czwartek, 14 maja 2015

Buntownik Rozdział 1. Tak, kolejna


Dobra, tym razem nie wiem, jakie gify by pasowały, więc będzie Lestat i inne postaci z  Kronik Wampirów Anne Rice ;p
Tak, to kolejna opowieść. To opowiadanie/powieść, które aktualnie publikuję w gazetce szkolnej. Prawdopodobnie kilkoro z was już czytało początek...
I wszem i wobec ogłaszam: gdy dotrę do momentu, który jest w gazetce, nie będę wyprzedzać tamtych wydarzeń. Dlaczego? Jakiś czas temu (po opublikowaniu w szkole pierwszej części) dowiedziałam się, że ktoś przeszukał net i znalazł poprzedni blog, na któym był początek... i sobie zespoilerował... i nie chcę tego powtórzyć, bo choć byłam szczęśliwa, że tak zaciekawiłam, nie chcę, by sobie spoilerowano ;-; A więc macie powieść "Buntownik", wczęsniej znaną pod nazwą "Gerard".
A, i jeszcze notka dla uczniów z mojej szkoły, gdyby ktoś znowu tu trafił: Drodzy Filomaci, to dla waszego dobranie pozwolę sobie wyprzedzać gazetki ^^
----------------------------------
Ciche uderzenie sprawiło, że gwałtownie usiadłam, otwierając oczy. Zoba­czyłam przy oknie mężczyznę. Nie znałam go. Wyglądał nieludzko w księżycowym świetle, które sprawiało, że jego włosy wydawały się srebrne, a oczy błysz­czące. To spojrzenie sparaliżowało mnie, choć samo było zdziwione i przestraszone. Nie umiałam również wydać z siebie jakiegokol­wiek dźwięku, co doprowadzało do paniki. Włamał się do mnie obcy mężczyzna, a ja nie byłam w stanie nic zrobić!
Nagle na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Przeszły mnie ciarki. Mimo to, gdy się odezwał, jego głos był miły dla ucha i nawet łagodny.
- Obudziłaś się. I co ja mam teraz zrobić?
Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.
- Zabić?- błyskawicznie pojawił tuż obok mojego łóżko, zmniejszając odległość do najwyżej metra. Drgnęłam przestraszona i odzyskałam władzę nad stru­nami głosowymi. Chciałam krzyknąć, ale napastnik przycisnął mnie do mate­raca i zakrył usta dłonią.- Czy zabrać ze sobą?- spytał, patrząc w moje zielone oczy- Gerardowi się podobasz, wolałby to drugie. A więc…
Nagle na mojej twarzy, a dokładniej nosie, pojawiła się szmatka. Biorąc wdech poczułam zapach przypominający ocet… i straciłam świadomość.
***
Gwałtownie usiadłam i zakręciło mi się w głowie, przez co zostałam zmuszona opaść z powrotem na stos poduszek. Z tego, co zdążyłam zobaczyć, wywnio­skowałam, że muszę znajdować się w zamku. W „mojej” komnacie stała szafa, szafka nocna i stolik- jedyne rzeczy, które mogłyby być współczesne, choć imitowały styl średniowieczny. Było jeszcze zwykłe, białe okno, ale mniejsze niż normalnie w domach. Kamienne ściany, a na jednej z nich wiszący gobelin, przedstawiający jakąś bitwę. Tyle zapamiętałam.
Usiadłam powoli i przyjrzałam się pomieszczeniu jeszcze raz, ale nie odkryłam nowych elementów prócz drzwi po prawej. Pomyślałam, że mu­siał być wieczór, bo z każdą chwilą robiło się ciemniej. Byłam przerażona, choć na pewno mniej niż wcześniej.
Ostrożnie wstałam i podeszłam do szafy. Jak się po chwili zorientowałam, byłam w tej samej pidżamie, w której ostatnio się kładłam spać. Kimkolwiek był włamywacz, gdziekolwiek teraz byłam, nie chciałam, by zastano mnie w łóżku. Pewnie i tak długo mnie widział, w końcu musiał mnie przynieść, ale chciałam ukryć strach, który pozbawiał mnie kontroli nad ciałem cia­łem, więc starałam się zachować normalnie, jakbym była w swoim domu. Otworzyłam szafę i zlustrowałam znajdujące się w niej ubrania. Większość była  moja, z mojego własnego domu, ale było też kilka, których w życiu na oczy nie widziałam. Pogrzebałam chwilę, po czym wyjęłam najzwyklejsze ciu­chy jakie mogłam- niebieskie jeansy i szarą koszulkę.
Obróciłam się i zamarłam, prawie wypuszczając ubrania z rąk.
O parapet opierał się mój porywacz. Patrzył za okno.
Utkwiłam przestraszone, ale również zdziwione jego nagłym pojawieniem się, spojrzenie w młodym mężczyźnie. Wyglądał na starszego ode mnie o zaledwie kilka lat, jakby dopiero co skończył studiować...
- Pewnie masz dużo pytań- odezwał się cicho, dalej nie odrywając wzroku od widoku za oknem. Była już noc. To nie był dobry pomysł przebywać w ciemności z nieznajomym mężczyzną.
Przez chwilę starałam się wydobyć z siebie jakiś dźwięk, a gdy mi się udało, były to podstawowe pytania porwanej osoby:
- Kim jesteś? Gdzie jestem?!
- Aż się dziwię, że nie panikujesz i nie próbujesz uciec- musiał pomyśleć to samo, co ja. Milczałam.
- Nazywam się Alaric i wbrew temu, co pewnie myślisz, nie porwałem cię dla siebie i nikt tu nie planuje morderstwa ani gwałtu.
Dalej milczałam.
- Nie porwałbym cię, gdybyś mnie nie zobaczyła. Mógłbym cię zabić, ale nie zrobiłem tego tylko dla Gerarda.
- Kim jest Gerard i czego ode mnie chce?- spytałam, siląc się na spokój.
- Można powiedzieć, że to mój przyjaciel. I mówię ci, nie chcesz wiedzieć, czego on chce.
- Chce- odparłam twardo, przyciskając ubrania mocniej do piersi.
- Najpierw mam jedno pytanie. Znasz legendy o osobie zwanej Vladem Tepe­sem, Draculą czy po prostu krwiopijcą?
Zmrużyłam lekko oczy, patrząc na niego przestraszona. Znałam.
- Oczywiście legendarny Tepes nie jest najstarszy z nas i na pewno nie jest pierwszym, jak to mówią opowieści. Mam mówić dalej?
- Nie wierzę.- zrobiłam krok do tyłu, blednąc. Kpi sobie. Stroi sobie ze mnie żarty. I ten Gerard też!
- Nie wierzysz?- powtórzył i… zniknął. Krzyknęłam cicho zaskoczona, wypusz­czając ubrania, po czym znowu się cofnęłam. Poczułam pod palcami materiał w szafie, ale po chwili zamarłam, zdając sobie sprawę, że to nie mogą być ubrania z szafy, bo były opięte na ciele.
Stał za mną.
Pisnęłam, gdy zacisnął palce na moich ramionach i zaczęłam się wyrywać
- Uspokój się. Nic ci nie zrobię, ale nie dojdziemy do niczego, jeżeli nie uwie­rzysz- odezwał się cicho, a ja w odpowiedzi jedynie jęknęłam, rezygnując z ucieczki. Wampir? Wampiry piją krew. Czy to znaczy, że zaraz mnie zabije ugryzieniem?
Okrążył mnie, puszczając i zatrzymał się przede mną. Sparaliżowana patrzy­łam na jego zęby, gdy otworzył usta w szerokim uśmiechu. Miał kły. Nie były jakoś szczególnie długie, ale wyraźnie było widać, że nie są ludzkie. Nie umiałam wydać z siebie ani jednego słowa, choć próbowałam, obserwując jak zahipnotyzowana Ala­rica.
- Uwolnij… mnie- wydusiłam w końcu, drżąc na całym ciele- Odejdź. Zostawcie mnie w spokoju.
- Nie skończyłem opowieści- zaprotestował, zamykając usta.
- Ale…
- Gerard i ja, jak właśnie zauważyłaś, jesteśmy wampirami.
- Więc jak…- urwałam, nie umiejąc mówić dalej.
- … się pożywiamy?- dokończył, domyślając się, co chciałam powiedzieć- Gdy przyszedłem do twojego domu miałem za zadanie pobrać trochę twojej krwi, ot, zwykłe pobieranie, tyle, że troszkę więcej. Tak jakby krwiodawstwo. W każdym razie twoja bardzo zasmakowała Gerardowi i poprosił, bym przychodził do ciebie częściej. To był pierwszy raz, kiedy kazał mi chodzić do jednej osoby więcej niż raz w miesiącu. Zawsze było tak, że ludzie nie mogli zauważyć chwilowego osłabienia.- gdy to powiedział zdałam sobie sprawę, że faktycznie jakiś czas temu byłam osłabiona i nic mi się nie chciało. Zwaliłam to na karb matury, którą zdałam kilka dni wcześniej.
- Czy ten Gerard…- wyszeptałam, szukając sposobu na odsunięcie się od wampira-… przyjdzie i mnie ugryzie?
- Nie… - Alaric machnął ręką lekceważąco i odwrócił się ode mnie, idąc na śro­dek komnaty- Gerard nie chce cię ugryźć. Albo chce, ale tego nie zrobi.
Odetchnęłam cicho z ulgą i zlustrowałam pomiesz­czenie, szukając broni lub ucieczki. Były drzwi, ale jak zwykle w takich historiach- pewnie zamknięte. Nawet jak porywacze nie byli ludźmi. Wierzyłam Alaricowi i byłam przerażona. Wampiry istniały, a ja od teraz miałam mieszkać z nimi!
- Będzie jak do tej pory. Będę przychodził w nocy. I wolałbym, żebyś spała- dodał na końcu, a potem ruszył w stronę drzwi.
- Jestem więźniem?- to nie miało zabrzmieć jak pytanie, ale niestety tak mi wyszło.
- Możesz sobie wmawiać, że jesteś, ale gdy przynosiłem tu twoje rzeczy, za­brałem wszystko- zobaczyłam uśmiech, którego nie umiałam rozszyfrować- Łącznie z twoją finką, która leżała na dnie szuflady i chyba o niej  zapomniałaś- wskazał na szafkę nocną. Miał rację, ostatni raz używałam tego noża, kiedy wybraliśmy się na jakąś tam wycieczkę w góry i stwierdziłam, że wziąć nie zaszkodzi. Kilka lat temu.
Wpadliśmy autem w śnieżycę i zostałam sierotą. Tylko ja przeżyłam.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Byłam w beznadziejnej sytuacji. Nawet nie miałam kogoś, kto mógłby się zainteresować moim zniknięciem!
- Możesz go nosić ciągle przy sobie. Więźniowie raczej mają być bezbronni, tak?
Nie odpowiedziałam, patrząc na niego zła i zrozpaczona.
- Chociaż taki nóż nie zrobi nam krzywdy. - wzruszył ramionami- A mówiąc „nam” mam na myśli Gerarda i mnie, jedyne istoty w tym budynku prócz ciebie.
- Jestem sama z dwoma wampirami- podsumowałam zimno- Istotami, które nie powinny istnieć.
- Które nic ci nie zrobią- poprawił mnie cierpliwie- Ach, właśnie. Pierwsze drzwi po prawej od twoich to jest łazienka i toaleta. Nie martw się, to, że nie musimy korzystać nie sprawia, że są w złym stanie. Po drugie, jeśli będziesz chciała coś zjeść, zejdź do kuchni, to dwa piętra niżej.
- Aha- nie wiedziałam, jakiej odpowiedzi się spodziewał.
- Minęła doba od naszego spotkania.
- Aha- powtórzyłam, dalej nie wiedząc co robić.
- Zostawię cię więc i życzę miłego pobytu w zamku Gerarda- uśmiechnął się delikatnie, robiąc lekki ukłon i otworzył drzwi. Za nimi zobaczyłam korytarz, tak samo zimny jak ściany tej komnaty.
- Spotkam go?
- Gerarda? Wątpię, a na pewno nie, jeśli nie będzie tego chciał- odparł- A o ile wiem, nie wyrażał chęci, byś go poznała.
- Pije moją krew- wycedziłam- Smakuje mu. Chyba mam prawo poznać wam­pira, który planuje przez resztę mojego życia pożywiać się mną i to jeszcze z przyjemnością, prawda?
- Prawda- kiwnął głową- Jednak to nie ja decyduję o waszej znajomości.- wy­szedł, zostawiając mnie samą. Pierwsze, co zrobiłam-pomijając myśli „Czy to nie może być sen?!”- to przyskoczyłam do szafki, by jak najszybciej zdobyć nóż. Dopiero po wyjęciu go uspokoiłam się trochę, podniosłam ubrania i rzuciłam je na łóżko, koło broni.
- Cholera!- zaklęłam. Spojrzałam na leżące rzeczy i nagle pomyślałam, że są zbyt współczesne na to miejsce. Nie żeby mnie to obchodziło, nie będę się ubierać średniowiecznie dla wampirów. Albo jeszcze lepiej- dla zamku.
Szybko się przebrałam, wciskając pidżamę pod stos poduszek, a potem pode­szłam dwa razy wolniej do drzwi z sercem w gardle. Bałam się. Kogo? Pomi­jając tych dwóch krwiopijców, którzy utrzymywali, że mnie nie skrzywdzą, spodziewałam się na korytarzu hordy innych nieśmiertelnych?
Osunęłam się po ścianie roztrzęsiona. Wampiry. Niemożliwe, by nie gryzły. To wbrew wszystkiemu, co o nich słyszałam Legendy, powieści… wszystko kłamało? Co z kościołami, krucyfiksami czy światłem słonecznym? To prawda? Czy nie? Dlaczego nie nosiłam poświęconego krzyżyka na szyi?!
-----------------
W takim tempie to tekstu starczy na dwie notki... to są trzy części gazetki. Zaledwie 600 słów na część... to tak bardzo mało. Jak wy na 1200 narzekacie, to ja współczuję Filomatom...

2 komentarze:

  1. Czy to nie miało być yaoi???? Jak na razie widzę pannę i dwóch kandydatów na mężów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buntownik? Broń Boże! SH jest yaoistyczne xD Ale nie mam go na tyle, by bezpiecznie zacząć tu przesyłać.Proszę cię- yaoi do gazetki szkolnej? XD Wylaliby mnie ze szkoły :D

      Usuń