Tak w ogóle, to czuje się zaszczycona, że udało mi się napisać (jeszcze piszę dalszą część, to już nie fanfic tylko książka xD) wciągającego fanfica :) Tylko zastanawiam się, Tanja, czy też uważasz, że za bardzo zmieniłam charakter Alucarda. Teraz też się zastanawiam, gdy chciałabym opublikować (cóż za marzenie!) no, jako książkę, to czy wtedy zmienić im imiona :) i raczej tak, nie kojarzyło by się z hellsingowym Alucardem ^^
No, ale doszliśmy do punktu kulminacyjnego (choć nie najważniejszego w "fanficu"), więc nie będe już przedłużać :D
----------------------------------------------------------
Teraz, gdy nie było go w pomieszczeniu,
poczułam się troszkę lepiej i uspokoiłam się trochę. Przyjrzałam się pokojowi
dokładniej i zauważyłam, że i tak nie miałam szans na ucieczkę przez okno. Po
prostu było za wąskie.
Zapiekła mnie dłoń, więc przyjrzałam się
ranie.
„ Nie
wygląda najlepiej. W ogóle nie chce przestać
krwawić”
Poszukałam mojego noża, który leżał za mną,
przy ścianie. Podniosłam go i odcięłam pięciocentymetrowy pas materiału z
bluzy, który owinęłam wokół rany.
Zastanawiałam się też, czemu gdy nie ma w
pokoju Alucarda, to się nie boje i jestem dość spokojna. Nie znalazłam
rozwiązania.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Wampir. Poderwałam
gwałtownie głowę. Trzymał coś w ręce, ale nie widziałam co to jest. Spięłam się
cała i odruchowo schowałam prawą rękę za siebie, mając dziwne wrażenie, że zrobiłam
coś złego. Alucard podszedł do mnie.
- Pokaż dłoń.
Ostrożnie podniosłam lewą rękę.
- Nie tą. Prawą.- przewrócił oczami z
irytacją.
Spojrzałam podejrzliwie, ale powoli wykonałam
polecenie. Przyjrzał się mojemu „bandażowi”.
- Nie umiesz robić opatrunków.- stwierdził.
Zdjął pasek materiału z rany i owinął bandażem, który przyniósł.
Potem się wyprostował, a ja wstałam z
ociąganiem. Znowu mnie ogarnął strach i niepokój. Alucard zrobił krok do tyłu.
Byłam mu wdzięczna za ten ruch, bowiem czułam, że stoi za blisko. Wampir wyciągnął
w moją stronę dłoń. Teraz dopiero zauważyłam, że nie miał rękawiczek. Automatycznie cofnęłam się o krok.
Westchnęłam, denerwując się na samą siebie.
Jak
mam mu pozwolić mnie ugryźć, skoro się boję nawet, gdy chce mnie dotknąć ręką?!
Nagle popchnął mnie na ścianę, i sam zrobił
krok, zbliżając się do mnie. Odgarnął mi włosy z lewej strony szyi.
Przez dwa czy trzy ostatnie dni, nie licząc
tych przespanych, usilnie uciekałam przed Alucardem i tym co się za chwilę
stanie, a teraz co? Dobrowolnie pozwalam mu się ugryźć, nie znając tego
skutków! Piękna ze mnie skała1! Ale mam upór!
Zaczęłam sobie wyrzucać.
- Bo masz.- usłyszałam przy lewym uchu i
wzdrygnęłam się lekko. Zamyślając się, przestałam zwracać uwagi na to co robi Wampir.
A to nie było mądre.- Długo uciekałaś, dłużej niż oczekiwałem. Wystarczy już,
dość się namęczyłaś.- jego głos zmienił się na łagodny szept. Taki ton i sposób
mówienia był nowością i wielkim zaskoczeniem.
- Ale mnie nie obchodzę twoje oczekiwania.-
odpowiedziałam całkiem szczerze, spinając się- JA oczekiwałam, że ci ucieknę.
- To nie było możliwe.- zbliżył się do
szyi, a ja przycisnęłam drżące ze strachu ręce do ściany za sobą, nie wiedząc
co z nimi zrobić.
- Chwyć mnie.
- Co?- spytałam zdezorientowana, a ułamek
sekundy później przypomniałam sobie, że słyszy co myślę. Niepewnie i z pewnym
oporem podniosłam ręce i zacisnęłam palce na nadgarstkach Wampira, a ten
opuścił dłonie zmuszając mnie do tego samego.
Zbliżył się jeszcze bardziej, tak, że mimowolnie
cofnęłam głowę do tyłu, uderzając nią w ścianę. Powstrzymałam się od jęknięcia,
bowiem Alucard zahaczył skórę kłami. Wstrzymałam oddech, jednocześnie drżąc i
stojąc nieruchomo.
- Spokojnie.- wyszeptał Wampir i przebił
skórę delikatnie.
Przeszło mi przez głowę pytanie, czy on
specjalnie spowalnia „działania” doprowadzając mnie do strachu, czy po to, bym
się przestała bać i mnie nie bolało.
Ale bolało. Bolało trochę mocniej niż
skaleczenie nożem i zdałam sobie sprawę, że Alucard ledwie mnie drasnął.
„
Skoro tak boli teraz, to co będzie, gdy już ugryzie do końca?!” przeraziłam się.
Jęknęłam z bólu, gdy Alucard wbił kły głębiej, i ścisnęłam z całej siły
nadgarstki Wampira, chcąc w ten sposób wyładować ból. Ale drżałam i nic nie
mogłam poradzić. Nagle przypomniałam sobie coś.
- Alucard…?
- Hmm?- mruknął, a potem dodał- Uwaga.
Kły zagłębiły się do końca. Krzyknęłam
głośno z bólu i zacisnęłam kurczowo palce na rękach Alucarda. Musiałam przyznać,
to trochę pomagało. Opanowałam się, wciąż drżąc, i powtórzyłam jego imię.
Hmm?
Drgnęłam zaskoczona.
„ To…
ty?”
Taa
Na chwile zaniemówiłam. On nie tyle co
słyszał moje myśli, co tez mógł do mnie mówić!
A potem spytałam.
„ Kim
był ten mężczyzna, blondyn?”
To…
Alexander Anderson
Nagle, nie wiem czy specjalnie czy przez
przypadek, zacisnął mocniej szczęki, tak, że wydobyłam z siebie dźwięk, coś
miedzy jękiem, a krzykiem.
Przepraszam.
Anderson pracuje dla Watykańskich Sił Specjalnych, inaczej Iscariote, czy Wydział
13. Więcej ci powiem później. Okay?
„
Okay…”
Pomyślałam, czując, że blednę. I to nie tak
przysłowiowo, a naprawdę. Znów zalała mnie fala bólu, o której częściowo udało
mi się zapomnieć poprzez „rozmowę”, z której i tak nic nie zrozumiałam. Zaczęłam jęczeć (błagając) i
ściskać nadgarstki wampira mocniej.
- Proszę… przestań już!...
Ale Alucard nie drgnął. Wpiłam paznokcie w
jego ręce czując, że słabnę i zaraz upadnę. Zatoczyłam się lekko i poczułam, że
jestem przytrzymywana za ramiona, przez Wampira.
Coraz nie pewniej się czułam, nogi mi
drżały, wzrok zaczął się rozmazywać i coraz bardziej rozluźniałam palce.
- Pozwól mi usiąść.- wymamrotałam
niewyraźnie. Poczułam, że wysunął kły z mojej szyi i odsunął się lekko. Podniósł
trochę swoje ręce pomagając mi się osunąć.
Gdy już siedziałam puściłam Alucarda i lewą
ręką przycisnęłam rany na pulsującej bólem szyi. Opadła mi głowa, opierając się
o klatkę piersiową. Po chwili poczułam, że Alucard podnosi mi głowę. Jęknęłam
cicho, gdy dwie ranki się naciągnęły. Spojrzałam na jego twarz. Dolna jej część
była cała zakrwawiona, ale oczy patrzyły na mnie z opanowaniem. Nasze spojrzenia
się skrzyżowały. Spojrzałam błagalnie.
- Wystarczy… proszę.- wyszeptałam.
- Jeszcze chwila.- odparł łagodnie.
- Czy jak stracę świadomość, to umrę?
- Nie.
- Idę spać.- wymamrotałam, i z
westchnieniem zamknęłam oczy.- Miało nie boleć…- wyżaliłam się jeszcze.
Zaczęłam poddawać się zmęczeniu, gdy znów
poczułam ból. Znów ból, znów kły, znów krew.
Jęknęłam i oparłam głowę o ścianę, tym
samym dając więcej miejsca Alucardowi.
A potem „zasnęłam” mając nadzieję, że
faktycznie nie umrę.
------------------------------------------------
Ale długa... nie chciałam już przerywać tego momentu, więc macie szczęście :) To najłuższa notka jaką opublikowałam... zajmowała trzy wordowe strony ^^
Pozdrawiam,
Arisu
Pozdrawiam,
Arisu
Z tego co czytałam to na mężczyzne mówi się np Sebastian - san/chan
OdpowiedzUsuńa na kobiete np. Natalia-sama :D
Ale wracając do rozdziału. Może i Alucard ma nieco inny charakter ale podoba mi sie to bo w anime i mandzie jest taki sztywny xdd Genialne opowiadanie. Jak chcesz to możemy popisać, moje gg: 46040716
Twierdzisz, że w oryginale Aluś był sztywny? nie zauważyłam... choć może troszkę oschły... W każdym razie widzę, ze ci się podoba ^^
Usuń-san/chan/sama mogą być stosowane i do imion damskich, i męskich. Np. często w anime dziewczyna mówi do drugiej z -san, a do mężczyzny z -sama ;p Nie ma reguły, chodzi tylko w jakich relacjach są różne osoby.. Ale się rozpisałam xD
UsuńArisu - ładnie :) Jestem tylko ciekawa jak można zasnąć z wampirem wgryzającym ci się w szyję (w końcu boli itd.) ale to tam.. :D
Hah dzięki, dobrze wiedzieć ;D
Usuń