak nic nie widziałam, za ciemno było.
„ On
wiedział, on wiedział, że nie śpię! Znajdzie mnie, za chwilę mnie zatrzyma,
zabije… jak mam mu uciec?!”
Nagle
nadepnęłam na sznurówkę i runęłam przed siebie, z krzykiem. Przez dwie sekundy
byłam oszołomiona, a potem, gdy chciałam się podnieść, zobaczyłam przed sobą
parę butów.
Wrzasnęłam i
odskoczyłam do tyłu, znów się potykając i upadając.
„ Ale…”
Przyjrzałam
się mężczyźnie.
„… to nie Alucard”
Stał przede
mną potężnie zbudowany blondyn.
- Cóż to za
zbłąkaną duszyczkę spotykam na swej drodze?- jego głos był zaciekawiony, ale
nie wyczuwałam w nim ciepła (czy innego pozytywnego uczucia).
- Ja… -
zawahałam się. Jeśli mu powiem, to sprowadzę na niego niebezpieczeństwo!
- Nie
obawiaj się, powiedz co cię dręczy. Jestem księdzem, prawdopodobnie będę ci
umiał pomóc.
- Jest
ksiądz egzorcystą?
- Tak, ale
co się stało?- chyba go trochę zaskoczyłam. Jakby nie było, miałam na sobie
podarte spodnie, cała góra mojego tułowia była owinięta bandażem, a na tym
bluzę.
„ Cholera!”
Właśnie
zdałam sobie z czegoś sprawę.
„ Czy… czy to on mnie opatrywał?!
Obmacywał mnie?!”
Spłonęłam
rumieńcem.
- Ktoś
został opętany?
Wróciłam
myślami do stojącego przede mną blondyna.
- Nie, ale
chyba będzie mi ksiądz w stanie pomóc… goni mnie wampir. - oczywiście, że byłam pełna
wątpliwości co do jego pomocy czy bezpieczeństwa, ale co mogłam zrobić?
Blondyn
zrobił w moja stronę krok, wyciągając rękę, by pomóc mi wstać, jednak cofnęłam
się, dając mu znak, że nie chce by się zbliżał.
- Wampir?-
powtórzył, lecz, ku mojemu zaskoczeniu, w jego głosie nie było nawet nutki
zdziwienia czy niedowierzania. Otworzyłam usta, by potwierdzić, gdy nagle
poczułam delikatny, zimny powiew i usłyszałam za sobą klikniecie odbezpieczanego
pistoletu. Zamarłam.
- Odejdź stąd.-
usłyszałam znajomy, zimny głos i drgnęłam, jednak nie uciekłam.
- Alu…- zaczęłam szeptem, lecz blondyn mi przerwał. Sądząc po jego
głosie, był trochę zaskoczony przybyciem wampira.
- Witam
znów, Alucardzie.- w jego tonie, i ruchach dało się jednak wyczuć kpinę i
sarkazm.
- Odejdź.-
powtórzył mężczyzna stojący za mną, ignorując słowa blondyna.- Anderson, ostrzegam
po raz ostatni, i niech cię nie obchodzi kim ona jest.
- Okay, okay.- nieznajomy uniósł ręce, w sposób
wyrażający obojętność.- Tylko się przechadzałem.
Potem obrócił się tyłem i znikł w ciemności.
------------------------
Okey, więc teraz pora na mój monolog i komentowanie komentarzy XD Ale najpierw powitam oficjalnie dwie nowe czytelniczki- Keetsutę i Beatę Metallica. I tyle "formalności" ^^
Keetsuta-san, mówisz, ze zawarłabyś z Alucardem układ? Już to widzę... układ z NIM? Ale mogę cię pocieszyc, może tak zrobię, ale później :) I jak juz mówiłam w komentarzach, nie tylko ty masz zryty mózg... ja o wiele bardziej, zapewniam cię ;3
A tak poza tym, jesteś pierwszą obserwatorem xD Cieszę się z tego powodu (oczywiście lepiej byłoby więcej osób).
No, a wracając do notki, to jak? Mam dzisiaj wolne od szkoły, to opublikowałam dłuższą notkę ^^ Cieszycie się?
Dobra, nie będe dalej prowadzić monologu... a nie, jeszcze jedno. Co sądzicie o Black Blood Brothers i Jirou? Ta anime podbiła moje serce :3
No, to pozdrawaim, następna notka powinna wyjść w weekend,
Arisu
Że anderson nie chciał sie z Alucardem ponapierdalać aż dziwne
OdpowiedzUsuń