W piątek/sobotę wyjeżdzam, więc posyłam wam więcej. Jeśli się uda, to w czasie wyjazdu jeszcze coś poślę, ale nikt nie wie, czy się uda :( Powyjeżdzaliście, że nie komentujecie? Szczerze sądziłam, że zaczniecie protestować na końcówkę 1shota... a tu Tanatos stwierdza, że się spodziewała :D
_____________________________________
U
Nikolaego spędziłam jeszcze dwa lata, potem mnie także zabrano do
"szkoły", jak to nazywali. Nie przeczę, że bałam się tam iść,
wolałabym wrócić na ulicę niż walczyć z wampirami, ale tam był Mircea- osoba,
którą uwielbiałam od momentu, gdy spróbował obronić mnie przed Jurijem.
Zaczęłam go traktować jak starszego brata i nie zamierzałam przestać.
Wszystko
było dobrze, dopóki nie przyszedł czas jego ostatniego testu.
Wtedy
zniknął i cała szkoła podejrzewała, że nie żyje. Postanowiłam zabić Włada
Draculę, którego on musiał zabić, a który prawdopodobnie go zamordował.
Zaczęłam uczyć się jeszcze ciężej i nawet nauczyciele zauważyli moją poprawę-
szczególnie w walce bronią. Mówili często: "Jego zniknięcie ma też swoje
plusy", ale mówili to żartobliwie, co mnie denerwowało jeszcze bardziej.
Nie mieli żadnego szacunku do zmarłych.
Zmarłych.
Chociaż
wściekłość przykrywała rozpacz, za każdym razem, gdy myślałam o tym, że nie
żyje, łzy piekły pod powiekami.
Aż
w końcu około miesiąc później zdarzył się cud- usłyszałam jego głos.
-
Czy ja słyszę Mirceę?!- wrzasnęłam, pędząc do drzwi wejściowych. Przepchałam
się obok stojącego w progu nauczyciela i przytuliłam się do mężczyzny. Zachwiał
się zaskoczony, ale potem też mnie objął.
-
An- odezwał się, a ja poczułam ścisk w gardle na ten znajomy, łagodny głos.
Potem wrócił do rozmowy z nauczycielem. Nie słuchałam ich, zajęta bliskością
Mircei. Po minucie czy dwóch, zwrócił się do mnie:
-
Chodź, An.
Ruszyliśmy
w stronę jego pokoju, a ja poczułam, że moje podejście do Włada Draculi się
zmieniło. Już nie chciałam się zemścić, teraz tylko... byłam ciekawa.
-
Jak on wygląda?- spytałam nagle.
-
On?- Mircea widać nie myślał o tym, co ja.
-
No Wład Dracula!- wytłumaczyłam niecierpliwie.
-
Hm...- uśmiechnął się tajemniczo- Ma włosy czarne jak jego serce i kły, którymi
rozszarpie każde ciało!- odparł mrocznym tonem. Na wpół pisnęłam, na wpół
zaśmiałam się, a potem wyjęłam sztylet z jego pasa i odskoczyłam, by pobawić
się w teatrzyk. Ten sam teatrzyk, który kiedyś często odgrywaliśmy...
-
Giń, wampirze!- zawołałam, przyjmując bojową postawę i patrząc na niego
groźnie. Zobaczyłam w jego oczach zaskoczenie i coś jeszcze, ale nie zdążyłam
wymyślić, co to było, bo sam wyjął broń i spojrzał na mnie zwężonymi oczami.
-
No chodź, łowczyni- odezwał się kpiącym tonem- Zobaczymy, kto jest silniejszy!
Rzuciłam
się na niego, ale zrobił unik i sam zaatakował. Miesiąc bez walki z nim
odzwyczaiły mnie do jego stylu i szybko mnie pokonał. Odsunął ostrze od mojej
szyi i wziął drugie ode mnie, po czym oba schował. Spojrzałam uśmiechnięta.
-
Ile ćwiczyłaś gdy mnie nie było?
-
Dużo!- odparłam z mocą- Chciałam zabić Włada Draculę za to, że cię zabił!
Twarz
Mircei pobladła.
-
Co?- zaniepokoiłam się.
-
Nie zabiłabyś go. Zabiłby cię w pierwszej sekundzie.
-
Przesadzasz- machnęłam ręką lekceważąco- Przecież ty uciekłeś.
Mężczyzna
westchnął ciężko i przymknął oczy.
-
Nie słuchałaś, gdy mówiłem Ryanowi, że Dracula mnie oszczędził?
-
Nie. Oszczędził cię?
-
Tak. Mam to powiedzieć jutro na spotkaniu z resztą, ale słuchaj: pozwolił mi
przeżyć, bym powiedział łowcom, że mają zostawić go w spokoju. Inaczej zabije
wszystkich.
Znieruchomiałam
przestraszona. Głos Mircei brzmiał na tyle złowrogo, że faktycznie zaczęłam bać
się Draculi.
-
Dałby radę, gdyby wszyscy łowcy zebraliby się w jednym miejscu i zaatakowali go
razem?
-
Nie wiem- odparł- Ale wolałbym tego nie sprawdzać.
***
***
Chodziłam
po pokoju w kółko podenerwowana. Mircea poszedł do łowców, by im wszystko
powiedzieć. Też chciałam, ale mogli tam być tylko pełnoprawni łowcy.
Nagle
rozległ się jakiś hałas.
Zatrzymałam
się wpół kroku zdezorientowana.
Moment,
nie jakiś.
Dzwon.
Czerwony alarm. Wampir w budynku.
Wyszarpnęłam
sztylet z pasa wiszącego na haku i wybiegłam na korytarz. Pobiegłam tam gdzie
wszyscy łowcy, bo choć zasady kazały uczniom ukryć się i nie wychodzić, nie
usiedziałbym w miejscu. Poza tym tam gdzieś był Mircea.
Wpadłam
do największego salonu, jaki był w budynku i zamarłam w progu.
Owszem,
gdzieś był. A dokładniej przy ścianie
naprzeciwko drzwi, z szablą w ręce.
Miał
kły.
I
to jego atakowali łowcy.
"Mircea
jest wampirem..?" pomyślałam trochę nieprzytomnie. To niemożliwe.
Niemożliwe.
Niemożliweniemożliweniemożliweniemożliwe.
A
jednak.
Zablokował
cios Jurija, który najwyraźniej aż się palił, by go zabić. Nigdy nas nie lubił.
A ja nie wiedziałam, po której stronie stanąć. Łowców czy wampira, ale Mircei?
Nagle
zauważyłam innego mężczyznę, najwyraźniej będącego jego sojusznikiem.
Zmarszczyłam lekko brwi. Zdawał się być najspokojniejszą osobą w salonie. Stał
rozluźniony, wyprostowany, ale uważnie obserwował łowców zielonymi oczami. Był
wyższy od Mircei i miał czarne włosy.
"Włosy
czarne jak jego serce".
Zbladłam.
Wład Dracula? To nie może być on!
Nagle
spojrzał prosto na mnie, a ja poczułam, jak jego spojrzenie mnie
sparaliżowało... ale sekundę później zmieniło się.
"Jeśli
chcesz przeżyć, schowaj się"
Spokojnie
mogłam to tak zinterpretować. Albo "Jak zaraz sobie nie pójdziesz, zabiję
cię". Ta druga była bardziej prawdopodobna, jeśli to faktycznie Dracula.
Mężczyzna oderwał ode mnie wzrok i uchylił się przed ciosem któregoś łowcy.
Cofnęłam się na korytarz, wcisnęłam w kąt przy drzwiach i zaczęłam nasłuchiwać.
Słuchałam, jak łowcy giną jeden po drugim z rąk Mircei i jego sojusznika. Jak
krzyczą z bólu, złości i strachu.
A
wszystko dlatego, że to ośrodka wdarł się wampir. Mircea.
Zacisnęłam
zęby, usiłując się nie rozpłakać. Kto i dlaczego go zmienił?!
Kilka
minut później walka się skończyła. Usłyszałam ciężkie westchniecie.
-
Nie tak to miało być- na znajomy głos prawie się rozpłakałam. To nie był już
mój wzór do naśladowania, to nie był mój Mircea! Wczoraj też! Gdy do niego
zawołałam "Giń, wampirze!", ten błysk w jego oczach to był strach, że
go zdemaskowałam!
-
Czego się spodziewałeś?- spokojny głos jego towarzysza nie wskazywał, by był
zainteresowany odpowiedzią i też jej nie dostał.
-
Co, więc teraz mnie zabijesz?- ton Mircei wskazywał rezygnację.
Wstrzymałam
oddech przerażona. Mimo, że był wampirem, nie chciałam, by umarł. Przez kilka
sekund panowała cisza, a potem czarnowłosy odpowiedział:
-
Zastanawiałem się nad tym, ale stwierdziłem, że nadajesz się na wampira. Jeśli
będziesz chciał umrzeć, to sam się zabij. Albo mi powiedz- przerwał na chwilę-
Wracasz ze mną na zamek?
Odpowiedziało
mu kolejne ciężkie westchnięcie.
-
Tak. Uczniowie powinni być w pokojach. Najstarszy miał kończyć egzamin. No i
gdzieś tu jest Daniel. Poradzą sobie.
Z
salonu było jeszcze jedno wyjście, od razu na zewnątrz, i właśnie nim wampiry
opuściły budynek. Gdy drzwi się zamknęły, wysunęłam się z rogu i weszłam do
pomieszczenia. Od razu zgięłam się wpół i zwymiotowałam na widok tylu trupów i
takiej ilości krwi. W tym budynku przebywało prawie dwudziestu łowców i wszyscy
leżeli martwi na podłodze. Szybko wyminęłam ciała i wybiegłam na zewnątrz.
Zachłysnęłam się świeżym powietrzem, a potem znowu zwymiotowałam.
-
Zabiję go- wykrztusiłam w końcu. Za wrócenie tu i oszukanie mnie.
Pobiegłam
do pokoju Mircei. Zabiję go jego własną bronią. Przypięłam pasy na biodrach.
Jeśli
jego towarzysz naprawdę był Draculą to wiedziałam, gdzie iść. Nie obchodziło
mnie, że zginę, zanim zrobię chociaż krok. Musiałam go znaleźć.
Każdemu
uczniowi mówiono, gdzie mieszka, by przez przypadek do niego nie trafił. Kazano
nam nigdy, przenigdy się tam nie zbliżać.
Teraz
mnie to nie obchodziło.
Musiałam
zabić Mirceę. Jego, a potem stwórcę.
Jeśli
wcześniej nie zabije mnie Dracula.
***
Pod zamek dotarłam po kilku
godzinach marszu, kiedy już świtało. To dobrze, przynajmniej mogłam uciec na
światło, gdy zrobi się gorąco.
Uchyliłam drzwi ze sztyletem
w ręce i wślizgnęłam się do holu głównego.
A tam nagle napotkałam
zielone oczy tego wampira. Zamarłam niezdolna do ucieczki na zewnątrz. Stał
przy schodach z rękami skrzyżowanymi na piersi i patrzył na mnie chłodno.
Wyglądało, jakby czekał, aż przyjdę. Zbladłam.
- Powinnaś była zostać z
resztą łowców- odezwał się. Chwilę później coś mną szarpnęło i nagle
znajdowałam się kilkanaście metrów dalej... w ramionach Mircei. Nie patrzył na
mnie, tylko obejmował w ochronnym geście i wbijał wzrok w Draculę... który stał
w tym miejscu, w którym ja wcześniej. Wyrwałam się trzymającemu mnie
mężczyźnie, ale ten prawie tego nie zauważył, tylko zagarnął mnie za siebie,
odgradzając od drugiego wampira.
- Nie waż się jej zabijać!-
warknął.
- Nie zamierzałem i nie
zamierzam- odparł spokojnie, patrząc na mnie uważnie.
- Więc po co chciałeś ją
złapać?!
- Ty już jesteś wampirem.
- Co z tego?
Wyszczerzył się z
rozbawieniem, przenosząc spojrzenie na Mirceę.
- Pomyśl. Skoro ty już nie
jesteś człowiekiem...
Poczułam, że Mircea
zesztywniał.
- Nie- wydusił.
- Oj, tak.
- Nie pozwolę ci!
- Nie musisz. Mój zamek, moje
zasady.
Nagle Dracula zniknął, a
Mircea zaraz po nim. Po sekundzie zorientowałam się, że czarnowłosy stoi przede
mną, a Mircea leży przy schodach. Sparaliżowana strachem spojrzałam w zielone
oczy.
- Dobranoc- powiedział cicho,
a potem uderzył mnie w głowę i straciłam przytomność.
***
Uchyliłam powieki
nieprzytomna i przytknęłam dłoń do czoła. Głowa bolała, ostatnio nie miałam
przecież okazji zachorować... A to nie jest mój pokój.
Otworzyłam szerzej oczy.
Dracula. Zamek Draculi.
Mircea.
Wampir.
Skrzyżowałam ręce, zacisnęłam
palce na ramionach i zaczęłam drżeć. Nie dość, że mój przyjaciel, wręcz brat,
został wampirem, to jeszcze znajdowałam się w zamku najgroźniejszego
nieśmiertelnego na świecie!
I co gorsza, tak bardzo się
bałam, że nie byłam w stanie choćby wstać i spróbować uciec. Jak łowcy radzili
sobie z wampirami?!
- Anno.
Instynktownie sięgnęłam pod
poduszkę po nóż, ale go tam nie znalazłam. Nie byłam w swoim łóżku, więc
swojego noża też nie miałam. Zamarłam przerażona, a po sekundzie powoli
obróciłam się w stronę Włada Draculi. Stał przy łóżku z rękami za plecami i
patrzył na mnie uważnie. Znów znieruchomiałam pod tym spojrzeniem. Już nie
wątpiłam, że to naprawdę był Dracula. Nawet czułam tę władczą aurę.
Paraliżowała mnie tak, że nie umiałam się skupić na tym, co zaczął mówić. A
powinnam. Może zamierzał powiedzieć, w jaki sposób i kiedy mnie zabije?
- Wybacz takie środki, ale
nie mogłem pozwolić, byś...- urwał nagle- Nie, to nie działa. Chciałem, żebyś
na razie nie widziała Mircei... ale tak się nie da. Porozmawiaj z nią. Mnie nie
umie słuchać. Zbyt mocno się boi.
Wampir zrobił krok w bok i
odsłonił jasnowłosego. Ten stał spięty, jakby bał się mojej reakcji na jego
widok.
I miał rację.
Paraliż minął i rzuciłam się
na niego. Zaskoczony zachwiał się, gdy uderzyłam go w szczękę prawym sierpowym.
Zanim się zorientował, podcięłam go i upadł na kamienną posadzkę. Może wampiry
jednak nie są takie silne mimo aury? Z drugiej strony od Mircei prawie jej nie
czułam...
- Czek...- podniósł ręce, by
zasłonić twarz, wciąż oszołomiony, ale usiadłam na nim okrakiem i znowu go
uderzyłam.
- Jak mogłeś?!- pisnęłam na
wpół rozpaczliwie, na wpół z wściekłością- Zabiję cię!
Chwilę później zimne palce
zacisnęły się na moich ramionach i ściągnęły z Mircei. Szarpnęłam się.
- Nic jej nie rób- wykrztusił
jasnowłosy, a ja pomyślałam, że w takim razie to Dracula mnie trzyma. Gdy to
przyjęłam do wiadomości, zaczęłam się wyrywać jeszcze gwałtowniej.
Ten bez słowa przycisnął mnie
do ściany i puścił. Natychmiast rzuciłam się na Mirceę. Nie zastanawiałam się,
czy to, co robię, ma sens. Wiedziałam, że nie mogę zabić wampira gołymi rękami,
ale nie przeszkadzało mi to w próbowaniu. Poza tym przynajmniej go boli. Niech
zrozumie, jak bardzo mnie skrzywdził.
- Anno!
Uchylił się przed moim ciosem
i złapał mój nadgarstek. Chwilę później zawirowałam, a po ułamku sekundy
leżałam na brzuchu z wykręconą na plecach ręką. Napięłam mięśnie, próbując się
wyrwać. Ostry ból przeszył ramię.
- Proszę, Anno, uspokój się.
Poczułam pieczenie pod
powiekami na ten znajomy głos. To był głos Mircei. Tego Mircei, którego znałam
od dziesięciu lat.
- Jeśli nie przestaniesz się
opierać, Wład zrobi coś bardzo złego.
Znieruchomiałam i ku własnemu
zaskoczeniu zaczęłam łkać.
- Jesteś wampirem!- jęknęłam-
Jesteś cholernym wampirem!
- Wyjdź, Mircea- rozkazał
nagle Dracula- Pomogłeś, ale teraz muszę sam się tym zająć.
- Co? Nie!- wyczułam szok
wampira.
- Nie ugryzę jej.
Zamarłam.
- Nie masz powodu wsadzać jej
do lochu.
- Zależy, co powie. A propos
lochów. Idź tam. W jednej z cel czeka na ciebie... ofiara.
- Nie!- powstrzymałam
uśmiech, słysząc protest w głosie Mircei. Jednak nie był aż takim złym
wampirem, nie chciał pić krwi.
- Idź.
Gdy Dracula to powiedział,
powietrze stało się cięższe od władczej aury, która nagle się pojawiła. Mnie
sparaliżowała, a sekundę później byłam wolna. Trzasnęły drzwi.
Zostawił mnie samą z Draculą!
Usłyszałam zbliżające się
kroki i błyskawicznie wstałam, przywierając do ściany. Wampir już wcześniej był
przerażający... ale teraz jego spojrzenie było tak mroczne, że zaczęłam się
zastanawiać, czy mnie zabije. Ostatecznie przecież nie obiecał Mircei, że tego
nie zrobi...
Postanowiłam grać na zwłokę.
- Dlaczego mnie wtedy
oszczędziłeś? Wiedziałeś, że was podsłuchuję... prawda?- wydusiłam.
- Tak. Ale Mircea powiedział,
że mają zginąć wszyscy prócz ciebie i innych uczniów- jego głos wydawał się
spokojny, wbrew temu, co czułam od niego.
- Dlaczego zabiliście
wszystkich?
- Na to pytanie powinien
odpowiedzieć on, nie ja- nagle zacisnął palce na mojej szyi. Nie dusił mnie,
ale chwyt był dość nieprzyjemny, bo połowicznie zablokował tętnice.
Zachłysnęłam się przerażona i pisnęłam:
- Nie zabijaj mnie! Nie chcę
cię zabić!
- A kogo?
- Mirceę... i wampira, który
go zmienił!
W chwili, gdy to
powiedziałam, zorientowałam się, że popełniłam błąd.
Nie pomyślałam, że
prawdopodobnie to on go zmienił.
Zobaczyłam lekki, upiorny
uśmiech.
- Powinienem zignorować
prośby Mircei i cię ugryźć. A potem wsadzić do lochu i czekać, aż się
załamiesz.
Zbladłam.
- Ale na razie go posłucham.
Spróbuj uciec albo mnie zaatakować...- urwał, pozwalając mi pofantazjować, co
zamierzał powiedzieć- Ale nie myśl, że cię nie ugryzę.
Puścił mnie i osunęłam się,
mimowolnie dotykając szyi. Podniosłam na niego wzrok.
- Kiedy...?
- Nie teraz. Później, gdy już
oswoisz się z nowym położeniem.
- Jakie jest moje położenie?
Mężczyzna przez chwilę na
mnie patrzył, chyba zastanawiając się, a potem spytał:
- Jak zobaczysz Mirceę, to
będziesz próbowała go zabić?
- Nie wiem- spojrzałam na
niego podejrzliwie, podnosząc się. Niezwiązane z tematem pytania zazwyczaj nie
oznaczały niczego dobrego.
- Wydaje mi sie, że lepiej
byłoby, gdyby to on ci wyjaśnił.
Odetchnęłam z ulgą. Nic złego
nie planował.
- Proponowałbym iść ci do
kuchni- stwierdził nagle- O ile jesteś w stanie coś zjeść.
To było odniesienie do rzezi,
którą zrobili. Zgięłam się wpół, powstrzymując wymioty. Wampir najwyraźniej
uznał, że już mu nie odpowiem i wyszedł z komnaty.
Z powrotem osunęłam się po
ścianie. Nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony Mircea był moim przyjacielem
i bratem, a z drugiej wampirem. Wampirem, który zrobił rzeź w naszym starym
domu. Nie znałam powodu, ale takiego czegoś nie usprawiedliwiało nic.
No i Wład Dracula.
Najpotężniejszy wampir, jaki kiedykolwiek istniał i będzie istnieć... a ja
byłam na jego łasce. I najwyraźniej nie skrzywdził mnie tylko dlatego, że
Mircea go poprosił. A jeśli się znudzi albo zniecierpliwi...
Wzdrygnęłam się,
przypominając sobie historię Włada Palownika.
Po kilku sekundach podniosłam
się i wyszłam na korytarz. Nie chciałam go zdenerwować. A żeby go nie
zdenerwować, chyba musiałam iść coś zjeść.
Tylko, że nie wiedziałam,
gdzie jest kuchnia.
- Mir... cea?- zmusiłam się
do zawołania go. Nie minęło kilka sekund, jak stał naprzeciwko mnie- w
bezpiecznej odległości. Miał zbolałą minę i wyraźnie obawiał się, co zrobię.
Powstrzymałam się i nawet nie spojrzałam na niego z odrazą, choć miałam na to
wielką ochotę.
- Zaprowadzisz mnie do
kuchni?
Mężczyźnie wyraźnie ulżyło,
gdy usłyszał pytanie. Uśmiechnął się blado i odpowiedział:
- Pewnie.
Ruszył korytarzem, a ja
kilkanaście metrów za nim.
- Anno?- odezwał się nagle i
spojrzał na mnie przez ramię. Znowu poczułam ukłucie w piersi, gdy zobaczyłam
te oczy.
- Dlaczego tutaj przyszłaś?
Skoro wiedziałaś, że to zamek Włada Palownika... dlaczego?
- Za tobą- odparłam, starając
się nie zezłościć- Byłeś moim przyjacielem, bratem i opiekunem, a teraz jesteś
wampirem. Chciałam wiedzieć, czemu. I dalej chcę.
Mężczyzna westchnął ciężko.
- Myślę, że na razie lepiej
ci nie mówić.
- Jesteś wampirem, Mircea!-
warknęłam- Cholernym wampirem!
- Zauważyłem!- obrócił się do
mnie gwałtownie i przeraziłam się na widok jego wściekłej miny. Gdy zauważył
mój przestrach, natychmiast złagodniał- Przepraszam. Przez to, że tutaj jesteś,
nie umiem być spokojny- ruszył po schodach na hol główny, a ja za nim.
- Czemu?- spytałam, obawiając
się odpowiedzi- Boisz się... o mnie?
- Bardzo się boję- odparł-
Boję się, co Wład ci zrobi, jeśli nie będziesz posłuszna.
- A co może?
- Wszystko. Mnie wsadził do lochu
i torturował, by złamać moją wolę. Boję się, co by się stało, gdybyś spróbowała
go teraz zabić.
- Teraz?- powtórzyłam
zdezorientowana- Zaatakowałam go. Powinnam już nie żyć. Zresztą... ty też.
Całkiem nie żyć- dodałam zimno.
- Powinienem- westchnął- Ale
miałem szczęście. Albo nieszczęście. Wład daje szansę. Zadanie łowcy to jedno,
natomiast gdy cię pokona, a nie będziesz chciała się poddać, to co innego.
Proszę, dla własnego dobra nie próbuj go zabić.
***

Dziś krótko, widze, że wplątałaś tu kawałek MV to dobrze lubie tą serie ( można to tak nazwać). Życze ci długiego i szczęśliwego weekendu:)
OdpowiedzUsuńWitam, niestety poczytam wieczorem, skomentuję jutro, a teraz mam dla ciebie niespodziankę.
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Zapraszam do mnie.
Żebym ja jeszcze wiedziała, jak to działa :D Ale dziękuję<3
UsuńPrzeczytałam :D Podoba mi się perspektywa An. Jest chłodna i zrozumiała XD
UsuńAn chłodna? XD
UsuńD: odkryłam, że tu nie ma fragmentu! ;-;