Nie wiem, co wstawić, więc wstawiam Greysona z bezprzewodową żarówką ^^
Macie. Ten rozdział wam się spodoba. Chyba. Powinien. Więcej dzisiaj nie dam. Czekam na komentarze ^^
Kii, jest napisane, że dodałaś XX rozdział Vampire Rose, a jak klikam, to wyskakuje, że nie ma takiej strony ._.
__________________________________
- Jak śmiałaś tak mnie okłamać?!- Anna
wpadła do mojego pokoju bez pukania. Wypuściłam książkę przestraszona, a potem spojrzałam
na nią.
- O co ci chodzi?
- O Saya- zniżyła głos do syku,
podchodząc z gniewem do łóżka, na którym siedziałam- Okłamałaś mnie. Hush nie
jest jego kochankiem!
Zmarszczyłam brwi.
- Powiedział mi, że jest. Dlaczego
twierdzisz, że nie?
Zamiast odpowiedzieć, rzuciła mi takie
spojrzenie, jakby coś zrozumiała.
- Specjalnie ci to wmówił- stwierdziła po
chwili- Zamanipulował tobą tak, że mi to powiedziałaś. Ja się wkurzyłam,
obiecałam nauczyć cię walczyć, a on ma przez to więcej zabawy.
Nieźle. Jak długo go znała, że tak szybko
to wymyśliła?
- Idę do niego- zerwałam się z łóżka, a
Anna nie zatrzymała mnie, gdy pobiegłam na dół.
- Say!- krzyknęłam.
- Co?- usłyszałam jego głos z salonu.
Wpadłam tam i zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy, które pojawiło się na
widok mojej miny. Sekundę później wybuchnął śmiechem.
- To nie jest śmieszne!- warknęłam.
- Ależ jest- zachichotał.
- Twoje manipulowanie wszystkimi naokoło
zaczyna się robić irytujące!
- Taka moja natura. Ciesz się,
że Hush nie jest taki sam- Say wyszczerzył
się- Wie o wiele więcej ode mnie i gdyby chciał, miałabyś przerąbane.
Zerknęłam na wampira, który w tej chwili
stroił gitarę i udawał, że nas nie słucha. Powiedział Sayowi o mnie i o
Władzie, czy nie? Say brzmiał, jakby wiedział, ale Hush złożył mi obietnicę, a
zauważyłam, że wampiry rzadko ich nie dotrzymują.
***
- To sprawia, że mam jeszcze większą
ochotę go pokonać- odezwała Anna, uśmiechając się promiennie, ale widziałam, że
wciąż jest na Saya zła- Pewnie to też przewidział, ale nie obchodzi mnie to.
Bierz miecz.
- To, że jesteś na niego wkurzona, nie
znaczy, że masz się wyżywać na mnie- powiedziałam stanowczo, ale wykonując
polecenie.
- Nie jestem na niego wkurzona- odparła,
stając na przeciwko mnie- Jestem na niego wściekła.
Atakuj.
- Nie- słysząc Husha, gwałtownie
obróciłam się w stronę drzwi.
- Po co przyszedłeś?- Anna opuściła broń
zdziwiona.
- Dzisiaj ja walczę z Karo- odpowiedział-
I przepraszam, Anno, ale muszę cię wyprosić. Mogłabyś?
Karo?
Nazwał mnie Karo?
- Jasne- mruknęła wampirzyca, odłożyła
miecz i wyszła z sali. Gapiłam się na Husha w szoku, aż ten w końcu się
odezwał:
- Coś się stało?
- Sądzę, że wiesz.
- Hm?- nie wiedział...
- Nazwałeś mnie Karo!- uświadomiłam go.
- Ach! Wybacz- westchnął- Miałem kiedyś
przyjaciółkę o imieniu Carolina. Mówiłem do niej "Caro"... jeśli
znowu tak powiem, popraw mnie. Widzę, że walczysz rapierem- zmienił temat- więc
też wezmę rapier.
Otworzyłam usta, by wypytać o moją
imienniczkę, ale zaraz potem je zamknęłam. Skoro nie chciał nic więcej powiedzieć,
nie będę wścibska. Zamiast tego podniosłam broń i przyjęłam pozycję.
- Czy pojedynek z tobą różni się czymś od
pojedynku z Sayem?- spytałam, gdy ustawił się naprzeciwko mnie.
- Czymś na pewno. To ja nauczyłem go tak
walczyć, więc umiem więcej, ale sama porównaj.
Zaatakowałam go, celując w głowę, a ten
odbił atak, ale ku mojemu zaskoczeniu nie skontrował. Znowu się na niego
rzuciłam, a wampir uchylił się w bok. Gdy przeleciałam koło niego, nie zdążając
się zatrzymać, poczułam ukłucie bólu pod żebrami. Stanęłam chwiejnie i
przycisnęłam rękę do brzucha z jękiem bólu.
- Dwa centymetry w głąb ciała- odezwał
się wampir- Nie tak dużo, ale boli jak cholera, nie?
Sapnęłam w odpowiedzi i wyprostowałam
się. Nie odsuwając ręki od rany, znów się na niego rzuciłam, celując w klatkę.
Odbił moje ostrze tak, że odkryłam całe ciało i sam się zamachnął. Zachwiałam
się, bo od rany w boku przeszła fala bólu, ale zdążyłam się uchylić. Pamiętałam
walki z Sayem, a jako że to Hush go uczył, nie rozluźniłam się, tylko uniosłam
broń. Ostrze wampira uderzyło w moje, a ramię zadrżało od siły ataku. Hush
opuścił miecz, a ja znowu się zachwiałam. Spojrzałam na niego.
- Chyba nie dam rady dłużej. Jestem zbyt
słaba.
- Skoro tak- nie zmienił wyrazu twarzy-
to cię wyleczę i możemy znowu walczyć.
- Jeśli dasz mi chwilę przerwy.
- Oczywiście.
***
Gdy po trzech miesiącach Hush mnie odprowadził, na twarzy Włada
pojawiła się ulga. Nawet nie starał się jej ukryć. Zdawał sobie sprawę, że Hush
o wszystkim wie?
Widząc go, przypomniało mi się, co zrobił, kiedy Say i Hush mieli mnie
stąd zabrać, i poczułam wściekłość. Jasnowłosy wampir jakby ją wyczuł, bo
szybko nas pożegnał i opuścił zamek.
- Jak śmiałeś zrobić coś takiego?!- warknęłam, zaciskając pięści, gdy
stanął przede mną. Na jego twarzy pojawiło się niezrozumienie- Pozwoliłeś im
zabrać mnie na trzy miesiące!- przypomniałam mu, podnosząc głos do krzyku-
Mogłeś uprzedzić, że mam tam iść na tak długo! Wiesz, co mi robili?!
Prócz wściekłości czułam też rozpacz. Czemu rozpacz?! Że mnie tam
zostawił? Że mi nie powiedział? To Wład Palownik. Nie musi nikomu nic mówić.
Powinnam być mu wdzięczna, że w ogóle mnie ostrzegł! Że pozwolił zdecydować,
czy chce tam iść, czy nie.
- Wiem- odparł po kilku sekundach, a zdezorientowanie zniknęło.
- Więc czemu na trzy miesiące?!
- Jeśli mnie zaatakujesz, będę musiał cię ukarać- powiedział nagle,
uświadamiając mnie, że podniosłam rękę do ciosu. Opuściłam ją, wbijając
paznokcie w dłoń. Tak bardzo pragnęłam go uderzyć, ale miałam dość bólu. Nie
chciałam już żadnych kar. Poczułam pieczenie w gardle, gdy wbiłam w niego
wściekłe spojrzenie.
- Twoje karanie jest niczym w porównaniu do tego, co oni mi zrobili-
syknęłam w końcu, ale złość ustąpiła miejsca rozpaczy... i go przytuliłam,
zaczynając płakać.
- Karolino...- mężczyzna wydawał się zaskoczony, ale poczułam, że
objął mnie i zacieśnił uścisk, przyciskając do chłodnego ciała.
Owszem, był Władem Draculą, ale nie stracił duszy. Też czuł. A ja
miałam wrażenie, że stał się dla mnie jak... starszy brat. Może nie ojciec, ale
starszy brat. Raz wkurzający, raz opiekuńczy... Cholera, mieć za brata
Palownika... Serio?
- Dlaczego nie uprzedziłeś?- spytałam w jego klatkę piersiową urywanym
głosem- Dobrze odegrałam scenkę. To też bym umiała.
- Grałaś bardzo dobrze, jednak bałem się, że tego ci się nie uda
wiarygodnie zagrać.
- Wykorzystałeś moje człowieczeństwo i strach.
- Masz rację- klatka piersiowa poruszyła się, gdy westchnął-
Wykorzystałem. Do tego w celach egoistycznych. By nie dowiedzieli się o
mojej... słabości.
Zaśmiałam się słabo, ale gardło ścisnęło wzruszenie. Byłam jego
słabością. Zależało mu na mnie. Sekundę później spoważniałam.
- Hush wie.
Znieruchomiał na chwilę, ale zaraz potem mruknął coś.
- Cholerny obserwator- powiedział głośniej, ale słyszałam w głosie nie
złość czy strach, tylko rozbawienie- Przed nim niewiele się ukryje.
- Usiłował mi wmówić, że jednak mnie kochasz- dodałam, a wampir
parsknął śmiechem.
- Nie usiłował. Był ciekawy, jaką linię obrony przyjmiesz. I kocham
cię- ale nie jako kobietę.
- Wydaje się, że dużo o sobie wiecie- powiedziałam, odsuwając się od
niego i patrząc na jego przystojną twarz- Jak długo się znacie?
- Bardzo długo. Żył pięćdziesiąt lat (?) po mnie. Był pierwszą osobą,
którą poznałem nie w celach konsumpcyjnych, a z którą tak długo rozmawiałem i
nie zabiłem lub nie zmieniłem.
- Poznałeś go jako człowieka?- spojrzałam zaskoczona.
- O, tak. Hush był również pierwszym człowiekiem, który przekroczył
próg mojej posiadłości.
- Pierwszym człowiekiem, który...- urwałam, gdy zrozumiałam sens jego
słów- Co?!
- W tamtych czasach organizacje łowców dopiero zaczynały się
kształtować- Wład skrzyżował ręce na piersi- Hush był, jak nazywam takich
ludzi, biernym łowcą. Obserwatorem. Patrzył, co wampiry robią, trochę pilnował,
byśmy nie wywołali paniki, ale generalnie to mnie obserwował. Z czystej
ciekawości. Wytłumaczył mi, że po prostu postanowił odwiedzić Włada Draculę, o
którym już zaczynały krążyć podejrzane legendy. Przyszedł do Poienari, w której
kiedyś mieszkałem...
- I go zatrzymałeś- dokończyłam, wpadając mu w słowo- Ponieważ cię
zaczepił, a nikogo nie było w zamku.
- Nie- Wład wyszczerzył się, gdy spojrzałam na niego zdezorientowana-
Pogadaliśmy chwilę i tak, zatrzymałem go, ale nie dlatego, że był pierwszym
człowiekiem. Był ciekawy mojej osoby i sposobu życia, więc poprosił o możliwość
spędzania czasu na moim terenie.
- I nie miało to nic wspólnego z twoimi zasadami- upewniłam się, nie
dowierzając.
- Tych zasad wtedy jeszcze nie było.
- Więc kiedy zacząłeś się do nic stosować?
- Po przemianie Hush to zaproponował- odparł spokojnie- Odkąd sam stał
się wampirem, czekałem na człowieka.
- Ale to znaczy... że to Hush zainicjował to wszystko- wydusiłam
zaskoczona.
- Tak. Już jako człowiek zauważył, że samotność doskwiera. I że trzeba
mieć jakiś cel w życiu.
- I sprawił, że twoim celem stało się czekanie na kogoś, a potem
mieszkanie z nim i opieka?- spytałam, próbując poukładać wszystko w głowie.
- Dokładnie- wampir kiwnął głową i kąciki ust zadrgały, gdy patrzył na
mój zszokowany wyraz twarzy.
***
- Obudź się, śpiąca królewno.
Na policzku poczułam delikatne muśnięcie. Otworzyłam oczy i spojrzałam
nieprzytomnie na leżącą obok mnie postać. Wcześniej Wład mnie ugryzł, więc teraz
trochę nie kontaktowałam... ale nawet gdyby było ze mną wszystko w porządku,
uznałabym to za wyobrażenie mózgu. Ręka Allena znowu musnęła mój policzek.
Zadrżałam, gdy przeszły mnie dreszcze, a potem postanowiłam uświadomić zjawę,
że naprawdę nie istnieje, bo najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy. A
mnie bolało samo wspomnienie dotyczące Allena, nie mówiąc już o duchu
wyglądającym jak on i mówiącym jego głosem.
- Jezu, mam fantazje jak Wład w lochu...- mruknęłam- Idź sobie, nie
istniejesz... A tylko sprawiasz mi ból...
- Karolino- w jego glosie usłyszałam rozbawienie- jestem prawdziwy. I
sądzę, że ty też wolisz, bym nie odchodził.
- Ta, jasne- spojrzałam na leżącą obok mnie postać i pomyślałam o
absurdalności tej sytuacji- Mam ci uwierzyć, duchu... Allena?
- A mam ci to udowodnić?- zbliżył się i poczułam delikatny, ciepły
pocałunek na ustach.
Zamarłam, a gdy się odsunął, pod powiekami zapiekło.
- Ty nie żyjesz- wyszeptałam, a mężczyzna starł z mojego policzka łzę
z uśmiechem.
- Żyję, Karolino- odparł cicho. Natychmiast przysunęłam się do niego,
dotykając jego klatki piersiowej, i zalałam się łzami. Naprawdę tu leżał! Mogłam go dotknąć. Nie był duchem! Wtuliłam się
w niego, a ten przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Allen!- wyszlochałam- Nie wiem jak do cholery przeżyłeś atak Włada,
ale tak się cieszę, że tu jesteś...
- Karolino- jedną ręką chwycił mnie pod brodę i podniósł moją głowę,
bym na niego spojrzała- Kocham cię.
Straciłam oddech, wbijając w niego zszokowane spojrzenie. Powiedział
to. Naprawdę to powiedział!
- Gdybym cię nie kochał, nie ryzykowałbym powrotu tutaj- dodał,
uśmiechając się lekko.
- Ja...- urwałam, otwierając szerzej oczy- Co ty tu w ogóle robisz?
Gdzie Wład?! Zabije cię, jak się dowie, że tu jesteś!
Łowca nawet nie zmienił wyrazu twarzy.
- Palownik wie- powiedział spokojnie- Wpuścił mnie do środka.
- Jak to... wpuścił?
- Błagam cię, Karolino- przewrócił oczami, na chwilę stając się znanym
mi wcześniej radosnym łowcą- Sądzisz, że Wład Palownik nie sprawdza, czy ofiara
nie żyje?
- Ale ty żyjesz!
- Bo mnie nie chciał zabić.
- Przestań mówić zagadkami!- zaczęłam się złościć z nerwów.
- Spokojnie- zaśmiał się- Wład mówił, że nie chce zabić Van Helsinga,
więc tego nie zrobił.
- Widziałam cię. Martwego.
- Sprawdziłaś puls? Wprowadził mnie w coś w rodzaju śpiączki. Gdy tu
wróciłem, powiedział mi, że jak zemdlałaś, zadzwonił do mojej rodziny i
powiedział, że jestem półżywy, żeby po mnie przyszli. Uratowali mnie, a gdy
chciałem wrócić do ciebie, znaleźli mi zajęcie w postaci pomocy wygnanemu
łowcy. Dlatego tak długo nie przychodziłem.
Łzy znowu popłynęły po moich policzkach. Allen już wcześniej zamierzał
tu przyjść. I ryzykował śmiercią dla mnie. Po raz kolejny.
- Muszę porozmawiać z Władem- oznajmiłam, wyplątując się z jego objęć,
a potem kołdry. Obrócił się na plecy, z lekkim rozbawieniem patrząc, jak zmagam
się z przekroczeniem go i nie spadnięciem z łóżka. Nagle objął mnie i
przycisnął do siebie.
- Tylko go nie rozzłość- wyszeptał, pocałował moje czoło, a zaraz
potem puścił- Trochę go zdenerwowałem powrotem- wyszczerzył się. Odpowiedziałam
mu słabym uśmiechem, wstałam i wyszłam na korytarz. Nie zawołałam go, tylko
poszłam do biblioteki. Miałam wielką ochotę zacząć na niego wrzeszczeć.
Dlaczego mnie okłamał?! Dlaczego nie powiedział, że Allen żyje?!
Gdy nie znalazłam go w bibliotece, ruszyłam do zbrojowni.
- Wystarczy, że mnie zawołasz- usłyszałam za sobą znajomy głos- Nie
musisz mnie szukać.
Obróciłam się na pięcie i wbiłam mordercze spojrzenie w wampira.
- Dlaczego powiedziałeś mi, że zabiłeś Allena?
- Nic takiego nie powiedziałem.
Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, ale zawiesiłam się. Miał rację. Nigdy
nie potwierdził, że zabił Allena. Unikał odpowiedzi, a ja uznawałam, że robi
to, by mnie zdenerwować.
- Więc dlaczego nie
powiedziałeś, że go nie zabiłeś?-
syknęłam.
- Nie chciałem ci robić nadziei. I kusić.
- Rozwiń myśl- skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Nie wiedziałem, czy Van Helsing na pewno przeżyje i nie chciałem
wzbudzać w tobie nadziei. A jeśli chodzi o pokusę- gdybyś wiedziała, że żyje,
chciałabyś utrzymywać z nim kontakt, a na to nie mogłem pozwolić.
- Niby z jakiego powodu?- warknęłam. To nie było wyjaśnienie.
- Nienawidzę Van Helsingów- odparł, krzywiąc się lekko- Nie
ścierpiałbym, gdyby jeden z nich przychodził tutaj.
- I tak przyszedł- uśmiechnęłam się złośliwie.
- Miałem nadzieję- westchnął- że bycie na granicy śmierci coś da, ale
Allen jest albo zbyt pewny siebie, albo zbyt głupi.
***

Hej, wybacz, że nie komentuje ale mam małego doła (oczywiście cały czas czytam). Jak się ogarne to skomntuje.
OdpowiedzUsuńCzemu masz doła? ;-; Pozwól sobie pomóc ;-;
UsuńYay, całusy, miłość i szczęście wiszą w powietrzu. Ale Allen wrócił. Czemu, dlaczego ( Kii jasna cholera to to samo ). Wytłumacz mi, bo ja tego potrzebuję, potrzebuję twoich op, oneshotów i wszystkiego co związane z twoją konwencją wampirowską :D
OdpowiedzUsuńUsiłuję zbroić soneshota, ale coś mi nie idzie xD Też o Vladzie, jbc. A generalnie to nie rozumiem, co mam wytłumaczyć?
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń