Dobra, tym razem nie wiem, jakie gify by pasowały, więc będzie Lestat i inne postaci z Kronik Wampirów Anne Rice ;p
Tak, to kolejna opowieść. To opowiadanie/powieść, które aktualnie publikuję w gazetce szkolnej. Prawdopodobnie kilkoro z was już czytało początek...
I wszem i wobec ogłaszam: gdy dotrę do momentu, który jest w gazetce, nie będę wyprzedzać tamtych wydarzeń. Dlaczego? Jakiś czas temu (po opublikowaniu w szkole pierwszej części) dowiedziałam się, że ktoś przeszukał net i znalazł poprzedni blog, na któym był początek... i sobie zespoilerował... i nie chcę tego powtórzyć, bo choć byłam szczęśliwa, że tak zaciekawiłam, nie chcę, by sobie spoilerowano ;-; A więc macie powieść "Buntownik", wczęsniej znaną pod nazwą "Gerard".
A, i jeszcze notka dla uczniów z mojej szkoły, gdyby ktoś znowu tu trafił: Drodzy Filomaci, to dla waszego dobranie pozwolę sobie wyprzedzać gazetki ^^
----------------------------------
Ciche
uderzenie sprawiło, że gwałtownie usiadłam, otwierając oczy. Zobaczyłam przy
oknie mężczyznę. Nie znałam go. Wyglądał nieludzko w księżycowym świetle, które
sprawiało, że jego włosy wydawały się srebrne, a oczy błyszczące. To
spojrzenie sparaliżowało mnie,
choć
samo było zdziwione i przestraszone. Nie umiałam również wydać z siebie
jakiegokolwiek dźwięku, co doprowadzało do paniki. Włamał się do mnie obcy
mężczyzna, a ja nie byłam w stanie nic zrobić!
Nagle
na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Przeszły mnie ciarki. Mimo to, gdy się
odezwał, jego głos był miły dla ucha i nawet łagodny.
-
Obudziłaś się. I co ja mam teraz zrobić?
Patrzyłam
na niego jak zahipnotyzowana.
-
Zabić?- błyskawicznie pojawił tuż obok mojego łóżko, zmniejszając odległość do
najwyżej metra. Drgnęłam przestraszona i odzyskałam władzę nad strunami
głosowymi. Chciałam krzyknąć, ale napastnik przycisnął mnie do materaca i
zakrył usta dłonią.- Czy zabrać ze sobą?- spytał, patrząc w moje zielone oczy-
Gerardowi się podobasz, wolałby to drugie. A więc…
Nagle
na mojej twarzy, a dokładniej nosie, pojawiła się szmatka. Biorąc wdech
poczułam zapach przypominający ocet… i straciłam świadomość.
***
Gwałtownie
usiadłam i zakręciło mi się w głowie, przez co zostałam zmuszona opaść z
powrotem na stos poduszek. Z tego, co zdążyłam zobaczyć, wywnioskowałam, że
muszę znajdować się w zamku. W „mojej” komnacie stała szafa, szafka nocna i
stolik- jedyne rzeczy, które mogłyby być współczesne, choć imitowały styl
średniowieczny. Było jeszcze zwykłe, białe okno, ale mniejsze niż normalnie w
domach. Kamienne ściany, a na jednej z nich wiszący gobelin, przedstawiający
jakąś bitwę. Tyle zapamiętałam.
Usiadłam
powoli i przyjrzałam się pomieszczeniu jeszcze raz, ale nie odkryłam nowych
elementów prócz drzwi po prawej. Pomyślałam, że musiał być wieczór, bo z każdą
chwilą robiło się ciemniej. Byłam przerażona, choć na pewno mniej niż
wcześniej.
Ostrożnie
wstałam i podeszłam do szafy. Jak się po chwili zorientowałam, byłam w tej
samej pidżamie, w której ostatnio się kładłam spać. Kimkolwiek był włamywacz,
gdziekolwiek teraz byłam, nie chciałam, by zastano mnie w łóżku. Pewnie i tak
długo mnie widział, w końcu musiał mnie przynieść, ale chciałam ukryć strach, który pozbawiał mnie kontroli nad ciałem
ciałem, więc starałam się zachować normalnie, jakbym była w swoim domu.
Otworzyłam szafę i zlustrowałam znajdujące się w niej ubrania. Większość
była moja, z mojego własnego domu, ale
było też kilka, których w życiu na oczy nie widziałam. Pogrzebałam chwilę, po
czym wyjęłam najzwyklejsze ciuchy jakie mogłam- niebieskie jeansy i szarą
koszulkę.
Obróciłam
się i zamarłam, prawie wypuszczając ubrania z rąk.
O
parapet opierał się mój porywacz. Patrzył za okno.
Utkwiłam
przestraszone, ale również zdziwione jego nagłym pojawieniem się, spojrzenie w
młodym mężczyźnie. Wyglądał na starszego ode mnie o zaledwie kilka lat, jakby
dopiero co skończył studiować...
- Pewnie masz dużo
pytań- odezwał się cicho, dalej nie odrywając wzroku od widoku za oknem. Była
już noc. To nie był dobry pomysł przebywać w ciemności z nieznajomym mężczyzną.
Przez chwilę
starałam się wydobyć z siebie jakiś dźwięk, a gdy mi się udało, były to
podstawowe pytania porwanej osoby:
- Kim jesteś? Gdzie
jestem?!
- Aż się dziwię,
że nie panikujesz i nie próbujesz uciec- musiał pomyśleć to samo, co ja.
Milczałam.
- Nazywam się
Alaric i wbrew temu, co pewnie myślisz, nie porwałem cię dla siebie i nikt tu
nie planuje morderstwa ani gwałtu.
Dalej milczałam.
- Nie porwałbym
cię, gdybyś mnie nie zobaczyła. Mógłbym cię zabić, ale nie zrobiłem tego tylko
dla Gerarda.
- Kim jest Gerard
i czego ode mnie chce?- spytałam, siląc się na spokój.
- Można powiedzieć,
że to mój przyjaciel. I mówię ci, nie chcesz wiedzieć, czego on chce.
- Chce- odparłam
twardo, przyciskając ubrania mocniej do piersi.
- Najpierw mam
jedno pytanie. Znasz legendy o osobie zwanej Vladem Tepesem, Draculą czy po
prostu krwiopijcą?
Zmrużyłam lekko
oczy, patrząc na niego przestraszona. Znałam.
- Oczywiście
legendarny Tepes nie jest najstarszy z nas i na pewno nie jest pierwszym, jak
to mówią opowieści. Mam mówić dalej?
- Nie wierzę.-
zrobiłam krok do tyłu, blednąc. Kpi sobie. Stroi sobie ze mnie żarty. I ten
Gerard też!
- Nie wierzysz?-
powtórzył i… zniknął. Krzyknęłam cicho zaskoczona, wypuszczając ubrania, po
czym znowu się cofnęłam. Poczułam pod palcami materiał w szafie, ale po chwili
zamarłam, zdając sobie sprawę, że to nie mogą być ubrania z szafy, bo były
opięte na ciele.
Stał za mną.
Pisnęłam, gdy
zacisnął palce na moich ramionach i zaczęłam się wyrywać
- Uspokój się. Nic
ci nie zrobię, ale nie dojdziemy do niczego, jeżeli nie uwierzysz- odezwał się
cicho, a ja w odpowiedzi jedynie jęknęłam, rezygnując z ucieczki. Wampir?
Wampiry piją krew. Czy to znaczy, że zaraz mnie zabije ugryzieniem?
Okrążył mnie,
puszczając i zatrzymał się przede mną. Sparaliżowana patrzyłam na jego zęby,
gdy otworzył usta w szerokim uśmiechu. Miał kły. Nie były jakoś szczególnie
długie, ale wyraźnie było widać, że nie są ludzkie. Nie umiałam wydać z siebie
ani jednego słowa, choć próbowałam, obserwując jak zahipnotyzowana Alarica.
- Uwolnij… mnie-
wydusiłam w końcu, drżąc na całym ciele- Odejdź. Zostawcie mnie w spokoju.
- Nie skończyłem
opowieści- zaprotestował, zamykając usta.
- Ale…
- Gerard i ja, jak
właśnie zauważyłaś, jesteśmy wampirami.
- Więc jak…-
urwałam, nie umiejąc mówić dalej.
- … się
pożywiamy?- dokończył, domyślając się, co chciałam powiedzieć- Gdy przyszedłem
do twojego domu miałem za zadanie pobrać trochę twojej krwi, ot, zwykłe
pobieranie, tyle, że troszkę więcej. Tak jakby krwiodawstwo. W każdym razie
twoja bardzo zasmakowała Gerardowi i poprosił, bym przychodził do ciebie
częściej. To był pierwszy raz, kiedy kazał mi chodzić do jednej osoby więcej
niż raz w miesiącu. Zawsze było tak, że ludzie nie mogli zauważyć chwilowego
osłabienia.- gdy to powiedział zdałam sobie sprawę, że faktycznie jakiś czas
temu byłam osłabiona i nic mi się nie chciało. Zwaliłam to na karb matury,
którą zdałam kilka dni wcześniej.
- Czy ten Gerard…-
wyszeptałam, szukając sposobu na odsunięcie się od wampira-… przyjdzie i mnie
ugryzie?
- Nie… - Alaric machnął ręką lekceważąco i odwrócił się ode mnie, idąc
na środek komnaty- Gerard nie chce cię ugryźć. Albo chce, ale tego nie zrobi.
Odetchnęłam cicho z ulgą i zlustrowałam pomieszczenie, szukając broni
lub ucieczki. Były drzwi, ale jak zwykle w takich historiach- pewnie zamknięte.
Nawet jak porywacze nie byli ludźmi. Wierzyłam Alaricowi i byłam przerażona.
Wampiry istniały, a ja od teraz miałam mieszkać z nimi!
- Będzie jak do tej pory. Będę przychodził w nocy. I wolałbym, żebyś
spała- dodał na końcu, a potem ruszył w stronę drzwi.
- Jestem więźniem?- to nie miało zabrzmieć jak pytanie, ale niestety
tak mi wyszło.
- Możesz sobie wmawiać, że jesteś, ale gdy przynosiłem tu twoje
rzeczy, zabrałem wszystko- zobaczyłam uśmiech, którego nie umiałam
rozszyfrować- Łącznie z twoją finką, która leżała na dnie szuflady i chyba o
niej zapomniałaś- wskazał na szafkę
nocną. Miał rację, ostatni raz używałam tego noża, kiedy wybraliśmy się na
jakąś tam wycieczkę w góry i stwierdziłam, że wziąć nie zaszkodzi. Kilka lat
temu.
Wpadliśmy autem w śnieżycę i zostałam sierotą. Tylko ja przeżyłam.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Byłam w
beznadziejnej sytuacji. Nawet nie miałam kogoś, kto mógłby się zainteresować
moim zniknięciem!
- Możesz go nosić ciągle przy sobie. Więźniowie raczej mają być
bezbronni, tak?
Nie odpowiedziałam, patrząc na niego zła i zrozpaczona.
- Chociaż taki nóż nie zrobi nam krzywdy. - wzruszył ramionami- A
mówiąc „nam” mam na myśli Gerarda i mnie, jedyne istoty w tym budynku prócz
ciebie.
- Jestem sama z dwoma wampirami- podsumowałam zimno- Istotami, które
nie powinny istnieć.
- Które nic ci nie zrobią- poprawił mnie cierpliwie- Ach, właśnie.
Pierwsze drzwi po prawej od twoich to jest łazienka i toaleta. Nie martw się,
to, że nie musimy korzystać nie sprawia, że są w złym stanie. Po drugie, jeśli
będziesz chciała coś zjeść, zejdź do kuchni, to dwa piętra niżej.
- Aha- nie wiedziałam, jakiej odpowiedzi się spodziewał.
- Minęła doba od naszego spotkania.
- Aha- powtórzyłam, dalej nie wiedząc co robić.
- Zostawię cię więc i życzę miłego pobytu w zamku Gerarda- uśmiechnął
się delikatnie, robiąc lekki ukłon i otworzył drzwi. Za nimi zobaczyłam
korytarz, tak samo zimny jak ściany tej komnaty.
- Spotkam go?
- Gerarda? Wątpię, a na pewno nie, jeśli nie będzie tego chciał-
odparł- A o ile wiem, nie wyrażał chęci, byś go poznała.
- Pije moją krew- wycedziłam- Smakuje mu. Chyba mam prawo poznać wampira,
który planuje przez resztę mojego życia pożywiać się mną i to jeszcze z
przyjemnością, prawda?
- Prawda-
kiwnął głową- Jednak to nie ja decyduję o waszej znajomości.- wyszedł,
zostawiając mnie samą. Pierwsze, co zrobiłam-pomijając myśli „Czy to nie może
być sen?!”- to przyskoczyłam do szafki, by jak najszybciej zdobyć nóż. Dopiero
po wyjęciu go uspokoiłam się trochę, podniosłam ubrania i rzuciłam je na łóżko,
koło broni.
- Cholera!- zaklęłam. Spojrzałam na leżące rzeczy i nagle pomyślałam,
że są zbyt współczesne na to miejsce. Nie żeby mnie to obchodziło, nie będę się
ubierać średniowiecznie dla wampirów. Albo jeszcze lepiej- dla zamku.
Szybko się przebrałam, wciskając pidżamę pod stos poduszek, a potem
podeszłam dwa razy wolniej do drzwi z sercem w gardle. Bałam się. Kogo? Pomijając
tych dwóch krwiopijców, którzy utrzymywali, że mnie nie skrzywdzą, spodziewałam
się na korytarzu hordy innych nieśmiertelnych?
Osunęłam się po ścianie roztrzęsiona. Wampiry. Niemożliwe, by nie
gryzły. To wbrew wszystkiemu, co o nich słyszałam Legendy, powieści… wszystko
kłamało? Co z kościołami, krucyfiksami czy światłem słonecznym? To prawda? Czy
nie? Dlaczego nie nosiłam poświęconego krzyżyka na szyi?!
-----------------
W takim tempie to tekstu starczy na dwie notki... to są trzy części gazetki. Zaledwie 600 słów na część... to tak bardzo mało. Jak wy na 1200 narzekacie, to ja współczuję Filomatom...

Czy to nie miało być yaoi???? Jak na razie widzę pannę i dwóch kandydatów na mężów :D
OdpowiedzUsuńBuntownik? Broń Boże! SH jest yaoistyczne xD Ale nie mam go na tyle, by bezpiecznie zacząć tu przesyłać.Proszę cię- yaoi do gazetki szkolnej? XD Wylaliby mnie ze szkoły :D
Usuń