piątek, 29 stycznia 2016

Teehle XV

Sonya.
Skończyły mi się obrazki, więc nie wiem, co będzie w następnym poście...
__________________________

Otworzyłam oczy. Nie byłam w zamku. Gdzie…? Po sekundzie rozpoznałam pokój w domu Teehlego. Odetchnęłam ciężko i z trudem podniosłam rękę, by dotknąć ran. Przykryłam je chłodną dłonią. Byłam słabsza niż poprzednio, szybciej straciłam przytomność, a ugryzienie mniej bolało… czy to jest ze sobą w jakiś sposób powiązane?
Powstrzymałam się przed zamknięciem oczu i spaniem dalej. Nie chciałam zasypiać. Po prostu nie chciałam…
Nagle na moim nadgarstku zacisnęły się silne palce. Szarpnęłam się z paniką, ale potem znieruchomiałam, nie patrząc na Teehlego. Bez oporu pozwoliłam, by odsunął dłoń i położył wzdłuż mojego ciała. Zamknęłam oczy. Nie umiałam na niego spojrzeć. Wstydziłam się tego, że się poddałam?
Drgnęłam, gdy wilgotny, zimny materiał dotknął mojej szyi. Teraz o mnie dba… a wcześniej gryzł… czyżby Siergiej miał rację, że krzywdząc mnie, krzywdzi go? Nie… Teehle dba o mnie tylko ze względu na krew.
- To nie bolało tak bardzo- wyszeptałam ledwie dosłyszalnie i przełknęłam z bólem ślinę- I szybciej straciłam przytomność.
- To był inny sposób ugryzienia- powiedział- Ryzykowny. Najbardziej niebezpieczny ze wszystkich, bo, chociaż nie boli i trwa krótko, byłaś bliżej śmierci niż kiedykolwiek wcześniej. Dodatkowo przez dłuższy czas będziesz zmęczona. Normalnie już byś chodziła i…- urwał nagle.
- Dokończ- poprosiłam cicho, wciąż nie patrząc.
- Próbowała się zabić- dokończył niepewnie- Albo mnie.
Nic więcej nie powiedział, jakby nie wiedział, co jeszcze dodać. Przekręciłam się tyłem do niego.
- Po prostu siedź cicho- mruknęłam, przysypiając- Albo najlepiej mnie zostaw.
Nie poruszył się. Nie ma czegoś ciekawszego do roboty, niż obserwowanie mnie? Może dalej sądzi, że mogę próbować się zabić?
***
Nie było go. Zniknął. Poszedł sobie. Ale zamiast tego zostawił liścik. Złożona na cztery zeszytowa kartka leżała obok mojej poduszki, prześwitywały przez nią znajome literki Teehlego.
„Alekso, zjedz coś. Nie wrócisz dopełni sił, jeśli nie będziesz jadła. Jestem na misji, ale niedaleko stąd, więc wyczuję, jeśli spróbujesz się zabić lub zrobić cokolwiek innego. Chociaż mam nadzieję, że naprawdę się poddałaś, jednak- musisz przyznać, że mam do tego prawo- nie ufam ci w pełni w tej sprawie.
Odpoczywaj- T.”
Skuliłam się, zgniatając wiadomość w pięści. Nie chciało mi się wstawać. Nie miałam siły, by cokolwiek zrobić. I nie zamierzałam się zabijać. Nie było sensu próbować. Przegrałam wojnę. Naprawdę się poddałam, nawet jeśli Teehle nie do końca mi wierzył. Na stoliku leżał mój pistolet. Sięgnęłam po niego, bynajmniej nie w celu samobójczym. Sprawdziłam, czy jest zablokowany i wyjęłam magazynek. Pełny. Nie wierzył, ale zostawił broń. Wystawił mnie na próbę? Jeśli bym teraz strzeliła sobie w głowę, na nic by się zdały jego próby. Byłabym martwa milisekundy po strzale. To oczywiste, że gdybym chciała się zabić, mogłabym to zrobić. To przeczyło jego listowi… albo w nim kłamał i dał mi wybór, albo nie zauważył broni. W końcu leżała tu, odkąd wyjechałam. Mógł się przyzwyczaić do jej widoku i traktować ją jako część wystroju.
Odblokowałam go i wycelowałam w ścianę. Trochę ją zniszczę… siła odrzutu boleśnie szarpnęła moją ręką i skrzywiłam się. Byłam taka słaba… tak niemożliwie słaba…
Prawie minutę zajął mu powrót. Usłyszałam trzask drzwi wejściowych, a chwilę potem wpadł do mojego pokoju. Zarejestrowałam na jego twarzy strach, zanim zastąpiło go zaskoczenie. Strach…
- Co zrobiłaś?- spytał ostro.
- Sprawdzałam- powiedziałam bezbarwnie, patrząc na niego.
- Cholera, Alekso!- podszedł, wyrwał mi pistolet i z trzaskiem odłożył go na szafkę- Co sprawdzałaś? Czy na pewno cię obserwuję?
Nie odpowiedziałam.
- A gdybym nie przyszedł, strzeliłabyś ponownie, tylko tym razem do siebie? Po co sprawdzałaś? Gdybyś strzeliła od razu do siebie…- urwał i zobaczyłam w jego oczach ból, ale sekundę później dokończył- … udałoby ci się. Dlaczego się nie zabiłaś?
- Nie umiem- poczułam gulę w gardle, a wzrok mi się rozmazał- Już nie umiem, Teehle. Obiecałam Michaelowi, że tego nie zrobię. Naprawdę się poddałam. Uwierz mi.
Spojrzenie wampira złagodniało i uśmiechnął się.
- Nareszcie, Alekso. Wiesz, nie musisz mi wierzyć, jednak nie udawałem, że się boję. Martwiłem się.
- Ale nie o mnie, tylko o to, że nie będziesz miał mojej krwi.
- Nie- pokręcił lekko głową, siadając na brzegu mojego łóżka- Nie jestem bezdusznym potworem, za jakiego mnie najwyraźniej masz.
Odwróciłam wzrok. Po tym, co zrobił dzisiaj, nie wiedziałam, co myśleć.
- Mam dwie sprawy- powiedział cicho, obserwując mnie uważnie- Jedna to ugryzienia.
Nie jest bezduszny?
- Chciałbym dać ci wybór w sposobie ugryzień… ale nie mogę. Ten, który właśnie odczuwasz, jest zbyt niebezpieczny. Nie wiem, co mnie naszło, że z niego skorzystałem… tym bardziej z tym- zanim zaprotestowałam, zrzucił ze mnie kołdrę i wskazał mój brzuch. Przez chwilę patrzyłam na jego dłoń zdezorientowana, ale potem przesunęłam ręką po bliźnie pod koszulką.
- Zauważyłeś- stwierdziłam cicho.
- Powinienem o czymś wiedzieć?- nie podobał mi się ton głosu Teehlego. Już rozumiałam, dlaczego miałam mu nie mówić.
- Michael chciał, żebyś nie wiedział- nie patrzyłam na niego.
- To jest ten prawdziwy powód, dla którego zostałaś w Rumunii dłużej?
Kiwnęłam głową.
- Kto cię dźgnął? Zabiję go- wycedził i wystraszyłam się. Jeśli mu powiem, to naprawdę poleci do Rosji…
- Michael. Na treningu- odpowiedziałam szybko- Oczywiście przypadkiem. I to nie jego wina, zbyt gwałtownie i w złą stronę się uchyliłam, właściwie sama się nadziałam na…
- Alekso- przerwał mi twardo- Nie okłamuj mnie. Nawet, jeśli tak by się zdarzyło, Michael nie zraniłby cię tak głęboko. Zdążyłby odsunąć broń.
- Nie okłamuję…- głos uwiązł mi w gardle, gdy na niego spojrzałam. Przeszły mnie ciarki. Był wściekły. Nie na mnie, ale na tego, który mnie zranił- Siergiej- wydusiłam- Siergiej mnie zranił.
- Jakim cudem spotkałaś Siergieja?- wycedził.
- Był na balu. Vlad ostrzegł mnie, bym go unikała… ale Siergiej do mnie podszedł, gdy nie zauważyłam. Wyczuł na mnie twój zapach, tak przynajmniej mi powiedział. Chciał mnie skrzywdzić, byś ty cierpiał.
- Zabiję go- wstał. Złapałam go za nadgarstek. Spojrzał na mnie ze złością mieszaną z zaskoczeniem- Dlaczego mnie zatrzymujesz?
Nie umiałam podać dobrej odpowiedzi, by nie zdradzić, że Michael powiedział, bym nie pozwoliła mu jechać do Rosji. Cofnęłam rękę i przycisnęłam ją do klatki piersiowej speszona, ale i przestraszona.
- Nie wiem- powiedziałam cicho, próbując coś wymyślić- Rosyjski oddział… może cię pozwać. Za atakowanie na ich terenie. Bo może, prawda?
- Vlad i Michael będą mieli sprawę z Rosjanami za atak na ciebie- odparł- Ale Watykan, który w tym momencie będzie tę sprawę rozwiązywać nienawidzi Rumunii za ród Basarabów- Draculów- więc będą stali po stronie Rosji. W jakiś sposób Rosja wygra. Postarają się o to.
- Stronniczy sędzia- mruknęłam, odwracając wzrok- Tylko co da ci pójście tam? Sam przeciw całemu oddziałowi?
Uśmiechnął się szarmancko.
- Zdarzało się. Tam nie ma wampira.
- Ale jest dampir z resztą oddziałem. Nie są silniejsi?
Wykrzywił usta i domyśliłam się, że nie chce przyznawać, że w takim wypadku z nimi nie wygra. Ukryłam rozbawienie.

***

3 komentarze:

  1. JIIIIIII Teehle jest zły, Aluś jest romantyczniejszy :D Ale... ale Teehle jest dziwny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W którym momencie Alucard z Hellsinga (nie z Vampire Rose) jest romantyczny? O_o Tam jest tylko jeden wątek miłosny i nie dotyczy Alucarda...

      Usuń
    2. I chciał zabić tego, kto ją dźgnął... to jest dobre c:

      Usuń