piątek, 5 lutego 2016

Teehle XVI


Nie wiem, co dać, więc polecę piosenkę świetlego wokalisty <3
_______________________________

Kilka dni później postanowiłam spotkać się z Sonyą. Już do mnie wydzwaniała, żebym do niej wpadła. Znowu zadzwoniła.
- Halo?- odebrała- Wróciłaś? No w końcu! Co tak długo?
- Zostałam dłużej, niż planowałam- odparłam, uśmiechając się.
- A teraz mnie odwiedzisz? Właśnie zabierałam się do obejrzenia filmu. Chętna?
- Pewnie. Na co?
- Lubisz krwawe fantasy?
- Powiem tylko, że nie są moimi nielubianymi filmami.
- Świetnie. Widziałaś najnowszego „Draculę”?
Zamarłam. O ironio…
- Nie- zachowałam spokój- Ale chętnie...
Nagle poczułam na szyi chłodne palce. Wrzasnęłam, upuszczając telefon i odskakując od Teehlego.
- Cholera!- spojrzałam na niego ze złością, a potem przestrachem. Wampir w uśmieszkiem podniósł komórkę i mi podał. Usłyszałam przerażone wołania Sonyi.
- Andrea? Andrea! Co się…
- Nic- przerwałam jej… i wpadłam na głupi pomysł. Teehle na pewno się ucieszy…- Alex mnie przestraszył- posłałam mu złośliwe spojrzenie. Wyszczerzył się rozbawiony, krzyżując ręce na piersi.
- Brat?- spytała przyjaciółka.
- Ta.
- Pozdrów go. Przystojny jest.
Zaczerwieniłam się. On to wszystko słyszy, Sonyo…
- Dobra, muszę kończyć- pożegnałam się pospiesznie- Będę za jakąś godzinę.
- Papa!- pożegnała się radośnie, nieświadoma obecności wampira. Teehle zbliżył się do mnie w chwili, gdy się rozłączyła, i mimowolnie zrobiłam krok w tył. Poczułam lekki strach.
- Jestem głodny.
Poczułam na plecach ścianę i zbladłam, gdy wyciągnął w moją stronę dłoń. Palce musnęły szyję i przeszły mnie ciarki.
- Chciałem cię dzisiaj ugryźć, Alekso- zrobił kwaśną minę- ale zdążyłaś się umówić z przyjaciółką. Dlatego też- cofnął się, opuszczając rękę- ugryzę cię, gdy wrócisz. Obiecuję.
Odetchnęłam lekko, czując ulgę. Chociaż trochę to przesunęłam. Może w jakiś sposób przekonam go, by jednak mnie nie gryzł…
- Zawieźć cię?
- Nie!- zaprotestowałam od razu- Pojadę na motorze.
- Nie nalegam- uśmiechnął się lekko. Nie miałam pojęcia, jakiego typu to był uśmiech. Nienawidziłam uśmiechów Teehlego- choć musiałam przyznać, że mi się podobały- bo nigdy nie wiedziałam, co oznaczają.
***
Po powrocie do domu nie zgasiłam motoru. Postawiłam tylko na nóżce i popędziłam do pokoju.
- Jeszcze wychodzę!- krzyknęłam, mijając bibliotekę, w której zauważyłam wampira- Na noc do Sonyi!
W ekspresowym tempie spakowałam plecak i złapałam pistolet. Byłam przekonana, że mnie zatrzyma. Nie mógł nie zareagować na fakt, że znowu próbuję uniknąć ugryzienia.
Nie pomyliłam się.
Gdy wpadłam do garażu, motor był zgaszony i odstawiony na jego codzienne miejsce. Upuściłam plecak z sercem w gardle, podnosząc wyżej pistolet. W pomieszczeniu panował półmrok i nie umiałam wypatrzeć, gdzie Teehle jest. Chwilę później w rogu ciemność się poruszyła, przez co skierowałam broń w tamtą stronę.
- Chcesz znowu uciekać?- wampir podszedł i stanął tuż przed moimi wyciągniętymi rękoma- Powiedziałaś, że się poddałaś.
- Nie uciekam- odpowiedziałam, pilnując, by głos nie zadrżał. Tylko po co? I tak wiedział, że jestem przerażona- Umówiłam się z Sonyą na noc.
- Więc dlaczego wzięłaś broń?- uśmiechnął się rozbawiony.
- Czuję się… bezpieczniej.
- Zadzwonię do twojej przyjaciółki i powiem, że jednak nie możesz przyjść.
Miałam ochotę się cofnąć, jednak to mogłoby go sprowokować. Stał tuż przed lufą, zaledwie metr przed moją twarzą.
- Nie gryź mnie- wyszeptałam ze łzami w oczach, porzucając nadzieję na wydostanie się do Sonyi- Błagam. Nie rób tego. Złam obietnicę. Ten jeden raz.
- Ile razy mnie o to prosiłaś? Wiesz, że tego nie zrobię- odpowiedział cicho, podnosząc rękę. Powstrzymałam odruch ucieczki, gdy położył ją na pistolecie i mojej dłoni- Poddałaś się, Alekso. Nie każ mi wznawiać wojny.
Drżałam. Teehle nie zrobił właściwie nic. Nie zamierzał zabrać broni. Powinnam strzelić, póki jeszcze nie postanowił mnie rozbroić…
- Jeśli strzelisz- powiedział cicho, patrząc w moje oczy- wrócę do wojny.
Nie!
Z cichym, błagalnym jękiem puściłam pistolet, cofając się o krok ze strachem, ale Teehle przetrzymał moją dłoń.
- Nie!- wyszeptałam- Nie chcę wojny. Puść mnie!
Wampir położył moją broń na szafce obok nas. Nie dowiedziałam się wiele od Michaela, ale poznałam Teehlego na tyle, by bać się domyślać, do czego był zdolny. To mi wystarczało.
- To dobrze- powiedział i spojrzał na moją rękę- Jak ty drżysz- szepnął łagodnie. Spróbowałam się uwolnić, ale nie chciał puścić. Pogłaskał mnie delikatnie, co zamiast uspokoić, tylko bardziej przeraziło. Zdołałam się wyszarpnąć.
- Nie dotykaj mnie… w ten sposób!- wycedziłam, przyciskając dłoń do piersi.
Nagle mnie objął. Przytulił. Z piskiem zaczęłam się wyrywać.
- Uspokój się, Alekso- wymruczał.
- Puść mnie! Nie gryź! Albo w nadgarstek! Bez stracenia przytomności! Jak będę spała! Tym niebezpiecznym sposobem!- rzucałam z paniką pomysłami.
- W nadgarstek bardziej boli- odparł miękko, opierając brodę na mojej głowie. Miałam ochotę uciec. Gdzie pieprz rośnie. Czułam się jak w klatce z lwem. I chyba tak było- W ręce jest więcej ścięgien. Obawiam się, że w nadgarstek mógłby być ten problem, że przegryzłbym je, a po twojej próbie samobójczej masz wystarczająco słabe ręce.
- A krótko? Żebym nie straciła przytomności?- wydusiłam, wciąż napierając na jego klatkę piersiową, by się uwolnić.
Przez chwilę milczał, aż w końcu odpowiedział:
- Mogę. Ale tylko raz. Powiedz, kiedy osłabniesz. Dobrze?
Ze ściśniętym gardłem pokiwałam głową. Zgodziłam się. Na ugryzienie. Teehlego. Ostatecznie przegrałam…
Zamknęłam szybko oczy, gdy mnie puścił. Nie chcę. Nie chcę, nie chcę, nie chcę…
- Alekso- podniósł delikatnie moją głowę- Spójrz na mnie.
Pokręciłam gwałtownie głową.
- Pytałaś kiedyś, jak często się pożywiam- urwał na chwilę- Co dwa tygodnie. Muszę kogoś zabić, by zaspokoić pragnienie.
- Dwa tygodnie?- otworzyłam oczy niemile zaskoczona- Zbyt często! Nie możesz robić, jak Vlad?
- Czyli jak?
- Pić krew dawców bez zabijania…- zająknęłam się, a wampir się roześmiał. Popełniłam błąd. Nie zwróciłam uwagi na fakt, że to ja będę dawcą Teehlego. Jasne, że zamierza pić krew bez zabijania… moją krew.
- Nie drżyj tak.
- Nie umiem.
Dotknął szyi i zadrżałam. Nacisnął delikatnie dwa miejsca na mojej skórze.
- Tutaj ugryzę. Będzie boleć tak jak zwykle, ale będzie bezpieczniej. Nie zamierzam cię gryźć, narażając twoje życie.
Zacisnęłam zęby, odwracając wzrok, niezdolna do jakiejkolwiek innej reakcji.
- Po prostu nie dręcz mnie i ugryź- wyszeptałam. Bez słowa objął mnie i odchylił głowę do tyłu. Miałam ochotę się opierać, ale nic nie zrobiłam. Poczułam ukłucie i odetchnęłam przez ściśnięte gardło. To nie takie straszne. Jeśli się uprzeć, to jest bardziej delikatne ssanie niż ból… zacisnęłam palce na koszuli wampira. I uczucie niemocy. Osłabienia. Umierania… Zgodziłam się. Faktycznie się zgodziłam. Znowu. Czy będę wstanie pozwolić mu kiedykolwiek bez takiej pseudo-walki? Ale jeśli Teehle i tak ma mnie gryźć… to jestem w stanie zrobić tak, by nie zabijał co dwa tygodnie?
- Już- wymruczałam- Dość. Proszę.
Ledwie stałam na nogach, przytrzymywana przez wampira. Zakłuło mocniej, gdy przestał pić.
- Bardzo źle było?- spytał z lekkim uśmiechem. Starałam się nie patrzeć na jego zakrwawione usta. Zamiast tego wbiłam półprzytomne spojrzenie w jego oczy. Uśmiechnął się lekko i uniósł. Chwilę później wylądowałam na łóżku. Przykrył mnie kołdrą i wtuliłam się w nią niemrawo. Miałam ochotę nie zasypiać, ale osłabienie wygrało.

***

2 komentarze:

  1. Graaa Teehle jest zły i już wiem nawet dlaczego. Aleksa nie mogła iść na babski wieczór, gdzie zapewne razem z Sonyą gadałaby o chłopakach, oglądały romanse i malowały sobie paznokcie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się, będzie babski wieczór z konsolą :v

    OdpowiedzUsuń