Macie z okazji świąt ;) Majo, gdyby Alucard ogarnął się z żądzą mordu, to już nie byłby znanym nam Alucardem xD Ale postaram się :3 Co wyjdzie, to wyjdzie...
Wesołych Świąt wam życzę, i komentującym i ninjom (na pewno jakieś są)i wszystkim innym <3
Już nie będę przynudzać i proszę:
------------------------
Przez kilka dni dochodziłam do zdrowia. Walter do mnie przychodził
przynajmniej raz dziennie, sprawdzał ranę i zmieniał opatrunek. Wydawał się być
zadowolony z jej stanu. Ja sama starałam się jej nie oglądać, mdlałam od takich
widoków. To śmieszne, na co dzień mordowałam wampiry, mnóstwo krwi było, a
bałam się takich ran...
Walter dał mi kulę, gdy mu powiedziałam, że nie wytrzymam dłużej w
łóżku. Nie chciałam dwóch, bo wtedy obie ręce miałabym zajęte, a wolałam jednak
mieć, czym się bronić.
Teraz szłam powoli korytarzem. Musiałam w końcu iść do Alucarda. Jakkolwiek
bardzo tego nie chciałam, musiałam. Bledłam na samą myśl o tym, ale ścisnęłam
ukradziony z kuchni nóż i kuśtykałam dalej.
Zeszłam do lochów i otwarłam jedne z drzwi. Z wewnątrz czułam mroczna
aurę, co wskazywało na to, że dobrze trafiłam. Z walącym sercem
wkroczyłam do środka. Po kilku kulawych krokach drzwi sie zatrzasnęły,
pogrążając loch w ciemności. Obróciłam się gwałtownie w ich stronę, ale przez
przypadek stanęłam na rannej nodze i załamała sie pode mną. Poczułam, że ktoś
chwycił mnie za ramiona i przytrzymał, bym nie upadla. Instynkt kazał mi dźgnąć
tą postać, jednak trafiłam powietrze. Cofnęłam sie do tyłu z sercem w gardle,
aż poczułam za sobą drzwi. Nacisnęłam klamkę, ale okazały sie zamknięte. Nagle
rozległ sie cichy, straszny śmiech od którego przeszły mnie ciarki. Wstrzymałam
oddech i odsunęłam sie od wyjścia. Rana pulsowała bólem, ale zacisnęłam zęby.
- Po co tu przyszłaś?- usłyszałam cichy glos.
- W końcu musiałam- odparłam drżąc. Nawet nie starałam się ukryć
strachu. I tak musiał go widzieć. Albo czuć.
- Pokaż się!- wyszeptałam.
Na te słowa zapłonęły pochodnie wzdłuż ścian i zobaczyłam, że komnata
jest
większa, niż myślałam. O wiele większa. A kilkadziesiąt metrów dalej
stało
wysokie krzesło. Siedział na nim Alucard i patrzył na mnie rozbawiony.
Po ustach błąkał się uśmieszek. Nie miał na sobie płaszcza, pistolety leżały na
stoliku obok niego... Czy to wino?
Taaak... Na stoliku stała tez butelka z winem i dwa kieliszki.
- Chciałeś mnie zabić- stwierdziłam trochę oskarżycielskim tonem,
decydując
sie podejść bliżej. Opierając sie na kuli małymi krokami zaczęłam
podchodzić do niego.
- Ty też. Do tego pierwsza- zauważył, a potem uśmiechnął się kpiąco- właściwie, to ja cie nawet oszczędziłem te
dziesięć lat temu. Liczy sie?
Glos uwiązł mi w gardle. Pamiętał. Jasna cholera, wiedział, że to mnie
wtedy
uratował!
- Zaskoczona?- zobaczył mój szok- Pamiętam wiele, czasami nawet zbyt
wiele. Nie powinnaś sie dziwić, że cie rozpoznałem- urwał na chwilę- Podejdź
bliżej.
Stałam dwa metry od niego, miałam podejść jeszcze bliżej?!
- Po co?- spytałam podejrzliwie.
- Myślisz, że ci powiem?
- Sam sobie podejdź- warknęłam.
Zanim zdążyłam zareagować, pojawił się przede mną. Rozszerzyłam oczy,
zaskoczona, ale nic więcej nie zrobiłam, gdy nagle... zatopił kły w mojej szyi.
Wrzasnęłam zanim zdążył mi zasłonić usta, po czym wbiłam nóż w jego
klatkę piersiowa, a gdy jego jedyna reakcja było zaciśnięcie zębów mocniej,
zaczęłam sie panicznie wyrywać.
- Alucard! Przestań! Słuchasz mnie?!- próbowałam sie uwolnić, ale
otoczył moje ciało ramionami i trzymał w mocnym uścisku. Wyszarpnęłam nóż i
podźgałam go jeszcze kilka razy. Zero reakcji.
- Zostaw mnie! Alucard! Nie chce być wampirem- warczałam. Czułam jak
serce uderza coraz słabiej- Puszczaj...- załkałam i straciłam świadomość. Nie
powinnam była tu przychodzić.
***
- Do reszty oszalałeś?! -wydusiłam, próbując sie podnieść. O dziwo, rana
postrzałowa mnie nie bolała. No i nie byłam wampirem. Dopiero sie
ocknęłam, a Alucard stal nade mną z mieczem w dłoni. Mieczem...?
- I gdzie my jesteśmy?!- dodałam, gdy udało mi sie wstać. Nie czułam
ran na
szyi. Staliśmy na jakiejś odkrytej wieży. Niebo nad nami było
zachmurzone, ale raczej dzień był. Miałam wielką nadzieję, że zaraz wyjdzie
słońce i spali tego psychopatę.
- Baszta twierdzy Poenari w Rumunii- odparł spokojnie- Oszalałem juz
pięćset lat temu.
- W Rumunii?- powtórzyłam słabo- Ile byłam nieprzytomna?
- Wciąż jesteś.
- Wciąż... Jak to?- odsunęłam sie krok do tyłu zdezorientowana.
- To sie nie dzieje naprawdę. Proste. Nie możesz zginać... ale ból i
tak
poczujesz- nagle wbił ostrze w mój bark. Zachłysnęłam się, a potem
dotarł do
mnie ból. Osunęłam sie na kamienie z jękiem i zobaczyłam kpiący uśmiech
na
twarzy wampira. Przekręcił lekko nadgarstkiem, sprawiając, że stęknęłam
z
bólu i skuliłam się trochę.
- Co ty...- wykrztusiłam oszołomiona bólem promieniującym z ramienia. Mimo, że to nie działo sie naprawdę, o ile
nie kłamał, wszystko odczuwałam jak normalnie. Nawet zaczęły mi migać przed oczami
czarne plamki.
- Może zrobię na tobie sekcję?- na te słowa zamarłam. Oszalał to zbyt
łagodne określenie! Wyszarpnął miecz jednocześnie go skręcając. Spowodował tym
mój krzyk.
- Jak możesz... być tak okrutny?!- wydusiłam.
- Jak widać, mogę- odparł spokojnie- Za chwile znów będziesz zdrowa...
Miałam wrażenie, jakby mój bark sie zrastał. O tym mówi? Podobno nie
da się tu zginąć... skoro tak, to mogę zrobić co chcę, a i tak przeżyje.
Podniosłam sie na chwiejnych nogach i rzuciłam na Alucarda. Albo sie
tego
spodziewał, albo po prostu miał tak dobry refleks- w każdym razie
zrobił
unik. Minęłam go, zanim
zdążyłam wyhamować, i wychyliłam sie za krawędź
wieży. Zobaczyłam, że jesteśmy bardzo, bardzo wysoko, a pod nami ostre
skały czekały aż wypadnę...
Co też prawie sie stało, gdy nagle wampir chwycił mój nadgarstek i
wyrzucił resztę ciała za mur. Zawisłam trzymana przez niego za jedną rękę.
Pisnęłam trochę zaskoczona i zaczęłam sie miotać, by dosięgnąć ręką lub nogami
kamienia. Alucard wyciągnął rękę prostopadle do ciała tak, że nie byłam w
stanie w żaden sposób dosięgnąć baszty. Zdana na łaskę- lub jej brak- wampira, druga ręką złapałam jego nadgarstek,
by mieć dodatkowa ochronę, gdyby mnie puścił.
- Co ty robisz?!- wydusiłam, po chwili przestając sie ruszać i patrząc
na niego
przerażona.
- Tylko to, co chcę- odparł z kpiącym uśmiechem i puścił mnie.
Wrzasnęłam, ledwie zdążając mocniej ścisnąć jego rękę. Drugą dłoń też na niej
zacisnęłam.
- Alucard... Alucard, wciągnij mnie, proszę cię!- zaczęłam go błagać,
nie chcąc
patrzeć w dol.
- Po co?- uśmiechnął sie i w jego drugiej ręce zobaczyłam mizerykordię-
Wiesz, co sie stanie, gdy natnę ścięgna w twoich rekach?
Zbladłam.
- Nie zrobisz tego.
Jego spojrzenie mówiło "Tak sądzisz?".
- Co sie stanie, gdy spadnę?
- Nie wiem. Może zginiesz.
- Mówiłeś, że tu nie da sie zginać...!
- Upadku z wieży jeszcze nie testowałem- odparł, wciąż się
uśmiechając.
Zacisnęłam zęby i puściłam się. W chwili, gdy to zrobiłam, przez twarz
wampira przebiegł wyraz zaskoczenia, a potem spróbował mnie złapać, jednak
nawet wampirzy refleks nie wystarczył. Po kilku sekundach uderzyłam w ziemię.
Nic nie poczułam.
Jedynie co mogę powiedzieć o tym rozdziale, to... że jest wspaniały.
OdpowiedzUsuńSkąd ty bierzesz takie świetne pomysły!? No ja się pytam! Mój fikc nawet się nie umywa do tego co niesie twój blog.
Po prostu geniusz w czystej postaci (Czy ja się aby czasem nie powtarzam!? Aaa... a mniejsza!)
Ps. Wesołych świąt i nowego roku. Mam nadzieje że w ten magiczny dzień spełnią się twoje najskrytsze marzenia.
UsuńPozdrawiam.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam również xD Szczerze, twoja fabuła na blogu mnie zaskoczyła i, wybacz, chyba nie jestem w stanie czytać o Alucardzie jako tatusiu (do tego jeszcze tatusiu istoty, której nie ogarniam xD). Ale będę się starać! :D
UsuńNaczekałam się. Jea w końcu :D
OdpowiedzUsuńJestem nad wyraz zdziwiona oraz podziwiam bohaterkę za wytrzymałość :d Jak to mówią: Nie drażnij wampira, a ona robi całkiem odwrotnie :D Dziw, że Aluś jeszcze jej nie wszamał :D Hhaha
Rozdzialik genialny, szczególnie końcówka. :D
Pozdrawiam Vint
Dzięki wielkie ^^ Wiem,e u ciebie rozdział był zaledwie dwa dni temu,ale chcę już nowy! xD
Usuń