wtorek, 17 listopada 2015

Teehle V



Macie. Zaczynam nie nadążać.
____________________________

– Alekso.
Otworzyłam oczy i powstrzymałam pisk, widząc przed sobą ciemną sylwetkę. Była noc. Zasnęłam? Naprawdę zasnęłam po czymś takim?
– Nie nazywaj mnie Aleksą, ile razy mam ci to powtarzać? – mruknęłam, próbując nie wpaść w panikę. Z wampirem... w nocy w lesie...
– Dlaczego nie wróciłaś przed zachodem?
– Bo, jakbyś nie zauważył tymi swoimi wampirycznymi oczami, zapadłam w sen – odparłam z ironiczną złośliwością – Dzięki czemu sprawiłam, że musiałeś się tu fatygować.
Wydawało mi się, że się uśmiechnął.
– Złośliwa jesteś, wiesz?
– Na pewno mniej, niż gdybym poszła do miasta, pozwoliła się zidentyfikować i zrobiła zamieszanie. Ciesz się, że jestem złośliwa tylko w słowach.
– Ciesz się, że tak nie zrobiłaś, bo wtedy ktoś mógłby ucierpieć – jego spojrzenie stało się zimne. Poczułam ciarki – A zamieszanie trwałoby najwyżej kilka dni, bo uciszylibyśmy to bez większego problemu. Pomyśl. Sfingowałem śmierć osoby, która musiałaby umrzeć od uderzenia w głowę, po którym tak naprawdę nic jej nie było. Do tego miała ranę postrzałową, która została w całości zatuszowana przez Tessę. Naprawdę sądzisz, że tak daleko od domu rozpoznaliby cię, zanim bym ciebie – lub ich – powstrzymał? A nawet jeśli – uwierzyliby, że wampiry istnieją? Ty sama nie chciałaś wierzyć, będąc w samym centrum wydarzeń.
Cholerny. Arogancki. Zimny. Wampir.
– Wróćmy do domu, dobrze? – Teehle wstał i wyciągnął rękę, oferując pomoc, ale zignorowałam ją i sama się podniosłam. Nie potrzebowałam pomocy wampira, by wstać. Nie potrzebowałam pomocy wampira, by zrobić cokolwiek. Teehle wzruszył ramionami i ruszył w odpowiednim kierunku – ja sama prawie nic nie widziałam, więc tylko podążyłam za nim.
– Co zamierzasz zrobić teraz, gdy już wiem? – spytałam, a strach nagle wrócił.
– A jak sądzisz? Masz jakieś podejrzenia?
– Tak – przełknęłam ślinę.
– Więc powiedz mi je.
– A może nie masz planów i w ten sposób ci podsunę jakiś pomysł?
– Mam – odparł spokojnie – Chcę zobaczyć, jak myślisz.
– Myślałam nad dwiema opcjami – zaczęłam ostrożnie i od razu potem dodałam – Co nie znaczy, że którakolwiek mi się podoba! Jedna to po prostu zabicie mnie przez wypicie krwi... A druga... – zacięłam się przerażona tą perspektywą.
– A druga? – zachęcił Teehle, a dom wyrósł przed nami. Mężczyzna otworzył drzwi, wpuszczając mnie pierwszą do ciemnego przedpokoju.
– Że... Że zrobisz ze mnie żywy worek krwi.
– Żywy worek krwi. Podoba mi się ta nazwa - mówił spokojnie, wręcz luźno, jakbym wcale nie odkryła przed chwilą jego tajemnicy - Na czym miałoby to polegać?
– Że będziesz... – mówiło mi się o wiele gorzej niż o zabiciu – ... pił moją krew co jakiś czas, bez zabijania mnie.
– O – Teehle otworzył drzwi swojego pokoju – To by mi pasowało. Właśnie. Teraz, gdy już wiesz, mogę pokazać ci mój pokój. Chcesz zobaczyć?
Teraz, gdy już wiem? To co on tam ma? Z wahaniem pokiwałam głową i podeszłam do niego. Teehle zapalił światło i zatrzymałam się w progu zaskoczona. Podświadomie sądziłam, że będzie tu jakaś trumna, że pokój będzie miał atmosferę grozy... A wyglądał normalnie, trochę klimatycznie. Do ciemnoszarych ścian przyczepione były stare, ładnie zdobione lampy, obok było zasłonięte ciemnymi kotarami. W rogu stało łoże z granatową pościelą, w drugim rogu szafa, a obok komoda. Leżało na niej kilka rzeczy, ale z tej odległości rozpoznałam tylko dwa pistolety w tym ten, z którego do mnie strzelił. Zrobiłam krok do przodu, by zobaczyć, co jeszcze na niej leży... i usłyszałam ciche kliknięcie zamykanych drzwi. Gwałtownie obróciłam się i zbladłam, gdy Teehle przekręcił mosiężny klucz. Patrzył na mnie.
– Co ty robisz? – spytałam, starając się zachować spokój. Teraz pokój wydał mi się groźny, nie klimatyczny. Zbyt groźny. Panował półmrok, co sprawiło, że wyraźniej widziałam czerwone ogniki, które zaczęły migotać w jego oczach. Nie podobało mi się to spojrzenie.
– Zabicie cię nie miałoby teraz sensu – powiedział cicho – Po co miałbym cię tak długo leczyć, skoro potem bym cię zabił? Nie wiem, jak mogłaś tak pomyśleć. W takim wypadku mogłem cię zabić, gdy wpadłaś pod koła.
– Więc... dlaczego... – zacięłam się przerażona – ... po co zamknąłeś drzwi?
Za mną leżały pistolety Teehlego. Skoro zabijał nimi wampiry, to mogłabym go nimi zastrzelić... Nie wiedziałam, co zamierza, ale cofnęłam się, gdy sam zrobił kilka kroków. Czy raczej nie chciałam zaakceptować tego, co prawdopodobnie zamierzał.
– Mamy podobne myślenie – zęby błysnęły w uśmiechu, a ja zbladłam, zauważając ostre kły – Także zastanawiałem się nad żywym workiem krwi, chociaż nie ująłem tego w taki sposób.
Nie odpowiedziałam, ale naprawdę zaczęłam się bać. Znowu się cofnęłam. Chyba byłam już blisko komody...
– Bardzo spodobał mi się ten pomysł.
Dosłownie w ułamku sekundy pojawił się przede mną. Wrzasnęłam zaskoczona szybkością i przerażona słowami. Uderzyłam biodrem w komodę, gdy odskoczyłam do tyłu. Chwyciłam pistolet, a Teehle wydał się zaskoczony, widząc to. Strzeliłam do niego kilka razy bez celowania – cofnął się kilka kroków siłą odrzutu.
Gdy zorientowałam się, że nic mu nie jest, prawie spanikowałam. To go nie rani?!
Zaczęłam strzelać na oślep, dopóki kliknięcie nie oznajmiło, że skończyły się naboje. Upuściłam ciężki pistolet i objęłam się ramionami roztrzęsiona. Teehle leżał nieruchomo na ziemi, w świetle lamp zobaczyłam czerwone plamy na ziemi koło niego i przycisnęłam dłonie do ust, powstrzymując odruch wymiotny. Zabiłam go? Zaśmiałam się urywanym głosem. Płacz mieszał się z nerwowym, szczęśliwym chichotem. Byłam wolna? Mogłam wrócić do domu? Już mi nie zagrozi?
– Teehle? – spytałam ostrożnie, podchodząc do niego, ale pozostając w bezpiecznej odległości – Teehle, słyszysz mnie?
Zero reakcji. Wyminęłam go i podeszłam do drzwi. Już chciałam wyjść, gdy pomyślałam, że przydałyby się kluczyki do jego samochodu. Gdzieś tu muszą być, prawda?
Cofnęłam się do komody i prawie od razu je zauważyłam. Natychmiast je zabrałam, a po chwili zastanowienia także drugi pistolet. Na wszelki wypadek.
Poszłam do kuchni, a potem do garażu. Van stał jak stał, widać szczęście mi sprzyjało... Weszłam do samochodu. Miałam zdawać prawo jazdy za miesiąc, ale coś tam umiałam, jazdy próbne też już kilka godzin miałam. Vanem nie zdarzyło mi się jeździć, trzeba będzie się szybko nauczyć...
– Dobra – wyszeptałam – Żegnaj, Teehle. Przepraszam.
Otworzyłam garaż pilotem przy kluczykach, położyłam pistolet na siedzeniu pasażera i wyjechałam z lasu na szosę. Żadnych znaków nie było, ale gdzieś na pewno dojadę. Wciąż była noc, więc była mała szansa na zwrócenie na siebie uwagi. I dobrze. Gdyby Tessa o mnie usłyszała...
Odetchnęłam głęboko. Spokojnie. Teehle już nie będzie mnie niepokoił, pod tym względem jestem bezpieczna.
Jechało się właściwie łatwo... Dopóki nie zerknęłam w tylne lusterko i nie zobaczyłam go na tylnym siedzeniu. Pisnęłam i zahamowałam ostro, prawie wypadając z drogi. Po chwili oszołomienia przerażona obróciłam się do tyłu... ale siedzenia były puste. Odpięłam pas i sprawdziłam też bagażnik – wampira nie było. Zaczynałam sobie wymyślać...
Usiadłam z powrotem na miejscu kierowcy i odetchnęłam głęboko kilka razy. Go tu nie ma. Został w swoim pokoju z wpakowanym w ciało magazynkiem srebrnych naboi. Spokojnie, Alexandro.
Położę pistolet na kolanach, tak na wszelki wypadek...
Gdzie on jest?
Nie leżał na siedzeniu pasażera. Panicznie zaczęłam przeszukiwać samochód. Teehle go zabrał! A teraz pewnie ma ubaw i czeka, aż spanikuję...
Ku własnemu zaskoczeniu znalazłam broń obok fotela. Jeśli to nie Teehle, to mógł po prostu spaść przy hamowaniu...
– Cholera! – zaklęłam. Wampir stanie się moim upiorem...
Nagle pomyślałam o czymś zupełnie innym. Czy Teehle zostawił w samochodzie jakieś pieniądze? Za bardzo się spieszyłam i właściwie nie wzięłam nic na podróż. Gorączkowo przeszukałam schowki, ale znalazłam tylko drobniaki na dnie jednego z nich. Co miałam teraz zrobić? Nie pojadę do miasta bez pieniędzy... A paliwo też się w końcu skończy...
Spokojnie.
"Przeszukaj schowki spokojniej i dokładniej Alexandro", nakazałam sobie. Coś tam musi być. Zawsze coś jest.
Pogrzebałam w nich po raz drugi i prawie się popłakałam, gdy między stronami książki znalazłam kilka setek. Byłam bezpieczna. Nie musiałam wracać po cokolwiek do domu Teehlego.

***

12 komentarzy:

  1. Hehehe :D Łady rozdział, ale wiesz tak z mojego punktu widzenia zabierać auto wampira, to trochę jak samemu prosić się o śmierć :D A do tego jeszcze go postrzelić jego własną bronią. No, no :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje mi trochę takiego ,,twardego,,? Charakteru wampiora xd mam nadzieję że ukaże się niedługo :D Proszę niech ją dotkliwie pogryzie ! :-]

      Usuń
    2. Wiem, Kii. Ale ona serio myśli, że go zabiła xD Więc co się bać, że mu auto zabrała ;p
      Karmel, Teehle to nie jest Alucard, kto powiedział,że musi być twardy iostry i okrutny i mściwy? :D Jaka z ciebie sadystka, "niech ją dotkliwie pogryzie" ^.^ Zmienię trochę,żeby było boleśniej, bo za karę (nie wzięłam pod uwagę słów Michaela, że lepiej nie zabierać Teehlemu samochodu :3 )

      Usuń
  2. Wiem, mówilas ze to nie Aluś.
    Pomijając (sporny dla mnie) charakter Alucarda, stwierdziłam lukę w charakterze Teehlego :P
    Wiem, mam ciągotki sadystki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. C-;[
    Nie ma to jak w gronie ludzi o wspólnych upodobaniach xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. A ok.. Ten.. Mogłabyś podać maila? Bo kiedyś gdzieś na blogu podawałaś, ale ślepak Karmel nie umie znaleźć :)

      Usuń
    2. Po czo ci mój mail? arleni@o2.pl zapraszam do konwersacji ;)

      Usuń