piątek, 8 stycznia 2016

Duke of Venomania II


Na obrazku Kaito i Meiko, vocaloidy.
Druga część OS o Księciu i Sachi ;3
Nie mam co pisać, więc po prostu daję. Na Teehlego poczekajcie, bo muszę dokończyć brakujący fragment ._. Ale już go kończę. W ten weekend powinien być
________________________________________

Otworzyłam oczy. Było ciemno. Ile spałam? Cały dzień? To nie jest tak komnata, w której zasnęłam. Spróbowałam usiąść, ale  skuliłam się, gdy w podbrzuszu poczułam ból. Zacisnęłam zęby... i wtedy usłyszałam cichy oddech. Zamarłam, rozglądając się nerwowo po komnacie. Kto tu jeszcze jest? Nie Książę. Księcia bym rozpoznała. Znowu byłabym jego bezwolną kobietą. Nie. To ktoś inny. Wstałam, krzywiąc się z bólu. Nieźle mnie urządził... dodatkowo byłam lepka od potu, a uda były pokryte trochę zaschniętą substancją, o której nawet nie chciałam myśleć. Otoczyłam rękami brzuch, a gdy oczy przyzwyczaiły się do ciemności... zobaczyłam siedzącą na fotelu pogrążoną w śnie brązowowłosą kobietę. Poczułam, jakby ktoś mnie uderzył. Czy to jest... królowa? Wyglądała jak nasza królowa, Królowa Meiko... ale gdyby została porwana, powiedziano by nam o tym, prawda? A może właśnie utajniono by tę informację, by nie wywołać paniki?
Nieważne. Muszę stąd uciec. Póki Książę nie interesuje się moją osobą. Jeśli się uda, to wtedy zajmę się sprawą Królowej. Wymknęłam się na korytarz, usilnie starając się nie opaść na kolana. Bolało mnie podbrzusze. Takie rozkosze muszą być opłacone takimi katuszami? Poczułam, że fala ciepła spłynęła między nogi na samo wspomnienie tego wydarzenia. Potrząsnęłam głową. Opamiętaj się. Nie rozpraszaj się Księciem... Zaczarował cię, ale to działa tylko, gdy go widzisz...
Więc nie mogę na niego wpaść.
Rezydencja była opustoszała. Miałam wrażenie, że mój oddech słyszy każdy w budynku. Zza mijanych drzwi usłyszałam głośne jęki... i przyspieszyłam. Uciec stąd. Jak najszybciej i najdalej. Kamui jest pewnie za tymi drzwiami i zabawia się z jakąś nieszczęśnicą. Jest zajęty.
Hol, na którym pierwszy raz go spotkałam, był pogrążony w półmroku. Zatrzymałabym się, by go obejrzeć dokładniej, ale nie mogłam marnować czasu.
- Pierwsza, która spróbowała mnie zabić...
Zamarłam, słysząc głos Księcia, który rozległ się od schodów.
- ... a tak przewidywalna.
Miękkie kroki rozbrzmiały cichym echem, gdy zbliżył się. Zacisnęłam powieki. Już sam jego głos mnie omamiał, ale nie pozbawiał całkowicie woli. Nie mogłam pozwolić się zaczarować.
- Wszystkie spróbowały uciec- powiedział cicho, tuż za mną- Miałem nadzieję, że Meiko sobie poradzi, ale najwyraźniej nie była w stanie. Dobrze, że postanowiłem cię przypilnować. Mam dylemat, wiesz?- wymruczał, obejmując mnie zza pleców- Zastanawiam się, co będzie dla ciebie karą. Jeśli cię teraz zostawię, czy właśnie nie?
- Wejdź we mnie- wyszeptałam wbrew sobie, a pomyślałam, żeby mnie zostawił.
- Nie jesteś do końca moja. Z jednej strony stosunek byłby dla ciebie karą. Z drugiej byłby nią jego brak. Powiedz prawdę. Co nią będzie?
Poczułam, jakby jego czar osłabł, pozwalając mi pomyśleć jaśniej.
- Brak- wyszeptałam przez ściśnięte gardło. Zaśmiał się, zamroczenie wróciło.
- Parzysty czy nieparzysty blef?
- Co?
- Kłamstwo czy prawda?
- Prawda!- czar pomógł to powiedzieć. Ciało domagało się stosunku. Dla niego to była prawda. Dla mnie blef.
Zanim mi coś odpowiedział, usłyszałam nerwowy tupot.
- Książę!
Mimowolnie się odwróciłam, ale tak, by nie spojrzeć na Kamuiego. Rozpoznałam głos kobiety, która zatrzymała się na szczycie schodów zaskoczona widokiem Księcia. Królowa. To naprawdę ona! Tylko raz usłyszałam jej głos, ale bez wątpienia to była królowa.
- Pani...!- upadłam na kolana, by oddać jej pokłon. Wciąż była władczynią.
- Wstawaj- warknął Kamui- Meiko już nie jest nikim ponad ciebie.
Zmusił mnie do podniesienia mnie. Od jego silnych palców na ramionach przeszły mnie przyjemne dreszcze.
- Nie przypilnowałaś Sachi- zwrócił się do brązowowłosej, gdy już stanęłam obok niego. Tej zrzedła mina.
- Błagam, wybacz mi!
- Oczywiście, że wybaczę- wyczułam, że się uśmiechnął- Ale to ona będzie dzisiaj ze mną zamiast ciebie.
- Nie!- zaoponowała zrozpaczona i zbiegła po schodach. Przytuliła się do Kamuiego- Nie zostawiaj mnie, Książę...
- Nie zostawiam- objął ją, delikatnie gładząc po plecach- Nie spełniłaś mojej prośby. Mam o tym po prostu zapomnieć? Usunęłam się z jego widoku. Przez przypadek na niego zerknęłam, przez co także pragnęłam go przytulić, ale fakt, że on nie patrzył na mnie, sprawił, że nie czułam tak wielkiej potrzeby zrobienia tego. Idąc do tej rezydencji obmyślałam plan ucieczki. Obok była stajnia. Umiałam jeździć na koniu. Wystarczyłoby, żebym zdobyła konia i pojechała na oklep do domu. Zwierzę wypuścić trochę wcześniej, żeby go do mnie nie doprowadził... Dotarłam pod drzwi. Z tego, co widziałam, Kamui szeptał coś królowej. Poczułam jeszcze większy strach. Skoro był w stanie zdobyć nawet ją, to co go powstrzyma?
Drzwi rezydencji otworzyły się bezszelestnie. Na zewnątrz panował mrok, rozświetlony słabą poświatą z kilku okien. Gdy tylko przekroczyłam próg, pobiegłam do stajni, nawet zapominając o bólu w podbrzuszu. Dobiegłam tam i z rozpaczą stwierdziłam, że najwyraźniej wszystkie konie śpią. Nigdy nie umiałam obudzić konia. Tym bardziej bezgłośnie. Schowam się na terenie dworu. Jest tak duży, że istnieje spora szansa na pomyślne ukrycie się. Ruszyłam na zewnątrz, ale gdy dotknęłam stopą kamiennej dróżki ktoś chwycił mnie za szyję i przycisnął do ściany stajni. Zaczęłam się wyrywać, ale mężczyzna był zbyt silny. Dodatkowo zacisnął palce mocniej, odcinając dopływ tlenu.
- Jeszcze żadnej nie udało się uciec- warknął- Ty nie jesteś wyjątkiem.
Zanim zrobiłam cokolwiek, powalił mnie na ziemię. Krzyknęłam, wciąż unikając jego spojrzenia. Ręką, którą mnie dusił, teraz zasłonił moje usta. Nie zdążyłam nawet zorientować się, co zamierza, gdy wbił się we mnie. Wygięłam się z bólu, czując w kącikach oczu łzy. Zaczął się brutalnie poruszać. Nie czułam żadnej przyjemności. Co prawda pojedyncze zastrzyki gorąca nawiedzały moje podbrzusze, ale one nie zamierzały skończyć się orgazmem. Biłam go na oślep po ramionach i klatce piersiowej. Nie uzyskałam żadnej reakcji.
- Będziesz moja, pogódź się z tym- wysapał- Nikt cię nie uwolni z moich sideł. Za kilka dni będziesz /pragnąć/, bym odwiedził cię w nocy.
Po czasie, który trwał dla mnie wieki, w moim wnętrzu rozlała się gorąca sperma i Książę ze mnie wyszedł. Puścił mnie. Skuliłam się na trawie, łkając i znów czując ból między nogami. Kamui bez słowa wziął mnie w ramiona i ruszył do rezydencji. Z jednej strony chciałam go bić i przeklinać, a z drugiej pragnęłam, by dalej mnie trzymał. Cholerne zaklęcie... wtuliłam się w jego ramię, nie umiejąc powstrzymać płaczu.
- Zabiorę cię do twojej komnaty- powiedział bezbarwnie- Przyda ci się kąpiel.
- Tak- wydusiłam, ale powiedziała to ta moja część, która chciała się z nim kochać. Mężczyzna po chwili wszedł do komnaty, z której uciekłam i posadził mnie na fotelu. Łagodnie zdjął ze mnie sukienkę i zaprowadził do drugich drzwi w pomieszczeniu, prowadzących do ogromnej łazienki. Nie miałam siły mu się sprzeciwiać. Tam mnie puścił i po prostu wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Mój wzrok padł na klucz w zamku. Przekręciłam go, całkowicie odgradzając się od Kamuiego. Weszłam do kamiennej wanny i napuściłam tak gorącą wodę, jaką tylko mogłam znieść.
Umycie się dokładnie zajęło mi bardzo dużo czasu. Zresztą nie spieszyłam się. Jakkolwiek beznadziejna była moja sytuacja, porównując do balii z zagrzewaną wodą to był taki luksus, że nie mogłam go nie wykorzystać. Książę zapewne mnie zostawił i poszedł spać. Nawet jeśli wcześniej czekał, tak długa kąpiel zdecydowanie by go znudziła. Wyszłam odświeżona i nawet mniej obolała. Na łóżku leżała satynowa koszula nocna. Założyłam ją i po prostu padłam na łóżko, gdzie zwinęłam się w kulkę.
Z lekkim opóźnieniem zorientowałam się, że Kamui leży naprzeciwko mnie i że na niego patrzę. Chciałam wrzasnąć, ale głos uwiązł mi w gardle. Spojrzenie już mnie ubezwłasnowolniło (jakie uroczo trudne słowo). Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.
- Powinienem ci to zrekompensować, nie sądzisz?
Moje ciało pokiwało głową. Ja byłam przerażona. Przysunął się i pocałował mnie najpierw delikatnie, a potem mocniej. Przeszedł mnie dreszcz i mimowolnie otworzyłam usta, zapraszając jego język, który natychmiast pogładził moje podniebienie. Jednocześnie poczułam, że jego dłoń wślizguje się pod koszulę nocną i dotyka lekko sutka. Na piersi pojawiła się gęsia skórka i zadrżałam. Popchnął mnie na plecy i zawisł nade mną, przerywając pocałunki.
- Tym razem nie będzie bólu- powiedział, wpatrując się we mnie. Nie umiałam oderwać od niego oczu. Był piękny. Jakimkolwiek diabłem był, piękna mu to nie odjęło. Ani namiętności- Podnieś ręce.
Bez oporów wykonałam polecenie. Ściągnął ze mnie satynową koszulę. Po co ją w ogóle ubrałam, skoro już jej nie miałam?
- No, kochana Sachi- wymruczał, zasysając pierś. Jęknęłam- Do tej pory bolało dzisiaj będzie sama przyjemność.
Nie zwlekał długo- gdy polizał drugi sutek, poczułam, jak jego ręka zmierza między nogi. Wiedziałam, że już jestem tak podniecona, że mimo wszystko mogłam go tylko błagać, by to kontynuował. Nie byłabym w stanie się opierać. Wsunął we mnie palec, resztą dłoni pocierając łechtaczkę. Wygięłam się w lekki łuk z cichym jękiem. Oplotłam jego szyję rękoma, na ramionach zostawiając drobne ślady po paznokciach. Wiedziałam, że jeszcze zostawię głębsze. Potwierdziło się to przypuszczenie, gdy zniżył się i językiem polizał najczulsze miejsce. Krzyknęłam cicho, wbijając palce w jego barki. Poruszyłam biodrami, wzmagając rozkoszne uczucie.
- Nie pędź tak.
Gorący język wcisnął się do mojej dziury, wywołując dość dziwne uczucie, ale jednocześnie oddalając od szczytowania. Zdecydowanie najszybszym sposobem na orgazm było masowanie łechtaczki... co też zrobił mężczyzna. Zassał ją. Puściłam go, gniotąc w dłoniach pościel.
- Błagam... pozwól mi... dojść- wysapałam.
- Pozwolę, oczywiście, ale wytrzymaj jeszcze chwilę- uniósł się i znowu pocałował mnie w usta, jednak palce zaczęły robić okrężne ruchy na łechtaczce, co zaabsorbowało mnie bardziej. Wygięłam się, czując nadchodzący orgazm.
- Możesz szczytować
Wraz z jego przyzwoleniem krzyknęłam ostatecznie, ale dźwięk utonął w jego ustach. Opadłam bez sił, a on obok mnie. Wtuliłam się w niego, a mnie otoczyły silne ramiona.
***
Gdy Miku mnie obudziła, byłam na łożu sama, do tego ubrana w satynową koszulę, ale wiedziałam, że nie przyśniło mi się to.
- Sachiko, pora wstawać- uśmiechnęła się promiennie- dobrze się spało?
- Po prostu świetnie- mruknęłam, znów będąc sobą, choć na wspomnienie Księcia odpływałam.
- Jest śniadanie. Reszta jest na dole. Kamui poprosił, bym cię obudziła. Powiedział, że martwi się o twoje zdrowie, bo długo nie jadłaś. Pomogę ci ubrać sukienkę.
Wybrała jedną z wielu z mojej garderoby i pomogła ją założyć.  Nie oponowałam zrezygnowana i wyczerpana. Ile tym razem spałam? Trzy godziny? Cztery? Miku zabrała mnie korytarzami do wielkiej salo, gdzie doznałam szoku. Koło dwudziestu kobiet siedziało przy wielkim stole, z Kamuiem na szczycie. Widziałam puste miejsca z opróżnionymi lub czystymi talerzami  ta dwudziestka nie była wszystkimi mieszkankami rezydencji. Ile ich porwał? O ilu nie wiemy?
- Usiądźcie z nami, Sachiko, Miku- Książę gestem pokazał wolne miejsca. Nawet nie zdążyłam odwrócić wzroku- już byłam w jego sidłach. Bez oporu wykonałam polecenie. Pierwszy raz widziałam tyle jedzenia na raz. W wypadku większości nie byłam w stanie określić, czym to jest. Nałożyłam sobie każdego po trochu i zaczęłam je smakować, nie zwracając uwagi na wrażenie, że Kamui mnie obserwuje.
- Mamy nową mieszkankę, jak zauważyłyście, drogie Panie- odezwał się nagle. Przerwałam, przypatrując mu się. Nie byłam w stanie posłać nienawistnego spojrzenia. Zapadałam w jego sidła coraz bardziej.
- Proszę o wybaczenie, bo ostatniego dnia byłem tak zajęty przekonaniem Sachiko, by została, że nie miałem tak dużo, jak zawsze, czasu dla was.
Nagle rozległy się na przemian głosy wielu dziewczyn i kobiet:
- I jak?
- Podobało ci się?
- Zostaniesz, prawda?
- Oczywiście, że zostanie, głupia!
- Miałaby zostawić Księcia?
Między nimi rozpoczęła się dyskusja, czy mogłabym nie zostać i z własnej woli zostawić Księcia. Chciałam ich uświadomić, że to moje jedyne marzenie, odkąd tu jestem, ale skutecznie powstrzymywała mnie obecność Kamuiego.
Nagle wrota rozwarły się i wszystkie głosy umilkły, gdy do sali weszła dwójka kobiet. Ciemnowłosa się odezwała:
- Czekała przed rezydencją, aż ktoś ją wpuści.
- Ach tak?- mężczyzna podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do dwójki nowoprzybyłych. Ze zgrozą zrozumiałam, że ta blondynka o niebieskich oczach, ręce przyciskająca do obojczyków ze strachem lub nieśmiałością, to kolejna zaczarowana ofiara, która podążała za nim aż do zamku.
- Chodź, moja piękna, nie musisz się obawiać- powiedział z uśmiechem Książę, obejmując ją prawie opiekuńczym gestem. Zaraz potem przycisnął usta do jej warg. Przyglądałam się temu z obrzydzeniem, ale nie umiejąc odwrócić wzroku. Nagle Kamui cofnął się chwiejnie.
W dłoni przybyłej błysnął zakrwawiony sztylet. Zerwałam się zaskoczona, na liliowej koszuli Kamuiego pojawił się szkarłat. Wstrzymałam oddech. Zraniła go!
Albo zranił...
Nowoprzybyła podniosła rękę do włosów... i zdjęła perukę. Na moich oczach, na oczach wszystkich włącznie z Księciem, nieśmiała blondynka zamieniła się w niebieskowłosego mężczyznę z tryumfem na twarzy. Kamui upadł na ziemię, przyciskając ręce do piersi. Chyba próbował coś powiedzieć, ale zamiast tego z ust wypłynęła strużka krwi. Przestałam czuć do niego pociąg. Rozejrzałam się. Z każdej twarzy zniknął uśmiech, po prostu patrzyły na krwawiącego oprawcę z lekkim strachem. Czar zniknął. Książę nie miał nad nami władzy. Powoli wstałam i z obawą podeszłam do niebieskowłosego.
- Jesteście wolne- powiedział- Gdzie jest Królowa Meiko?
Więc po to tu przyszedł.
- W którejś komnacie- wydusiłam. Wszystkie obecne więźniarki wybiegły zbyt zdezorientowane, lub zdeterminowane, by opuścić to przeklęte miejsce. Jedna z nich zatrzymała się jeszcze na chwilę i spojrzała na Księcia, który leżał na ziemi z zaciśniętymi pięściami. Potem wybiegła.
Czy Kamui płacze? Też na niego spojrzałam, ale nie chciałam z nim rozmawiać ani tym bardziej współczuć.

- Dziękuję- wyszeptałam do niebieskowłosego, a potem także opuściłam rezydencję.
END

_______________

Zaraz będzie spam zobrazkami z Duke'a

2 komentarze:

  1. Cudne, boskie. Dlaczego tak bardzo musieli zranić biednego Kamuiego :D Wiem, że tam jego przeszłość była smutna, ale wyobrażając sobie jego obecny pomyślunek, mam ochotę dzielić z nim cierpienie.
    Te pożądanie w jego oczach dosłownie woła o to, aby go pocałować XD

    OdpowiedzUsuń